Psie serce - Michaił Bułhakow

Kup ebooka

44.99 zł
32.43 zł (31,98 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Auuuu. Spójrzcie na mnie, przecież umieram. Zamieć wyje dla mnie w bramie modlitwę za konających, a ja wyję razem z nią. Przepadłem, przepadłem. Łajdak w brudnej białej czapie - kucharz ze stołówki racjonalnego żywienia pracowników Centralnej Rady Gospodarki Narodowej - chlusnął wrzątkiem i oparzył mi lewy bok. Co za kanalia, a podobno proletariusz. O Boże mój, jak boli! Przeżarło wrzątkiem do kości. Wyję teraz i wyję, ale czy to wycie coś pomoże?

No i co ja mu takiego zrobiłem? Czy Rada Gospodarki Narodowej zbiednieje, jeżeli pogrzebię w jej śmietniku? Zachłanne bydlę! Proszę kiedyś spojrzeć na jego pysk - szerszy niż dłuższy. Złodziej z mordą jak patelnia. Och, ludzie, ludzie. W południe ugościł mnie wrzątkiem, a teraz już się zmierzcha, będzie pewnie około czwartej, sądząc po zapachu cebuli z komendy straży ogniowej na Preczystience. Strażacy, jak powszechnie wiadomo, na kolację jadają kaszę. To wyjątkowe świństwo - prawie jak grzyby. Nawiasem mówiąc, znajome psy z Preczystienki opowiadały, jakoby na Nieglinnym w restauracji "Bar" jada się dyżurne żarcie - grzyby plus sos pikantny za trzy ruble siedemdziesiąt pięć kopiejek porcja. Potrawa dla amatora, równie dobrze można lizać kalosze... Uuuu...

Bok piecze nie do wytrzymania, dalszy ciąg mojej kariery życiowej widzę najzupełniej wyraźnie: jutro pojawią się rany i pytanie, czym też je będę leczyć? Latem poleciałbym na Sokolniki, rośnie tam takie specjalne, bardzo dobre ziele, w dodatku można się nażreć bezpłatnie końcówek od kiełbasy, wylizać zatłuszczone papiery, które wyrzucają obywatele. I gdyby nie jakaś wydra, która na łące pod księżycem śpiewa "Boska Aido..." tak, że aż serce zamiera, byłoby naprawdę wspaniale. Ale zimą dokąd mam iść? Dostawałeś kopniaki w tyłek? Dostawałeś. A cegłą po żebrach? A jakże. Dostałem już za swoje. Wszystkiego doświadczyłem, pogodziłem się z losem i jeśli teraz rozpaczam, to wyłącznie z przyczyny fizycznego bólu i zimna, ponieważ duch mój nie osłabł jeszcze do końca... Żywotny jest duch sobaczy.

Ale za to ciało moje udręczone, poranione, pastwili się nad nim ludzie zupełnie wystarczająco. A najgorsze, że kiedy chlusnął na mnie, wrzątek dostał się pod sierść, a to znaczy, że nic już nie chroni lewego boku. Z łatwością mogę się nabawić, powiedzmy, zapalenia płuc, a z zapaleniem płuc, to, proszę obywateli, po prostu zdechnę z głodu. Z zapaleniem płuc należy leżeć na frontowej klatce pod schodami, a kto wtedy zamiast mnie, samotnego, obłożnie chorego psa będzie biegał po śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia? Choroba zaatakuje płuco, zacznę pełzać, osłabnę i wówczas byle hycel zatłucze mnie kijem na śmierć. A dozorcy z blachami na piersiach złapią moje zwłoki za nogi i rzucą na furmankę...

Ze wszystkich proletariuszy dozorcy są najpaskudniejsi. Wyrzutki społeczeństwa, najniższa kategoria ludzkości. Kucharze jeszcze zdarzają się rozmaici. Na przykład nieboszczyk Włas z Preczystienki. Niezliczonym uratował życie. Ponieważ w czasie choroby najważniejsze jest, żeby dorwać coś do żarcia. No więc, zdarzało się, jak opowiadają stare psy, rzuci czasem Włas kość, a na kości jeszcze i pół ćwiartki mięsa. Niechaj mu ziemia lekką będzie za to, że to był naprawdę nie byle kto, nadworny kucharz hrabiów Tołstojów, a nie Rady Racjonalnego Żywienia. Co oni wyprawiają w tym Racjonalnym Żywieniu, to się po prostu w psiej głowie nie mieści. Przecież ci dranie na cuchnącym solonym mięsie gotują kapuśniak, a stołownicy, biedactwa, o niczym nie mają pojęcia. Przybiegają, jedzą, chłepczą.

Niektóre maszynistki otrzymują według dziewiątej grupy uposażenie cztery i pół czerwońca, no, co prawda, jeszcze kochanek podaruje czasem fildepersowe pończochy. Ale jakie poniżenie trzeba wycierpieć za te fildepersy. Przecież nie żeby tak normalnym sposobem, tylko przymusza do francuskiej miłości. S...syny ci Francuzi, mówiąc między nami. Chociaż jadają bogato i zawsze z czerwonym winem. Tak... Przybiegnie taka maszynistka do stołówki, przecież za cztery i pół czerwońca do "Baru" nie pójdzie. Jej nawet na kinematograf nie wystarcza, a kinematograf to dla kobiety jedyna pociecha w życiu. Wzdraga się, krzywi się, ale zjada... Pomyśleć tylko, płaci czterdzieści kopiejek za obiad z dwóch dań, a te obydwa dania nawet i tego niewarte, bo pozostałe dwadzieścia pięć ukradł kierownik. A czy w ogóle powinna się tak odżywiać? Ma zajęty wierzchołek prawego płuca i kobiecą chorobę na francuskim tle, w pracy potrącili z pensji, w stołówce nakarmili cuchnącym mięsem, o, to właśnie ona biegnie, to ona... Wbiega do bramy w pończochach od kochanka. Nogi marzną, brzuch podwiewa, dlatego że dziewczyna sierść ma na sobie mniej więcej taką jak moja i majtki nosi leciutkie, koronkowe, aby nic. To dla kochanka: niechby spróbowała włożyć flanelowe, ten zaraz zacznie wrzeszczeć: "Aleś ty nieelegancka! Obrzydła mi moja Matriona, namordowałem się z flanelowymi majtkami, aż się doczekałem, nadeszły moje czasy. Jestem przewodniczącym i ile bym nakradł, wszystko wydam na kobiece ciało, na szyjki rakowe, na Abrau-Durso. Dosyć się nagłodowałem w młodości, zupełnie mi wystarczy, a życie pozagrobowe nie istnieje".

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki