Nad wzgórzem unosiło się gniewne kłębowisko chmur, rzekłbyś tak ciężkich, jakby cały nieboskłon spaść miał na Ziemię, wypluwszy przedtem z siebie ocean wody, by zatopić to, co było pod nim. Niebo zdało się ważyć aż tak, jakby pociągnąć miało za sobą i ten ogromny Kosmos, niewidoczny za dnia, gdy wreszcie runie na upodloną grzechem człowieczym skalistą krainę Judei.
A jednak zaledwie błysnęło i grzmotnęło z chmur parę razy i ziemia się tylko zatrzęsła. Widać Bóg pochylił się aż tak, że był teraz Sam pod nieboskłonem i w ostatniej chwili, siłą Swojej Woli powstrzymał olbrzymią katastrofę! Znów okazał potęgę Swojego MIŁOSIERDZIA, bez którego nie byłoby w tym miejscu już nic i nikogo, ani teraz, ani przedtem, ani tym bardziej w przyszłości.
Litował się bez granic, On Sam w ludzkiej postaci, umierając...
Zapisane było w Księgach: "Do swej własności przyszedł, ale swoi Go nie przyjęli". Grzech człowieczy wbił więc w tym miejscu trzy drewniane krzyże w skałę. Jeden dla złoczyńcy bez wyrzutów sumienia, drugi dla złoczyńcy z poczuciem winy, a trzeci..., O ZGROZO!!! - DLA SAMEGO BOGA!!!
I właśnie dla tego, co stało się wówczas, ludzkość potrzebowała tyle Miłosierdzia, tyle Wybaczenia i tyle Poświęcenia, wypływających przecież z Bezinteresownej Miłości, ile nigdy przedtem!!!
Bóg cierpiał więc i umierał, i litował się zarazem, by przed chwilą śmierci, którą Sam pierwszy raz pokonywał dla wszystkich ludzi, wypowiedzieć najważniejsze we wszech historii Przebaczenia słowa: "Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią."
I tak oddzielił się Duch od Ciała, które i w Duchu miało Swój początek, tym razem jednak nie po kres dni, lecz na chwilę tylko, by ostatecznie Odkupić, by zaświadczyć, że Przebaczenia i Miłości nigdy nie będzie końca. Przebaczenia i Miłości potrzebowały pokolenia minione i to, które krzyżowało Pana oraz potrzebują Ich następne miliardy istnień ludzkich przez następne tysiące lat. Póki Bóg nie powie: "Jest was już wystarczająca liczba". Chyba, że zapisał już człowiekowi nieskończoność narodzin - znowu właśnie z Miłości do tej istoty śmiertelnej, która jest z Niego.
Syn Najwyższego odwiedzał jeszcze Ziemię, aby wzmacniać Wiarę swoich uczniów, by przekazali Prawdę o Nim i o Jego Zmartwychwstaniu, o Jego Przebaczeniu, bez których świat straciłby swój sens. Ostatecznie opuścił Ciałem ludzkość do tej odległej chwili, której datę zna tylko On i Jego Ojciec, kiedy miliardy zbawionych istnień zawołają razem: "Gloria! Gloria! Chwała Panu Wszechmocnemu, chwała Jego Miłości i Jego Wielkiemu Miłosierdziu!"
Miłość Boża pozwoliła przetrwać istocie rządzącej planetą, (bardzo małą wobec potęgi i różnorodności Wszechświata), przez następne wieki wojen i niesprawiedliwości. Wieki ciemnoty, nieuświadamianej pogardy dla Praw Stwórcy i kultywowania zła z wyboru jednostek i z wyboru całych społeczności, czerpiących z tego kultu doczesną korzyść.
Wybitne postaci w każdym pokoleniu poszukiwały Prawdy o świecie, a były wśród nich osobowości bardzo prawe i mądre, którym Duch podpowiadał drogę właściwą. Zostawiały po sobie spuściznę, której gdyby następne pokolenia okazywały należyty szacunek, doceniały jej wagę, masowo studiowały ją i pielęgnowały, to cywilizacja ludzka nie byłaby tak błądząca i tak bezlitosna sama dla siebie. Bo z reguły władzę w ziemskich królestwach sprawowano w sposób wyjątkowo okrutny, drwiono ze sprawiedliwości "słabych", czyniono wszelką podłość podwładnym i sąsiadom.
Wraz z postępem homo sapiens odkrywał mechanizmy ułamka Bożego Stworzenia, nazywał każdy napotkany element Dzieła Stwórcy po swojemu, wyznaczając nowe prawa fizyki, matematyki, biologii, chemii, medycyny i innych jeszcze określonych przez siebie nauk, robił to aż z takim zapamiętaniem, że zdało się mu, iż wie już niemal wszystko i że zatem Wiara może nie być już potrzebna do niczego. Zdało mu się, że zastąpi Ją rozwojem nowożytnej nauki i TECHNIKI oraz jego własnym, ludzkim poglądem na kształt praw, które powinny stanowić o porządku świata. Aż nadszedł ten moment, kiedy nadał też człowiek imiona tym poglądom, w które uwierzył: były to komunizm i faszyzm, a po nich jeszcze relatywizm i liberalizm.
Dyskusjom i wymyśleniom ludzkim nie było więc końca. Upadał świat bogatego blichtru, bezgranicznej pychy i samo wywyższenia ludzkiego, wielowiekowego kłamstwa o wyższości "błękitnej krwi", świat, w którym tak niewielu pławiło się w dostatkach, kosztem milionów żyjących w ubóstwie i wyzyskiwanych oraz pozbawionych szansy na lepsze jutro. Zmiany musiały więc nadejść. Nikt nie przypuszczał jednak, jak dalece ludzkość pomyli się w wyborze dróg, które miały poprowadzić ją do owych zmian. Kolejny więc raz szafarze losu mieszkańców Niebieskiej Planety nie oparli budowania cywilizacji na Świętych Księgach.
I tak istota śmiertelna doszła do WIEKU najwymyślniejszego ukrzyżowywania Pana wciąż na nowo, i na nowo..., i na nowo..., i na niespotykaną dotąd w dziejach skalę...!!! :