Pterodaktyl - Anouk Herman

Kup ebooka

49.99 zł
41.49 zł (49,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Z roku na rok w kraju fiordów wzrasta zainteresowanie telefonem zaufania. Ingrid mówi, że to przez brak słońca, ale ja w to nie wierzę. Promieniowanie ultrafioletowe i tak nie jest w stanie wypalić "przegrywu" z przegranych, to się zasadza w warstwach trzewnych, jak jakiś, kurde, numer seryjny w głębi samochodowego bebechu.

Przegrywów jest tu coraz więcej - w końcu emigrujemy skuszeni norweskim drewnem, norweskim łososiem, norweską wypłatą, która wcale nie jest taka duża, jeśli przeliczy się ją na zakalcowate żytniaki z Remy 1000. Ale przecież ja nie powinnam narzekać, bo znam język i - gdyby wiatr zmian powiał mi odrobinę za mocno, akurat kiedy patrzyłabym sobie w gapiącą się na mnie otchłań, spoglądała z parapetu prosto na ziemię - mogłabym sobie na ten telefon zaufania zadzwonić.

Z głośników leci Nights in White Satin, ale Ingrid mi wmawia, że to A Whiter Shade of Pale, na co ja jej, że chyba jest jakaś nienormalna, na co ona przyznaje się, że w samolocie wypiła cztery drinki, i pyta, czy to znaczy, że jest nienormalna, więc mówię, że totalnie tak. I to jest prawdziwy powód, dla którego z roku na rok w kraju fiordów zwiększa się zainteresowanie telefonem zaufania: wasz alkoholizm, wasze chlańsko.

Mówię na głos "wasze chlańsko", ale już jestem ciągnięta za rękę na prawie parkiet, ten kawałek podłogi między stolikami, gdzie ludzie się bujają, gdy gra muzyka na żywo, czyli teraz akurat wcale się nie bujają, ale też nie patrzą na nas dziwnie, bo tu się ma takie rzeczy w dupie, a przynajmniej trzeba wyglądać, jakby się miało. Ingrid, wyższa o głowę nawet w butach na płaskim obcasie, z tymi boskimi ramionami, które kończą się kątem prostym, przygarnia mnie matczynym gestem, klasykiem wszystkich naszych balang, a ja tracę oddech od perfum, którymi psiknęła sobie między cycki, moje ręce błądzą pod jej bluzą w okolicach talii, żeby wreszcie spotkać się z tyłu.

Kiwamy się na boki jak jedna duża boja.

- Czyli spałaś z nim kiedyś? - pytam, a ona jakby się rozluźnia.

- Chyba nie lubię starszych facetów.

- Wiesz, bo z nim spałaś?

Śmieje się, ale czuję, że mnie od siebie odsuwa, czuję, jak unosi rękę, słyszę jej donośne "hei hei!" i już po chwili stoję z boku, a ona wita się z byłym i jakimś jego kolegą, który zgodnie z imprezowym kodeksem powinien teraz witać się ze mną, ale zamiast tego stoi jak debil i gapi się raz na Ingrid, raz na kark Istvana, bo właściwie się za nim chowa, a potem jeszcze się odwraca, jakby na kogoś czekał, jakby reszta ekipy utknęła gdzieś w wąskim gardle między barem a stolikami.

Ingrid o mnie zapomina, więc chcę wrócić i dopić nasze piwa, żeby przynajmniej one się tego wieczoru nie zmarnowały. Zmienia się piosenka i w sumie teraz sama chętnie bym jeszcze potańczyła, ale zanim zdążę się nawet zawahać, zawrócić albo zatrzymać, Istvan robi jakiś dziwny piruet z głową zadartą do góry, potem łapie za ramię koleżkę, szepcze coś na ucho Ingrid, która potakuje tak, jakby wcale go nie zrozumiała, aż wreszcie podchodzi do baru, wymachując przy tym rękami, jakby chciał uciszyć wszystkich dookoła. Łapię spojrzenie Ingrid i wracam, wracam jak zawsze, przyciskam się do niej, bluza do bluzy.

- O chuj chodzi? - pytam.

Liczę, że może się pokłócili albo coś takiego, choć nie wiem, po co w niesnaski eksów mieszać osiemnastoletnią barmankę, ale wtedy słyszę Istvana, który mówi po angielsku, bo norweskiego nadal się nie nauczył, mówi, prawie krzyczy:

- Excuse me, please, can you change the music or something? You know what this song is about, right? And what happened just a few days ago? It's like, it's like, highly inappropriate, so please, turn it off. Very inappropriate, there's so many students here, you know? Mostly students, do you know?

Dziewczyna za barem poprawia frotkę na włosach i patrzy na Istvana, jakby pierwszy raz widziała takie zjawisko, więc próbuję jej telepatycznie przekazać, że to dopiero początek, że oni się z czasem robią tylko gorsi, że niech lepiej rozgląda się za inną pracą, w gastro nie ma przyszłości, jest tylko potok krzyczących facetów, nigdy niekończące się następowanie rozwrzeszczanych pokoleń mężczyzn z pretensjami.

- Can you turn it off? - Istvan wskazuje paluchem na belki sufitu, między którymi poupychano głośniki.

Widzę, że w drugiej dłoni trzyma już swój uniwersytecki identyfikator i zaraz wepchnie go tej dziewczynie w twarz jak odznakę policyjną, jebany nakaz przeszukania czy coś takiego. Wbijam wzrok w podłogę, łączę fakty, bo to playlista 70s prog rocka na shuffle'u, a piosenka, do której mimowolnie podryguję, idzie tak:

Come on baby...

Don't fear the Reaper

Baby take my hand...

Don't fear the Reaper

We'll be able to fly...

Don't fear the Reaper

Baby I'm your man...

- Powiedz mu, żeby przestał. - Chwytam Ingrid za rękę, a ona ściska moją. - Serio, robi mega wstyd.

- Nie kumam - odpowiada. - O czym jest ta piosenka?

- Jemu chodziło o to, że się zabili, jak Knutsen - mówię i czuję, że zaraz wypluję płuca, wysram walące serce. Zapierdalamy do domu pieszo, pod górę, ja zgięta wpół, stopy moje i Ingrid mieszają mi się przed oczami, która jest, kurwa, która???, śmierć z wycieńczenia, SOS. - Romeo i Julia.

- Romeo i Julia wyskoczyli z okna?

Wzruszam ramionami, chuj wie, czemu Istvan tak się zgrzał, ot, znawca muzyki, obrońca uciśnionych, zagrzebanych w ziemi trupów, odpowiadam jednak:

- Może? - I natychmiast staję, zmuszając ją, żeby też się zatrzymała.

Jest biało, jak w pochmurny dzień. Niebo spotyka się z morzem i wszystko wydaje się bezkreśnie szare, zajebisty midnattsol, a jeszcze piękniejszy byłby na północy, bo tam słońce o tej porze w ogóle nie chowa się za horyzontem i można zapomnieć o czasie.

- Jutro do niego napiszę. - Kopie kamień, który przelatuje obok mojej nogi i dalej w dół, w kierunku miasta. - Miał gorszy dzień. No wiesz, byli blisko. On i Gunnar, a dziś ten pogrzeb, no, wszystko naraz, wiesz.

Znów mam przed oczami Knutsena, który łapie Istvana za nadgarstki, unieruchamiając mu te wielkie łapy nad głową, przyciska go do ściany, całuje w śmierdzącą Sauvage'em szyję. Podobno wizje o charakterze erotycznym należą do najczęściej występujących myśli intruzywnych, a ja lubię detal, więc się w nim babram: kolano między nogami, namiot w okolicy rozporka, rumieniec na karku. Seks, ruchanie, dymanie, seks.

- Zareagował trochę na wyrost - przerywa mi, a ja, zanim dotrze do mnie, o czym właściwie mówi, czuję wślizgujący się między żebra lodowiec.

Bo tak to się zaczyna: zareagował na wyrost. Przesadził, ale wiesz, on taki nie jest. Tak, gadamy. No, wychodzimy w piątek na miasto. Dostałam zaproszenie do Bergen, dla dwóch osób, powiedziałam mu już, może jechać, jako przyjaciel, ha, ha. To była barterowa współpraca na walentynki. Kupił mi kwiaty, zapłacił za deser, zrobił minetę. Jesteśmy znów razem. No co, nie cieszysz się? Proszę, potrzebuję cię teraz. Dlaczego jesteś taka niemiła?

Mija nas rowerzysta, nocny, kurwa, jeździec. Ciśnie pod tę górę, jakby miał elektryczny napęd, a ja w rozproszeniu świadomości, którego dostaję pod wpływem myślenia, dostrzegam napięte łydki, istotę mechanicznego wspinania się na szczyty: idą jak tłoki, góra-dół, góra-dół, seks, ruchanie, dymanie, góra-dół. Zamykam oczy, otwieram oczy, znów widzę twarz Ingrid, na którą spływa kaskada przetłuszczonego bleach blondu w najdroższym wydaniu, scandi hairline, air touch, touch her, touch her, touch her.

Wyciągam rękę, głaszczę ją po policzku. Moja najpiękniejsza.

- Tylko nie wracaj do niego, debilko - mówię po polsku, ale Ingrid po polsku rozumie tylko "kurwa".

Leżymy w łóżku. Jest ciemno, przygarniam ją i nie przeszkadza mi wcale, że jebie potem. Żadna z nas nie brała prysznica.

Wiem, że śpi, bo teraz, kiedy mam ją tak blisko, słyszę, jak oddycha, jak świszczy przez otwarte usta, aż kusi, żeby włożyć jej między zęby kosmyk włosów, blister nasennych albo sto koron. W tle dwie podcastowe idiotki nadal gadają o krwi i bebechu - beblanie jest nieodzownym rytuałem lulania jej do snu, potrzebuje tych współczesnych baśni braci Grimm o białaskach ginących z rąk chłopaków, narzeczonych, mężów, eksów. Słyszę trzy wystrzały i zaraz komentarz: wpakował w nią trzy kulki, sadysta, a to dopiero początek snippetu z intra, tej zabaweczki, żebyśmy wytrwały do końca, pytając: Kto? Jak? Dlaczego? Jej ulubione podcasterki zaczęły dogrywać do swoich rozmów tematyczne odgłosy: tu wycie syren, tam krzyki o pomoc, po chwili skrzypienie drewna, kroki, płacz, wszystko pewnie z banku darmowych dźwięków, nuda, buuuu.

- Dziś historia inna niż wszystkie.

- Tak, porozmawiamy o tragicznym finale poszukiwań zaginionej dziewczyny, która pragnąc wrócić do najbliższych, wpadła prosto w ramiona zła. Sponsorem dzisiejszego odcinka jest platforma CashMe, która daje wam, naszym słuchaczom, specjalny kod rabatowy na rozpoczęcie przygody z regularnym inwestowaniem. Rejestrujecie się, podajecie dane, a aplikacja sama ściąga z waszego konta wcześniej ustaloną sumę, która następnie zostaje zainwestowana. O tym, jak inwestować, możecie zdecydować sami albo zlecić to sztucznej inteligencji, która dobierze dla was najlepsze sposoby na pozyskanie pasywnego dochodu. I to wszystko bez wychodzenia z domu.

- Poprzez rozsądne inwestycje możecie uchronić siebie i rodzinę przed nieprzewidzianymi sytuacjami.

- Tak, poza tym kiedy nasze pieniądze pracują, możemy być pewni, że nie zostaną skradzione, czy to z konta w banku, czy z domu, jeśli, podobnie jak niektórzy bohaterowie naszego serialu audio, zdecydowalibyście się trzymać spore sumy pieniędzy w przysłowiowym sejfie.

- Przezorny zawsze ubezpieczony.

- Racja, jednak nasza dzisiejsza historia udowadnia, że bycie doskonale przygotowanym na włamanie może także doprowadzić do naprawdę okropnych sytuacji. Lee, czy czytałaś wcześniej o sprawie?

- Mówiłaś, że to ma być niespodzianka.

- Świetnie. Zacznijmy zatem. Witamy was jeszcze raz, z tej strony Jess...

- ...i Lee, a to jest podcast Batshit Crazy Murder Stories.

Wjechał dżingiel. Ingrid zachrapała, a ja wtuliłam się w jej włosy. Kruche włosy. Kruche plecy, na których wyraźnie zaznaczały się wybrzuszenia kręgów i dwa szczyty ostro zarysowanych łopatek. Gładkość, gładkość i wypukłość pieprzyka, którą wyczułabym pod palcami, gdybym tylko wyciągnęła rękę. Rękę zupełnie nie na miejscu, z jakiegoś bardziej nieczystego, brzydkiego świata. Z głośnika pogrzebanego w pościeli telefonu dobiegł stłumiony krzyk kobiety albo dziecka, zresztą chyba wszystko jedno, i znów odezwała się Jess, z tym swoim przegiętym australijskim akcentem.

- Luz Delgado miała tylko szesnaście lat, kiedy nie wróciła do domu po zakończonych lekcjach.

- Co na to jej rodzice?

- W zasadzie natychmiast wszczęto alarm. Ojciec Luz, Samuel, był dość wysoko postawionym urzędnikiem w Ciudad del Carmen. Przepraszam, jeśli źle to wymawiam, uczyłam się hiszpańskiego w liceum, a to było strasznie dawno temu.

- Kiedy?

- Prom queen w dwa tysiące trzynastym, a ty?

- Nie mogę, Jess, jesteś taka stara?

- Lepiej się przyznaj, że kiedy ty skończyłaś liceum, to nie było jeszcze Instagrama.

- Był! Nie widziałaś, że postowałam zdjęcia ze studniówki?

- Nie widziałaś, że postowałam zdjęcia ze studniówki? - powtarzam do pleców Ingrid.

Nie wiem, czy kiedykolwiek miała studniówkę, ale gdyby miała, to wybraliby ją na królową imprezy, jak na tych głupich amerykańskich balach, na których wieki temu do żenującego pop rocka podrygiwały Jess i Lee i z pewnością marzyły, żeby ktoś chlusnął na nie świńską krwią. Prom. Prom kojarzy mi się tylko z takim wielkim, kurwa, statkiem.

- Luz była prześliczną młodą dziewczyną, trenowała balet, śpiewała w chórze, a przed zaginięciem pozowała do sesji znanemu fotografowi, który widział w niej potencjał na profesjonalną modelkę. Jej zdjęcie pojawiło się nawet na jego wystawie w, uwaga,Tate. To wprawdzie były kolaże, ale jej portret został w nich wykorzystany.

- Wow. Faktycznie, była piękna. Zabrzmi to źle, ale z taką urodą powinni ją chyba trzymać zamkniętą w piwnicy.

Znajduję telefon i zerkam na ekran. Za plecami Jess i Lee pod walącym po oczach neonem "Batshit Crazy Murder Stories" wyświetla się wielka twarz ładnego dziecka. Odkładam telefon i zamykam oczy.

- Koleżanki zeznały, że widziały, jak wychodzi ze szkoły. Często wracały razem z nią, ale wtedy rozstały się przed zajęciami dodatkowymi, na które Luz nie musiała uczęszczać.

- Zauważyły, żeby ktoś z nią był?

- Nie. Opowiedziały policji, że wyszła przez główny hall, potem skierowała się w stronę przystanku autobusowego. Zapamiętały to, bo miała na sobie różowy dres, choć nie przyszła w nim tego dnia do szkoły, i bardzo rzucała się w oczy.

Zapachy potu i świeżego prania - bo Sunniva rano wysprzątała pokój i zmieniła Ingrid pościel - lulają mnie do snu i już po chwili jestem w przefiltrowanym na żółto meksykańskim miasteczku, może Ciudad del Carmen, i leżę na piasku, bo my, białasi, uważamy, że Meksyk to pustynia, mariachi, kartele i peyotl - koduje się to gdzieś w najbardziej pofałdowanych zagłębieniach mózgu i potem wyłazi nocami. Leżę sobie tak i jest mi ciepło, przyjemnie, jak w narkozie albo jakbym się pod siebie zeszczała. Nagle tuż nade mną pojawia się Ingrid. Nie wygląda jak Ingrid, ale skądś wiem, że to ona, dlatego się z nią witam, wylewnie, ale ona, zamiast jakoś sympatycznie odpowiedzieć, schyla się i zaciska mi ręce na szyi. Potem okazuje się, że ma więcej niż jedną parę rąk i wszystkie, po kolei, zaczynają mnie dusić.

Śni mi się coś jeszcze, nie pamiętam co, być może ruchanie, bo często mam niechciane sny erotyczne, i budzę się mokra, ale od potu, bo żadna z nas nie uchyliła na noc okna.

- Ojciec słyszy włamywacza, więc wyciąga spod łóżka broń. Zbiega po schodach do kuchni i widzi, że ktoś właśnie wchodzi przez okno, więc oddaje na oślep trzy strzały w kierunku tej osoby. Jest na silnych lekach, dopiero się obudził, wydaje mu się, że to porywacz Luz.

- Wow, przerażające.

- Jego żonę budzi chaos i odgłosy wystrzałów, więc również biegnie na dół i gdy widzi, co się dzieje, od razu dzwoni na policję.

Jess i Lee prezentują fragment nagrania rozmowy z operatorem numeru alarmowego, więc nic nie rozumiem.

- Ojciec Luz podchodzi do włamywacza, który na tym etapie już się nawet nie rusza i zwisa z parapetu głową w dół. I wiesz co?

- O mój boże.

- Okazuje się, że to Luz. Luz, która uciekła brutalnemu oprawcy i zrobiła wszystko, żeby wrócić do domu. Kiedy się zorientowała, że zamki zostały wymienione, a zapasowy klucz, który z reguły leżał ukryty w doniczce, zniknął, próbowała dostać się do środka. Pukała i nawoływała. Nikt jej nie wpuścił. Była półnaga i ogolona na łyso.

- O. Mój. Boże. Jess, to jedna z najmroczniejszych historii, o których dyskutowałyśmy na kanale.

- W końcu wybiła okno kamieniem i próbowała przez nie przejść. A jej własny ojciec, który tak usilnie szukał córki, wpakował w nią trzy kulki.

- Sadysta... Wiem, nie powinnam tak mówić, ale...

- Tak. Zanim przejdziemy do tego, co się potem stało, chciałabym opowiedzieć o dwóch straszliwych tygodniach, które Luz spędziła zamknięta na strychu porywacza. Najpierw jednak kilka słów od naszego sponsora.

Znów sięgam po telefon i skipuję do przodu, ale palec jakoś mi się obsuwa i przełącza na inny film. Kurwa, myślę i próbuję się cofnąć, przewijam na początek odcinka o pięknej Luz skasowanej przez własnego starego. Wpakował w nią trzy kulki - i jednak wyłączam, bo ile można tego słuchać.

Dlaczego ludzie decydują się na śmiertelny skok?

K?lves K., McDonough M., Crompton D., de Leo D., Choice of a Suicide Method: Trends and Characteristics, "Psychiatry Research" 2018, vol. 260, s. 72:

Skoki z wysokości stanowiły 295 (3,6%) samobójstw. Mężczyźni, osoby mieszkające na terenach wiejskich i peryferyjnych oraz osoby doświadczające konfliktów interpersonalnych skok wybierały rzadziej od innych metod. Osoby urodzone za granicą lub cierpiące na choroby psychiczne częściej wybierały skok. Te, które wybierały skok z wysokości jako metodę samobójczą, rzadziej spożywały alkohol przed samobójstwem i rzadziej też pozostawiały list samobójczy.

Cai Z., Junus A., Chang Q. & Yip, P.S.F., The Lethality of Suicide Methods: A Systematic Review and Meta-analysis, "Journal of Affective Disorders" 2022, vol. 300, s. 121:

Metody, które mogą zostać przerwane lub porzucone w trakcie próby samobójczej (np. cięcie, zatrucie), cechują się mniejszą śmiertelnością niż metody, których skutkiem jest niemal natychmiastowa śmierć (np. użycie broni palnej, skok z wysokości), gdyż te pierwsze dają szersze "okno czasowe" na interwencję ratunkową lub zmianę decyzji przez podejmującego próbę.

Gunnell D. & Nowers M., Suicide by Jumping, "Acta Psychiatrica Scandinavica" 1997, vol. 96, s. 3:

Wskaźniki samobójstw wśród mężczyzn są zwykle 2-3 razy wyższe niż wśród kobiet. Choć w niektórych lokalizacjach względnie częściej skaczą kobiety, nie jest to regułą: skoki z Golden Gate zdarzają się pięciokrotnie częściej wśród mężczyzn. W Szwajcarii i Niemczech odnotowano przewagę kobiet popełniających samobójstwo przez skok; w latach 1971-1990 był to najczęstszy sposób wśród szwajcarskich kobiet (24% wszystkich samobójstw). W Wielkiej Brytanii udział skoków w całkowitej liczbie samobójstw jest zbliżony dla obu płci. W Australii dane populacyjne wskazują, że skoki stanowią większy odsetek samobójstw wśród kobiet (7,3%) niż mężczyzn (3,9%); niemniej w przypadku wielu konkretnych miejsc samobójczych skoków stosunek mężczyzn do kobiet wynosi około 5:1.

Puzo Q., Qin P. & Mehlum L., Long-term Trends of Suicide by Choice of Method in Norway: A Joinpoint Regression Analysis of Data From 1969 to 2012, "BMC Public Health" 2016, vol. 16 (1), 255, s. 6:

W trakcie obserwacji trwającej 44 lata odnotowano łącznie 22 914 samobójstw wśród osób w wieku ?15 lat. Spośród nich 16 728 dotyczyło mężczyzn (73%), a 6186 kobiet (27%). Najczęściej stosowaną metodą samobójczą w całym okresie badania było powieszenie, na drugim i trzecim miejscu plasowały się odpowiednio otrucie i użycie broni palnej. Łącznie 80% samobójstw w Norwegii dokonano tymi metodami. Mężczyźni częściej wybierali samobójstwo z użyciem broni palnej, natomiast zatrucie i utonięcie częściej wybierane były przez kobiety. Ogółem stwierdzono istotne różnice między płciami w zakresie stosowanych metod samobójczych (Chi-kwadrat = 3042,5; p < 0,001).