Tydzień od 7 do 13 września 2015
W poczekalni u Sauveura Saint-Yves'a siedział jakiś drobny młody człowiek; jego prawa noga podrygiwała niecierpliwie. Był bardzo szczupły i niewyrośnięty, przez co czarna marynarka trochę na nim wisiała. Elegancki strój dopełniały biała koszula i krawat w delikatne prążki. Chłopak westchnął znudzony i powrócił do przerwanej lektury - w ręce trzymał starą szytą książkę z serii "Czerwone i Złote": François le Champi autorstwa George Sand.
Wreszcie uchyliły się drzwi i rozległ się basowy szept:
- Ellu?
Młoda osoba zatrzasnęła książkę. Bo to jednak była dziewczyna.
Ella weszła za swoim terapeutą do jego gabinetu naprzeciw poczekalni i przystanęła, rozglądając się wokół siebie.
- Dziwnie znów tu być.
- Miałaś fajne wakacje?
Popatrzyli po sobie, oboje zaskoczeni wzruszeniem, które ich ogarnęło.
- Dłużyło mi się - powiedziała Ella.
Sauveur Saint-Yves był ubrany podobnie jak Ella - w ciemną marynarkę i białą koszulę. Ale na tym podobieństwa między nimi się kończyły. On był czarnoskórym mężczyzną o atletycznej budowie, mierzył metr dziewięćdziesiąt, a jego usta okalały krótko przycięta broda i wąsy.
- Dzień dobry, pani Gustavio!
Ella zrobiła dwa kroki, po czym przykucnęła przed klatką stojącą z boku na stoliku. Była szósta po południu, więc pani Gustavia miała żałosną minę i oklapnięte uszy - objawy typowe dla niewyspanego chomika.
- Wszystko z nią dobrze?
- Ciągle je, mogłaby zjeść cokolwiek. Kiedy była w ciąży, uznawałem to za normalne. Ale teraz to już kompulsywne. Ta chomiczka ma bulimię.
- Są specjalni terapeuci dla chomików?
- Tak. Na przykład ja - odpowiedział Sauveur z przesadną powagą.
- Kiedy już będę duży - powiedziała Ella, wstając - to będę mieć psa. Bo teraz moi rodzice nie chcą żadnych zwierząt w domu.
Sauveur nie skomentował tego, że dziewczyna użyła przymiotnika w rodzaju męskim. Wskazał jej krzesło, a sam usiadł w fotelu.
Powrót do terapii po dwóch i pół miesiąca nieobecności bywa mozolny. Ella szukała tematu do rozmowy, tymczasem Sauveur obserwował kątem oka jej inteligentną twarz o bardzo bladej cerze i wyraźnie zarysowanych ustach i brwiach, okoloną krótko ściętymi brązowymi włosami. Osiem miesięcy wcześniej mama Elli, pani Kuypens, przyszła do niego na wizytę z córką, która borykała się z fobią szkolną. W trakcie terapii okazało się, że na Elli, wkraczającej właśnie w okres dojrzewania, odcisnęła piętno tajemnica rodzinna z przeszłości. Rodzice zataili przed nią, że zanim przyszła na świat, jej matka była w ciąży, ale chłopczyk, który miał się nazywać Elliot, zmarł przed narodzinami.
- Nie nosisz już okularów?
- Na trzynaste urodziny mama kupiła mi soczewki.
- Jak ci się układa z rodzicami?
- Średnio. Tata nie rozumie, czemu chcę dalej chodzić na terapię. Jego zdaniem jestem "wyleczona". Nie odpuszczam już szkoły. W ostatnim trymestrze zebrałam nawet kilka pochwał.
- Gratuluję.
- Ale tylko pochwał, nic poza tym.
- Gratuluję ci pochwał, nic poza tym.
Zaśmiali się oboje i znów zapadła cisza. Sauveur postanowił poszukać innego otwarcia.
- A jak ci poszedł powrót do szkoły?
- W porządku.
Dziewczyna wzięła wdech i opuściła głowę, jakby szykowała się do nurkowania. I zanurkowała.
- Jestem w czwartej a. Nikogo tam za bardzo nie znam. Jest jeden chłopak, nazywa się Jimmy. Totalny geek, ma okulary jak denka od butelek, trądzik, aparat na zębach, normalnie jak z mema! Nie żebym się naśmiewała. Po prostu... No, nieważne. W kółko opowiada o grach komputerowych, jest megawciągnięty w Call of Duty. Ja też w to gram. Tak że trochę pogadaliśmy. Zaprosił mnie do znajomych. W sensie na Facebooku.
Wspomniany chłopak został trzydziestym drugim znajomym Elli. Potem zapytał, czy chciałaby spotykać się z nim na privie.
- Spotykać się na privie?
- Nie, no jak! Zapytał mnie na privie, czy chciałabym z nim chodzić. Na privie, czyli przez Messengera na Facebooku.
Ella mówiła to takim tonem, jakby miała do czynienia z głuchym albo przygłupim. Z dorosłym. W duchu Sauveur świetnie się bawił, ale nie dawał niczego po sobie poznać.
- I co, zgodziłaś się?
- No gdzie?! - uniosła się Ella, wytrzeszczając oczy. - Ja nie mam ochoty spotykać się z tym gościem! W ogóle z żadnym chłopakiem. Nie mam ochoty i już. W ogóle te wszystkie historie... Arielle jest z Éliem, Ludivine i Théo też są parą. A przecież on jej sięga do ramienia! A właśnie, miałam panu opowiedzieć jedną śmieszną rzecz: nasz nauczyciel przyrody uważa, że chłopaki za dużo rozmawiają. Więc usadził nas parami, dziewczyna i chłopak razem, żeby było mniej gadania. W jednej ławce miałam siedzieć ja i Sam.
- I on też zapytał, czy chcesz się z nim spotykać? - domyślił się Sauveur, który mocno wierzył w siłę przyciągania Elli.
- No tak, jasne - zakpiła ona. - Sam to Samantha. Dziewczyna. Facet od przyrody wziął mnie za chłopaka!
- Chodzisz tak ubrana do szkoły?
- Nie, no gdzie. To jest tylko na...
Ella nie dokończyła zdania, a jej policzki spąsowiały, jakby rozkwitła na nich róża. Sauveur zorientował się, że to chłopięce przebranie jest zarezerwowane dla niego.
- Chciałam powiedzieć panu jeszcze coś. Na łacinie jesteśmy wymieszani z innymi klasami czwartymi. Poznałam jedną dziewczynę z czwartej c, która pana zna. Alice Rocheteau.
Sauveur wymruczał swoje zwyczajowe "mhm, mhm", żeby dać sobie czas do namysłu. Czy powinien przyznać, że chodzi o córkę Louise Rocheteau - kobiety, z którą od kilku tygodni planuje wspólne życie?
- Podobno "przyjaźni się" pan z jej matką - drążyła Ella.
- Właśnie przeszłaś na tryb ŻP.
- Żetpe?
- Życie prywatne.
Sauveur chciał jej przypomnieć, że przyszła na psychoterapię, a więc rozmowę mającą na celu wyleczenie, a nie na przyjacielskie pogaduchy. Ella, trochę urażona, zacięła się na chwilę, ale zaraz wróciła do tematu:
- Tak czy inaczej, nie lubię tej dziewczyny. W ogóle nie lubię dziewczyn z łaciny, bo naśmiewają się z nauczycielki za jej plecami.
- Jeśli dobrze pamiętam, chodzi o nauczycielkę, która w zeszłym roku wywołała u ciebie ciężki stres.
Ella nawet zemdlała wtedy ze strachu na lekcji łaciny - to właśnie z powodu takich "histerycznych reakcji" pielęgniarka z jej gimnazjum zasugerowała fobię szkolną.
- Ale teraz uwielbiam panią Nozi?re! - oświadczyła Ella z zachwytem.
- Tak się nazywa ta nauczycielka łaciny?
- Tak. Ona tak świetnie o tym wszystkim opowiada: o życiu w Rzymie, o śmierci Cycerona. Nawet się popłakałam, bo w końcu ucięli mu głowę i ręce, co nie?! Inne dziewczyny się ze mnie nabijały. Od tamtej pory niektóre nazywają mnie "żona Cycerona".
- Żona?
- To niby taki żart. Żeby się rymowało. Te dziewczyny są strasznie głupie. Ciągle mnie tak przezywają, jak myślą, że nie słyszę.
Ella próbowała zbywać ich wygłupy wzruszeniem ramion. Ale czuła niepokój. Czwarta klasa nie zapowiadała się najlepiej. Chwilę później jej twarz się rozpromieniła - nadal cechowała ją dziecięca zmienność nastrojów.
- Chciałam pokazać panu moją powieść!
- Tę, którą czytałaś w poczekalni?
- Nie, to akurat był François le Champi, sam mi to pan podarował. Nie pamięta pan? Opowiadał mi pan, że lubił tę książkę jako nastolatek, ale przez to inni mówili, że ma pan dziewczyński gust. - Ella zrobiła pauzę, po czym wbiła szpilę. - A to czasem nie było "życie prywatne"?
- Zdecydowanie tak. Jestem omylnym terapeutą.
- To znaczy...
- Że mogę się pomylić. Że się mylę. Przykro mi.
Serce Elli zabiło szybciej. Nie tylko chodziła na terapię do najpiękniejszego czarnego na ziemi, ale w dodatku jej terapeuta był najsympatyczniejszym dorosłym, jakiego znała (ex aequo z panią Nozi?re). Nie przerywając rozmowy, Ella sięgnęła do plecaka i wyciągnęła z niego stary zeszyt, w którym pisała powieść. Zaczęła ją w wakacje i miała już napisanych trzydzieści stron.
- Mam mnóstwo pomysłów na ciąg dalszy!
Podała zeszyt Sauveurowi, który przeczytał na stronie tytułowej: "Chłopak Bez Imienia, powieść Elliota Kuypensa".
- Mogę przekartkować?
- To dla pana, zostawiam ją tutaj! Tylko proszę nie zwracać uwagi na błędy! Pewnie trochę przypomina François le Champi... Ale tylko trochę.
Sauveur starał się zachować neutralny wyraz twarzy, choć aż rozpływał się z czułości. Dziewczyna bardzo się przyłożyła do pisania, podzieliła wszystko na rozdziały - dwanaście na raptem trzydziestu stronach.
- Nie mogę tego zatrzymać - powiedział, oddając jej zeszyt.
- Życie prywatne - zdiagnozowała Ella fatalistycznie.
- Nie. Powinnaś dokończyć swoją historię. Dopiero wtedy postanowisz, co z nią dalej zrobić. Stephen King powiedział kiedyś: "Piszcie przy zamkniętych drzwiach, a poprawiajcie tekst przy otwartych". Na razie jesteś na etapie pisania. To twoja tajemnica. Kiedy już skończysz, będziesz potrzebowała czytelników. Mogę być jednym z nich.
Sauveur wychodził ze swojej roli, która dotąd ograniczała się do prowadzenia terapii w gabinecie. Ale Ellę trzeba było jakoś zmotywować na etapie tych pierwszych pisarskich kroków.
- Elliot Kuypens to twój pseudonim artystyczny?
- Tak się nazywam. W środku siebie. W mojej głowie. Po prostu tak się nazywam - powiedziała z zapałem.
- Mhm, mhm.
- I tutaj też chciałabym być Elliotem. Między nami. Czy to możliwe?
Sauveur udał, że nie rozumie, i wyszeptał:
- Jak to?
Policzki Elli znów poczerwieniały, a w oczach pojawiło się zmieszanie. Sauveur nie lubił patrzeć, jak jego pacjentka zmaga się z emocjami, ale zabronił sobie przychodzenia jej z pomocą.
- Tutaj - powtórzyła, dukając. - Tutaj. Czy dałoby się, żeby... Czy mógłby pan mówić do mnie "Elliocie"?
Odmowa byłaby okrucieństwem. Z kolei zgoda - zachętą do zmiany tożsamości płciowej bez wiedzy rodziców.
- Zastanowię się nad tym. Widzimy się znów w poniedziałek o szóstej?
Ella uniosła głowę i głośno wciągnęła powietrze, jakby właśnie wynurzyła się na powierzchnię po długiej chwili pod wodą.
- Tak!
Sauveur towarzyszył nastolatce aż do głównych drzwi, co robił rzadko - zazwyczaj nie odprowadzał swoich pacjentów. Z ręką na klamce powiedział możliwe jak najnaturalniej:
- Do zobaczenia za tydzień, Elliocie.