Był szary, jesienny dzień, a w Psiej Chatce panowała wielka nuda. Czarna Mamba i wielki bernardyn Dżambo nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Jakby tego było mało, Kasia z mamą wybierały się na zakupy, więc zwierzaki miały zostać same. Cała gromadka - psy i kot Gacek - odprowadziła je pod same drzwi. Przebierali łapkami z nadzieją, że panie wrócą z nowymi smakołykami. Dżambo spojrzał na Kasię i zaczął popiskiwać:
- Przynieście nam coś dobrego! Najlepiej moje ulubione paszteciki.
- Nie płacz, piesku, niedługo wrócimy. - Kasia pogłaskała go po głowie.
Dżambo jednak nie odpuszczał.
- Pasz-tet, kup mi pasz-tet! - szczekał coraz głośniej.
Dziewczynka uśmiechnęła się szeroko. Znała swoje psy jak nikt inny i domyśliła się, o czym marzy kudłaty olbrzym.
- Nie martwcie się! Przyniesiemy wam coś dobrego.
Na te słowa Mamba i Gacuś też zaczęli kręcić się radośnie między nogami Kasi i jej mamy. Wszyscy w Psiej Chatce byli przecież strasznymi łasuchami!
Podczas gdy Pańcia ostrożnie prowadziła samochód, zamyślona Kasia patrzyła przez okno na jesienne drzewa i mokre liście. Nagle krzyknęła i wskazała na pobocze:
- Mamo, patrz! Ktoś zgubił futrzaną czapkę!
Pańcia zwolniła, a wtedy "czapka" nagle się poruszyła! OJEJ! Zaczęła szybko uciekać prosto do rowu przy drodze.
- To wcale nie jest czapka! - zawołała mama.
Zatrzymała auto, wysiadła i weszła w mokrą trawę. Z rowu delikatnie podniosła małą, drżącą kuleczkę. Okazało się, że to kudłaty piesek rasy york. Maleństwo cichutko popiskiwało, jakby prosiło o pomoc.
- Zabieramy go - szepnęła Pańcia i otworzyła drzwi samochodu. - Tutaj, przy drodze, nie jest bezpieczny.
JEŚLI ZOBACZYSZ PIESKA BŁĄKAJĄCEGO SIĘ PRZY DRODZE, OD RAZU POWIEDZ O TYM RODZICOM LUB OPIEKUNOM. NA ULICY JEST NIEBEZPIECZNIE, A DOR OSŁY BĘDZIE WIEDZIAŁ, CO ZROBIĆ. PAMIĘTAJ, ABY NIGDY NIE PODCHODZIĆ DO OBCYCH ZWIERZĄT SAMODZIELNIE.
Dalsza część w wersji pełnej