Czwartek, 22 kwietnia
Wszystko zaczęło się mało romantycznie - w toalecie. Pewnym pocieszeniem niech będzie fakt, że toaleta znajdowała się na najwyższym piętrze drapacza chmur w Nowym Jorku, co jak najbardziej mogłoby sprzyjać zawiązaniu akcji przyzwoitej komedii romantycznej. Klara dwa ostatnie dni spędziła na zrywaniu się z konferencyjnych sesji, żeby biegać śladami Meg Ryan, Reese Witherspoon i Jennifer Lopez. Nie obraziłaby się, gdyby jakiś przystojniak oblał ją przez przypadek kawą albo pokłócił się o pierwszeństwo skorzystania z taksówki. Tymczasem nie dość, że przystojniaków brak, to jeszcze nie zobaczyła dotąd na ulicy żadnego aktora, choćby trzecioplanowego, z najlichszego nawet serialu.
Tym tokiem biegły myśli Klary Lorek, gdy w czasie przerwy konferencyjnej stała w niekończącej się kolejce do damskiej toalety. Przed męską oczywiście nie stał nikt, choć kolegów po fachu było tu niewiele mniej niż koleżanek. Nerwowo stukała obcasem, zastanawiając się, czy jeśli dziś wyjdzie znowu wcześniej, zdąży jeszcze odwiedzić słynną kawiarnię z Przyjaciół. Zaraz, zaraz. Przecież piętro wyżej lub niżej zapewne też są toalety. Cztery ostatnie piętra wysokościowca wynajmowane są pod konferencje, więc nikt nie będzie zaskoczony, jeśli szybciutko i dyskretnie załatwi, co trzeba na innej kondygnacji. Z tą myślą Klara ruszyła do wind. No, chyba że to będzie tajna konferencja FBI. Chociaż, z drugiej strony... spotkanie z agentem byłoby nawet lepsze niż z przypadkowym przystojniakiem. A najlepiej, żeby agent po prostu okazał się przystojniakiem.
Podróż w górę zakończyła się rzecz jasna szybko. Na korytarzu panowała cisza, więc albo akurat nie było tu żadnej konferencji, albo ta część budynku była z jakiejś przyczyny nieużywana. I bardzo dobrze. Toaleta znajdowała się w tym samym miejscu, co piętro niżej, lecz zamiast plakietki informującej o tym, dla jakiej płci została przeznaczona, naklejono na niej wielką kartkę z napisem "out of order". No szlag by to trafił. Klara ostrożnie zajrzała do środka, nie zobaczyła jednak żadnych oznak świadczących o awarii toalety. Odkręciła kran, by sprawdzić, czy jest woda, a kiedy test wypadł pomyślnie, pospieszyła do kabiny i sprawnie zaspokoiła potrzebę fizjologiczną. Co za ulga. Miała już wychodzić, gdy dotarło do niej, że obok muszli klozetowej leży czarny plecak.
Plecak w toalecie, w wysokościowcu w Nowym Jorku? Nie ruszać, wezwać służby, ewakuować budynek - każde dziecko o tym wie. Może przesłucha ją przystojny antyterrorysta. Ale miałaby tłumaczyć mu, co ją sprowadziło do tej nieszczęsnej toalety? A może jednak sprawdzić? Zajrzeć ostrożnie, żeby nie poruszyć zapalnika. W końcu jest się tą dziennikarką, nieustraszoną w tropieniu afer i rozwiązywaniu zagadek. Klara wstrzymała oddech i ostrożnie odpięła zamek.
Oczywiście, wielka przygoda zakończyła się, zanim się zaczęła; w środku było jedynie zwinięte schludnie w rulonik ubranie. Męskie, sądząc po zapachu - nie pachniało bynajmniej jak broń biologiczna, ale jak woda kolońska. Mmm, całkiem przyjemny zapach. No i po atrakcji. Klara zamknęła plecak, odłożyła go na miejsce, po czym umyła pospiesznie ręce i wyszła z łazienki. Zanim jednak zawołała windę, rozbuchana wyobraźnia zaczęła podpowiadać jej kolejne scenariusze. Kto może potrzebować zmienić ubranie w toalecie? Złoczyńca? Szpieg? Kochanek-celebryta? Może będzie z tego jednak jakaś sensacja, która trafi na pierwsze strony? Tam też pojawi się nazwisko autorki, światowej odtąd sławy dziennikarki, rzecz jasna. Lepiej będzie zaczaić się za filarkiem i poczekać na rozwój sytuacji. Zaczaiła się zatem, z umiarkowanym żalem rezygnując z kolejnej sesji, którą News Literacy Project zaplanował dla dziennikarzy z krajów, jak mówiono, o wadliwym statusie "index of democracy". Straszny to obciach trafić tutaj - w tej kwestii wczoraj podczas przerwy kawowej zgodzili się z nią koleżanka z Poznania oraz kolega z Budapesztu, ale konferencja w Stanach to wszak nie lada gratka. W Nowym Jorku w dodatku! Jest okazja, to trzeba korzystać.
Tymczasem od stania w niewygodnych butach rozbolały ją nogi; normalnie nosiła raczej baleriny lub trampki, no ale po Manhattanie chciała postukać obcasami. Zrezygnowana zdjęła szpilki i dalej obserwowała windę, z której w każdej chwili mógł wyjść potencjalny właściciel plecaka. Po chwili uświadomiła sobie, że przybycie kabiny zapowiedziałoby przecież podświetlenie guzika i rozluźniła się.
Zupełnie niespodziewanie usłyszała dźwięk dochodzący z innej strony. To drzwi toalety. Otwarły się. Cholera jasna, jak to się stało? Ktoś tam był, kiedy ona sikała? Niemożliwe. Wyszedł z komnaty tajemnic czy co? Podejrzany osobnik z czarnym plecakiem przerzuconym przez ramię bezczelnie zerwał "out of order" z drzwi łazienki i ruszył zdecydowanym krokiem do windy. Klara przyrosła do filarka. Nagle poczuła się jak idiotka. Zauważy ją tu i zastrzeli, jak amen w pacierzu. Wstrzymała oddech, kiedy czekał. Na szczęście winda nie została tak długo na tym piętrze i nie zdradziła jej obecności. Czekał i czekał, a Klara bała się już, że się udusi i wznowiła oddychanie, starając się wszakże robić to możliwie najciszej. Nie odważyła się oczywiście zrobić zdjęcia komórką, co tak brawurowo planowała jeszcze chwilę temu, zamiast tego uważnie przyjrzała się podejrzanemu. Osobnik był, naturalnie, płci męskiej, w dodatku bardzo przystojny, w typie braci Hemsworthów. Ciemnowłosy, nieco poczochrany i z lekkim zarostem, oczu oczywiście Klara nie mogła w tej sytuacji dostrzec, ale założyła, że są niebieskie. Gdyby mieć pewność, że ten człowiek nie jest złoczyńcą albo że jest z tych dobrych szpiegów, można by się odezwać. Tylko co w takiej sytuacji powiedzieć? "Przepraszam, czy toaleta już czynna?" Zagryzła wargę, żeby nie parsknąć śmiechem, a nieznajomy po prostu doczekał się swojej windy i zniknął. Ot, żegnaj, przygodo.
Klara miała dość duże poczucie humoru, również na własny temat, z uśmiechem zatem włożyła swoje obuwie i również wezwała windę. Może skorzysta jeszcze z konferencyjnej sesji. Jednak kiedy drzwi się rozsunęły, zobaczyła tabuny biegających po korytarzu dziennikarzy. Cóż, to z pewnością nie wyglądało na wykład. Wszyscy rozmawiali z ożywieniem i pokazywali sobie coś w smartfonach. Szybko namierzyła Lilkę - poznaniankę, z którą mogła rozmawiać po polsku.
- Klara, rany boskie, gdzieś ty była?
- W toalecie - odrzekła, bo taka przecież była prawda.
- Po naszym budynku wspinał się Spiderman!
- Kto?
- No, Spiderman, ten gość, który zdobywa różne wysokościowce na świecie. Nikt nie wie, kim on jest, bo zawsze jest w granatowym kostiumie z maską!
- Spiderman miał czerwony kostium.
- O Boże, no przecież tak tylko na niego mówią. Wszyscy mamy filmiki kręcone ze środka budynku, ale w sieci są już te z zewnątrz. Patrz, o Jezu, zupełnie bez zabezpieczenia, co za świr! Ciekawe, czy wiedział, że w budynku jest tylu dziennikarzy z całego świata.
- A policja? Nie ściga go?
- Coś tam ściga, no raczej nie jest to przestępca pierwszej klasy, czekali nawet na niego na dachu, ale koleś podobno wszedł w jakieś okno na najwyższym piętrze i cześć. Polecieli szukać, co to za okno, tutaj nieliczne tylko się otwierają, ale raczej tam na nich nie czeka. Pewnie wyszedł już z budynku, pozbywszy się rzecz jasna kostiumu. Raczej nie będą wszystkich przeszukiwać, wiesz, ile tu firm? Dla policji to chyba nie jest bardzo poważna sprawa, co nie?
Klara poczuła, jak robi się jej gorąco. Spiderman. Nie jest to może afera szpiegowska, ale zawsze jakaś sensacja. Być może była jedyną osobą znającą tożsamość Spidermana! Wróć, jaką tożsamość?! Twarz, zaledwie twarz. Bo rozpoznałaby go na pewno. Cóż z tego jednak, skoro mógł być kimkolwiek i pochodzić z dowolnego kraju, więc szansa na ponowne spotkanie była bliska zeru? No, to byłoby na tyle, jeśli chodzi o przygodę w Nowym Jorku. Choć może jeszcze zdąży do tej kawiarni; dziennikarze zachowywali się jak gimnazjaliści, więc wykładu raczej nie wznowią, można by się teraz zerwać. Ostatnia szansa, bo jutro już lot do domu.