Pułapka - Helena Sekuła

Kup ebooka

6.30 zł
5.67 zł (3,47 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ostatnia lekcja w klasie VII b wlecze się niesłychanie powoli. Przynajmniej tak wydaje się Dudkowi. Stara się uważać, przecież lubi fizykę, ale myśli pierzchają i nie chcą się porządnie ułożyć w jego łepetynie. Właściwie w ławce siedzi - i to niezbyt spokojnie - samo Dudkowe ciało; duch w przyspieszonym tempie goni przez szkolny korytarz i dziedziniec, wypada na ulicę, rwie przed siebie. Oczywiście w towarzystwie Marka.

- Ten Marek! - zżyma się Dudek na przyjaciela - od samego rana tajemniczy i ważny. Dopiero na ostatniej pauzie powiedział o tym planie.

Po dzwonku nie ma siły, która by mogła utrzymać Dudka w klasie. Złości się na Marka, który zbyt wolno - jak na Dudkowy temperament - składa książki.

- Pokaż wreszcie ten plan - żąda Dudek, gdy są już na szkolnym dziedzińcu.

Idą w kąt boiska. Marek ostrożnie rozkłada niewielki prostokąt kalki technicznej.

- Skąd to masz? - pyta Dudek.

- Dostałem od Ryśka z trzeciej B.

- On tam był?

- Nie.

- To skąd miał ten plan? Może to wszystko bujda...

- Zaraz bujda. Ten plan Rysiek znalazł w domu. Jego brat, ten, który teraz jest pilotem, był kiedyś harcerzem. To pewnie jeszcze z tamtych czasów.

- A skąd wiesz, że tam naprawdę są jakieś lochy?

- Nie wiem. Mam zamiar to sprawdzić - wzrusza ramionami Marek. - Baśka!! chodź do nas - woła nagle do przechodzącej przez dziedziniec dziewczynki z czarną kędzierzawą czuprynką.

- Po co ją wołasz? - krzywi się Dudek.

- Mam interes.

- Co za interes?

- Baśka pójdzie z nami.

- Z dziewczynami tylko kłopot.

- Z dziewczynami tak, ale nie z Baśką.

- Co to jest? - Baśka zaciekawiona pochyla się nad rozłożoną mapką.

- Przepis na placek ze śliwkami - Dudek stara się być złośliwy, ale Marek szybko wyjaśnia Baśce, o co chodzi.

- Rysiek dał ci ten plan tak za nic i nawet nie prosił, żebyś go zabrał ze sobą? - powątpiewa Dudek.

- Szkraba nie będę brał. Tam może być niebezpiecznie - oświadcza Marek.

- To przynajmniej będzie ciekawie! - wykrzykuje Dudek. - Lubię, żeby było niebezpiecznie!

Dudek mówi prawdę; bardzo lubi, żeby było niebezpiecznie. Wprawdzie nigdy jeszcze nie przeżył nic niebezpiecznego. Raz spadł z drzewa, ale nie jest pewny, czy to można zaliczyć do niebezpieczeństw. Chyba tak... zwichnął wtedy rękę. Tylko, że ten wypadek był nieefektowny. Dudek bardzo śmiesznie spadał z tego drzewa. Jeszcze teraz z przykrością wspomina wybuch wesołości kolegów, którzy to widzieli. Aha! jeszcze była historia z baranem, ale o tym to już naprawdę lepiej nie pamiętać. Owszem, niebezpieczeństwo było, kiedy ogromny baran gonił Dudka przez całe pastwisko, nawiązując kilka razy kontakt z jego osobą, ale znów wypadło to humorystycznie, a Dudek przez kilka dni miał trudności z siadaniem. Może dlatego chłopiec pragnął prawdziwego niebezpieczeństwa, ale takiego poważnego, bez śmiesznego zakończenia.

- Co tam może być? - zastanawia się Dudek, oglądając plan.

- Może baran? - z niewinną miną wtrąca Baśka.

Dudek udaje, że nie słyszy, ponieważ nie może ze złości znaleźć stosownej odpowiedzi, która mogłaby dotknąć Baśkę.

- Nie wiem - wyznaje Marek. - Przede wszystkim będzie ciemno.

- Weźmiemy latarki elektryczne - wtrąca praktycznie Dudek.

- Mogą być szczury... - fantazjuje Marek.

- Szczurów niech się boi Baśka - Dudek usiłuje zgnębić koleżankę, ale na próżno, bo Baśka po prostu nie boi się żadnych zwierząt i uwaga o szczurach zupełnie jej nie dotknęła.

- Więc kiedy się wybieramy? - przerywa dziewczynka. - Takie rzeczy trzeba robić z głową, musimy się przygotować.

- Ona jest strasznie nudna - jęczy Dudek. - Popsuje każdą przyjemność swoją przezornością.

KONIEC BEZPŁATNEGO FRAGMENTU

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI