Rozdział 1
Rozdział
1
Klara Majewska obudziła się w wyjątkowo złym humorze. Wiedziała, że ten
dzień musiał w końcu nastąpić, ale kiedy do tego doszło, poczuła się
jeszcze gorzej. Dzisiaj miała poznać swojego nowego partnera, który miał
z nią prowadzić śledztwa sprzed lat. "Archiwum X" to nie była oczywiście
oficjalna nazwa jej sekcji, ale i tak wszyscy jej używali.
Klara już od dziecka uwielbiała rozwiązywać zagadki, których nie udało
się nikomu rozwikłać. Lubiła wracać do wydarzeń sprzed lat, czytać o niewyjaśnionych tajemnicach i w głowie układać ich rozwiązania. Nic
dziwnego zatem, że w końcu trafiła do "Archiwum X", gdzie przepracowała
dwanaście lat. Tworzyła zawodowy duet z Izabelą. Tyle że Iza zaszła w ciążę, o którą długo się starała, i postanowiła, że zrobi sobie co
najmniej dwuletnią przerwę.
- Za bardzo mi na tym zależało. Teraz, kiedy jestem w ciąży, chcę się
skupić przede wszystkim na dziecku. Nie sądzę, żebym mogła dalej
zajmować się tymi wszystkimi morderstwami, zwłaszcza kiedy zamieszane są
w nie również dzieci. - Młoda policjantka bezradnie rozłożyła ręce,
unikając wzroku koleżanki. - Ale wiedziałaś, że tak będzie, prawda?
Klara zacisnęła zęby. Iza nigdy nie wspominała o tym, że będzie chciała
odejść z pracy. Owszem, rozmawiały czasem o przyszłości, o tym, co będą
robić na emeryturze, ale nigdy nie podejrzewała, że Iza tak szybko
podejmie decyzję o odejściu.
- Marek cię do tego namówił?
- Ja wiem, że wy wszyscy uważacie, iż to mój mąż miał wpływ na moją
decyzję. Ale prawda jest taka, że to ja nie chcę chwilowo babrać się w śmierciach, morderstwach, zbrodniach i całym tym psychopatycznym gównie.
- Myślałam, że uwielbiasz to gówno - wycedziła przez zęby Klara.
- No tak, wiesz, że tak, ale teraz sytuacja trochę się zmieniła. Nie
wiem, może to hormony. Złagodniałam, nie chcę patrzeć na krew i inne
płyny. Nie chcę oglądać zdjęć odciętych części ciała i wyobrażać sobie,
jak to wszystko poskładać do kupy. Po prostu nie mogę.
Klara nie wiedziała, co powiedzieć. Ona sama miała dwóch synów, Leosia i Matiego - bliźniaki w wieku sześciu lat, ale zawsze starała się
oddzielać pracę od prywatnego życia. Nawet wtedy, kiedy miała do
czynienia z trupem dziecka, próbowała odsuwać od siebie myśli, że to
mógłby być któryś z jej chłopców. Nie zastanawiała się nad tym, nie
chciała, żeby te dwa światy się przenikały. Było to trudne, zwłaszcza na
początku, ale po jakimś czasie faktycznie udało jej się funkcjonować w dwóch równoległych światach. "Archiwum X" to była tylko praca, coś, co
ją fascynowało i powodowało, że cały czas czuła się jak na adrenalinie.
Uwielbiała to, co robiła, zwłaszcza kiedy udawało jej się rozwiązać
zagadki po wielu miesiącach, a nawet latach śledztwa. Po kilku godzinach
zajmowania się zbrodniami wracała do domu. Do chłopaków i męża, który
pasjonował się kompletnie czymś innym niż ona. Leszek projektował
ogrody, w wolnych chwilach czytał, oczywiście kryminały, a najbardziej
lubił spędzać czas z żoną, podsuwając rozwiązania, które mogłyby jej
pomóc w śledztwach. Do tej pory jeszcze nigdy nie trafił i nie
naprowadził jej na właściwy trop, ale nie to było ważne. Dla Klary
liczył się fakt, że zawsze interesowała go jej praca, że mimo wszystko
starał się pomagać i za wszelką cenę chciał rozwiązać chociaż jedną
zagadkę.
- Jasna cholera, przeczytałem tyle kryminałów, a jednak za każdym razem
okazuje się, że nie potrafię wpaść na żaden ślad. - Kręcił z niedowierzaniem głową.
Klara tylko się śmiała i mówiła mu, że to, co wydarza się w książkach,
jest często dużo prostsze i mniej skomplikowane niż rzeczywistość.
Wyszła teraz z łazienki i poszła do kuchni. Była dopiero piąta rano i wszyscy jeszcze spali. Ale ponieważ i tak przez pół nocy rzucała się na
łóżku i nie mogła zmrużyć oka, postanowiła, że odpuści sobie sen i postara się pozytywnie nastawić do nowego partnera. Wiedziała o nim
tylko tyle, że ma na imię Antoni i sam poprosił o przeniesienie z Warszawy do Poznania. Podobno chodziło o względy osobiste, co już
stawiało go w niekorzystnym świetle. Jeżeli facet zwiewa do innego
miasta, bo nie potrafi poradzić sobie z kobietą lub też swoim związkiem,
to raczej nie najlepiej o nim świadczy. Owszem, słyszała, że jest dobry,
drobiazgowy, nie odpuszcza i ma na swoim koncie mnóstwo sukcesów, ale i tak była do niego źle nastawiona. Z Izą świetnie jej się pracowało. Nie
było między nimi żadnych nieporozumień ani podtekstu erotycznego, który
często jakoś automatycznie wytwarza się między kobietą a mężczyzną. One
skupiały się wyłącznie na zadaniach. Dlaczego teraz wszystko musiało się
zmienić?
- Wiesz, że gadasz do siebie? - Z rozmyślań wyrwał ją głos Leszka, który
ze zmierzwionymi włosami, w T-shircie z Baby Yodą, który kupiła mu na
Gwiazdkę, i w krótkich spodenkach, wszedł właśnie do kuchni, szeroko
ziewając.
- Sorry, ale za cholerę nie mogę spać. Obudziłam cię?
Machnął ręką.
- Ja się chyba zawsze odruchowo budzę, kiedy znikasz z łóżka. Pewnie
brakuje mi twojego ciepła. - Uśmiechnął się czule.
Klara ciężko westchnęła i spuściła głowę.
- Hej, mała, nie przejmuj się tak. Moim zdaniem Iza za parę miesięcy
zmieni zdanie i będzie chciała wrócić. A do tego czasu jakoś będziesz
musiała poradzić sobie z tym nowym gościem. Nie takie rzeczy już
ogarniałaś, więc po prostu weź to na klatę, jak zawsze.
Klara wsypała do filiżanki z kawą dwie łyżeczki cukru. Nie przepadała za
słodyczami, ale nie potrafiła wypić gorzkiego americano. Co więcej,
łyżeczki były czubate, koledzy w pracy krzywili się na sam ich widok.
Ale przynajmniej nikt nie podkradał jej kawy.
- Tak, jasne. Ja też mam nadzieję, że Iza zmądrzeje i dojdzie do
wniosku, że dziecko to nie wszystko. Co nie zmienia faktu, że nie mam
ochoty na jakiegoś dupka z Warszawy, któremu z pewnością będzie się
wydawało, że wszystko wie najlepiej.
- Najważniejsze, żeby nie mówił, iż Legia Warszawa jest lepsza od Lecha
Poznań. Bo będzie miał ze mną do czynienia - roześmiał się Leszek,
próbując jakoś rozładować atmosferę.
Klara nawet odrobinę się uśmiechnęła, chociaż nadal nie poprawiło to jej
humoru.
- Pojadę wcześniej na komendę, zanim ktokolwiek się zjawi. Posiedzę
trochę nad papierami i spróbuję zająć czymś myśli.
- Jest piąta trzydzieści. - Mąż wskazał głową zegar wiszący na ścianie.
- Tak jakby dla policjanta godzina przyjścia do pracy miała jakiekolwiek
znaczenie - zauważyła Klara.
Wstała od stołu i poszła do sypialni. Nie zapalając światła w garderobie, sięgnęła po dżinsy i czarną bluzę z kapturem, z wyhaftowanym
na plecach wielkim wielorybem. Prezent od Izy, która chyba jako jedyna
rozumiała jej miłość do tych ssaków. Większość ludzi lubiła psy, koty,
chomiki, a nawet węże. A ona kochała wieloryby.
- Nie mam dzisiaj zbyt wiele roboty, więc jeśli chcesz, to może wpadnę
koło południa i zabiorę cię gdzieś na lunch? - zaproponował jej Leszek.
Skinęła głową.
- Może to i dobry pomysł. Na pewno będę mogła już coś powiedzieć o moim
nowym partnerze. A ponieważ jestem przekonana, że nie zapałamy do siebie
większą sympatią, to wizja lunchu w twoim towarzystwie wydaje się
całkiem sensowna. Co za beznadziejny dzień - zgrzytnęła zębami.
Mąż przytulił ją do siebie i pocałował w czubek głowy.
- Wdech, wydech i pierś do przodu. Poza tym Poznań jest lepszy od
Warszawy - roześmiał się.
Klara nie mogła się z tym nie zgodzić.
Rozdział 2
Rozdział
2
Komisariat Policji Poznań - Stare Miasto po renowacji wyglądał lepiej
niż okazale. Wymieniono tu niemal wszystko - okna, stropy, drzwi,
wzmocniono fundamenty, zaadaptowano poddasza (między innymi na sale do
przesłuchań) i odnowiono elewację. Klara musiała przyznać, że teraz z jeszcze większą przyjemnością tu przychodziła. Mieli nawet windę i nową
salę konferencyjną.
Starała się wejść niezauważona. Potrzebowała trochę czasu, żeby
przygotować się na spotkanie z nowym partnerem. Ale ponieważ plany
rzadko kiedy pokrywają się z tym, co szykuje dla nas życie, również tym
razem niewiele z nich wyszło. Myślała, że w pracy pojawi się jako jedna
z pierwszych, ale była w błędzie. Jeszcze zanim zdążyła zamknąć za sobą
drzwi, wpadła na wysokiego faceta, który miał ewidentnie pofarbowane na
blond włosy. Uśmiechnął się na jej widok szeroko, zupełnie jakby
świetnie się znali.
- No cześć! - zawołał radośnie.
Klara aż się wzdrygnęła i spojrzała niechętnie na swojego rozmówcę.
Oczywiście, że od razu domyśliła się, kto to. Ostatecznie znała niemal
wszystkich pracowników, przynajmniej z widzenia. To musiał być zatem
słynny Antoni Praszyński z Warszawy, który podobno miał niezwykłego nosa
do rozwiązywania zagadek z przeszłości. Naprawdę nie chciała być
uprzedzona, ale to było silniejsze od niej.
- Cześć - odpowiedziała, starając się, aby nie zabrzmiało to zbyt
oschle.
- Bardzo się cieszę, że będziemy razem pracować, bo słyszałem o tobie
sporo dobrego. - Zagrał w dość schematyczny sposób.
Wazeliniarz.
Klara nie odpowiedziała, tylko próbowała przywołać na twarz coś w rodzaju uśmiechu. Chyba nie do końca jej to jednak wyszło, bo Antoni
pochylił się w jej kierunku i zapytał, czy coś ją boli.
Wazeliniarz i idiota.
- Ja też o tobie co nieco słyszałam - odpowiedziała, modląc się, żeby
ktoś pojawił się w końcu w pracy i poprosił ją o jakąkolwiek przysługę.
Coś, co mogłoby przerwać tę głupią rozmowę albo przynajmniej przełożyć
ją na później. Chociaż może lepiej byłoby mieć to już za sobą...
- Chcesz kawy? - zapytał nagle Antoni, na co Klara skinęła potakująco
głową.
W sumie to dobry pomysł. Mogą tak codziennie zaczynać dzień. On będzie
przynosił jej kawę, a potem rozejdą się do swoich zadań. Wiedziała
jednak, że to niemożliwe, ostatecznie mieli pracować w duecie. Z Izą,
jak do tej pory, ta współpraca układała się po prostu świetnie. Nic
dziwnego - w końcu rozumiały się bez słów i wzajemnie uzupełniały. Kiedy
jedna miała jakiś trop, druga od razu wiedziała, w jakim kierunku
zmierzać lub jak dopasować brakujące elementy układanki. Czasem obie
zawieszały się w tym samym miejscu, ale po godzinach rozmów, dyskusji i kombinowania znowu wracały na dobrą ścieżkę. Nie kłóciły się, nie
próbowały sobie udowadniać, która z nich jest lepsza. Ale to były lata
doświadczeń, poza tym Iza była do Klary bardzo podobna i pewnie dlatego
tak dobrze im się pracowało. Coś jej mówiło, że z Antkiem nie będzie to
takie oczywiste. Swoją drogą szybko ustalił, gdzie znajduje się kantorek
z kawą i nawet ogarnął nowoczesny ekspres, który dostali w prezencie
świątecznym.
- Słodzisz? Bo ja zawsze dodaję dwie albo trzy łyżeczki cukru. Wiem, że
to niemodne, że cukier to biała śmierć i że w ogóle powinno się go
unikać, ale jakoś nie potrafię wypić bez tego kawy.
Klara zmarszczyła nos. Nie spodziewała się, że mogłaby mieć z tym
facetem cokolwiek wspólnego. A tu proszę - od razu okazało się, że oboje
lubią słodką jak lukier kawę. Ale to oczywiście o niczym jeszcze nie
świadczyło.
- Słuchaj, wiem, że na początku zawsze bywa trudno, ale ja naprawdę nie
jestem skomplikowanym gościem - oznajmił niespodziewanie Antoni.
Klara popatrzyła na niego w milczeniu i skinęła głową.
- Zobaczymy, jak się nam to wszystko ułoży, na razie jednak będę musiała
cię przeprosić i podziękować za rozmowę. Mam kupę roboty.
- No ale ja tu jestem właśnie po to, żeby ci pomóc - słusznie zauważył
mężczyzna.
Klara zgrzytnęła zębami.
- Tak, jasne, pod warunkiem że to, co mam do zrobienia, dotyczy jakiejś
konkretnej, kryminalnej sprawy. Ale ja mówię teraz o czymś innym. Taka
tam papierkowa robota. - Policjantka machnęła ręką i szybko odwróciła
wzrok, bo zawsze trochę trudno przychodziło jej kłamstwo.
Na razie jednak naprawdę nie miała ochoty na dłuższą pogawędkę. Chciała
zamknąć się w swoim pokoju i na spokojnie wszystko przemyśleć. Facet na
pierwszy rzut oka nie wydawał się może i najgorszy, ale trochę za dużo
gadał i był bardzo pewny siebie. Przystojniak, to musiała przyznać.
Wysoki, męski, dobrze zbudowany. I miał zadziorny uśmiech. Tacy faceci
zazwyczaj zdają sobie sprawę z tego, jakie wrażenie robią na kobietach.
Nie znosiła takich typów. Przekonanych o tym, jak bardzo są zajebiści.
Pewnych siebie, przeświadczonych, że żadna im się nie oprze. Kompletne
dno.
- Widzimy się niebawem - rzuciła jeszcze, po czym szybkim krokiem
oddaliła się do siebie. - Kurwa, Iza, w coś ty mnie wpakowała? -
mruknęła pod nosem, opierając się o drzwi, które starannie za sobą
zamknęła.
Jedyny plus był taki, że Antoni idealnie posłodził jej kawę. Smakowała
dokładnie tak, jak powinna. Obrzydliwie, a jednocześnie fascynująco
słodko. Klara upiła łyk, a potem usiadła na swoim obrotowym fotelu i próbowała skupić się na czymkolwiek innym, niż myśleniu o tym, jak
potoczy się jej współpraca z warszawskim śledczym. O włosach
pofarbowanych na złoty blond.
*
Praszyński był bardzo zadowolony z przeprowadzki do Poznania. Oczywiście
tylko on wiedział, dlaczego tak mu na niej zależało. W Warszawie
namieszało mu się w życiu osobistym i to do tego stopnia, że postanowił
po prostu dać nogę. Zazwyczaj nie załatwiał spraw w ten sposób, ale tym
razem nie miał siły na nic innego. A już na pewno nie na naprawianie
tego, co w jakiejś części sam spieprzył. Wiedział, że ucieczka nie jest
najlepszą metodą, ale to było jedyne wyjście z możliwych. Bo czasem to
właśnie dystans okazywał się potrzebny, choćby po to, żeby przyjrzeć się
pewnym wydarzeniom raz jeszcze, trochę ochłonąć i ze spokojem zastanowić
się, co dalej. W Warszawie nie miał partnera w pracy, niewyjaśnionymi
sprawami sprzed lat zajmował się sam, chociaż oczywiście czasem
korzystał z pomocy dwójki zaprzyjaźnionych policjantów - Baśki i Tomka.
Tak naprawdę jednak to głównie on prowadził śledztwo i faktycznie
najczęściej rozwiązywał skomplikowane zagadki. Uwielbiał grzebać w przeszłości, doszukiwać się w niej czegoś, co ktoś inny przeoczył lub na
co nie zwrócił uwagi. Był zdania, że sprawcę każdej zbrodni da się
znaleźć, trzeba tylko patrzeć trochę dalej, trochę wyżej albo trochę
głębiej. Czepiał się szczegółów, na które nikt inny nie zwracał uwagi.
Szukał poza nawiasem i pewnie to było przyczyną jego sukcesów. Nie miał
pojęcia, jak ułoży się jego współpraca z nową koleżanką, ale nie chciał
się teraz tym przejmować. Ostatecznie to i tak było lepsze niż Warszawa
i stawienie czoła temu, w co się wpakował.
Klara była starsza od niego, ale tak naprawdę nie miało to żadnego
znaczenia. Wyglądała na trochę niezadowoloną z faktu, że właśnie dostała
nowego partnera, Antoni to rozumiał. Kobiety bardziej niż mężczyźni
przyzwyczajają się do ludzi, a nawet zwykłych rzeczy i dlatego ciężko im
przestawić się na nowe tory. W sumie była ładna. Z krótko obciętymi
włosami, trochę zadziornym spojrzeniem zielonych oczu i małym noskiem,
który wyglądał tak, jakby ktoś starannie wymodelował go w plastelinie i przykleił pośrodku twarzy, wyglądała na zbuntowaną i chyba pewną siebie.
Chodziły słuchy, że również nie odpuszczała i drążyła tak długo, aż w końcu udało jej się dopiąć swego. Kto wie, może kiedy połączą siły,
okaże się, że są jedną z bardziej skutecznych par ścigających demony
przeszłości. Na pewno dobrym znakiem było to, że też słodziła kawę i to
całkiem sporą porcją cukru.
Antoni oczywiście nie dostał swojego pokoju, z tego, co wcześniej
ustalił, miał go dzielić z Klarą, ale na razie wolał jej nie
przeszkadzać. Kobieta najwyraźniej potrzebowała czasu, a on nie
zamierzał jej go odbierać. Postanowił, że zwiedzi budynek, przywita się
z innymi pracownikami i trochę rozejrzy. Było jeszcze wcześnie, ale parę
osób już pojawiło się w pracy i niemal każda z nich zawieszała
zaciekawione spojrzenie na nowym. Witał się więc uprzejmie, starając być
w miarę neutralnym. Dobrze wiedział, że ludzie zazwyczaj nie lubią ani
tych zbyt krzykliwych i gadatliwych, ani mruków, którzy ledwo potrafią
wydukać własne imię. Najlepiej było być trochę nijakim, przynajmniej na
początku. Zwykłym śledczym, który przyjechał z Warszawy i którego
przydzielono do poznańskiej sekcji "Archiwum X". Pewnie właśnie dlatego
ubrał się dziś zupełnie przeciętnie, w czarne dżinsy i popielaty sweter.
Najchętniej włożyłby do tego kolorowe obuwie sportowe, które namiętnie
kolekcjonował, ale na wszelki wypadek postawił po prostu na czarne
adidasy.
Nie wychylać się, nie rzucać w oczy, nie drażnić swoim wyglądem. Z czasem przyjdzie pora na odkrywanie kolejnych kart. Ale to pomalutku,
krok po kroku.
Mniej więcej po godzinie Antoni zapukał do pokoju Klary i nacisnął
klamkę, chociaż nie słyszał, żeby zaprosiła go do środka.
- Wiem, że jesteś zawalona robotą, ale chciałbym obejrzeć swoje miejsce
pracy. - Posłał w jej stronę szeroki uśmiech, na który oczywiście nie
zareagowała.
Skinęła tylko głową i wskazała mu szary obrotowy fotel po drugiej
stronie biurka, za którym siedziała.
- Jak chcesz, możesz przesunąć swoje biurko bardziej pod okno -
zaproponowała natychmiast. - Nam z Izą było tak wygodnie, ale teraz
będzie chyba lepiej, jeśli zmienimy poprzednie ustawienie.
Antoni doskonale wiedział, o co jej chodzi. Potrzebowała przestrzeni, no
i oczywiście czasu, żeby ją zmniejszyć. Najwyraźniej było jej nie w smak
jego towarzystwo, no ale na to nie mógł przecież nic poradzić. To była
decyzja odgórna, przynajmniej tak myśleli tutaj w Poznaniu. Nikt nie
wiedział, że to Antoni poszedł do szefa i poprosił go o jak najszybsze
przeniesienie. A ponieważ szef miał u niego mały dług, nie mógł odmówić.
- Szkoda, bo tracę dobrego fachowca - powiedział tylko.
Antoni się uśmiechnął.
- To tylko na jakiś czas. Po prostu muszę zmienić otoczenie, powietrze,
którym oddycham, a zwłaszcza miejsce zamieszkania.
- Oczywiście nie powiesz mi dlaczego?
Antoni bezradnie rozłożył ręce.
- Takie tam prywatne sprawy. - Próbował zbagatelizować temat.
Wiedział jednak, że szef mu nie odmówi i faktycznie, już po trzech
tygodniach dowiedział się, iż zwolniło się miejsce w Poznaniu, więc może
tam natychmiast wyruszyć. I tak też zrobił.
Choć niektórzy nazwaliby to histeryczną ucieczką.
Rozdział 3
Rozdział
3
Przemek był kolekcjonerem, miał to po swoim ojcu. Od najmłodszych lat
zbierał wszystko, co mu się spodobało, wpadło w szaroniebieskie oko,
połechtało wyobraźnię. W dzieciństwie były to kapsle, papierki z kolorowych zagranicznych czekoladek, obrazki po gumach do żucia,
pocztówki, znaczki, a nawet serwetki i łyżeczki, które potajemnie
wynosił z kawiarni i restauracji. Trzymał je w kartonowych pudłach i co
jakiś czas z lubością przeglądał, odkurzał, głaskał i znowu odkładał na
swoje miejsce. A żołnierzyki? Miał chyba ponad trzysta ludzików, które
codziennie brały udział w niemej wojnie - stawały potulnie naprzeciwko
Przemka, a ten strzelał do nich z plastikowego pistoletu piłeczkami do
ping-ponga. Wtedy przewracały się jak na zawołanie. Co ciekawe, koło
partyzantów stali Indianie, obok nich szlachta i kowboje, oddział
Bonapartego i wreszcie z dwudziestu marynarzy.
W dzisiejszych czasach trudniej zbudować wyjątkową kolekcję, ponieważ
wszystko można kupić i to w zastraszających ilościach. Dawniej zdobycie
zagranicznej czekolady graniczyło z cudem, nic dziwnego więc, że każde
sreberko i błyszczący papierek prasowało się żelazkiem albo wklejało do
specjalnego zeszytu. Równie atrakcyjne były karty telefoniczne czy
puszki po napojach. Wszystko miało swoją historię.
Ojciec miał mnóstwo przedmiotów z okresu PRL-u - telefony Irys, Aster i Tulipan, z których żaden nie działał, kolorowe proporczyki (Krakowska
Stocznia Rzeczna, Przegląd Aktywności Kulturalnej Ludzi Pracy czy
Warszawska Rada Związków Zawodowych), ponad osiemset biletów PKS wraz z dziurkaczem kasownikiem, naklejki po Orange, Capri, gazowanym napoju
jabłkowym Fructon i wodzie stołowej CRS. Miał buteleczki po wodach
kolońskich "Kwiat paproci", "Cosmia" i "Carmen" oraz perfumach "Krasnaja
Moskwa", a także sporo plakatów propagandowych. Nic dziwnego, że Przemek
przejął po nim tę pasję.
- Pamięta pani tamten dzień? - spytała spokojnie Klara, patrząc na Ninę,
która nerwowo pocierała rękę o rękę.
Kobieta zjawiła się na komendzie w środę rano i od razu poprosiła o spotkanie z Klarą. Policjantka już po pierwszych minutach rozmowy
pomyślała, że nowy powinien przy niej być, ale jakoś nie miała ochoty go
szukać. Trudno. Tak naprawdę sam musi pilnować swoich spraw, nie może
czekać na specjalne zaproszenie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki