Kim jest Pucek
Pucek był dorosłym zającem i doskonale znał wszystkie zakamarki leśne. Mieszkał na skraju lasu w niedużym domku - w pokoju z kuchnią i łazienką. Obok kuchni był magazyn, w którym szarak przechowywał śrubki, młotki, stary rower, hulajnogę i inne cenne rzeczy.
Był bojaźliwy - jak to zając. Może dlatego jego słuchy oklapły, a ogon, czyli omyk ciągle drżał jak listek na wietrze.
Parę skoków dalej szarak miał też dużą spiżarnię. Gromadził w niej zapasy na zimę.
Leśni przyjaciele mówili, że jest prawdziwym kolegą. Myślę, że to prawda! Zresztą przekonacie się już niebawem.
Jest jeszcze coś, o czym mało kto wie! Pucek potrafił robić wiele rzeczy, na przykład kanapę z trawy leśnej. Nawet jego przyjaciółka sarenka, Szarka, nie wiedziała, że, że zrobił ją samodzielnie. Bo się tym nie chwalił.
Dzisiaj zając wyciągnął z magazynu hulajnogę, którą wykonał z niepotrzebnych nikomu części. Oczyścił ją, pomalował deskę na kołach i wyprostował kierownicę. Założył dzwonek i światełka dla bezpieczeństwa, bo miał w planie odwiedzić kuzyna na wsi - królika Mateusza. Wyjął jeszcze z magazynu plecak i plastikową butelkę. Uważał, że może się przydać! I wziął nawet czerwoną czapkę z daszkiem na wypadek, gdyby słońce mocno grzało. Wynika z tego, że pomyślał o wszystkim i z wielką starannością przygotował się do drogi.
Wtem ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę - odpowiedział zając, ubrany w szare spodnie z wielkimi
kieszeniami.
W drzwiach stała Szarka.
- Ratuj! Jakiś potwór jest za drzewem - cała dygotała.
Zając spojrzał z niedowierzaniem. Po chwili wstał i podszedł do okna. Niepewnie wychylił łebek i rozejrzał się na wszystkie strony.
- Nikogo nie widzę - powiedział. - Lepiej pomóż mi wyczyścić hulajnogę. Ma być czyściutka, błyszcząca. Poza tym muszę się pośpieszyć, bo obiecałem królikowi, że będę u niego jutro wczesnym rankiem.
Więc Pucek spieszył się, jak mógł. Zgarnął rozrzucone narzędzia z podłogi i zaniósł do magazynku.
- Przecież nie zostawię takiego bałaganu! - powiedział do siebie.
Potem włożył czapkę na głowę, plecak zarzucił na ramię i właściwie był
gotowy do drogi.
- Wyjadę po południu i rano będę na miejscu - pomyślał. I jeszcze raz spojrzał w stronę drzwi.
- Nie bój się - pocieszał, jak mógł. - Tam nikogo nie ma.
- Naprawdę widziałam to coś! Było ogromne!!!
Gdy Szarka próbowała przekonać zająca, że za drzewem widziała potwora, przyjaciele z leśnej polany już dawno zebrali smakołyki. Dzik wykopał z ziemi smaczne korzonki, żołędzie i kasztany, a jelonek dzielnie go naśladował.
Wtem zając i sarna usłyszeli głośne wołanie:
- Pomóż nam, Pucusiu!!!
- Gdzie jesteś, Szarka?!
Oboje spojrzeli po sobie.
- Nie ma chwili do stracenia. Trzeba pomóc przyjaciołom - rzekł zając do sarny.
Chwilę potem byli na polanie. Dzik i jelonek wykopywali z ziemi ogromny korzeń.
- Masz ostre pazurki - prychnął jelonek do szaraka. - Pomóż nam!
- Nie ma sprawy - odpowiedział Pucek. I zaraz zabrał się do pracy.
Dzik odsunął ryjkiem za siebie ziemię, a zając tylnymi skokami dzielnie mu w tym pomagał. Trwało to do południa. W końcu ogromny soczysty korzeń został wykopany.
- Mam ochotę na świeże nasionka - oznajmiła sarna.
- A ja na soczystą trawkę - rzekł zając. - Idź w tę stronę, a ja pójdę w tamtą.
Tak też się stało. Zając skręcił w prawo, tuż za wielkim dębem, a sarna w lewo za starą sosną. Ledwie jednak skubnął kilka źdźbeł trawy, gdy usłyszał tupanie Szarki. Podniósł słuchy, stanął nieruchomo jak słup i tkwił jakąś chwilę w bezruchu. W końcu nie wytrzymał i pobiegł do sarny.
- Widziałam ogromną mysz. Była taaaka długa! Brr! O! Widzisz ten ogon?
Zając zachichotał:
- Też coś! Nie poznajesz dzika?
Sarenka się zarumieniła:
- Bo ja... No, wiesz... Boję się!
- Mam pomysł! - powiedział zając. - Nazbieram tych wspaniałych borówek, a ty upieczesz pyszny placek. Zaproszę przyjaciół na przyjęcie pożegnalne. Przecież dzisiaj wieczorem wyjeżdżam na wieś i wrócę do domu dopiero późną jesienią.
- W porządku! - odpowiedziała.
Poszli do domu z pełnym koszykiem borówek. Pucuś usiadł w fotelu i przeczytał gazetę. Tymczasem Szarka przygotowała produkty potrzebne do wypieku ciasta.
- Gotowe - oznajmiła.
Oboje przystąpili do pracy. Wbili jaja do misy, wsypali mąkę i pozostałe produkty. Potem Szarka wyrobiła ciasto, a Pucuś wyłożył je na blaszkę i posypał wierzch ciasta borówkami.
Zapach rozszedł się po całym lesie, a to oznaczało tylko jedno:
ZAPRASZAMY!
Przyjaciele zająca siedzieli przy stole i zjedli placek z borówkami, popijając od czasu do czasu herbatką jeżynową.
- Słyszałam Pucusiu, że wyjeżdżasz na wieś, czy to prawda? - spytała wiewiórka.
- Tak! - odpowiedział twierdząco zając. - Wrócę późną
jesienią... opiekujcie się moim domem i Szarką. Ona boi się własnego cienia. Proszę!
Sarenka spuściła wzrok: - "Tak strasznie się bałam... Gdyby nie zając".
- Bez obaw! - uspokoił ją Pucuś. - Gdyby co... stanąłbym do walki w twojej obronie.
- Wiesz, jaki powinieneś mieć przydomek? Zając dżentelmen! - stwierdził dzik.
- Wolałbym zając ODWAŻNY - musnął z dumą wąsikiem.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
Po przyjęciu zwierzęta zaniosły do spiżarni zebrane smakołyki i ułożyły na półkach. A potem wszyscy rozeszli się do domu.
Na zająca czekała hulajnoga i plecak wypchany po brzegi, do którego włożył jeszcze mapę i kompas, latarkę i prezent dla królika.
Na drodze stali przyjaciele. Pucuś uśmiechnął się.
- Przyniosłem ci kask z latarką - powiedział lisek.
- Z pewnością się przyda - odpowiedział szarak. - Dobrze jest mieć przyjaciół.
Potem wsiadł na hulajnogę i odjechał.
- Pozdrów od nas przyjaciół z zagrody wiejskiej - krzyknęły zwierzęta.
Pucek wśród drobiu
Zając wiedział, jak ważne jest dotrzymywanie obietnic. Z tego powodu był nieco zmartwiony, że nie dojedzie do zagrody wiejskiej na czas, tak jak obiecał kuzynowi. Szarak ma mnóstwo przyjaciół i jest dobrym kolegą, jednak najważniejsza rodzina.
- Przeproszę go - pomyślał w drodze do zagrody wiejskiej. - To bardzo ważne słowo, takie zwyczajne "przepraszam", a tyle znaczy.
Właśnie Pucek dotarł do wsi, gdzie mieszka jego kuzyn króliczek. Zszedł z hulajnogi i otworzył furtkę wiejskiej zagrody.
- Kukuryku! Kukuryku! Przyjechał Pucuś! - oznajmił donośnie kogut Miecio.
Wszystkie zwierzęta się zbiegły, by go powitać. Szarak oparł hulajnogę o płot i zdjął kask z głowy.
- Przepraszam, że się spóźniłem, ale naprawdę wcześniej nie mogłem - oznajmił. - Przepraszam!
- Łał!!! Hulajnoga jest cudowna - zachwyciła się gąska, tak jakby przeprosiny ją nie interesowały.
- Rzeczywiście jest wspaniała - potwierdzili ze znawstwem kaczor i kurka czubatka.
- To ciekawe, że jechałeś na czymś takim - zachwyciła się świnka, kręcąc kierownicą w prawą, to znów w lewą stronę. - Daj mi kask! Przejadę się trochę... Do stodoły i z powrotem! Hm?
Pucek skinął głową.
- Tylko bądź ostrożna - ostrzegła perliczka z wysokiej gruszy. Po czym szybko sfrunęła na wiejskie podwórko i stanęła tuż obok świnki.
- Poradzę sobie! - odparła świnka. - Czas zmienić wiejskie obyczaje w leśne.
Zwierzęta przyglądały się jeździe świnki na hulajnodze, a potem wszystkie próbowały własnych sił. Śmiały się, podskakiwały, klaskały, tupały. Były nawet żartobliwe uwagi.
- Chrumka wyglądała interesująco... Chociaż mogłaby przejść na dietę serwatkową - zagadnął gąsior.
- Moim zdaniem najlepszy był kaczor. Tylko nogi nieco za krótkie - westchnęła perliczka.
- Szczudła z pewnością załatwiłyby sprawę - dodał pies.
Szarak i królik weszli do domu.
- Co masz w plecaku? - spytał zaciekawiony królik.
- To i owo - odparł. - Dowiesz się niebawem.
- Nie przesadzaj - ofuknął królik. - Nikomu nie powiem.
- Nie o to chodzi... No dobrze - zgodził się Pucuś. - Niespodzianka miała być jutro... będzie teraz.
To powiedziawszy wyjął z plecaka obraz.
- Piękny domek! - zachwycił się królik. - Właśnie o takim marzę.
- W tym domu mieszkam - pochwalił się Pucek. - Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie niebawem.
- Dziękuję za obraz i zaproszenie. Wiesz? Zaraz go zawieszę... o tu! Muszę tylko znaleźć masę mocującą.
Królik położył obraz na stole i podszedł do komody.
- Gdzieś tu powinna być - oznajmił i wyrzucił z szuflady farby, kredki, pisaki. Ot! Takie różne przybory. - Sprawiłeś mi ogromną niespodziankę i radość! - kontynuował.
Gdy szarak poprawiał zawieszone na ścianie portrety ich przodków, nadszedł kaczor.
- Przyniosłem album ze zdjęciami moich krewnych do obejrzenia! - oznajmił dumnie.
- Cudownie! - odrzekł Pucek. - Ja też mam coś interesującego.
- Co takiego? - zainteresował się kaczor.
Szarak spojrzał na niego i rzekł:
- Dowiesz się... niebawem.
- Powiedz teraz - nalegał kaczor. - Jaka różnica, później czy teraz.
Pucuś zastanowił się przez chwilę. Kaczor miał rację.
- Błagam - nalegał kaczor.
- W porządku - wtrącił królik. - Pokaż mu...! Albo nie! Ja pokażę.
Królik wyciągnął z szuflady masę mocującą, podszedł do stołu i pokazał kaczorkowi obraz.
- Jest piękny! - zachwycił się kaczor. - Cudowny domek!
- Pokażemy go wszystkim przy kolacji. - wyjaśnił królik - To będzie niespodzianka.
- W porządku! Obiecuję, że nikomu nie powiem. - zapewnił kaczor. Do zobaczenia na kolacji o szóstej - Album zostawię u was, żeby nie nosić.
Królik położył obraz i masę mocująca na komodę, a Pucek po podróży umył się i uczesał sierść.
- Bolą mnie tylne łapki - poskarżył się. - To przez tę hulajnogę.
- Usiądź i odpocznij - poradził króliczek. - Ja tymczasem przygotuję kolację.
- Co to, to nie! Uwielbiam gotować! - zapewnił szarak.
Gdy zając i królik nakryli do stołu, zobaczyli za oknem, że kaczor wymachuje skrzydłami i coś szepce perliczce i kurce czubatce. Byli pewni, że się wygadał. A przecież obiecał dotrzymać tajemnicy!
- Z nim tak zawsze! - zdenerwował się królik i otworzył w pośpiechu okno.
Kaczor, perliczka i kurka wlepili wzrok w królika.
- On nic nie powiedział - krzyczeli naraz.
- Tele, fere...kwa, kwa, kwa!!! Nigdy więcej nic ci nie powiem - krzyknął królik. Po czym zamknął okno i zasłonił firankę.
Przyjaciele spojrzeli po sobie.
- Nigdy jeszcze nie słyszałam, żeby królik mówił tak do kogoś - odezwała się perliczka.
- I ja też - dodała kurka.
Kaczor był bardzo zmartwiony.
- Przeproszę Mateusza - powiedział w przygnębieniu. - Zrobię to po kolacji.
Tymczasem królik z szarakiem przygotowali kolację dla mieszkańców zagrody wiejskiej. Najpierw ułożyli na półmisku sałatę, marchewkę, soczystą trawę i liście. Postawili również korę, nasiona i kiełki drzew. Wszystko wyglądało bardzo smakowicie.
- A teraz przyczepimy do ściany obraz - powiedział dumnie królik.
Pucek bardzo się ucieszył propozycją kuzyna. Obaj przystąpili do dzieła.
Najpierw przykleili masę do obrazka i przycisnęli go do ściany, tak żeby był widoczny z daleka. Potem usiedli przy stole, mając nadzieję, że niebawem przyjdą goście.
Faktycznie, zwierzęta wkrótce przybyły.
- Dobry wieczór kwa, kwa, kwa - zaczął kaczor. - Mam ci coś do powiedzenia.
- Przepraszam, że wygadałem - uciął królik.
- Wysłuchaj mnie, proszę - poprosił kaczor.
- Bla, bla, bla!!! - skomentował królik.
- Przepraszam... wybacz!
Królik westchnął. Potem spojrzał na kaczora - patrzył tak dłuższą chwilę. Wszyscy wstrzymali oddech. W końcu królik uśmiechnął się.
- W porządku... okay! - powiedział i wyciągnął rękę na zgodę.
- Hura! - ucieszyli się wszyscy.
Zwierzęta usiadły do stołu i częstowały się smakołykami, które przygotowali zając z królikiem.
- Bardzo podoba mi się obraz! - zawołała świnka.
- O tak! - potwierdzili wszyscy. - Jest piękny.
Szczególnie był nim zachwycony królik. Dostał go przecież w prezencie od kuzyna.
Kaczor przypomniał sobie, że przyniósł album ze zdjęciami. Podszedł do komody i otworzył go.
- A to moja rodzina - powiedział. - To rodzice... brat i siostra. To moja babunia i dziadzio. To są kuzynowie... I ciocia z wujkiem.
Pucuś uważnie słuchał kaczorka. Pomyślał: - "Jakie to szczęście mieć rodzinę".
A potem były tańce i zabawy na powietrzu. I dużo, dużo jedzenia. Podano smakowite nasionka, soczystą trawę i liście sałaty, korę drzew, warzywa i owoce, a na deser jogurt i serwatkę.
Świnka Jadwiga chrumknęła na widok serwatki.
- Uwielbiam ten napój - mamrotała pod noskiem.