Rozdział 3
Nike
Kiedy ten wielki siłacz na moich oczach przeobraził się w jeszcze ogromniejszego wilka i skoczył na prawie równie ogromną kobrę, moje myśli powiedziały mi jedno: uciekaj gdzie pieprz rośnie.
Złapałam jednak za pistolet, który specjalnie dla mnie upuścił i zaczęłam czołgać się do mamy.
- Mamo? - zapytałam, klękając obok niej.
Nie odpowiedziała i moje oczy wypełniły łzy - była wstrętna, wredna... ale przecież ją kochałam.
Kiedy usłyszałam skowyt, spojrzałam na walczące zwierzęta... ludzi-zwierzęta. Cholera. Zwierzołaki?
Zobaczyłam, jak wąż wbija zęby w bok wilka, a ten w odpowiedzi zdołał złapać go za tułów, niemal go rozrywając.
W końcu pojawiła się i trzecia postać - spadł na nich ogromny sokół. Przeraziłam się, że tamten jednak pomoże wężowi... lecz pomógł Wilkowi.
Kiedy wąż padł martwy, sokół przeobraził się w trzeciego z facetów, jednak mój obrońca pozostał w zwierzęcej formie, trzęsąc się na łapach.
- Tate, do cholery - sokół kucnął przy jego boku, oglądając ranę. - Do diabła wpuścił truciznę.
Truciznę? - pomyślałam przerażona. - Przecież kobry były strasznie jadowite!
Ledwo o tym pomyślałam, a wilk cicho zaskomlał i łapy po prostu się pod nim ugięły, nie mogąc go już utrzymać.
Poderwałam się i podbiegłam do nich.
- Co z nim? - sokół spojrzał na mnie w taki sposób, jakby o mnie zapomniał.
Jednak wilk widać nie, by warknął delikatnie - jego towarzysz spojrzał na niego w taki sposób, jakby go zrozumiał.
- Musisz odejść - powiedział do mnie w końcu.
- Chyba sobie żartujesz - powiedziałam i po prostu przebiegłem obok, by stanąć naprzeciw wilka.
Ten z wyraźnym trudem trzymał otwarte oczy - jego pysk był wykrzywiony, lekko pokazując zęby. Było widać, że potwornie cierpi. Podeszłam trochę bliżej, chcąc mu jakoś pomóc, lecz ten uniósł wtedy łeb warcząc groźnie.
- Dziewczyno, jeszcze chwilę i on przestanie się kontrolować - powiedział ostro sokół. - Jeśli ci życie miłe, odejdź stąd.
Wilk pisnął ponownie, miotając z bólu łbem na boki, a ja nie wiedziałam dlaczego. Nie wiedziałam, dlaczego jego cierpienie tak bardzo mnie bolało, dlaczego łzy wypełniły moje oczy tak silnie, iż poleciały mocno po policzkach.
- Proszę ratuj go - powiedziałam przez łzy.
- To nie twoja... - sokół zamarł, kiedy zobaczył, że płaczę.
Wilk spojrzał na mnie oczami pełnymi bólu, a ja popłakałam się jeszcze bardziej.
- Proszę... Proszę... - padłam na kolana, zasłaniając oczy.- Nie zniosę tego!
Usłyszałam delikatny pisk.
- Tate...
Kiedy tak płakałam, podszedł do mnie sokół i dotknął moje ramię. Gdy na niego spojrzałam poprosił:
- Usiądź koło niego.
Pomógł mi wstać, a ja po chwili usiadłam naprzeciw leżącego wilka. Widziałam jak się trzęsie, jednak otworzył wielki pysk i usłyszałam w głowie głos mojego obrońcy:
- Nie płacz.
- Nie mogę - wyznała od razu, nie panując nad łzami.
- Nawet mnie nie znasz - zauważył spokojnie, mim iż ból płynął od niego falami.
- Ale osłoniłeś mnie... - powiedziałam. - Uratowałeś... Nie chcę być umierał! - wyrzuciłam z siebie z bólem.
- W końcu każdego to czeka. Ja żyłem dość długo. - Mimo jego spokoju usłyszałam kolejny pisk.
Nim jego pysk opadł, złapałam go za niego i przytuliłam do siebie, od razu wyczuwając iż zamarł.
- Nie boisz się mnie? - ledwo zdołał to powiedzieć.
Pokręciłam głową.
- Jesteś... jedyną, która to kiedykolwiek wyznała.
Poczułam jak odsuwa ostrożnie głowę i po chwili delikatnie zlizał łzy z mojego policzka.
- Żegnaj, mała wojow... - nim wypowiedział do końca ostatnie słowo zawył, a jego ciało zalśniło tak mocnym światłem, że widziałam je nawet przez zamknięte powieki. Ból przez nie wrył się w moją głowę i nim się zorientowałam straciłam przytomność.
Rozdział 5
Nike
Kiedy poczułam, jak mnie obejmuje, zesztywniałam.
- Nie płacz - poprosił ponownie spokojnym głosem.
Jednak jego objęcie... czułam, że jest spięty. Jakby był niepewny tego, co robi. Jednakże... po raz pierwszy poczułam się tak w czyimś uścisku.
Bezpiecznie.
Nim się zorientowałam, co w ogóle robię, mój ciało zadziałało same - wtuliłam twarz w jego silne ramię, a dłońmi złapałam go za dół jego czarnej, mocno opinającej ciało koszulki.
Nigdy wcześniej nikt mnie tak nie tulił. Był... bardzo ciepły. Silny... Ta siła wyciszyła mnie - miałam wrażenie, że przy nim nikt nigdy mnie już nie skrzywdzi. Nie mogąc się oprzeć tym uczuciom, wcisnęłam twarz w jego szyję, by po prostu go przytulić.
Kiedy to zrobiłam wyraźnie zamarł, lecz po chwili rozluźnił się i poczułam zaskoczona, jak jego dłonie zsuwają się powoli po moich bokach, aż do bioder i łapią je mocno. Nie mogłam nic poradzić na falę gorąca, która objęła moje ciało.
Usłyszałam, jak delikatnie bierze głęboki oddech.
- I co ja mam zrobić? - usłyszałam jego cichy, wyraźnie chrapliwy głos.
Nie wiedziałam, o co mu chodzi, jednak odsunęłam delikatnie głowę, chcąc coś powiedzieć. Milczałam jednak, bo ujrzałam na jego szyi - zaraz nad pięknym tatuażem - dość wyraźną bliznę mającą kształt ukąszenia węża.
- Co ty masz na szyi? - zapytałam zduszonym głosem, na co zaczął:
- To ta...
- Czy to zęby po tamtym? - przerwałam mu i dotknęłam opuszkami palców miejsce ugryzienia. - Mój Boże, masz od tego blizny.
Poczułam, jak skóra pod moimi palcami na moment się napina, lecz zaraz wyraźnie stała się luźniejsza. Spojrzał na mnie - i dopiero się zorientowałam, jak blisko jesteśmy... że go dotykam w takim miejscu.
- Przepraszam - powiedziałam, od razu spuszczając wzrok. - Nie powinnam była.
- Nie powinnaś - przyznał, a ja zawstydzona chciałam zabrać rękę.
Złapał ją jednak i spojrzałam na niego zaskoczona.
- Jednak nie powiedziałem, że mi to przeszkadza - zauważył i położył ją z powrotem na swoim karku.
Nie sądziłam, że tak się zachowa - nie wiedziałam co robić.
Wtedy poczułam zaskoczona, jak z powrotem kładzie dłoń na moim biodrze.
- A czy tobie to przeszkadza? - zapytał cicho, a ja - trochę zawstydzona, znów spuściłam wzrok, wyznając jednak:
- Nie.
Czułam, że patrzy na mnie badawczo.
- Dlaczego na mnie nie spojrzysz? - zapytał w końcu, a ja zaczęłam się zastanawiać, jak mam mu powiedzieć, że mimo swoich trzydziestu lat, w życiu nie byłam tak blisko faceta i nie mam pojęcia, jak się zachować? Na dodatek... Boże jakiego faceta! W życiu nie sądziłam, że kiedykolwiek będzie mnie trzymać w ramionach tak niesamowity mężczyzna. O takim to się śni po nocach - kobiety takie jak ja mogą Tylko to robić, bo tacy nawet nie zaszczycają nas spojrzeniem.
Kiedy ja prowadziłam swój wewnętrzny monolog, nagle poczułam, jak on się spina.
- Już cię puszczam.
- A chcesz tego? - wymsknęło mi się w panice, bo wcale tego nie chciałam i od razu zaczerwieniłam się ze wstydu. - Przepraszam. Gadam głupoty.
O dziwo poczułam, jak się trochę rozluźnia.
- Boisz się mnie? - zapytał bardzo spokojnie, jednak czułam, jak - w porównaniu do reszty ciała - mięśnie jego karku napinają się mocno, czyniąc je twardymi niczym stal.
- Nie - odparłam, lecz wtedy poprosił:
- Więc na mnie spójrz.
Zrobiłam to i napotkałam jego piękne, złote oczy. Patrzyliśmy tak na siebie chwilę i znów poczułam, jak się rozluźnia. Zapytał w końcu:
- Pamiętasz co się stało?
- Tak - przyznałam od razu i zapytałam: - Co zrobiliście z... z moją mamą?
- Położyliśmy ją w widocznym miejscu - wyznał spokojnie. - Policja na pewno już dawno ją znalazła.
Poczułam łzy zbierające się w moich oczach. Mój obrońca puścił moje biodro i starł delikatnie kroplę, która mi się wymsknęła. Zobaczyłam, jak patrzy na nią zamyślony, by po chwili zlizać ją z palca.
- Takie czyste łzy - wyznał cicho. - Chcesz mnie o coś zapytać? - zapytał, znów kładąc rękę na moje biodro.
Chyba najbardziej chciałam go zapytać, czy podoba mu się dotykanie mnie w taki sposób, na szczęście jednak miałam równie ważne, bezpieczniejsze pytanie.
- Tak - przyznałam i rozejrzałam się. - Gdzie moje okulary?
Podał mi je bez słowa, a ja wzięłam je w obie dłonie i zanim założyłam, wytarłam szkła o bluzkę.
- Czy gdy je założysz... - usłyszałam nagle - ...uciekniesz ode mnie?
- Dlaczego bym miała? - zapytałam zaskoczona, lekko się czerwieniąc na te słowa.
Jego wzrok... był wyraźnie smutny, choć wiedziałam już, że tego nie chciał.
- Bo zobaczysz całego mnie - wyznał z ledwo ukrytym bólem.
- Jeśli ty, dobrze mnie widząc, nie uciekasz ode mnie, ja tego tym bardziej nie zrobię - wyznałam i założyłam okulary, wyjaśniając, bo widać czegoś nie wiedział: - Poza tym widziałam cię doskonale nawet bez nich. Mam bardzo specyficzną wadę wzroku - w zależności od odległości, bez okularów widzę z bliska niemal tak dobrze jak "z".
Rozdział 6
Tate
Jej słowa zaskoczyły mnie tak bardzo, że aż zamarłem. Zamrugałem jednak w końcu i wychrypiałem:
- Widzisz mnie tak samo jak przed chwilą?
- Tak - przyznała cicho, a ja spuściłem wzrok, nie wierząc w to, co się dzieje. Moja głowa nie była do końca ludzka, co było teraz aż zbyt widoczne, jednak ona nie uciekła i co więcej, właśnie się mnie pytała:
- Czy wszystko w porządku?
Uniosłem wzrok, słysząc ton pełen troski i ujrzałem jej oczy, również przepełnione tym uczuciem.
- Wyglądasz, jakby coś ci było - wyznała przejęta, patrząc na mnie z dołu tymi pięknymi oczami. - Mogę... mogę jakoś pomóc?
Zamknąłem oczy, a moje dłonie zacisnęły się na jej biodrach. Bogowie, było tyle rzeczy, które pragnąłem...
- Tate? - usłyszałem i przeleciał mnie prąd.
Spojrzałem na nią zszokowany. Skąd ona...
- Tak masz na imię, prawda? - zapytała cicho, czerwieniąc się. - Twój przyjaciel tak na ciebie mówił... I przepraszam, że tak bez "pan", ale...
Moja dłoń bez zastanowienia wplotła się w jej włosy i przyciągnąłem ją do siebie. Na szczęście otrząsnąłem się na nanosekundę przed popełnieniem ogromnego błędu.
Puściłem ją i nie oglądając za siebie wypadłem z pokoju.
Nim się zorientowałem zacząłem biec.
Wpadłem do pokoju Riska i przycisnąłem go do ściany, zrzucając przy okazji stojący obok regał z książkami.
- Wiedziałeś, że tak się stanie. Wiedziałeś!
- Ja tylko robię to, co było napisane - rzekł spokojnie.
- Nie będę grał w twoje gierki! - zagrzmiałem.
- Nie musisz tego robić - powiedział. - Lecz wtedy nikt z nas nie odnajdzie swoich odpowiedzi. Powiedz mi Tate, czy sądzisz, że to co czujesz jest zmanipulowane?
Moje dłonie zacisnęły się, a warkot urósł w gardle.
- Macie w sobie zwierzęta Tate, lecz wielu z nas zapomniało, że także jesteście ludźmi.
- Jesteśmy marginesem...
- Czy naprawdę w to wierzysz? Czy nigdy nie myślałeś, że może być inaczej?
Cholerny sukinkot, znów zaczyna... Mój warkot jednak się zmniejszył, na co od razu zaczął:
- Tak myślałem. Tate, czy nie chcesz znaleźć swojego prawdziwego miejsca? Czy nie chcesz się odnaleźć?
Zamilkłem i spojrzałem na niego badawczo.
- Dlaczego tak ci na tym zależy?
- Bo tak jak ty i wielu nam podobnych mam dość takiego istnienia. Ona jest naszą przyszłością - bez niej nic nigdy się nie zmieni.
- ... Ale dlaczego Ja? - zapytałem w końcu.
- O to już musisz się zapytać jej, nie mnie.
Jej?
- Oraz samego siebie.
Miotałem się dość długo w korytarzu, rozpamiętując jego dalsze słowa:
- Za nią pójdzie wielu. Jednak ona potrzebuje kogoś, kto się nią zaopiekuje, kto będzie ją bronił, kto odda dla niej wszystko. To nie musisz być ty, Tate, lecz dopóki ta rola nie zostanie wypełniona, chcę byś się nią zaopiekował.
Stanąłem w miejscu i wziąłem głęboki oddech. Nie miałem wyboru, a dokładniej... Nie chciałem, przynajmniej na razie, przekazywać jej komuś innemu... "Na razie"? - zapytałem samego siebie, zaciskając zęby. - "Jesteś aż tak głupi?".
Postanowiłem to zostawić i ruszyłem z powrotem do pokoju, gdzie ją zostawiłem. I zacząłem biec, kiedy usłyszałem jej krzyk.
Wpadłem do pomieszczenia, lecz zaraz z niego wybiegłem, goniąc za jej zapachem.
Kiedy usłyszałem strzały, moja bestia wyrwała się na wolność.
Rozdział 1
Nike
Obudziłam się w absolutnej ciemności i automatycznie spojrzałam na swój budzik. Dochodziła szósta rano - matka pewnie spała jak zabita. Zamknęłam z powrotem oczy, lecz czułam, że jestem wyspana i z westchnięciem uniosłam się do siadu.
Podrapał się po ociężałej głowie, ziewając głośno i spojrzałam w nadal ciemne okno.
Czułam się wyspana, lecz zarazem było mi dziwnie - moja głowa była aż zbyt ciężka, podobnie jak powieki, co nie było u mnie normalne. Zwykle jak budziłam się wyspana, byłam taka w pełni - bez jakichkolwiek oznak, że choćby leżałam dłużej w łóżku.
Zostawiałam to jednak i swoim zwyczajem próbowałam przypomnieć sobie swój sen - czasem były one bardzo przydatne do mojej pracy, bo wyobraźnię miałam naprawdę bogatą - zdziwiona jednak nie pamiętałam nic. Zamrugałam, próbując wysilić mózg, lecz ten odmawiał posłuszeństwa, co więcej - kiedy "wewnętrznym okiem" łapałam jakąś nić dzisiejszego snu, zaczynała boleć mnie głowa.
Potrząsnęłam nią gwałtownie, jak pies otrząsający się z wody, a gdy przestałam, aż złapałam się za czoło, czując lekką słabość, jakbym była chora.
Może i byłam?
Wstałam ostrożnie i włączyłam komputer, idąc przy okazji do kuchni, gdzie zrobiłam sobie kawę. Nadal zaspana wzięłam łyka i wróciłam do pokoju - matka miała wstać dopiero na ósmą, a że zrobiła sobie ze mnie osobisty budzik, miałam ją obudzić godzinę wcześniej.
Czasem jej nie budziłam - specjalnie. Lecz wtedy tak po mnie jechała, że dałam sobie spokój.
Siadłam do laptopa, który zdążył się załadować i wpisałam hasło.
Czas brać się do roboty.
Jednak do czego przysiąść? Hmm... Zamyśliłam się, opierając głowę na ręku. Ostatnio pisałam na temat... Czego?
Zamrugałam zdziwiona. O czym ostatnio pisałam?
Zajrzałam do swoich plików i zaczęłam jechać po dacie ostatnich modyfikacji. Zaskoczona jednak zauważyłam, że są... - zerknęłam na kalendarz. - Sprzed dwóch dni?
Oparłam się zdziwiona o oparcie. Przecież wczoraj jeszcze coś pisałam... Moja myśl urwała się w połowie.
Coś mi tu nie grało.
Weszłam na "ostatnie akcje" w komputerze i westchnęłam z ulgi - są pliki z wczoraj. Dziwne, że komputer nie pokazał ich bezpośrednio na plikach - znowu coś się psuło? Ten laptop miał dopiero trzy lata, a czasem zachowywał jak sprzed drugiej wojny światowej.
Zerknęłam na ruszane wtedy tytułu, jednak zaskoczona zauważyłam jeden plik, którego nie rozpoznałam - było to bardzo dziwne, ponieważ nikt nie zagląda mi do komputera. Nawet moja matka tego nie robi, bo to dla niej - według jej słów - "istna chińszczyzna". Tak naprawdę nikt nie ma pojęcia, że ta super nowoczesna kobieta jest na bakier z komputerem.
Otworzyłam plik, teraz tym bardziej ciekawa.
I aż wyprostowałam się, czytając:
"Nie opuszczaj mieszkania".
Zamrugałam zaskoczona. Co to ma być? Ktoś... ktoś włamał mi się do komputera? Ale dlaczego? Po co? I co to za notka?
Poczułam prawdziwy strach. Przeczytałam jeszcze raz nazwę pliku, a potem wyszeptałam go na głos:
- Tanatos Terum?
Tanatos... Kojarzyłam Tanatosa - był to jeden z greckich Bogów, który był...
Uosobieniem Śmierci.
Poderwałam się z dreszczem strachu. O co tu do diabła chodziło?
Ubrałam się w dżinsy, czarny seter i wpadłam do pokoju matki ze słowami:
- Mamo, nie uwierzysz, co się stało - i zapaliłam światło.
Łóżko było puste.
- Co do diabła? - wyszeptałam od razu.
Weszłam powoli do pokoju i zajrzałam do jej szafy. Wszystko było na swoim miejscu. Niczego nie brakowało. Jednak kiedy zamykałam szafę zdałam sobie z czegoś sprawę - w jednym z miejsc była nieduża wyrwa, jakby czegoś brakowało. Czyżby wyszła na chwilę? O tej godzinie?
Zerknęłam na miejsca z butami. Wszystkie jej buty stały w idealnym porządku... jednak znów zauważyłam w nich wyrwę.
Matka obsesyjnie dbała o porządek w szafie. To nie było normalne.
Wstałam i przejrzałam jeszcze naszą kuchnię, łazienkę, pokój gościnny i salon - poza mną w mieszkaniu nie było nikogo.
Sprawdziłam drzwi wejściowe - były zamknięte na klucz. Moje klucze nosiłam zawsze przy sobie w spodniach, tak jak teraz, więc to matka musiała je zamknąć.
Sięgnęłam po swoją komórkę i zadzwoniłam do niej. Kiedy odebrała, odezwałam się:
- Mamo, gdzie ty jesteś o tej porze?