Rozdział 1
Geniusz u psów?
Wiele twarzy geniuszu
Czy naprawdę mogę poważnie traktować tytuł, jaki nadałem tej książce? Większość psów potrafi niewiele więcej, niż siadać i warować, trudność sprawia im nawet chodzenie na smyczy, lwia część z radością ugasi pragnienie w muszli klozetowej, a wiewiórka znikająca na drzewie powoduje, że w konsternacji raz po raz okrążają pień. To nie brzmi jak profil klasycznego geniusza. Nici z sonetów Shakespeare'a, lotów kosmicznych czy internetu - gdybym ograniczył się do typowej definicji geniuszu, byłaby to bardzo krótka książeczka.
Mówię jak najbardziej serio, a setki eksperymentów i najnowszych badań zdają się popierać mój punkt widzenia. Dzieje się tak, ponieważ w kognitywistyce myślimy o inteligencji zwierząt nieco inaczej. Kiedy ją oceniamy, pierwszą rzeczą, na którą zwracamy uwagę, jest to, jak skutecznie zdołały one przetrwać i rozmnożyć się w jak największej ilości środowisk. U niektórych gatunków - takich jak karaluchy - powodzenie ma w ogóle niewiele wspólnego z inteligencją: wystarczy, że są po prostu bardzo wytrzymałymi, świetnymi reproduktorami.
U innych zwierząt jednakże przetrwanie wymaga nieco więcej intelektu, do tego - intelektu bardzo konkretnego typu. Pierwszy z brzegu przykład: umiejętność układania sonetów nie na wiele ci się przyda, jeśli jesteś ptakiem dodo - to nie tego typu inteligencji ci potrzeba, żebyś mógł przeżyć (w przypadku dodo zabrakło zdolności do przyswojenia sposobów unikania nowych drapieżników, takich jak głodni marynarze).
Jeśli to właśnie stanie się naszym punktem wyjścia, będziemy musieli stwierdzić, że ssakami, które odniosły największy sukces poza nami, są najprawdopodobniej psy. Rozprzestrzeniły się po wszystkich zakątkach świata, wliczając w to nasze domy (a niejednokrotnie również nasze łóżka). Podczas gdy w związku z działalnością człowieka liczba przedstawicieli większości gatunków ssaków maleje, psów jest więcej niż kiedykolwiek w historii planety. W świecie uprzemysłowionym ludzie coraz rzadziej decydują się na dzieci, jednocześnie zapewniając coraz bardziej sybaryckie życie rosnącej populacji domowych pupili. Mnożą się także tworzone dla nich miejsca pracy. Psy towarzyszące asystują osobom fizycznie lub umysłowo niepełnosprawnym, psy wojskowe odnajdują materiały wybuchowe, psy policyjne stróżują, psy pracujące w urzędach celnych wykrywają nielegalnie importowane dobra, te odszukujące odchody w służbie ochrony przyrody pomagają ocenić wielkość populacji i śledzić drogi przemieszczania się zagrożonych gatunków zwierząt, inne potrafią wywęszyć pluskwy (i problem w hotelach) czy nowotwory (czerniaki, a nawet raka jelita), obecność kolejnych przyspiesza powrót do zdrowia i podnosi na duchu przebywających w szpitalach i domach spokojnej starości. Fascynuje mnie rodzaj inteligencji, który pozwolił psom na osiągnięcie takiego sukcesu. Czymkolwiek jest - to musi być ich geniusz.
Czym jest geniusz?
Większość z nas w którymś momencie życia musiała przejść test, którego wyniki decydowały o tym, jak dalej będziemy się uczyć czy do jakiej szkoły pójdziemy. Pierwszy wystandaryzowany test inteligencji Alfreda Bineta pojawił się na początku dwudziestego wieku i miał na celu wskazanie tych francuskich uczniów, którzy w toku edukacji powinni zostać otoczeni szczególną uwagą i uzyskać dodatkową pomoc. Zaproponowany przez niego zestaw zadań wyewoluował w Skalę Inteligencji Stanford-Binet, znaną jako test IQ[1].
Testy IQ są źródłem bardzo wąskiej definicji geniuszu. Jak pewnie pamiętacie, takie sprawdziany, podobnie jak wszelkiego rodzaju testy maturalne czy testy kompetencji językowych, koncentrują się wokół podstawowych umiejętności: czytania, pisania, zdolności analitycznych. Przeprowadza się je, ponieważ bazując na średniej, są w stanie przewidzieć sukcesy osiągane w nauce. Nie da się jednak za ich pomocą w pełni określić możliwości każdej osoby. Nie wyjaśniają fenomenu Teda Turnera, Ralpha Laurena, Billa Gatesa czy Marka Zuckerberga, którzy rzucili studia i stali się miliarderami[2].
Weźmy Steve'a Jobsa. Jeden z jego biografów stwierdził: "Czy był bystry? Nie, niespecjalnie. Ale był geniuszem"[3]. Jobs rzucił studia, pojechał do Indii odnaleźć swoje ja, a w pewnym momencie w 1985 roku, kiedy wyniki sprzedaży spadły, zmuszono go nawet do odejścia z Apple'a, firmy, której był współzałożycielem. Niemal nikt nie wróżył mu powodzenia, które stało się jego udziałem przed śmiercią. Think different stało się sloganem międzynarodowego monolitu, w którym pod jego przewodnictwem sztuka i technologia zlały się w jedno. Jobs mógł być przeciętny i nie wyróżniać się niczym na wielu polach, ale jego wizja i umiejętność myślenia w nieszablonowy sposób sprawiały, że był geniuszem.
W podejściu kognitywnym chodzi właśnie o docenianie różnych rodzajów inteligencji. Geniusz oznacza, że ktoś wybitnie uzdolniony pod pewnymi względami pod innymi może plasować się na średniej lub nawet poniżej średniej. Temple Grandin z Uniwersytetu Stanowego w Kolorado choruje na autyzm, ale zarazem jest autorką wielu książek, w tym Zwierzęta czynią nas ludźmi, i zrobiła dla dobra zwierząt więcej niż ktokolwiek inny. Choć Grandin ma trudności z odczytywaniem ludzkich emocji i sygnałów społecznych, dzięki swojemu wyjątkowemu zrozumieniu naszych braci mniejszych przyczyniła się do zniwelowania stresu milionów zwierząt hodowlanych[4].
Rewolucja kognitywna zmieniła sposób, w jaki myślimy o inteligencji. Zaczęła się w dekadzie, w której swój początek zdają się brać wszystkie rewolucje społeczne: w latach sześćdziesiątych[5]. Gwałtowny rozwój technologii informatycznych pozwolił naukowcom inaczej spojrzeć na mózg i na to, jak radzi on sobie z problemami: zamiast być kieliszkiem wina w różnym stopniu napełnionym inteligencją, zaczął przypominać komputer, którego części współgrają ze sobą. Wejścia USB, klawiatury i modemy dostarczają nowych informacji ze środowiska zewnętrznego, procesor przetrawia i przekształca je w najbardziej użyteczny format, podczas gdy dysk twardy przechowuje te ważniejsze na później. Neuronaukowcy zdali sobie sprawę, że - tak jak w przypadku komputera - wiele obszarów mózgu wyspecjalizowało się w rozwiązywaniu różnych typów zadań.
Neuronauka i informatyka obnażyły głębokie niedostatki idei jednowymiarowego oceniania inteligencji: ludzie o wyjątkowo wyczulonych systemach postrzegania mogą zostać wybitnymi sportowcami lub artystami, osoby z mniej rozwiniętym układem emocjonalnym mogą sprawdzić się jako piloci bojowi lub w innych zawodach wysokiego ryzyka, zaś te obdarzone niezwykłą pamięcią będą świetnymi lekarzami. To samo zjawisko obserwuje się w przypadku zaburzeń umysłowych: istnieją niezliczone, niekoniecznie zależne od siebie funkcje poznawcze[6].
Jedną z najlepiej zbadanych jest pamięć. Często myślimy o geniuszach jako o ludziach z olbrzymią łatwością zapamiętujących fakty i liczby, jako że właśnie tacy zdobywają najwięcej punktów w testach inteligencji. Jednak tak samo jak istnieją różne rodzaje inteligencji, istnieją również różne rodzaje pamięci: pamięć topograficzna, do twarzy, wydarzeń, rzeczy, które stały się niedawno, lub tych, które miały miejsce wiele lat temu - tę listę można by rozwijać w nieskończoność. Jeśli możesz pochwalić się doskonałą pamięcią jednego typu, nie znaczy to automatycznie, że w pozostałych jesteś równie dobry[7].
Dla przykładu: kobieta znana jako AJ (dla ochrony jej prywatności) posiadała niezwykłą pamięć autobiograficzną - była w stanie przypomnieć sobie, kiedy i gdzie wydarzyło się niemal wszystko w jej życiu. Gdy przeprowadzający eksperyment podawali jej różne daty, z nieprawdopodobną precyzją wymieniała związane z nimi ważne osobiste przeżycia i publiczne zdarzenia, zawężając je nawet do konkretnej pory dnia[8]. Jej zdolności ograniczały się jednak jedynie do tego jednego aspektu: nie była zdolną studentką i miała kłopoty z uczeniem się na pamięć.
Podczas innego badania naukowcy odkryli, że u londyńskich taksówkarzy występuje nietypowe zagęszczenie neuronów w obszarze mózgu zwanym hipokampem, związanym z poruszaniem się w przestrzeni, co oznaczało większą zdolność przechowywania informacji i szybsze ich przetwarzanie - dzięki temu taksówkarze mogą wykazać się niezwykłymi umiejętnościami w rozwiązywaniu nowych problemów przestrzennych, wymagających nawigacji między danymi punktami orientacyjnymi[9].
Standardowe testy IQ nie są w stanie zmierzyć tego, co sprawia, że AJ i taksówkarze zasługują na miano geniuszy - ich wyspecjalizowanych, niesłychanych pamięci.
W kulturze masowej o uwagę współzawodniczy wiele definicji inteligencji - ta, którą się kierowałem we wszystkich swoich badaniach i którą stosuję na kartach tej książki, jest bardzo prosta. Istnieją dwa kryteria psiego - w ogóle zwierzęcego, w tym ludzkiego - geniuszu:
1. Pewna umiejętność poznawcza wyróżniająca zwierzę na tle innych przedstawicieli albo swojego, albo pokrewnych gatunków.
2. Zdolność spontanicznego wyciągania wniosków.
Zwierzęcy geniusz - nie tylko pieśni i tańce
Rybitwy popielate są uzdolnionymi nawigatorami. Każdego roku przelatują z Arktyki na Antarktydę i z powrotem - w ciągu pięciu lat pokonują dystans wystarczający, żeby dostać się na Księżyc[10]. Orki w przemyślny sposób współpracują ze sobą, by złapać zdobycz: z bąbelków powietrza tworzą ogromne ściany, między którymi więżą ławice ryb, co zapewnia im znacznie bardziej suty posiłek, niż gdyby polowały osobno[11]. Pszczoły miodne wykształciły taniec, który umożliwia im przekazanie innym pszczołom informacji na temat położenia pełnych nektaru kwiatów - umiejętność wyżycia z tańca niewątpliwie świadczy o specyficznym talencie[12].
Geniusz jest zawsze relatywny. Pewne osoby są uważane za geniuszy, ponieważ lepiej niż inni radzą sobie z jakiegoś typu problemami. U zwierząt zwykle bardziej niż to, co potrafią poszczególne osobniki, interesuje nas, do czego zdolny jest gatunek jako całość.
Chociaż nie potrafią mówić, dając im do rozwiązania łamigłówki, jesteśmy w stanie wskazać ich swoisty dar: nie muszą nam odpowiadać, wystarczy, że dokonają wyboru. Te wybory ujawniają ich zdolności poznawcze. Stawiając różne gatunki przed tym samym zadaniem, możemy zidentyfikować różne rodzaje zwierzęcego geniuszu[13].
Ponieważ każdy ptak w porównaniu z dżdżownicą wydaje się geniuszem nawigacji, zestawia się ze sobą gatunki blisko spokrewnione: jeśli jeden z nich posiada szczególną cechę, której jego bliski krewny nie wykazuje, możemy nie tylko zidentyfikować jego talent, ale także, co bardziej interesujące, zadać pytanie, dlaczego i w jaki sposób w ogóle się pojawił.
Pamięć przestrzenna orzechówki popielatej na przykład pozwoliłaby jej z łatwością konkurować z najlepszymi taksówkarzami. Te ptaki, żyjące na dużych wysokościach geograficznych na zachodnich rubieżach Stanów Zjednoczonych, latem ukrywają na swoich terytoriach zebrane nasiona: każdy osobnik nawet do stu tysięcy. Zimą wydobywają schowane dziewięć miesięcy wcześniej ziarna, nawet jeśli pokrywa je śnieg[14].
W porównaniu z innymi krukowatymi orzechówki są mistrzyniami w znajdywaniu jedzenia: ciężkie zimy sprawiły, że stały się geniuszami pamięci przestrzennej, choć nie w każdej grze pamięciowej są w stanie pokonać swoich krewnych[15].
Modrowronki kalifornijskie również należą do rodziny krukowatych i także często chowają pożywienie. W odróżnieniu jednak od żyjących samotniczo orzechówek, które rzadko kradną pokarm, modrowronki uczyniły z grabieży sposób na życie - podglądają, jak inne ptaki ukrywają jedzenie, po czym wracają w to samo miejsce i je zabierają. Kiedy poddano testom ich umiejętność zapamiętywania miejsca, w którym inne ptaki umieściły nasiona, biły na głowę orzechówki[16], które w takiej sytuacji okazywały się całkowicie bezradne[17]. Konkurencja przekształciła modrowronki w geniuszy pamięci społecznej. (Ptaki te nie tylko podbierają ziarna, bronią się także przed wścibskimi spojrzeniami. Kiedy chowają pokarm, starają się być same: jeśli podczas tej czynności obserwuje je inny ptak, przylatują później, żeby przenieść pożywienie w nowe miejsce; specjalnie wybierają nawet bardziej zaciemnione punkty, żeby nikt ich nie podglądał[18]).
Stawiając te dwa blisko spokrewnione gatunki przed różnymi rodzajami zadań pamięciowych, naukowcy byli w stanie rozróżnić typ talentu swoisty dla każdego z nich, zaś obserwując problemy, z jakimi spotykają się w swoim naturalnym środowisku, zrozumieli także, dlaczego ich zdolności się różnią.
Niemniej jednak, tak jak w przypadku ludzi, sam fakt, że jakiś gatunek wyróżnia się czymś w jakimś obszarze, nie oznacza jeszcze, że jego przedstawiciele będą geniuszami także na innych polach. Pewne gatunki na przykład imponują swoją zdolnością współpracy. Niektóre agresywne gatunki mrówek potrafią budować żywe mosty, umożliwiając innym przejście przez wodę po ich grzbietach[19]. Inne mrówki toczą wojny, by chronić robotnice i królowe, są też takie, które biorą swoich pobratymców "w niewolę" lub hodują owadzie "zwierzątka domowe".
Z drugiej strony mrówki mają jedną poważną słabość: są mało elastyczne. Większość z nich jest zaprogramowana tak, żeby podążać śladem zapachowym zostawionym przez inne mrówki idące przed nimi. W lasach tropikalnych można napotkać "mrówcze młyny": setki tysięcy owadów krążą po idealnym okręgu przypominającym pełzającą czarną dziurę. Widziano mrówcze młyny o średnicy nawet 3,5 kilometra, w których jedno okrążenie zajmowało owadom 2,5 godziny. Młyny te nazywane są również mrówczymi spiralami śmierci, ponieważ niejednokrotnie mrówki bezmyślnie maszerują jedna za drugą w zacieśniających się pierścieniach, po czym w końcu padają z wycieńczenia - aż do śmierci lojalnie śledzą feromony poprzedzających je towarzyszek.
Tu dochodzimy do drugiej definicji geniuszu - zdolności do wyciągania wniosków. Sherlock Holmes był geniuszem, ponieważ nawet jeśli rozwiązanie zagadki nie było wyraźnie widoczne, potrafił je znaleźć na podstawie serii dedukcji.
Ludzie wnioskują nieustannie. Wyobraźmy sobie zbliżanie się do skrzyżowania: kiedy widzimy, że wjeżdżają na nie auta z drogi poprzecznej, wiemy, że mamy czerwone światło, nawet jeśli nie widzimy sygnalizatora.
Natura jest znacznie mniej przewidywalna niż ruch uliczny. Zwierzęta muszą sobie radzić z różnego typu niespodziankami. Zwykle podążanie śladem zapachowym bardzo się mrówkom sprawdza, ale kiedy ścieżka feromonów się zapętla, nie posiadają wystarczających zdolności umysłowych, żeby zdać sobie sprawę, że wiedzie je donikąd.
Kiedy zwierzę napotyka jakiś problem w środowisku naturalnym, nie zawsze ma wystarczająco dużo czasu, żeby stopniowo dochodzić do jego rozwiązania metodą prób i błędów. Każdy błąd może okazać się kwestią życia i śmierci[20]. Stąd u zwierząt szybkie wyciąganie wniosków: chociaż nie widzą właściwego wyjścia z sytuacji, mogą wyobrazić sobie różne możliwości i dokonać wyboru spomiędzy nich. To wyrabia elastyczność, umiejętność pokonywania różnych wariantów przeszkód, na które wcześniej się natrafiło, czy nawet spontanicznego radzenia sobie z zupełnie nowymi trudnościami[21].
Yoyo jest szympansicą żyjącą w Ngamba Island Chimpanzee Sanctuary w Ugandzie. Pewnego dnia obserwowała, jak przeprowadzający eksperyment włożył fistaszek do długiej przezroczystej tuby. Orzeszek podskoczył, kiedy odbił się od dna. Palce Yoyo były za krótkie, żeby go dosięgnąć, nie miała też w pobliżu żadnego patyka, który mogłaby wykorzystać jako narzędzie, a sama rurka została przytwierdzona na stałe, tak że nie dało się jej odwrócić do góry nogami. Niezrażona Yoyo wyciągnęła wnioski. Napełniła usta wodą z kranu i wypluła ją do tuby: fistaszek podpłynął do góry i szympansica mogła z radością go pochłonąć. Yoyo zdała sobie sprawę, że może sprawić, że orzeszek wypłynie, pomimo tego, że kiedy myślała nad rozwiązaniem, nigdzie wokół nie widziała wody[22]. W naturze zdolność do tego typu rozumowania mogłaby wyznaczać granicę między dobrym posiłkiem a głodem.
John Pilley, emerytowany profesor psychologii, przygarnął sukę border collie. Nazwał ją Chaser. Miała osiem tygodni i była typową przedstawicielką swojej rasy - uwielbiała biegać i zaganiać, miała świetną koncentrację wzrokową, niespożytą energię i nieustannie dopominała się pieszczot i uznania. Pilley czytał wcześniej o badaniach Juliane Kaminsky nad innym border collie, Rico, znającym przynajmniej dwieście słów po niemiecku, i zastanawiał się, czy istnieje limit wyrazów, które pies może przyswoić: być może w miarę jak Chaser będzie się uczyła określeń nowych przedmiotów, starsze będą stopniowo blakły w jej pamięci.
Chaser uczyła się nazw jednej lub dwóch zabawek dziennie. Pilley, zwany Popem, trzymał daną rzecz i mówił: "Chaser, to jest... Pop chowa, a Chaser znajduje...". Nie motywował przy tym psa jedzeniem - nagrodą za wskazanie właściwej zabawki były jedynie pochwały, przytulenie i zabawa.
W ciągu trzech lat Chaser nauczyła się nazw ponad 800 pluszaków, 116 piłek, 26 frisbee i ponad 100 plastikowych przedmiotów - w sumie opanowała ponad 1100 określeń. Obiekty się nie powtarzały: różniły się pod względem wielkości, wagi, faktury, kształtu i materiału, z którego zostały zrobione. Codziennie ją sprawdzano, a dodatkowo raz w miesiącu była poddawana ślepej próbie: żeby upewnić się, że nie "oszukuje", wykorzystując czyjeś wskazówki, przynosiła rzeczy z innego pomieszczenia, znajdującego się poza zasięgiem wzroku Pilleya i jej treserów.
Nawet po tym, jak Chaser nauczyła się ponad tysiąca słów, nie zaobserwowano spadku tempa, w jakim przyswajała kolejne. Jeszcze większe wrażenie robił fakt, że poznane przedmioty dzieliła w swoim umyśle na rozmaite kategorie. Chociaż różniły się między sobą kształtem i rozmiarem, Chaser bez jakiegokolwiek szkolenia była w stanie natychmiast rozpoznać, co było jej zabawką, a co nie-zabawką[23].
Szerzej omówimy te badania w rozdziale 6, na razie wystarczy nam stwierdzenie, że Rico i Chaser wydawały się uczyć wyrazów w podobny sposób jak ludzkie dzieci. Dedukowały, że nowe słowo musi odnosić się do nowej zabawki - nie oznaczało żadnej ze znanych, gdyż te miały już swoje określenia, zatem mogło wskazywać jedynie na nienazwaną.
Proces wyciągania wniosków jest kluczowy dla zrozumienia, jak psy myślą. Podczas jednej z zabaw-eksperymentów pokazywano psom dwa kubki. W jednym z nich znajdowała się zabawka, którą miały odnaleźć. Kiedy badacz pokazywał pusty kubek, niektóre psy spontanicznie wysnuwały wniosek, że zabawka musi znajdować się w drugim[24]. W odpowiednich warunkach wiele psów jest w stanie przeprowadzać tego typu rozumowanie.
Szukając więc geniuszu u zwierząt, po pierwsze porównujemy ze sobą różne gatunki: wyzwania, jakie stawia przed nimi środowisko naturalne, często prowadzą do rozwoju różnych typów talentu - są takie, które tańczą, niektóre znają się na nawigacji, kolejne wymyśliły sposób na nawiązanie stosunków dyplomatycznych z przedstawicielami innych gatunków. Po drugie sprawdzamy, czy wykazują się elastycznością przy rozwiązywaniu problemów, wyciągając właściwe wnioski: w niektórych przypadkach samorzutnie rozwiązują problemy, z którymi nigdy wcześniej nie miały do czynienia.
Geniusz u psów - przełom
Do niedawna nauka nie brała kwestii psiego geniuszu zbyt poważnie. Zdolność do uczenia się nowych słów u psów podobnych do Chaser czy Rico mogła zostać opisana już w 1928 roku - wtedy to C.J. Warden i L.H. Warner donosili o owczarku niemieckim zwanym Fellow[25], ówcześnie niemalże gwieździe filmowej (jego najbardziej pamiętną rolą było uratowanie dziecka przed utonięciem w Przewodniku stada).
Podobnie jak w przypadku Rico, którego pan skontaktował się z moją koleżanką Juliane Kaminski, właściciel Fellowa - który wychowywał go niemal od urodzenia i mówił do niego jak do dziecka - zwrócił się do naukowców, twierdząc, że jego pies nauczył się blisko czterystu słów, które "rozumie tak, jak w tych samych okolicznościach rozumiałby je ludzki malec".
Warden i Warner pojechali, by przyjrzeć się psu. Jego właściciel wydawał mu polecenia z łazienki, co miało wykluczyć jakiekolwiek nieświadome udzielanie dodatkowych wskazówek. Udowodniono, że Fellow znał przynajmniej sześćdziesiąt osiem komend (z których część przydawała się psiej gwieździe filmowej), takich jak "daj głos", "stań blisko tamtej pani", "przejdź się wokół pokoju". Inne, jak "idź do drugiego pokoju i przynieś moje rękawiczki", robiły większe wrażenie.
Ostatecznie naukowcy stwierdzili, że chociaż zdolności Fellowa nie ocierają się nawet o umiejętności dziecka, potrzeba więcej badań, żeby zrozumieć ten typ inteligencji u psów. Niestety, ich nawoływanie pozostało bez odpowiedzi aż do chwili, kiedy Juliane Kaminski zaczęła pracować z Rico w 2004 roku.
W międzyczasie (przez siedemdziesiąt pięć lat!) psy głównie ignorowano[26]. Kiedy w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku badacze zaczęli pochylać się nad poznaniem u zwierząt, bardziej interesowali ich nasi naczelni krewni. Koniec końców ich entuzjazm przeniósł się również na inne zwierzęta, od delfinów po kruki, psy jednak pozostawały poza nawiasem, ponieważ były udomowione. Udomowione zwierzęta traktowano jako sztuczny wytwór ludzkiej hodowli, zaś domestykacja jako proces miała przytępiać ich inteligencję: traciły umiejętności i spryt konieczne do przetrwania w naturalnym środowisku. Między 1950 a 1995 rokiem zrealizowano jedynie dwa badania mające ocenić psią inteligencję: wyniki obydwu wskazywały, że psy niczym się nie wyróżniają.
Wtedy, w 1995 roku, w garażu moich rodziców przeprowadziłem własny eksperyment i zacząłem coś nowego[27]. Odkryłem, że udomowienie nie tylko nie sprawiło, iż nasi najwierniejsi towarzysze stali się głupsi, ale przeciwnie - dzięki naszym relacjom zyskali niezwykły rodzaj inteligencji. Niemal równocześnie po drugiej stronie świata Ádám Miklósi niezależnie doszedł do tych samych wniosków na podstawie podobnych badań[28].
Nasze prace wywołały eksplozję w dziedzinie psiego poznania[29]. Naraz przedstawiciele najróżniejszych dyscyplin zdali sobie sprawę z tego, co przez cały czas leżało tuż przed naszym nosem - psy są jednym z najważniejszych gatunków, które możemy badać: nie dlatego, że w porównaniu ze swoimi dzikimi kuzynami stały się łagodne i posłuszne naszej woli, ale ponieważ były wystarczająco sprytne, żeby porzucić zimno, wejść do środka i stać się częścią rodziny.
Geneza naszego niewiarygodnego związku z psami jest być może największą z zagadek biologii. Psy - od dingo w Australii po basenji w Afryce - pojawiają się w każdej ludzkiej kulturze na każdym kontynencie od tysięcy lat. Nasze nowo zdobyte zrozumienie psiego geniuszu przyniosło odpowiedzi na niektóre z wielkich pytań dotyczących naszych najlepszych przyjaciół. Jak, gdzie i kiedy po raz pierwszy nawiązaliśmy relacje? Co to mówi o początkach naszego własnego gatunku? I - co równie ważne - co to oznacza dla twoich stosunków z twoim własnym psem?
Pierwszy raz w historii możemy mieć nadzieję na odnalezienie odpowiedzi na te pytania. Żeby zacząć naszą podróż i zrozumieć, jak to się stało, że w ogóle nawiązaliśmy kontakt, musimy przenieść się o miliony lat wstecz, do czasów na długo przed pojawieniem się psów. Do czasów, kiedy nawet człowiek i wilk jeszcze się nie spotkali.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki