Rozdział 3
Reijo odetchnął z ulgą, gdy w oddali zamajaczyło stado zwierząt.
To były renifery. Setki reniferów. Tysiące.
Zwątpił już, że znajdzie drogę. Znał tylko opis Raiji, która opowiadała mu o tym miejscu. A była tam wiele lat temu. Jej wspomnienia mogły się zabarwić uczuciami. Mówiła jednak kiedyś, że koczujący Lapończycy zawsze wracają w te same miejsca. Czy też raczej robią to renifery. Musiał się na tym oprzeć. Musiał też wierzyć w to, że ludzie, których spotka, znają tych, których szuka. że pokażą mu drogę. Łatwo tu zabłądzić. Przegapić to, czego się wypatruje. Ale to musiało być właściwe miejsce. Lapończycy, z którymi rozmawiał w zeszłym tygodniu, wiedzieli dobrze, kim jest Pehr syn Andego. Zapewniali Reijo, że trafi, gdzie trzeba.
Reijo wątpił w to, ale teraz poczuł, jak kamień spada mu z serca. Choć najtrudniejsze zadanie miał wciąż przed sobą.
Z Knutem przywiązanym do piersi, skórzanym workiem na plecach i dwiema małymi dziewczynkami u boku szedł dalej. Gorączkowo zastanawiał się nad tym, co powie Lapończykom. Nie był już taki pewien, czy Mikkal uwolni go od odpowiedzialności, która ciążyła mu bardziej, niż mógł to znieść. Może jednak żąda za wiele. Mikkal nie wiedział, że Maja jest jego córką. Kochał Raiję, ale może nie należy go prosić, by zajął się jej dziećmi. Jego żonie to się pewnie nie spodoba. Reijo dopiero teraz o niej pomyślał.
Postanowił, że nie powie od razu, iż Mikkal ma jakieś obowiązki przynajmniej wobec jednego z tych dzieci. Ufał, że to nie będzie potrzebne. Powinni sami zauważyć. Zdaniem Reijo, Mikkal i Maja byli podobni do siebie jak dwie krople wody. Tylko ślepiec mógłby tego nie dostrzec. Gdy dotarli na szczyt wzgórza, zobaczyli jurty. Reijo zatrzymał się. Wciąż mógł jeszcze zawrócić. Albo pójść dalej. Nikt by się nie dowiedział, że tu był.
- Czy to tu idziemy? - zapytała ostrożnie Elise. Jej policzki zapadły się trochę. Podobnie jak policzki Mai. Wędrowali już bardzo długo. Nie powinni iść dłużej. Nie powinien wlec ze sobą małych dzieci. Reijo pokiwał głową.
- Czy jest tam Tarja? - chciała wiedzieć Maja. Przywiązała się do ludzi, z którymi spędzili koniec zimy i wiosnę. Ludzi, u których została Tarja Parkkinen.
- Nie ma jej tutaj - odparł i zaczął schodzić w kierunku obozowiska. - Ale są tam inni mili ludzie.
Gdyby była starsza, mógłby jej powiedzieć, że spotka tam swojego ojca. Swoją rodzinę. Ale Maja miała zaledwie dwa i pół roku - niewiele potrafiła zrozumieć.
Przywitały ich zaciekawione spojrzenia. Wszyscy przywykli do wędrowców, którzy się zatrzymywali u nich na trochę, a potem ruszali w swoją stronę. Rzadko jednak trafiał się mężczyzna z trójką małych dzieci.
Jego zielone oczy wędrowały po ich twarzach. Spotkał rodziców Mikkala wtedy, przed trzema laty. Powinien ich rozpoznać. Mikkala w każdym razie tu nie było.
Zatrzymał wzrok na okrąglutkiej, niewysokiej postaci. Była to jowialna kobieta, która przekroczyła już półmetek życia.
Chyba widział kiedyś te przyjazne oczy? Znał ten niepewny uśmiech? Wyrażający niekłamaną dobroć?
- Ravna? - zagadnął ostrożnie.
Uśmiech się rozjaśnił, choć kobieta wciąż go nie poznawała.
- Dawno się nie widzieliśmy - ciągnął Reijo, a rączka Mai zacisnęła się na jego palcu. Elise obejmował drugą ręką. A Knut spał sobie spokojnie, niewzruszony sytuacją. - Byłem zaledwie chłopcem i nie wiem nawet, czy zwróciłaś na mnie uwagę. To było w Lyngen...
Oczy kobiety się zaokrągliły. Jedna ręka powędrowała ku sercu. Usta wypowiedziały jakieś słowa, których nie zrozumiał.
Z gromadki ludzi wystąpił mężczyzna. Niezbyt przystojny, krzywonogi, przygarbiony i chudy. Czas nie obszedł się z nim łaskawie, ale Reijo rozpoznał go bez truciu. Ojciec Mikkala. Zły duch w życiu Raiji.
Mężczyzna stanął naprzeciwko przybysza. Przyjrzał się dzieciom z surową miną i pobladł mimo opalenizny, gdy zatrzymał wzrok na Mai. Dziecko odparło to badawcze spojrzenie, nawet nie mrugnąwszy. Pehr zobaczył w tych dziecięcych oczach ducha z dawnych lat. Spojrzenie tej małej Finki, która powiedziała, że go nienawidzi, skrzyżowane z żółtawym błyskiem, który czaił się w jego własnych oczach i w oczach jego syna.
- A więc i tego nam nie oszczędzono - westchnął, dając wyraz czemuś pomiędzy zwątpieniem a wściekłością. - Los bawi się nami nieprzyjemnie - dodał i spojrzał ostro na Reijo. - Po co tu przyszedłeś? Umarła? Kim dla niej byłeś?
- To było jedyne miejsce, do którego mogłem przyjść. - Reijo wiedział doskonale, że tego człowieka żadne usprawiedliwienia nie zadowolą. Zrozumiał błyskawicznie, że ojciec Mikkala w dalszym ciągu nienawidzi Raiji.
- Ona żyje, ale dzieci czują się tak, jakby umarła... Pehr syn Andego odwrócił się do niego plecami.
- Mam nadzieję, że umarła przynajmniej na tyle, na ile ja się czuję martwy - powiedział i odszedł.
Dopiero gdy Pehr zniknął im z oczu, Ravna przegoniła gapiów i poprosiła, by Reijo siadł koło jej jurty.
Reijo przyjął zaproszenie i ucieszył się, że ludzie się rozeszli. Jedna z kobiet patrzyła na niego wzrokiem, z którego biła wrogość. Reijo poczuł się niepewnie, uświadomiwszy to sobie.
- Jesteś synem tego Fina? - Ravna zdołała tymczasem go rozpoznać.
Nie potrzebował nawet kiwać głową, żeby to potwierdzić.
- To są dzieci Raiji?
- Dwójka. Starsza dziewczynka straciła rodziców i Raija przyjęła ją jak córkę.
Twarz Ravny złagodniała. Szukała Mai spojrzeniem. Reijo widział, że kobieta nie może uwierzyć własnym oczom, choć nie ma innego wyjścia. Musiała wszak rozpoznać rysy, rysy swego własnego dziecka.
- Dlaczego Mikkal nam tego nie wyjawił? - zapytała z żalem. - Mógł mi przecież powiedzieć...
- On o tym nie wie. - Głos Reija zabrzmiał obco nawet dla niego samego. - Raija nie chciała. A Karl przyjął Maję jak swoją, choć znał prawdę. Jej mąż.
Na twarzy Ravny malowało się tysiąc pytań. Reijo odwiązał więc tłumoczek z niemowlęciem, ułożył je sobie na
kolanach i zaczął opowiadać pierwszej przybranej matce Raiji, co się zdarzyło jej podopiecznej, z którą wiązała tyle nadziei i marzeń.
Ravna nie mogła powstrzymać się od łez, a gdy przybysz skończył, oznajmiła najzwyczajniej w świecie, że zajmie się dziećmi. Niezależnie od tego, co powie Pehr czy ktokolwiek inny. Prosiła kiedyś Raiję, by przyszła do niej, gdyby czegokolwiek potrzebowała, i choć to nie Raija we własnej osobie się tu pojawiła, Ravna rozumiała świetnie, że jest jej potrzebna.
- A Mikkal? - zapytał Reijo. Chętnie by z nim porozmawiał. Tylko z nim mógł podzielić się swym niepokojem i bólem.
- Wypasa stado. Widziałeś je chyba po drodze. Pojawi się tu wieczorem. Może. Z nim nigdy nic nie wiadomo. Mikkal nie radzi sobie sam ze sobą. To w dużej mierze wina Pehra. To on przerwał całą tę historię...
- Zajmiesz się dziećmi, gdy ja będę szukał Mikkala?
Ravna spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Powinieneś chyba coś zjeść.
Reijo odparł, że nie jest głodny. Chce i musi porozmawiać z Mikkalem.
- Zdaje się, że nie o wszystkim mi powiedziałeś - stwierdziła.
Reijo skinął głową trochę zawstydzony.
- No cóż, nic nie sprawi mi więcej radości niż zaufanie tych maluchów - dodała.
Reijo wytłumaczył dzieciom, że zajmie się nimi Ravna i że on niedługo wróci. Elise zaakceptowała to, dla Knuta nic nie stanowiło na razie problemu, ale Maja zaprotestowała na cały głos. Wrzeszczała co sił w płucach i uczepiła się swymi małymi rączkami włosów Reijo.
- Temperament matki - orzekła Ravna cierpko, podczas gdy Reijo próbował się jakoś uwolnić i przemówić dziecku do rozsądku. - A przy tym taka podobna do ojca - dodała ze smutkiem.
- Jest jeszcze jedna sprawa - wtrącił się Reijo. Maja wciąż płakała, ale już nie tak głośno. - Nie mów o tym Mikkalowi. O ile to nie będzie konieczne. Raija by sobie tego nie życzyła.
- Tego nikomu nie trzeba tłumaczyć - westchnęła Ravna. - Od razu widać. Nawet mój syn będzie musiał zauważyć podobieństwo.
Wyciągnęła ramiona ku wierzgającemu tobołkowi, który był jej najstarszą wnuczką. Skarbem, który udało się jej przytulić. I Maja ją zaakceptowała. Wciąż wprawdzie łkała, ale nie tak przeraźliwie jak jeszcze przed chwilą. Reijo stwierdził, że jego ulubienica ma się dobrze, i zniknął, zanim dzieci zdążyły się zorientować.
Jeśli Ravna i Pehr przerazili się na jego widok, to trzeba przyznać, że Mikkal był równie zaskoczony.
Stał samotnie na płaskowyżu, z kijem w ręku i arkanem przewieszonym przez ramię. Miał na sobie proste ubranie z reniferowej skóry, o ton ciemniejsze niż jego opalona twarz. To był naprawdę przystojny mężczyzna, niewysoki wprawdzie, ale świetnie zbudowany. Jego wąska w biodrach i szeroka w ramionach sylwetka odcinała się na tle niebieskiego letniego nieba opromienionego życiodajnym słońcem. Włosy sięgały mu ramion, a grzywka zakrywała niemal oczy.
Nietrudno było pojąć, dlaczego Raija go kochała, choć przecież Reijo wiedział dobrze, że nie chodziło tu tylko o jego wygląd. Łączyło ich pokrewieństwo dusz: tego mężczyznę z płaskowyżu i kobietę, która została żoną wójta z Alty.
Gdy Mikkal rozpoznał przybysza, ruszył ku niemu z otwartymi ramionami i objął go tak, jakby Reijo był wytęsknionym bratem.
- To się nazywa rzadki gość - zaśmiał się Mikkal. Obaj mężczyźni usiedli. Reijo wiedział dobrze, że Mikkal chciałby już za wszelką cenę zapytać o nowiny - o nią.
- Zjawiłem się tu z powodu Raiji - wyjaśnił. Ci dwaj nie potrzebowali owijać spraw w bawełnę. - Raija żyje - uspokoił Mikkala. W spłoszonym spojrzeniu słuchacza czaił się lęk przed najgorszym.
Gdy Mikkal bawił się swym kijem, Reijo opowiedział mu o tym, co się zdarzyło minionej jesieni, o podróży, o tym dziwnym miejscu na równinie, o martwym dziecku, o niezwykłych snach czy widzeniach Raiji. O ludziach wójta i swym przymusowym pobycie w Alcie. Potem opowiedział o tym, jak Raija okupiła jego wolność, i o ostatnim, dziwnym z nią spotkaniu. Była to ta sama historia, którą przedtem usłyszała Ravna, tyle że tym razem nie ukrywał bolesnych szczegółów.
Przemilczał tylko to, co łączyło Mikkala z Mają.
- Jakie życie potrafi być dziwne. - Mikkal spojrzał w górę na leniwe, popołudniowe chmurki. - Stara Elle miała niestety rację, więcej mężczyzn niż dzieci, mówiła. Raija ma ich tylko dwoje, prawda? Tę śliczną małą dziewczynkę i dziecko, które nosiła w łonie, gdy ją ostatnio widziałem.
- Maję i Knuta - potwierdził Reijo. Miał ochotę powiedzieć prawdę, ale już złamał jedną ze złożonych obietnic. I wystarczy.
Mikkal od razu odkrył największą tajemnicę Reijo.
- Kochasz ją ciągle? Nie robiłbyś tego dla niej, gdyby tak nie było.
Reijo nie musiał odpowiadać na to pytanie, Mikkal domagał się jednak odpowiedzi na następne.
- Byłeś dla niej czymś więcej niż przyjacielem? Byłeś jej kochankiem?
Cisza zapadła na długo. Słychać było tylko słaby wiatr i tysiące tańczących i bzyczących owadów. Pomiędzy przyjaciółmi nie może być jednak mowy o kłamstwie.
Reijo spojrzał w dziwne, żółtawe oczy Mikkala.
- Tak.
Mikkal westchnął ciężko, ale Reijo dojrzał na twarzy rywala również coś w rodzaju szacunku dla swej otwartości.
- Nigdy jednak nie posiadłem jej tak jak ty - dodał Reijo cicho. - Ani ja, ani nikt inny. Ona należy do ciebie. Ciebie kocha.
- Kiepska pociecha dla człowieka, który przegrał swoje życie - powiedział Mikkal z goryczą. - Zdaje się, że zrzekłbym się tej pewności, byle tylko móc ją trzymać w ramionach.
Mikkal zamilkł. Gdy się znów odezwał, głos mu drżał: - Chciałeś kiedykolwiek mieć z nią dziecko?
Reijo wstrzymał oddech i zrozumiał, że tamten naprawdę nie wie o tym, co Raija chciała zachować w tajemnicy. Uśmiechnął się niepewnie.
- To zbyt bolesne - wyznał szczerze. - Jej dzieci są w pewnym sensie moje. Ona je urodziła. Ale ja je kocham. Kocham je, jakby były moimi własnymi dziećmi.
- Życie bym oddał, byle mieć z nią dziecko! - wykrzyknął Mikkal namiętnie. Gorączkowe spojrzenie zdradzało, że to było jego najskrytsze pragnienie.
Wystarczyłoby parę słów, by zamienić tę tęsknotę w szczęście, ale lojalność wobec tej, którą obaj kochali, kazała Reijo milczeć.
- Zajmę się nimi - obiecał Mikkal po chwili. - Nie żyję z Siggą od roku. Ona używa naszego syna jako broni przeciwko mnie. - Dodał zaraz z niejakim zawstydzeniem: - Spodziewa się następnego dziecka pod koniec roku. Dziecka, które zostało poczęte w gniewie i wściekłości. - W głosie mężczyzny pojawiła się nuta oskarżenia wobec losu. - Trzymałem Raiję w miłosnym objęciu i nie zebrałem owoców. Sigga, której nigdy nie kochałem, dała mi dwoje dzieci... Czy możemy coś zrobić dla Raiji? - zapytał po chwili.
- Niewiele - odparł niechętnie Reijo. - Jest jego żoną. Tego nie możemy zmienić. Pozostaje tylko ucieczka... - Reijo wzruszył ramionami. - Obiecałem jej, że wrócę. I dotrzymam obietnicy.
- Będziecie wyjęci spod prawa - zauważył Mikkal nie bez nuty satysfakcji w głosie. - A zresztą kto by się tym przejmował? - Mikkal znów westchnął. - Przykro mi to mówić, ale wolę, żeby była twoja, niż żeby należała do innego. Moja nigdy nie będzie. Zaczynam się godzić ze swym losem.
- Zostanę tu trochę, póki dzieci nie przyzwyczają się do nowej sytuacji - powiedział Reijo. - Potem spróbuję jeszcze raz. Zbyt wiele jej zawdzięczam, żeby się wycofać.
- A jak ja się czuję twoim zdaniem? - spytał Mikkal zduszonym głosem.
Reijo nie zdradził się, że liczy na Mikkala. Nie miał przecież prawa wtrącać się w cudze życie. Na tamtym ciążyły wszak inne obowiązki, nie tylko wobec Raiji.
On to co innego. Raija i dzieci to jego jedyna rodzina.
- Nie ma sensu pragnąć tego, co jest niedosiężne - mówił gorączkowo Mikkal. - Byłem chłopcem wówczas, gdy powinienem był być mężczyzną. Nie ma sensu oskarżać innych. Sam jestem wszystkiemu winien. I niczego nie można odwrócić. Marzenia mogą złamać mężczyznę. Popatrz na mnie. Sam sobie to wszystko zawdzięczam.
Reijo popatrzył. Mikkal miał dwadzieścia parę lat. Wyglądał starzej. Nie nosił w sobie radości życia. Reijo wciąż pamiętał młodzieńca z niebezpiecznie czarującym błyskiem w oczach. Figlarny uśmiech i radosny głos. Pamiętał, że obaj się w niej tak bardzo kochali. Obaj byli młodzi i pełni nadziei, choć wiedzieli, że to Karl ją dostanie. Teraz Mikkal jest już całkiem inny, podobnie jak Reijo. Sam wiedział przecież, że nie wygląda już jak beztroski młodzian.
- Zmieniliśmy się - powiedział Mikkal, śmiejąc się pod nosem. Nie zwracał uwagi na stado reniferów, choć miał ich pilnować. W każdym razie nie patrzył w tamtą stronę w czasie rozmowy z Reijo. - A ona się zmieniła?
Reijo uśmiechnął się ze smutkiem, przywołując obraz odzianej w czerń nimfy leśnej, która uciekła przed nim w lesie koło Alty. Czy się zmieniła?
- Ma teraz stroje, których żaden z nas nie mógłby jej sprawić. Wydawała się nam taka piękna w prostym odzieniu, a teraz wygląda jeszcze wspanialej. Serce boli na samą myśl o tym. Gdy człowiek myśli, że przecież ona zasługuje na wszystko, co teraz ma, i jednocześnie pragnie ją stamtąd wydostać jak najszybciej...
Oczy Mikkala również rozbłysły. Głos miał gardłowy:
- Bogactwo nic dla niej nie znaczy.
Nie wypowiedział jej imienia. Zbyt go bolało. Cierpiał, gdy o niej myślał. Gdyby wypowiedział jej imię na głos, wbiłby sobie nóż w otwartą ranę - we własne serce.
Siedzieli obok siebie, spoglądając w kierunku ciągle przemieszczającego się, skubiącego mech stada. Niezależnie od tematu, jaki poruszali, kończyli zawsze na jakimś wątku, który dotyczył właśnie jej.
Zapadł zmierzch, a potem noc. Wciąż było jasno. Przyroda zabarwiła się czerwienią niczym zarumieniona, zakochana dziewczyna. Mężczyźni jedli suszone mięso renifera. Mikkal odkrawał cieniutkie plasterki, jeden dla siebie, drugi dla gościa. Łączyło ich coś, czego nie potrafili wytłumaczyć. Mieli może dość powodów, by się nienawidzić, kochali wszak tę samą kobietę. Oni jednak się szanowali. Ich przyjaźń trudno było wytłumaczyć, ale kto powiedział, że trzeba tłumaczyć wszystko?
Miękkie kroki pośród wrzosów zwiastowały nadejście zmiennika. Przybysz poruszał się zwinnie jak kot, a Reijo nie mógł oprzeć się wrażeniu, że już gdzieś widział jego twarz. Najprawdopodobniej był w grupce, która go tu witała. O wiele później przypomniał sobie kobietę, która patrzyła na niego z taką nienawiścią. Była do złudzenia podobna do tego mężczyzny równego mu wiekiem. Mikkal podniósł się z ociąganiem.
- Czas nie pędzi tu na złamanie karku - zauważył dość zgryźliwie. Jego zmiennik nie był skory do żartów.
- Szukają twojego ojca - rzucił w stronę Mikkala. - Poszedł gdzieś bardzo wściekły wcześnie rano. Nie pokazał się od tamtej pory. Ravna zaczęła się niepokoić...
Reijo poczuł się niepewnie. Mikkal odezwał się ostrożnie:
- Dlaczego się rozzłościł?
Zmiennik odwrócił od niego wzrok. Spojrzał na Reijo.
- Rozzłościł się na mnie - powiedział Reijo. - Obawiam się, że twój ojciec nie był zachwycony moim widokiem.
- Albo widokiem dzieciaka... dzieciaków - dodał tamten, wyraźnie zadowolony, że nie musi przekazywać tych rewelacji zupełnie sam. - A Sigga wpadła w histerię - wyjaśnił.
Okazało się, że przybysz jest bratem Siggi i ma na imię Aslak. Wówczas Reijo uświadomił sobie, że właśnie ta kobieta, która wcześniej patrzyła na niego tak ostro, była żoną Mikkala.
Aslak mówił dalej bez ogródek:
- Sigga zerwała swoją jurtę i rozstawia ją właśnie daleko za obozem. Twierdzi, że udusiłaby się, gdyby przyszło jej oddychać tym samym powietrzem, co dzieciaki tej, jak mówi, "fińskiej dziwki"...
Mikkal pobladł i zesztywniał. Reijo zaczął rozumieć, co miała na myśli Ravna, mówiąc o swoim synu.
- Sigga zrobi, co zechce - rzucił Mikkal. - Niezależnie od tego, co powiem. Ale stary... pojęcia nie mam, czemu się tak zdenerwował. Dziecko nie może przecież nic poradzić na to, jakich ma rodziców.
- Można tak powiedzieć - mruknął Aslak, unikając spojrzenia szwagra.
- Nie znosił wprawdzie Raiji, ale nie musiał w ten sposób reagować z powodu niewinnych dzieci - dodał Mikkal.
Ani Aslak, ani Reijo nie skomentowali tych słów. Obaj z uwagą wpatrywali się w chmury.
- Gdy stary człowiek zachowuje się jak dziecko, musi sam ponieść konsekwencje - oświadczył twardo Mikkal. - Niech się błąka, póki mu się nie znudzi. Nie zamierzam go szukać.
Reijo poczuł, że Ravna wstrzymuje oddech, gdy jej syn wszedł do namiotu w jego towarzystwie.
Dzieci spały. Nawet Reijo z trudem przełknął ślinę, widząc, jak Elise obejmuje Knuta z niemal matczyną czułością. Maleństwo spało z kciukiem pocieszenia w buzi. Knut był wprawdzie bardzo ufny, ale tego dnia wydarzyło się zbyt wiele.
W charakterystyczny dla siebie sposób Maja odsunęła się trochę od pozostałej dwójki. Wyróżniała się nie tylko kolorem włosów, ale i temperamentem. Mała indywidualistka. Reijo kochał ją, jakby była jego własnym dzieckiem. Widok Mikkala klęczącego przed śpiącymi dziećmi był doprawdy wzruszający. Mikkal z trudem hamował płomień, który w nim wybuchł. Bolesna powściągliwość kosztowała go więcej, niż ktokolwiek przypuszczał.
Z wielką czułością głaskał palcem policzek Knuta. Głos mu pogrubiał i ledwo dał się rozumieć:
- To mogłoby być moje dziecko. Gdybym się wcześniej zdobył na odwagę...
Mikkal pochylił głowę tak, że Reijo podejrzewał go o łzy. Słowa, które mogły ukoić ten ból, miał na końcu języka. Tak łatwo byłoby je wypowiedzieć...
- Raija zniosła dość z twego powodu, Mikkal - rzekła Ravna zdecydowanym tonem.
Reijo był jej bezgranicznie wdzięczny. Nigdy przedtem nie był tak bliski złamania przysięgi. Ulżyłoby mu, gdyby to zrobił. Ale Ravna postąpiła tak, jak i on powinien. Pozwoliła, by Mikkal sam zauważył to, co tak łatwo dostrzec.
- Powinieneś być ostatnią osobą, która jej tak źle życzy - ciągnęła matka Mikkala. - Sprowadziliście na siebie dość nieszczęścia. Ojciec nigdy ci nie przebaczy, synu.
- Zachowuje się jak dziecko - mruknął Mikkal, zaciskając wąskie wargi.
Reijo chciał krzyknąć, że przecież mówią o zupełnie różnych rzeczach. Ale się nie odważył.
Obserwującym tę scenę wydawało się, że minęła cała wieczność między chwilą, w której Mikkal usiadł przy śpiącej dwójce, a momentem, w którym odwrócił się do Mai. Reijo miał wrażenie, że powietrze zgęstniało od napięcia, ale Mikkal tego nie zauważył. Mały Knut najbardziej odpowiadał marzeniom, które Mikkal snuł w ramionach Raiji.
- Mała księżniczka. - Uśmiechnął się i delikatnie odgarnął z czoła Mai długą grzywkę. - Gdy ją zobaczyłem po raz pierwszy, również spała... - Jego dłoń się zatrzymała w samym środku ruchu. Zastygła na czole dziewczynki. Źrenice zwęziły się w przypływie wściekłości. Palce wodziły po wyraźnych bliznach, które szpeciły pyzate policzki. - Jak to się stało? - zapytał głosem zduszonym od gniewu i niedowierzania.
Maja jęknęła przez sen, więc Mikkal cofnął rękę, ale wciąż patrzył na zeszpecony policzek.
- To nie mógł być wypadek - mruknął do siebie i odwrócił się w stronę Reijo. - Opowiedz mi, jak to się stało!
Reijo przełknął ślinę. Wspomnienie śmierci ojca było dla niego bolesne, ale dla Mikkala ta historia będzie jeszcze bardziej gorzka.
- To był ten człowiek, który obciął włosy Raiji. Ten, którego...
- ... którego zraniłem nożem - dokończył za niego Mikkal i znów spojrzał na maleńką córkę Raiji. Przypomniał sobie jej miękkie, gładkie policzki. - Dlatego to zrobił?
- Możliwe - powiedział Reijo. - Zabrał ją ze sobą, wykorzystując naszą nieuwagę. Mój ojciec go odnalazł. Obaj zginęli... Jeden Pan Bóg wie, jak Maja to przetrwała. Znalazłem ją w chacie oddalonej o paręset metrów od tego miejsca. Policzki jej wciąż krwawiły. Sam bym go poćwiartował, gdyby nie fakt, że już nie żył.
Mikkal odwrócił się od nich. Kucnął, wciskając głowę między kolana. Nie wyrzekł ani słowa, ale widać było, że drżą mu ramiona.
- Zadałem jej tylko cierpienie - powiedział wreszcie. - Ból i cierpienie. Czy warto było? Czy było warto?
Ze zwieszoną głową wyszedł na dwór. Nawet jednym słowem nie zdradził, że domyśla się tego, co zrozumieli wszyscy inni.
Ravna pokiwała głową w zamyśleniu, gdy jej syn zamknął za sobą drzwi.
- Rozpoznałbyś swoją własną twarz w buzi dwuletniego dziecka? - zapytała Reijo.
Czy rozpoznałby? Jak często Reijo oglądał odbicie swojej twarzy? W spokojnej wodzie latem. W błyszczących garnkach. Czy kiedykolwiek się jej przyjrzał?
Głos Ravny nabrzmiał wielką czułością:
- On tego nie zauważy, dopóki ktoś mu nie powie.
Reijo nie potrzebował jej zapewniać, że on tego nie zrobi.
- Mikkal mieszka na samym skraju obozu, po prawej stronie. Możesz tam spać, dopóki będziesz u nas. Dzieci tu zostaną. Zobaczymy, co powie Pehr. On jest porywczy, ale nie wścieka się zbyt długo...
W tonie jej głosu nie było tego optymizmu, który próbowała zawrzeć w słowach.
Nikt nie wiedział, co myśli albo czuje Pehr. Mogli tylko zgadywać.
Młodzieńcy, którzy wyruszyli na poszukiwanie, znaleźli go niedaleko obozu. Siedział wsparty o tysiącletni kamień, z twarzą zwróconą ku niebu, jakby przeklinał boskie wyroki. Nikt nie mógł powiedzieć, że Pehr zmarł z wyrazem spokoju na twarzy. Mikkal przyjął wieść o śmierci ojca niemal obojętnie.
Reijo poczuł się winien. Nie wątpił, że to szok spowodowany widokiem Mai zabił starego. Inni myśleli tak samo, ale nikt go wprost nie oskarżył. Nikt nie wypowiadał swych myśli na głos.
Nikt z wyjątkiem jednej osoby.
Znalazła Mikkala i Reijo, gdy znów pilnowali reniferów.
Mikkal zastąpił Aslaka, choć inni ofiarowali się, że go wyręczą. Reijo poszedł z nim. Trochę dlatego, że dobrze mu było w towarzystwie Mikkala. Trochę dlatego, że czuł się zupełnie niepotrzebny, bo Ravna próbowała zagłuszyć swój ból krzątaniną wokół dzieci Trochę zaś dlatego, że uważał się za winnego nagłej śmierci Pehra. Prościej było patrzeć w oczy Mikkalowi, niż napotykać umykające spojrzenia innych.
Gdyby Reijo nie porównywał jej z Raiją, uznałby pewnie, że to najpiękniejsza kobieta, jaką widział. Jej wielkie migdałowe oczy i złocista cera mogły przyspieszyć krążenie krwi niejednego mężczyzny.
Ale zarówno Mikkal, jak i Reijo mieli we krwi Raiję. Sigga była z góry skazana na przegraną.
Mikkal obdarzył ją tylko jednym spojrzeniem. Potem demonstracyjnie odwrócił się do niej plecami.
- Co tu robisz? Zdawało mi się, że masz dość roboty ze stawianiem swej jurty.
- Chciałam pocieszyć mego bolejącego męża - odpowiedziała mu słodko. - Miejsce żony jest u boku męża, Mikkal.
- Nie troszczyłaś się o to przedtem.
Rozmowa małżonków była utrzymana w jadowitym, ostrym tonie.
- Przedtem mój mąż nie bolał nad tym, że zabił własnego ojca.
Wtedy na nią spojrzał. Jego ciemne brwi uniosły się niepokojąco ku górze. Nozdrza zadrżały gwałtownie.
- W jaki sposób, moja miła Siggo?
Wieczne lody nie są chyba tak zimne jak spojrzenie tej młodej, urażonej żony Mikkala.
- Sam chyba dobrze wiesz - zaśmiała się ostro, lecz Reijo usłyszał w jej śmiechu nutkę rozpaczy. Ta kobieta nie budziła sympatii, ale mężczyzna przypuszczał, że nie zawsze była taka. - Gdyby wszystko zostało zaplanowane, pomysł sprowadzenia tu jej bękartów trzeba by uznać za genialny. Jeśli potraktujemy to jako przypadek, to trudno odmówić mu szczególnego charakteru. Tak czy owak, jest w tym sporo twojej winy, Mikkal. Nie wyprzesz się tego. Jeśli nawet kiedyś miałam wątpliwości, to teraz widzę wszystko czarno na białym.
- Ciężarne kobiety lubią histeryzować - mruknął Mikkal.
- Czy ty również jesteś jednym z jej kochanków? - teraz Sigga dosięgła swym spojrzeniem i językiem Reijo. - Jak ona się miewa? Czy to tajemnica? Może ona rzeczywiście potrafi to, o co ją podejrzewali Mikkal i Elle... Może naprawdę jest szamanką...
- Może powinnaś pójść sobie stąd, zanim ktoś cię stąd wyniesie - warknął Mikkal.
Udawała wprawdzie, że go zupełnie ignoruje, ale jednak zebrała się do drogi.
W pytaniu, które rzuciła w stronę Reijo, było prawdziwe zainteresowanie:
- A może jedno z nich jest twoje? To najmłodsze? Albo ta blondyneczka? Ten jej biedny mąż miał chyba dość roboty z nadawaniem im imion. Wiedział, ile razy przyprawiła mu rogi?
- Dość tego, Sigga!
Mikkal się podniósł, a ona usłyszała chyba w jego głosie jakiś ton, który znała z przeszłości. Poszła sobie.
- Co ona miała na myśli? - zapytał Mikkal powoli, akcentując każdą sylabę. - Co ona, u diabła, miała na myśli?
Gdzieś w najdalszym zakamarku jego świadomości zaczęło się chyba rodzić niejasne podejrzenie.
Reijo widział, jak zmienia się twarz Mikkala, i mógł bez trudu wyczytać, co dzieje się w jego głowie: wir chaotycznych, przeciwstawnych uczuć, niezrozumienie, słowa Siggi, które powracały jedno po drugim, dwuznaczny sens innych, dawnych słów i gestów. Twarz Mikkala była naga i bezbronna. Ukląkł na wrzosowisku, jakby zupełnie opadł z sił. Jego dłonie splatały się i rozplatały. Wyrywały kępki trawy i wrzosów, choć Mikkal nie zdawał sobie z tego sprawy.
Napięte ciało spływało potem. Reijo spostrzegł mokre perełki na czole i policzku. Jasne oczy pociemniały i stały się prawie czarne.
To, czego domyślił się przed chwilą, zaczęło docierać do jego świadomości. Uczucia szarpały nim niczym orkan. Za każdym uderzeniem było mu łatwiej uwierzyć. Położył się na plecach, zasłaniając twarz dłonią. Poddał się całkowicie. Załamany i szczęśliwy jednocześnie.
Gdyby chodziło o kogoś innego, Reijo uznałby, że to wszystko jest dość żałosne. Gdy jednak patrzył, jak Mikkal obnaża przed nim własną duszę, poczuł się tak, jakby zobaczył lustrzane odbicie swojej.
- Wiedziałeś o tym od zawsze? - zapytał Mikkal zduszonym głosem. Usiadł i zwrócił wykrzywioną twarz ku młodemu Finowi. Tamtemu nie pozostało nic innego, jak pokiwać głową. - Czy tylko ja jeden o niczym nie wiedziałem? Dlaczego nic mi nie powiedziała?
- Obaj znamy Raiję - odparł Reijo. - Jest dumna. A poza tym, co mógłbyś zrobić, co mogło się zmienić?
Mikkal milczał. Siedział tylko ze zwieszonymi ramionami, jakby zupełnie opadł z sił.
Rozczarowanie spowodowane tym, że Raija nie powiedziała mu prawdy, przyćmiło radość z faktu, że nagle stał się ojcem dziecka, o którym tyle myślał.
- Musiała być taka samotna - mruknął Mikkal do siebie. Czule. Ze smutkiem. - Moja mała Raija. Taka samotna i taka przestraszona...
Zapatrzył się w niebo i zaśmiał sam do siebie. Zanurzył się w myślach i wspomnieniach, którymi nie mógł się podzielić z Reijo.
- A więc była moja przez cały czas. Maja... - Po chwili zastanowienia dodał: - Czemu się nie domyśliłem? Pragnęła, żebym sam zrozumiał. Dopiero teraz to widzę. Chciała, żebym wiedział, ale była zbyt dumna, by mi to powiedzieć. Sam powinienem był zrozumieć. Ale okazałem się ślepcem... Biedne maleństwo...
Mikkal zapłakał jak dziecko. On, silny mężczyzna, który nie dostał ukochanej kobiety i nie mógł żyć tak, jak tego pragnął. Ale istnieje Maja. Maja jest jego dzieckiem.
Trudno mu było oswoić się z tą prawdą. Zbyt długo taka ewentualność była tylko marzeniem.
Jakiś ptak przysiadł zgrabnie na wzgórzu nieopodal obu przyjaciół. Los chciał, że był to kruk. Lśniąco czarny ptak siedział w słońcu i czyścił sobie pióra. Mikkal śledził go wzrokiem. Twarz mu odmłodniała w ciągu kilku chwil. Napięte rysy się wygładziły. We wzroku pojawił się błysk ożywienia.
- Dlaczego ludzie mówią, że kruk jest brzydki? - zapytał z zadziwieniem. - żywi się padliną, to prawda, ale przecież my też jemy martwe zwierzęta. Kruk wcale nie jest odrażający. To dumny ptak. Wspaniały. Czarny jak noc. Sprytny...
Reijo pozwalał mu się wygadać. Mikkal powinien mówić, żeby otrząsnąć się z szoku.
Mikkal spostrzegł, że ptak znów odlatuje, śledził uderzenia jego skrzydeł, patrzył, jak ślizga się na falach powietrza, słuchał jego krzyku ponad stadem reniferów.
- Pamiętam chwilę, w której zobaczyłem ją po raz pierwszy. Nie wiem, czego oczekiwałem. Może jednej z tych bladych, jasnowłosych dziewcząt, których tyle widziałem w twoim kraju. A ona była inna. Maciupeńka. Z nieprzeniknioną twarzą. Taka wyprostowana, że aż trudno w to uwierzyć.
Trzymała ojca za rękę. Nie wiem, które z nich czuło się gorzej. Nie chciała płakać. Już wtedy była dumna jak diabli, chociaż miała zaledwie osiem lat. Nigdy w życiu nie widziałem kogoś tak zrozpaczonego. Choć nie bezradnego... Raija nigdy nie bywa bezradna. Ona przetrwa wszystko. Jest giętka jak wierzba. Wtedy jednak została sama i wszystko wokół niej było takie obce. Jej czarne, mokre włosy powiewały bez ładu i składu na wietrze. Wyglądała jak niezdarne małe kruczątko. Widziałem gniazdo z pisklętami kruka poprzedniej wiosny. Wzruszyłem się wtedy. Widziałem, jak próbują latać. A ona wówczas wydała mi się bardzo do nich podobna... - Mikkal zaśmiał się cicho. - Była kruczątkiem. Moim Małym Krukiem. Uważam, że kruki są piękne. - Otrząsnął się ze wspomnień i gwałtownie odwrócił w stronę Reijo. - To zmienia postać rzeczy, chyba wiesz o tym? Nie mogę pozwolić, żebyś sam wyruszył do Alty, by jej pomóc. Jestem jej coś winien.
Reijo miał na to nadzieję. Ale nie czuł smaku zwycięstwa.
- Ona wcale nie chciała, żebym tu przyszedł z dziećmi. Prosiła mnie, żebym trzymał wszystko w tajemnicy przed tobą. - Reijo z trudem o tym mówił. Słowa więzły mu w gardle, a twarz Mikkala stała się tak boleśnie przejrzysta. - Gdy mnie wypuścili z lochu... błagała, bym ci nie mówił, co się z nią stało. Kiedy widziałem ją ostatnio, musiałem nawet skłamać i zapewnić, że wcale nie zamierzam cię szukać.
- Ale ona wiedziała, że mnie znajdziesz. - Uśmiechnął się Mikkal ciepło. - Na pewno wiedziała, że to zrobisz. Ale moja Raija nigdy o nic nie prosi. Raija wie, że nigdy nie pozwoliłbym jej żyć w klatce. Tak samo jak kruki urodziła się po to, by fruwać na wolności.
- Wiesz przecież, że zrobię wszystko, żeby uwolnić ją od tego diabła - oświadczył Reijo stanowczo.
Mikkal spojrzał w jego zielone oczy i uśmiechnął się nieznacznie:
- Wiem. I zabierzesz ją gdzieś, gdzie nie znajdzie jej ani mąż, ani ja.
Reijo zrozumiał.
- Dla mnie szczęście Raiji jest ważniejsze niż wszystko inne - powiedział z rezygnacją. - Obaj wiemy dobrze, co to oznacza.
Mikkal milczał. Dla niego również jej szczęście znaczyło najwięcej. I tak niewiele mógł jej dać.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki