Pucuś - Barbara Niedźwiedzka

Kup ebooka

8.54 zł
7.26 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kim jest Pucek

Pucek był dorosłym zającem i doskonale znał wszystkie zakamarki leśne. Mieszkał na skraju lasu w niedużym domku - w pokoju z kuchnią i łazienką. Obok kuchni był magazyn, w którym szarak przechowywał śrubki, młotki, stary rower, hulajnogę i inne cenne rzeczy.

Był bojaźliwy - jak to zając. Może dlatego jego słuchy oklapły, a ogon, czyli omyk ciągle drżał jak listek na wietrze.

Parę skoków dalej szarak miał też dużą spiżarnię. Gromadził w niej zapasy na zimę.

Leśni przyjaciele mówili, że jest prawdziwym kolegą. Myślę, że to prawda! Zresztą przekonacie się już niebawem.

Jest jeszcze coś, o czym mało kto wie! Pucek potrafił robić wiele rzeczy, na przykład kanapę z trawy leśnej. Nawet jego przyjaciółka sarenka, Szarka, nie wiedziała, że, że zrobił ją samodzielnie. Bo się tym nie chwalił.

Dzisiaj zając wyciągnął z magazynu hulajnogę, którą wykonał z niepotrzebnych nikomu części. Oczyścił ją, pomalował deskę na kołach i wyprostował kierownicę. Założył dzwonek i światełka dla bezpieczeństwa, bo miał w planie odwiedzić kuzyna na wsi - królika Mateusza. Wyjął jeszcze z magazynu plecak i plastikową butelkę. Uważał, że może się przydać! I wziął nawet czerwoną czapkę z daszkiem na wypadek, gdyby słońce mocno grzało. Wynika z tego, że pomyślał o wszystkim i z wielką starannością przygotował się do drogi.

Wtem ktoś zapukał do drzwi.

- Proszę - odpowiedział zając, ubrany w szare spodnie z wielkimi

kieszeniami.

W drzwiach stała Szarka.

- Ratuj! Jakiś potwór jest za drzewem - cała dygotała.

Zając spojrzał z niedowierzaniem. Po chwili wstał i podszedł do okna. Niepewnie wychylił łebek i rozejrzał się na wszystkie strony.

- Nikogo nie widzę - powiedział. - Lepiej pomóż mi wyczyścić hulajnogę. Ma być czyściutka, błyszcząca. Poza tym muszę się pośpieszyć, bo obiecałem królikowi, że będę u niego jutro wczesnym rankiem.

Więc Pucek spieszył się, jak mógł. Zgarnął rozrzucone narzędzia z podłogi i zaniósł do magazynku.

- Przecież nie zostawię takiego bałaganu! - powiedział do siebie.

Potem włożył czapkę na głowę, plecak zarzucił na ramię i właściwie był

gotowy do drogi.

- Wyjadę po południu i rano będę na miejscu - pomyślał. I jeszcze raz spojrzał w stronę drzwi.

- Nie bój się - pocieszał, jak mógł. - Tam nikogo nie ma.

- Naprawdę widziałam to coś! Było ogromne!!!

Gdy Szarka próbowała przekonać zająca, że za drzewem widziała potwora, przyjaciele z leśnej polany już dawno zebrali smakołyki. Dzik wykopał z ziemi smaczne korzonki, żołędzie i kasztany, a jelonek dzielnie go naśladował.

Wtem zając i sarna usłyszeli głośne wołanie:

- Pomóż nam, Pucusiu!!!

- Gdzie jesteś, Szarka?!

Oboje spojrzeli po sobie.

- Nie ma chwili do stracenia. Trzeba pomóc przyjaciołom - rzekł zając do sarny.

Chwilę potem byli na polanie. Dzik i jelonek wykopywali z ziemi ogromny korzeń.

- Masz ostre pazurki - prychnął jelonek do szaraka. - Pomóż nam!

- Nie ma sprawy - odpowiedział Pucek. I zaraz zabrał się do pracy.

Dzik odsunął ryjkiem za siebie ziemię, a zając tylnymi skokami dzielnie mu w tym pomagał. Trwało to do południa. W końcu ogromny soczysty korzeń został wykopany.

- Mam ochotę na świeże nasionka - oznajmiła sarna.

- A ja na soczystą trawkę - rzekł zając. - Idź w tę stronę, a ja pójdę w tamtą.

Tak też się stało. Zając skręcił w prawo, tuż za wielkim dębem, a sarna w lewo za starą sosną. Ledwie jednak skubnął kilka źdźbeł trawy, gdy usłyszał tupanie Szarki. Podniósł słuchy, stanął nieruchomo jak słup i tkwił jakąś chwilę w bezruchu. W końcu nie wytrzymał i pobiegł do sarny.

- Widziałam ogromną mysz. Była taaaka długa! Brr! O! Widzisz ten ogon?

Zając zachichotał:

- Też coś! Nie poznajesz dzika?

Sarenka się zarumieniła:

- Bo ja... No, wiesz... Boję się!

- Mam pomysł! - powiedział zając. - Nazbieram tych wspaniałych borówek, a ty upieczesz pyszny placek. Zaproszę przyjaciół na przyjęcie pożegnalne. Przecież dzisiaj wieczorem wyjeżdżam na wieś i wrócę do domu dopiero późną jesienią.

- W porządku! - odpowiedziała.

Poszli do domu z pełnym koszykiem borówek. Pucuś usiadł w fotelu i przeczytał gazetę. Tymczasem Szarka przygotowała produkty potrzebne do wypieku ciasta.

- Gotowe - oznajmiła.

Oboje przystąpili do pracy. Wbili jaja do misy, wsypali mąkę i pozostałe produkty. Potem Szarka wyrobiła ciasto, a Pucuś wyłożył je na blaszkę i posypał wierzch ciasta borówkami.

Zapach rozszedł się po całym lesie, a to oznaczało tylko jedno:

ZAPRASZAMY!

Przyjaciele zająca siedzieli przy stole i zjedli placek z borówkami, popijając od czasu do czasu herbatką jeżynową.

- Słyszałam Pucusiu, że wyjeżdżasz na wieś, czy to prawda? - spytała wiewiórka.

- Tak! - odpowiedział twierdząco zając. - Wrócę późną

jesienią... opiekujcie się moim domem i Szarką. Ona boi się własnego cienia. Proszę!

Sarenka spuściła wzrok: - "Tak strasznie się bałam... Gdyby nie zając".

- Bez obaw! - uspokoił ją Pucuś. - Gdyby co... stanąłbym do walki w twojej obronie.

- Wiesz, jaki powinieneś mieć przydomek? Zając dżentelmen! - stwierdził dzik.

- Wolałbym zając ODWAŻNY - musnął z dumą wąsikiem.

Wszyscy zaczęli się śmiać.

Po przyjęciu zwierzęta zaniosły do spiżarni zebrane smakołyki i ułożyły na półkach. A potem wszyscy rozeszli się do domu.

Na zająca czekała hulajnoga i plecak wypchany po brzegi, do którego włożył jeszcze mapę i kompas, latarkę i prezent dla królika.

Na drodze stali przyjaciele. Pucuś uśmiechnął się.

- Przyniosłem ci kask z latarką - powiedział lisek.

- Z pewnością się przyda - odpowiedział szarak. - Dobrze jest mieć przyjaciół.

Potem wsiadł na hulajnogę i odjechał.

- Pozdrów od nas przyjaciół z zagrody wiejskiej - krzyknęły zwierzęta.

Pucek wśród drobiu

Zając wiedział, jak ważne jest dotrzymywanie obietnic. Z tego powodu był nieco zmartwiony, że nie dojedzie do zagrody wiejskiej na czas, tak jak obiecał kuzynowi. Szarak ma mnóstwo przyjaciół i jest dobrym kolegą, jednak najważniejsza rodzina.

- Przeproszę go - pomyślał w drodze do zagrody wiejskiej. - To bardzo ważne słowo, takie zwyczajne "przepraszam", a tyle znaczy.

Właśnie Pucek dotarł do wsi, gdzie mieszka jego kuzyn króliczek. Zszedł z hulajnogi i otworzył furtkę wiejskiej zagrody.

- Kukuryku! Kukuryku! Przyjechał Pucuś! - oznajmił donośnie kogut Miecio.

Wszystkie zwierzęta się zbiegły, by go powitać. Szarak oparł hulajnogę o płot i zdjął kask z głowy.

- Przepraszam, że się spóźniłem, ale naprawdę wcześniej nie mogłem - oznajmił. - Przepraszam!

- Łał!!! Hulajnoga jest cudowna - zachwyciła się gąska, tak jakby przeprosiny ją nie interesowały.

- Rzeczywiście jest wspaniała - potwierdzili ze znawstwem kaczor i kurka czubatka.

- To ciekawe, że jechałeś na czymś takim - zachwyciła się świnka, kręcąc kierownicą w prawą, to znów w lewą stronę. - Daj mi kask! Przejadę się trochę... Do stodoły i z powrotem! Hm?

Pucek skinął głową.

- Tylko bądź ostrożna - ostrzegła perliczka z wysokiej gruszy. Po czym szybko sfrunęła na wiejskie podwórko i stanęła tuż obok świnki.

- Poradzę sobie! - odparła świnka. - Czas zmienić wiejskie obyczaje w leśne.

Zwierzęta przyglądały się jeździe świnki na hulajnodze, a potem wszystkie próbowały własnych sił. Śmiały się, podskakiwały, klaskały, tupały. Były nawet żartobliwe uwagi.

- Chrumka wyglądała interesująco... Chociaż mogłaby przejść na dietę serwatkową - zagadnął gąsior.

- Moim zdaniem najlepszy był kaczor. Tylko nogi nieco za krótkie - westchnęła perliczka.

- Szczudła z pewnością załatwiłyby sprawę - dodał pies.

Szarak i królik weszli do domu.

- Co masz w plecaku? - spytał zaciekawiony królik.

- To i owo - odparł. - Dowiesz się niebawem.

- Nie przesadzaj - ofuknął królik. - Nikomu nie powiem.

- Nie o to chodzi... No dobrze - zgodził się Pucuś. - Niespodzianka miała być jutro... będzie teraz.

To powiedziawszy wyjął z plecaka obraz.

- Piękny domek! - zachwycił się królik. - Właśnie o takim marzę.

- W tym domu mieszkam - pochwalił się Pucek. - Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie niebawem.

- Dziękuję za obraz i zaproszenie. Wiesz? Zaraz go zawieszę... o tu! Muszę tylko znaleźć masę mocującą.

Królik położył obraz na stole i podszedł do komody.

- Gdzieś tu powinna być - oznajmił i wyrzucił z szuflady farby, kredki, pisaki. Ot! Takie różne przybory. - Sprawiłeś mi ogromną niespodziankę i radość! - kontynuował.

Gdy szarak poprawiał zawieszone na ścianie portrety ich przodków, nadszedł kaczor.

- Przyniosłem album ze zdjęciami moich krewnych do obejrzenia! - oznajmił dumnie.

- Cudownie! - odrzekł Pucek. - Ja też mam coś interesującego.

- Co takiego? - zainteresował się kaczor.

Szarak spojrzał na niego i rzekł:

- Dowiesz się... niebawem.

- Powiedz teraz - nalegał kaczor. - Jaka różnica, później czy teraz.

Pucuś zastanowił się przez chwilę. Kaczor miał rację.

- Błagam - nalegał kaczor.

- W porządku - wtrącił królik. - Pokaż mu...! Albo nie! Ja pokażę.

Królik wyciągnął z szuflady masę mocującą, podszedł do stołu i pokazał kaczorkowi obraz.

- Jest piękny! - zachwycił się kaczor. - Cudowny domek!

- Pokażemy go wszystkim przy kolacji. - wyjaśnił królik - To będzie niespodzianka.

- W porządku! Obiecuję, że nikomu nie powiem. - zapewnił kaczor. Do zobaczenia na kolacji o szóstej - Album zostawię u was, żeby nie nosić.

Królik położył obraz i masę mocująca na komodę, a Pucek po podróży umył się i uczesał sierść.

- Bolą mnie tylne łapki - poskarżył się. - To przez tę hulajnogę.

- Usiądź i odpocznij - poradził króliczek. - Ja tymczasem przygotuję kolację.

- Co to, to nie! Uwielbiam gotować! - zapewnił szarak.

Gdy zając i królik nakryli do stołu, zobaczyli za oknem, że kaczor wymachuje skrzydłami i coś szepce perliczce i kurce czubatce. Byli pewni, że się wygadał. A przecież obiecał dotrzymać tajemnicy!

- Z nim tak zawsze! - zdenerwował się królik i otworzył w pośpiechu okno.

Kaczor, perliczka i kurka wlepili wzrok w królika.

- On nic nie powiedział - krzyczeli naraz.

- Tele, fere...kwa, kwa, kwa!!! Nigdy więcej nic ci nie powiem - krzyknął królik. Po czym zamknął okno i zasłonił firankę.

Przyjaciele spojrzeli po sobie.

- Nigdy jeszcze nie słyszałam, żeby królik mówił tak do kogoś - odezwała się perliczka.

- I ja też - dodała kurka.

Kaczor był bardzo zmartwiony.

- Przeproszę Mateusza - powiedział w przygnębieniu. - Zrobię to po kolacji.

Tymczasem królik z szarakiem przygotowali kolację dla mieszkańców zagrody wiejskiej. Najpierw ułożyli na półmisku sałatę, marchewkę, soczystą trawę i liście. Postawili również korę, nasiona i kiełki drzew. Wszystko wyglądało bardzo smakowicie.

- A teraz przyczepimy do ściany obraz - powiedział dumnie królik.

Pucek bardzo się ucieszył propozycją kuzyna. Obaj przystąpili do dzieła.

Najpierw przykleili masę do obrazka i przycisnęli go do ściany, tak żeby był widoczny z daleka. Potem usiedli przy stole, mając nadzieję, że niebawem przyjdą goście.

Faktycznie, zwierzęta wkrótce przybyły.

- Dobry wieczór kwa, kwa, kwa - zaczął kaczor. - Mam ci coś do powiedzenia.

- Przepraszam, że wygadałem - uciął królik.

- Wysłuchaj mnie, proszę - poprosił kaczor.

- Bla, bla, bla!!! - skomentował królik.

- Przepraszam... wybacz!

Królik westchnął. Potem spojrzał na kaczora - patrzył tak dłuższą chwilę. Wszyscy wstrzymali oddech. W końcu królik uśmiechnął się.

- W porządku... okay! - powiedział i wyciągnął rękę na zgodę.

- Hura! - ucieszyli się wszyscy.

Zwierzęta usiadły do stołu i częstowały się smakołykami, które przygotowali zając z królikiem.

- Bardzo podoba mi się obraz! - zawołała świnka.

- O tak! - potwierdzili wszyscy. - Jest piękny.

Szczególnie był nim zachwycony królik. Dostał go przecież w prezencie od kuzyna.

Kaczor przypomniał sobie, że przyniósł album ze zdjęciami. Podszedł do komody i otworzył go.

- A to moja rodzina - powiedział. - To rodzice... brat i siostra. To moja babunia i dziadzio. To są kuzynowie... I ciocia z wujkiem.

Pucuś uważnie słuchał kaczorka. Pomyślał: - "Jakie to szczęście mieć rodzinę".

A potem były tańce i zabawy na powietrzu. I dużo, dużo jedzenia. Podano smakowite nasionka, soczystą trawę i liście sałaty, korę drzew, warzywa i owoce, a na deser jogurt i serwatkę.

Świnka Jadwiga chrumknęła na widok serwatki.

- Uwielbiam ten napój - mamrotała pod noskiem.