Rajska dolina - Marie Hermanson

Reflow text when sidebars are open.
Gisela Obermann siedziała zwrócona twarzą do dużego panoramicznego okna i wpatrywała się w skalną ścianę po drugiej stronie doliny. Gładka powierzchnia, biała z lekkim odcieniem żółtego, jakby ktoś rozciągnął biały papier, przez który prześwitywały czarne cienie. Przyszło jej do głowy, że cienie przypominają pismo.
Na szczycie skalnej ściany wznosiły się dumne świerki. Niektóre rosły tak blisko krawędzi, że przechyliły się i wyglądały teraz jak połamane zapałki.
Twarze wokół stołu konferencyjnego wydawały się blade w padającym na nie świetle, głosy były przytłumione, jakby ktoś ściszył radio.
- Jakieś wizyty w tym tygodniu? - spytał ktoś.
Gisela czuła się zmęczona, jakby całkiem opadła z sił, poza tym była spragniona. Pewnie z powodu wina, które wczoraj wypiła. Ale wino nie było jedynym powodem jej nie najlepszego samopoczucia.
- Mamy wizytę rodziny - odezwał się doktor Fischer. - Max będzie miał gościa. To chyba wszystko.
Gisela nagle się ożywiła.
- Kto do niego przyjeżdża?
- Jego brat.
- Myślałam, że nie utrzymują z sobą kontaktów.
- Taka wizyta na pewno dobrze mu zrobi - dodała Hedda Heine. - Pierwszy raz się zdarza, że ktoś do niego przyjeżdża, prawda?
- Chyba tak.
- Tak, to jego pierwsze odwiedziny - potwierdziła Gisela. - To dobrze. Ostatnio bardzo się zmienił, w pozytywnym znaczeniu. Jest bardziej zrównoważony, bywa nawet radosny. Dobrze, że brat go odwiedzi. Kiedy przyjeżdża?
- Powinien być tu dzisiaj po południu albo wieczorem - powiedział Karl Fischer. Rzucił okiem na zegarek i zaczął zbierać papiery. - Skończyliśmy?
Czterdziestolatek z rudą brodą zaczął energicznie machać ręką.
- Brian?
- Nie ma żadnych nowych wiadomości o Mattiasie Blocku?
- Niestety nie, ale poszukiwania nadal trwają.
Doktor Fischer wziął papiery i wstał. Pozostali poszli za jego przykładem.
Jak zwykle, pomyślała Gisela Obermann. Przyjeżdża brat Maxa, a mnie, jego lekarki, nikt o tym nie poinformował.
Tutaj wszystko tak funkcjonowało. Dlatego miała tego serdecznie dosyć. Jej energia, która zawsze pozwalała jej radzić sobie ze wszystkimi przeciwieństwami losu, była tu bezużyteczna. Odbijała się od otaczających ją ścian i trafiała w nią rykoszetem.
Dalsza część książki w pełnej wersji