Psychodietetyka jelitowa - Paulina Szymczak-Iwanicka

-
Proszę czekać

? Copyright by Wydawnictwo Naukowe PWN S.A., Warszawa 2025

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Przedruk i reprodukcja w jakiejkolwiek postaci całości bądź części książki bez pisemnej zgody wydawcy są zabronione.

Autorka i Wydawnictwo dołożyli wszelkich starań, aby wiedza przekazana w tym opracowaniu była zgodna z aktualnymi danymi naukowymi i praktyką w gabinecie dietetyka. Mimo to, ze względu na stan wiedzy, zmiany regulacji prawnych i nieprzerwany napływ nowych wyników badań, Czytelnik musi brać pod uwagę, że wiedza wraz z biegiem czasu może ulec modyfikacjom. Należy pamiętać, że książka nie zastąpi porady dietetyka bądź lekarza.

Recenzenci: Ireneusz Chmiel

Wydawca: Inga Miros

Redaktor prowadzący: Anna Klocek

Redaktor merytoryczny: Beata Bakoń

Korekta: Kamila Recław

Producent: Adam Krajewski

Projekt okładki i stron tytułowych: Magdalena Kocińska O!Studio

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2025 r. (Wydanie I)

Warszawa 2026

PZWL Wydawnictwo Lekarskie

ISBN 978-83-01-24639-6

DOI: https://doi.org/10.53271/2025.091

Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.

ul. G. Daimlera 2

02-460 Warszawa

pwn.pl

Księgarnia wysyłkowa:

tel. 42 680 44 88; infolinia: 801 33 33 88

e-mail: wysylkowa@pzwl.pl

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.: Michał Latusek

Informacje w sprawie współpracy reklamowej: BR.PZWL@pwn.pl

Przedmowa

Psychodietetyka, jak sama nazwa wskazuje, łączy dwie dziedziny nauki - psychologię i dietetykę. Są one bliskie nie tylko mnie, ale tak naprawdę każdemu, bo wszyscy przeżywamy, czujemy, myślimy i jemy. Pełne zdrowie możemy osiągnąć tylko wtedy, gdy podchodzimy do siebie holistycznie. Nie ma zdrowia psychicznego bez fizycznego, ponieważ zdrowie i choroba często zaczynają się właśnie w jelitach. Kiedyś uznałabym to stwierdzenie za absurd. Przez lata wierzyłam, że depresja, lęki i inne problemy emocjonalne to wyłącznie kwestia psychiki - coś, co można przepracować, zrozumieć lub po prostu zignorować. Nie przypuszczałam, że klucz do zdrowia psychicznego może się znajdować w jelitach.

Dopiero gdy moje ciało zaczęło się buntować - wystąpiły przewlekłe zaparcia, bóle brzucha, refluks, a nawet krwawienie z górnego odcinka układu pokarmowego - zrozumiałam, że problem leży głębiej. Po latach zmagań z anoreksją przekonałam się, że proces zdrowienia to nie tylko "nauka jedzenia", lecz także kompleksowa odbudowa organizmu, w tym ekosystemu bakterii zamieszkujących jelita.

Mimo coraz większej wiedzy na ten temat wciąż zbyt rzadko mówi się o tym, jak stan jelit wpływa na funkcjonowanie mózgu, a tym samym na psychikę. Ta książka powstała z potrzeby uświadomienia, jak mocno nasze myśli wpływają na trawienie, a to, co jemy, kształtuje nasze procesy myślowe i emocje. Jest efektem wieloletnich poszukiwań, fascynacji oraz pasji do integracji medycyny, dietetyki i psychologii w jedno, spójne podejście do zdrowia.

Moja droga do tej wiedzy nie była łatwa. Chorując na anoreksję i zmagając się z jej fizycznymi konsekwencjami - przewlekłymi zaparciami, refluksem, krwawieniami z przewodu pokarmowego, hospitalizacjami oraz interwencjami chirurgicznymi - zaczęłam dostrzegać, że kluczowe znaczenie dla zdrowia psychicznego ma kondycja jelit. Dopiero lata później, podczas studiowania dietetyki klinicznej i psychodietetyki, zrozumiałam mechanizmy stojące za tym zjawiskiem. Wtedy też pojęłam, że zaburzenia odżywiania, depresja, lęki czy przewlekłe zmęczenie to nie tylko "problemy z głową". To złożone konsekwencje procesów fizjologicznych, hormonalnych i neurologicznych, w których jelita odgrywają istotną rolę.

Dziś, jako dietetyczka kliniczna i psychodietetyczka, wiem, że zdrowie psychiczne i fizyczne są ze sobą nierozerwalnie związane - jedno nie może istnieć bez drugiego. Wiem też, że zmaganie się z anoreksją to nie tylko kwestia pracy nad psychiką, to także odbudowa zdrowia fizycznego, równowagi hormonalnej i mikrobioty. Dopiero połączenie wymienionych elementów daje szansę na prawdziwe zdrowienie.

Choroba rzadko pojawia się nagle, jak wybuch, który w jednej chwili niszczy wszystko na swojej drodze. Nikt nie budzi się pewnego dnia z myślą, że zacznie głodzić swoje ciało lub postrzegać jedzenie jako wroga. Zdrowienie także nie jest prostym procesem - to powolna praca nad odzyskaniem kontroli, zaufania do siebie i równowagą wewnętrzną.

Oś jelito-mózg - połączenie między układem pokarmowym a centralnym układem nerwowym - stała się dla mnie kluczem do zrozumienia, jak bardzo ciało i psychika są ze sobą powiązane. Mikrobiota jelitowa nie jest jedynie modnym pojęciem, to rzeczywisty, biologiczny mechanizm wpływający na nastrój, poziom lęku, koncentrację, samopoczucie, a nawet sposób podejmowania decyzji. To, co jemy, jak trawimy i jakie bakterie zasiedlają nasze jelita, bezpośrednio wpływa na funkcjonowanie mózgu i zdrowie psychiczne. A jednak wciąż mówi się o tym zbyt mało, zwłaszcza w kontekście leczenia zaburzeń odżywiania, depresji czy stanów lękowych.

Napisałam tę książkę jako kompendium wiedzy dla lekarzy, dietetyków i psychoterapeutów - dla wszystkich, którzy chcą lepiej zrozumieć, jak funkcjonuje oś jelito-mózg i jak można wykorzystać tę wiedzę w terapii zaburzeń psychicznych i odżywiania. To publikacja dla specjalistów pragnących leczyć człowieka holistycznie - nie tylko jego ciało, lecz także umysł.

Nie wystarczy przywrócić masy ciała, aby kogoś uzdrowić.

Psychoterapia nie zakończy się pełnym sukcesem, jeśli pominie się fizjologiczne uwarunkowania, takie jak niedobory składników odżywczych, zaburzenia gospodarki hormonalnej czy stany zapalne.

Nie da się oddzielić zdrowia psychicznego od zdrowia fizycznego.

Zaburzenia odżywiania nie są "wyborem", są konsekwencją wielu czynników: emocjonalnych, neurologicznych, hormonalnych i metabolicznych. To, co jemy, jak funkcjonuje nasz układ pokarmowy i jakie bakterie zamieszkują nasze jelita, ma bezpośredni wpływ na pracę mózgu. A mózg kieruje psychiką - to wszystko jest jedną, nierozerwalną całością.

Wierzę, że ta książka stanie się mostem między nauką a praktyką - między tym, co wiemy o ciele, a tym, co wiemy o psychice. Mam nadzieję, że będzie przewodnikiem dla wszystkich szukających skuteczniejszych metod leczenia i próbujących lepiej zrozumieć, jak bardzo jelita i mózg funkcjonują jako jeden system - system, który trzeba leczyć całościowo.

W tej publikacji znajdziesz zarówno moją historię, jak i naukowe wyjaśnienia dotyczące osi jelitowo-mózgowej, mikrobioty oraz wpływu diety na zdrowie psychiczne. Nie zabraknie tu też praktycznych wskazówek, które pomogą zadbać o zdrowie w sposób holistyczny.

Paulina Szymczak-Iwanicka

Słowo wstępne Ireneusza Chmiela

Z ogromną przyjemnością oddaję się lekturze i refleksji nad książką, która - moim zdaniem - stanie się ważnym głosem w polskiej literaturze dotyczącej zdrowia psychicznego, odżywiania oraz roli mikrobioty jelitowej. Autorka, będąca dziś dietetyczką kliniczną, prezentuje wyjątkowe dzieło - na styku doświadczenia osobistego, rzetelnej wiedzy naukowej oraz praktyki klinicznej.

Psychodietetyka jelitowa to publikacja przede wszystkim mądra, pełna empatii i potrzebna. Autorka z odwagą i autentycznością dzieli się swoją historią zmagań z anoreksją, ukazując, jak trudne relacje z jedzeniem, uwarunkowania rodzinne, lęk i presja mogą prowadzić do poważnych zaburzeń odżywiania. Jej relacja jest niezwykle poruszająca, ale też stanowi istotny punkt wyjścia do dalszych, bardzo kompetentnych analiz mechanizmów psychobiologicznych.

Na kolejnych stronach czytelnik zostaje poprowadzony przez precyzyjnie opisane powiązania między depresją, anoreksją i zaburzeniami lękowymi. Szczególnie cenne jest ukazanie mechanizmu błędnego koła, w którym zaburzenia psychiczne i problemy z odżywianiem wzajemnie się wzmacniają. Autorka nie poprzestaje jednak na diagnostyce problemu - oferuje konkretne, merytorycznie ugruntowane rozwiązania terapeutyczne z zakresu dietoterapii i wsparcia żywieniowego.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje część książki poświęcona osi jelito-mózg, mikrobiocie jelitowej oraz produkcji neuroprzekaźników. Autorka w sposób przystępny, ale naukowo poprawny omawia wpływ diety na funkcjonowanie mózgu, prezentując najnowsze doniesienia dotyczące psychobiotyków, polifenoli, maślanów, kwasów omega-3 czy witamin neuroprotekcyjnych. Te rozdziały z powodzeniem mogłyby zostać wykorzystane jako materiał dydaktyczny dla studentów kierunków medycznych.

Cenny element książki stanowią również tabele, wykresy i ilustracje, które wspierają przyswajanie wiedzy, a jednocześnie nie obciążają nadmiarem danych. Diagnostyka, interwencje dietetyczne, konkretne szczepy bakterii probiotycznych oraz zalecenia suplementacyjne są omówione z dużą dokładnością i klinicznym wyczuciem.

Z perspektywy osoby, która od lat pracuje z pacjentami z depresją, zaburzeniami lękowymi i chorobą afektywną dwubiegunową, a także jako autor pierwszej w Polsce książki poświęconej nutripsychiatrii, z pełnym przekonaniem rekomenduję tę pozycję zarówno specjalistom, jak i pacjentom oraz ich rodzinom. Książka ta może stać się mostem porozumienia między światem nauki a doświadczeniem cierpienia.

Autorka łączy w tej publikacji trzy wyjątkowe kompetencje: wiedzę naukową, praktykę terapeutyczną i własną historię zdrowienia. To właśnie ta unikalna kombinacja sprawia, że Psychodietetyka jelitowa jest książką, która inspiruje, edukuje i daje nadzieję.

Zdecydowanie warto ją przeczytać, podarować i cytować.

Ireneusz Chmiel

dietetyk kliniczny, psychodietetyk,specjalista pracujący z pacjentami z zaburzeniami afektywnymi i lękowymi

Wykaz skrótów

5-HT - serotonina (5-hydroksytryptamina; ang. 5-hydroxytryptamine)

5-HTP - 5-hydroksytryptofan (ang. 5-hydroxytryptophan)

ACT - terapia akceptacji i zaangażowania (ang. acceptance and commitment therapy)

ACTH - hormon adrenokortykotropowy (ang. adrenocorticotropic hormone)

ADHD - zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ang. attention-deficit/hyperactivity disorder)

ALAT (ang. alanine aminotransferase) - aminotransferaza alaninowa

AMG - ciało migdałowate (ang. amygdala)

AN - anoreksja psychiczna (ang. anorexia nervosa)

APA - Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (ang. American Psychiatric Association)

ASD - zaburzenia ze spektrum autyzmu (ang. autism spectrum disorder)

AspAT (ang. aspartate aminotransferase) - aminotransferaza asparaginianowa

ATP - adenozynotrifosforan (ang. adenosine triphosphate)

AUN - autonomiczny układ nerwowy

BCFA - rozgałęzione kwasy tłuszczowe (ang. branched-chain fatty acids)

BDNF - neurotroficzny czynnik pochodzenia mózgowego (ang. brain-derived neurotrophic factor)

BED - zaburzenie z napadami objadania się (ang. binge eating disorder)

BMI - wskaźnik masy ciała (ang. body mass index)

BN - bulimia psychiczna (ang. bulimia nervosa)

CBT - terapia poznawczo-behawioralna (ang. cognitive behavioral therapy)

CC - kora obręczy (ang. cingulate cortex)

CFU - jednostka tworząca kolonię (ang. colony-forming unit)

COMT - gen kodujący enzym katecholo-O-metylotransferazę, wpływający na metabolizm dopaminy (ang. catechol-O-methyltransferase)

CPM - całkowita przemiana materii

CRF - czynnik uwalniający kortykotropinę (ang. corticotropin-releasing factor)

CRP - białko C-reaktywne, marker stanu zapalnego (ang. C-reactive protein)

DBT - terapia dialektyczno-behawioralna (ang. dialectical behavior therapy)

DC - komórki dendrytyczne (ang. dendritic cells)

DHA - kwas dokozaheksaenowy (ang. docosahexaenoic acid)

DNA - kwas deoksyrybonukleinowy (ang. deoxyribonucleic acid)

EC - komórki enterochromafinowe (ang. enterochromaffin cells)

ED - zaburzenie odżywiania (ang. eating disorder)

ENS - jelitowy układ nerwowy (ang. enteric nervous system)

EPA - kwas eikozapentaenowy (ang. eicosapentaenoic acid)

EPS - egzopolisacharydy (ang. exopolysaccharides)

FFA - wolne kwasy tłuszczowe (ang. free fatty acids)

FKBP5 - gen regulujący reakcję na stres oraz funkcjonowanie osi HPA

FODMAP - oligo-, di- i monosacharydy oraz poliole (ang. fermentable oligosaccharides, disaccharides, monosaccharides and polyols)

FOS - fruktooligosacharydy (ang. fructooligosaccharides)

FSH - hormon folikulotropowy (ang. follicle-stimulating hormone)

FT3- trijodotyronina (ang. free triiodothyronine)

FT4 - wolna frakcja tyroksyny (ang. free thyroxine)

FXR - receptor farnezoidu X (ang. farnesoid X receptor)

GABA - kwas ?-aminomasłowy (ang. ?-aminobutric acid)

GALT - tkanka limfatyczna związana z błoną śluzową (ang. gut-associated lymphoid tissue)

GH - hormon wzrostu (ang. growth hormone)

GI - przewód pokarmowy (ang. gastrointestinal)

GLA - kwas ?-linolowy (ang. ?-linolenic acid)

GLP-1 - peptyd glukagonopodobny 1 (ang. glucagon-like peptide 1)

GOS - galaktooligosacharydy (ang. galactooligosaccharides)

HADS - Szpitalna Skala Lęku i Depresji (ang. Hospital Anxiety and Depression Scale)

HSCL-90 - 90-elementowy kwestionariusz do oceny objawów psychicznych (ang. Hopkins Symptom Checklist)

HDAC - deacetylazy histonowe (ang. histone deacetylases)

HIPP - hipokamp (ang. hippocampus)

HPA - oś podwzgórze-przysadka-nadnercza (ang. hypothalamic-pituitary-adrenal axis)

HTR2A - gen kodujący receptor serotoninowy typu 2A

HYP - podwzgórze (ang. hypothalamus)

IBD - nieswoiste zapalenia jelit (ang. inflammatory bowel disease)

IBS - zespół jelita drażliwego (ang. irritable bowel syndrome)

IDF - nierozpuszczalna frakcja błonnika pokarmowego (ang. insoluble dietary fiber)

IDO - 2,3-dioksygenaza indolaminy (ang. indoleamine 2,3-dioxygenase)

IF - post przerywany (ang. intermittent fasting)

IGF-1 - insulinopodobny czynnik wzrostu 1 (ang. insulin-like growth factor 1)

IL-1? - interleukina 1?

IL-6 - interleukina 6 (cytokina prozapalna)

IL-10 - interleukina 10

IMO - izomaltooligosacharydy (ang. isomaltooligosaccharides)

IPP - inhibitory pompy protonowej (ang. proton pump inhibitors)

ISAPP - Międzynarodowe Stowarzyszenie Naukowe ds. Probiotyków i Prebiotyków (International Scientific Association for Probiotics and Prebiotics)

LA - kwas linolowy (ang. linoleic acid)

LAB - bakterie kwasu mlekowego (ang. lactic acid bacteria)

LEP/LEPR - geny kodujące leptynę i jej receptor

LH - hormon luteinizujący (ang. luteinizing hormone)

LPS - lipopolisacharydy (ang. lipopolysaccharides)

MAC - węglowodany dostępne dla mikrobioty (ang. microbiota-accessible carbohydrates)

MAMP - molekularne wzorce związane z mikroorganizmami (ang. microbe-associated molecular patterns)

MCT - triglicerydy o średniej długości łańcucha (ang. medium-chain triglycerides)

MDD - duża depresja jednobiegunowa (ang. major depressive disorder)

MMC - wędrujący kompleks mioelektryczny (ang. migrating myoelectric complex)

NF-?B - czynnik transkrypcyjny związany z odpowiedzią zapalną (ang. nuclear factor kappa-light-chain-enhancer of activated B cells)

NK - komórki NK - "naturalni zabójcy" (ang. natural killer cells)

NLPZ - niesteroidowe leki przeciwzapalne

NMDA - receptor N-metylo-D-asparaginowy (ang. N-methyl-D-aspartate receptor)

NNHPD - kanadyjski urząd ds. produktów zdrowotnych (ang. Natural and Non-prescription Health Products Directorate)

OCD - zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne (ang. obsessive-compulsive disorder)

OUN - ośrodkowy układ nerwowy

PAL - współczynnik aktywności fizycznej (ang. physical activity level)

PFC - kora przedczołowa (ang. prefrontal cortex)

PPM - podstawowa przemiana materii

PSS - skala odczuwanego stresu (ang. Perceived Stress Scale)

PTSD - zespół stresu pourazowego (ang. post-traumatic stress disorder)

PYY - peptyd YY (ang. peptide YY)

SAM - S-adenozylometionina (ang. S-adenosyl methionine)

SCFA - krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe (ang. short-chain fatty acids)

SCN - jądro nadskrzyżowaniowe (ang. suprachiasmatic nucleus)

SHP - sierocy receptor jądrowy (ang. small heterodimer partner)

SIBO - rozrost bakteryjny jelita cienkiego (ang. small intestinal bacterial overgrowth)

SOD - dysmutaza ponadtlenkowa (ang. superoxide dismutase)

SSRI - selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny (ang. selective serotonin reuptake inhibitors)

TDF - całkowita zawartość błonnika pokarmowego (ang. total dietary fiber)

TDO - 2,3-dioksygenaza tryptofanu (ang. tryptophan 2,3-dioxygenase)

TGF-? - transformujący czynnik wzrostu ? (ang. transforming growth factor ?)

TGR5 - receptor sprzężony z białkiem G aktywowany przez kwasy żółciowe (ang. G protein-coupled bile acid receptor)

TLR - receptory toll-podobne (ang. toll-like receptors)

TNF-? - czynnik martwicy nowotworów ? (ang. tumor necrosis factor ?)

Treg - limfocyty T regulatorowe (ang. regulatory T cells)

TSH - hormon tyreotropowy (ang. thyroid-stimulating hormone)

UVB - ultrafiolet typu B (ang. ultraviolet radiation type B)

ZO-1 - białko strefy zamykającej 1 (ang. zonula occludens-1)

1.1 Początki zaburzeń odżywiania

Nadwaga i wizyta u dietetyczki

Moje problemy z masą ciała zaczęły się w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Czy faktycznie były to MOJE problemy? Sama nie jestem pewna... W tamtym czasie lubiłam siebie, swoje ciało i swoje życie. Byłam pogodnym dzieckiem, które czerpało radość z codziennych aktywności. Jednak szkolne bilanse zdrowotne wykazały nadwagę. To właśnie wtedy po raz pierwszy trafiłam do dietetyka - do tej pory pamiętam tę wizytę jako całkowitą porażkę. Dziś, jako dietetyczka kliniczna, wiem, że osoba, która się mną zajmowała, nie powinna pracować z pacjentami, szczególnie tymi w fazie intensywnego rozwoju. Od dziecka nie jadłam mięsa - jego zapach i struktura wywoływały we mnie obrzydzenie. W tamtych czasach takie zachowanie traktowano jednak jak dziecięcy kaprys. Dietetyczka uparcie nalegała, żebym jadła indyka, twierdząc, że bez tego nie urosnę. Mięsa poza rybami nie jem do dziś, a mimo to osiągnęłam 174 cm wzrostu.

W tamtych latach na rynku brakowało zamienników mięsa, więc moja dieta składała się głównie z frytek, sałatek, naleśników, żółtego sera i paluszków rybnych. Z perspektywy czasu mogę ocenić, że byłam zagubiona i pewnie po prostu głodna z powodu diety bogatej w cukry proste i ubogiej w białko. Jadłam więc dużo - jak każde aktywne, beztroskie dziecko, które nie przejmuje się swoją sylwetką. Obcy ludzie kazali mi się odchudzać, nie tłumacząc, dlaczego to takie ważne. Narzucali mi zmiany w diecie bez pytania o zdanie. Do tego dochodziły kolejne, pozornie "zdrowe" ograniczenia - mogłam jeść słodycze tylko raz w tygodniu. Odpowiedź mojego buntowniczego umysłu (jak teraz już wiem, mocno powiązanego z ADHD) była przewidywalna: skoro mam tylko jeden dzień, to zjem jak najwięcej - zazwyczaj był to cały słoik kremu czekoladowego - bo trzeba było najeść się na zapas... W mojej głowie brzmiało to logicznie: "Przecież musi mi wystarczyć na cały tydzień". Jadłospis oparty na znienawidzonym indyku okazał się kompletną porażką. Wskazówki, które miałam stosować, nie działały. Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo te doświadczenia ukształtowały mnie jako dietetyczkę. Dziś wiem, że skuteczna praca z pacjentem wymaga dialogu, szacunku do jego wyborów i wspólnego znajdowania rozwiązań. Nie zmuszam, nie zakazuję, nie narzucam - tłumaczę, wspieram i motywuję.

Żaden z planów dietetycznych nie przyniósł wtedy efektu. Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętam, czy przytyłam, czy schudłam. Wszystkie te wysiłki jedynie pogłębiły we mnie frustrację i poczucie niezrozumienia. Dziś widzę, jak mocno to wpłynęło na moje późniejsze wybory - zarówno te zawodowe, jak i osobiste.

Smak jogurtowej czekolady

Temat diety z czasem zaczął przygasać, ale skutki wcześniejszych rozmów i decyzji wciąż były obecne w moim życiu. Mimo że coraz rzadziej słyszałam o konieczności schudnięcia czy wizytach u dietetyka, nadal spotykałam się z krzywdzącymi komentarzami w domu ze strony ojca. Dla dorastającej dziewczynki relacja z ojcem pełni kluczową funkcję w kształtowaniu emocjonalnego i społecznego rozwoju. Ojciec, jako pierwszy mężczyzna w życiu córki, ma ogromny wpływ na budowanie poczucia własnej wartości, postrzegania ciała oraz relacji z innymi ludźmi. Tym bardziej bolały mnie słowa: "Zawsze, jak cię widzę, siedzisz i jesz". Powtarzane wielokrotnie, wypowiadane tonem rozczarowania lub wyrzutu, brzmiały jak krytyka, której nie potrafiłam zrozumieć. Jeszcze bardziej raniło stwierdzenie: "Jak będziesz taka gruba, nigdy nie znajdziesz chłopaka" - jakby moja wartość sprowadzała się jedynie do liczby na wadze i atrakcyjności dla innych.

Uroczystości rodzinne, które powinny być chwilą wspólnego spędzania czasu, często zamieniały się w momenty pełne niechcianych komentarzy. Gdy wybierałam ziemniaki zamiast mięsa, którego nigdy nie lubiłam, zdarzało się, że ktoś rzucał: "Dobrze wygląda, jak nie zje, to jej nie zaszkodzi". Było to wypowiadane z uśmiechem, ale ja czułam w tym coś więcej - drwinę, brak zrozumienia. Te słowa zostawały ze mną na długo. Każdy taki komentarz był jak mała drzazga - niewielka, pozornie niegroźna, ale głęboko wbijająca się w moją psychikę. Z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście jest ze mną coś nie tak. Może nie widziałam tego, co widzą inni? Te komentarze wracały do mnie jak echo, szczególnie wtedy, gdy czułam się samotna lub zestresowana. Słowa "zawsze jesz" czy "jak będziesz gruba..." stawały się mantrą, której nie potrafiłam się pozbyć. Poczucie winy rosło z każdym kolejnym posiłkiem, nawet tym najmniejszym.

Dzisiaj wiem, jak ogromny wpływ miały te pozornie błahe uwagi. Każdy komentarz dokładał kolejną cegiełkę do mojego przekonania, że nie spełniam oczekiwań - ani swoich, ani innych. Właśnie wtedy zaczęłam postrzegać swoje ciało jako wroga, coś, nad czym muszę mieć pełną kontrolę. Nie chodziło o zdrowie czy troskę o siebie - liczyło się tylko to, by dopasować się do norm, których sama nie rozumiałam. Zamiast akceptacji było coraz więcej wstydu i przekonania, że muszę się zmienić, by zasłużyć na uznanie.

Pamiętam do dziś smak jogurtowej czekolady - słodki, kremowy, przynoszący chwilową ulgę. Jadłam ją w pośpiechu, z nerwowym lękiem, że tata może mnie przyłapać. Nie pamiętam całego momentu jedzenia - tylko pierwszy gryz i gorączkowe ukrywanie papierków. To była mieszanka ulgi, strachu i wstydu. Każdy kęs przynosił chwilowe ukojenie, ale jednocześnie przypominał, że robię coś, co musi zostać ukryte. Z czasem potajemne podjadanie stało się dla mnie rytuałem. W tych momentach byłam sama ze swoimi myślami i intensywnymi emocjami, których nie potrafiłam nazwać. Nie rozumiałam wtedy, dlaczego jedzenie mnie przyciągało. Stało się czymś więcej niż posiłkiem - było moim sekretem, moim małym buntem, a jednocześnie formą ucieczki od napięcia, które czułam w domu. Nie widziałam jeszcze w tym nic niepokojącego. Wydawało mi się, że każdy ma swoje małe słabości.

Dzisiaj, patrząc na tamten czas z perspektywy dietetyka i osoby, która przepracowała te doświadczenia, wiem, że to był początek zaburzeń odżywiania. To właśnie wtedy jedzenie zaczęło odgrywać w moim życiu niewłaściwą rolę. Nie było już tylko źródłem energii - stało się ucieczką, pocieszeniem i karą jednocześnie. Każdy kęs był próbą odnalezienia spokoju w świecie, który wydawał się chaotyczny i nieprzewidywalny.

Kryło się w tym coś głęboko samotnego, ale jednocześnie znajomego. Nikt tego nie zauważył - ani moi rodzice, ani ja sama. Te pozornie niewinne chwile tworzyły fundament czegoś znacznie większego. Potajemne jedzenie stawało się coraz bardziej regularne, a emocje, które mu towarzyszyły, coraz silniejsze. Tylko jedzenie przynosiło mi ulgę, ale jednocześnie powodowało narastającą frustrację i poczucie winy. Dlaczego musiałam ukrywać te chwile? Dlaczego każda najmniejsza przyjemność musiała być podszyta strachem i wstydem? Z czasem te pytania zaczęły mnie dręczyć, ale odpowiedzi nie przychodziły.

Wówczas jeszcze tego nie rozumiałam. A właśnie wtedy zaczęła się historia, która miała mnie pochłonąć na długie lata.

Dziś wiem, że tamte momenty były pierwszym sygnałem czegoś znacznie poważniejszego. Jedzenie, które powinno być czymś naturalnym i dającym siłę, zaczęło rządzić moim życiem. Zamiast dostarczać energii, stało się pułapką, a ja przez lata nie potrafiłam się z niej uwolnić.

Głodówka

Po kilku latach nieskutecznych diet, które na sobie testowałam, i okresach objadania się czekoladą, przeszłam w zupełną skrajność - niemal całkowicie przestałam jeść. Czarę goryczy przelała kumulacja kilku ważnych wydarzeń...

Bardzo przeżyłam pogrzeb mojej prababci. Z pozoru nie byłyśmy ze sobą szczególnie blisko, ale dla mnie to była pierwsza śmierć w rodzinie. Pierwszy pogrzeb, pierwsze łzy mojej babci, z którą łączy mnie silna więź. Jako dziecko nie potrafiłam zrozumieć, że czyjaś mama może po prostu umrzeć. W tamtej chwili wyobraziłam sobie, że to ja jestem na miejscu babci - że to moja mama mogłaby odejść. Gardło zacisnęło mi się tak mocno, że nie byłam w stanie przełknąć nawet śliny. Nie pamiętam, czy płakałam. Pewnie nikomu nie mówiłam, jak bardzo było mi trudno, bo wszyscy wokół zdawali się sobie radzić, więc ja też musiałam. Pierwszy raz dotarło do mnie, że kiedy ktoś umiera, to znika - na zawsze. Mój mózg nie potrafił tego pojąć.

Drugim ciosem w tamtym trudnym okresie była informacja o rozwodzie rodziców. Z perspektywy czasu widzę, że nie martwiłam się o siebie. Najbardziej przejmowałam się młodszym bratem. Jak sobie poradzimy? Jak mama da radę sama, skoro ktoś musi zarabiać? Dokładnie pamiętam rozmowę, którą przeprowadzili z nami rodzice. A potem, jeszcze tego samego dnia, mama zabrała nas do nowego mieszkania. Wiem, że chciała nam pokazać, że nad wszystkim panuje, że wszystko jest już zorganizowane, że będziemy bezpieczni. Ale w mojej głowie pojawiło się pytanie: "Dlaczego nie powiedzieli nam wcześniej? Przecież skoro jest mieszkanie, to musieli planować to od dawna". W głowie świdrowała mi myśl: "Rozmowa o rozwodzie i nowe mieszkanie - to wszystko jest ze sobą połączone". Był to moment, w którym po raz pierwszy poczułam, jak bardzo rzeczywistość może się zmienić w jednej chwili. Choć sam rozwód nie był dla mnie aż tak bolesnym wydarzeniem - rodzice zadbali, by wszystko było poukładane - to zmiana, jaka zaszła w moim życiu, była ogromna. Nowe ściany, nowe otoczenie, nowy podział codzienności.

Wówczas też zaczęło się moje dojrzewanie. Miałam 13 lat, rozpoczęłam naukę w gimnazjum. Nowa szkoła, nowe znajomości. Bardzo chciałam, żeby mnie lubiano. Chciałam pasować do innych. Nie pamiętam wielu komentarzy dotyczących mojego wyglądu, ale kilka padło. I to wystarczyło. Do tego doszły słowa taty, które gdzieś głęboko w mojej głowie wciąż odbijały się echem: "Jak będziesz taka gruba, nigdy nie znajdziesz chłopaka". Próbowałam różnych diet - żadna nie działała. W końcu wydało mi się to oczywiste: "Jeśli nie czuję głodu, to znaczy, że nie muszę jeść".

Ciężko mi przypomnieć sobie dokładnie, jak to wyglądało na początku. W szkole jadłam pizzerinkę i piłam wodę cytrynową, w domu pewnie coś jeszcze. Moje ćwiczenia sprowadzały się do brzuszków. Kupiłam pas wyszczuplający, używałam kremów na cellulit, ale to też nic w moich oczach nie dawało. W końcu zaczęłam obsesyjnie robić brzuszki - nie dlatego, że lubiłam ćwiczyć, ale dlatego, że nienawidziłam swojego brzucha. Złość, frustracja i wszystko, co działo się w moim życiu, sprawiły, że zaciśnięcie w żołądku i przełyku stało się niemal stałe. Przez długi czas potrafiłam zjeść w ciągu dnia tylko jedno jabłko i wafel ryżowy. Mamie mówiłam, że jadłam, że nie jestem głodna - i nie miała powodu, by mi nie wierzyć. Wiedziała, że chcę schudnąć. Miałam nadwagę, więc wydawało jej się to nawet zdrowe. Nie wiedziała jednak, że kiedy pytała, czy jadłam, moja odpowiedź "tak" oznaczała jeden wafel ryżowy. Nie miałam pojęcia, że robię coś złego. W Internecie znalazłam mnóstwo diet 1000 kcal, diet kapuścianych i innych "cudownych sposobów na odchudzanie". Założyłam, że skoro innym 1000 kcal wystarcza, to zapewne mi też nie potrzeba więcej. 1000 kcal stało się moim maksimum. Zaczęłam nienawidzić swojego brzucha, ramion i łydek. Moim celem była przerwa między udami, choć nie pamiętam, bym miała do nich taką obsesję jak do reszty ciała. Nie umiałam liczyć kalorii, nie rozumiałam, po co to robić. Ale wymyśliłam zasadę: "Nie będę jeść niczego, co ma więcej niż 100 kcal na 100 g". Było to proste i "skuteczne" - eliminowało coraz więcej produktów. Najłatwiejszym sposobem unikania jedzenia było mówienie, że czegoś nie lubię. Przecież jeśli ma się nadwagę i czegoś nie je, to nikomu nie przychodzi do głowy, że to problem.

Mama miała mnóstwo obowiązków - pracowała, zajmowała się domem, dwójką dzieci. Widziała mnie codziennie, więc nie zauważała zmian. Od lutego do maja zeszłam z 86-88 kg do 50 kg. Pojechałam na zieloną szkołę. Po powrocie zobaczyłam przerażenie w oczach mamy. Wtedy zdała sobie sprawę, że dzieje się coś złego. Moja masa ciała nie była jeszcze na poziomie zagrażającym życiu, ale było już za późno na racjonalne rozmowy. Nie ukrywałam jedzenia, po prostu mówiłam "nie" - i żadna siła nie mogła mnie zmusić do przełknięcia czegokolwiek. Zaczęłam coś jeść, ale w szkole spędzałam całe dnie, więc oszukiwałam - mówiłam, że zjem, a nie jadłam. W końcu jedynymi posiłkami, które rzeczywiście spożywałam, były śniadanie i kolacja. Dla rosnącego organizmu to stanowczo za mało. Masa ciała nadal spadała, a mama coraz bardziej się martwiła. Zagrożeniem, jak teraz wiem, były wizyty u taty - nawet po zjedzeniu jednego paluszka rybnego słyszałam: "Jak nie jesteś głodna, to nie ma co się przejadać", a potem ruszaliśmy na przejażdżkę rowerową.

W wakacje, gdy przestałam zakrywać ciało, mama zobaczyła, jak naprawdę wyglądam. Przerażona, zabrała mnie do kardiologa. Moje tętno wynosiło 33... Dostałam pilne skierowanie do szpitala. Wtedy nawet mnie to ucieszyło - miałam przecież sprawdzian z polskiego.