Psia Dolina - w krainie psijaciół
W samym sercu wielkiego lasu, przepełnionego szumem drzew i śpiewem ptaków, leżała Psia Dolina. Dolina była pełna ścieżek wijących się między wysokimi sosnami, łąk pachnących dzikimi kwiatami i małych strumyków, które skrzyły się w promieniach słońca. W tym wyjątkowym miejscu wiele psów znalazło swój dom, tworząc wspólnotę zwaną sforą. Dzięki niej Psia Dolina tętniła życiem. Psiaki były tu przeszczęśliwe - biegały, tropiły i bawiły się razem. Każdego poranka, gdy nad łąkami unosiła się jeszcze mgła, Psia Dolina budziła się do życia - ożywała odgłosami radosnego szczekania i tupotu łap na miękkiej ziemi. Psy ze sfory rozpoczynały nowy dzień i wyruszały ku nowej przygodzie.
Fado, Filo, Koko, Luna, Lupo, Tobi i jeszcze kilka innych psów tworzyło zgraną paczkę psijaciół. Zawsze razem, zarówno w codziennych psich obowiązkach, jak i w chwilach beztroski i przyjemności. Wiedli dobre życie, bo mieli siebie - i to było najważniejsze.
Na tle mieszkańców Psiej Doliny dwójka z nich - Koko i Fado - szczególnie się wyróżniała.
Kilkuletnia suczka Koko, spokojna i serdeczna, a przy tym wesoła, była dobrym duchem tego miejsca. Miała niezwykły dar - potrafiła słuchać jak nikt inny. Nic dziwnego, w końcu jej wielkie, opadające uszy zdawały się stworzone do tego, by chwytać każde słowo. Zawsze gotowa podać pomocną łapę[1] - pocieszyć, wesprzeć, rozjaśnić dzień każdemu, kto tego potrzebował. Do tego jej pyszczek często miał wyraz tak ujmujący, że od razu chciało się ją przytulić. To był ten rodzaj uroku, który sprawiał, że nawet najtwardszy pies w Psiej Dolinie miękł na jej widok i nie mógł się powstrzymać od merdania ogonem. Koko miała też spore doświadczenie życiowe, więc inne psy często zwracały się do niej po radę.
Natomiast Fado był psim młodzieńcem, którego nazywano też "młodym wilczkiem". Nie tylko z powodu charakterystycznego wyglądu, lecz także dlatego, że bywał nieco zadziorny. Często brał na siebie rolę obrońcy sfory i rozwiązywał problemy na własną łapę[2]. Inne psy postrzegały go jako dzielnego i nieustraszonego, choć czasem zbyt wyszczekanego[3]. Fado był też prawdziwym wulkanem energii i nigdy nie brakowało mu ochoty na zabawę. Uwielbiał biegać po lesie, gonić wiewiórki, bawić się patykami, tarzać się w trawie i wskakiwać w kałuże. Lubił też delikatnie podgryzać inne psiaki, zaczepiając je i zachęcając do psich harców. Jego entuzjazm był zaraźliwy - wystarczyło, że zaszczekał: "Hau! Hau! Hau! Bawić bym się chciał!", a inne psy raz-dwa przyłączały się do psot i psikusów.
Choć Koko i Fado bardzo się różnili, łączyła ich wyjątkowa więź - byli najlepszymi psijaciółmi. Żadne z nich nie przypuszczało, że wkrótce czeka ich przygoda, która wystawi na próbę moc ich przyjaźni...