Psia chata - Ewa Letachowicz
Kup ebooka
30.00 zł
24.00 zł
(14,90 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
Rozdział I
Tajemniczy dom
Nazywam się Lungo. Właściwie to imię oficjalne, bo wszyscy nazywają mnie Lunek lub Lunuś. I jestem psem. Psem niezwykłym. Z pewnością nie z powodu pochodzenia, bo stanowię owoc krótkiego, ale miłosnego związku mojej mamy - owczarka niemieckiego - z bliżej mi nieznanym ojcem. A może to tato był owczarkiem? Pewnie nigdy się tego nie dowiem...
Ale po kolei. Najpierw trzeba się przedstawić. W psim języku oznacza to obsikać różne miejsca, żeby intruzi wiedzieli, że tu byłem. W naszym przypadku to jest niemożliwe, więc powiem parę słów o sobie.
Moja Pani mi powtarza, że jestem ślicznym pieskiem, ale jak tu uwierzyć kobiecie, kiedy nikt inny nie zachwyca się moją urodą! Nasze stado nie bardzo rozumie, o co jej chodzi. Pewnie wyglądam zwyczajnie. No wiecie - cztery łapy, ogon, no, łeb z uszami i coś jeszcze pod kopułką. Mieszkam z Państwem już sześć lat, ale nie tu się urodziłem. To stara historia i może kiedyś Wam ją opowiem.
Jak już wspomniałem, nie jestem jedynym futrzakiem w naszym domu. Mam jeszcze dwóch kumpli. Jeden to Gucio, niestety jest nieco nerwowy, co - biorąc pod uwagę jego przeżycia - wydaje się całkowicie uzasadnione. Jest z nas najstarszy. No tak, ale zabawy z nim nie ma żadnej! Na szczęście jest jeszcze Pako. Ma gęstą, długą, białą sierść, na której przynosi z ogrodu i lasu liście, patyczki oraz wszystko inne, co się jej uczepiło. Jest łatwobrudzący i trzeba go często prać. Dziwne ma imię prawda? Moi Państwo takie wymyślili, żeby pasowało do jego hawańskiego pochodzenia. Nie wiem, co ma Pako do Hawany, ale tak już zostało. Pako to młodziak. Nie skończył nawet roku i w głowie ma tylko figle, spanie i jedzenie. Właśnie w tej kolejności. Od czasu do czasu pozwalam mu się ze sobą bawić, mimo że jest wzrostu odpasionego kota.
Ale, ale, właśnie - koty! Jest ich pięć! Uwierzycie?! Pięć kotów, które mieszkają z porządnym psem! Muszę jednak przyznać, że one były tutaj wcześniej niż ja i nie wypadało kręcić nosem na towarzystwo. Dla jasności je przedstawię: najstarsza i najmniejsza jest Lusia - kotka norweska leśna. Jej dwie córki to Astra i Arwena (wszyscy mówią na nie Astesia i Wenia). Wenia ma dwójkę dzieci: Cekina, który jest tylko trochę mniejszy od Pakusia, a może nawet nie, i drugie - owoc miłości szalonej, dla której arystokratka, nie czekając na księcia, pewnej majowej nocy wyskoczyła przez okno z pierwszego piętra. Miłość, chociaż burzliwa, trwała krótko, a jej materialnym następstwem było sześć tłuściutkich, w połowie rasowych kociaków! O tatusiu sześcioraczków wiemy tylko tyle, że musiał być rudy, co potwierdzała kolorystyka futerek maluchów. Wszystkie, z wyjątkiem najmniejszej Daisy, w odpowiednim czasie szczęśliwie wyprowadziły się do nowych domów. Wspomniana Daisy tak omotała Państwa, że została z nami na stałe.
Z tego, co słyszałem, Cekin też został z nami przez przypadek albo dobrze przemyślany podstęp. Jako maluszek spadł z antresoli na podłogę. Było sporo zamieszania. Przyjechała pani doktor i, o dziwo, stwierdziła, że nic się mu nie stało. Po tym wydarzeniu Cekin jako poszkodowany dołączył do domowego stada. Koty norweskie różnią się od innych kotów. Mają długą i gęstą sierść, długie puszyste ogony, a na uszkach pędzelki. Są dużo większe od domowych kotów, no i znacznie cięższe. Jest z nimi sporo kłopotów, bo trzeba je często szczotkować.
No to przedstawiłem wszystkich moich współlokatorów, bo trudno za takich uznać rybki w akwarium albo w oczku, choć i te mają swoje imiona.
Rozdział II
Mieszkańcy
Pora opowiedzieć coś więcej o naszym stadzie. Przedstawiłem Wam zwierzaki, ale są przecież jeszcze ludzie - niezbędni w naszym życiu. Sami sobie nie przygotujemy jedzonka, nie wyszczotkujemy sierści, a co najważniejsze, nikt jak oni nas nie poprzytula, wymizia, powie, że jesteśmy najpiękniejszymi, najmądrzejszymi futrzakami na świecie! To ostatnie jest tak samo ważne jak jedzenie. A może nawet ważniejsze. Nazywa się miłość i działa w obie strony.
W świecie zwierząt szefa stada nazywa się samcem alfa, chociaż nie rozumiem dlaczego. No więc przewodnikiem stada jest Pan (Tato, Dziadek). Mówi nam, co robić, ale my na ogół go nie słuchamy. Druga w kolejce jest Pani i według mnie jest ona niezwykle ważna! Codziennie napełnia wszystkie miski, rozdziela smakołyki, głaszcze, mówi miłe rzeczy. Od czasu do czasu podnosi głos, zazwyczaj na Szczeniaka, który zapomina, że wyrósł z pieluch i robi kompromitującą kałużę w kuchni! Aha, zapomniałem dodać, że na Panią mówią Ewa.
Chyba muszę to powiedzieć. Pani i Pan nigdy, przenigdy nas nie uderzyli! Słyszałem od innych psów, że takie rzeczy się zdarzają, mimo że trudno w to uwierzyć... Pani i Pan mają dwa szczeniaki, ale takie podrośnięte. Rzadko nas odwiedzają, więc się nie liczą. Mają nawet swoje dzieci, które ładnie się wabią! Janek z Zosią się z nami przyjaźnią. Mama tych maluchów też nas lubi. Zawsze się wita i nigdy nie krzyczy. Mieszkają z nimi dwa strachliwe koty. Myślę, że na mój widok od razu by wskoczyły na drzewo - nie to co nasze kociska! Niestety, brakuje im psa. Jaś ma wielkie serducho i na pewno zmieściłby się tam jakiś porządny lokator z ogonem. Za to ten drugi szczeniak Państwa ma psa Piega. Mieszkają razem bardzo daleko, w jakiejś tam Warszawie. Pieg opowiada, że w tej Warszawie nie ma ogródka i że nam to dobrze. On na spacer musi zjeżdżać windą (to taka skrzynka, która wozi psy z ludźmi w górę i w dół, jakby nie mieli łap). Na dodatek musi chodzić na smyczy! A czasami nosić kaganiec! KAGANIEC zwany NAMORDNIKIEM! Smycz znam, bo kiedy idziemy na spacer, Pani przyczepia ją do obroży i mocno mnie trzyma, żebym nie mógł powiedzieć temu kundlowi za płotem, co o nim myślę! A że jestem bardzo silny, a Pani mała, to tak naprawdę ja wyprowadzam ją na spacer, a ona dynda na końcu smyczy i tak idziemy. Pies i Pani. Pies i Pani. Krok za krokiem. Łapa w łapę. Wracając do tematu rodziny, trzeba powiedzieć, że mieliśmy szczęście. Nie zawsze nasze psie losy były radosne...