R Ruch Muzyczny nr 18/2021 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

5.90 zł
4.90 zł (5,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

#18 2021 rok LXV

Dwutygodnik poświęcony muzyce poważnej i życiu muzycznemu założony w 1945 roku

Redaktor naczelny

Daniel Cichy

Redaktor prowadzącyKrzysztof Stefański

Sekretarz redakcji

Maciej Kucharski

maciej_kucharski@pwm.com.pl

Festiwale, koncerty

Krzysztof Stefański

krzysztof_stefanski@pwm.com.pl

Muzyka dawna

Karolina Kolinek-Siechowicz

karolina_kolinek-siechowicz@pwm.com.plDominika Micałdominika_mical@pwm.com.pl

Muzyka współczesna, książki, płyty

Adam Suprynowicz

adam_suprynowicz@pwm.com.pl

Michał Mendyk

michal_mendyk@pwm.com.pl

Teatr muzyczny

Jacek Marczyński

Redaktorzy seniorzy

Józef Kański, Olgierd Pisarenko

Sekretariat

Katarzyna Dubiel

redakcja@ruchmuzyczny.pl

Dyrektor artystyczny

projekt graficzny

Marek Knap

marek.knap@asp.waw.pl

Studio graficzne

Natalia Cyrankiewicz, Andrzej Swat (prepress)

Redakcja i korekta

Maria Konopka-Wichrowska

Internet

Mateusz Ciupkamateusz_ciupka@pwm.com.pl

Wydawca

Polskie Wydawnictwo Muzyczne

al. Krasińskiego 11a, 31-111 Kraków

Oddział w Warszawie

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

pwm@pwm.com.pl

Druk

Drukarnia Akapit sp. z o.o., Lublin

Nakład: 1200 egz.

Czasopismo patronackie wydawane na zlecenie Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, a w tekstach przyjętych do publikacji zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, poprawek stylistycznych, zmian tytułów i śródtytułów.

Za treść reklam redakcja nie odpowiada.

Redakcja czynna od godz. 10.00 do 15.00

Adres

ul. Fredry 8, 00-097 Warszawa

tel.: +48 885 860 332

email: redakcja@ruchmuzyczny.pl

www.ruchmuzyczny.pl

ruchmuzyczny

ruchmuzyczny

Ruch Muzyczny

"Ruch Muzyczny" jest dostępny dla niewidomych

informacje na www.defacto.org.pl

Ikonki: www.flaticon.com/freepick

Na okładce ilustracja Stanisława Gajewskiego

OD REDAKCJI

DOTYK POEZJI

Krzysztof Stefański

Fot. Rafał Masłow

Przez ponad sześć lat, gdy "Ruch Muzyczny" ukazywał się jako miesięcznik, każdy numer rozpoczynał się wierszem. Wszystko za sprawą ówczesnego redaktora naczelnego Tomasza Cyza i przyjętej przez niego zasady, "że bez poezji w życiu muzycznym ani rusz", jak pisał w swoim pożegnalnym wstępniaku. Po powrocie w 2020 roku formuły dwutygodnika wiersze na naszych łamach już nie ukazują się tak regularnie, ale to nie znaczy, że zasada ta straciła na aktualności. Dość wspomnieć artykuł Michała Zdunika z numeru #10/2021 o muzyczności poezji Wojciecha Kassa i Grzegorza Kwiatkowskiego. I że tematem tego numeru są różne - nie zawsze oczywiste - związki muzyki i poezji.

"Nasze pierwsze zetknięcia z muzyką i poezją to doznania haptyczne: zostajemy dotknięci poszczególnymi brzmieniami i obrazami" - pisze Michalina Kmiecik w przepięknym eseju o muzyczności poezji, której sens często ujawnia się w wykonaniu, w dźwięku. Użyta przez autorkę metafora dotyku wydaje mi się kluczowa - w obcowaniu z poezją (i muzyką) potrzebne jest pewne przeżycie, poruszenie. Spotkanie osobiste, wręcz intymne. To doświadczenie, którego nie sposób zadekretować; które nie bierze się z ogłoszenia roku tego czy innego poety - ze względu na okrągłą rocznicę urodzin czy śmierci.

Nie tak dawno uczestniczyłem w pracach komisji oceniającej wnioski na stypendia twórcze miasta Wrocławia. Wysyp projektów odwołujących się do utworów Tadeusza Różewicza nie pozostawiał wątpliwości - w bieżącym roku mija 100 rocznica jego urodzin. Cokolwiek napisał, chciano poddać chyba wszystkim możliwym umuzycznieniom - elektronicznie, eksperymentalnie, jazzowo, popowo, operowo i z ukulele. W większości bez głębszej refleksji nad dorobkiem i myślą poety, właściwie można by wstawić tam dowolne nazwisko. A on, paradoksalne, przecież notował: "Muzyka - dźwięk i obraz - metafora wydały mi się nie skrzydłami, które unoszą poezję od twórcy do odbiorcy, ale balastem, który należy odrzucić, aby poezja mogła się podnieść i stać się na razie zdolna nie do dalszego lotu, ale do dalszego życia". Żeby poezja Różewicza mogła dalej żyć, rekomendowałem więc odrzucenie większości wniosków. Choć znaleźć można też całkiem udane przykłady umuzycznienia jego twórczości. Małgorzata Gąsiorowska, przyglądając się różnym strategiom opracowań poezji w twórczości polskich kompozytorów XX wieku, wymienia między innymi Poezje Kazimierza Serockiego. Dodałbym tu jeszcze - z nieco młodszego repertuaru - Pięć śpiewów z klatki PRASQUALA. Co łączy te utwory? Żaden nie powstał z okazji rocznicy.

Rok Reja, Miłosza, a teraz Lema - każdy przyniósł wysyp okolicznościowych utworów "do słów". Tendencja ta stanowi punkt wyjścia dla rozważań Dominiki Micał, która stwierdza, że skojarzenie kompozytora z odpowiednim tekstem i "bycie dobrą swatką to sztuka nie lada". Autorka szybko zresztą ucieka od rocznicowych utworów, by pisać o tych, które powstały jako wyraz erudycji twórców, ich osobistych doświadczeń czy gry z zawartymi w tekście sensami. Na drugim biegunie można umieścić "Projekt: Krynicki". Byłem świadkiem tej spektakularnej katastrofy na festiwalu Malta w Poznaniu. Organizatorzy skupili się wyłącznie na stworzeniu rozbuchanego wydarzenia, którego wielkość miało podkreślić zaangażowanie jak największej liczby głośnych nazwisk. W medialnym szumie z trudem mogły wybrzmieć proste liryki Ryszarda Krynickiego. Jeśli były w stanie kogoś dotknąć, to tylko pandemicznie - przez wstawioną przez organizatorów szybę z pleksi.

Zamiast tego wolę więc przywołać głębokie przeżycia ostatnich dni. Koncert Juliena i Christopha Prégardienów na festiwalu Chopin i jego Europa z pieśniami do słów między innymi Herdera i Goethego poruszał wrażliwością artystów na muzykę i tekst, pięknymi głosami oraz znakomitym porozumieniem ojca i syna. Na festiwalu Ephemera performans Siksy, w którego tekst zostały wplecione fragmenty wierszy Danuty Wawiłow i Zuzanny Ginczanki, ujmował bezpośredniością i siłą wyrazu. Akurat te muzyczno-poetyckie wydarzenia odbyły się poza kontekstem rocznicowym...

Cytat numeru:

Pisząc o literaturze czy muzyce, piszemy również o sobie. A inni, w naszym pisaniu, ODNAJDUJĄ ŚLADY swoich przeżyć i doznań

--Michalina Kmiecik

AKTUALNOŚCI

TERESA ŻYLIS-GARA (1930-2021)

Fot. archiwum prywatne Teresy Żylis-Gary

W gardle śpiewak ma skarb: delikatne struny głosowe. Ten instrument długo będzie nam służył, jeśli od samego początku będziemy go ostrożnie używać. Zasada numer jeden: nigdy nie należy forsować głosu, nie krzyczeć, nie śpiewać zbyt głośno" - mówiła Teresa Żylis-Gara w wywiadzie udzielonym # i TW-ON z okazji swoich 90 urodzin. Artystka do końca życia pozostała wierna tej zasadzie i przekazywała ją na kursach mistrzowskich.

Na muzyczne szczyty ruszyła z niewielkiego Landwarowa na Wileńszczyźnie, gdzie się urodziła i gdzie śpiewała w kościelnym chórze. "Mój Boże! Ileż ja się naśpiewałam w Landwarowie. W zimie śnieg po kolana, a ja biegłam śpiewać do kościoła. Oczywiście ludzie mieli wówczas więcej czasu na takie śpiewanie. W domu odebrałam pierwszą ważną życiową lekcję. Bez tego w przyszłości nie mogłabym śpiewać. Nie wstydzę się tego powiedzieć, że nawet na tych wielkich światowych scenach gdzieś we mnie zawsze tkwiła ta mała, cierpliwa i pokorna Tereska" - mówiła.

Po II wojnie światowej, wraz z rodziną, przeprowadziła się do Łodzi, gdzie ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w klasie śpiewu Olgi Olginy. "Żylisówna śpiewa dobrze pieśni i oratoria, z tego będzie miała chleb", mawiała podobno Olgina. Po latach Żylis-Gara skomentowała te słowa w rozmowie z #: "Nie do końca się sprawdziło. To opera dała mi chleb, choć nie unikałam ani pieśni, ani oratoriów", i dodawała: "Chciałam śpiewać i nie bałam się niczego. Już po debiucie w Krakowie w 1958 roku, w Halce, pojechałam na Międzynarodowy Konkurs Muzyczny do Monachium. Tam w 1960 roku zajęłam trzecie miejsce, jednak w kategorii pieśni. Jakie było moje zdziwienie, gdy przewodniczący jury profesor Reuter powiedział mi, że moja przyszłość to... opera. Klamka zapadła". Po zwycięstwie w Monachium występowała głównie na terenie RFN: w Oberhausen, Dortmundzie i Düsseldorfie. W 1965 zadebiutowała na festiwalu w Glyndebourne w roli Oktawiana w Kawalerze z różą Richarda Straussa. Rok później w Paryżu kreowała postać Donny Elviry w Don Giovannim Mozarta. Przełomowy okazał się rok 1968 i debiut w Metropolitan Opera, gdzie również wystąpiła jako Donna Elvira. Irving Kolodin, recenzent "Saturday Review", napisał: "Żylis-Gara, która w ciągu ośmiu lat ze scen polskich trafiła na światowe, ma niezwykłe predyspozycje do śpiewania partii Donny Elviry. Jej głos jest zarówno jasny, jak i mocny, co oznacza, że potrafi przekazać intensywne emocje [...]. Ostatnią wielką Donną Elvirą była Elisabeth Schwarzkopf, ale w zupełnie inny sposób. Żylis-Gara, ze swoją techniką, urodą i zdolnościami aktorskimi, może zastąpić swoją wielką poprzedniczkę". Z Metropolitan związała się na dłużej, śpiewając tam przez 16 sezonów, a jej ostatnim, 233 występem na tej scenie była tytułowa rola w Manon Lescaut 11 marca 1984 roku. Żylis-Gara kochała Nowy Jork i Met: "Czułam się doceniona i w żadnym momencie nie miałam poczucia odrzucenia" - mówiła. Amerykańska publiczność ceniła przede wszystkim jej partie Mozartowskie. "Opery Mozarta są unikatowe. To balsam dla głosu. Można je śpiewać bosko, ale też można je koncertowo "położyć". Z dwojga złego uważam, że lepiej je śpiewać bosko", mawiała nieco przewrotnie.

Teresa Żylis-Gara zmarła 28 sierpnia w wieku 91 lat. Informację tę podał Teatr Wielki - Opera Narodowa. "Z wielkim smutkiem przyjęliśmy właśnie wiadomość o śmierci Teresy Żylis-Gary. Żegnaj, Maestra... Jej niezrównany sopran liryczny o urzekającej barwie oraz dramatycznych możliwościach zachwycał zarówno słuchaczy sal koncertowych, jak i publiczność teatrów operowych całego świata: Nowego Jorku, Paryża, Monachium, Londynu, Mediolanu. Odeszła artystka o nieprzeciętnym talencie, charyzmie, energii. Wspomnienie jej głosu zostanie z nami na zawsze".

W szare, zimne styczniowe popołudnie 2020 roku, gdy rozmawiałem z Teresą Żylis-Garą w siedzibie Polskiego Radia RDC, w pewnym momencie artystka stwierdziła: "Wybrałam to, co kocham. Śpiew to było dobro, które otrzymałam, mój talent, który trzeba pomnażać. Zawładnął mną od najmłodszych lat. I bardzo dobrze mi to zrobiło. Mam nadzieję, że innym też". --MAK

W hołdzie Pendereckiemu

ido-festival.de, uwm.edu.pl

Światowe prawykonanie III Symfonii Organowej "Krzysztof Penderecki grato salutatione" Oskara Gottlieba Blarra odbędzie się 1 października w Düsseldorfie. Na organach kościoła Zmartwychwstania zagra prof. Martin Schmeding.

Oskar Gottlieb Blarr to obecnie najstarszy działający organista w Düsseldorfie. Urodził się 6 maja 1934 roku w Sędławkach pod Bartoszycami. Systematyczną edukację muzyczną rozpoczął w 1947. Po ukończeniu studiów w 1961 objął funkcję kantora i organisty w Neanderkirche w Düsseldorfie, którą pełnił aż do przejścia na emeryturę w 1999. W 1984 objął stanowisko docenta w Wyższej Szkole Muzycznej Roberta Schumanna i uzyskał tytuł profesora tej uczelni. Blarr komponuje muzykę religijną, wokalną, wokalno-instrumentalną, instrumentalną (w tym utwory organowe). Od lat konsekwentnie zabiega o renowację organów w kościołach w Bartoszycach, Pasymiu, Barczewie, Węgorzewie, Pasłęku, a ostatnio w Kwidzynie.

Przypomnijmy, w 2016 roku Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie przyznał prof. Blarrowi doktorat honoris causa za działalność na rzecz ocalenia dziedzictwa kulturowego, zwłaszcza zabytków muzycznych Warmii i Mazur, popularyzowanie muzyki Feliksa Nowowiejskiego oraz za organizację życia muzycznego i aktywność w sferze zbliżenia i porozumienia narodów niemieckiego i polskiego. "Dzięki działalności profesora Blarra dzieła Feliksa Nowowiejskiego mogły odżyć zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. To właśnie Pan profesor w sposób szczególny zrealizował zapisy traktatu o dobrym sąsiedztwie między Polską a Niemcami. Pana dokonania dla współpracy między artystami z Polski i Niemiec, ratowania muzycznego dziedzictwa kulturowego nie tylko naszego regionu, wreszcie liczne utwory muzyczne [...] zostały docenione" - mówił na uroczystości w Filharmonii Olsztyńskiej promotor doktoratu, dr hab. Krzysztof Gładkowski.

Prawykonanie III Symfonii Organowej "Krzysztof Penderecki grato salutatione" Oskara Gottlieba Blarra odbędzie się na 16 IDO-Festival w Düsseldorfie. --MAK

Jazzmani z medalami

gov.pl

Pianista Leszek Możdżer i perkusista Tomasz Łosowski, który w tym roku obchodzi 30-lecie pracy twórczej, zostali odznaczeni przez ministra kultury, dziedzictwa narodowego i sportu Brązowym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".

"Odznaczenie [...] jest wyrazem podziękowania za dotychczasową działalność twórczą oraz za wspaniałe dokonania na rzecz kultury polskiej" - mówił wiceminister Jarosław Sellin, wręczając odznaczenia na festiwalu Kartuzy Jazz Bass Day 2021 w Brodnicy Górnej.

"Leszek Możdżer jest światowego formatu pianistą, kompozytorem i aranżerem, jednym z najwybitniejszych polskich muzyków jazzowych. We wczesnych latach swojej działalności był filarem legendarnego zespołu Miłość, a następnie członkiem kwartetu Zbigniewa Namysłowskiego. O wyjątkowej pozycji artysty świadczą setki recenzji, entuzjastyczne przyjęcia i oddanie melomanów, wiernie towarzyszących jego wspaniałej karierze. [...] Tomasz Łosowski jest jednym z najlepszych i najbardziej znanych polskich perkusistów. W ciągu ostatnich trzech dekad współpracował z wieloma znakomitymi artystami polskiej sceny popowej, rockowej i jazzowej. Jest również międzynarodowym edukatorem i autorem pierwszej w Polsce profesjonalnej wideo-szkoły instruktażowej do nauki gry na bębnach, zwanej Szkołą na perkusję. Od wielu lat prowadzi też warsztaty perkusyjne, zarówno dla perkusistów, jak i dla całych zespołów" - czytamy na gov.pl --MA

Piotr Beczała triumfator

wyborcza.pl

Piotr Beczała podczas gali na zamku Lamberg w Steyr otrzymał Österreichischer Musiktheaterpreis w kategorii "najlepsza główna rola męska"

Nagrody od 2012 roku przyznawane są artystom, spektaklom i festiwalom przez przedstawicieli mediów (w tym roku między innymi "L'Opera", "Burgenländische Volkszeitung", "Art Quarterly"). Beczała doceniony został za rolę Jontka w Halce Moniuszki, reżyserowanej przez Mariusza Trelińskiego w Theater an der Wien (koprodukcja z Teatrem Wielkim - Operą Narodową w Warszawie). W kategorii "główna rola męska" pokonał pozostałych nominowanych: Marco Jentzscha (Tannhäuser w Tannhäuserze, Stadttheater Klagenfurt), Timo Riihonena (Filip II w Don Carlosie, Oper Graz) oraz Bena Connora (Tommy Albright w Brigadoon, Volksoper Wien). Warszawski występ recenzował Jacek Marczyński (#4/2020): "Piotr Beczała zawładnął sceną od pierwszego wejścia, arię I ty mu wierzysz biedna dziewczyno zamieniając w wielki monolog, w którym należy podziwiać piękne frazowanie, porywające tenorowe góry, operowanie tekstem, a także aktorskie prowadzenie postaci. Za sprawą Piotra Beczały można było lepiej zrozumieć, jak Mariusz Treliński konsekwentnie zerwał ze stereotypowymi wizerunkami bohaterów Moniuszki. Jontek nie tylko zyskał buntowniczą dumę, lecz także zaskakująco dobrze odnalazł się w realiach późnego PRL, kiedy rozgrywa się akcja" - czytamy. "Jestem bardzo dumny i szczęśliwy, że nasza rodzima opera spotyka się z takim uznaniem na świecie, szczególnie że projekt Halki od lat mam głęboko w sercu" - napisał laureat na swoim facebookowym fanpage'u. --MAK

NOSPR i młodzi

nospr.org.pl, nifc.pl

Sala NOSPR będzie jednym z pierwszych przystanków na trasie koncertowej zwycięzców tegorocznego Konkursu Chopinowskiego. Jesienią w ramach serii "Po mistrzowsku" usłyszymy w Katowicach aż czterech laureatów. Przypomnijmy, że wśród pianistów zakwalifikowanych do Konkursu głównego przez jury eliminacji znalazło się: 22 Chińczyków, 14 Japończyków, 16 Polaków, 7 obywateli Korei Południowej, 6 Włochów, a także reprezentanci Armenii, Chińskiego Tajpej, Kanady, Kuby, Łotwy, Rosji, Hiszpanii, Tajlandii, USA, Wielkiej Brytanii i Wietnamu. Do muzycznego turnieju zgłosiło się ponad 500 pianistów z całego świata. Ostatecznie do eliminacji przystąpiło 151, a 78 zostało dopuszczonych do konkursu głównego. Dodatkowo z pominięciem etapu eliminacji, co jest przewidziane w regulaminie, zakwalifikowanych zostało 9 pianistów - laureatów innych ważnych konkursów pianistycznych.

Oprócz triumfatorów Konkursu Chopinowskiego w NOSPR po raz pierwszy pojawią się również laureaci programu ECHO Rising Stars. To wybitni młodzi artyści, których potencjał został doceniony przez dyrektorów najważniejszych sal koncertowych w Europie, tworzących organizację ECHO. Udział w programie obejmuje koncerty w zrzeszonych w niej instytucjach, co gwarantuje uczestnikom wstęp do międzynarodowej kariery. W tym roku do programu wybrane zostały zespoły kameralne, często o dość nietypowych składach. Repertuar serii koncertów obejmuje szeroki wybór utworów z różnych epok i nowe kompozycje, tworzone dla uczestników programu. --MAK

Nowy sezon, nowy dyrektor

nfm.wroclaw.pl

Nowym dyrektorem artystycznym Chóru NFM będzie Lionel Sow. Francuski dyrygent kierował do tej pory Chórem Orkiestry Filharmonii Paryskiej, a na co dzień kształci studentów Conservatoire National Supérieur Musique et Danse de Lyon. W latach 2002-2014 pracował z chórami, a następnie kierował szkołą chóralną Maîtrise Notre-Dame de Paris. Jednocześnie po ostatnich wrześniowych wydarzeniach artystycznych kończy się kadencja Agnieszki Franków-Żelazny, która prowadziła Chór NFM od momentu założenia zespołu w 2006 roku. Jest ona również pomysłodawczynią i dyrektorką artystyczną Polskiego Narodowego Chóru Młodzieżowego, powstałego w 2013 roku przy NFM. W styczniu 2015 objęła funkcję dyrektor programowej Akademii Chóralnej. Koncert wieńczący 15-letnią kadencję Franków-Żelazny na stanowisku dyrektor artystycznej Chóru NFM odbędzie się 30 września w Sali Czerwonej NFM. Pierwszy koncert pod dyrekcją Lionela Sowa zaplanowano na 17 października. --MAK

(Nie) wszystko dla pań

slippedisc.com

Naomi Joseph przeanalizowała strukturę zatrudnienia w Operze Królewskiej Covent Garden w Londynie. Wynik był do przewidzenia - nadal przeważają tam mężczyźni.

Dziennikarka prześwietliła 325 produkcji wystawianych w ROH w sezonach od 2005/2006 do 2019/2020. Swoje badania oparła na samoidentyfikujących się zaimkach używanych przez poszczególnych twórców w oficjalnych notach biograficznych. Najważniejsi byli w tym wypadku reżyserzy i reżyserki, gdyż to właśnie oni/one "narzucają artystyczną wizję dzieła, a co za tym idzie, odpowiadają za dobór członków zespołu". Jak się okazało, w ciągu 15 sezonów uwzględnionych w badaniu aż 90 procent wszystkich produkcji operowych w Operze Królewskiej stworzyli mężczyźni. Ponadto zazwyczaj powierzano im więcej niż jedną produkcję, podczas gdy kobiety najczęściej zatrudniane były do pojedynczych projektów; 44 procent mężczyzn wyreżyserowało co najmniej dwie różne opery, wśród kobiet było to jedynie 14 procent reżyserek. Co ciekawe, kobiety częściej niż mężczyźni zajmowały się współczesnymi dziełami. Tymczasem 92 procent oper z żelaznego repertuaru wyreżyserowali mężczyźni. Ponadto 61 procent reżyserów miało możność wznowienia swych oryginalnych produkcji, podczas gdy taki zaszczyt spotkał zaledwie 27 procent reżyserek. Z analizy wynika też, że reżyserzy płci męskiej częściej aniżeli z kobietami współpracowali z innymi mężczyznami. Chodzi tutaj głównie o scenografów, reżyserów światła, projektantów kostiumów i twórców projekcji wideo. Nie pracowała na tych stanowiskach ani jedna kobieta w przypadku 36 procent oper reżyserowanych przez mężczyzn; 38 procent "męskich" produkcji zatrudniało tylko jedną kobietę - i na ogół była to projektantka kostiumów. "Ponieważ mężczyźni częściej reżyserowali znane i lubiane opery, mieli większą szansę na powtórne zatrudnienie. W ten sposób gromadzili kapitał zawodowy znacznie szybciej niż ich rówieśniczki. Nadreprezentacja mężczyzn w roli reżysera, połączona z ich skłonnością do pracy przede wszystkim z innymi mężczyznami, miała także negatywny wpływ na powierzanie kobietom jakichkolwiek zadań kreatywnych", konkluduje Naomi Joseph. W 2019 roku Opera Królewska w Londynie dołączyła do inicjatywy Keychange 50/50, zobowiązując się, że do 2022 roku kobiety będą stanowić 50 procent wszystkich osób zatrudnionych przy produkcjach operowych. --MAK

Long Ago & Far Away

pap.pl

"Charlie Watts - bit Stonesów; nie ma słów, ten rytm mówi sam za siebie" - napisał Lenny Kravitz o zmarłym 24 sierpnia perkusiście zespołu The Rolling Stones.

"Cichy, elegancko ubrany Watts był często wymieniany jako jeden z najlepszych perkusistów rockowych świata; był powszechnie szanowany za swój styl gry, który towarzyszył Stonesom przez niemal 60 lat, podczas których zespół stał się supergwiazdą muzyki rockowej" - informuje agencja Associated Press. "Obok tekstów Micka Jaggera i gitarowych riffów Keitha Richardsa to właśnie wyczucie rytmu Wattsa było kluczowym elementem wszystkich największych hitów Stonesów" - zaznacza magazyn "Rolling Stone". Dodaje, że "grający początkowo w zespołach jazzowych Watts przez całe życie zachował miłość do tego gatunku muzyki i poza grą z The Rolling Stones uczestniczył w wielu innych projektach. Inaczej niż dla jego kolegów z zespołu, znanych z zamiłowania do imprez i ekscesów, gra w The Rolling Stones wydawała się dla Wattsa bardziej pracą niż powołaniem i stylem życia" - czytamy. Oprócz gry na perkusji Watts projektował okładki płyt oraz scenografię do niektórych tras zespołu. "Bardzo smutny dzień. Charlie Watts był najlepszym perkusistą. Najbardziej stylowym mężczyzną i jakże wspaniałym towarzyszem. Najszczersze kondolencje dla Shirley, Seraphiny i Charlotty. I oczywiście dla Stonesów" - żegnał Wattsa na Twitterze Elton John. "Był uroczym facetem. Wiedziałem, że jest chory, ale nie wiedziałem, że aż tak [...]. Charlie był opoką, fantastycznym perkusistą, solidnym jak skała" - przekazał z kolei Paul McCartney. "Boże, miej w opiece Charliego Wattsa. Będziemy za tobą tęsknić, pokój i miłość dla jego rodziny" - dodał Ringo Starr.

W 2004 roku Wattsa leczono na raka krtani w szpitalu Royal Marsden w Londynie; z choroby wyszedł po czterech miesiącach walki, w tym sześciu tygodniach radioterapii. Muzyk zmarł w londyńskim szpitalu w otoczeniu rodziny. --MAK