Rozdział 4
Raija wyniosła wszystkie skóry z jurty Mikkala i przetrzepała je solidnie. W ten sposób dała ujście uczuciom. Nikt nie okazał jej niechęci, ale Raija czuła, że coś wisi w powietrzu. Inga stała się jedną z nich, traktowali ją niemal jak krewną w nadziei, że Mikkal połączy z nią swój los. Raija zniszczyła wszystko. Historia zatoczyła koło.
Niewielu pamiętało, że fińska dziewczyna żyła kiedyś wśród nich. Minęło sporo lat, była wtedy jeszcze dzieckiem. Nikomu, oprócz Mikkala, nie zapadła w pamięć. Nie mogli pojąć, dlaczego tych dwoje połączyła taka silna więź.
Nie odtrącili jej, ale też nie przygarnęli do serca. Znów była obca. Nawet w Ravnie nie znalazła oparcia. Został jej tylko Mikkal. Kazała mu wrócić do namiotu matki. Wtedy razem go opuścili. Sami.
Kiedy Mikkal chciał wziąć Ailo na ręce, chłopiec ukrył twarz w fałdach babcinej sukni i zaprotestował krzykiem. To musiało zaboleć. Mikkal nic nie powiedział, ale Raija widziała wyraźnie, że zachowanie chłopca raniło mu serce. Znała to uczucie.
Zdążyła poznać jego gorzki smak, Maja odtrącała ją wszak tyle razy...
Maja...
Knut. Elise. Ida...
Raija zamknęła oczy na dłuższą chwilę. Boże, czy musi tak cierpieć?
Czy tęsknota nie może przybrać łagodniejszej formy? Czy zawsze musi być tak bezgraniczna, otwierać się w niej przepastną głębią, w której toną wspomnienia o ukochanych osobach?
Usta jej zadrżały, zagryzła dolną wargę tak mocno, że poczuła smak krwi.
Ale nie rozpłakała się. Jeszcze raz opanowała łzy.
Nie zawsze tak było. Czasami musiała zgiąć kark i oddać się łkaniu i wspomnieniom, nieskończonemu strumieniowi obrazków z życia jej dzieci.
Takie chwile zdarzały się jednak coraz rzadziej. Nauczyła się regulować oddech, napełniać płuca czystym powietrzem, a rozum przywoływać do rzeczywistości.
Wiedziała, które myśli stłumić, by obrazy się nie pojawiały. Wiedziała, jak mocno wbić paznokcie w skórę dłoni, jak silnie zagryźć wargę, by bólem fizycznym zagłuszyć wspomnienia.
Raija czyniła postępy.
Kiedyś być może nauczy się, jak z tym żyć. Kończyła pracę, kiedy zjawił się Mikkal. Z uśmiechem rozbawienia wskazał na stertę skór.
- Wielkie porządki? Gdybym nie znał cię tak dobrze, uznałbym, że wybrałaś dziwny moment na sprzątanie...
- Lubię kłaść się na czystym posłaniu - oświadczyła stanowczo.
- Wyniosłaś wszystkie derki. Niemiła ci chyba myśl, iż spała kiedyś na nich inna kobieta...
Raija nie odpowiedziała, tylko z większą zaciętością biła w skóry. Mikkal zawsze potrafił dostrzec w niej to, co starała się ukryć.
- Wytrzepiesz z nich najmniejszy ślad i zapach Ingi - dodał. Zbliżył się, zdecydowanym ruchem odebrał Raiji skórę renifera i chwycił dziewczynę za ramiona. - Inga wyniosła się z tej jurty - szepnął. - I nie wróci. Nic tutaj do niej nie należy.
- Nie lubię przejmować po obcych.
Słowa Raiji potoczyły się jak kamienie.
Mikkal odsunął ją na odległość ramion. Przyjrzał się badawczo ukochanej, wciąż uśmiechając się kącikiem ust, ale z powagą we wzroku.
- Wiesz, że te słowa świadczą o pewnym podłym uczuciu, które i mnie czasami prześladuje? - spytał łagodnie. - Nazywasz je zazdrością i twierdzisz, że nigdy nie dałaś mu przystępu...
Raija spuściła oczy. Poczuła się niewypowiedzianie głupio.
Mikkal miał rację. Usiłowała zatrzeć ślady po Indze.
- Nie jestem przyzwyczajona do tego - powiedziała cicho - by zajmować miejsce po innej kobiecie...
- Przecież dzieliłaś mnie z Siggą - zdziwił się.
Raija podniosła wzrok.
- Jej do tego nie mieszaj. Wtedy było inaczej, oboje żyliśmy w związku. Mieliśmy dla siebie krótkie chwile. Nie mogliśmy wybrzydzać.
Mikkal roześmiał się.
- Potrafisz tak ubarwić rzeczywistość, że dla ciebie staje się piękna, Raiju.
- Czuję się tylko taka bezbronna - tłumaczyła się. - Inga żyje obok mnie. Patrzę na nią co dzień, kobietę z krwi i kości, i widzę, że jest dobra. Rozumiem, że mogłeś się z nią związać, a jednocześnie nie rozumiem. Zastanawiam się, co myślisz na jej widok. O czym rozmawiacie. Czy w głębi duszy porównujesz nas ze sobą...
Mikkal spoważniał.
- Czy twe słowa nie brzmią znajomo? - zapytał z napięciem. - Zastanów się, Mały Kruku. Nie słyszałaś ich wcześniej?
Spojrzała nań ze zdumieniem.
- Tak właśnie się czułem - ciągnął. - Byłem równie bezbronny, zaglądając w twarze mężczyzn, bo wiedziałem, że zbyt wielu z nich cię posiadło. Przez głowę przebiegały mi te same myśli. Jednego z tych mężczyzn uważam za mojego najlepszego przyjaciela.
Raija zarzuciła Mikkalowi ramiona na szyję i ukryła twarz na jego piersi.
Nigdy dotąd nie myślała w ten sposób.
- A więc to zazdrość? - Pociągnęła nosem, nie wycierając łez. - Byłam dumna i wyrozumiała, tak uważałam - dodała samokrytycznie. - Wszystko pojmowałam, potrafiłam wybaczać. Tyle że wyrozumiałość miałam jedynie dla własnych uczuć. Tego, kogo kocham najbardziej, obdarzałam zazdrością.
Otarła oczy skrawkiem jego kaftana.
- Wybaczysz? - spytała, unosząc lekko głowę. - Czy kiedyś mi wybaczysz, Mikkal? Zrozumiałam swój błąd. Takie myśli niszczą.
Mikkal ucałował zaczerwienione powieki dziewczyny.
- Wybaczam - odrzekł pogodnie. - Cóż byłby ze mnie za mężczyzna, gdybym nie potrafił wybaczyć ukochanej? - Roześmiał się i dodał: - Poza tym to mi pochlebia. Bałem się kiedyś, że nie kochasz mnie równie mocno jak ja ciebie, skoro nie odczuwasz zazdrości. Byłaś zbyt pobłażliwa, mimo wdzięczności dla ciebie cierpiałem...
Raija skinęła głową. Zrozumiała. Wreszcie zrozumiała.
Przełknęła łzy, osuszyła policzki, oswajając się z tym nowym uczuciem. Dopiero wtedy zajrzała mu w oczy.
Mikkal nie patrzył na nią z wyrzutem. Kochał ją, nic innego nie wyczytała z jego twarzy.
- Czy Ailo nie chciał rozmawiać z tobą? - spytała. - Wracasz sam.
Mikkal puścił dziewczynę, podniósł kilka skór i kulejąc, ruszył z nimi do namiotu. Odpowiedział, kiedy wrócił po następne:
- Chciał zostać z matką. Z matką i z Ingą.
Raija położyła mu obie dłonie na policzkach. Zauważyła, że szybko poruszył powiekami, by odgonić łzy.
Nikt nie wiedział lepiej niż ona, jak bardzo Mikkal cieszył się na spotkanie z synem.
Nie był może zbyt troskliwym ojcem, ale kochał Ailo bezgranicznie.
I chciał się do niego zbliżyć. A Raija pragnęła pomóc mu w nauce ojcostwa.
Jeśli potrafię, pomyślała gorzko. Mikkal nie był najlepszym z ojców, ale ona też nie zasługiwała na miano idealnej matki.
Mógłby znaleźć lepszą nauczycielkę.
- Jesteś jego ojcem, Mikkal. Ailo zwątpił w twój powrót. Teraz chce cię ukarać, choć wcale nie pragnie wyrządzić ci krzywdy. Dzieci kierują się odmiennym poczuciem sprawiedliwości. Potrafią ranić, jeśli czują się skrzywdzone.
- Mam więc go przyprowadzić?
Raija skinęła głową i opuściła ręce.
Mikkal zawahał się. Miał wrażenie, że stąpa po kruchym lodzie, a Raija każe mu iść dalej.
- Przecież nie przyciągnę go siłą. - Nabrał powietrza w płuca. - Poza tym dajmy mu trochę czasu. Nie zna ciebie. Trudno mu będzie przyzwyczaić się do nowej mamy...
Raija dała mu kuksańca w ramię.
- Dlatego właśnie musisz go przyprowadzić - powiedziała stanowczo. - Chłopiec mnie nie zna, więc nie wie, jak się zachować. Z Ravną i Ingą czuje się bezpiecznie. Jeśli zostanie z nimi, nabierze pewności, że to ja trzymam cię od niego z daleka. Pomyśli, że kochasz mnie bardziej niż jego.
- Tak jest na pewien sposób - jęknął Mikkal, rozkładając bezradnie ramiona. - Nie można porównywać uczuć do dziecka i miłości do dorosłej osoby.
- Wiem. Ty też. Ale Ailo nie wie, jest jeszcze dzieckiem. Musisz pokazać, że zależy ci na nim i dlatego chcesz sprowadzić go do domu.
- Namiot matki to też jego dom.
- Ale musi wiedzieć, że należy do ciebie. że w tobie ma oparcie.
Mikkal wciąż się wahał.
- Nie mogę go przyprowadzić.
Raija użyła ostatecznych argumentów.
- Chcę, żeby zamieszkał z nami, ale przecież nie mogę sama po niego pójść. Musi zrozumieć, że czynisz to z własnej woli.
- Sprzeciwi mi się.
Raija uśmiechnęła się. Na jej policzki wrócił rumieniec, w oczach zamigotały iskierki.
- Jest podobny do ojca - stwierdziła, unosząc kąciki ust. - Przyprowadź go, Mikkal. Nie wiem, jak długo będzie trwać moja rozłąka z dziećmi, więc nie krzywdź choć chłopca. Należycie do siebie, a ja chciałabym zyskać zaufanie was obu. - Podniosła resztę skór. - Jeśli mam coś znaczyć dla ciebie, muszę przekonać do siebie Ailo. W przeciwnym razie znów przegramy.
Mikkal westchnął. Pieścił Raiję wzrokiem, zauważył tę zmarszczkę, oznakę stanowczości, która pojawiła się między brwiami dziewczyny. Zabawne, wcześniej jej nie dostrzegał.
Wcześniej nie musiała go tak strofować.
- Chciałem pierwszą noc w naszym namiocie spędzić tylko z tobą.
- Zadowolę się myślą, że tego pragnąłeś. Jesteśmy dorośli, Mikkal, i jakoś zniesiemy to, że nie wszystko układa się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Ailo natomiast jest mały, będzie rozczarowany, smutny i nieszczęśliwy.
Mikkal skinął głową.
Słowa Raiji trafiły mu do przekonania.
- Pójdę po syna - postanowił nagle przekonany, że postępuje właściwie i sprawiedliwie wobec siebie i Ailo.
To przekonanie potwierdziło się, kiedy ponownie przekroczył próg namiotu Ravny.
Ailo bawił się, udając, że nie widzi ojca. Mikkal wiedział jednak, że chłopiec śledzi ukradkiem każdy jego ruch.
- Wróciłeś? - spytała Ravna, unosząc brew. Inga podniosła oczy.
Mikkal wykrzywił się, zadowolony, że pod pokryciem namiotu panuje półmrok.
- Przychodzę po Ailo.
Chłopiec przerwał zabawę.
Nie spojrzał na ojca, ale wyprostował się jak struna. Ani jedno słowo, ani jeden gest Mikkala nie uszły jego uwagi.
Mikkal był tego świadomy.
Tego między innymi nauczyła go Raija. że dzieci rozumieją więcej, niż się wydaje dorosłym.
- Myślałam, że już ustaliliśmy - powiedziała Ravna. - Miałeś z tym zaczekać. - Nabrała tchu i dodała gwałtownie: - Chłopak potrzebuje oparcia. Jeśli weźmiesz go ze sobą, przejmiesz pieczę nad nim. Teraz i na zawsze. Nie licz na mnie ani na Ingę, jeśli znów przyjdzie ci ochota wyjechać.
Była śmiertelnie poważna. Od dawna układała w głowie tę przemowę.
Mikkal skinął głową, choć słowa matki dały mu do myślenia. Dotąd Ailo nie zaprzątał jego uwagi. Nie był prawdziwym ojcem.
- Rozumiem - odrzekł. - Ailo to mój syn, jego miejsce jest w moim namiocie. Pojąłem wreszcie, że ponoszę za niego odpowiedzialność. Wyrażam wdzięczność za to, co uczyniłyście dla niego i dla mnie. Odtąd o nic już nie poproszę. Jestem dorosły.
Ravna obrzuciła go długim, badawczym spojrzeniem. Uwierzyła w szczerość syna. Nigdy dotąd nie zachowywał się tak dojrzale. Więc Raija musiała mieć na niego wielki wpływ.
Choć może wcale tak nie było. Rozsądek i dojrzałość to ostatnie cechy, które Ravna przypisałaby tej fińskiej dziewczynie.
Powaga Mikkala nie uszła uwagi Ingi. Wstała i bez słowa zaczęła pakować rzeczy Ailo. Czyniła to z ciężkim sercem.
Przywiązała Ailo do siebie. Posłużyła się chłopcem, by zbliżyć się do Mikkala. Popełniła straszny błąd! I tylko ona na tym straciła. Była pusta, odarta ze wszystkiego, niezdolna nawet do nienawiści.
- Jest nie tylko piękna, ale i mądra - powiedziała, wręczając Mikkalowi zawiniątko z rzeczami chłopca.
Mikkal spróbował się uśmiechnąć. Nie był mu miły widok tych jasnych oczu, które patrzyły nań z wyrzutem i cierpieniem, lecz bez śladu nienawiści.
Inga zawsze okazywała mu bezinteresowną dobroć, tyle że Mikkal nie potrafił jej przyjąć.
Tak ubogie prowadził życie. Uważał, że nie musi za każdy przejaw uczucia kobiety płacić tym samym. Związek z Siggą oparł na tej zasadzie i machinalnie przeniósł ją na kontakty z Ingą.
Teraz żałował, zdał sobie sprawę, jak bardzo ją ranił. Inga kochała i dawała.
On prowadził szczególną buchalterię, nigdy nie dawał więcej, niż sam chciał dać.
Za późno, by się przyznać do tego objawienia. Teraz nie mógł już Indze nic ofiarować.
- Jesteś za dobra, Ingo - powiedział, odbierając zawiniątko. Ich oczy spotkały się na ułamek sekundy.
Skinęła głową.
- Chyba tak, Mikkal.
I odwróciła się do niego plecami. Przygarbiła się nieco, Mikkal wiedział, że to z jego przyczyny.
Inga uklękła i objęła ramionami czarnowłosego syna Mikkala. Każdy jej ruch świadczył, jak wielkim uczuciem darzy chłopca.
- Byłeś ze mną i babcią, kiedy tato wędrował - zaczęła mówić. - Tata szukał kogoś, za kim bardzo tęsknił. Musiał cię opuścić, chociaż cię bardzo, bardzo kocha. Myślał o tobie codziennie, ale był tak daleko, że nawet nie mógł cię odwiedzić. Teraz wrócił, więc nie musisz już mieszkać z nami. Możesz nas odwiedzać, ale twój dom jest u taty i Raiji.
Ailo wysunął dolną wargę w geście bezradności. Spojrzał z ukosa na ojca, po czym objął Ingę za szyję. To, co szepnął jej na ucho, miało na zawsze pozostać tajemnicą tych dwojga.
Mikkal niczego nie dosłyszał.
Ze wzruszeniem obserwował spokojne poczynania Ingi. Słuchał słów, które sam chętnie by wypowiedział. Słów o przywiązaniu, rodzinie, miłości.
Często myślał w ten sposób, ale nigdy głośno tego nie mówił. Te sprawy załatwiały one, kobiety jego życia. Te silne istoty, których zawsze się trzymał. Inga też miała w sobie tę moc, większą nawet, niż dotąd sądził.
Inga puściła Ailo. Chłopiec potruchtał ku ojcu ze zwieszoną głową.
Nie sięgał mu nawet do pasa. Przechylił głowę i spojrzał na Mikkala. Tym ruchem bardzo przypominał matkę. Mikkalowi ciarki przebiegły po plecach. Pozdrowienie z zaświatów.
- Chcesz mnie? - spytał mały z dziecięcą bezpośredniością.
Mikkal skinął głową. Wzruszenie dławiło mu gardło.
Drobna rączka wyciągnęła się w jego kierunku i Mikkal zamknął ją w swojej dłoni.
Powieki nabrzmiały mu łzami.
Nie pamiętał już, ile radości daje uścisk dłoni dziecka. Jak napełnia serce ciepłem i wzbogaca.
Wszystkim zwilgotniały oczy, kiedy Ailo się żegnał:
- Do widzenia, babciu. Do widzenia, Ingo. Przenoszę się do taty, ale przyjdę znów w odwiedziny. Nie płaczcie, że mnie nie ma.
Na widok Mikkala prowadzącego chłopca za rękę Raija pokraśniała ze szczęścia.
Przez ułamek sekundy nawet mu zazdrościła. Ona wciąż musiała karmić się tęsknotą.
Zdusiła to gorzkie uczucie w zarodku. Powinna się cieszyć, nie psuć radości Mikkala. I nie robić min, które Ailo mógłby pojąć opacznie.
To śliczne dziecko było przyrodnim bratem Mai, a przecież znała kapryśną i zmienną naturę córki.
Znała niechęć dziewczynki do wszystkich, którzy rywalizowali z nią o względy matki. Drugie dziecko Mikkala mogło przejawiać podobne skłonności.
Musiała się strzec, by nie odtrącić chłopca nieprzemyślanym zachowaniem. Wszak nie chciała utracić Mikkala.
Trzymała się na uboczu, była jedynie tłem dla ojca i syna. Tylko w taki sposób mogła przełamać nieufność małego. Zżyć się z nim, dać mu do zrozumienia, że nie stanowi dlań zagrożenia.
Chłopcu nie wolno pomyśleć, że Raija staje pomiędzy nim a ojcem.
Dopiero kiedy Ailo zasnął, zmęczony wydarzeniami długiego dnia, odważyła się zbliżyć do Mikkala.
Z radością patrzyła w błyszczące oczy ukochanego, na jego uśmiech, złagodniałe rysy twarzy.
Usiedli przy palenisku, rozkoszując się ciszą i wzajemną bliskością.
- Jesteś szczęśliwy, prawda?
Mikkal skinął głową. Przelotny uśmiech rozświetlił mu oblicze.
- To wspaniałe dziecko, czyż nie?
Odwrócił się i spojrzał na syna. Głos pobrzmiewał mu dumą. Dotąd nie doświadczał podobnych uczuć.
- Nie wiem wiele o dzieciach, Raiju.
Ailo spał słodko, oddychając równomiernie. Lekki uśmiech błąkał się po jego wargach.
- Przez te pierwsze lata ledwie zdawałem sobie sprawę z jego istnienia. - Mikkal rozłożył ręce. - Sigga nie dopuszczała mnie do niego, a ja nie miałem nic przeciwko temu. Dzieci to była sprawa kobiet. Nie takich silnych mężczyzn jak ja... - Skrzywił się. - Teraz wiem, co straciłem. I żałuję tych lat. Jest taki otwarty, taki ufny. Taki dobry...
Mikkal nie potrafił znaleźć właściwych słów.
- Jest wspaniały - dopowiedziała cicho Raija. W jej głosie była nutka żalu, ale Mikkal tego nie dostrzegł. I całe szczęście. Nie chciała psuć ojcowskiej radości.
- Nie można cofnąć czasu. Możesz jednak ofiarować sobie i jemu piękną przyszłość. To ważniejsze, niż zamartwiać się przeszłością. Co się stało, to się nie odstanie. Poza tym Sigga buntowała chłopca przeciw tobie.
Mikkal uchwycił dłoń dziewczyny. Spletli palce. Raija oparła mu głowę na ramieniu.
Siedzieli tak długo, nie poruszając się, jak wyciosani z jednego kawałka drewna, pełni nadziei na jasne wspólne dni. Na normalne życie, zwykłą codzienność.
Niebo poczerwieniało na wschodzie, jakby wstydząc się, że los znów zażąda zapłaty za chwile szczęścia.
Miało jeszcze minąć wiele ranków i wieczorów, zanim okrutny świat upomni się o dwoje kochanków. Zdążą uwierzyć w zwyczajność losu, nieomal zapomnieć o przeszłości.
Dopiero pewien Fin, jeden z wielu wędrowców przemierzających płaskowyż, znów wlał niepokój w ich serca.
Zjawił się popołudniem i dołączył do mężczyzn siedzących wokół ognia na środku obozowiska.
Przyjął poczęstunek i odpłacił opowieściami o świecie, w którym przebywał.
Mikkal nie słuchał uważnie, dopóki do jego uszu nie dotarły następujące słowa:
- ...królewscy rozbierają lapońskie dziewczęta na całym płaskowyżu. Z każdej czarnowłosej piękności zdzierają kaftan. Nie miałbym nic przeciwko temu, by wstąpić do nich na służbę. Mówią, że jakaś czarownica uciekła im ze stosu...
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki