WSTĘP
Mam sześćdziesiąt cztery lata. Od trzydziestu lat jestem psychoterapeutą w Waszyngtonie. Ludzie przychodzą do mojego gabinetu i płacą mi za to, żebym poświęcił im uwagę i zrobił, co w mojej mocy, aby im pomóc. Posiadam pewne umiejętności, dzięki którym mogę wspierać ludzi w znajdowaniu sposobów na to, aby ich życie zaczęło działać. Oto, czego się nauczyłem:
Wszyscy kłamiemy jak jasna cholera. To nas wykańcza. Jest to główne źródło całego ludzkiego stresu. Kłamstwo zabija ludzi.
Najbardziej zabójczym rodzajem kłamstwa jest zatajanie informacji przed kimś, na kogo naszym zdaniem mogłyby one w jakiś sposób oddziałać. Rezultatem tego rodzaju kłamstwa są problemy psychiczne najcięższego rodzaju. Uzdrowienie psychiki jest możliwe tylko dzięki wolności, która bierze się z zaprzestania ukrywania się. Posiadanie sekretów i ukrywanie się przed innymi ludźmi to pułapka. Młodzież spędza na tej zabawie w chowanego większość czasu. Im lepiej sobie radzisz w tej grze jako nastolatek, tym trudniej jest ci dorosnąć. Te "ważne" tajemnice oraz całe to knucie i kombinowanie, jakie im towarzyszą, to wszystko to sranie w banię, czyli gówno prawda.
Umysł to więzienie zbudowane z gówno prawdy. Ta książka mówi o tym, w jaki sposób powstaje takie więzienie umysłu i jak z niego uciec. To poradnik majsterkowania dotyczący wolności. Zatajanie czegoś przed innymi ludźmi, niemówienie im, co czujemy czy myślimy, sprawia, że tkwimy zamknięci w więzieniu. Im dłużej pozostajemy w tym więzieniu, tym gorzej dla nas. Albo z niego uciekniemy, albo umrzemy. Droga ucieczki prowadzi przez opanowanie umiejętności mówienia prawdy.
Moi klienci7 to przeważnie osoby pomiędzy dwudziestym a sześćdziesiątym piątym rokiem życia, które cierpią z powodu depresji, lęków, gniewu, wypalenia lub kombinacji tego wszystkiego. Pracuję z urzędnikami państwowymi, prawnikami, biznesmenami, pracownikami mediów i innymi przerośniętymi nastolatkami o superkrytycznych umysłach, którzy nie potrafią przestać oceniać i krytykować samych siebie oraz pouczać innych. Staram się ulżyć im w cierpieniu, zwłaszcza w tym, które bierze się z martwoty. Martwota to forma cierpienia o niskiej intensywności. Jest wynikiem ciągłego trzymania się na baczności w obliczu wizji większych niebezpieczeństw. Te większe niebezpieczeństwa, jakie sobie wyobrażamy, są oparte na wspomnieniach krzywd doznanych przez nas wcześniej. Wielu z nas jako dzieci nauczyło się, że życie pełnią życia jest złe i prowadzi do zranienia, dlatego się znieczuliliśmy: po części w obronie przed dorosłymi, a po części po to, aby zrobić im na złość. Znieczulenie się było naszym sposobem na ukrycie tego, że byliśmy żywi w nieodpowiedni sposób, a utrzymanie tego w tajemnicy to jedyna rzecz, jaką można było zrobić.
Droga, którą musimy podążyć, aby otrząsnąć się z cierpienia wynikającego ze znieczulenia i martwoty, prowadzi początkowo do jeszcze większego cierpienia. Jeśli na przykład znieczulaliście się przez dłuższy czas, aby nie doświadczać gniewu, silny gniew będzie dla was gorszym uczuciem niż martwota. Ale jedynie wasza gotowość do tego, aby poczuć się gorzej, pozwoli wam docelowo poczuć się lepiej. Ostrożność i próby unikania dalszego bólu, zażenowania i trudności to rzecz normalna.
Normalność to klucz do unikania zmian i do kontynuowania życia w cierpieniu. Ludzie, którzy chcą być normalni, często są z tego dumni i stają się ofiarami ideału normalności: normalności, która cierpi z powodu martwoty, a zarazem sama jest jej przyczyną. Sigmund Freud powiedział kiedyś, że psychoanaliza ma pomóc ludziom przejść od intensywnego cierpienia do zwykłego nieszczęścia. Uważam, że wcale nie musimy się tym zadowalać. Pomagam ludziom skupić uwagę i wykrzesać z siebie odwagę, żeby mogli ruszyć w podróż w głąb cierpienia, którego wcześniej unikali, a potem wejść na ścieżkę prawdziwie nienormalnego życia. Zmierzenie się z tym, co wcześniej omijało się dużym łukiem, wywołuje intensywne emocje, a następnie prowadzi do przełomu i erupcji kreatywności. Ten zalew kreatywnego działania jest źródłem mocy, która pozwala zmienić lub przemeblować nasze życie.
Działam niczym mechanik z warsztatu blacharskiego, który naprawia wgnieciony zderzak. Dla blacharza nie ma najmniejszego znaczenia, kiedy, jak, a zwłaszcza dlaczego doszło do wypadku. Interesuje go tylko efekt. Postuka gumowym młotkiem w zewnętrzną część zderzaka, popuka od wewnątrz młotkiem kulkowym, wywierci otwór, przymocuje pręt i spróbuje wyciągnąć blachę. Gdy blacha się wyprostuje - jeśli się to uda - blacharz zeszlifuje ją papierem ściernym, polakieruje i gotowe. Jeśli się nie wyprostuje, mechanik wymieni zderzak na nowy. Fachowiec jest pragmatyczny, doświadczony i pewny zasadniczej elastyczności materiału, z którym pracuje. Dbałość o szczegóły i podejście z inwencją do każdego nowego wgniecenia przynoszą stałe, spójne rezultaty.
Ja z kolei pracuję z indywidualnym, wykreowanym przez daną osobę cierpieniem, u osób, które same są odpowiedzialne za dalsze podsycanie swojego cierpienia. Tak jak blacharz i właściciel samochodu skupiamy się na ocenie stanu maszyny i pożądanych efektach; nie musimy wiedzieć, jak doszło do wypadku, a sukces lub porażkę naszych starań osądzamy na podstawie tego, jak bardzo zbliżyliśmy się do upragnionych rezultatów.
Przeważnie pracuję ze "zwyczajnymi" neurotykami: osobami przeciętnymi i zasadniczo zdrowymi, które jednak cierpią z powodu lęków lub depresji bądź obu tych rzeczy jednocześnie. Często tym ogólnym stanom - lękom lub depresji - towarzyszą dolegliwości somatyczne i choroby, takie jak wysypki skórne, wrzody, bóle w dolnej części pleców, zaparcia, alergie, podwyższone ciśnienie tętnicze i bezsenność albo też nawracające problemy w związkach, pracy czy rodzinie. Jeśli terapia działa, somatyczne dolegliwości znikają lub zmniejsza się ich intensywność, a lęki i depresja, jako stałe stany, ustępują; ludzie biorą odpowiedzialność za funkcjonowanie swoich związków, życia zawodowego i twórczych mocy. Wzięcie odpowiedzialności oznacza, że dana osoba nie obwinia już okoliczności zewnętrznych, innych ludzi czy minionych zdarzeń za aktualny stan własnego życia.
Zarówno dolegliwości cielesne, jak i stałe, niechciane stany emocjonalne ustępują dzięki podjęciu nauki, a owa nauka zawsze obejmuje porzucenie żądań, aby świat - włącznie z żądającym - był inny niż jest. Terapia dobiega końca, gdy dana osoba przestaje nieustannie domagać się, aby ludzie byli inni niż są, przebacza swoim rodzicom lub innym osobom, z którymi łączyła ją zażyłość, a do których czuła o coś żal, odzyskuje moc sprawczą, dzięki której może poukładać swoje życie i bierze za to odpowiedzialność.
Psychoterapia nie zawsze przynosi skutek. W mojej ocenie u około jednej trzeciej przypadków wyniki są dobre lub wystarczające, mniej więcej jedna trzecia klientów wprowadza jakieś zmiany na pół gwizdka, a przynajmniej jedna trzecia osób, które do mnie przychodzą, nie wyciąga z terapii niczego pozytywnego, o czym warto byłoby wspomnieć. Bardzo niewiele osób doznaje jakiejś krzywdy w wyniku terapii, ponieważ równie trudno jest komuś zaszkodzić, co pomóc. Widziałem mnóstwo porażek i mnóstwo sukcesów. Ta książka jest próbą stwierdzenia, co działa, kiedy działa. Gdy terapia pomaga, jej efektem jest doświadczenie dobrostanu, pełni, bycia całością. Ta książka mówi o tym, jak osiągnąć taki stan.
Skąd się bierze stres?
Mawia się, że w dzisiejszych czasach życie jest stresujące. Ale stres nie jest cechą życia ani czasów, tylko ludzi. Stres nie bierze się z otoczenia, lecz z umysłu jednostki będącej w stresie. Przyjmujemy pewne założenia dotyczące świata i przywiązujemy się do nich. Cierpimy przez myślenie. Zbyt ciężko pracowaliśmy, aby wykuć nasze wizje świata, żeby teraz z nich rezygnować. Niczym gracze w pokera, którzy za dużo już stracili, rozpaczliwie podwajamy stawkę w nadziei na to, że zmusimy los, aby podsunął nam dobrą kartę. Za dużo i zbyt poważnie roztrząsamy różne sprawy, a potem ogromnie cierpimy, usiłując dopasować świat do naszych myśli. Narzekamy, że nie dorasta do naszych oczekiwań. Rozmyślamy o tym, jak bardzo nasze życie nie spełnia standardów i jakie być powinno, i jak beznadziejne jest to, że takie nie jest, i że powinniśmy jakoś to naprawić. Wiele osób "zamyśla się" na śmierć.
Aby przetrwać, musimy zastosować to, czego nauczyliśmy się z doświadczenia. Lecz prawdą jest również, że aby się rozwinąć - aby pozostać przy życiu - musimy ciągle przezwyciężać to, czego się wcześniej nauczyliśmy. Jeśli nie zostaniemy w jakiś sposób ocaleni przed naszymi założeniami dotyczącymi życia, one nas pożrą. Ocalenie polega na uznaniu, że założenia, które bierzemy za prawdę i tak uparcie się ich trzymamy, są w rzeczywistości decyzjami dotyczącymi tego, co "powinno być prawdą", które podjęliśmy na podstawie naszych doświadczeń z przeszłości.
Prawda się zmienia
Ponieważ zatracamy się we własnym umyśle, nie zauważamy tego, że prawda się zmienia. Gdy prawda się zmienia, a my nie umiemy dostrzec, co stało się prawdą teraz, bo kurczowo trzymamy się idei tego, co było prawdą kiedyś, stajemy się samobójczymi kłamcami. Jeśli o ósmej wieczorem jestem na ciebie zły i mówię ci o tym, i jestem z tego powodu dość wzburzony, a ty odpowiadasz mi złością i rozmawiamy o tym, naprawdę angażujemy się w rozmowę i pragniemy uporać się z tym gniewem, istnieje spora szansa, że za kwadrans dziewiąta będziemy się z tego śmiać, wypijemy razem drinka i przestaniemy się złościć. To prawda, że nienawidziłem cię z całego serca o ósmej. Gdzieś pomiędzy dwadzieścia po ósmej a za piętnaście dziewiąta przestało to być prawdą. Natomiast osoby, które żyją zgodnie z zasadami, takimi jak "nienawidziłem cię wtedy i miałem powód, więc nadal cię nienawidzę", nie są w stanie o niczym zapomnieć. To racjonalne, ale głupie. Widziałem w życiu bardzo wielu głupio racjonalnych ludzi.
Życie toczy się dalej, a prawda się zmienia. Tak to już w życiu jest. To, co kiedyś było prawdziwe, zaledwie chwilę później już prawdziwe nie jest. Wczorajsza prawda to dzisiejsza gówno prawda. Nawet wczorajszy wyzwalający wgląd będzie dzisiejszym więzieniem nieświeżych wyjaśnień.
Role i reguły to także myśli - a gdy ludzie zaczynają kurczowo się ich trzymać, biorąc je za zasady, będzie im trudno je przeboleć, wyjść poza nie lub pozwolić na ich zmianę. Ludzie dławią się przywiązaniem do wybranego obrazu samych siebie - do każdego obrazu samych siebie. Wielu dorosłych pozostaje w stanie wiecznej nastoletniości, zamkniętych w ochronnej izolacji ograniczonego zestawu ról i reguł. Ta ochrona zabija. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom w Atlancie 53% ludzi, którzy umierają przed sześćdziesiątym piątym rokiem życia, ginie "z powodów bezpośrednio związanych ze stylem życia"8. Połowa osób, które umierają przedwcześnie, zabija się tym, jak żyje. Ja twierdzę, że zabijają się, kompensując sobie głód bycia odciętymi od pokarmu codziennego doświadczenia. Palą, piją, zażywają narkotyki, jedzą tłuste mięso, oglądają telewizję i nie ćwiczą. Ciężko pracują, aby przeżyć i zadbać o siebie oraz o swoje rodziny. Starają się dobrze bawić i robić wszystko jak najlepiej. Nieustannie robią wszystko najlepiej, jak potrafią, i nie przyjmują do wiadomości, że jest to wystarczająco dobre. Zabijają się za pomocą tych samych społecznie akceptowanych trucizn, które stosują ich znajomi. Wszyscy kiedyś mieli dobry kontakt z życiem, a następnie zaczęli coraz bardziej się zatracać we własnych umysłach. Tęsknią za czymś, do czego nie bardzo mogą wrócić. Wiedzą, że rozniecona na nowo miłość do życia ma coś wspólnego z ucieczką z własnego umysłu i od warunków życia stworzonych przez ich umysły, lecz wydaje im się, że po prostu nie mogą tego zrobić. Moralizm, choroba polegająca na życiu bez ustanku w umyśle, zabija ich. Umierają niczym uwięzieni w jakiejś piosence country, robiąc, co mogą, i próbując przy tym trochę się zabawić, ale nigdy nie wychodzi im to na tyle dobrze, aby odpowiadało to komukolwiek - zwłaszcza im samym - ani nie bawią się na tyle dobrze, aby to wynagrodziło im całe napięcie.
Wolność od takiego "życia" jest osiągnięciem psychologicznym. Wolność osiągana przez ludzi, którzy wyrastają poza ograniczenia swoich uwarunkowań z dzieciństwa, to wolność od ich własnych umysłów. Wolność od własnego umysłu to wolność do tworzenia. Lecz żeby mieć coś do powiedzenia w tworzeniu życia, trzeba być gotowym mówić prawdę. Mówienie prawdy wyzwala nas z pułapki umysłu.
Alternatywą dla wolności jest życie według programu narzuconego przez prefabrykowane, uwewnętrznione zasady moralne. Takie życie to stopniowe duszenie się, które sprawia, że stajemy się jednocześnie coraz bardziej martwi i coraz bardziej zdesperowani.
Kreatywność, używanie umysłu zamiast bycia używanym przez umysł, to lekarstwo na wszelkie dolegliwości wywołane przez stres. Gotowość mówienia prawdy, aby uwolnić się od własnego, skrycie oceniającego, skrywającego sekrety umysłu, stwarza możliwość używania go tak, aby budować przyszłość jako artysta, a nie jako ofiara.
Bullshit, czyli gówno prawda
Bullshit to wysoce techniczny termin stosowany w całej tej książce. Zwędziłem ten termin od Fritza Perlsa, ojca terapii Gestalt. Mylenie uogólnień wywiedzionych z minionych doświadczeń z bieżącym doświadczeniem samo w sobie jest głównym błędem dezorientującym każdego zwyczajnego neurotyka. "Jestem z tobą od dwudziestu lat, więc to chyba oczywiste, że cię kocham". Świadectwo przeszłości nie dowodzi niczego na temat bieżącego doświadczenia. My, neurotycy, dokonujemy wielkich uogólnień obejmujących długie okresy czasu. Mówimy rzeczy takie jak: "Ty zawsze..." i "Ty nigdy...". Przypisujemy całą naszą moc okolicznościom zewnętrznym i mówimy rzeczy takie jak: "To sprawia, że ja...". Mówiąc to, zwykle nie mamy pojęcia, że żyjemy w wyobrażonym świecie stworzonym przez nas samych. Fritz Perls opracował w zasadzie trzy techniczne rozróżnienia dla toksycznego przyszeregowania wartości: chickenshit9, bullshit10 i elephant shit11. Chickenshit to będzie zwyczajne powitanie, które wcale nie oznacza tego, co dosłownie wyraża, np.: "Cześć, jak się masz?" i "W porządku, a ty jak?12". Bullshit to zwyczajna rozmowa, w której ludzie zabijają czas pozbawionymi znaczenia uproszczeniami i uogólnieniami. Elephant shit to dowolna dyskusja na temat teorii Gestalt czy metody Radykalnej Szczerości.
Używam wyrażeń, które zawierają słowo "gówno", aby nadać pejoratywną ocenę samym ocenom. Chcę, aby ludzie przynajmniej rozważyli możliwość, że ich najcenniejsze wartości być może wcale nie są takie cenne. Chcę, aby zakwestionowali własną pewność. (Jak powiedział Nietzsche: "Nie wątpienie, lecz pewność doprowadza do szaleństwa"13). Dlatego dla ułatwienia będę używał zwrotu "gówno prawda" (bullshit) jako ogólnego określenia na wszystkie uproszczenia lub podsumowania zawierające ocenę, które dotyczą zachowanych w pamięci doświadczeń14.
Gówno prawda (bullshit) to każde uogólnienie doświadczenia, jakiego dokonuje wasz umysł i któremu przypisuje wartość. "Nie kochasz mnie" albo "Ci ludzie są wściekli" czy też "To jest brzydkie (piękne, dobre, złe, ważne itd.)" - to wszystko są interpretacje rzeczywistości. Gówno prawda (bullshit) to chwyt marketingowy dla naszej interpretacji rzeczywistości, z którego korzystamy za każdym razem, kiedy interpretujemy rzeczywistość. Wszystkie interpretacje rzeczywistości to gówno prawda. Wolność to stan, w którym nie jest się zdominowanym przez własną gówno prawdę.
Głęboko wierzymy w nasze interpretacje rzeczywistości i chcemy, aby inni ludzie wierzyli w nie razem z nami, żebyśmy mogli poczuć się bezpiecznie. Wierzymy, że nasze interpretacje są rzeczywistością, a jeśli zdobędziemy wystarczającą liczbę głosów, będzie to dowód, że tak właśnie jest.
Niektórzy z nas niekiedy uciekają z więzienia gówno prawdy umysłu. Większość z nas w nim umiera. A wszyscy mamy wspaniałą, nieustannie dostępną możliwość wyjścia poza więzienie własnych umysłów. Pierwszym krokiem w tym procesie jest zwątpienie w swój umysł. Prawda zmienia się w gówno prawdę w ludzkim umyśle tak samo, jak jedzenie zmienia się w ekskrementy w ludzkim ciele. Umysł działa bowiem całkiem podobnie jak układ pokarmowy. Umysł rozwinął się w taki sposób, by przyjmować dobrą i odżywczą prawdę, wchłaniać to, co może, a resztę zmieniać w gówno. Niestety nie wydala resztek automatycznie, tak jak ciało. Musimy robić to sami z własnej woli.
Według Hugh Thomasa, autora A History of the World [Historii świata], największym postępem medycznym w historii było zapoczątkowanie wywozu śmieci15. Największy postęp psychologiczny w historii jest tuż za rogiem i on także będzie miał coś wspólnego ze sprzątaniem. Czyszczenie kłamstw i "wychodzenie z szafy" przykuwa ostatnio coraz więcej uwagi. Pewnego dnia spojrzymy na te wszystkie lata duszenia się w gówno prawdzie tak samo, jak patrzymy na czasy, gdy ludzie żyli w śmieciach i przez nie umierali.
Kłamstwa
Ta książka jest ułożona zgodnie z etapami rozwoju, poczynając od opisu tego, jak mózg rozwija się od zera, aż do tego, czym staje się w wieku dojrzewania. Najważniejszym przekazem tej książki jest to, że my, ludzkie byty, w trakcie dorastania zaczynamy się gubić w naszych własnych umysłach; jeśli nie odnajdziemy drogi wyjścia z nich, nasze umysły w końcu nas zabiją.
Wszyscy mamy umysły i wszyscy dochodzimy do nich w sposób naturalny. Ucząc się, jak przetrwać, od narodzin aż po dorosłość, zaczynamy od używania naszych zmysłów jako podstawowego trybu orientowania się w świecie, a kończymy jako zagubione w myślach byty , które posługują się zasadami orientacji. Abstrahujemy od zmysłów i zaczynamy konstruować umysły. Po jakimś czasie stajemy się tak zajęci rozwojem umysłu, że tracimy kontakt ze zmysłami i zatracamy się w umysłach. Nasze umysły formują się z interpretacji rzeczywistości opartych na powtarzanych doświadczeniach. Gdy niemowlę doświadcza regularnego karmienia piersią, zaczyna oczekiwać ponownego karmienia na podstawie uczucia głodu oraz swoich malutkich zasobów pamięci i płaczem domaga się mleka. Gdy szybko pojawia się więcej mleka, rodzi się maleńki koncept związany z czasem. Dziecko tworzy interpretację: "Jeśli zapłaczę, dostanę mleko". Ta interpretacja zawiera w sobie wspomnienie przeszłości i oczekiwanie dotyczące przyszłości.
W miarę jak dorastamy, uczymy się interpretować nasze doświadczenia, aby przetrwać. W końcu stajemy się zdolni do tego, by troszczyć się o siebie, lecz nasze techniki przetrwania mogą w końcu nas zabić - co często robią. Tym, co nas zabija, jest intensywne przywiązanie do naszych interpretacji oraz niezdolność do odróżnienia ich od zmysłowej rzeczywistości. Ten proces nauki kategoryzowania doświadczeń, a następnie ignorowanie różnicy pomiędzy kategoriami a samym doświadczeniem nazywam nauką kłamstwa16.
Nauka udawania, interpretowania, oceniania i wyobrażania sobie to proces naturalny dla każdego człowieka. I świetna zabawa. Większość tej nauki, która zachodzi we wczesnym dzieciństwie, przedszkolu i szkole podstawowej, polega na rozwijaniu tych zdolności. W każdej kulturze świata, gdy małe dzieci rozwijają się ku dorosłości, ma miejsce taka właśnie nauka udawania.
Długi proces uczenia się kłamstwa osiąga kulminację u osób w wieku dojrzewania. Nastolatki gubią się w swoich wyobrażeniach tego, kim są. Erik Erikson mówi, że pytanie, jakie zadaje się w tym okresie, brzmi: "Kim jestem?", a uzyskana ostatecznie odpowiedź jest albo fragmentaryczna (pomieszanie ról), albo ujednolicona (tożsamość ego). Aby dojrzeć i wyjść poza etap odgrywania ról lub udawania, na pytanie "Kim jestem?" trzeba odpowiedzieć w jakiś jednolity sposób (liczne role przymierzane przez dzieciaki muszą się zintegrować w spójną tożsamość, która utrzyma się nawet wtedy, gdy będą przyjmować nowe role). Ta w unikalny sposób zsyntetyzowana osobowość musi w końcu przeważyć nad wymaganiami danej roli, jakie demonstrują określone wzorce osobowe lub jakie stawia idealne odegranie tej roli. Przykładowo w sposobie, w jaki Jill odgrywa rolę córki, kochanki czy kelnerki, musi zawierać się pewna charakterystyczna dla niej jakość, która pozostaje obecna cały czas, gdy Jill rozmawia z matką, spędza czas z kochankiem czy obsługuje stoliki. Jill wyróżnia się niezależnie od tego, czy matka, kochanek lub goście są w pobliżu, i niezależnie od tego, jak postrzegała te role odgrywane w telewizji.
Czas trwania tego etapu rozwojowego, etapu udawania i przymierzania ról, aby ustalić czy wymyślić to, kim się jest, zależy od kultury, w której się żyje. Im bardziej technologiczny charakter ma dana kultura, tym dłużej ten etap będzie trwał. Buszmeni17 mają jedynie rok - między jedenastym a dwunastym rokiem życia - na uformowanie swojej tożsamości; przed ukończeniem dwunastego roku życia wybierają zawód, biorą ślub, zaczynają rodzić dzieci i przyjmują dorosłe role. W naszej kulturze adolescencja trwa od jedenastego do około trzydziestego czy trzydziestego piątego roku życia.
Owo wydłużenie czasu na wybór tożsamości zawodowej, seksualnej i społecznej w wysoce technologicznych kulturach to skomplikowana sprawa. Obecnie najszybciej zwiększający się odsetek zgonów w naszym społeczeństwie dotyczy grupy pomiędzy piętnastym a dwudziestym czwartym rokiem życia. Samobójstwa, przedawkowanie narkotyków, wypadki i zabójstwa wiodą prym na liście przyczyn. Dostajemy więcej czasu na wymyślenie, kim jesteśmy, lecz to zadanie zbiera też większe żniwo.
Nawet jeśli ludzie przetrwają okres dorastania, znakomita większość nigdy nie przezwycięży udawania adolescencji. Zagubienie się w takim udawaniu skutkuje ogromnym cierpieniem. Często "specjaliści od pomocy" zalecają jeszcze więcej udawania lub bardziej konwencjonalnego udawania, ponieważ nie rozumieją, że zadaniem psychoterapii jest ponowne osadzenie ludzi w świecie doświadczenia.
Stres, który zabija lub paraliżuje większość populacji, wynika z tego, że ludzie są dla siebie zbyt surowi, kiedy nie spełniają własnych wyobrażeń na temat tego, czego oczekują od nich inni. Nie wiemy, kim jesteśmy i próbujemy zgadywać, kim powinniśmy być, aby postępować właściwie i osiągnąć szczęście. Gubimy się w tym procesie i dotkliwie biczujemy, jeszcze zanim się zorientujemy, że to nas krzywdzi. Żadnej korzyści nie przynosi sama zmiana tego, czego według naszych wyobrażeń oczekują od nas inni. Musimy odzyskać umiejętność kierowania uwagi na coś innego niż ciągły wir pytań i wątpliwości dotyczących cudzych wymagań albo oczekiwań, które należy spełnić, aby poczuć akceptację. Straciliśmy tę umiejętność skupiania uwagi - życia poza zestawem przyjętych założeń, jakim jest umysł - a jedyną metodą orientacji, jaka nam pozostała, jest ta dana nam przez role, które wcześniej przymierzaliśmy. Biegamy więc w kółko po świecie, zarazem zapętlając się w naszych umysłach i starając spełniać standardy, jakich, jak sobie wyobrażamy, inni od nas wymagają. Jednocześnie trawi nas głód pokarmu pochodzącego z codziennego doświadczenia. To tak, jakbyśmy w restauracji próbowali zjeść menu zamiast posiłku. Karty dań są pozbawione wartości odżywczej i smakują gównianie niezależnie od tego, jak ładne zdjęcia je zdobią.
Nastolatki tęsknią za bezpieczeństwem dzieciństwa i nie mogą znieść tej niepewności wynikającej z zawieszenia między dzieciństwem a dorosłością. Z niepokoju i nietolerancji dla braku jednoznaczności chwytają się ról lub sztywnych standardów, aby przypisać sobie jakąś tożsamość i uciec od niekończącej się walki o dopasowanie się. Zostają chrześcijanami, krisznowcami, członkami gangów lub hipisami albo poślubiają sympatię z dzieciństwa tylko po to, by zyskać jakiś grunt pod nogami. Przyjmują standardy i reguły tych grup, aby żyć zgodnie z nimi. Wszystkie standardy lub reguły życia są pod tym względem jednakowe: to abstrakcje umysłu, podsumowania oparte na wspomnieniach doświadczeń; nie są doświadczeniem samym w sobie.
Młodzi ludzie w każdym wieku tym żarliwiej przywiązują się do standardów, im mniej pewnie się czują. Silne przywiązanie do zasad jeszcze bardziej nas usztywnia, co z kolei wzmaga poczucie niepewności. Takie zachowanie nie prowadzi nas przez własne wciąż zmieniające się doświadczenia. Świat doświadczenia przypomina rzekę. Lepsza będzie łódź niż słup, którego będziecie się trzymać, podczas gdy wzburzona woda zachłoszcze was na śmierć. Aby wyrosnąć poza wiek dojrzewania, ludzie muszą odpuścić, zamiast jeszcze bardziej kurczowo trzymać się zasad i standardów, przez które się definiują. Zazwyczaj jest to przerażające, niczym upadek w tył w nieznane. Efektem tego jest doświadczanie tu i teraz. Ponowne pojawienie się tej walki, walki o tożsamość, jaka została odłożona na bok poprzez kurczowe trzymanie się tożsamości wynikającej z nietolerancji dla braku jednoznaczności, jest najcenniejszą funkcją psychoterapii dla osób, które utknęły w definicjach ról. Takie osoby odradzają się, wychodzą z mentalnego więzienia do tu i teraz.
Tacy ludzie uczą się traktować zasady nie jako reguły wyryte w kamieniu, lecz jako mniej istotne regulacje praktyczne, weryfikowane bądź unieważniane przez nowe doświadczenia. Praktyczne zasady mogą być rewidowane, odrzucane bądź tworzone na nowo, jeśli osoby, które je stosują, pozwolą na włączenie nowego doświadczenia. Książka Alana Wattsa The Wisdom of Insecurity [Mądrość niepewności] szerzej omawia ten temat.
Osoby silnie przywiązane do zasad moralnych dostrzegają jedynie te doświadczenia, które uzasadniają słuszność tych zasad, i zwyczajnie nie zauważają niczego poza tym.
Fritz Perls, jeden z moich nauczycieli, radził, aby ludzie "tracili głowę i wracali do zmysłów". Jeśli osoby, które wyhodowały sobie umysły, nie nauczą się tracić głowy i wracać do zmysłów - zwracając uwagę na grawitację, własne ciała i świat prawdziwych, materialnych przedmiotów oraz innych bytów - pozostaną zamknięte w swoich wyobrażeniach tego, "jak się sprawy mają", których będą kurczowo się trzymać, i nigdy nie odnotują żadnych nowych doświadczeń. Jogini, mnisi buddyjscy, zawodowi golfiści, niektórzy klienci psychoterapeutów, paru muzyków i barwne szeregi różnych innych osób odzyskują zdolność skupiania uwagi pomimo umysłów, jakie rozwinęli. Te osoby w jakiś sposób wykraczają poza uwięzienie i zdominowanie przez "strumień świadomości" prosto z umysłu, z wyłączeniem wszystkiego innego.
Umysł to straszna rzecz; pozbądźcie się go.
Ta książka nakreśla problemy, które pojawią się, jeśli nie uciekniecie od swojego nieustannie interpretującego, zakłamanego umysłu; jeśli nie wyrośniecie z tego etapu rozwoju, jaką jest nauka kłamania. Znajdziecie tu przykłady na to, jak zatajanie prawdy przed innymi ludźmi zabija bądź poważnie tłumi życie tego, kto to robi.
Psychoterapia to jeden ze sposobów uczenia się, jak zamknąć okres dorastania: jak z pośredniego etapu rozwojowego, czyli młodzieńczego kłamstwa i fantazjowania, przejść do kreatywności. Tego dotyczy terapia, którą stworzyłem: problemu utkwienia w adolescencji, który dotyczy, uważam, ponad 75% populacji nowoczesnego technologicznego świata. Zasadniczą metodą terapii jest czysta, ustalona wspólnie pomiędzy terapeutą a klientem intencja, żeby mówić prawdę sobie i wszystkim innym osobom, które klient zna osobiście, tak aby znaleźć wyjście z tego labiryntu. To obiecujący sposób, by doprowadzić nas do osiągnięcia bardziej dojrzałego sposobu życia - opartego na doświadczeniu, z wyzbyciem się przesądów i moralizowania. Jak na ironię, aby stać się w pełni dojrzali, musimy na nowo odkryć to, co wiedzieliśmy, gdy byliśmy mniej skomplikowani. Kiedy już ponownie skoncentrujemy się na naszym doświadczeniu, czyli przyjmiemy pozycję, którą zajmowaliśmy jako dzieci, możemy w końcu wykorzystać nasze umysły jako narzędzia tworzenia, a nie jako systemy do obrony naszego wyobrażenia tego, kim jesteśmy.
W konsekwencji możemy usunąć rozdźwięk między realnym światem doświadczenia w tu i teraz a światem, który "znamy" z pamięci i z interpretacji. Sekretem tego zjednoczenia jest uwolnienie energii poprzez otwarte przeżywanie18 zamiast zużywania całej naszej energii na kontrolowanie siebie i innych poprzez zatajanie czegoś. Innymi słowy, sekretem jest mówienie prawdy. Dorośnięcie do posługiwania się tą osobistą mocą, jaką jest mówienie prawdy, to klucz do życia poza młodzieńczym moralizmem.
Psychoterapia jest jedną z metod ratujących od zaduszenia na śmierć przez koncepcje, których nauczyliśmy się, aby zwiększyć naszą wydajność i unikać niechcianych doświadczeń. Jak już mówiłem, ona czasem działa, a czasem nie. Skuteczność psychoterapii w pełni zależy od zaangażowania się klienta w mówienie prawdy, i dotyczy to postępowania klienta zarówno w gabinecie terapeutycznym, jak i poza nim.
Istnieje wiele dawnych systemów myślowych zajmujących się etapami rozwoju wykraczającymi poza kłamstwo i udawanie. Większość historycznych nauk duchowych/religijnych/mitologicznych opiera się na psychologicznym rozwoju, jaki osiągnęło paru mądrych ludzi, którzy wytyczyli drogę innym. W naszych czasach wszyscy mamy szansę, aby poznać całą tę ścieżkę.
Jeśli my, ludzie, mamy zostać ocaleni przed samymi sobą, indywidualnie oraz jako zbiorowość, musimy bardziej dogłębnie poznać sztukę i naukę mówienia prawdy. Nikt z nas nie jest w stanie tego zrobić bez tej ogromnej pomocy, jaką możemy dać sobie nawzajem.
Podsumowanie
Moi klienci i ja uczymy się od siebie, że podstawowym wymogiem, jaki należy spełnić, aby wykroczyć poza wiek dojrzewania, jest mówienie prawdy. Ta książka omawia całokształt problematyki związanej z mówieniem prawdy: trudności, jaką sprawia mówienie prawdy, jaką krzywdę robi nam niemówienie prawdy, do jakiego stopnia wszyscy jesteśmy kłamcami i jak bardzo kłamstwo działa wbrew naszym interesom. To, że przez zatajanie prawdy ludzie rujnują swoje życie i powoli się zabijają, jest sytuacją powszechną. To normalne, że ludzie przestają się rozwijać i umierają wskutek skumulowania się wraz z upływem czasu lekkich zaburzeń stresowych. Nadwaga, napięcie, palenie papierosów i picie alkoholu w dużych ilościach, stronienie od wysiłku fizycznego czy jakaś kombinacja tych elementów są bezpośrednim skutkiem poważniejszej choroby umysłu. Te zgony są wynikiem ciągłego pozostawania w umyśle uwikłanym w kłamstwa. Ucieczkę z pułapki kłamstw umożliwia nauka i doskonalenie umiejętności mówienia prawdy dzięki ciągłej praktyce (tak samo jak w przypadku nauki gry w golfa czy tenisa).
Każdy z nas jest chodzącą raną. Większość ludzi nadal jest zainteresowana jasnością i prawdą, lecz jednocześnie zajmuje nas ciągłe udowadnianie, że nasze dzieciństwo było gorsze niż przeciętne, a my sami jesteśmy lepsi od wszystkich. Konwencjonalnym sposobem przejścia przez życie w cierpieniu jest zbieranie dowodów na swoją korzyść. Uczą nas, że to właśnie jest wartość, w katolickich szkołach i na studiach prawniczych oraz we wszystkich innych szkołach (tylko nie tak skutecznie, jak w pierwszych dwóch).
Jednocześnie wszyscy bierzemy udział w projekcie mającym na celu odkrycie, co tak naprawdę znaczy "żyć". A gdy kłamiemy, ukrywamy się bądź stosujemy uniki - a są to podstawowe taktyki w budowaniu linii obrony nas samych - nie odkrywamy niczego nowego o życiu ani nie pomagamy innym w odkryciu niczego nowego. Zainteresowanie tym wspólnym ludzkim projektem odkrywania życia jest ważną częścią wspaniałego dyskursu, który my, ludzie, toczymy już od kilku tysięcy lat. Dla mojego własnego dobra pragnę spędzać czas z ludźmi, którzy chcą się dowiedzieć, jak by to było żyć w taki sposób, aby nie pozostawiać żadnych niedopowiedzeń, żadnych niezałatwionych spraw: chcę przebywać z ludźmi głodnymi prawdy, którzy chcą spędzać czas na nauce i dzieleniu się tym, czego się nauczyli, zamiast bronić swojego wizerunku czy reputacji. Ta książka jest przeznaczona dla pewnej grupy ludzi powiększającej się z każdym dniem - dla tych, których potrzeba zdobycia wiedzy i chęć dzielenia się przeważa nad ich pragnieniem obrony przed wstydem. Piszę dla ludzi chcących wyrosnąć z okresu dojrzewania, który obecnie uchodzi za dorosłość; dla par, które mają dość grania i obwiniania się nawzajem; dla osób zainteresowanych uczciwością i osiągnięciem pełni bardziej niż moralizatorstwem i dopasowywaniem się do ról. Ta książka to antidotum na konwencjonalne cierpienie. Mam nadzieję, że was wkurzy, zrani i zainspiruje oraz wyrwie spod wpływu, jaki wasze umysły wywierają na wasze dusze.
7 W psychoterapii Gestalt celowo stosuje się określenie "klient" zamiast "pacjent", aby wprowadzić rozróżnienie między osobą "chorą" - bierną, podporządkowaną zaleceniom lekarza, który ma ją wyleczyć z jej niedomagania (pacjent) - a osobą, która w sposób aktywny i autonomiczny uczestniczy w terapii (klient), pozostając na równym poziomie w relacji z terapeutą (przyp. red.).
8 Centers for Disease Control. Atlanta, GA: Department of Health, Education and Welfare, Public Health Services.
9 W polskiej literaturze przedmiotu tłumaczone jako "zwykłe lanie wody", zob. F. Perls, Terapia Gestalt, tłum. M. Paruzel-Czachura i B. Konieczniak. Warszawa 2019, s. 70; inaczej można by to ująć jako "mała gówno prawda" (przyp. tłum.).
10 "Wciskanie kitu", tamże; inaczej "średnia gówno prawda" (przyp. tłum.).
11 "Pieprzenie w bambus", tamże; inaczej "wielka gówno prawda" (przyp. tłum.).
12 Nawiązuje to do tego rodzaju pytania "Jak się masz?", które standardowo rzuca się przy powitaniu i na które rutynowo odpowiada się, że dobrze, niezależnie od tego, czy to prawda (przyp. red.).
13 F. Nietzsche, Ecce Homo. Jak się staje - kim się jest, tłum. L. Staff, Warszawa-Kraków 1907, s. 36 (przyp. red.).
14 W opozycji do rozmowy o aktualnym, prawdziwym tu i teraz doświadczeniu (przyp. red.).
15 T. Hugh, A History of the World, New York 1979. Jeśli nie wskazano inaczej, przekłady cytatów pochodzą od tłumaczki lub od redakcji (przyp. red.).
16 Parafrazując: kłamanie to traktowanie swoich myśli (interpretujących rzeczywistość) jako rzeczywistości (przyp. red.).
17 Członkowie ludu San, rdzenni mieszkańcy Afryki południowej (przyp. red.).
18 W oryg.: living out loud. W praktyce oznacza to uważne, sensoryczne doświadczanie swoich przeżyć i transparentne ich ujawnianie. Szczegółowy opis i wskazówki znajdują się w dalszej części książki (przyp. red.).