Stój!
Ostatnia kłótnia była przełomową chwilą. Oboje straciliśmy nad sobą kontrolę i panowanie. Wiedziałem, że to już koniec naszego związku. Poszło jak zwykle o głupotę. Beata obraziła się nie wiem o co i nie chciała ze mną rozmawiać. Przez dłuższą chwilę próbowałem ją uspokoić, ale mnie ignorowała. Nie wytrzymałem i zacząłem wyrzucać z siebie wszystkie żale. Mówiłem jej o tym, że często traktuje mnie jak kolegę, o tym że jakby mnie kochała, to nie robiła by awantury o byle co. Wściekła się i wyszło na to, że to wszystko moja wina, że nie spełniam jej oczekiwań.
Rzuciła się na mnie i podrapała mi twarz. Oddałem jej z liścia. Straciłem panowanie nad sobą, ale po prostu miałem tego dość. Nie wiem co we mnie wstąpiło.
- Jak mogłeś?! - wykrzyczała.
- Przepraszam. Ja już mam po prostu dość tego.
- A ja mam dość ciebie. Wynoś się stąd! To już koniec!
Zabrałem swoją torbę z podłogi i ze łzami w oczach wybiegłem z jej domu. Miałem tego już serdecznie dość! To był już koniec, tylko wszystko było dla mnie trudne. Naprawdę ją kochałem i to tak mocno, że nie dostrzegałem jej kłamstw i obojętności. Jako prawdziwy romantyk, miłość widziałem zupełnie inaczej, ale cóż... Miłość nie jest taka jak w tych cholernych filmach.
Szedłem przed siebie bez celu. Nie czułem wtedy nic. Jedyna myśl była taka: NIE CHCĘ JUŻ ŻYĆ!
Poszedłem w odludne miejsce za starą fabryką, gdzie było pełno drzew. Żadnej żywej duszy. Sięgnąłem do torby po moje leki na uspokojenie i depresję. To była chwila. Pełen złych emocji wziąłem garść tabletek i popiłem kilkoma łykami wody. Czy planowałem samobójstwo? Nie wiem. Depresja zrobiła swoje, a i wydarzenia sprzed chwili dołożyły swoje. Może chciałem się po prostu uspokoić, a może chciałem zakończyć cierpienie.
Wyciągnąłem z kieszeni telefon i próbowałem zadzwonić do Beaty. Odrzucała moje połączenia, więc napisałem SMS-a:
Chciałem się tylko pożegnać. Właśnie wziąłem garść tabletek i zamierzam ze sobą skończyć. Pamiętaj, że do końca cię kochałem.
Wysłałem i nie czekając na odpowiedz ruszałem przed siebie. Szedłem polną drogą bez celu. Nie chciałem się zabić. Chciałem tylko zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Żeby ktokolwiek dostrzegł moje cierpienie. Nawet rodzice byli obojętni w stosunku do mojej depresji. Bez wsparcia nie miałem szans na wyzdrowienie.
Idąc tak do przodu usłyszałem, że za mną coś jedzie. Zignorowałem to.
- Proszę się zatrzymać! - powiedział ktoś za mną.
Zerknąłem przez ramię. To policjant w samochodzie. Obok niego siedziała moja mama.
- Nie. - powiedziałem i szedłem dalej.
Policjant zatrzymał samochód i zaczął mnie gonić. Nie zamierzałem uciekać, a ten rzucił się na mnie z kajdankami i próbował mnie skuć.