Pukając do przeszłości - Daniel Adam Kuśmierkowski

Kup ebooka

26.99 zł
21.59 zł (26,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Ruszyłam białymi korytarzami szpitala onkologicznego w Amsterdamie. Dotarłam do windy lekko zdenerwowana, bo ojciec nie wzywał mnie nigdy o dwudziestej pierwszej, a przecież wizyty były do dziewiętnastej.

Musiało się coś stać - pomyślałam zmartwiona.

Weszłam do windy, w której znajdował się jakiś facet, chyba lekarz, sądząc po jego białym kitlu; był wysoki, miał czarne włosy i zielone oczy, które ukradkiem się we mnie wpatrywały. Spojrzałam w lustro zamontowane w windzie. Zauważyłam kilka niedociągnięć, bo było źle zamontowane. Właśnie tym zajmowałam się w firmie męża - projektowaniem mebli i sprawdzaniem błędów, które wychodziły podczas ich montażu.

Niektórzy ludzie, gdy jadą samochodem, liczą drzewa lub znaki czy budynki, a mój nawyk, na którym się łapałam, to właśnie sprawdzanie błędów czy niedociągnięć w wykonaniu takich przedmiotów jak na przykład lustra w windach lub stoliki w restauracjach.

Lekarz wysiadł na drugim piętrze, oglądając się za siebie. Spojrzałam w lustro jeszcze raz. Patrzyłam na własną twarz i wychudzoną sylwetkę. Mimo dołków w policzkach i kościstych rąk dalej byłam wysoką atrakcyjną brunetką, mierzyłam metr siedemdziesiąt pięć, na moje ramiona opadały czarne proste włosy, a buzię miałam pociągłą. Gdy wpatrywałam się w siebie, obraz mi się rozmazywał, choroba ojca wpłynęła na mnie negatywnie, czułam się wykończona. Przebywając w obcym kraju - a byłam tu już pół roku - schudłam jakieś dziesięć kilogramów.

Wychodząc z windy, ruszyłam w stronę sali, gdzie leżał ojciec. Stanęłam w drzwiach, opierając się o futrynę, i spojrzałam na leżącego w kącie ojca, patrzył nieobecnym wzrokiem w kierunku okna. Nowotwór bardzo szybko zbierał swoje żniwo. O chorobie dowiedzieliśmy się zaledwie rok temu, pierwsze pół roku tata spędził na oddziale onkologicznym w Bydgoszczy, kolejne pół właśnie w Amsterdamie. Ojciec zawsze był typem wysportowanego biznesmena, bardzo aktywnym i żywiołowym mężczyzną. Niestety choroba mocno go wykończyła, stał się cieniem samego siebie, wychudzony i blady. Zasmucił mnie ten widok. Przykro było patrzeć, jak choroba potrafi zniszczyć człowieka.

- Córeczko, jesteś... Cieszę się, że przyszłaś - powiedział cichym głosem.

- Jestem, tato, zawsze przyjadę, jak będziesz mnie potrzebował - odparłam.

- Córeczko, zadzwoniłem po ciebie, bo jakiś czas temu podjąłem decyzję odnośnie do swojego życia. Niestety, nie miałem odwagi cię o tym poinformować.

- Tato, zaczynasz mnie przerażać. - Byłam naprawdę wystraszona.

- Posłuchaj, jutro o ósmej rano zostanę poddany eutanazji.

- Tato, o czym ty mówisz? Nie możesz... Przecież możesz jeszcze wyzdrowieć.

- Anastazjo, choroba postępuje, nie ma mowy, że wyzdrowieję. Odkąd zachorowałem, schudłem trzydzieści kilogramów. Ja cierpię, już dalej tak nie mogę. Podjąłem decyzję i zdania nie zmienię, niemniej jednak dziękuję, że przy mnie byłaś, córeczko. - Po policzku spłynęły mu łzy.

Przytuliłam się do ojca i zaczęłam płakać razem z nim. Wiedziałam, że ta wizyta to swoiste pożegnanie.

- Córeczko, jak powiedziałem, jutro odejdę z tego świata, ale zanim to nastąpi, chciałbym coś ci przekazać, a po tym, co ci powiem, zapewne nie będziesz chciała mnie widzieć.

Byłam naprawdę przerażona.

- Ale mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz, bo zrobiłem to dla twojego dobra.

- Tato, przestań, o czym ty mówisz? - Złapałam go za dłoń.

- Cii... Córeczko, proszę, usiądź i posłuchaj. Musimy porozmawiać o Aleksandrze.

Rozdział 1 Anastazja

Całą podróż samolotem z Poznania byłam nieobecna, wpatrywałam się w okno, a przed oczami mieniło mi się wydarzenie sprzed dwóch dni. To, co powiedział mi ojciec, ciążyło mi na sercu. Z całej podróży nie pamiętałam nic, czułam się jak w letargu i dopiero stewardesa wyrwała mnie z zamyślenia.

- Proszę pani, już wylądowaliśmy i prosimy, by opuściła pani pokład.

W Amsterdamie spędziłam ostatnie pół roku, aby zająć się ojcem, który leczył się w tamtejszej klinice. Wiedząc, że już go nie ma na tym świecie, nawet nie odczuwałam smutku, po prostu byłam na niego wściekła, a opuszczając Amsterdam, czułam się szczęśliwa.

Z lotniska w Gdańsku miała mnie odebrać moja przyjaciółka. Gdy tylko wyszłam na powietrze, opuszczając gmach, od razu zauważyłam Marlenę. Natychmiast wpadłyśmy sobie w ramiona, tak dawno się nie widziałyśmy, że nie mogłyśmy się od siebie oderwać. Po chwili przyjaciółka odsunęła mnie na odległość ramion.

- Niech no ja ci się przyjrzę, kurczę, dalej jesteś laska, ale kiepsko wyglądasz. No nic, zajmę się tobą.

Byłam szczęśliwa, bo mimo wszystko moim sercem zawładnęła pustka.

- Przepraszam, że zwalam ci się na głowę.

- Żaden problem - odparła.

- Na pewno masz wolny pokój? - zapytałam.

- O nic się nie martw, wszystko jest już przygotowane. Cały pensjonat na ciebie czeka.

- A Mateusz nie ma nic przeciwko?

- Przecież mówię, że wszyscy na ciebie czekamy. - Zaczynała się robić zniecierpliwiona.

- Na pewno?

- Przestań, przecież wiesz, że Mati bardzo cię lubi i jesteś u nas mile widziana. - Teraz to dopiero była zła. - Na jak długo przyjechałaś?

- Szczerze mówiąc, to nie myślałam jeszcze nad tym, ale chyba zostanę na dłużej i poszukam sobie pracy oraz mieszkania.

Całą drogę na ranczo należące do Marleny i jej męża gadałyśmy i śmiałyśmy się z głupot. Tak dobrze mnie znała, wiedziała, że jest to dla mnie trudny czas, i nie poruszała żadnych niewygodnych tematów, lecz wiedziałam, że mnie to nie ominie.

Przyjrzałam się Marlenie i stwierdziłam, że małżeństwo i czas jej służą. Dalej była tą samą żywiołową dziewczyną. Zawsze zazdrościłam jej pięknych blond loków opadających na twarz. Była niższa ode mnie, lecz zawsze nosiła wysokie szpilki, dzięki którym była prawie równa ze mną. Miała piękne piwne oczy. Dobrze się bawiłyśmy, ale zauważyłam, że coś ją trapi.

Wysiadając z samochodu, od razu poczułam na skórze żar słońca. Założyłam na nos okulary przeciwsłoneczne i zabrałam się do wydostania dość ciężkiej torby podróżnej. Wzięłam ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy, które starczą mi na jakieś dwa tygodnie, resztę rzeczy spakowałam, a Damian obiecał je wysłać kurierem. Nie zdążyłam zrobić nawet jednego kroku, kiedy Mateusz złapał mnie w swoje objęcia.

- Tęskniliśmy za tobą, młoda.

Zrobiło mi się ciepło na sercu.

Wraz z przyjaciółmi zanieśliśmy rzeczy do mojego pokoju.

- Kochana, a może napijemy się wina i wszystko mi opowiesz?

Wiedziałam, że ta rozmowa mnie nie ominie, i szczerze mówiąc, chciałam się komuś wygadać.

- Dobrze - zgodziłam się z przyjaciółką, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.

- Ale mam warunek. Powiesz mi, co cię trapi - odparłam, odchylając się i opierając na fotelu.

- Nic, kochana, naprawdę nic - próbowała mnie oszukać.

- Marlena, znamy się tyle lat, a ty chcesz mi wmówić, że nic cię nie trapi. Dobrze wiesz, że mnie nie oszukasz. No już, mów mi tu natychmiast - zażądałam.

Może niepotrzebnie warknęłam na przyjaciółkę, ale dobrze wiedziałam, jak upartą osobą potrafi być. Na szczęście po krótkich namowach uległa.

Mateusz przyniósł nam wino z ich kolekcji, która znajdowała się w piwnicy. Niestety nie mógł z nami zostać, ktoś musiał zająć się sprawami pensjonatu. Zabrałyśmy otwartą już butelkę oraz kieliszki i przeniosłyśmy się na tylne patio.

- Zapomniałam już, jak piękny jest stąd widok.

Z tylnego patio można było obserwować piękne łąki, po których biegały konie należące do stadniny Matiego. Rozsiadłyśmy się wygodnie w fotelach, a Marlena w końcu się przede mną otworzyła.

- No dobrze, to teraz mów, co cię trapi - zagadnęłam.

- Wiesz, jak bardzo chcemy mieć dzieci, staramy się już od roku i nic. - Samotna łza spłynęła po policzku przyjaciółki.

Podeszłam do Marleny i ją przytuliłam. Chciałam, aby wiedziała, że będę dla niej wsparciem.

- Mar, staracie się dopiero od roku, musicie zrobić badania, może być tak, że to jakaś głupota - próbowałam pocieszyć koleżankę.

- Wiem, ja już jestem po badaniach i wynika, że ze mną jest wszystko dobrze.

- No widzisz, wszystko się ułoży, a Mateusz? - zapytałam.

- Mateusz ma wyznaczony termin badań, niestety najbliższy był dopiero za miesiąc.

- Najważniejsze, że się nie poddajecie i podjęliście odpowiednie kroki.

- No może tak, dziękuję, Nastka. - Przyjaciółka się rozweseliła. - Tyle o mnie, teraz mów, co powiedział ci ojciec.

Zanim przyleciałam do Marleny, pierwszy tydzień byłam w Poznaniu. Chciałam spędzić trochę czasu z synem oraz oczywiście musiałam się spakować. Podczas tego pobytu rozmawiałam z Mar, zapowiadając swój przyjazd. Również napomknęłam jej o moim spotkaniu z ojcem, obiecując, iż wyjaśnię wszystko, jak przyjadę.

Już po dwudziestu minutach Marlena wiedziała wszystko, co przekazał mi ojciec. Po wyrazie jej twarzy było widać zaskoczenie.

- A co z Damianem? - zapytała.

- Słuchaj, nieważne, co powiedziałby mi mój ojciec, moje małżeństwo już od dawna było skończone. Damian zawsze był dla mnie przyjacielem z sąsiedztwa, tak naprawdę nigdy go nie kochałam. Podjęłam już decyzję i poinformowałam go, że w najbliższym czasie dostanie papiery rozwodowe.

- A powiesz mu o...

- Nie wiem, możliwe, że to zrobię, zależy, jak się dogadamy podczas rozprawy rozwodowej.

Rozdział 2 Anastazja

Dziewięć lat wcześniej, początek lipca

Kurczę, naprawdę to zrobił. Nienawidziłam ojca, zmuszał mnie do wyjazdu na to zadupie do mojej babci.

- Tato, ale ja nie chcę jechać do babci - zasugerowałam delikatnie grubiańskim głosem.

- Młoda damo, nie tym tonem, mówisz do swojego ojca. Jedziesz do babci. Przekazałem jej nowe informacje i babcia Jadzia bardzo się cieszy na twój przyjazd - odparł.

Nienawidziłam mojego ojca. Tu miałam przyjaciół, Oliwię i Damiana oraz nowo poznanego chłopaka, który przedstawił się jako Marek. Poznałam go w szkole, wraz z rodziną przeprowadził się do Poznania. Trafił do mojej klasy i od razu wpadliśmy sobie w oko. Byliśmy na dwóch randkach i bawiłam się wyśmienicie.

Wyszykowałam się na dzisiejsze spotkanie. Postanowiłam włożyć luźne ubrania, nic eleganckiego. Wybrałam jasne dżinsy i białą koszulkę ze szkicem konia, które swoją drogą bardzo lubiłam. Do koszulki idealnie pasowały moje nowe, również białe buty. Z Markiem umówiliśmy się na wspólne wyjście do kina.

Dziś w repertuarze był film romantyczny pod tytułem Wojna, miłość i pokój. Zwiastun krążył w sieci od mniej więcej pół roku. Wyczytałam także, że w fabule chodzi o niespłacony dług u mafii przez matkę głównej bohaterki. Ola, bo tak właśnie miała na imię, spędzała urlop we Włoszech, zwiedzając malowniczą Toskanię oraz próbując wyśmienitych win. Została porwana sprzed wynajętego domku przez tajemniczych ludzi, którzy działali na rozkaz Marcela, syna włoskiej mafii. Dziewczyna została źle potraktowana przez najętych ludzi, co nie spodobało się ich szefowi. Marcelo postanowił, że od tej pory Ola zamieszka z nim. Wprost nie mogłam się doczekać seansu, chciałam wiedzieć, jak zakończy się ich historia.

Gdy byłam już gotowa, udałam się na przystanek znajdujący się kilkaset metrów od mojego domu. W kinie kupiłam dwa bilety, wybrałam dobre miejsca na środku sali. Nie rozumiałam, jak ludzie mogą oglądać filmy, siedząc w pierwszych rzędach. Kupiłam colę i popcorn o moim ulubionym smaku - karmelowym. Marek spóźniał się już dobre dwadzieścia minut. Z nerwów zaczęłam jeść popcorn.

Hm... niebo w gębie - pomyślałam.

Rozejrzałam się nerwowo po kinie i wtedy go zauważyłam. Nie szedł sam, była z nim Samanta z mojej klasy, nienawidziłam jej. Rękę miał zarzuconą na jej szyję.

- Marek, wytłumaczysz mi, o co tu chodzi?

Czułam, że zaczynam się pocić. Zawsze tak miałam, kiedy się stresowałam lub złościłam.

- Sorry, mała. Jutro wyjeżdżasz, a ja nie mogę i nie chcę na ciebie czekać. Nie będzie cię długie dwa miesiące, a Samanta była chętna wyjść ze mną na nowy film. Jaki on miał tytuł... Wojna, miłość i pokój - drwił.

- Jesteś świnią - powiedziałam.

- Słuchaj, ja bym poczekał, bo z dziewicą jeszcze nie byłem, ale Samanta to taka laska... No i wiesz, coś mi obiecała.

Zaczerwieniłam się.

- Jesteś dziewicą. - Samanta zaczęła się ze mnie nabijać.

Rzuciłam w nich biletami i wyszłam, nazywając go skończonym dupkiem.

Babcia przywitała mnie mocnym uściskiem. Oczywiście na stole czekały już na mnie pierogi z jagodami, tak jak lubiłam. Babcia miała taki zwyczaj, że zawsze na mój przyjazd przygotowywała pierogi, najczęściej z jagodami. Po tym, jak potraktował mnie Marek, cieszyłam się jednak z tego wyjazdu. Tata nieświadomie uratował mnie przed tym dupkiem, który swoją drogą był świetnym aktorem. Samanta też się przekona, jaki to gnojek. Marek upokorzył mnie przed Samantą, wyznając, że byłam dziewicą. Nazajutrz wybrałam się do Olsztyna. Zwiedziłam stare miasto, zjadłam coś i poszłam do fajnego butiku, który wynalazłam w Internecie, musiałam kupić bikini. Bikini to konieczność. Być na Mazurach i nie skorzystać z wielu kąpielisk to grzech.

Butik na pierwszy rzut oka wyglądał przyzwoicie i taki był. Miałam spory wybór i ostatecznie zdecydowałam się na dwa stroje. Jednoczęściowy w kolorze butelkowej zieleni z niezwykłą kompozycją kwiatową. Drugi zaś był dwuczęściowy, prosty, czarny, w białe groszki. Przez cały czas pobytu w butiku przyglądała mi się jedna z klientek - dziewczyna wyższa ode mnie i o blond lokach. Jej twarz wydawała się znajoma, niestety nie mogłam sobie przypomnieć, skąd mogłabym ją kojarzyć.

- Przepraszam, nie jesteś czasem wnuczką pani Jadwigi? - zagadnęła blondynka, uśmiechając się pięknie.

- Tak, znamy się? - zapytałam, bo nurtowało mnie to, odkąd tu weszłam.

- I tak, i nie - odpowiedziała.

- Co mam przez to rozumieć?

- Poznałyśmy się, gdy miałam osiem lat. Przyjechałaś do babci w odwiedziny, tak jak ja. Moja babcia Teresa mieszkała od twojej babci parę domów w głąb wsi.

- Pamiętam to zdarzenie. Dobrze się wtedy bawiłyśmy. Przyjechałaś odwiedzić babcię? - zapytałam.

- Niestety nie. - Posmutniała. - Babcia zmarła sześć lat temu. Moi rodzice przeprowadzili się w rodzinne strony. A ty odwiedziłaś babcię?

- Zgadza się, przyjechałam tu na dwa miesiące. A tak w ogóle jestem Anastazja - przedstawiłam się - nie wiem, czy pamiętasz moje imię.

- Marlena, miło mi ponownie. Anastazja to nietypowe imię. - Była zaskoczona.

- Mój dziadek od strony mamy był pochodzenia rosyjskiego. Kiedy się urodziłam, bardzo nalegał na to imię. Tydzień po moich narodzinach zmarł nagle i dlatego rodzice potraktowali jego prośbę jak ostatnią wolę. Mów mi Nastka - zaproponowałam.

Z miejsca się polubiłyśmy, zupełnie jakbyśmy się znały od wielu lat. Razem ruszyłyśmy jeszcze na lody, a Marlena zaproponowała podwózkę, gdyż przyjechała samochodem. Gdy opuściłyśmy lodziarnię, myślałam więc, że pójdziemy do jej auta, ale wyjaśniła, że musimy poczekać na Mateusza, jej chłopaka, bo to on ją przywiózł.

Okazało się, że to swój chłopak. Moi nowi znajomi bardzo do siebie pasowali. Tego samego dnia zorganizowali grill, na którym cała nasza trójka świetnie się bawiła.

Rozdział 3 Anastazja

Dziewięć lat temu, spędzając wakacje w tych uroczych stronach, poznałam właśnie Marlenę. Wówczas zyskałam najlepszą przyjaciółkę, która trwała przy mnie do dzisiaj. Przyjaciółka mieszkała aż czterysta kilometrów od Poznania w malowniczej miejscowości Pluski. Z Marleną zawsze starałyśmy się znaleźć dla siebie czas. Niestety najczęściej widywałyśmy się online, poprzez komunikator. Mimo licznych zaproszeń, które dostawałam do koleżanki, rzadko z nich korzystałam. Z żalem w sercu musiałam przyznać, że to z mojej winy tak się działo.

Nie minęły dwa lata, a już byłam po ślubie z Damianem, który swoją drogą nie przypadł do gustu Marlenie. Niestety nie mogłyśmy długo świętować mojego zamążpójścia, gdyż tydzień po uroczystości w wypadku zginęli rodzice Mateusza. Marlena musiała szybko dorosnąć i wraz z Matim przejąć stery w pensjonacie. Gdy się poznałyśmy, Mar była już w pięcioletnim związku. Odkąd odwiedzała ukochanego w pensjonacie jego rodziców, zapragnęła, aby kiedyś otworzyć własny. Po tragicznych wydarzeniach zaczęła prowadzić Mazurską Osadę.

Traktowałam Marlenę nie tylko jak przyjaciółkę, ale również jak starszą siostrę i myślałam, że ja byłam dla niej młodszą siostrą. I jak przystało na starszą siostrę, długo prawiła mi morały za to, że tak szybko związałam się z Damianem po trudnym rozstaniu z Aleksandrem. Mówiła, że powinnam przeboleć stratę, jedząc lody i wypłakując łzy, oglądając mój ulubiony film Pamiętnik. Właśnie przez tak radykalne poglądy nigdy nie przypadła do gustu Damianowi. On zawsze miał problem i zły humor, jak tylko z nią rozmawiałam. Niewłaściwie oceniał Marlenę, bo ta na ogół go lubiła i uważała za dobrą osobę, twardo stąpającą po ziemi. Spędzając z nami czas, widziała, jak bardzo mnie kocha. Cieszyło ją to, iż tak dobrze o mnie dba. Niestety wiedziała, że był to ślub z rozsądku, gdyż go nie kochałam. Uważała też, że Damian bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Łącząc te wszystkie fakty, nie dawała nam dużych szans na udane małżeństwo. Dziś już wiedziałam, że się nie myliła. Niestety ja myślałam, że z biegiem lat zdołam go pokochać.

Podczas ciąży służyła mi wsparciem. Jak już Tymek pojawił się na tym świecie, dzwoniłam do przyjaciółki i prosiłam ją o radę. Właściwie rozmawiałam z nią częściej niż z własną matką, mimo że Marlena nie miała własnych dzieci. To właśnie Marlena została matką chrzestną mojego dziecka.

Rozdział 4 Anastazja

- Nie wiem, jak to zrobicie, ale chcę pokój, za który zapłaciłem!

Ze snu drastycznie wybudziła mnie głośna kłótnia. Przymknęłam oko, kiedy nagle do pokoju wpadła Marlena.

- Nastka, wstawaj, mamy problem.

Usiadłam, podpierając się na łokciach.

- Jaki problem? - zapytałam.

- No już, wstawaj, kochana.

Widziałam wyraźne zmartwienie na twarzy przyjaciółki.

- Wstawaj i mi pomóż, przez pomyłkę daliśmy ci pokój klienta, a teraz jest awantura.

- A więc o to te krzyki... Mar, mówiłaś, że nie będzie problemu, jak się u was zatrzymam.

- Bo nie ma problemu, po prostu przez pomyłkę daliśmy ci pokój numer piętnaście, a powinniśmy byli dać numer siedemnaście. No, szybciej, szybciej - popędzała mnie przyjaciółka.

Niestety pierwszy poranek w nowym otoczeniu nie był najprzyjemniejszy. Z samego rana musiałam przenieść swoje rzeczy do innego pokoju oraz pomóc przyjaciółce w posprzątaniu poprzedniego. Klient dostał pokój za połowę ceny, dzięki czemu przestał się awanturować.

Wchodząc do kuchni, wyraźnie czułam unoszący się aromat kawy. Tak powinien zaczynać się dzień każdego człowieka, a już na pewno mój, bo bez kawy nie potrafiłam funkcjonować, byłam wtedy jak zombie.

- O, jesteście, macie tu kawę, zrobiłem wam też śniadanie - oznajmił Mateusz.

- A co dobrego na śniadanie? - zapytałam, ziewając.

- Jajecznica na swojskiej kiełbasce - odpowiedział.

- Mmm... pyszne.

Naprawdę dawno nie jadłam tak dobrej jajecznicy.

- Słuchaj, mówiłaś, że chcesz odpocząć. Dlatego pomyślałam, że zaczniemy właśnie od odpoczynku i dziś wybierzemy się do klubu.

- Oszalałaś?! Nie mam ochoty na imprezę, moje życie się zawaliło, a ty chcesz iść do klubu? - wkurzyłam się.

- Oj, nie daj się prosić, nikt nie mówi, że chcę cię zabrać tam na jakiś podryw. Nie uwierzysz, ale Mati zamówił nam loże VIP, będziemy tylko w trójkę i napijemy się drinka.

Wiedziałam, że nie odpuści, więc się zgodziłam.

Pomyślałam, że w sumie jeden drink mi nie zaszkodzi.

Dopiłam kawę. Zauważywszy, że nikogo nie ma już w kuchni, dokończyłam śniadanie i ruszyłam na górę, by wziąć prysznic oraz doprowadzić się do porządku na dzisiejszy wieczór. Nie chciałam jeszcze w swoim życiu facetów i nie miałam zamiaru się dla nich stroić, ale dla siebie - czemu nie? Dlatego wybrałam seksowną sukienkę w kolorze krwistej czerwieni, która leżała na mnie idealnie.