21 sierpnia 2017 roku. Poniedziałek
Hektor obudził się przed siódmą i z coraz większym pożądaniem patrzył na
śpiącą obok Roksanę. Była olśniewająca. Kołdra zsunęła się z niej, dając
mu możliwość podziwiania, jak jej piękne piersi unoszą się i opadają
przy każdym oddechu. Nie mógł sobie wyobrazić lepiej wyglądającej
kobiety niż ona.
Od kilku tygodni był naprawdę szczęśliwy, prawdziwie, niemalże
namacalnie. Dawno czegoś takiego nie czuł. Zapomniał, jak dobrze
człowiekowi może być na duszy. Lekkość towarzysząca szczęściu była dla
niego przyjemnym odkryciem. Nie chciał, aby to zniknęło. Przez ostatnie
lata iluzję szczęścia dawały mu opioidy, od których był uzależniony. A teraz, bez chemii, czuł się, jakby był nastolatkiem, zakochanym po raz
pierwszy w najpiękniejszej koleżance ze szkoły. Nie sądził, że jeszcze
kiedyś się tak poczuje.
Chwilami wyrzucał sobie, że daje się ponieść wewnętrznej radości. Karcił
się za to, że czuje się dobrze. Pojawiały się myśli, że jest egoistą, bo
planuje nowe życie po tragedii, która go spotkała. To nawracające
poczucie winy doprowadzało go do rozstroju, dlatego powiedział o tym
Jakubowi Janiszewskiemu, psychologowi, który pomagał mu pozbierać się po
wydarzeniach sprzed pół roku. Aby jednak terapia była skuteczna, musiał
przepracować doświadczenia sprzed pięciu lat. Janiszewski, który stał
się też przyjacielem Cichego, tłumaczył mu, że nie powinien mieć
wyrzutów sumienia z powodu rozpoczęcia nowego etapu. Przekonywał, że
zmarła żona i syn nie mieliby mu za złe, że w końcu uczy się żyć od
nowa. Uważał, że pięć lat egzystowania w rozpaczy i nienawiści oraz
złości na to, że to on przeżył tragiczny wypadek, to wystarczająca
żałoba, którą teraz Hektor powinien zakończyć, oczywiście zachowując w pamięci żonę i synka. I oto nadarzyła mu się do tego najlepsza okazja -
na jego drodze pojawiła się Roksana. Weszła w jego życie
niespodziewanie, pewnie i bez ostrzeżenia. Zmieniła jego świat i za to
był wdzięczny losowi. Po raz pierwszy od lat myślał o przyszłości.
Planował, co i gdzie będą razem robić.
Nie byli jeszcze w stałym związku, bo ustalili, że na razie nie będą się
ograniczać tylko do siebie. Roksana zakończyła trzyletnią relację kilka
tygodni wcześniej, więc potrzebowała czasu, aby odzyskać poczucie
wolności. Dlatego Hektor nie stawiał jej ultimatum. Chociaż właściwie
nie musiał - oboje nie chcieli być z nikim innym, tylko ze sobą.
Znali się od dziesięciu tygodni, a od ośmiu byli nierozłączni. Roksana
była wcześniej dziewczyną partnerki Hektora z wydziału
dochodzeniowo-śledczego. Pomogła im w trakcie ostatniego śledztwa. Była
ich przynętą, ale nie przygotowali jej na to, co ją czekało w miejscu,
do którego została wysłana. Całkowita prowizorka w działaniach
spowodowała diametralne zmiany w życiu Hektora, Roksany, Jagny, ale
także przyjaciółki Cichego, Poli Ostrowskiej.
Jagna Bojanowska nie mogła zaakceptować nieposłuszeństwa Roksany, tego,
że naraziła się na śmiertelne ryzyko. Policjantka była zirytowana tym,
że jej dziewczyna mimo próśb o niepodejmowanie pochopnych decyzji
wykonała zadanie po swojemu, nie zważając na to, jakie mogą być skutki.
Związek Roksany i Jagny już wtedy przeżywał napięcia, więc nie przetrwał
próby, jaką była akcja w klubie tenisowym Lob. Niewypowiedziane
pretensje narosły i wybuchły, nie dając szans na ich rozwiązanie.
Zresztą żadna z nich nie starała się uratować związku. Miały dość. Po
nagłym rozstaniu Roksana została z Hektorem, mimo że początkowo nie był
przekonany do tego pomysłu. Ale kiedy Bojanowska po prostu pewnego dnia
wyjechała, a Przybylska nie próbowała dowiedzieć się, gdzie jej
partnerka zamierza zacząć nowe życie, odrzucił obiekcje.
Modelka czuła się szczęśliwa w towarzystwie Hektora, miała poczucie
komfortu i bezpieczeństwa. To było coś, czego Jagna nie potrafiła jej
dać przez cały miniony rok. Kiedy więc poczuła wolność, zaczęła się
bawić, wciągając w wir spontanicznych decyzji Cichego, który nie
protestował. Czuli się ze sobą swobodnie. Dlatego dwa tygodnie po tym,
jak Roksana zamieszkała na parterze jego bloku, zaczęli również ze sobą
sypiać i odkryli, że ten kolejny poziom relacji odpowiadał im obojgu.
Pojawienie się Roksany wpłynęło także na relację Hektora z Polą
Ostrowską. Na początku patolog miała nadzieję, że jego zainteresowanie
modelką minie, ale gdy Cichy po akcji w klubie Lob przyjął tymczasowo
Roksanę pod swój dach, zrozumiała, że mają inne oczekiwania wobec
przyjaźni, która ich łączyła od pewnego czasu. Patolog nie spodziewała
się niczego dobrego po relacji Hektora z modelką, ale nie wiedziała, jak
skupić uwagę Cichego na sobie. Udowodniła mu, że może na niej polegać,
bo to właśnie ona pomogła mu po tragicznych wydarzeniach sprzed pół
roku, ale ten nieprzyjemny incydent z piękną i niebezpieczną kobietą,
która namieszała mu w życiu, najwyraźniej niczego go nie nauczył - i nie
pomógł mu zrozumieć, kogo powinien mieć u swego boku. Pola zerwała więc
kontakty z Cichym, choć ten próbował się dowiadywać w esemesach, jak się
ma, a winą za dziwne zachowanie przyjaciółki obarczył jej byłego męża,
który obecnie przebywał w więzieniu - Cezary miał plan dręczenia
Ostrowskiej nawet zza krat. Ich rozmowy ograniczały się teraz do spraw
zawodowych, choć Pola nawet na komendzie starała się go unikać. Nigdy
nie podzieliła się z nim tym, co wydarzyło się dzień przed rozpoczęciem
jego śledztwa w klubie tenisowym Lob. Nie wiedział więc, co zrobiła,
żeby ratować siostrę i szwagra.
Po kilku tygodniach Roksana tak wypełniła życie Hektora, że odpuścił
starania o nawiązanie kontaktu z Ostrowską i postanowił wyrzucić ze
swego życia negatywne emocje. I to akurat ucieszyło Janiszewskiego,
który wiedział, że reakcja Poli jest wynikiem rozczarowania, życia
iluzją, że Hektor będzie z nią na zawsze jako jej wybawca. Pojawienie
się kolejnej osoby wymagało pójścia na kompromis i dzielenia się Cichym,
na co patolog nie chciała się zgodzić. Janiszewski z nadzieją obserwował
przemiany Hektora. Widział w nich szansę na odzyskanie emocjonalnej
równowagi. Postanowił nawet ograniczyć liczbę spotkań do jednej sesji
tygodniowo, choć zdarzało się, że widywali się częściej, ale już na
płaszczyźnie prywatnej.
Również w pracy układało się Hektorowi. Powrócił do wydziału
kryminalnego jako zastępca naczelnika. Natomiast naczelnikiem został
Michał Dudzik, który pojawił się na komendzie najpierw jako pełniący
obowiązki komendanta, gdy aresztowano Leonarda Pawłowskiego za
nielegalną współpracę z władzami klubu tenisowego. Po trzech tygodniach
wybrano nowego komendanta, a Dudzik objął stanowisko odchodzącego
naczelnika wydziału kryminalnego. Pierwsze tygodnie współpracy z nowym
kolegą Hektor oceniał pozytywnie. Dudzik okazał się zaangażowany w sprawy firmy, ale nie upierdliwy. Chętnie słuchał pomysłów Cichego.
Polubili się.
Hektor rozmyślał, gdy nagle jego telefon, leżący na stoliku nocnym,
zaczął wibrować. Natychmiast sięgnął po niego, aby nie obudzić Roksany.
Kiedy wychodził z pokoju, żeby porozmawiać, kobieta przewróciła się na
drugi bok, przykrywając kołdrą aż pod brodę.
Gdy znalazł się w przedpokoju, zamknął drzwi do sypialni i spojrzał na
ekran. Widniało na nim imię i nazwisko nowego partnera. Nacisnął zielony
guzik i odebrał połączenie.
- Hektor, jesteś tam? - zapytał Dudzik, bo Cichy nie odezwał się od
razu.
- Tak, tak - zapewnił, wchodząc do kuchni i włączając ekspres. Domyślił
się, że Michał nie dzwoni o tej godzinie na koleżeńską pogawędkę.
Zapewne czekała ich praca.
- Wiesz, gdzie jest motel Perła? - Partner przeszedł od razu do sedna.
- Na południu, przy drodze wyjazdowej z miasta? - upewnił się Hektor.
- Zgadza się. To się zbieraj - obwieścił Michał.
- Bo? - dopytywał bez pośpiechu Hektor, przygotowując filiżankę.
- Właściciel motelu zgłosił, że w jednym z pokoi znajdują się zwłoki w wannie - odparł Dudzik.
- Kobieta - rzucił Cichy pewnie.
- Skąd wiesz? - zdziwił się Michał.
- W tym motelu prostytutki obsługują klientów na godziny. Pewnie
któregoś poniosło - stwierdził, jakby to było standardowe wydarzenie.
- No to mamy jasność. Ale, tak czy siak, musimy się tym zająć.
- Ode mnie do Perły jest pół godziny drogi - zakomunikował Hektor.
- Poczekam na ciebie z oględzinami, bo już jestem w aucie.
- Ktoś zawiadomił Polę Ostrowską? - zapytał Hektor, zanim partner się
rozłączył.
- Prokurator Wiedźmińska powiedziała, że ją zgarnie - odpowiedział
Dudzik.
Hektor poczuł ukłucie. Z jednej strony było to dobre rozwiązanie, a z drugiej - zabolało go, że nawet w takiej sytuacji Pola trzyma go na
dystans.
- Dobra, to widzimy się na miejscu - oznajmił i się rozłączył.
Nalał kawę do kubka i zabrał go do łazienki. Chciał przed wyjściem wziąć
szybki prysznic.
Znał Perłę. Odwiedzał ją kilka razy z różnymi kobietami. Zanim
zaprzyjaźnił się z Polą i zaczął z nią spędzać większość wieczorów przed
telewizorem, szukał kobiet na jedną noc. Poznawał je z dala od domu, a motel był doskonałym miejscem na tego typu spotkania. Nie był drogi, ale
zapewniał przyzwoite warunki i dyskrecję. Ta myśl od razu go
zaniepokoiła, bo zdał sobie sprawę, że nawet jeśli w recepcji zapisano
dane osoby wynajmującej pokój, to niekoniecznie były one prawdziwe. On
sam nigdy nie podawał swoich. Po prostu wystarczyło jakieś imię i nazwisko.
* * *
Pola siedziała jak na szpilkach, czekając na przyjazd prokurator Anny
Wiedźmińskiej. Jeszcze trzy miesiące temu zabrałaby się z Cichym i byłoby to najnaturalniejsze pod słońcem. Ale kobieta, która nagle
pojawiła się w jego życiu, zniszczyła ich relację. Pola wiedziała, że
nie jest tak atrakcyjna jak Anastazja Kool czy Roksana Przybylska. Nie
mogła też zaoferować Cichemu tego, co one mu dawały, czyli seksu. Nie
chciała, aby jej dotykał czy oglądał ją nago. Miała wiele blizn, których
się wstydziła.
Ale nie tylko komisarz zaprzątał jej myśli. Dodatkowym utrapieniem była
siostra. Maja nie mogła zapomnieć o śmierci dwóch młodych mężczyzn,
którzy wtargnęli do jej domu, powodując zniszczenia. Maja i Darek zabili
ich w akcie samoobrony i choć Pola pomogła im pozbyć się ciał na dobre,
siostra żyła w ciągłym strachu. Popadła w paranoję, przestała wychodzić
z domu i dręczyła Polę telefonami.
Ostrowska była przytłoczona napięciem i frustracją i nie miała z kim
podzielić się tymi emocjami. Hektor odpadł, psychoterapeutka nie
wchodziła w grę - poza tym skupiała się na analizowaniu przeżyć Poli
związanych z rozpadem przyjaźni z komisarzem - a Anna Wiedźmińska, z którą miała dobre relacje zawodowe, była prokuratorem. Nie mogła jej
zwierzyć się z mrocznego sekretu.
Pola odczuwała samotność i rozgoryczenie. Znowu zaczynała wierzyć, że
Cezary, który znęcał się nad nią zarówno fizycznie, jak i psychicznie,
miał rację, powtarzając, że jest zepsutym jabłkiem, z którym nikt nie
wytrzyma.
Teraz niepokoiła się prawdopodobnym spotkaniem z Hektorem w motelu
Perła. Nie wiedziała, jak się zachować ani co powiedzieć. W głowie
układała różne scenariusze, ale wszystkie wydawały się żałosne.
Jej serce nerwowo zadrżało, gdy smartfon rozbrzmiał melodyjnym
dźwiękiem. Anna Wiedźmińska już na nią czekała. Nie było odwrotu.
Musiała się zebrać.
Zaczerpnęła głęboko powietrza, włożyła lekką kurtkę i z ciężarem na
sercu ruszyła do pracy.
* * *
Zanim Hektor wyszedł z mieszkania, zerknął do sypialni. Chciał się
pożegnać z Roksaną. Usiadł na krawędzi łóżka i pocałował ją w czoło.
Otworzyła oczy i się uśmiechnęła.
- Dzwonił Michał, mamy trupa - poinformował. - Mogę wrócić późno.
Skrzywiła się, ale Cichy wiedział, że nie ma mu tego za złe. Rozumiała,
że praca jest dla niego ważna. Zresztą ona również lubiła swoją.
- Ja mam o jedenastej krótką sesję - odpowiedziała - a potem będę
tęsknić za tobą - zażartowała.
Tym razem to Cichy się uśmiechnął, odsłaniając bliznę na policzku.
Roksana dotknęła jej i poczuł, jak dawna rana zaczyna pulsować. Wolałby,
żeby tego nie robiła, bo wtedy powracały tragiczne wspomnienia, a wyrzuty sumienia zaczynały krzyczeć, że nie powinien czuć takiego
szczęścia. Blizna była śladem bolesnej przeszłości i jednocześnie
stanowiła barierę przed pozytywnym spojrzeniem w przyszłość. Ale nie
powiedział Roksanie o dyskomforcie, który czuł, choć nie był pewien
właściwie dlaczego. Na pewno by to zrozumiała. Znała jego historię, więc
nie uznałaby jego obiekcji za błahe.
Kiedy oderwała dłoń od jego policzka, podniosła się na łokciach i delikatnie pocałowała go w usta. Cichy z żalem wstał, bo chciałby z nią
zostać. Ale miał już dziesięć minut opóźnienia. Dlatego od razu po
wyjściu na klatkę schodową ruszył do auta pośpiesznym krokiem. Miał
nadzieję, że o tej porze nie będzie żadnych utrudnień na drodze.
Gdy tylko odpalił samochód, wnętrze wypełniła energetyczna muzyka.
Uśmiechnął się pod nosem. Roksana zostawiła tę płytę. Od dawna nie
słuchał niczego podczas jazdy, bo Ola to uwielbiała. Wolała spędzać czas
w aucie na delektowaniu się muzyką niż na rozmowach. Dobrze pamiętał,
jak żona zatapiała się w każdym utworze, śpiewała i podrygiwała, co
zawsze podobało się Adasiowi, który głośno się śmiał. Ale teraz pozwolił
Roksanie, aby jej muzyka odciągała go od tamtego świata. Jechał i słuchał dynamicznych rytmów, a energia zawarta w utworach przenikała do
jego ciała. To było naprawdę przyjemne.
Dwadzieścia minut później zaparkował między samochodami Wiedźmińskiej i Dudzika. Zanim wysiadł, zastanawiał się, jak powinien się zachować,
kiedy spotka Polę, ale zaraz uznał, że to zbędne rozważania. Przecież
nic jej nie zrobił. To ona zerwała z nim kontakt i udawała, że go nie
zna. Ruszył więc w kierunku wejścia do motelu, gdzie prokurator i Michał
już na niego czekali.
- Dzień dobry - przywitał się. - Jak tam sytuacja?
- Technicy na razie sprawdzają drzwi do pokoju, może znajdą jakieś
odciski - pierwszy odezwał się Dudzik.
- W takim miejscu ludzie zmieniają się codziennie, czasem nawet kilka
razy. To bezcelowa praca - skomentował Cichy.
- Musimy porozmawiać z osobą, która ją znalazła, i z tą, która ją
zameldowała. Może będą pamiętać ważne szczegóły. - Wiedźmińska zaczęła
działać według standardowego planu, ale od razu zauważyła, że Michał
uśmiechnął się na jej słowa.
- Zameldowała? - prychnął z rozbawieniem. - Przepraszam, ale nie możemy
zapominać, gdzie jesteśmy.
Hektor musiał przyznać mu rację. Anonimowość była tu kluczowa.
- Goście muszą chyba wypełniać jakieś papiery, prawda? A co, jeśli ktoś
zniszczy pokój lub coś z niego ukradnie? - podawała przykłady
Wiedźmińska, ale zarówno Hektor, jak i Michał wzruszyli ramionami.
- Ryzyk-fizyk - stwierdził w końcu Dudzik. - Pewnie nie mają sprzętu
wysokiej jakości ani wartościowych mebli. Ludzie nie przyjeżdżają tutaj,
żeby oglądać telewizję w pełnej rozdzielczości - ironizował.
Prokurator nie była zachwycona jego mądrościami.
- Wchodziliście już do środka? - przerwał dywagacje Michała Cichy.
- Nie, czekaliśmy na pana, komisarzu - odparła Wiedźmińska, ubrana jak
zawsze na czarno. - Natomiast pani Pola jest już przy denatce - mówiąc
to, spojrzała na niego znacząco. Było jasne, że orientuje się, jak
obecnie wyglądają jego relacje z Ostrowską.
Ruszyli przez otwarte drzwi i w wąskim korytarzu minęli pracujących
nieopodal techników, następnie weszli do małego szarego pokoju, w którym
panował bałagan. Widać było, że wydarzyło się tu coś gwałtownego. Hektor
i Michał skierowali się do łazienki, a prokurator stanęła w jej
drzwiach. Pomieszczenie było niewielkie, a w środku już pracowała
Ostrowska, dlatego nie było sensu robić tłoku. Biel wanny i kafelków
mocno kontrastowała z dużą liczbą krwawych plamek, które były dosłownie
wszędzie.
- Welcome to Dexter Morgan world - rzucił po angielsku Dudzik,
przywołując serialowego seryjnego mordercę, który za dnia pracował jako
policyjny analityk krwi.
W wannie w dziwacznej pozycji leżała martwa młoda dziewczyna, całkiem
naga. Jej twarz była zwrócona w stronę drzwi, więc pierwsze, co można
było zauważyć, to otwarte przerażone i martwe oczy. Niegdyś zapewne
staranny makijaż teraz był rozmazany, nadając całości karykaturalny
wymiar. Pola w ochronnym stroju pochylała się nad zwłokami. Hektor na
ułamek sekundy się zawahał, ale zaraz potem zrobił trzy kroki w stronę
wanny. Od razu zauważył, że denatka ma dużą otwartą ranę, ciągnącą się
od podbrzusza aż po żebra. Po dokładnym przyjrzeniu się można było
dostrzec narządy wewnętrzne. Kilka sekund później dołączyła do niego
patolog.
- Hej - postanowił przyjąć swobodny ton, ale Pola nawet na niego nie
spojrzała. - Cesarka w motelowych warunkach? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie. Gdyby ktoś chciał wyciąć z niej dziecko, toby nie rozcinał tego
miejsca i nie w ten sposób. To by nie miało sensu. W ten sposób zrobiłby
krzywdę dziecku - wyjaśniła, nadal nie patrząc na niego.
- To może wycięli jej jakiś organ? - spróbował raz jeszcze.
- Jeśli chodziłoby o nielegalne pobranie organów, to najprawdopodobniej
zrobiłby to lekarz, i to nie w takim miejscu, i nie w tych warunkach -
oświadczyła i dodała dla pewności: - Przy handlu organami to narządy
mają wartość. Klient płaci za zdrowy towar. Dlatego wątpię, żeby o to
chodziło. W jej przypadku kilka cennych narządów zostało uszkodzonych.
Zdecydowanie cięcie wykonał ktoś, kto się nie zna na anatomii.
- Co za skurwiel robi coś takiego? - zareagował Dudzik.
- To co mogło się jej przydarzyć? - zapytał Cichy i pierwszy raz ich
spojrzenia się spotkały.
- Może po prostu trafiła na psychola, który ją pociął - odparła Pola,
wracając wzrokiem do denatki. - Agresywny typ. To, co jej zrobił,
wymagało siły i samozaparcia. Mówiąc kolokwialnie, została rozpruta. Na
brzuchu ma długie i głębokie rany cięte o nierównych krawędziach oraz
kilka płytszych nacięć. Pewnie wyrywała się, chciała uciekać, a on,
niewprawiony lub pod wpływem adrenaliny, dźgał ją na oślep.
- A może to prostytutka, która umówiła się tu z klientem, ale nie
sprostała jego oczekiwaniom i się zdenerwował? - dołączyła do rozważań
Wiedźmińska.
- Nie wygląda na dziwkę - oświadczył Dudzik.
Prokurator cmoknęła z dezaprobatą za jego plecami. Nie wiedział jeszcze,
że starsza kobieta nie lubi wulgarności.
- Ubrania i torebka są markowe. Nawet jeśli sprzedawała się, to nie za
pięćdziesiąt złotych i nie w tej norze.
- To, co pozostało z paznokci, może świadczyć o tym, że dbała o siebie -
zauważyła Ostrowska. - Widać to również po włosach, makijażu i depilacji. Dlatego uważam, że pan nadinspektor ma rację. Ona po prostu
nie pasuje do tego miejsca.
- Jest bardzo młoda - stwierdził Hektor.
Według niego dziewczyna mogła być nawet niepełnoletnia. Natychmiast
przypomniał sobie sprawę sprzed kilku tygodni. Jeszcze nie uporał się z papierologią dotyczącą śledztwa w klubie tenisowym Lob, więc nie
podobała mu się powtórka z rozrywki.
- Może w jej torebce jest dokument tożsamości? - rzuciła Wiedźmińska,
wskazując palcem na torebkę Chanel, leżącą na podłodze przy łóżku.
Cichy wyszedł z łazienki, nałożył lateksowe rękawiczki i podniósł
torebkę. Obejrzał ją ze wszystkich stron. Była w doskonałym stanie, na
pewno nowa. Otworzył i rozsypał zawartość na niechlujnie zasłane łóżko.
W środku były typowe rzeczy takie jak błyszczyk, puder, grzebień, a także karta płatnicza i dowód osobisty. Brakowało tylko telefonu
komórkowego. Hektor zaczął się rozglądać, ale w pokoju panował totalny
chaos, nie było szans na znalezienie smartfona. Miał nadzieję, że
technicy, dokładnie badając miejsce zdarzenia, go odnajdą.
- Jest dowód - zakomunikował. - Nazywała się Karolina Wachnik. Urodziła
się dziesiątego kwietnia 1998 roku w Rogowie.
- Naprawdę młoda - westchnął Dudzik.
- Po tym bałaganie w pokoju i śladach na jej ciele widać, że się broniła
- odezwała się ponownie Pola, która teraz stała w progu między łazienką
a pokojem. - Ma wiele ran ciętych na dłoniach, przedramionach i ramionach.
- Waleczna dziewczyna - stwierdziła prokurator.
- Tylko jej to gówno dało - rzucił bez namysłu Dudzik.
Pola i Hektor spojrzeli na siebie, a potem na Wiedźmińską, ciekawi jej
reakcji, ale ona tylko zacisnęła usta w cienką linię.
- Porozmawiajmy z pracownikami - zarządziła. - A my spotkajmy się po
południu - dodała, patrząc na Polę.
- Postaram się wtedy wiedzieć więcej - odpowiedziała patolog zupełnie
innym głosem niż podczas rozmowy z Hektorem.
- Nam tu trochę zejdzie - usłyszeli Jana Sobczaka, szefa techników. -
Chaos niemiłosierny i mało sterylne to miejsce. Jestem pewien, że
znajdziemy dużo niepotrzebnych śladów.
- Szukajcie jej telefonu. To lepsze niż pamiętnik u takiej młodej osoby
- poprosił Cichy.
Aby dostać się do recepcji, trzeba było wyjść z budynku, w którym na
dwóch piętrach były rozmieszczone pokoje jeden obok drugiego. Ktoś, kto
zaprojektował ten budynek, musiał się inspirować amerykańskimi motelami.
Brakowało tylko na tyłach obskurnego basenu bez wody.
Budynek z recepcją przylegał prostopadle do krawędzi budynku z pokojami,
jakby stanowił odrębną bryłę, a frontową ścianę miał przeszkloną. Hektor
otworzył drzwi z napisem "Recepcja" i przepuścił Wiedźmińską pierwszą.
Ten rodzaj uprzejmości był dla niej istotny. Prokurator zbliżała się do
siedemdziesiątki i nie czuła potrzeby walczenia o równouprawnienie,
ponieważ już udowodniła swoje umiejętności. Ale takie zachowania jak
całowanie w rękę czy wyrażanie się kulturalnie przy kobiecie miały dla
niej znaczenie. Pracowała w swoim zawodzie długo, słyszała i widziała
wiele, ale nadal nie tolerowała niepotrzebnej wulgarności.
Zza lady wystawała łysawa głowa faceta, który wyglądał na totalnie
niezainteresowanego tym, co się właśnie wydarzyło w jednym z pokoi.
Spokojnie oglądał teleturniej w telewizji i nawet nie oderwał wzroku od
monitora na ich wejście.
- Przepraszam, czy byłby pan tak łaskawy i porozmawiał z nami? -
odezwała się Wiedźmińska stanowczo.
Mężczyzna z niechęcią wstał i z ociąganiem podszedł do lady. Miał grube,
ciężkie okulary i pokaźną brodę, która mocno kontrastowała z nierówną
łysiną. Hektor widział go tu już wcześniej.
- Czy zamordowana kobieta była z kimś?
Prokurator przeszła do konkretów, nie siląc się na przedstawianie się.
Mężczyzna nie był zainteresowany tym, kim są. Nauczył się, pracując tu,
że i tak nikt nie mówi o sobie prawdy.
- Była z dwoma facetami - odpowiedział. Miał wyraźną wadę wymowy, ale
nie przejmował się tym.
- Czy zameldował ich pan?
Hektora ogarnął pusty śmiech, ale postanowił nie reagować. Był ciekaw,
co odpowie mężczyzna.
- Jednego. Tyle wystarczy, żeby wynająć pokój - wyjaśnił bez ogródek.
- Pod jakim nazwiskiem?
Pomimo obrzydzenia Wiedźmińska nie zniechęcała się. Miejsce to wydawało
się jej brudne i nieprzyjemne.
Mężczyzna spojrzał do zeszytu, poprawiając suwające się okulary, i oznajmił:
- Jan Kowalski.
Prokurator fuknęła. Była to oczywista informacja, że to fałszywe dane.
- Spisał go pan z dowodu? - dociekała.
Mężczyzna zmarszczył brwi.
- Uwierzyłem na słowo. Po co ktoś miałby mnie okłamywać, jak się nazywa?
- odparł z rozbrajającą powagą okularnik, po czym dodał: - Pan przecież
wie, jak to działa.
Spojrzał na Hektora, musiał go rozpoznać.
Prokurator popatrzyła na Cichego z dezorientacją, a Dudzik lekko się
uśmiechnął. On zrozumiał, o co chodziło recepcjoniście. Poznał już nieco
Hektora, ponieważ ostatnio na komendzie niewiele się działo, dlatego
zamknięci w jednym pokoju opowiadali sobie różne historie ze swojego
życia. Choć Hektor nie powiedział mu o narkotykach, od których był
uzależniony przez lata, a cztery osoby w pracy wiedziały o jego nałogu -
komendant Leonard Pawłowski, który na razie nikomu nie wspomniał o problemie Hektora, choć ten przyczynił się do jego aresztowania,
Krzysztof Jaworski, dawny partner Cichego, a obecnie podwładny, oraz
Pola i Wiedźmińska, która udawała, że o tym fakcie nic nie wie.
- A jak wyglądali ci mężczyźni? - Prokurator przeszła do kolejnej
kwestii, ale już zrozumiała, że recepcjonista nie będzie przydatnym
świadkiem. Nie interesowało go nic poza zapłatą i spokojem.
- Czy ja wiem...? - burknął, wykrzywiając twarz w wyrazie obojętności. -
Normalni, jak wielu innych. - Jego wada wymowy połączona z niechlujstwem
w mówieniu sprawiała, że trzeba było dobrze się wsłuchiwać w wypowiadane
słowa. - Dwa mięśniaki.
- Nie słyszał pan krzyku dziewczyny? - zapytała Wiedźmińska
oskarżycielsko.
- Kochana pani, gdybym za każdym razem reagował na krzyki kobiet, tobym
oszalał - wyjaśnił spokojnie. - Większość gości przychodzi tu na seks.
Ściany są cienkie, więc wszystko słychać. Gdyby pani tu usiadła,
zrozumiałaby moją obojętność.
- A nie zdziwiło pana, że taka młoda dziewczyna spotyka się w jednym
pokoju z dwójką mięśniaków?
Hektor i Michał się nie odzywali, ale pytania Wiedźmińskiej były naiwne.
Aż dziw brał, że prokurator z czterdziestoletnim stażem nie wie, co się
wyprawia w takich miejscach. Chyba że chciała od mężczyzny usłyszeć
wyjaśnienia, w których miała nadzieję wyłapać jakiś istotny szczegół.
- Mnie to już nic nie dziwi - odparł brodacz.
- Macie tu kamery? - włączył się Dudzik.
W normalnych okolicznościach Cichemu też by takie pytanie przyszło na
myśl, ale znał to miejsce, dlatego odpowiedź była dla niego oczywista.
- Nie - oznajmił mężczyzna stanowczo.
- Dziewczyna przyjechała sama czy z mięśniakami? - tym razem zapytał
Hektor.
- Przyjechali razem. Wielkim czarnym samochodem - przerwał, a zaraz
dodał, zanim padło kolejne pytanie: - Dziewczyna i jeden facet wysiedli
z tylnych drzwi, a drugi był kierowcą... - Zrobił pauzę, po której odezwał
się ponownie: - Kierowca przyszedł do mnie, zapłacił za noc, dostał
klucze i tyle ich widziałem.
- Czyli nie widział pan, kiedy opuścili pokój?
Mężczyzna pokręcił głową.
- Kto znalazł ciało?
- Sprzątaczka - odpowiedział. - Zwykle nie zagląda do pokoi, do których
nie ma klucza na wieszaku. Ma zajmować się tylko tymi, które są do
posprzątania. Ale tym razem weszła do środka, bo zobaczyła, że drzwi są
uchylone.
Recepcjonista ponownie poprawił okulary, chociaż nie zmieniły położenia.
To był jego automatyczny odruch.
- Zrobiła zamieszanie w całym motelu. Przybiegłem do pokoju, zobaczyłem
scenę jak z horroru i was wezwałem. Nie było czasu na gadanie czy
zastanawianie się, chociaż nie mogliśmy już jej pomóc. Wszędzie była
krew, wnętrzności na zewnątrz, było już za późno na pomoc - mówił
zaskakująco spokojnie, jakby oglądał to w telewizji, a nie był świadkiem
tej makabrycznej sceny.
- Gdzie jest teraz sprzątaczka, która znalazła ciało? - zapytał Hektor.
- Przy ambulansie. Tak się przejęła, że to ją ratować musiałem -
wyjaśnił brodacz. - Krótko mówiąc, początek dnia do dupy. Od dawna się
tu tyle nie działo. A taka reklama niezbyt dobrze robi dla biznesu.
- Jakby pan miał kamery i był bardziej czujny, to być może nie doszłoby
do tego - rzucił ze złością Dudzik.
Zginęła młoda dziewczyna, a facet miał pretensje, że popsuje to i tak
wątpliwą renomę tego miejsca.
- Sprzątaczka czegoś dotykała? - dopytał Hektor ponownie.
- A ja wiem?! - Wzruszył ramionami. - Może klamki u drzwi. Sami
zapytajcie. W szoku była, przejęła się i trudno było się z nią dogadać.
- Technicy będą jeszcze przez jakiś czas pracować w pokoju. Muszą zebrać
i zabezpieczyć ślady - oznajmił Dudzik.
- A kto mi zrekompensuje straty za nieużywany pokój? W tym czasie mogę
mieć klientów - oburzył się brodacz.
Hektor zauważył, jak na twarzy prokurator maluje się złość.
- Chyba mięśniaki zapłaciły za całą dobę - przypomniał komisarz. - O której przyjechali?
Okularnik ponownie spojrzał do zeszytu.
- Czterdzieści minut po północy.
Mówiąc to, zdał sobie sprawę, że komisarz ma rację. Pokój był opłacony
do północy.
- Proszę się cieszyć, że nie wezwę sanepidu i nie zamknę tego miejsca.
Liczba naruszeń przepisów, którą do tej pory zobaczyłam, kwalifikuje to
miejsce do likwidacji - wybuchła z pretensjami prokurator.
Zobaczyli zaskoczenie na twarzy mężczyzny. Nie spodziewał się takiej
reakcji Wiedźmińskiej.
- Dla mnie to miejsce może być przyczółkiem wybuchu epidemii.
- Dobra, już dobra, zrozumiałem - ofukał ją.
- Na którym miejscu zaparkowali? - wrócił do przesłuchania Cichy.
Chciał sprawdzić, czy była szansa, że ktoś z innego pokoju ich widział,
kiedy byli na parkingu.
- Dwadzieścia siedem - rzucił z urazą okularnik.
- Czy okna któregoś z pokoi wychodzą na to miejsce? - dopytywał Hektor.
- To miejsce najbardziej z brzegu - odpowiedział recepcjonista. - Z pokoi pięć i sześć je widać, ale od dwóch dni są puste.
Nadzieja na świadków przepadła. Wiedźmińska jeszcze chwilę przyglądała
się z niechęcią mężczyźnie i kręciła głową z dezaprobatą. On i to
miejsce wywoływały u niej frustrację.
Wyszli na zewnątrz przed recepcję.
- Czy mógłby mi pan wyjaśnić, dlaczego ten oprych twierdzi, że pan zna
zasady, które rządzą tym miejscem?
Hektor obawiał się tego pytania. Miał nadzieję, że prokurator zapomni o tej części rozmowy, ale tak się nie stało. Chociaż był dorosły i mógł
robić, co chce i z kim chce, to z oporem musiał wyjaśnić, o co chodziło.
- Byłem w tym motelu kilka razy.
- Dlaczego? Przecież ma pan swoje mieszkanie.
Prokurator zachowywała się, jakby faktycznie nie wiedziała, w jakim celu
ludzie się tu spotykają. A być może droczyła się z nim i chciała go
zawstydzić. Michał stał za jej plecami i głupio się uśmiechał do
komisarza.
- Miałem randkę. - Hektor próbował wyjść z tej sytuacji z twarzą, mówiąc
tylko oględnie.
Wiedźmińska ponownie przejechała wzrokiem po budynku z pokojami i jakby
nagle zrozumiała, co ma na myśli.
- Nie spodziewałam się po panu tak nędznego gustu - orzekła z niechęcią
i ruszyła przodem w kierunku ambulansu, a Michał szepnął z rozbawieniem
do Hektora:
- Zrujnowałeś jej piękny obraz siebie.
- Widziała mnie w kiepskim stanie. Nie sądzę, abym mógł to pogorszyć -
wyjaśnił Hektor.
- Choroba to zupełnie co innego niż bawienie się w podrzędnych motelach
z przypadkowymi panienkami - zauważył Dudzik. - Wiele kobiet nie
toleruje takich zachowań i nie potrafi ich zrozumieć. Dlatego uważam, że
jej sympatia do ciebie została dzisiaj poważnie nadszarpnięta.
- Czasem czuję się przy niej jak dzieciak, który ciągle ją rozczarowuje
- stwierdził Hektor z przekąsem.
- Nie zawsze można sprostać oczekiwaniom innych - podsumował Dudzik
pocieszająco.
* * *
Kiedy Pola została sama w łazience, poczuła niespodziewaną ulgę, mimo że
czekała ją praca przy zakrwawionym, poszarpanym ciele młodej kobiety.
Nawet nie przypuszczała, że będzie jej tak trudno, gdy Cichy będzie w pobliżu. Unikała go od tygodni, ale ciągle o nim myślała. Nie mogła
pogodzić się ze zmianami i każda myśl o tym, że Cichy jest z Roksaną,
doprowadzała ją do szaleństwa. Wyobrażała sobie ich razem w kinie, w restauracji czy w łóżku, świetnie się bawiących i za każdym razem
cierpiała. Zauważyła też, że Hektor ostatnio często korzysta z zaległego
urlopu. Bierze dodatkowe dni wolne, żeby spędzać je z nową dziewczyną.
Ostrowska czuła rozczarowanie i złość. Pragnęła znów przesiadywać
wieczorami z Hektorem. Wtedy czuła się tak dobrze, tak lekko... Od lat
tego nie zaznała. Ale teraz wszystko zniknęło i znów została sama ze
swoimi demonami.
Dzisiejsze spotkanie było jak tortura, a perfumy Roksany, które od niego
poczuła - trudno było je pomylić z czymkolwiek, główną nutą był aromat
czekolady - przywołały obraz modelki. Dlatego bała się spojrzeć na
Hektora, nie chciała, aby zobaczył w jej oczach rozpacz. W ciemności
nocy, gdy nie mogła zasnąć, zastanawiała się czasami, jak mogłaby
sprawić, aby Roksana zniknęła z życia Cichego. Co takiego złego zrobiła,
że zawsze była odrzucana, niechciana i na drugim planie? Miała już tego
serdecznie dość. Nie wiedziała jeszcze, co dokładnie zrobi, ale nie
miała zamiaru się poddawać. Ona i Hektor byli sobie przeznaczeni, a obciążenie traumami sprawiało, że tak dobrze się rozumieli.
* * *
Podeszli do karetki. Przez otwarte rozsuwane drzwi zobaczyli starszą
panią, która siedziała na fotelu z głową opartą o zagłówek.
- Dzień dobry - odezwała się prokurator.
Kobieta drgnęła, jakby nagle wybudzona z głębokiego snu.
- To pani znalazła ofiarę? - zadała retoryczne pytanie Wiedźmińska.
- Coś potwornego - westchnęła starsza kobieta o szarych włosach do
ramion.
Była nadal przejęta, ale nie można było się jej dziwić. Widok, który
zastała w wannie, ściąłby z nóg niejednego.
- Te zbiry potraktowały ją gorzej niż prosiaka. Wszędzie krew.
Zakryła twarz dłońmi.
- Czy widziała pani mężczyzn, z którymi kobieta przyjechała? - zapytał
Dudzik.
- Nie, wtedy sprzątałam pokoje na górze - wyjaśniła. - Ale widziałam,
jak odjeżdżali, bo paliłam na dole. - Ponownie westchnęła. - Wielkie
chłopy. Szybko wskakiwali do samochodu, jakby ktoś ich gonił, i od razu
wiedziałam, że coś jest nie tak. Często zdarza się, że klient pobije
dziewczynę, nie zapłaci jej i zostawi ją całą we krwi.
- Czyli takie sytuacje tutaj są częste? - dopytywała prokurator z oburzeniem.
- Niestety - stwierdziła kobieta. - Taki zawód. Ryzyko jest wliczone w cenę - oznajmiła, jakby to było coś zupełnie normalnego.
Wiedźmińska spojrzała oskarżycielsko na Cichego, jakby to on był winny
temu, co się tu działo.
- Dlatego postanowiłam sprawdzić, czy którejś z dziewczyn nie spotkało
coś złego. Większość znam. To stałe bywalczynie - kontynuowała. -
Zauważyłam uchylone drzwi, a z pokoju nie dochodziły żadne dźwięki.
Weszłam do środka i zobaczyłam bałagan. Wszystko było przewrócone do
góry nogami. Widziałam, że doszło do awantury. - Spojrzała na
Wiedźmińską i zauważyła, że prokurator chce o coś zapytać, więc ją
uprzedziła: - Nie raz, nie dwa sprzątałam pokoje po takich incydentach.
- Dotykała pani czegoś? - włączył się Hektor.
- Tylko klamki, żeby otworzyć drzwi.
- Technicy pobiorą od pani odbitki linii papilarnych - odparł.
- Czy nic się nie przykleiło pani do rąk? - odezwał się Dudzik,
natychmiast doprecyzowując: - Denatka miała drogie markowe rzeczy, a nie
możemy znaleźć telefonu. Może się pani przydał? - Popatrzył na kobietę
stanowczo. - Proszę pamiętać, że nie będzie pani mogła go użyć,
zlokalizujemy go po sygnale - ostrzegł.
Orientował się, jak wygląda praca w takich motelach i jak personel w nich zwykle działa. Może uogólniał, ale rzadko się mylił.
- No wie pan co?! - oburzyła się kobieta. - Niczego nie wzięłam. Kiedy
ją zobaczyłam, zaczęłam krzyczeć i zaraz przybiegł pan Antol i wezwał
pogotowie. To, że sprzątam, nie oznacza, że jestem złodziejką.
- To może pan Antol przytulił telefon. - Michał trzymał się swojej
myśli.
Dobrze wiedział, że ludzie nie mieli skrupułów, jeśli trafiała im się
okazja, aby się wzbogacić. Był przekonany, że w takim miejscu jak to
zdarzało się, iż ktoś coś zgubił lub zostawił. Nie sądził, aby
właściciel tego wątpliwego przybytku zajmował sobie głowę odnalezieniem
właściciela zguby.
- On również nie - zapewniła. - Po wezwaniu pogotowia wyszliśmy na
zewnątrz, ponieważ zaczęło mi się kręcić w głowie. Żadne z nas nie
chciało patrzeć na tę biedną dziewczynę.
- Znała ją pani? - zapytał Cichy, ponieważ jak sama przyznała,
rozpoznawała większość prostytutek, które tu pracowały.
- Nie - odpowiedziała bez wahania. - Nie znałam również tych mężczyzn i ich samochodu. Pojawienie się tu kogoś nowego zawsze przyciąga uwagę.
Zazwyczaj mamy tu stałych gości.
Hektor był ciekawy, czy jego pamięta, ale odwiedził to miejsce może trzy
razy i to w dużych odstępach czasu.
- Dlaczego ktoś jej to zrobił? - dopytywała, spoglądając na nich smutno.
- To była młoda dziewczyna. Jeszcze dziecko.
- Znajdziemy tę bestię i się dowiemy - zapewniła Wiedźmińska. - Życzę
zdrowia.
Odeszli od karetki i ponownie wkroczyli do budynku, aby sprawdzić, czy
technicy coś znaleźli.
- Nic tu po nas - oznajmił Dudzik po upływie kolejnych trzydziestu
minut.
Tylko obserwowali Sobczaka i Sawicką przeszukujących pokój centymetr po
centymetrze, jednocześnie dyskutując o możliwych scenariuszach, co było
stratą czasu. Na razie mieli niewiele informacji na temat tego, co i dlaczego mogło się tu wydarzyć. Wiedźmińska pojechała na komisariat
dwadzieścia minut wcześniej, aby wypełnić dokumenty. A Pola czekała na
transport zwłok, z którym miała się udać do firmy. Przez cały ten czas
nie komunikowała się z nimi. Wydawała się zupełnie obcą osobą.
- Słyszałem, że kiedyś coś cię z nią łączyło - powiedział Michał cicho,
obserwując ją z daleka.
To utwierdziło Cichego w przekonaniu, że nietypowe zachowanie Poli było
zauważalne również dla innych, a nie tylko było wytworem jego wyobraźni.
- Byliśmy przyjaciółmi. Pomogłem jej uwolnić się od męża skurwysyna -
wyjaśnił, chociaż był pewien, że Dudzik zna tę historię. Oczywiście bez
tej części, w której Cichy ruszył z pomocą katowanej przez męża Poli, bo
był naćpany. Inaczej nie zachowałby się tak agresywnie. Poprzedni
komendant i były partner Hektora Krzysztof Jaworski przybiegli z interwencją na czas. Leon Pawłowski załagodził później sprawę, ale na
wspomnienie tego zdarzenia ciało Cichego nieprzyjemnie się kurczyło. Sam
nie pamiętał niczego z samego incydentu. Dopiero Ostrowska i Jaworski
opowiedzieli mu, co dokładnie się wydarzyło. Miał w sobie tak dużo
opioidów, że nie czuł niczego. Zachowywał się jak Robocop. - Ona również
mi pomagała, gdy dostałem nożem w brzuch.
- O co jej teraz chodzi? - zapytał Dudzik, który wcześniej nie miał
okazji widzieć ich razem w jednym pomieszczeniu.
- O Roksanę.
Michał zmarszczył brwi, nie rozumiejąc.
- Pola jest przekonana, że Roks sprowadzi mnie na złą drogę i wciągnie w szaleństwo, a ja już miałem poważne problemy przez kobietę - oświadczył
Hektor, wskazując bliznę po nożu wbitym przez Anastazję Kool. -
Wcześniej spędzaliśmy wspólnie z Polą dużo czasu, a gdy pojawiła się
Roksana, Pola przestała przychodzić, dzwonić i rozmawiać ze mną.
Wiedział, że jego wyjaśnienia mogą być odebrane tak, jakby Pola była
małostkowa i zazdrosna, a chciał wierzyć, że taka nie jest. Ale sam nie
rozumiał jej decyzji. On nie zamierzał wybierać - w jego życiu było
miejsce dla obu kobiet. Zwłaszcza że miał z nimi inne relacje.
- Fajnie, kiedy laski biją się o człowieka - zaśmiał się Michał i lekko
klepnął Cichego w ramię.
- Nie, nie rozumiesz! - oponował Hektor.
Zauważył zdziwienie na twarzy Dudzika i zdał sobie sprawę, że jego
reakcja była zbyt agresywna. Dlatego w geście przeprosin podniósł rękę.
- To po prostu długa i skomplikowana historia. Kiedyś ci opowiem przy
kielichu - zapewnił, a Michał skinął głową pojednawczo.
- Wróćmy na komendę i sprawdźmy denatkę, skoro mamy jej dowód -
postanowił Dudzik, czując, że atmosfera staje się coraz bardziej
napięta.
* * *
- Karoliny Wachnik nie ma w naszej bazie - z rezygnacją zakomunikował
Hektor znad komputera.
Ostatnie trzydzieści minut spędził na przeszukiwaniu informacji o niej w systemie policyjnym. Biuro dzielił z Dudzikiem, co pozwalało im
swobodnie rozmawiać. Cieszył się, że znów ma przestrzeń praktycznie
tylko dla siebie. W wydziale dochodzeniowo-śledczym spędził niecałe dwa
tygodnie, ale zdążył się zmęczyć tym, że wiele osób, niezależnie od
tego, czy chciały, czy nie, musiało brać udział w jego śledztwie.
Wspólna przestrzeń dla kilku policjantów była męcząca. Nie można było
załatwić niczego dyskretnie. Wcześniej, gdy pracował w krymie, razem z Jaworskim dostali małą klitkę, którą sami odnowili. Przestrzeń była
minimalna, ale należała tylko do nich. Dlatego teraz, wracając do
wydziału kryminalnego, miał nadzieję, że odzyska pokój. Niestety, tak
się nie stało, chociaż i tak dostał większe biuro i nowe stanowisko.
- Czyli jeśli była prostytutką, to jeszcze nienotowaną i nową w branży -
stwierdził Michał.
- Miała drogie ciuchy, buty i torebkę. Perła to nie miejsce, gdzie takie
kobiety się pojawiają - przypomniał Cichy. - Ale możliwe, że dopiero co
zaczęła pracować w tej branży, niedawno skończyła osiemnaście lat. -
Westchnął i dodał: - Standardowo sprawdzę ją w Google'u i na portalach
społecznościowych. Była młoda, atrakcyjna i skądś miała markowe rzeczy.
Teraz media społecznościowe to klucz do lepszego życia. Ktoś, kto się na
tym zna, może w tym świecie całkiem nieźle zarobić. Jestem pewien, że
dziewczyny takie jak ona prowadzą alternatywne życie w internecie.
- Już się boję, jak moja Ania będzie chciała założyć konto na Facebooku
czy Instagramie - zmartwił się Dudzik.
- Ojej, ona ma siedem lat - pocieszył go Cichy, ale zaraz dodał z przekąsem: - Zanim ona będzie mogła legalnie korzystać z mediów
społecznościowych, to do tego czasu powstanie jeszcze kilka nowych. Ale
patrząc na te, które już są, to nie liczyłbym na coś ambitnego.
- Może i ma siedem lat, ale kiedy Magda się maluje czy robi manicure,
Ania jej nie odstępuje i pyta, kiedy też będzie mogła robić to samo.
Hektor się zdziwił. Nie miał do czynienia z dziećmi. Po wypadku, w którym zginął Adaś, unikał z nimi kontaktów. Było mu zbyt ciężko.
- A może miała bogatych starych? - rzucił po chwili milczenia Michał. -
Tylko co w takim układzie robiłaby w takim miejscu jak ten motel? -
rozważał na głos. - Chociaż bogate laski miewają idiotyczne pomysły.
- Kurwa! - wykrzyknął Cichy w stronę monitora, przerywając monolog
kolegi.
- Co się dzieje? - zainteresował się Michał.
- Karolina Wachnik była modelką i pracowała w tej samej agencji co
Roksana - wyjaśnił Cichy.
Natychmiast zaczął się zastanawiać, czy dziewczyna nie była na zleceniu,
przez które spotkała ją taka tragedia. Nie wiedział zbyt dużo na temat
pracy modelek, ale z tego, co Roksana mu opowiadała, wynikało, że mogło
być niebezpiecznie.
- Myślisz, że się znały? - zapytał Dudzik z nadzieją, bo to mogło być
dla nich pomocne.
- Nie muszę myśleć. Wiem, że się znały - oznajmił Cichy i skinął
koledze, aby do niego podszedł.
Gdy nadinspektor stanął za plecami komisarza, dostrzegł na monitorze
zdjęcie Karoliny i Roksany. Pozowały razem do projektu jubilerskiej
firmy.
- Hmm... - westchnął. - Z jednej strony to kiepsko, bo będziesz musiał
powiedzieć Roksanie o tej tragedii. Lecz z drugiej może nam to pomóc.
Spojrzał na Cichego, który przewrócił oczami. Nie podobało mu się, że
znów będą wciągać modelkę w śledztwo. Już raz wystawił ją na
niebezpieczeństwo i prawie skończyło się to tragicznie. Chociaż teraz
potrzebują tylko informacji o zmarłej.
- Nie wiem, czy się dobrze znały - odezwał się. - Roksana niedawno się
tu wprowadziła i nie miała innych znajomych oprócz Jagny.
Chciał chronić dziewczynę, choć wiedział, że prędzej czy później dowie
się o tym, co spotkało jej koleżankę. Dlatego być może lepiej było, żeby
usłyszała to od niego, a nie od kogoś obcego lub z doniesień prasowych.
- Możesz zapytać - stwierdził Dudzik, a Hektor skinął głową, choć nie
było mu to na rękę.
Nie wiedział, jak Roksana zareaguje na taką wiadomość. Jeszcze nie znali
się tak dobrze. Do tej pory spędzali miło i rozrywkowo czas. Chociaż w trakcie erotycznej gry z bogatymi, wpływowymi i bezwzględnymi ludźmi
sobie poradziła, więc miał nadzieję, że i tym razem okaże się silna.
- Fajna była - rzucił Michał, patrząc na kolejne pozowane zdjęcia
Karoliny. - Dlatego wracamy do pytania: co robiła w tym motelu?
- Roks mówiła, że czasami pojawiają się natrętni zleceniodawcy, którzy
nie akceptują słowa "nie". Jeśli modelka im się spodoba, składają
dodatkową propozycję spotkania sam na sam - wyjaśnił.
Roksana opowiadała mu o niemiłych incydentach, gdy została potraktowana
jak przedmiot należący do tego, kto więcej zapłaci. Przyznała się, że
kiedy zaczynała pracę w tej branży, zdarzało się jej pójść do łóżka z klientem. Chociaż podkreślała, że robiła to wtedy, kiedy jej się
spodobał, a nie ze względu na zysk. Tłumaczyła, że nie była pewna
siebie, a takie propozycje schlebiały jej i podnosiły samoocenę. Kiedy
była młoda, ekscytowało ją, że ktoś jej pożąda. W podstawówce i liceum
często dokuczano jej ze względu na inny kolor skóry. Niby się podobała,
bo miała nietuzinkową urodę i mleczną karnację, ale u dziewczyn budziło
to zazdrość. A koledzy z góry zakładali, że jest poza ich zasięgiem,
dlatego ją atakowali. Ale kiedy miała szesnaście lat, zaczepił ją na
ulicy mężczyzna, powiedział, że jest fotografem w największej agencji
modelek w mieście, i zaprosił na spotkanie. Długo nie mogła uwierzyć, że
się podoba i może dyktować warunki, z kim się spotka. Po jakimś czasie
jednak powierzchowność tych relacji ją zmęczyła i dlatego na jakiś czas
związała się z kobietą. Trzy lata z Jagną wyciszyły ją, odbudowały
hardość, ale i uświadomiły, że chce innego życia. Na pewno nie takiego,
jakie oferowała Bojanowska czy mężczyźni traktujący ją jak trofeum.
Dopiero kiedy na jej drodze pojawił się Hektor, poczuła, że to on może
wypełnić jej pustkę.
- No dobrze, zamożny zleceniodawca mógł mieć ochotę na seks z nią,
ponieważ była atrakcyjna. Ale dlaczego ją zabił w tak brutalny sposób? -
zastanawiał się na głos nadinspektor. - Wygląda to tak, jakby wpadł w szał.
Zapadła cisza, którą przerwał dźwięk telefonu komisarza.
- Wiedźmińska - powiedział, przesuwając palcem po wyświetlaczu. Słuchał
przez chwilę, po czym odezwał się do słuchawki: - Już idziemy. - I się
rozłączył. - Mamy przyjść do prosektorium. Pola jeszcze nie zdążyła
przeprowadzić pełnej sekcji zwłok, ale podobno znalazła coś
interesującego i chce się tym podzielić.
Zjechali w milczeniu na dół. Przed wejściem do prosektorium czekała na
nich prokurator. Hektor otworzył jej drzwi i pozwolił wejść pierwszej.
- Chciałabym porozmawiać z panem później sam na sam - oznajmiła.
Cichy skinął głową, że przyjął to do wiadomości, a następnie spojrzał na
Michała, który wyglądał na zaskoczonego. Weszli do chłodnego
pomieszczenia. Hektor nie cierpiał tu być, miejsce to kojarzyło mu się
ze szpitalem. A szpital przywoływał tylko nieprzyjemne wspomnienia. Dziś
czuł dodatkowy dyskomfort, gdy Pola zerknęła na niego z wyraźną
niechęcią.
- Jesteśmy - oznajmiła prokurator. - Dlaczego pani nas już teraz
ściągnęła?
Ciało ofiary leżało na metalowym stole całkowicie odsłonięte, więc
stojąc nad nim, ponownie patrzyli na dużą i głęboką ranę w brzuchu.
- Na razie nie mam pełnego raportu - zaczęła Pola - ale już teraz jestem
pewna, że ta dziewczyna była kurierem narkotykowym. Połknęła kapsułki z kokainą i któraś z nich była nieszczelna lub pękła.
Spojrzała na nich. Hektor poczuł ukłucie w żołądku. Nie zażywał kokainy
często, może zdarzyło mu się to trzy razy w życiu. Koks nie dawał mu
tego samego, co opioidowe leki, i tracił po nim kontrolę, a to mu się
nie podobało. Tylko sevredol zapewniał mu to, czego potrzebował - ulgę w bólu fizycznym i psychicznym, zapomnienie. Miał nawet swojego dilera,
chociaż lek można było kupić legalnie. Jego życie kręciło się od pigułki
do pigułki i nawet udawało mu się tak funkcjonować przez długi czas.
Dopiero gdy pobił męża Ostrowskiej, sprawa wyszła na jaw i musiał iść na
odwyk. Teraz od trzech miesięcy był czysty, po pięciu latach
uzależnienia, ale miewał jeszcze myśli, że z pigułkami byłoby mu czasem
lżej.
- Skąd pani wie? - zapytała Wiedźmińska, przerywając rozmyślania
Hektora.
Pola mimowolnie spojrzała na niego.
- Miała w organizmie tak dużą ilość kokainy, że mogłaby zabić konia -
oświadczyła pewnie. - Wyjęłam pustą i pękniętą prezerwatywę z żołądka.
To właśnie w niej przemycała narkotyk. To znany sposób.
- Czyli możliwe, że kiedy zaczęła się źle czuć, zgłosiła się do ludzi,
którzy jej zlecili przemyt. A oni, nie chcąc stracić towaru, po prostu
ją rozpruli - obrazowo przemówił Dudzik.
Hektor zbliżył się do zwłok i zaczął się im przyglądać. Wyczuwał
napięcie płynące od Poli, która stała obok.
- Czy żyła, gdy wycinali z niej prochy? - dopytał, nie skupiając się na
niej, lecz na poszarpanej dziurze w brzuchu Wachnik.
- Niestety. Wycinali towar na żywca, nie przejmowali się - wyjaśniła,
również nie spoglądając na niego. - Zobaczcie jeszcze to...
Wzięła dłoń dziewczyny i pokazała znaczek jabłka, który na niej był.
- Wygląda jak tatuaż - stwierdziła Wiedźmińska.
- To nie jest tatuaż. Mogłabym to zmyć, gdybym chciała - odparła Pola.
- Może to stempel? - rzucił Hektor, patrząc na dłoń denatki. - W niektórych klubach dają takie na wejściu, żeby było wiadomo, kto już
zapłacił za wstęp - wytłumaczył. - Chociaż taka pieczątka nie musi mieć
nic wspólnego z tym, co ją spotkało. Mogła być na imprezie w weekend i jeszcze jej nie zmyła - rozważał. - Była modelką, więc jakim sposobem
wplątała się w taką historię? - zamyślił się.
Jedna informacja i tyle wątpliwości.
- Prawdopodobnie dla pieniędzy - odrzekła Pola obojętnie. - Po śledztwie
w klubie Lob powinieneś wiedzieć, że za pieniądze można wszystko i wszystkich kupić.
- Wydaje mi się, że modelce łatwiej przewieźć narkotyki w taki sposób -
ponownie odezwał się Dudzik. - Może mniej je przetrząsają.
- No i modelka zawsze ma pusty żołądek. Nie musi jeść i pić za dużo.
Idealna do takiego zadania - szydziła Pola, co nie było typowe dla niej,
ale sprawa była związana z zawodem, do którego od razu miała negatywne
podejście.
- Może Roksana będzie wiedziała więcej, co Wachnik robiła poza
modelingiem - machinalnie powiedział Dudzik i zobaczył spojrzenie Poli
oraz prokurator skierowane na siebie. Zdał sobie sprawę, że jeszcze nie
wspomnieli o tym, czego się dowiedzieli.
- Roks pracowała z nią w tej samej agencji. Miały razem zlecenia. Mamy
nadzieję, że choć trochę się znały - wyjaśnił Hektor krótko. - A jeśli
nie Roks, to ktoś inny w agencji musi ją znać.
- No to świetnie! - zaświergotała Ostrowska ponownie w zupełnie innym
stylu i ze sztucznym uśmiechem. - To macie rozwiązanie! - Spojrzała
gniewnie na Cichego. Jej słowa były pełne agresji. - Masz doświadczenie
w kontaktach z kobietami o wątpliwej moralności. Specjalizujesz się w tym.
Ostatnie stwierdzenie wywołało konsternację w prosektorium. Nikt nie
spodziewał się takiego ataku.
- O co ci chodzi? - zapytał Hektor ostrożnie, czując, że zaczyna mu się
robić gorąco.
- Modelki, prostytutki, kluby i narkotyki... Znasz ten świat jak własną
kieszeń, więc dotarcie do prawdy nie zajmie ci dużo czasu.
Teraz nawet prokurator nie mogła załagodzić sytuacji, ponieważ ten
wybuch był całkowicie nieoczekiwany. Ostrowska nigdy wcześniej nie
atakowała, zwłaszcza w obecności innych osób.
- Jeśli masz jakiekolwiek uwagi do mnie, powiedz mi o tym na osobności -
odezwał się Cichy, starając się zachować spokój. - Choć nie rozumiem
twojego zachowania.
Teraz i on przestał zwracać uwagę na obecność innych. To Pola go
zaatakowała, a jeśli chciała publicznie wyrazić swoje pretensje, nie
miał innego wyjścia, musiał się bronić.
- Jesteś wściekła i sama jesteś sobie winna.
- Wolę być sama niż być ciągle wykorzystywana.
- Co?! - wybuchnął Cichy. - Ja cię wykorzystałem?! - Zaczęła ogarniać go
irytacja.
- Wystarczy - postanowiła interweniować Wiedźmińska. - Nie wiem, co się
między wami dzieje, i nie obchodzi mnie to. Ale albo będziecie
współpracować jak zawsze, albo nadinspektor sam załatwi tę sprawę z panią Polą. Wasze prywatne animozje nie mogą wpływać na waszą pracę.
Mamy brutalnie zamordowaną młodą dziewczynę, a wy najwyraźniej o tym
zapomnieliście.
- Nie ja zacząłem - rzucił Cichy jak małe dziecko, które właśnie się
pokłóciło ze swoją siostrą.
- Nie obchodzi mnie, kto zaczął. Oczekuję profesjonalizmu -
odpowiedziała Wiedźmińska.
- U osoby, która myśli penisem, trudno o profesjonalizm - oznajmiła
Pola.
Była zła, ale nie patrzyła na Hektora. Dudzik cicho gwizdnął na jej
słowa. Pracował już trochę w policji, ale nigdy wcześniej nie miał
konfliktu w robocie. Zachowanie Poli było dla niego niedopuszczalne.
Mówiła emocjonalnie. To był kolejny dowód na to, że trzeba jasno
oddzielać pracę od życia prywatnego. Zwłaszcza kobiety miały z tym
problem. Ich uczucia wpływały na wszystkie sfery życia.
- Natomiast prywatne wyimaginowane skargi w trakcie służbowego spotkania
to najwyższy poziom profesjonalizmu? - zripostował Hektor.
Uważał słowa Poli za niesprawiedliwe. Bez względu na to, o co miała
pretensje, nie powinna tak mówić, zwłaszcza że nie byli sami. Widząc jej
zirytowaną twarz i czując, że sytuacja się pogarsza, zdecydował:
- Wychodzę.
Bez zastanowienia minął ich i ruszył w stronę wyjścia. Laboranci
sekcyjni i studenci przyglądali się temu w ciszy. Hektor był zły i po
raz pierwszy czuł niechęć do Poli. Zamknął z impetem drzwi od
prosektorium i poszedł korytarzem w stronę światła, ale zaraz usłyszał
głos Wiedźmińskiej zza pleców:
- Panie komisarzu!
Nie zareagował. Nie miał ochoty słuchać kolejnej reprymendy. Prokurator
zawsze stała po stronie Ostrowskiej.
- Panie komisarzu! - zawołała ponownie i nie mógł już jej zignorować.
Zatrzymał się i spojrzał w jej kierunku.
- Zapraszam do mojego gabinetu.
Czuł się jak w szkole, jakby zaraz miał się znaleźć na dywaniku u dyrektora.
Wiedźmińska ruszyła korytarzem, a on w milczeniu szedł za nią. Weszli do
windy bez słowa. Był rozdrażniony. Od dawna nie czuł takich emocji, a wraz z ich napływem znowu pomyślał o lekach, które go uspakajały i wyciszały, dając możliwość lekkiego spojrzenia na rzeczywistość.
Gdy wkroczyli do gabinetu, prokurator wskazała mu krzesło i przez moment
się mu przyglądała.
- Panie komisarzu - zaczęła, a on patrzył na nią niepewnie. - Od kilku
tygodni zauważam, że pani Pola nie jest sobą. Jest nieuprzejma,
opryskliwa i nie słucha, co się do niej mówi.
Cichy był zdziwiony. Przygotował się raczej na oskarżenia i potępienie.
- A incydent, który zdarzył się przed chwilą, jest wyraźnym sygnałem, że
to, co się dzieje z panią Polą, ma związek z panem. - Spojrzała na niego
wymownie.
- Nie mam pojęcia, co powiedzieć - oznajmił, ale nie pozwolił jej dojść
do słowa. Chciał przedstawić sytuację z własnej perspektywy, ponieważ
podejrzewał, że prokurator znała ją jedynie z obserwacji. - Pola
wymyśliła problem - stwierdził, wiedząc, że tyle wyjaśnień nie
wystarczy. - To zaczęło się podczas ostatniej sprawy z klubem Lob. Po
incydencie w domu Zaleskiego Jagna odwróciła się od Roksany, która przez
nasze słabe przygotowanie ledwo uniknęła poważnych kłopotów. Pani o tym
wie - wyjaśniał, chociaż nie był do tego zobowiązany. Nie musiał
tłumaczyć się z osobistych spraw. Ale prokurator była mu życzliwa i zależało jej na Poli. Pomogła im obojgu, chociaż nie musiała. Chciała,
aby oboje wrócili do normalności. - Roksana nie wiedziała, co ze sobą
zrobić, więc zaproponowałem, żeby przenocowała u mnie. A Pola i Jagna
wymyśliły sobie własną historię. Uznały, że już tej pierwszej nocy
spałem z Roks. Nie słuchały, kiedy mówiłem, że po akcji resztę nocy
spędziłem z panią, ustalając plan działania. - Westchnął ostentacyjnie.
- Ale pani Roksana została z panem - powiedziała, nie w sposób
oskarżycielski, tylko jako spostrzeżenie. - Wydaje się, że pani Poli to
niezbyt odpowiada.
- Pani prokurator, jesteśmy dorosłymi i wolnymi ludźmi. Moje stosunki z Roks są inne niż z Polą - odrzekł.
Zastanawiał się, czy kobieta uważa, że nie powinien tak postąpić,
ponieważ był w przyjacielskiej relacji z Ostrowską.
- Może Polę zdenerwowało, że zaledwie poznała nowe koleżanki, to
znajomość się rozsypała... - Próbował ją i siebie oszukać.
- Czy nie przyszło panu do głowy, że pani Pola miała nadzieję na to, że
kiedyś potraktuje ją pan inaczej niż tylko jako przyjaciółkę? - zapytała
Wiedźmińska.
Hektor poczuł się nieswojo, bo rozmowa zaczynała skręcać na prywatne
tory. Słowa prokurator uświadomiły mu, że to, co Jakub Janiszewski
powtarzał na terapii, było prawdą. Przyjaciel sugerował dokładnie to
samo.
- Pani Pola była przy panu w trudnych chwilach, troszczyła się o pana,
wspierała, a pan zdecydował się na związek z inną kobietą. - Spojrzała
na niego, upewniając się, że słucha. - Nie mówię, że nie miał pan prawa,
ale wydaje mi się, że pani Pola jest zraniona.
- Wcześniej rozmawiałem z nią kilka razy na ten temat. Zapewniała, że
nie jest gotowa na związek i go nie chce, a mnie traktuje jak rodzinę -
wyjaśnił, jak było. - Pani prokurator, nie chcę funkcjonować w bańce
wyłącznie z Polą. Dobrze pani wie, że po wypadku nie potrafiłem odnaleźć
w sobie chęci do życia. Pojawienie się Poli obudziło mnie, ale ona jest
na innym etapie powrotu do normalności. Nie neguję, że mi pomogła, i doceniam to, ale nie zamierzam się jej tłumaczyć z każdej nowej
znajomości czy wieczornego wyjścia. Ona przyzwyczaiła się do życia w izolacji i myślała, że dołączę do tego więzienia.
Wiedźmińska słuchała go uważnie. Było jej miło, że nie przerwał rozmowy.
Nigdy wcześniej nie nawiązywała bliskich relacji z ludźmi z pracy. Oni
to zmienili. Dlatego chciała zrozumieć Ostrowską i jej zachowanie, bo
ostatnio było trudno z nią porozmawiać.
- Myślałem, że moje życie skończyło się lata temu. Nie widziałem szansy
na normalność. Żałowałem, że nie umarłem razem z Olą i Adasiem. Ale los
chyba dał mi drugą szansę. Tylko że nie z Polą.
Wiedźmińska wiedziała, że komisarz ma rację.
- Jest pan szczęśliwy? - dopytała delikatniej.
Znała jego historię i uważała, że zasługuje na odmianę losu.
- Jestem, chociaż jest mi przykro z powodu Poli - stwierdził. - Roks ją
polubiła. Moglibyśmy miło spędzać czas we trójkę, a nawet dołączyłby też
Michał z żoną. To fajni ludzie. Dostaliśmy szansę, żeby spróbować
normalnie żyć. Mieć pracę, przyjaciół i chwile relaksu, ale Pola to
odrzuciła.
- Rozumiem pana. Chociaż przypuszczam, że pani Pola może potrzebować
trochę czasu, żeby się pogodzić z nową sytuacją - oświadczyła
prokurator. - Dlatego musi się pan oswoić z myślą, że nadinspektor
będzie sam chodził do prosektorium - zdecydowała.
Przyglądała mu się. Zauważyła w nim zmianę - biła od niego cieplejsza
aura. Gdyby nie ten nieprzyjemny incydent z Polą, byłby teraz szczęśliwy
jak nigdy wcześniej.
- Taka sytuacja jak dzisiaj się już nie powtórzy - zapewnił, a potem
nieśmiało dodał: - Może pani ją obserwować? Podejrzewam, że jej zły
humor nie jest związany tylko ze mną. Wiem, że pani sprawdzała jej męża,
ale coś jeszcze jest na rzeczy...
- Będę starała się być przy niej, ale nie zastąpię jej pana.
Te słowa były niesprawiedliwe. Wiedźmińska wzbudzała w nim poczucie
winy. A on nie planował rezygnować z relacji z Roksaną. Z Ostrowską
nigdy nie doświadczał podobnych emocji.
Po powrocie do biura miał zamęt w głowie. Nie lubił opowiadać o sobie i swoim życiu nawet osobie tak życzliwej jak Wiedźmińska.
- Kurwa! Co się stało? - zapytał Dudzik od razu po wejściu. - To nie
może tak wyglądać. To będzie miało negatywny wpływ na śledztwo.
- Spokojnie, prokurator już wyraziła swoje zdanie - odpowiedział Hektor,
siadając przy swoim biurku.
- Jeśli nie dogadujesz się z patologiem, to bez problemu załatwię jej
przeniesienie - rzucił Michał.
- Nie, dla niej byłoby to trudne. Ma traumę... - zaczął, ale nadinspektor
mu przerwał:
- Mam w dupie jej traumy. Każdy ma jakieś problemy, które mogą sprawić,
że stanie się dupkiem, ale musimy jakoś funkcjonować w społeczeństwie.
To nie była sprawiedliwa ocena sytuacji, ale Dudzik nie widział Poli w takim położeniu jak on, leżącej w kałuży krwi, z bliznami na ciele i całą gamą lęków.
- Nie pieprzyła się z tobą i teraz tego żałuje. Jest wściekła, bo
straciła szansę.
Cichemu nie podobały się słowa kolegi, nawet jeśli to była prawda.
- Na razie ty się z nią będziesz kontaktował. To załatwi sprawę -
zasugerował Hektor, choć wiedział, że Michał nie uważał tego za
wystarczające rozwiązanie.
- Jeśli będę musiał być sam na sam z tymi babami, to dostanę nerwicy -
stwierdził.
Hektor nie rozumiał jego niechęci. Dla Cichego kobiety były ważną
częścią jego życia i wiele im zawdzięczał. Dlatego nie był tak
bezwzględny w ocenie.
- Pójdę do domu porozmawiać z Roks - zaproponował, aby zmienić temat.
Nie zamierzał dyskutować z nowym kolegą o jego awersji do ludzi z komendy. Dla niego Dudzik był w porządku i zamierzał trzymać się tej
myśli.
* * *
Pola siedziała sama w pustym prosektorium. Pozwoliła asystentom iść
wcześniej na przerwę obiadową. Po nieprzyjemnej kłótni z Cichym
irytująco się jej przyglądali w milczeniu. Denerwowało ją to, dlatego
wolała zostać sama. Próbowała się skupić, aby opisać kolejne etapy
autopsji, ale jej myśli nieustannie krążyły dookoła tego, jak źle się
zachowała, czym prawdopodobnie całkowicie zraziła do siebie Hektora. Nie
chciała tego. Liczyła, że uda się jej utrzymać neutralność. Planowała,
że dystansem sprawi, iż za nią zatęskni. Ale ten wybuch oddalił ją od
tego celu. Wiedziała, że Hektora drażnią typowe kobiece zachowania -
nagłe pretensje, wypominki po czasie czy zwykłe fochy.
Czuła złość, bo Roksana była jej przeciwieństwem - piękna, wyrozumiała i pełna życia. Pola nie mogła znieść myśli, że nie potrafi być taka jak
ona, a Przybylskiej przychodziło to naturalnie. Siedząc przed komputerem
i patrząc na migający kursor, zastanawiała się, czy istnieje jeszcze
szansa, aby jakoś wytłumaczyła Cichemu swoje zachowanie. Niekorzystne
było również to, że do awantury włączyła się prokurator. Patolog była
pewna, że Wiedźmińska będzie chciała z nią o tym porozmawiać. Od kilku
tygodni regularnie pytała ją o powody złego nastroju, ale nie mogła
powiedzieć starszej kobiecie prawdy. Wstydziła się swoich myśli,
pretensji i rozczarowania sobą, że nie była wystarczająco normalna, aby
Hektor chciał być z nią.
Grażyna Darłowska, psycholog, do której uczęszczała na terapię od
półtora roku, również zauważyła jej napięcie, ale sądziła, że jest
wynikiem jedynie zakończonych kontaktów z Cichym. Nie dostrzegała innych
przyczyn, ponieważ nie wiedziała, co spotkało Polę w ostatnim czasie.
Dlatego ich sesje w zasadzie stały się fikcją. Okłamywała terapeutkę.
Ale wyznanie tego, co leży jej na sercu, zniszczyłoby życie wielu osób.
A przecież zdecydowała się złamać prawo właśnie po to, aby ochronić
najbliższych przed surową karą.
Miała chaos w głowie i czuła duże napięcie w klatce piersiowej. Chciała
wyrwać się z tej samotności, zmienić... i ponownie nawiązać zwykłe
kontakty z Hektorem. Ale nie mogła znieść obecności Roksany obok niego.
Chwyciła skalpel w rękę, ale zamiast wbić go w denatkę, przesunęła nim
po swoim przedramieniu. Z równiutkiej rany zaczęła płynąć krew. Dziwne -
ten ból przyniósł jej ulgę. Cięcie dało szansę na uwolnienie ogromnego
napięcia, które ją trzymało. Pozwoliło jej przerwać dręczące rozważania.
Fizyczny ból na chwilę uwolnił ją od psychicznego, który był o wiele
trudniejszy do zniesienia. Jedna dodatkowa blizna nie miała dla niej
znaczenia. A ulga, którą poczuła, była bezcenna.
* * *
Hektor, zanim odważył się wejść do mieszkania, przez chwilę stał przed
drzwiami, zbierając się w sobie. Nie przypuszczał, by Roksana była
histeryczką, ale to, co miał jej do przekazania, było niezwykle
tragiczne. Karolina Wachnik została zamordowana w okrutny sposób. Cichy
wiedział, że nie było łagodnego sposobu, aby o tym powiedzieć.
Gdy wszedł do przedpokoju, od razu zauważył głowę Roksany, która
wyglądała przez drzwi dużego pokoju. Kobieta nie spodziewała się, że
wróci tak szybko.
- Hektor! - ucieszyła się na jego przyjście.
Zrobiło mu się miło. Od dawna nikt go tak nie witał, gdy wracał do domu.
Kiedyś Ola i Adaś czekali na niego z uśmiechem, a dzisiaj widział tę
samą radość na twarzy Roksany i aż żal było mu psuć jej pogodny nastrój.
Podeszła do niego i delikatnie pocałowała w usta. Poczuł przyjemne
skurcze w żołądku. Pachniała jak zawsze słodką czekoladą. Miała na sobie
krótki top i bawełniane spodenki. Najwyraźniej zamierzała pobiegać. Jej
strój pobudzał wyobraźnię, ale w tej chwili musiał opanować napływające
pożądanie.
- Roks, musimy porozmawiać - powiedział jak najłagodniej.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Nie brzmi to dobrze - stwierdziła poważnie.
Hektor wziął ją za rękę i poprowadził na kanapę. Modelka miała niepewną
minę.
- Chcesz ze mną zerwać? - zapytała żartobliwie, ale w jej głosie było
słychać obawę.
- Nie, między nami wszystko w porządku - zapewnił, uśmiechając się i uwypuklając bliznę na policzku.
Przytaknęła i tym razem nie skorzystała z okazji, żeby go dotknąć.
Patrzyła na niego z wyczekiwaniem.
- Znasz Karolinę Wachnik? - zaczął.
Wydawało mu się, że Roksana odetchnęła z ulgą, że rozmowa nie będzie
dotyczyć ich relacji. Była tak samo szczęśliwa z nim, jak on z nią. Po
związku z Jagną w końcu czuła, że może oddychać. Hektor był wspaniałym
towarzyszem, a czas spędzany z nim był doskonały.
- Jasne, pracujemy dla tej samej agencji - odpowiedziała, nie
podejrzewając niczego złego. - Miałyśmy nawet ostatnio kilka sesji
razem. To fajna, miła, żywiołowa dziewczyna. A dlaczego o nią pytasz?
Nagle ją olśniło. Nie czekała na jego odpowiedź, tylko przyłożyła dłoń
do ust. Domyśliła się, że może pytać tylko z jednego powodu.
- Coś jej się stało?
- Nie żyje - wyjaśnił bez owijania w bawełnę, bo nie było sensu tego
robić.
Roksana przyglądała mu się w milczeniu, jakby nie dotarła do niej
odpowiedź.
- Ktoś jej wyrządził krzywdę?
Wiedziała, że Hektor pracuje w wydziale kryminalnym i nie zajmuje się
wypadkami drogowymi. Skoro więc powiedział, że Karolina nie żyje,
musiała paść ofiarą zabójstwa.
- Wydaje się, że Karolina wpakowała się w poważne kłopoty - zaczął,
spoglądając na zdruzgotaną modelkę. - Zdecydowała się na przemyt
narkotyków.
Przyglądał się intensywnie Roksanie, aby odnotować jej reakcję, ale ona
nadal tylko na niego patrzyła.
- Połknęła kapsułki z kokainą, ale jedna z nich musiała pęknąć, a jej
zawartość dostała się do organizmu Karoliny.
Hektor przełknął ślinę, świadomy, że powiedział tylko część prawdy.
- Czyli umarła, bo doszło do zatrucia organizmu? - Roksana potrzebowała
wyjaśnienia.
- Tak i nie - oznajmił wymijająco. Westchnął. - Ilość narkotyków
faktycznie była śmiertelna, ale kiedy Karolina jeszcze żyła, ktoś wyciął
z niej pozostałe kapsułki. Wykrwawiła się.
Przerażenie na twarzy Roksany uświadomiło mu, że nie musiał jej
informować aż tak szczegółowo. Ale zawsze jakiś dziennikarz może się
dowiedzieć o tej zbrodni i Przybylska zamiast prawdy pozna wykrzywioną
wersję zdarzeń.
Wstrząśnięta Roksana skuliła się, podciągając nogi pod brodę, jakby ta
pozycja dawała jej poczucie bezpieczeństwa.
- Co wiesz o Karolinie? - zapytał.
Modelka spojrzała na niego, próbując uporządkować myśli. Nie potrafiła
sobie wyobrazić tego, co spotkało jej młodą koleżankę.
- Niewiele - odpowiedziała w końcu. - Kiedy byłam z Jagną, nie
spotykałam raczej nowych ludzi. Z Karoliną poznałyśmy się może pół roku
temu. Mimo młodego wieku była doświadczona zawodowo - opowiadała,
uciekając wzrokiem, by powstrzymać napływające do oczu łzy.
Hektor nie zamierzał jej poganiać ani przerywać. Mogła mieć wiedzę,
która zaoszczędzi im wiele czasu.
- Mówiła, że kiedy miała trzynaście lat, poleciała do Japonii, aby
pracować jako modelka. Była tam trzy lata, a następnie agencja
przerzuciła ją do Ameryki Południowej, gdzie też była trzy lata. Do
Polski wróciła ponad pół roku temu. W tamtych krajach uznali, że jest
już za stara na modeling. - Spojrzała na Hektora, robiąc kwaśną minę. -
Termin przydatności minął z wybiciem dziewiętnastu lat.
Cichy ujął ją za rękę, aby dodać jej otuchy. To był trudny i bezwzględny
świat. Kobiety były traktowane w nim jak towar. Póki spełniały
estetyczne wymagania, były rozchwytywane. Ale wystarczyło, że jedna
osoba stwierdziła, że dziewczyna już się nie nadaje, i ta boleśnie
spadała z piedestału.
- Jak sobie tu radziła? Dostawała dużo zleceń? - zapytał.
- Nie narzekała na brak pracy, ponieważ była w doskonałej formie jak na
nasze standardy. Ale nie otrzymywała takiego wynagrodzenia, jakie by
chciała. Przyzwyczaiła się do innego poziomu życia. Wiem, że pomagała
finansowo rodzicom, gdy mieszkała w Japonii i w Brazylii. Tutaj było
trudno jej to osiągnąć. - Zrobiła pauzę, zastanawiając się nad czymś, po
czym kontynuowała: - Dodatkowo dorabiała sobie jako tancerka w klatce w weekendy.
Hektor poczuł niepokój. Na samą myśl, że mogą znów trafić na miejsce
podobne do klubu Lob, robiło mu się niedobrze. Nie chciał powtórki z rozrywki.
- Czy wiesz, jaki to klub?
- Raj Dantego - powiedziała bez namysłu.
Hektor syknął pod nosem. Klubu nie znał, ale nazwa od razu przywoływała
jedną konkretną osobę - Ireneusza Matuszkiewicza, zwanego na mieście
Dante. Był od lat znany policji, miał kontakty z licznymi grupami
przestępczymi. Teraz według wiedzy Cichego powinien być po
pięćdziesiątce, a jeśli klub należał do niego, to można było się
spodziewać, że tam załatwiał brudne interesy.
Roksana nie dostrzegła reakcji Hektora, więc mówiła dalej:
- Ten klub istnieje od niedawna. Nigdy w nim nie byłam, ale Karolina
mówiła, że jest z wyższej półki. W weekendy trzeba zapłacić za wstęp i w każdy dzień obowiązuje elegancki strój - westchnęła. - Zapraszała mnie,
żebym przyszła zobaczyć, jak tańczy, ale nie zdążyłam - zasępiła się.
- Czy tylko tańcem tam zarabiała?
Roksana delikatnie skinęła głową.
- A może utrzymywała intymne relacje dla pieniędzy?
- Nic takiego nie mówiła, ale możliwe, że się wstydziła. Nie jestem
pewna. - Roksana wzruszyła ramionami. - Być może nie potrafiła pogodzić
się z tym, że nie ma już takiego luksusu finansowego jak kiedyś, i zdecydowała się na inne propozycje. - Skrzywiła się, dając do
zrozumienia, że nie ma pojęcia.
- Czy miała jakichś przyjaciół lub znajomych?
- Nie wiem - odparła modelka ze smutkiem, bo uświadomiła sobie, jak mało
wiedziała o koleżance.
- Wiesz, gdzie mieszkała? - kontynuował Hektor niezrażony, ale niestety
kolejne pytanie spotkało się z podobną reakcją jak poprzednie.
- Wiem tylko, że wynajmowała pokój - odpowiedziała. - Nie było jej stać
na całe mieszkanie i to ją frustrowało. Kiedyś miała inne życie. Teraz
uważała to, co ma, za porażkę.
- Czyli wciągnęła się w przemyt dla pieniędzy - stwierdził Hektor. -
Może jakiś bogaty klient, dla którego pracowała, zaproponował jej
dodatkowe zarobki? Może agencja coś wie?
- Moja agencja istnieje od lat i nigdy nie miała problemów z prawem. -
Roksana poczuła potrzebę obrony swoich pracodawców, których szanowała. -
Nikt mi nie składa podejrzanych ofert - zaznaczyła, ale zaraz dodała: -
Ale w sumie wiedzą, że jestem w związku z policjantem - skwitowała i zaraz westchnęła: - Jak mogła się na to zgodzić?!
- Utrata wysokiego standardu życia jest trudna - wyjaśnił to
najprościej. - Spadek z wysokiego konia boli - dodał w przenośni.
- Co teraz zrobią jej rodzice? Jak mają przeżyć utratę dziecka? -
rzuciła Roksana w zamyśleniu i nagle spojrzała na Cichego, po czym
gwałtownie przytuliła się do niego.
Na początku nie zrozumiał, dlaczego tak zareagowała, ale gdy zaczęła
tłumaczyć, wszystko stało się jasne.
- Przepraszam, nie chciałam...
Uświadomiło mu to, że mówiła o nim i o jego stracie. Jakiś czas temu
opowiedział jej o Oli i Adasiu, obejrzała nawet zdjęcia żony i synka.
Zauważyła, że kiedy o nich mówił, stawał się radośniejszy. To ją
poruszyło i w przeciwieństwie do Poli wracała do tego tematu.
Interesował ją czas, kiedy był szczęśliwy. Liczyła, że sama sprawi, że
będzie patrzył w przyszłość z nadzieją. Nie zamierzała zastępować Oli -
chciała tylko, żeby poczuł coś pozytywnego w ich relacji. Nawet coś
innego, ale równie silnego.
- Zamierzam odwiedzić ten klub i zobaczyć, co tam się dzieje -
postanowił, nie komentując jej słów. Musiał się skupić teraz na
Karolinie.
- Idę z tobą - zdecydowała.
- Nie chcę cię narażać. Nie znam miejsca i nie wiem, co tam się dzieje -
oświadczył.
- Karolina była moją koleżanką. Chcę zrozumieć, co się stało. Jej
rodzice będą czekać na tę odpowiedź - przekonywała Roksana. - Traktujmy
to jak randkę. - Uśmiechnęła się zachęcająco.
- Romantycznie, nie ma co - odwzajemnił uśmiech, chociaż tak naprawdę
nie było w tej sytuacji nic pozytywnego. Po chwili zastanowienia dodał:
- No dobrze, ale bez brawury - postawił sprawę jasno i sam się zdziwił,
że to on powiedział. Facet, który w ciągu ostatniego roku kilka razy
wpakował się w kłopoty, które prawie kosztowały go życie.
- Przy tobie będę grzeczna - zapewniła i pocałowała go w usta. - Zjedzmy
coś przed wyjściem - zaproponowała, chociaż nie wiedziała, czy coś
przełknie. Informacje o Karolinie sprawiły, że wielka gula wypełniła jej
gardło.
Hektor uznał, że na to mają czas. Dziś niewiele jadł, mimo że starał się
pilnować regularności posiłków. Roksana wiedziała, że jego organizm
nadal był w kiepskiej formie po latach nadużywania narkotyków. Kiedyś to
był dla niego jedyny sposób na radzenie sobie z tragiczną sytuacją, ale
teraz starali się o siebie dbać, mimo że znali się krótko.
* * *
Pola weszła do gabinetu Grażyny Darłowskiej i zajęła miejsce, na którym
siadywała od półtora roku. Z zaskakującym nawet dla siebie impetem
rzuciła torebkę na krzesło obok i założyła ręce na piersiach. Była zła.
Wręcz kipiała gniewem.
Psycholog zauważyła, że Pola się zmieniła. Na początku była rozkojarzona
i zmęczona, a potem ten stan przerodził się w gniew, którego nie
potrafiła ukryć. Terapeutka sądziła, że Ostrowska jest załamana powrotem
Hektora do pracy, ponieważ przestała być jedynym łącznikiem między nim a światem zewnętrznym, ale potem jej fatalny nastrój przypisała
komplikacjom w relacjach z komisarzem. Chociaż nie rozumiała, dlaczego
Pola definitywnie odcięła się od mężczyzny, który uwolnił ją z tragicznej sytuacji. Dla Ostrowskiej Cichy był ważny, a w ostatnim
czasie nawet najważniejszy - jego nowa partnerka musiała być
rozczarowaniem, ale całkowite zaprzestanie z nim kontaktów uważała za
zbyt skrajne.
Pola nie była gotowa na nowy związek z żadnym mężczyzną. Bała się
cudzego dotyku, a tym bardziej seksu. Na razie nie potrafiła
przezwyciężyć tego strachu. Złościło ją, że wiele kobiet nie miało
problemów z tą sferą, a wręcz ją lubiło. Bez oporów komunikowały swoje
potrzeby i dawały nadzieję na zaspokojenie. Oczekiwała, że Hektor
wyłącznie z nią będzie spędzał czas i że przyjacielska relacja wystarczy
mu tak jak jej. Pojawienie się w życiu Hektora Anastazji Kool było dla
Poli trudne do strawienia, ale na szczęście okazała się to relacja
krótkotrwała, która zakończyła się bolesnym finałem dla Cichego. Roksana
natomiast była piękna, zmysłowa, miła, zabawna i do tego chętna na seks.
Dzięki niej Hektor był szczęśliwy. Promieniał przy niej. Pola wiedziała,
że nie może z nią konkurować.
- Wydajesz się zła - stwierdziła terapeutka. - Czy coś się wydarzyło?
Była pewna, że Pola ponownie śledziła Cichego i Przybylską, co
powodowało jej rozchwianie. Darłowska była tym zaniepokojona -
zachowanie Poli zaczynało przypominać obsesję.
- Miałam spięcie z Hektorem - oświadczyła Ostrowska z irytacją.
To był nowy sposób wyrażania emocji przez patolog. Nigdy wcześniej nie
mówiła w ten sposób.
- Widziałaś go i rozmawiałaś? - zaczęła Darłowska ostrożnie.
Wiedziała z ostatnich sesji, że Pola raczej obserwowała Cichego, ale nie
angażowała się w rozmowy ani konfrontacje.
- Mamy razem nowe śledztwo - wyjaśniła patolog z nieskrywaną niechęcią.
- Oczywiście sprawa młodej dziwki, która wpakowała się w narkotyki. Co
innego mógłby dostać Hektor?! - Ostentacyjnie przewróciła oczami.
- Wydaje mi się, że masz do niego pretensje. Czy sądzisz, że ma wpływ na
popełniane zbrodnie? - zapytała psycholog.
- Zaczynam się zastanawiać, dlaczego zawsze trafiają się mu takie
przypadki.
- W porządnych środowiskach zbrodnie są rzadkością - ironicznie odparła
terapeutka. - Jak się zachowałaś wobec niego, skoro teraz masz wyrzuty
sumienia?
- Trochę mnie poniosło i powiedziałam mu kilka niemiłych rzeczy -
przyznała Pola po chwili milczenia. - Zbyt gwałtownie zareagowałam,
zwłaszcza że był przy tym Michał Dudzik i Wiedźmińska.
Darłowska wiedziała, że Poli również nie podobało się, że nadinspektor
wszedł w życie Cichego. Uważała, że Roksana, Dudzik oraz Janiszewski, do
którego komisarz chodził na terapię, odciągali jego uwagę od rozmyślań
nad nią i ich utraconą przyjaźnią. Była pewna, że samotność skłoniłaby
go do refleksji i zaraz poczułby, że brakuje mu jej towarzystwa.
- Czy w ten sposób chciałaś go zniechęcić do siebie, abyś już nie
musiała się zastanawiać nad tym, czy jest możliwe wskrzeszenie waszej
przyjaźni? - zapytała psycholog.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki