Rozdział II
- Zamierzasz mnie torturować?
Eileen przywarła gwałtownie plecami do ściany, kiedy usłyszała męski, lekko zachrypnięty głos. Skierowała wzrok na łóżko, gdzie leżał rozbitek. Przyglądał się jej uważnie i całkowicie przytomnie, ciemnymi oczami. Poczuła strach, ale postanowiła go nie okazywać.
- Gdybym chciała cię torturować, wezwałabym strażników, kiedy wtargnąłeś do mojego domu. - Przełknęła ślinę i pożałowała, że nie ma przy niej Doriana.
Rozstali się późnym wieczorem. Przez całą noc niemal nie spała, nieustannie spoglądając na rozbitka. Próbowała przygotować się na moment, gdy się wybudzi. Wyobrażała sobie, że usiądzie obok na łóżku, a on podziękuje za ratunek. Rzeczywistość mocno rozminęła się z jej nadziejami. Właśnie przygotowywała śniadanie, a on nie wyglądał na wdzięcznego.
- Gdzie jestem? - zapytał.
- Na Naori.
- Ty mnie przywiązałaś do łóżka? - Szarpnął oplątanymi liną rękoma.
- Nie. Nie potrafię tworzyć takich węzłów.
- Kto to zrobił?
- Dorian... - Poczuła dziwny niepokój. Musiała zacząć uważać, co mówi. Odepchnęła się od ściany, niepewnie podeszła bliżej mężczyzny.
Nie spuszczał z niej wzroku, śledził każdy najmniejszy gest, co sprawiało, że czuła się coraz mniej opanowana.
- Obiecałam, że cię wypuszczę, gdy się obudzisz, więc... - Wyciągnęła rękę w jego stronę. W drugiej trzymała nóż, by rozciąć nim więzy.
- Nie boisz się, że poderżnę ci gardło? - Spoważniał, a Eileen zamarła w pół kroku.
- Dlaczego miałbyś to zrobić?
- Bo jestem piratem? - zasugerował.
- I ostrzegasz mnie? - mruknęła cicho.
Cofnęła rękę. Nie mogła mu tak po prostu zaufać, to byłoby nieroztropne.
- Uratowałam cię? - powiedziała z wyrzutem.
- Mogę cię zgwałcić i uciec. - Wzruszył ramionami.
Eileen nie mogła oprzeć się wrażeniu, że chłopak kpi.
- Po miesiącach na łajbie każdy kąsek jest smaczny - dodał, kiedy zauważył, że się zawahała.
Otrząsnęła się po jego słowach, które w pierwszej chwili mocno ją poruszyły,
- W tym stanie? - Wskazała na rozbitą skroń, odzyskując animusz.
Nagle ktoś szarpnął klamką drzwi. Dziewczyna podskoczyła w miejscu.
- Eileen? Skarbie, jesteś w domu? - Usłyszała znajomy, lekko zdziwiony głos.
- O nie... - jęknęła.
- Twój mąż? - Pirat roześmiał się ironicznie.
- To mój ojciec - syknęła i rozglądnęła się w panice po domku.
- Otwórz może?
- I co mu powiem?
- Że sprowadziłaś sobie pirata...
- Bądź cicho! - syknęła zdenerwowana.
Spodziewała się ojca najwcześniej za kilka dni. Jak widać, nie przewidziała wielu rzeczy, również tego, że podróż może skończyć się szybciej. Rozejrzała się w popłochu po chatce.
Raz kozie śmierć - pomyślała. Szarpnęła mocno drzwi i wpuściła ojca do środka. Jowan był starszym mężczyzną, choć jeszcze nie tak, by siadać przed domem i opowiadać historie. Wciąż pływał jako kapitan floty i nie zamierzał się z tym żegnać. Świetnie orientował się w szlakach i nawigacji, a król cenił sobie jego rady.
Uśmiechnął się szeroko na widok córki, ale gdy zamknęła drzwi i dojrzał w kącie pokoju nieznajomego, pytającym wzrokiem zerknął na Eileen.
- Eileen, dziecko - odchrząknął. - Co to ma znaczyć? - Nagle zabrzmiał surowo, jakby złamała jakiś zakaz lub obietnicę.
Chłopak prychnął kpiąco.
- Kapitan floty królewskiej - mruknął.
- Nie znam go, tato. - Eileen zasłoniła chłopaka ciałem. - Wyrzuciło go morze.
- Morze? - Pokręcił głową z niedowierzaniem. - Co robi w moim domu?
- W naszym - dopowiedziała z naciskiem Eileen. - I jest ranny - wyjaśniła.
- Trzeba go było zostawić rybom na pożarcie - warknął, po czym zwrócił się w stronę rozbitka. - Kim jesteś?
- Dla ciebie mogę być i jarmarcznym błaznem - mruknął.
Jowan podszedł i szarpnął koszulę na jego piersi, ale rozbitek nawet się nie poruszył. Podniósł tylko wzrok na mężczyznę.
- Jesteś piratem - stwierdził Jowan, kiedy dostrzegł wypalony znak. Skrzyżowane, splecione liną szable.
Teraz i Eileen widziała dokładnie. Aż zaparło jej dech z wrażenia.
- Jeszcze jakieś wątpliwości? - Chłopak wpatrywał się w Jowana z niesamowitą siłą w spojrzeniu. Zaimponował Eileen, w końcu pozostawał na ich łasce.
- Jak ci na imię? - Kapitan wyprostował się, uniósł podbródek chłopaka, by lepiej mu się przyjrzeć.
- Nolan - odparł wciąż opanowanym głosem rozbitek.
- Skąd ta rana? - Kapitan wskazał na rozcięcie.
- A twoja?
Jowan się zmieszał. Miał nadzieję, że wysoki kołnierz ukryje rozcięcie na szyi. Przeniósł wzrok na córkę, która, obejmując się ramionami, cierpliwie czekała na rozwój wypadków.
- Gdzie reszta twojej załogi? - Jowan zmarszczył lekko brwi.
- Myślisz, że dałem się tak pokiereszować, żeby zastawić na was pułapkę?
- Uciekasz?
W odpowiedzi pirat prychnął, jakby chciał wyśmiać pytanie mężczyzny.
- Chcę ci pomóc - zapewnił go Jowan.
- Nie zależy mi - prychnął mężczyzna i odwrócił wzrok.
- Jeśli doniosę królowi, zostaniesz powieszony, wiesz o tym.
- Widocznie tak ma się zakończyć moje marne życie - warknął zirytowany już Nolan.
Eileen zauważyła, że zaciska dłoń w pięść. Albo tak bolała go pokiereszowana twarz, albo zaczynał tracić cierpliwość. Najchętniej przerwałaby ojcu to przepytywanie i zrobiła nawet krok do przodu, ale nagle rozbitek rozluźnił się trochę i rozprostował palce.
- Szukałem banitów. Najwyraźniej pobłądziłem - dodał po krótkiej chwili.
- Nigdy o nich nie słyszałem - odparł Jowan, zmrużył oczy. - Pójdę do króla, a ty zdradzisz mu drogę na wyspę - zaryzykował po chwili namysłu.
- Nie. - Chłopak wbił w niego pewne spojrzenie.
- Zginiesz. Rozumiesz to? - Kapitan ukrył za plecami drżące z nerwów dłonie.
- Trí bhás immortality...2 - syknął Nolan, a Eileen nabrała gwałtownie powietrza. Zrozumiała, że ojciec nie przekona go do współpracy.
- Nie rób tego - poprosiła, podeszła do Jowana, położyła mu drobną dłoń na ramieniu. - Jest sam, nie miał broni.
- Masz za dobre serce, dziecko. - Ojciec tylko pokręcił głową. - Gdyby nie to, że jest ranny, już dawno mógłby cię zabić.
- Tato... - jęknęła, chociaż czuła, że nic nie wskóra.
- Eileen! - Szarpnął ją za ramię, odciągnął od rozbitka. - Czy ty rozumiesz wagę tej sprawy? Dorian nie wybił ci tego pomysłu z głowy?
- On... - Wskazała rannego. - Sam tutaj przyszedł. - Ściszyła głos. - Chciał się ukryć.
- Pomyśl, co się stanie, jeśli znajdzie go tu młodszy książę? - Odchrząknął zdenerwowany, a dziewczyna zerknęła na niego wystraszonym wzrokiem. - Wiem od dawna - dodał, jakby czytał jej w myślach. - Nie będę prawił ci kazań ani wypytywał o rzeczy, które są wyjątkowo krępujące. - Pochylił się do niej i szepnął: - Ale mam nadzieję, że wiesz, co powinnaś zrobić.
- On o niczym nie wie. - Pokręciła gwałtownie głową. - On...
- Jest synem króla - uściślił, poprawiając kapitański płaszcz. Odruchowym gestem dotknął złotej klamry spinającej go pod szyją. - Jeżeli ten młody chłopak naprawdę jest piratem - kontynuował ojciec, zerkając na rozbitka - to znaczy, że znaleźli się niebezpiecznie blisko naszej wyspy, a to z kolei oznacza...
- To niczego nie zmienia - przerwała mu gwałtownie. - Piraci już kilka razy atakowali wyspę i nigdy nie reagowaliście.
- Ale nigdy też żadnego nie wyrzuciło morze. Na dodatek rannego, jak ten tu. - Z wolna podszedł do kawałka lustra, który wisiał na ścianie, po czym ostrożnie poprawił kołnierz płaszcza. - Może będą go chcieli odbić?
Eileen spuściła wzrok. Zrozumiała, że ojciec miał rację. Oboje zwrócili się w stronę chłopaka wciąż przywiązanego do łóżka. Patrzył na nich w milczeniu i z lekkim napięciem.
- Dostaniesz jedzenie i wodę, a później odejdziesz - westchnął w końcu Jowan.
- Skąd zmiana decyzji? - Nolan zmarszczył brwi.
- Jesteś za młody, żeby wisieć na szubienicy.
- A może załoga tylko czeka na znak?
- Kto z załogi tak cię pokiereszował? - Widząc, że trafił w czuły punkt, dodał: - Wieczorem wyjdziesz i znikniesz. Nie ma tu żadnych banickich mieszkańców, wiedziałbym.
Nolan zmrużył oczy, jakby nie dowierzał, ale nie powiedział nic więcej. Spuścił wzrok na spętaną dłoń.
- Muszę zdać królowi raport o wyprawie - powiedział Jowan do Eileen. - Bądź rozważna - dodał i zanim wyszedł, pocałował ją w czoło.
Wyszedł, ale rzucił jeszcze Nolanowi ostrzegawcze spojrzenie. Dziewczyna przesunęła skobel w drzwiach, przytuliła policzek do drewna i przymknęła oczy.
- Macie straszliwie miękkie serca.
Odwróciła się w jego stronę.
- W przeciwieństwie do waszych - prychnęła zirytowana.
Spodziewała się chociaż odrobiny wdzięczności, jednak pomyliła się boleśnie. Wróciła do stołu, na którym wcześniej zostawiła chleb. Rozkroiła go na kilka mniejszych pajd, solidną kromkę podała chłopakowi i uwolniła mu jedną rękę. Stanęła niebezpiecznie blisko łóżka. Odebrał chleb bez słowa.
- Kim są banici? - zapytała, kiedy usiadła przy stole. Czuła głód, więc oderwała kawałek miękkiego miąższu ze środka.
- Wygnańcami - mruknął, przeżuwając. - Nie mów, że nie słyszałaś nigdy tych bredni o wielkim Wyllow? - Oparł się o ścianę w niedbałej pozie, jakby się rozluźnił.
- Słyszałam historie bardów - przyznała. - Miał dwóch synów.
- Wyllow posiadał ich trzech - poprawił ją i opuścił bezradnie rękę z pajdą. - Raegen, Meritt i... Ardal. Ten ostatni został wygnany z ludźmi, którzy go poparli.
- Skoro został wygnany, to po co go szukasz?
- Jego już raczej nie znajdę, nie żyje od dawna.
- Skąd wiesz?
- Ważne, że wiem. - Zerknął na nią. - Wiem też, że zostawił potomka i to jego muszę odnaleźć.
- Tu go nie ma. - Eileen pokręciła głową. - Król skazałby go, gdyby tylko się dowiedział.
- Chyba że byłby ślepy i nic nie zauważył. - Przeniósł wzrok na węzeł na nadgarstu.
- Chcesz wody? - odchrząknęła, chcąc zmienić temat. Nie czekając na jego odpowiedź, rozlała napój do dwóch kubków.
Chłopak nie zamierzał niczego zdradzać, a tylko zasiał większy niepokój.
- Kiedy łaskawie wciągnęłaś mnie na łóżko - zatrzymał ją w pół kroku - miałem medalion?
Eileen przymknęła oczy, wzięła głęboki wdech.
- Nie przypominam sobie. - Wzruszyła ramionami, ale odwróciła wzrok. Nie mogła patrzeć mu w oczy i kłamać. - Mogę rozejrzeć się po plaży, jeśli chcesz.
- Dlaczego miałabyś mi pomagać? - Zmarszczył brwi, gdy zerknęła na niego przez ramię.
- Może kiedyś będziesz chciał się odwdzięczyć? Choć to raczej niemożliwe, żebyśmy się jeszcze spotkali. Przyniosę więcej wody - odparła wymijająco i wyszła z domu. Zamknęła starannie drzwi, by nikt z wioski nie mógł zajrzeć do środka.
Wsunęła dłoń do kieszeni wszytej pomiędzy poły sukni i zacisnęła palce na owalnym medalionie, który ściągnęła z szyi pirata poprzedniej nocy. Nie chciała go ukraść, ale wykorzystać, jeśli sprawy wymknęłyby się spod kontroli.
Przeszła przez wioskę. Uśmiechała się na widok rozbawionych dzieci, które topiły kamyki w niewielkiej drewnianej balii, a później skręciła na plażę. Wąskim przejściem przedostała się na piaszczysty teren. Czuła, jak głowa pulsuje od nadmiaru wiadomości. Szła brzegiem i znacznie oddaliła się od wioski. Usiadła pod skarpą tworzącą pewnego rodzaju zadaszenie i sięgnęła po medalion. Przyglądała mu się dłuższą chwilę, uważnie badała palcami kształt.
- N. agus L. - przeczytała cicho, kiedy dostrzegła wyryte na brzegu inicjały. Z tyłu znajdował się napis, jednak brakowało drugiej części i niewiele jej mówił.
Ukryła go w dłoniach i spojrzała na fale. Co takiego mogło się wydarzyć, że piraci porzucili towarzysza? Zdradził ich? Pokłócili się? Nic nie wskazywało na to, że ktokolwiek chciałby go odbijać. Czy ojciec mógł mieć rację?
Nagle z wydm zeskoczyła postać i wylądowała przed dziewczyną w przysiadzie. Eileen chciała się poderwać, ale chłopak przysłonił jej usta ręką.
- To ja. - Daray uśmiechnął się szeroko.
- Bardzo zabawne - prychnęła. - A gdybym miała ukryty sztylet i dźgnęła cię w obronie?
- Spodziewałem się milszego powitania. - Chłopak zmarszczył brwi i zsunął z głowy kaptur.
- A ja nie spodziewałam się ciebie tutaj, w środku dnia, w dodatku gdy mój ojciec jest na wyspie. Mogłam cię pomylić z pi... - Nie dokończyła, bo zamknął jej usta pocałunkiem.
- Nie mogę dłużej czekać, za bardzo tęskniłem. - Przyciągnął jej głowę i przytknął czoło do czoła.
- Sporo ryzykujesz. - Rozejrzała się niepewnie. Emocje podsycał fakt, że skrywała w dłoniach medalion.
- Ojciec mnie nie powiesi. - Wzruszył ramionami i popatrzył jej prosto w oczy. - Nie chcę już dłużej tego ukrywać!
- Oszalałeś. - Zaśmiała się nerwowo i wstała z piasku.
Daray przygryzł wargę i również wstał. Zdążyła już odejść kilka kroków w stronę wody. Zatrzymała się tuż nad brzegiem, gdzie fale mogły łaskotać ją w stopy. Wzięła głęboki oddech, napawała się morskim powietrzem.
- Wczoraj przypłynęła księżniczka, z którą ojciec chce mnie zeswatać. - Książę podszedł do dziewczyny. - Muszę mu o nas powiedzieć - dodał, gdy gwałtownie podniosła wzrok.
- Sprzeciwi się, dobrze o tym wiesz - odpowiedziała z żalem.
- Ojciec nie zmusi mnie do tego małżeństwa.
Ruszyli wzdłuż plaży. Nie pozwoliła chwycić się za rękę, co wyraźnie zbiło go z tropu.
- Cathal nie miał wyboru - rzuciła przez ramię. - Ty też nie będziesz miał. Twój ojciec nie znosi nieposłuszeństwa.
Książę zatrzymał się raptownie. Zdziwiona dziewczyna odwróciła się w jego stronę, ale Daray spojrzał na nią z góry.
- Mam sobie znaleźć kogoś innego? - zapytał bez ogródek. - Tego właśnie chcesz?
- Im szybciej to zrobisz, tym mniej będzie bolało. - Odetchnęła.
A więc stało się to, na co czekała. Spodziewała się tego wcześniej czy później. Czuła się na to przygotowana, ale Daray najwidoczniej nie.
- Zwariowałaś? - Ujął jej podbródek i skierował twarz w swoją stronę. - Nie chcę innej!
- Twój ojciec... - Próbowała protestować.
- Nie interesuje mnie, co o tym myśli! - krzyknął, przerywając jej. - Zrzekłbym się prawa do tronu, byleby zostać z tobą!
- To bez sensu. - Uśmiechnęła się łagodnie. - Nie wiesz, co mówisz. Nie masz pojęcia, ile dziewczyn oddałoby wszystko, by być z tobą i mieszkać w pałacu.
- Ale nie ty - zauważył. - Prawda?
Zamilkł. Eileen nigdy nie była posłuszna, ale on nie przywykł do takiego uporu i sprzeciwu. Puścił jej podbródek. Przyjemna atmosfera prysła jak woda rozbijająca się o skały. Cofnął się o kilka kroków, zsunął rękę po jej ramieniu, aż natrafił na zaciśniętą pięść.
- Coś się stało? - zapytał, kiedy gwałtownie spróbowała cofnąć rękę.
- N... nie...
- Znalazłaś coś... - stwierdził nagle, siłą rozwierając jej palce. - Eileen - jęknął i podniósł na nią wzrok. - Przecież to jest ich medalion. Skąd go wzięłaś?
- Znalazłam. - Rozejrzała się, chcąc ukryć zmieszanie.
- Tu? Na plaży? - Przyciągnął ją, potrząsnął nieco za mocno. - Na wyspie jest pirat! Widziałaś kogoś?
Pokręciła głową zdenerwowana, nie mogła zrozumieć, jak mogła być tak nierozważna. Daray nie spuszczał z niej wzroku, jakby chciał poznać myśli kłębiące się w jej głowie.
- Wracaj do domu - rozkazał surowym tonem. - I zostań tam, dopóki strażnicy nie przeszukają wyspy.
- Będziecie sprawdzać każdy krzak? To tylko medalion, może woda go wyrzuciła i...
- Nie bądź naiwna - prychnął. - Za ciężki, żeby niosły go fale. Jeśli będzie trzeba, sprawdzą w każdym domu - dodał, odwrócił się i bez pożegnania odszedł w stronę pałacu.
Chciała iść jak najspokojniej, ale drżące z emocji nogi zaczęły się plątać już przy pierwszych krokach. Gdy chłopak na dobre zniknął za wydmami, Eileen podkasała spódnicę i biegiem opuściła plażę. Nie rozglądała się na boki, jak dziecko we mgle przebrnęła przez główną wioskową drogę, nie zauważyła nawet swojego przyjaciela.
- Eileen? - Dorian zatrzymał ją siłą, gdy mijała jego dom. - Co się stało?
- Jestem głupia jak stary osioł - jęknęła ze łzami w oczach i szepnęła: - Daray zabrał medalion.
- Medalion tego... - Urwał gwałtownie, przygryzł usta. - O jasna cholera.
- Będą przeszukiwać wioskę.
- Eileen, musisz pozbyć się go z domu. Jeśli strażnicy go znajdą, król zamknie ciebie i Jowana w lochach. - Zagarnął ją ramieniem, skierował w stronę chaty.
- Spróbuję go wyprowadzić! - warknęła i wzięła kilka głębszych oddechów.
- Sama? Zwariowałaś do reszty? Pomogę ci.
- Nic mi nie zrobi - burknęła. Denerwowała się coraz mocniej. - Nie mam czasu na przepychanki. Musisz ich jakoś spowolnić.
Dorian syknął wściekle pod nosem, doprowadził dziewczynę pod same drzwi.
- Idź na klify. - Skinął głową za plecy w stronę spadzistych urwisk. - Tam go ukryjesz.
Eileen nie czekała, aż przyjaciel zmieni zdanie. Wbiegła do domu, dokładnie zamknęła za sobą drzwi. Podbiegła do łóżka, na którym wciąż siedział rozbitek.
- Musisz się ukryć. Król wie, że jesteś na wyspie - powiedziała wprost. Nie było czasu na owijanie w bawełnę.
- Twój ojciec jednak mu powiedział? - zachowywał się, jakby go to nie obeszło.
- Nie, młody książę się domyślił.
Przykucnęła przy ramie łóżka, chciała odwiązać linę i zastygła w bezruchu, gdy pirat pomachał jej przed oczami złotym wisiorkiem na łańcuszku. Dwie skrzyżowane szable, podobne jak te wypalone na jego piersi. Nolan musiał go odnaleźć, choć był ukryty pod poduszką.
- Możesz mi powiedzieć, co to jest? - zapytał spokojnym głosem.
- Wisior. - Przełknęła ślinę.
- Ukradłaś go komuś?
- Znalazłam - warknęła i wyszarpnęła mu go z ręki. - A jeśli chcesz przeżyć, to przestań zadawać durne pytania, tylko wstawaj. - Rozwiązała sznur i nim zdążyła się zorientować, chłopak przygniótł ją do ziemi, zaciskając dłonie na jej szyi.
- Lubisz takie błyskotki? - warknął. - Gdzie mój medalion?
- Nie mam go - jęknęła, czuła, że wzmocnił siłę rąk. - Strażnicy zaraz tu będą - dodała, miała nadzieję, że to zmobilizuje go do ucieczki. Uparcie jednak wciąż zaciskał palce wokół jej szyi. Spojrzała mu w oczy. - Nolan, proszę... - szepnęła, chwytając go za nadgarstki. Zaczynało brakować jej powietrza, a twarz Nolana powoli znikała we mgle.
- Masz szczęście, że nienawidzę mordować - warknął i wstał, lekko się zachwiał, ale utrzymał równowagę.
Eileen odkaszlnęła, zrobiła gwałtowny wdech. Posłała mu pełne wdzięczności spojrzenie i również wstała.
- Ile mam czasu? - zapytał.
- Niewiele...
Zawiesiła łańcuszek z szabelkami na szyi i sięgnęła po płaszcz podróżny, który miała na sobie poprzedniego wieczoru. Narzuciła go na ramiona chłopaka.
- Załóż kaptur - poleciła. - Co z ciebie za pirat, skoro nie lubisz mordować?
- Nic o nas nie wiecie - stwierdził i zawiązał supeł pod szyją. - Prowadź - dodał, strzepując z nadgarstka resztkę liny.
Eileen wyjrzała na dróżkę przed domem. Wymknęli się z chaty prosto na drogę wiodącą w górę na klify, gdzie, jak twierdził Dorian, pirat mógł znaleźć schronienie.
* * *
Jowan cierpliwie czekał, aż stary król sprawdzi jego zapiski. Nie czuł zdenerwowania, nie pierwszy raz przyszło mu rozmawiać z władcą, który cenił go, podobnie jak pozostałych kapitanów. Znali morze jak nikt w królestwie, umykali piratom i bezpiecznie wykonywali powierzone zadania, takie jak dostarczanie produktów z sąsiednich wysp i handel z innymi królestwami.
By zabić czas, przystanął obok okna. Rybacka wioska ukryta była za wzgórzem, nie mógł jej dojrzeć, zauważył natomiast młodszego księcia na białym koniu wracającego w pośpiechu do zamku.
O tym, co łączyło Eileen i Daraya, dowiedział się przypadkiem. Wrócił z wyprawy, statek nocą zacumował w porcie, a on widział ich spacerujących wzdłuż plaży. Książę miał na sobie ciemny płaszcz z kapturem, ale jej miedziane włosy rozpoznałby wszędzie. Trzymali się za ręce i nagły podmuch wiatru zrzucił kaptur z głowy chłopaka. Te sekundy wystarczyły, by Jowan dostrzegł złote loki księcia. Nikt w wiosce takich nie miał.
- Świetnie się spisałeś. - Król pokiwał głową z uznaniem. - Zresztą jak pozostali z wioski. Szkoda, że żaden nie spotkał po drodze galeonu Owena. Jeżeli nie wróci do następnego tygodnia - mężczyzna zamyślił się przez chwilę - będę musiał uznać, że ci barbarzyńcy zrabowali jego statek.
Jowan zwiesił głowę na samą myśl o ojcu Doriana. To miała być jego ostatnia wyprawa na morze.
- Często spoglądam przez to okno na ocean. - Król przystanął za kapitanem. - Uspokaja mnie.
- Moja córka oddałaby wszystko za podróż galeonem. - Jowan zmusił się do uśmiechu i odwrócił się do władcy.
- Jest kobietą... Ocean, przygody... - Wyminął kapitana i z wolna skierował się w stronę tronu. - To nie jest ich świat.
- Eileen nie jest zwykłą kobietą. - Jowan odchrząknął wymownie. Temat zmierzał w niebezpiecznym kierunku. Szybko go zmienił. - Doszły mnie wieści o wizycie księżniczki.
- Cóż. - Król znów wyjrzał przez okno. - Znalazłem żonę starszemu synowi, pora, bym zajął się młodszym. Choć nie wyglądał na zadowolonego, gdy przedstawiłem mu plany.
- Może sam znalazł wybrankę serca? - zasugerował i skrzyżował dłonie za plecami.
- Wymyka się często, ale to nie oznacza, że ta panna jest dobrą kandydatką na przyszłą królową. - Król uśmiechnął się porozumiewawczo.
Jowan zacisnął zęby. Nie miał zamiaru zdradzać królowi, kto jest obiektem westchnień jego syna, choć nie chciał również unieszczęśliwiać córki. Nim jednak zdecydował, co powinien zrobić, młodszy syn króla wbiegł do sali tronowej. Jowan skłonił się nisko, jak wymagał protokół.
- Ojcze. - Daray zatrzymał się przed królem i pokłonił z szacunkiem głowę. - Ludzie z wioski znaleźli to na plaży. - Wyciągnął w kierunku króla połówkę owalnego medalionu, a Jowanowi zamarło serce, by po chwili ruszyć galopem.
- Pirackie świecidełka. - Władca zmarszczył brwi, odebrał wisior od syna. - Na której plaży?
- Przy wiosce rybackiej - wyjaśnił, wymienił z pobladłym Jowanem spojrzenie.
- Roześlij strażników, niech przeszukają każdą dziurę na tej wyspie! Co tam robiłeś, synu? - zapytał, nim chłopak zdążył się wycofać.
- Nie byłem w wiosce, ojcze. Rybaka, który to niósł, spotkałem po drodze - skłamał.
Jowan świetnie wiedział, że Daray oszukuje, ale nie zamierzał teraz tego wyjaśniać. Wątpił, by kiedykolwiek miał okazję z nim o tym porozmawiać.
- Roześlij strażników - powtórzył król, spoglądając na trzymany w dłoni medalion. - Możesz odejść, Jowanie. Przyślę posłańca z twoim wynagrodzeniem - dodał i skierował się do komnat za salą tronową.
Kapitan, by nie wzbudzać podejrzeń, wolnym, w miarę spokojnym krokiem ruszył do wyjścia, a później korytarzem prosto do ogromnych wrót wiodących na zewnątrz zamku. Tam odszukał konia, którego pilnował stajenny. Dosiadł go, podziękował chłopakowi za pomoc i wyjechał na rozwidlenie. W lewo do portu i pozostałych wiosek, w prawo do domu. Skierował konia do wioski rybackiej, zaciskając boleśnie zęby, ale dopiero gdy był pewien, że zniknął z pola widzenia strażników królewskich, puścił się galopem przez las.
Wpadł do domu na drżących nogach. Nie odnalazł jednak ani Eileen ani Nolana. W pierwszej chwili chwycił klamkę drzwi, aby wybiec na drogę w poszukiwaniu pomocy, ale się zawahał. Jeśli Eileen nieopatrznie przekazała księciu medalion, na pewno postanowiła ukryć rozbitka. Usiadł za stołem, próbował uspokoić oddech, gdy do środka wszedł Dorian.
- Szukają go? - wysapał.
- Tak - przyznał mężczyzna.
- Widziałem, jak wyprowadzała go na klify. - Dorian ściszył głos, usiadł na wprost Jowana. - To moja wina. Miałem go stąd zabrać, gdy tylko...
- Nic jej nie zrobił? - Mężczyzna spojrzał mu prosto w oczy.
- Nie. - Dorian nerwowo potarmosił włosy. - Dlaczego w ogóle go ukrywała?
- Z tego samego powodu, dla którego nie wyrzuciłeś go z domu, a ja nie wydałem królowi - westchnął Jowan, podparł brodę na dłoni w geście rezygnacji. Potarł ją z wolna. - To nas zgubi. Należy powiedzieć starszym. Muszą zdecydować, co dalej, jeśli strażnicy znajdą tego chłopaka.
- Eileen go ukryje.
- Wiemy, że nie odpłynie z tej wyspy niezauważony. - Kapitan wstał. - Zostań na miejscu, póki przeszukują wyspę. Mam nadzieję, że Eileen uda się wrócić, nim tutaj dotrą - dodał i skierował się ku wyjściu.
Dorian wyszedł zaraz za nim i zatrzasnął drzwi. Niepewnie zerknął na klify, ale wiedział, że musi czekać, bo teraz mógłby naprowadzić strażników na jej trop.