Przedmowa do wydania polskiego
Upłynęło trzydzieści osiem lat od momentu ukazania się przełomowej i, jak się później okazało, niezwykle doniosłej pracy brytyjskiego psychiatry i psychoanalityka Johna Edwarda Mostyna Bowlby'ego (1907-1990). Wydana w 1969 roku książka pod tytułem Przywiązanie, stanowiła pierwszą część zamierzonego przez autora trzytomowego dzieła Przywiązanie i strata. Kolejne tomy zatytuowane "Separacja: lęk i złość" oraz "Strata: smutek i depresja", wydane zostały odpowiednio w latach 1973 oraz 1980.
Przełomowy charakter pierwszego tomu Przywiązania i straty polegał na tym, iż jego autor, psychoanalityk, wykształcony w tradycji teorii relacji z obiektem członek Brytyjskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, przedstawił w nim oryginalną, przełamującą monopol tradycyjnych pojęć i poglądów psychoanalitycznych koncepcję przywiązania, oferującą nowatorskie wyjaśnienie źródeł symptomów psychopatologicznych. Wykorzystując pojęcia z zakresu etologii, cybernetyki oraz psychologii procesów poznawczych, Bowlby wykroczył poza teoretyczne spory w obrębie samej psychoanalizy i stworzył alternatywne ramy pojęciowe pozwalające w nowym świetle ukazać początki rozwoju osobowości oraz czynniki decydujące o jego prawidłowym przebiegu. Najważniejszymi odstępstwami od utrwalonych w owym czasie przekonań w środowisku brytyjskich psychoanalityków było twierdzenie, iż człowiek wyposażony jest we wrodzone instynktowne mechanizmy regulujące dążenie do bliskości i powstawanie zindywidualizowanych więzi międzyludzkich oraz podkreślenie roli rzeczywistych warunków zewnętrznych, jako jednego z istotnych czynników patogennych. Wykorzystanie języka etologii i cybernetyki do podjęcia na nowo tych samych problemów miłości, nienawiści, lęku, obrony czy straty, które wiele lat wcześniej starał się steoretyzować Freud, początkowo wywołało prawdziwą burzę w środowisku Brytyjskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego. Sam Bowlby "przyjął tę krytykę bez oznak reakcji obronnych, czy reaktywnej wrogości; miał głębokie przeświadczenie, że znalazł się na właściwej ścieżce" (Ainsworth, 1992, s. 668).
Przełomem było nie tylko stworzenie oryginalnego języka teoretycznego. Tworząc zarysy nowego paradygmatu, Bowlby przyjął również odmienną perspektywę badawczą. Zgodnie z tradycyjnym podejściem psychoanalitycznym, za punkt wyjścia w budowaniu wiedzy przyjmowano aktualnie występujący patologiczny symptom i w poszukiwaniu jego przyczyn cofano się w przeszłość, zarówno przez badanie wspomnień samego pacjenta, jak i tworzenie hipotez na temat przeszłych zdarzeń i procesów, które mogły być odpowiedzialne za aktualny stan rzeczy. Bowlby postanowił odwrócić tę perspektywę. Za punkt wyjścia przyjął dane pochodzące z obserwacji reakcji dzieci znajdujących się w sytuacjach uważanych za potencjalnie patogenne, na podstawie tych danych opisał odpowiadające im zakłócenia w rozwoju osobowości, a następnie starał się na ich bazie "dokonać ekstrapolacji dotyczącej przyszłości". Uważał, iż badanie podstaw rozwoju osobowości oraz genezy symptomów psychopatologicznych powinno być oparte na solidnych podstawach obserwacji wyprzedzającej moment pojawienia się symptomów, a nie tylko na zawodnej retrospekcji.
W chwili wydania pierwszego tomu trylogii John Bowlby miał 62 lata. Praca ta była zwieńczeniem jego długiej i owocnej kariery zawodowej, podczas której konsekwentnie rozwijał swoje własne podejście do praktyki i kształtował oryginalne stanowisko teoretyczne. Wydaje się, iż źródeł jego zawodowej tożsamości można doszukiwać się już pośród doświadczeń z okresu studiów medycznych, które, jako syn znanego londyńskiego chirurga Sir Anthony Bowlby'ego, podjął w Cambridge University w wieku lat osiemnastu. Pierwsze dwa spędzone tam lata poświęcił studiowaniu nauk przyrodniczych. Wiele lat później Bowlby wspominał, iż znaczną część tego czasu spędził na zgłębianiu biologii ewolucyjnej (Dijken i in., 1998). Jego tutorem w tym okresie był sprawny eksprymentator Edgar Adrian, który miał w swoim dorobku wiele ważnych odkryć dotyczących przewodnictwa nerwowego. W tym czasie Bowlby zainteresował się również psychologią i trzeci rok studiów poświęcił na kurs z zakresu nauk moralnych, którego główne części stanowiła filozofia i właśnie psychologia. Najważniejszym jego nauczycielem podczas kursu psychologii był Frederic Bartlett, znany później szeroko jako jeden z prekursorów psychologii poznawczej. Bartlett skłaniał się ku takiemu podejściu w psychologii, które podkreśla znaczenie obserwacji i eksperymentu, bez zaniedbywania jednak ważnych informacji pochodzących z introspekcji. Przywiązywanie dużej wagi do pochodzących z bezpośredniej obserwacji danych empirycznych, Bowlby wydaje się zawdzięczać (choć trudno ocenić w jak dużej mierze) właśnie tym dwóm swoim pierwszym nauczycielom (Dijken i in., 1998).
Po zakończeniu trzyletniego okresu studiów w zakresie nauk przedklinicznych, przygotowującego do właściwych studiów medycznych Bowlby podjął nieoczekiwaną decyzję: zamiast kontynuować naukę i rozpocząć studia w zakresie medycyny klinicznej, zaczął intensywnie poszukiwać możliwości poszerzania swych zainteresowań związanych z psychologią rozwojową. W efekcie podjął pracę w szkole dla dzieci trudnych i nieprzystosowanych w Norfolk. Zgodnie z jego słowami, zrealizowanie tego niekonwencjonalnego posunięcia było możliwe tylko dlatego, iż, "szczęśliwie", niewiele wcześniej zmarł jego ojciec, który bez wątpienia sprzeciwiłby się takiej decyzji (Holmes, 1993). W szkole w Norfolk poszukujący swej drogi życiowej przyszły psychiatra i psychoanalityk miał możliwość obserwowania i poznawania historii życia przebywających w niej dzieci, co wywarło na nim wielkie wrażenie. Potrafił nawiązać dobry kontakt z najbardziej "trudnymi" uczniami. Szczególny wpływ na jego dalsze myślenie miało spotkanie z dwojgiem dzieci. Jednym był mały siedmioletni chłopiec, który stał się jego "cieniem" - podobnie do jednej z gęsi Lorenza, cały dzień spędzał na podążaniu za Bowlbym. Drugim był bardzo wycofany, zamknięty emocjonalnie szesnastolatek, wydalony z Eton College za częste kradzieże. Okazało się, że chłopiec był nieślubnym dzieckiem dobrze sytuowanych rodziców, wychowywanym przez zawodową opiekunkę. Zakłócenia w funkcjonowaniu chłopca zaczęły się wtedy, kiedy opiekunka odeszła. Bowlby przyjął stanowisko, iż przyczyną przestępczych zachowań i problemów emocjonalnych tego chłopca było właśnie zerwanie kontaktu z opiekunką. Po latach wspominał, że właśnie podczas pobytu w Norfolk ukształtował swoje silne przekonanie, iż doświadczenie separacji, czy też zerwania kontaktu z matką (lub osobą spełniającą rolę matki) we wczesnym dzieciństwie może mieć silny wpływ na zachowanie i dalszy rozwój osobowości (Dijken i in., 1998).
Decydujący wpływ na ukształtowanie takiego sposobu myślenia u Bowlby'ego miał jeden z jego współpracowników - John Alford. Według Bowlby'ego, był to skromny, inteligentny i wolny od uprzedzeń człowiek, z którym chętnie dyskutował na wiele tematów. Alford był starszy, więc szybko stał się doradcą i przewodnikiem swego młodszego kolegi. Za sprawą Alforda, Bowlby uległ fascynacji ideami Homera Lane'a, wychowawcy i psychoterapeuty, który w 1912 roku założył w Dorset szkołę dla dzieci popełniających przestępstwa. Lane uważał, iż wiele zaburzeń u dzieci można wyprowadzić z niewłaściwych zachowań ich rodziców oraz, że źródłem przestępczości jest niedostatek miłości w dzieciństwie. Tego rodzaju idee dobrze korespondowały z obserwacjami czynionymi w szkole w Norfolk. W tym czasie Bowlby przeczytał również książkę Homera Lane'a Rozmowy z rodzicami i nauczycielami. Idee Lane'a musiały na nim rzeczywiście zrobić wielkie wrażenie, gdyż jeszcze pięćdziesiąt lat później umieścił ten tytuł na liście jedenastu książek, które najwyraźniej ukształtowały jego myślenie (Dijken i in. 1998).
John Alford przyczynił się również do decyzji Bowlby'ego dotyczącej kierunku dalszego rozwoju. Zgodnie z jego późniejszą deklaracją, to właśnie Alford zachęcił go do kontynuowania w Londynie studiów medycznych w celu uzyskania możliwości specjalizowania się w psychiatrii oraz do podjęcia szkolenia psychoanalitycznego w londyńskim Instytucie Psychoanalizy. W roku 1929 autor Przywiązania rzeczywiście rozpoczął zarówno studia medyczne, jak i szkolenie psychoanalityczne. Już na etapie uzyskiwania kwalifikacji w Instytucie Psychoanalizy mógł się przekonać, iż jego poglądy ukształtowane podczas nauki w Cambridge i Norfolk pozostają w niezgodzie ze sposobem myślenia obowiązującym w tym nowym środowisku. Na przełomie lat 20. i 30. ubiegłego stulecia wśród londyńskich analityków coraz większe wpływy zdobywała, przybyła niedawno z Berlina, Melanie Klein.
To właśnie jej nowe wtedy idee silnie kontrastowały ze stanowiskiem przyjmowanym już przez Bowlby'ego: "Teoria ta [relacji z obiektem - przyp. T.C.] znajdowała się pod silnymi wpływami poglądów Melanie Klein, z której wypowiedziami nie mogłem się nigdy zgodzić" (Bowlby, 1978, s. 143). Główna oś niezgodności dotyczyła znaczenia czynników zewnętrznych w wyjaśnianiu patologicznych symptomów. Melanie Klein przywiązywała dużą wagę do preedypalnych fantazji i czynników wrodzonych w rozwoju psychicznym, przedkładając je nad determinanty zewnętrzne, które uznawała za nieistotne, podczas gdy Bowlby był przekonany o znaczeniu, jakie w rozwoju osobowości mają rzeczywiste zdarzenia życiowe. Analityczka Bowlby'ego, Joan Riviere, będąca pod silnym wpływem idei Klein pisała na przykład: "[...] psychoanaliza nie ma nic wspólnego z czymkolwiek innym: nie jest zainteresowana światem rzeczywistym, ani adaptacją do realnego świata, tak dziecka, jak i dorosłego [...]. Interesują ją tylko i wyłącznie wytwory wyobraźni dziecięcego umysłu" (Riviere, 1927, s. 377). Na temat swojej postawy w tej niezbyt komfortowej dla siebie sytuacji Bowlby wspominał: "Jako nieco arogancki młody człowiek, posiadający grono akademickich przyjaciół [...] nie miałem ochoty akceptować dogmatycznego nauczania. [...] Moja analityczka nie zawsze była szczęśliwa z powodu mojego krytycznego nastawienia" (Bowlby, 1991, s. 11). Dalszy rozwój poglądów Bowlby'ego wskazuje na to, iż rzeczywiście potrafił zachować niezależność w tym środowisku, nie popadając jednocześnie w nierozwiązywalne konflikty. Już na tak wczesnym etapie swojej kariery dawał dowody szczególnych kompetencji emocjonalnych, społecznych i intelektualnych, które predysponowały go do stworzenia dzieła, wykraczającego poza obowiązujące kanony, które jednak trwale wpisało się w pejzaż współczesnej wiedzy na temat rozwoju człowieka.
Chcąc określić znaczenie dorobku Johna Bowlby'ego, można wskazać na kilka kierunków oddziaływania jego dzieła. Zgodnie z intencjami autora, który określał siebie przede wszystkim jako klinicystę, jego prace na temat skutków separacji dziecka od matki (lub osoby pełniącej rolę matki) oraz nowatorska koncepcja przywiązania, wywarły trudny do przecenienia wpływ na rozwój praktyki społecznej w zakresie opieki nad dziećmi, pomocy psychologicznej oraz psychoterapii. Podkreślenie przez Bowlby'ego roli stałości i wrażliwej reaktywności opiekuna, jako kluczowych elementów prawidłowego środowiska rozwoju zapewniającego dziecku poczucie bezpieczeństwa, wraz z opisaniem negatywnych skutków ograniczonej wrażliwości opiekuna oraz skutków zerwania więzi, w istotny sposób wpłynęło na ukształtowanie społecznych wyobrażeń i standardów prawidłowej opieki nad dzieckiem (por. Rutter i O'Connor, 1999). Dla praktyki w zakresie psychoterapii największe znaczenie miało jedno z podstawowych pojęć w koncepcji Bowlby'ego, mianowicie pojęcie wewnętrznych modeli operacyjnych. Są to względnie trwałe elementy osobowości, które magazynują wczesne doświadczenia w relacji z opiekunem. Określają one istotne części obrazu siebie oraz regulują procesy budowania bliskich, intymnych związków z innymi.
Zaprezentowane przez Bowlby'ego nowatorskie podejście do badań oraz otwarta, korzystająca z różnorodnych źródeł propozycja teoretyczna, stały się również źródłem inspiracji dla dużej i wciąż powiększającej się grupy badaczy. Trzeba jednak zaznaczyć, iż bardzo intensywny rozwój badań empirycznych prowadzonych w ramach koncepcji przywiązania w dużej mierze stał się możliwy dzięki dokonaniom Mary S. D. Ainsworth (1913-1999). Opracowała ona laboratoryjną metodę badania jakości związku między niemowlęciem a opiekunem oraz wyodrębniła przy jej użyciu trzy podstawowe wzorce przywiązania (Ainsworth i in., 1978). W ten sposób Ainsworth utorowała drogę do empirycznej weryfikacji teoretycznych idei Bowlby'ego. Prowadzone przez wielu autorów badania dostarczyły (i dostarczają nadal) danych, pozwalających również na zwrotne modyfikowanie i dalsze rozwijanie teoretycznego aparatu koncepcji przywiązania. Powstające nowe narzędzia badawcze umożliwiają też poszerzenie kręgu prowadzonych badań. Dzięki nim podejmowane są badania na temat uwarunkowań, mechanizmów i konsekwencji przywiązania tak u dzieci starszych, jak i u dorosłych (por. Cassidy i Shaver, 1999). Dodatkowo, ważny kierunek stanowią badania podejmowane z perspektywy klinicznej, dostarczające m.in. informacji na temat skutków rozwoju dziecka w środowiskach wysokiego ryzyka, jak też związków między historią doświadczeń odnoszących się do przywiązania a występowaniem symptomów psychopatologicznych w dzieciństwie i w dorosłości (por. Atkinson i Zuckerman, 1997). Po upływie kilkudziesięciu lat od wydania Przywiązania, jesteśmy więc wciąż świadkami bardzo dynamicznie rozwijającego się kierunku badań w psychologii, dla którego ramy pojęciowe stworzył właśnie John Bowlby.
Na koniec warto zasygnalizować jeszcze jeden ważny kierunek badań, którego rezultaty dopełniają listę argumentów pozwalających ocenić znaczenie etologicznej koncepcji przywiązania. Główną tezą Bowlby'ego, utrzymywaną przez niego od początków kariery zawodowej, na rzecz której w wielu swych pracach starał się znaleźć szereg wspierających ją dowodów, było przekonanie, iż wczesne doświadczenia dziecka w interakcji z opiekunem mają niebagatelny wpływ na dalszy przebieg jego rozwoju. Inspirowany dokonaniami etologów, główny postulat teoretyczny koncepcji, mówiący o istnieniu wrodzonych mechanizmów biologicznych, regulujących formowanie się przywiązania w pierwszym roku życia dziecka, wspierał kluczowe przekonanie brytyjskiego psychiatry. Z przyjęcia takiej propozycji teoretycznej wypływały bardzo ważne wnioski. Jeśli kształtowanie przywiązania miałby regulować wrodzony mechanizm instynktowny oznaczałoby to, iż jego prawidłowe uformowanie w pierwszym roku życia musi w pewien sposób uczestniczyć w zwiększaniu szans przetrwania i zachowania gatunku. Innymi słowy należałoby sądzić, iż skutki wczesnych doświadczeń w relacji z opiekunem mają istotne znaczenie dla sprawnego działania innych mechanizmów biologicznych, decydujących ostatecznie o reprodukcyjnym sukcesie dorosłego osobnika.
Wszystko wskazuje na to, iż podstawowa idea Bowlby'ego, za pomocą której przerzucił na poziomie teoretycznym pomost między psychologią i biologią, trafnie wyprzedziła (a w pewnym stopniu również zainspirowała) odkrycie rzeczywistych związków zachodzących między jakością wczesnych interakcji w diadzie dziecko-opiekun a procesami rozwoju przebiegającymi na poziomie biologicznym. Prowadzone na zwierzętach badania dotyczące fizjologicznych konsekwencji separacji młodego osobnika od matki, ujawniają interesującą zależność: właściwie przebiegająca, zsynchronizowana interakcja reguluje procesy fizjologiczne odpowiedzialne za utrzymywanie homeostazy w organizmie młodego osobnika (Hofer, 1995). Matczyne ciepło, dotyk, zapach czy kołysanie, kontrolują w najwcześniejszym okresie życia działanie systemów regulujących sen, temperaturę, poziom aktywacji, pracę serca, głód, czy tempo aktywności motorycznej dziecka. Przypuszcza się, iż w ten sposób wczesne doświadczenia interakcji w diadzie wywierają wpływ na rozwój wewnętrznych mechanizmów samoregulacji podstawowych procesów fizjologicznych. Na podstawie prac z obszaru neuropsychologii, podobne zależności opisywane są w odniesieniu do rozwoju korowo-limbicznego systemu w mózgu, odpowiedzialnego m.in. za świadome rozpoznawanie i regulację emocji (Schore, 1994). W tym przypadku również podkreślana jest istotna rola opiekuna, zdolnego do odpowiedniej stymulacji i modulowania reakcji emocjonalnych niemowlęcia. Uważa się, iż zakłócenia w spełnianiu przez opiekuna takiej roli, mogą prowadzić do nieprawidłowego rozwoju systemu korowo-limbicznego, co w późniejszych okresach życia może powodować zakłócenia w adaptacji i przyczynić się do powstania różnorodnych symptomów psychopatologicznych.
Oddawana z poważnym opóźnieniem do rąk polskiego czytelnika książka Johna Bowlby'ego Przywiązanie, zajmuje wyróżnione miejsce nie tylko w dorobku samego autora. Choć należy już niewątpliwie do kanonu współczesnej psychologii i psychiatrii, to jednak wciąż nie stała się martwym pomnikiem przeszłości. Nadal często cytowana, będąc żywym punktem odniesienia dla wielu autorów i badaczy, jest prawdziwym kamieniem milowym na drodze do poznania rzeczywistych podstaw rozwoju psychicznego człowieka.
Literatura:
Ainsworth, M. (1992). John Bowlby (1907-1990). American Psychologist, 47, 5, 668.
Ainsworth, M. i in. (1978). Patterns of attachment. Hillsdale: Erlbaum.
Atkinson, L., Zuckerman, K. (1997). Attachment and psychopathology. New York: Guilford Press.
Bowlby, J. (1978). Wypowiedź druga. W: R. Zazzo (red.) Przywiązanie (s. 142-155). Warszawa: PWN.
Bowlby, J. (1991). The role of the psychotherapist's personal resources in the therapeutic situation. Tavistock Gazette (Autumn).
Cassidy, J., Shaver, P. (red.) (1999). Handbook of attachment. New York: The Guilford Press.
Dijken, S. van i in. (1998). Bowlby before Bowlby: the sources of an intellectual departure in psychoanalysis and psychology. Journal of the History of the Behavioral Sciences, 34, 3, 247-269.
Hofer, M. (1995). Hidden regulators: implications for a new understanding of attachment, separation and loss. W: S. Goldberg i in. (red.) Attachment theory: social, developmental and clinical perspectives (s. 203-230). Hillsdale: Analytic Press.
Holmes, J. (1993). John Bowlby and attachment theory. London: Routledge.
Riviere, J. (1927). Symposium on Child Analysis. International Journal of Psycho-Analysis, 8, 377.
Rutter, M., O'Connor, T. (1999). Implications of attachment theory for child care policies. W: J. Cassidy, P. Shaver (red.) (1999). Handbook of attachment (s. 823-844). New York: The Guilford Press.
Schore, A. (1994). Affect regulation and the origin of the self. Hillsdale: Erlbaum.
Przedmowa
W 1956 roku, w chwili przystąpienia do pracy nad tą książką, nie zdawałem sobie sprawy, czego się podejmuję. W owym czasie mój cel wydawał się ograniczony, sprowadzał się bowiem do omówienia teoretycznych implikacji pewnych obserwacji dotyczących reakcji małych dzieci na czasową utratę matki. Obserwacji tych dokonał mój kolega, James Robertson, natomiast obaj przygotowaliśmy je do publikacji. Wydawało się pożądane omówienie ich znaczenia teoretycznego i przeznaczyliśmy im miejsce w drugiej części naszej książki.
Wydarzenia jednak potoczyły się wbrew zamierzeniom. W miarę jak postępowały moje studia nad teorią, stopniowo zacząłem sobie zdawać sprawę, że niwa, do orania której przystąpiłem z taką beztroską, jest w zasadzie tą, którą sześćdziesiąt lat wcześniej zaczął uprawiać Freud. Napotykałem na niej te same wybujałe skaliste twory i cierniowe plątaniny, które i on tam napotykał, i z którymi się zmagał - miłość i nienawiść, lęk i obronę, przywiązanie i stratę. Zwiodło mnie to, że moje bruzdy zaczynały się w narożniku pola diametralnie przeciwległym do tego, z którego wkroczył tam Freud i skąd jego śladem odtąd zawsze podążali analitycy. Z nowego punktu widzenia znajomy pejzaż może czasami wyglądać zupełnie inaczej. Nie tylko na początku dałem się zwieść, także późniejsze postępy szły powolnie. Często też, jak mi się zdaje, moim kolegom trudno było zrozumieć, do czego właściwie zmierzam. Zatem, być może okaże się przydatne, jeśli przedstawię swe myślenie w perspektywie historycznej.
W 1950 roku Światowa Organizacja Zdrowia poprosiła mnie o doradztwo w sprawie zdrowia psychicznego bezdomnych dzieci. Zadanie to dostarczyło mi cennej sposobności poznania wielu wiodących działaczy na polu opieki nad dziećmi oraz psychiatrii dziecięcej, a także do zapoznania się z literaturą na ten temat. Jak napisałem w przedmowie do powstałego w wyniku tej pracy raportu (1951), wśród osób spotkanych wtedy przeze mnie "panowała duża zgodność zarówno co do reguł leżących u podstaw zdrowia psychicznego dzieci, jak i praktyk, za pomocą których zdrowie to można chronić". W pierwszej części raportu przedstawiłem dowody i sformułowałem zasadę mówiącą, że "podstawą zdrowia psychicznego jest konieczność doświadczania przez dziecko w okresie niemowlęcym i przez całe dzieciństwo ciepłego, intymnego i trwałego związku z matką (lub z osobą zastępującą matkę), w którym oboje znajdują zadowolenie i radość". W drugiej części raportu przedstawiłem w ogólnym zarysie kroki, których podjęcie, w świetle tej zasady, jest konieczne, jeżeli mamy chronić zdrowie psychiczne dzieci doświadczających rozłąki ze swymi rodzinami.
Okazało się, że raport pojawił się w samą porę. Pomógł skupić uwagę na problemie, przyczynił się do powstania ulepszonych metod opieki i pobudził tak do sporów, jak i do badań. Mimo to jednak, co zauważyło kilku recenzentów, miał on przynajmniej jedną poważną ułomność. Mówiąc wiele na temat różnorodnych niekorzystnych skutków, które, jak pokazują dane, można wyjaśnić deprywacją opieki matczynej, a także o praktycznych sposobach zapobiegania tym niekorzystnym skutkom bądź łagodzenia ich, w istocie rzeczy raport ten mało miał do powiedzenia na temat procesów prowadzących do owych niekorzystnych skutków. Jak to się dzieje, że takie czy inne zdarzenie, zaliczane do jakże ogólnej kategorii deprywacji w zakresie opieki macierzyńskiej, wywołuje taką bądź inną formę zaburzeń psychicznych? Jakie procesy tutaj działają? Dlaczego sprawy układają się tak, a nie inaczej? Jakie jeszcze zmienne wpływają na zaistnienie takiego rezultatu i jak na niego wpływają? O wszystkich tych kwestiach tamta monografia milczy lub mówi niewiele.
Powodem tego milczenia była ignorancja - moja własna i innych. Nie sposób było za nią zadośćuczynić w kilka miesięcy, w ciągu których raport miał powstać. Wcześniej czy później, miałem nadzieję, luka zostanie wypełniona, choć nie było jasności co do tego, kiedy i w jaki sposób to nastąpi.
W takim oto stanie umysłu zacząłem poważnie interesować się obserwacjami prowadzonymi od pewnego już czasu przez mojego kolegę, Jamesa Robertsona. Dzięki skromnemu grantowi otrzymanemu od Sir Halley Stewart Trust w 1948 roku, James Robertson przyłączył się do mnie, by wziąć udział w czymś, co w zamierzeniach miało być systematycznymi badaniami nad skutkami separacji od matki we wczesnym dzieciństwie dla rozwoju osobowości. Robertson już wcześniej obserwował sporą liczbę małych dzieci podczas pobytu poza domem i po powrocie do niego. W większości były to dzieci w drugim i trzecim roku życia, nie tylko separowane od swych matek, lecz przez wiele tygodni lub miesięcy zdane na opiekę dostępną w środowisku, takim jak szpital lub całodobowy żłobek, gdzie brakowało stałej osoby zastępującej matkę. W pracy tej głębokie wrażenie wywarła na nim intensywność cierpień i udręk, których był świadkiem, gdy dzieci przebywały z dala od swych rodzin, a także długotrwałe utrzymywanie się zaburzeń już po ich powrocie do domów. Nikt, czytając jego pisemne raporty lub oglądając sporządzony przez niego zapis filmowy przedstawiający pewną małą dziewczynkę, nie mógł pozostać niewzruszonym. Mimo to w tamtym czasie nie było zgody co do wagi, czy też znaczenia tych obserwacji. Niektórzy podważali ich wartość. Inni uznawali, że pokazane reakcje miały miejsce, lecz tłumaczyli je niemal wszystkim, za wyjątkiem utraty figury matczynej. Zdarzali się wprawdzie i tacy, którzy przyznawali, że strata, owszem, była zmienną istotną, lecz utrzymywali, iż złagodzenie skutków jej działania nie przedstawia zbyt wielkich trudności. Wiązali ją zatem z mniejszymi konsekwencjami patologicznymi niż te, których domyślaliśmy się my.
Wraz z kolegami przyjęliśmy inny pogląd. Mieliśmy pewność, że obserwacje były ważne. Wszystkie dowody wskazywały na utratę figury matczynej jako zmienną dominującą, choć nie jedyną, zaś doświadczenie podpowiadało nam, że nawet wtedy, gdy inne okoliczności sprzyjały, dystres i niepokój były silniejsze, aniżeli zazwyczaj się to dostrzegało. W istocie rzeczy byliśmy zdania, iż reakcje protestu, rozpaczy i odłączenia, typowe dla małego dziecka w wieku powyżej szóstego miesiąca życia, odseparowanego od swej matki i przechodzącego pod opiekę obcych, spowodowane są głównie "utratą opieki macierzyńskiej, pojawiającą się na etapie rozwoju, który cechuje duża zależność i wrażliwość". Na podstawie obserwacji empirycznych sugerowaliśmy, iż "głód miłości matki jest u małego dziecka równie wielki jak głód pokarmu" i że w konsekwencji nieobecność matki nieuchronnie generuje "przejmujące poczucie straty i złości". Interesowały nas szczególnie ogromne zmiany w sposobie odnoszenia się dziecka do matki, jakie często widuje się, gdy powraca ono do domu po okresie nieobecności. Z jednej strony jest to "nasilenie przywierania do matki, mogące utrzymywać się całymi miesiącami lub latami", z drugiej zaś "odrzucenie matki jako obiektu miłości, mogące mieć charakter czasowy lub trwały". Ten drugi stan, który później zaczęliśmy określać mianem "odłączenia" (detachment), jest, naszym zdaniem, rezultatem wyparcia, jakiemu podlegają uczucia dziecka wobec matki. W ten oto sposób doszliśmy do wniosku, że utrata figury matczynej, albo sama w sobie, albo w połączeniu z innymi zmiennymi, które należało jeszcze dokładnie zidentyfikować, może wygenerować reakcje i procesy budzące wielkie zainteresowanie psychopatologii. I nie tylko, bowiem, jak stwierdziliśmy, są to te same reakcje i procesy, o których wiemy, że działają u starszych osób nadal cierpiących na zaburzenia z powodu rozłąk, jakich doświadczyły w początkach swego życia. Do owych reakcji i procesów oraz form zaburzeń należą, z jednej strony, tendencja do wysuwania wygórowanych żądań wobec innych i popadania w lęk lub złość, gdy nie są one spełniane, co ma miejsce u osobowości zależnych i histerycznych, z drugiej zaś, jest to blokada zdolności do tworzenia głębokich związków, jaką spotyka się u osobowości bezuczuciowych (affectionless) i psychopatycznych. Innymi słowy, wydawało nam się, że gdy obserwujemy dzieci w czasie ich rozłąki z matką, w obcym otoczeniu, oraz tuż potem, jesteśmy świadkami tych samych reakcji, a także skutków działania procesów obronnych, które umożliwiają nam wypełnienie luki między doświadczeniem tego rodzaju a takim lub innym typem zaburzeń funkcjonowania osobowości, mogących pojawić się w jego następstwie.
Wnioski te, wyłaniające się w sposób naturalny z danych empirycznych, doprowadziły nas do podjęcia rozstrzygającej decyzji dotyczącej strategii badawczej. Ponieważ naszym celem było zrozumienie, w jaki sposób owe patologiczne procesy rodzą się i rozwijają, postanowiliśmy, iż od tamtego momentu naszymi zasadniczymi danymi będą szczegółowe zapisy reakcji małych dzieci na doświadczenie separacji od matki oraz na późniejsze ponowne spotkanie z nią. Nabraliśmy przekonania, że takie dane - same w sobie niezmiernie interesujące - stanowią także zasadnicze uzupełnienie tradycyjnych danych, zaczerpniętych z leczenia osób starszych. Rozumowanie leżące u podłoża tej decyzji, wraz z częścią oryginalnych danych, zostało przedstawione w tekstach opublikowanych w latach 1952-1954. W tym samym okresie ukazał się także film[1].
W latach, które minęły od podjęcia tej decyzji, poświęciliśmy wspólnie z kolegami sporo czasu na dokładne przejrzenie danych już zgromadzonych, zbieranie i analizowanie kolejnych danych, porównywanie ich z danymi pochodzącymi z innych źródeł oraz badanie ich implikacji teoretycznych. Wśród już opublikowanych owoców tej pracy znajduje się tom Brief Separations (1966), w którym Christoph Heinicke oraz Ilse Westheimer analizują reakcje obserwowane podczas i po krótkiej separacji doświadczanej przez dziecko w konkretnym środowisku. W toku tego badania nie tylko obserwowano i rejestrowano reakcje w sposób bardziej systematyczny, aniżeli było to możliwe w badaniach wcześniejszych, ale także dokonano statystycznego porównania zachowania dzieci podczas rozłąki z zachowaniem ujawnianym przez odpowiadającą im próbę dzieci mieszkających we własnych domach i nie poddawanych separacji. Mimo pewnych ograniczeń, ustalenia płynące z tego ostatniego badania potwierdzają mniej systematyczne, aczkolwiek bardziej rozległe, wnioski Jamesa Robertsona i pogłębiają je w wielu punktach.
W serii artykułów opublikowanych w latach 1958-1963 omówiłem niektóre problemy teoretyczne wyłaniające się z tych obserwacji. Przygotowane przeze mnie trzy tomy obejmują ten sam obszar zagadnień, czynią to jednak w sposób bardziej rygorystyczny. Znalazło się w nich także sporo materiału dodatkowego.
Tom I, Przywiązanie, poświęcony jest problemom wcześniej poruszonym w pierwszym artykule wspomnianej serii, zatytułowanym The nature of the child's tie to his mother (1958). Aby zaprezentować postulowaną teorię w sposób przekonujący, co staram się czynić w częściach III i IV, konieczne jest uprzednie przybliżenie problemu zachowania instynktownego i refleksja nad możliwie najlepszym sposobem jego konceptualizacji. Dość długie omówienie, które stąd wyniknęło, stanowi część II tego tomu. Poprzedzają ją dwa rozdziały tworzące część I: pierwszy wykłada w sposób usystematyzowany pewne założenia, stanowiące punkt wyjścia, i porównuje je z założeniami Freuda; drugi daje przegląd empirycznych obserwacji, na których się opieram, i przedstawia ich streszczenie. Celem wszystkich rozdziałów części I i II jest wyjaśnienie i doprecyzowanie pojęć, którymi operuję, gdyż okazują się one - jako słabo znane - niezrozumiałe dla wielu klinicystów, skądinąd życzliwie nastawionych do całej tej pracy.
Tom II, Separation, omawia problemy pierwotnie poruszane w drugim i trzecim artykule wspomnianej serii: Separation anxiety (1960a) i Separation anxiety: a critical review of the literature (1961a).
Tom III, Loss, przybliża zagadnienia pierwotnie opisane w kolejnych artykułach serii: Grief and mourning in infancy and early childhood (1960b), Processes of mourning (1961b) oraz Pathological mourning and childhood mourning (1963).
We wszystkich mych dociekaniach punktem odniesienia pozostaje psychoanaliza. Dzieje się tak z kilku powodów. Pierwszym z nich jest fakt, iż w swych początkach moje myślenie na omawiany tutaj temat inspirowane było pracą psychoanalityczną - moją własną i innych. Drugim powodem jest to, że mimo ograniczeń, psychoanaliza wciąż pozostaje najbardziej użyteczną i najszerzej stosowaną spośród wszystkich dzisiejszych teorii psychopatologii. Powód trzeci i najważniejszy jest zaś taki, że chociaż wszystkie kluczowe dla mojego modelu pojęcia - relacje z obiektem, lęk separacyjny, żałoba, obrona, trauma, okresy sensytywne w początkach życia - stanowią chleb powszedni w myśleniu psychoanalitycznym, do niedawna niemal w ogóle nie przyciągały uwagi innych dyscyplin nauk o zachowaniu.
Freud w toku swych eksploracji podążał wieloma rozmaitymi ścieżkami rozumowania i wypróbowywał wiele możliwych konstruktów teoretycznych. Od chwili jego śmierci, sprzeczności i niejasności, jakie po sobie zostawił, wzbudzają duże zainteresowanie. Podejmowane są nawet próby ich uporządkowania: pewne elementy teorii są wybierane i rozwijane, inne porzucane i zaniedbywane. Ponieważ niektóre moje poglądy są obce tradycjom teoretycznym, którym dotąd udało się zdobyć ustaloną pozycję, i dlatego spotykają się one z ostrym krytycyzmem, dokładam wszelkich starań, by wykazać, że większość z nich wcale nie jest obca temu, o czym myślał i pisał sam Freud. Przeciwnie, mam nadzieję dowieść, iż szereg koncepcji kluczowych dla mojego modelu, sformułowanych wprost, znajdujemy u Freuda.
Przedmowa do wydania drugiego[2]
Zasadniczym powodem przygotowania poprawionej wersji niniejszej pracy jest fakt, że w ciągu ostatnich piętnastu lat pojawiło się wiele nowych treści w myśleniu biologów zajmujących się społecznymi zachowaniami gatunków innych niż ludzki. Postęp ten wymusił wprowadzenie znaczących zmian w kilku miejscach części II, a mianowicie w dwóch ostatnich podrozdziałach rozdziału 3 (szczególnie s. 78-82), w podrozdziale rozdziału 8, mówiącym o zachowaniach altruistycznych (s. 159-161), a także w akapicie otwierającym rozdział 9 (s. 170).
Kolejną przyczyną jest to, że od czasu publikacji pierwszego wydania idee dotyczące przywiązania znajdują się w centrum rozległej dyskusji teoretycznej i dostarczają wytycznych dla bardzo interesujących badań empirycznych. Wydawało się, iż nadeszła już pora, by dodać dwa nowe rozdziały, w których będzie można wyjaśnić pewne problemy teoretyczne i opisać niektóre z ważniejszych wyników badań. Aby pozyskać na to miejsce, pominięto dodatek zawierający przegląd wcześniejszej literatury na temat natury więzów łączących dziecko z matką.
Część III nie wymagała dużych zmian, choć skorzystano z nadarzającej się okazji, by poprawić podrozdział rozdziału 11, mówiący o naczelnych innych niż ludzie, i uwzględnić najświeższe ustalenia.
W części IV konieczne były bardzo liczne drobne poprawki z uwagi na podejmowane w ostatnim czasie intensywne badania nad pierwszymi latami życia ludzkiego. Ponadto zwrócono uwagę na nowe wyniki badań opisane szczegółowo w rozdziale 18.
Liczne nowe publikacje, do których odwołuje się niniejszy tekst, włączono do poprawionej bibliografii.
Podziękowania
W przygotowaniu tej książki pomagali mi liczni przyjaciele i koledzy. Jest mi zatem niezmiernie przyjemnie publicznie wyrazić im wszystkim najgorętsze podziękowania.
Ponieważ główne dane, z których czerpałem, zostały zgromadzone przez Jamesa Robertsona, mam wobec niego ogromny dług. Od samego początku w jego dawnych obserwacjach robił na mnie wrażenie wielki potencjał naturalnych badań nad zachowaniem małych dzieci czasowo pozbawionych opieki matki, a jego nieustająca troska o precyzję opisu i niestrudzona atencja dla szczegółu niezmiennie pomagały mi w przedstawianiu i omawianiu wyników. Systematyczne obserwacje prowadzone przez Christopha Heinicke oraz Ilse Westheimer, ugruntowujące empiryczną bazę, na której oparłem swą pracę, również mają ogromną wagę.
Jestem wielce zobowiązany za pomoc okazaną mi także przez innych kolegów, pracujących nad problemami dotyczącymi przywiązania i straty w Tavistock Clinic oraz Tavistock Institute of Human Relations.
Odkąd Mary Salter Ainsworth w 1954 roku opuściła Tavistock, pozostajemy w bliskim kontakcie. Była ona nie tylko na tyle wspaniałomyślna, by udostępnić mi swe obserwacje dotyczące zachowań przywiązaniowych, poczynione zarówno w Ugandzie, jak i w Baltimore, w stanie Maryland, ale także przeczytała większą część tej pracy w wersji roboczej i zasugerowała liczne poprawki, zwłaszcza w części III i IV.
Anthony Ambrose pomagał mi w wyjaśnianiu kłopotliwych kwestii i przedstawił wiele propozycji udoskonalenia pewnych części tekstu. Bezcenna była także jego pomoc w zorganizowaniu czterech spotkań w ramach Tavistock Seminar on Mother-Infant Interaction, które odbyły się w Londynie przy szczodrym wsparciu Ciba Foundation. Każdy zaznajomiony ze sprawozdaniami z tych spotkań szybko dostrzeże, jakim dłużnikiem jestem wobec wszystkich osób, które przedstawiły tam referaty i brały udział w dyskusjach.
Omawiany tutaj model teoretyczny wywodzi się po części z psychoanalizy, po części zaś z etologii. Za moją psychoanalityczną edukację zobowiązany jestem szczególnie mojej własnej analityczce, Joan Riviere, oraz Melanie Klein, która była jednym z moich superwizorów. Choć moje stanowisko stało się w znacznej mierze rozbieżne z ich stanowiskami, pozostaję im głęboko wdzięczny za zapoznanie mnie z podejściem do psychoanalizy z punktu widzenia relacji z obiektem, wraz z jego naciskiem na wczesne związki oraz patogenny potencjał straty.
W 1951 roku, w sensytywnej fazie mojego myślenia o problemach separacji, Julian Huxley rozniecił we mnie zalążki zainteresowania etologią i zapoznał ze świeżo opublikowanymi, klasycznymi już dziełami Konrada Lorenza i Niko Tinbergena. Wszystkim trzem jestem wdzięczny za kontynuację mojej edukacji i dodawanie otuchy.
Jeżeli idzie o dążenie do korzystania z jak najświeższych wyników badań i koncepcji etologicznych, czuję się niewymownie zobowiązany za czas i wskazówki podarowane mi przez Roberta Hinde. W ciągu toczonych z nim latami dyskusji, a także dzięki jego komentarzom do wersji roboczych tekstu, doznałem wielu iluminacji; Robert Hinde był też uprzejmy pożyczyć mi wczesną wersję swej pracy Animal Behaviour, wydanej w roku 1966, która stała się dla mnie bezcenna. Choć nie należy go obarczać odpowiedzialnością za poglądy głoszone przeze mnie, bez jego wnikliwego krytycyzmu i wspaniałomyślnej pomocy ta książka byłaby niepomiernie uboższa.
Inne osoby, które oddziałały na moje myślenie i zaproponowały wprowadzenie poprawek do pewnych części roboczej wersji tej pracy, to Gordon Bronson, David Hamburg, Dorothy Heard i Arnold Tustin.
Przygotowując maszynopis, moja sekretarka, Dorothy Southern, była niestrudzona. Przepisywała na maszynie kolejne wersje mojego odstręczającego rękopisu nie tylko z przykładną starannością, ale i z poświęceniem i entuzjazmem, który nigdy nie słabł. Wszelkiej pomocy bibliotecznej udzielała mi z niezawodną skutecznością Ann Sutherland. Za przygotowanie list źródeł oraz pozostałą pomoc redakcyjną jestem zobowiązany Rosamund Robson.
Na koniec wyrażam swą wdzięczność dla wielu gremiów, które od 1948 roku wspierały Tavistock Child Development Research Unit i jego personel. Pomoc finansowa napływała z państwowej służby zdrowia (z komisji Central Middlesex Group i Paddington Group Hospital Management Committees oraz North West Metropolitan Regional Hospital Board), a także ze strony Sir Halley Stewart Trust, Międzynarodowego Centrum Dzieci w Paryżu, Trustees of Elmgrant, regionalnego biura Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Josiah Macy Jr. Foundation, Fundacji Forda oraz Foundation's Fund for Research in Psychiatry. W latach 1957-1958 byłem etatowym pracownikiem naukowo-dydaktycznym Center for Advanced Study w Behavioral Sciences Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii, co umożliwiło mi uporanie się z częścią fundamentalnych problemów wyłaniających się z danych. Od kwietnia 1963 roku Medical Research Council zatrudniał mnie jako półetatowego członka zewnętrznej kadry naukowej. Końcowe rozdziały poprawiane były w okresie, gdy byłem profesorem wizytującym na wydziale psychiatrii Uniwersytetu Stanforda.
* * *
Za zezwolenie na cytowanie z dzieł opublikowanych podziękowania należą się wydawcom, autorom, a także innym osobom wymienionym poniżej. Szczegółowe informacje bibliograficzne podano w spisie dzieł cytowanych, znajdującym się na końcu tomu.
Academic Press, Inc. w Nowym Jorku odnośnie do artykułu "The affectional systems" autorstwa H. F. i M. K. Harlow zamieszczonego w Behavior of Non-human Primates pod redakcją A. M. Schrier, H. F. Harlow i F. Stollnitz; Clarendon Press w Oxfordzie odnośnie do książki Model umysłu autorstwa J. Z. Younga; Gerald Duckworth & Co. Ltd w Londynie, a także Alfred A. Knopf, Inc. w Nowym Jorku za wiersz pt. "Jim" z Cautionary Tales Hilaire Belloc; Redaktorowi British Medical Journal i Profesorowi R. S. Illingwoth odnośnie do "Crying in infants and children"; Redaktorowi International Journal of Psychoanalysis i Profesorowi W. C. Lewisowi odnośnie do "Coital movements in the first year of life"; Redaktorowi Merrill-Palmer Quarterly i Dr. L. J. Yarrowowi odnośnie do "Research in dimensions of early maternal care"; Redaktorowi Science, Dr. S. L. Washburnowi, Dr P. C. Jayowi oraz Pani J. B. Lancaster odnośnie do "Field studies of Old World monkeys and apes" (copyright 1965 by the American Association for the Advancement of Science); Harvard University Press w Cambridge w stanie Massachussets odnośnie do Children of the Kibbutz autorstwa M. E. Spiro; Hogarth Press Ltd w Londynie oraz powiernikom Melanie Klein odnośnie do Developments in Psycho-analysis autorstwa Melanie Klein i jej współpracowników; Holt, Rinehart & Winston, Inc. w Nowym Jorku odnośnie do "The social development of monkeys and apes" autorstwa W. A. Masona w Primate Behavior pod redakcją I. DeVore; International Council of Nurses i Dr Z. Mićić odnośnie do artykułu "Psychological stress in children in hospital", który ukazał się w International Nursing Review; International Universities Press, Inc. w Nowym Jorku odnośnie do artykułu "Psychoanaliza i edukacja" autorstwa Anny Freud oraz "The first treasured possession" autorstwa O. Stevenson, który pojawił się w Psychoanalytic Study of the Child; Johns Hopkins Press w Baltimore w stanie Maryland odnośnie do Mind: An Essay on Human Feeling autorstwa S. Langer; McIntosh & Otis, Inc. w Nowym Jorku odnośnie do The Ape in Our House autorstwa C. Hayes; Methuen & Co. Ltd w Londynie odnośnie do "The development of infant-mother interaction among the Ganda" autorstwa M. D. Ainsworth zamieszczonego w Determinants of Infant Behaviour, t. 2 pod redakcją B. M. Foss; Tavistock Publications Ltd w Londynie odnośnie do "Transitional objects and transitional phenomenta" z Collected Papers D. W. Winnicotta; Tavistock Publications Ltd w Londynie oraz Liveright Publishing Corporation w Nowym Jorku odnośnie do "Love for the mother and mother love" autorstwa Alice Balint w Primary Love and Psycho-analytic Technique autorstwa Michaela Balinta. Za zezwolenie na cytowanie ze Standard Edition of Complete Psychological Works of Sigmund Freud podziękowania należą się Sigmund Freud Copyrights Ltd, Pani Alix Strachey z Institute of Psycho-Analysis, Hogarth Press Ltd w Londynie oraz Basic Books, Inc. w Nowym Jorku.
* * *
Przygotowując drugie wydanie tej książki, ponownie jestem głęboko zobowiązany Mary Salter Ainsworth za przeczytanie oraz skomentowanie nowego i poprawionego materiału, Dorothy Southern za niezawodne usługi sekretarskie oraz za niezmienną efektywność Bibliotekarza i personelu Tavistock Library.
Za rozległą pomoc w nanoszeniu poprawek w podrozdziale rozdziału 11, mówiącym o zachowaniu naczelnych innych niż ludzie, moje specjalne podziękowania należą się Barbarze Smuts.
Za pomoc redakcyjną zobowiązany jestem Molly Townsend.
Za zezwolenie na wykorzystanie trzech akapitów mojego Tinbergen Lecture (1979) wdzięczny jestem Bailli?re Tindall i Redaktorowi Animal Behaviour.
ROZDZIAŁ 1 Punkt widzenia
Nadzwyczajna złożoność wszystkich wchodzących tu w grę momentów pozostawia nam tylko jedną drogę dociekań. Musimy mianowicie przyjmować to jeden, to znów inny punkt widzenia i dopóty stosować go konsekwentnie do interpretacji materiału, dopóki wydaje się, że stosowanie to przynosi jakieś efekty.
Sigmund Freud (1915) [1]
Freud wypróbowywał to jeden, to znów inny punkt widzenia jako wyjściowy dla swych poszukiwań przez blisko pięćdziesiąt lat prowadzenia psychoanalitycznych dociekań. Wśród różnorodnych danych, jakie studiował, znajdowały się sny, symptomy pacjentów neurotycznych, zachowania ludów prymitywnych. Niemniej, mimo iż poszukiwania wyjaśnień w każdym wypadku prowadziły go do zdarzeń wczesnego dzieciństwa, rzadko czerpał on dane podstawowe z bezpośrednich obserwacji dzieci. Skutkiem tego większość koncepcji dotyczących dzieciństwa, jakimi dysponuje psychoanaliza, powstawała w procesie historycznej rekonstrukcji opartej na danych pozyskanych od starszych osób badanych. Dotyczy to nawet idei wywodzących się z analizy dzieci: zdarzenia i procesy, o których się wnioskuje, przynależą do już minionej fazy życia.
Punkt widzenia, od którego wychodzi niniejsza praca, jest inny. Z przyczyn opisanych w przedmowie uznaje się tutaj, że obserwacja zachowania bardzo małego dziecka w stosunku do matki, w jej obecności, a szczególnie wtedy, kiedy jest ona nieobecna, może w znacznym stopniu przyczynić się do naszego zrozumienia rozwoju osobowości. Małe dzieci odsunięte od matki przez osoby obce reagują zazwyczaj z dużą intensywnością. Z kolei w chwili ponownego spotkania z nią powszechnie przejawiają bądź podwyższony poziom lęku separacyjnego, bądź nietypowe odłączenie (detachment). Ponieważ jeden lub drugi typ zmian w relacjach, albo kombinacja ich obu, często występuje u jednostek cierpiących na psychonerwicę i inne formy zaburzeń emocjonalnych, obiecująco zapowiada się przyjęcie takiej obserwacji jako punktu wyjścia, a następnie "stosowanie go konsekwentnie do interpretacji materiału, dopóki wydaje się, że przynosi to jakieś efekty".
Ponieważ taki punkt wyjścia bardzo różni się od tego, do czego przywykli psychoanalitycy, przydatne może być dokładniejsze sprecyzowanie i omówienie powodów, dla których został on przyjęty.
Teoria psychoanalityczna jest próbą wyjaśnienia funkcjonowania osobowości, zarówno w jej zdrowym, jak i patologicznym aspekcie, w świetle ontogenezy. Tworząc ten korpus teoretyczny, nie tylko Freud, ale właściwie wszyscy kolejni analitycy, obierają w swej pracy kierunek od efektu końcowego wstecz, ku przeszłości. Podstawowe dane czerpane są z badania, w warunkach analitycznych, już mniej lub bardziej rozwiniętej i lepiej lub gorzej funkcjonującej osobowości. Na podstawie tych danych podejmuje się próbę rekonstrukcji faz rozwoju osobowości poprzedzających to, co jest aktualnie widoczne.
Pod wieloma względami podjęta tutaj próba jest przeciwieństwem tej metody. Wykorzystując jako dane podstawowe obserwacje zachowania małych dzieci w określonych sytuacjach, usiłowano opisać pewne wczesne fazy funkcjonowania osobowości, by następnie na ich bazie dokonać ekstrapolacji dotyczącej przyszłości. Celem jest w szczególności opisanie pewnych wzorców reakcji pojawiających się regularnie we wczesnym dzieciństwie i nakreślenie, z tego stanowiska, w jaki sposób podobne wzorce reakcji będą rozpoznawane w funkcjonowaniu późniejszej osobowości. Zmiana perspektywy jest radykalna. Wiąże się ona z obraniem za nasz punkt wyjścia nie tego lub owego przysparzającego trudności symptomu lub syndromu, ale zdarzenia lub doświadczenia uważanego za potencjalnie patogenne dla rozwijającej się osobowości.
Dlatego, podczas gdy niemal cała współczesna teoria psychoanalityczna za punkt wyjścia przyjmuje syndrom lub symptom kliniczny - np. kradzież, depresję lub schizofrenię - i tworzy hipotezy o zdarzeniach i procesach uważanych za jego przyczynę, przyjęta tutaj perspektywa wychodzi od pewnej klasy wydarzeń - utraty figury matczynej w niemowlęctwie lub we wczesnym dzieciństwie - a następnie próbuje śledzić procesy psychologiczne i psychopatologiczne będące zwykle ich skutkiem. W gruncie rzeczy zatem zaczyna od traumatycznego doświadczenia i kieruje się ku zdarzeniom przyszłym.
Tego rodzaju przesunięcie w orientacji badawczej jest w psychiatrii wciąż czymś niezwykłym. W medycynie fizjologicznej natomiast doszło do niego już dawno temu. W zobrazowaniu tego stwierdzenia może pomóc ilustracja zaczerpnięta z tej właśnie dziedziny. Kiedy w dzisiejszych czasach podejmuje się badania dotyczące patologii w postaci chronicznej infekcji płuc, jest mało prawdopodobne, aby prowadzący je badacz przystąpił do tego wychodząc od grupy przypadków chronicznej infekcji, by na ich podstawie starać się odkryć czynnik lub czynniki ją wywołujące. Zacznie on raczej od konkretnego czynnika, gruzełka lub actinomycosis, bądź też jakiegoś nowo rozpoznanego wirusa, by zbadać procesy fizjologiczne i fizjopatologiczne przezeń wywoływane. Czyniąc to, badacz ten może odkryć wiele innych rzeczy, które nie wiążą się bezpośrednio z chronicznymi zakaźnymi chorobami płuc. Może on wręcz nie tylko rzucić światło na pewne ostre infekcje i trudne do wykrycia przez medycynę choroby - niemal na pewno dokona także odkrycia, że patogenny organizm, który obrał za przedmiot swych badań, wywołuje infekcje w innych organach poza płucami. W centrum jego zainteresowań nie znajduje się już określony syndrom kliniczny. Jego miejsce zajęły różnorodne następstwa działania konkretnego czynnika patogennego.
Patogennym czynnikiem, tu opracowanym, jest utrata figury matczynej w okresie między mniej więcej szóstym miesiącem a szóstym rokiem życia. Jednakże, zanim przyjrzymy się podstawowym obserwacjom do tego wykorzystanym, dobrze będzie dopełnić prezentację dotyczącą tego, w jaki sposób przyjęte tutaj podejście różni się od tradycyjnego, oraz omówić kilka zarzutów, z którymi się ono spotyka.
Kilka cech niniejszego podejścia
Jedna z tych różnic została już zasygnalizowana. W miejsce danych uzyskiwanych podczas leczenia pacjentów, informacje czerpie się z obserwacji zachowania małych dzieci w rzeczywistych sytuacjach życiowych. Obecnie uważa się niekiedy, że dane takie mogą budzić jedynie marginalne zainteresowanie naszej nauki. Sporadyczne komentarze sugerują, iż już z samej swej natury bezpośrednia obserwacja zachowania może dostarczyć jedynie powierzchownych informacji oraz że pozostaje ona w ostrym kontraście z tym, co uważa się za niemal bezpośredni dostęp do funkcjonowania psychicznego, uzyskiwany podczas leczenia psychoanalitycznego. Rezultat jest taki, że gdy tylko bezpośrednia obserwacja zachowania potwierdza wnioski, do których doszło się w trakcie leczenia pacjentów, uznaje się ją za interesującą, natomiast gdy wskazuje ona jakiś inny kierunek, raczej odsuwa się ją na bok jako mało istotną.
Otóż jestem przekonany, że nastawienie tego rodzaju opiera się na błędnych przesłankach. Przede wszystkim, nie możemy przeceniać danych, które uzyskujemy podczas sesji analitycznych. Dalecy od dysponowania bezpośrednim dostępem do procesów psychicznych, konfrontujemy się ze złożoną siecią wolnych skojarzeń, sprawozdań z minionych zdarzeń, komentarzy na temat aktualnej sytuacji oraz zachowań pacjenta. Starając się zrozumieć te różnorodne manifestacje, w sposób nieunikniony selekcjonujemy i układamy je zgodnie z preferowanym przez nas schematem. Natomiast usiłując wnioskować, jakie procesy psychiczne mogą się za nimi kryć, w sposób nieunikniony opuszczamy świat obserwacji, wkraczając do świata teorii. Choć przejawy procesów psychicznych ujawniane w gabinecie są częstokroć niezwykle bogate i różnorodne, mimo to nadal daleko nam do możliwości bezpośredniej obserwacji tych procesów samych w sobie.
W istocie rzeczy prawdopodobnie bliższe prawdy jest podejście przeciwne. Otóż filozofowie umysłu utrzymują, że w życiu jednostki pewne "wzorce zachowań" zauważalne w okresie niemowlęcym "muszą stanowić pierwotne wyposażenie, z którego rozwijają się stany czysto psychiczne". To zaś, co później traktuje się jako "wewnętrzne" - emocja, afekt czy też fantazja - jest "osadem", który pozostaje, gdy wszystkie formy skojarzonych z nim zachowań zostaną zredukowane aż do punktu ich całkowitego zaniku (Hampshire, 1962). Ponieważ zdolność do ograniczania tych skojarzonych zachowań wzrasta z wiekiem, oczywistym jest, że im młodszy podmiot, tym większe prawdopodobieństwo, iż jego zachowanie i jego stan umysłu to dwie strony tego samego medalu. Dlatego, o ile tylko obserwacje są szczegółowe i prowadzone umiejętnie, o tyle zapis zachowania bardzo małych dzieci można uznać za przydatny wskaźnik towarzyszącego im stanu psychicznego.
Ponadto, ci, którzy sceptycznie oceniają wartość bezpośredniej obserwacji zachowania, notorycznie nie doceniają różnorodności i bogactwa danych, jakie można dzięki niej uzyskać. Kiedy obserwuje się małe dzieci w sytuacjach wzbudzających lęk i napięcie, możliwe jest zgromadzenie informacji w oczywisty sposób wiążących się z wieloma pojęciami centralnymi dla naszej dyscypliny - miłością, nienawiścią i ambiwalencją; bezpieczeństwem, lękiem i żałobą; przemieszczeniem, rozszczepieniem i wyparciem. W istocie rzeczy przekonywać tu będziemy, że obserwacja zalążków zachowania świadczącego o odłączeniu (detached behaviour), występujących u dziecka, które spędza kilka tygodni w obcym otoczeniu, z dala od swej matki, zbliża nas najbardziej jak to tylko możliwe do obserwacji faktycznie dokonującego się zjawiska wyparcia.
Prawda jest taka, że żadna klasa danych sama w sobie nie jest lepsza od innych. Każda ma swą wartość w odniesieniu do problemów, z którymi zmaga się psychoanaliza, i wkład wnoszony przez każdą z nich prawdopodobnie rośnie, gdy spojrzy się nań w powiązaniu z wkładem wniesionym przez inną. Kiedy oboje oczu patrzy jednocześnie, wzrok jest lepszy, niż wtedy, gdy każde z nich widzi osobno.
Jeszcze jedna różnica między przyjętym tu podejściem a tradycyjnym, psychoanalitycznym, polega na obszernym czerpaniu z obserwacji reakcji przedstawicieli innych gatunków na podobne sytuacje obecności lub nieobecności matki, a także na korzystaniu z szerokiej gamy nowych pojęć, stworzonych przez etologów w celu wyjaśnienia tych reakcji.
Głównym powodem przypisywania tutaj wysokiej wartości etologii jest fakt, iż dziedzina ta dostarcza szeregu nowych pojęć, które można wypróbowywać w naszym teoretyzowaniu. Wiele z nich dotyczy formowania się intymnych więzi społecznych - takich jak te łączące potomstwo z rodzicami, rodziców z potomstwem oraz przedstawicieli obu płci (a niekiedy jednej płci) z sobą nawzajem. Inne z nich odnoszą się do zachowań konfliktowych oraz "aktywności przemieszczonej"[2], a jeszcze inne do rozwoju patologicznych fiksacji pod postacią albo nieprzystosowawczego zachowania, albo wyboru nieodpowiednich obiektów, na które kierowane jest zachowanie. Wiemy obecnie, że człowiek nie ma monopolu na konflikty ani na patologię zachowania. U kanarka, który zaczyna wić gniazdo, gdy dostępny budulec jest niewystarczający, nie tylko rozwiną się patologiczne zachowania związane z budowaniem gniazda, ale także będą się one utrzymywały nawet wtedy, kiedy z czasem odpowiedni materiał stanie się już dostępny. Gęś może zalecać się do psiej budy i przeżywać żałobę, gdy zostanie ona zniszczona. Tak oto dane i pojęcia etologiczne wiążą się ze zjawiskami co najmniej porównywalnymi z tymi, które my analitycy usiłujemy zrozumieć u człowieka.
Niemniej jednak dopóty, dopóki koncepcje etologiczne nie przejdą próby w dziedzinie zachowania ludzkiego, nie będziemy w stanie określić ich użyteczności. Każdy etolog wie, że aczkolwiek znajomość pokrewnego gatunku może być bardzo cenna jako źródło wskazówek mówiących, czego należy poszukiwać u nowego gatunku objętego badaniami, to jednak ekstrapolacja z jednego gatunku na inny nigdy nie jest dopuszczalna. Człowiek nie jest ani małpą, ani białym szczurem, nie mówiąc o kanarku czy rybie z rodziny pielęgnicowatych. Człowiek to gatunek odrębny, charakteryzujący się określonymi nietypowymi cechami. Być może dlatego właśnie żadna z idei wywodzących się z badań nad niższymi gatunkami do niego się nie stosuje. A jednak, wydaje się to wręcz nieprawdopodobne. Wszak w sferze karmienia młodych, reprodukcji oraz wydalania dzielimy cechy anatomiczne i fizjologiczne z niższymi gatunkami, byłoby więc rzeczą dziwną, gdybyśmy nie dzielili z nimi żadnych cech behawioralnych, które z owymi cechami fizjologicznymi się wiążą. Co więcej, właśnie we wczesnym dzieciństwie, szczególnie w okresie przedwerbalnym, moglibyśmy spodziewać się odnalezienia tych cech w najmniej zmodyfikowanej postaci. Czyż nie jest możliwe uznanie przynajmniej części tendencji neurotycznych i dewiacji osobowościowych, mających swe początki we wczesnych latach życia, za skutek zakłócenia rozwoju tych procesów biopsychicznych? Bez względu na to, czy odpowiedź okaże się twierdząca, czy przecząca, zdrowy rozsądek podsuwa zbadanie takiej ewentualności.
Stanowisko Freuda
Jak dotąd opisano cztery cechy przyjętego tutaj punktu widzenia - nastawienie prospektywne, koncentrację na czynniku patogennym i skutkach jego działania, bezpośrednią obserwację małych dzieci oraz korzystanie z danych pochodzących z badań nad zwierzętami - a także podano przyczyny preferowania każdej z nich. Ponieważ jednak niewielu psychoanalityków przyjmuje takie stanowisko i pojawiają się głosy wyrażające lęk, że praca wynikająca zeń stanowi zerwanie z tradycją, co może okazać się niebezpieczne, interesująco będzie przyjrzeć się stanowisku samego Freuda. Odnośnie do każdej z czterech opisanych cech, najpierw zaprezentowane zostaną poglądy Freuda, a następnie szczegółowo omówione stanowisko obrane w niniejszej książce.
W tekście z 1920 roku Freud przedstawia poważne ograniczenia metody retrospektywnej. Zauważa on:
Dopóki śledzimy rozwój wstecz, poczynając od jego ostatecznego wyniku, objawia nam się kompletny związek, sądzimy przeto, że mamy całkowicie satysfakcjonujący, być może wręcz wyczerpujący wgląd w ten proces. Gdy tylko jednak spróbujemy postąpić odwrotnie - wyjść od przesłanek odkrytych przez analizę i prześledzić je do rezultatu końcowego - wtedy opuści nas przeświadczenie o powiązaniu koniecznym i niemożliwym do ukształtowania w inny sposób. Natychmiast zauważamy, że mogłoby wyniknąć też coś innego, że i ten inny wynik moglibyśmy równie dobrze zrozumieć i wytłumaczyć. Synteza nie jest więc tak satysfakcjonująca jak analiza; innymi słowy: na podstawie znajomości przesłanek nie bylibyśmy w stanie przepowiedzieć tego, jakiego rodzaju wynik otrzymamy[3].
Główną przyczyną tego ograniczenia, jak wskazuje Freud, jest nasza ignorancja wobec siły oddziaływania poszczególnych czynników etiologicznych. Ostrzega on:
Nawet jeśli dokładnie znamy czynniki etiologiczne decydujące o określonym sukcesie, [...] nigdy z góry nie wiemy, które z czynników sprawczych okażą się słabsze lub silniejsze. Mówimy tylko w końcu, że te, które zwyciężyły, były silniejsze. Zawsze więc możemy w pewny sposób rozpoznać przyczyny w kierunku analizy, nie da się jednak ich przepowiedzieć w kierunku syntezy[4].
Fragment ten wyraźnie pokazuje, że Freud nie miał wątpliwości co do ograniczeń tradycyjnej metody badania. Aczkolwiek metoda retrospekcyjna dostarcza wielu świadectw mówiących o rodzajach czynników mogących pełnić rolę etiologiczną, może ona jednak okazać się niezdolna nie tylko do zidentyfikowania ich wszystkich, ale też do oceny siły działania tych, które uda jej się rozpoznać. Wzajemne uzupełnianie się w psychoanalizie badań prowadzonych metodą retrospektywną i prospektywną stanowi w istocie rzeczy tylko szczególny przypadek obserwowanego w innych dziedzinach wiedzy dopełniania się podejścia historycznego oraz metody badań typowej dla nauk przyrodniczych.
Choć w badaniach historycznych wszelkiego typu metoda retrospekcyjna zajmuje swe ustalone miejsce, a o jej wartości świadczą liczne znakomite przyczynki, niezdolność tej metody do określenia roli odgrywanej przez różne czynniki w przyczynowości zjawisk jest jej znaną słabością. Jednakże tam, gdzie metoda historyczna okazuje się słaba, metoda nauk przyrodniczych ujawnia swą siłę. Jak dobrze wiadomo, metoda naukowa wymaga, abyśmy, zbadawszy problem, sformułowali jedną lub więcej hipotez na temat przyczyn zdarzeń, którymi się interesujemy, i uczynili to w taki sposób, aby z owych hipotez można było metodą dedukcji wywieść weryfikowalne przewidywania. Na trafności tych przewidywań hipotezy się opierają, bądź o nie się rozbijają.
Nie sposób wątpić, że jeśli psychoanaliza ma się stać pełnoprawną nauką o zachowaniu, musi ona dodać do swej tradycyjnej metody badań wypróbowane już metody nauk przyrodniczych. Choć podejście historyczne na zawsze pozostanie podstawową metodą pracy w gabinecie psychoanalityka (podobnie jak to się wciąż dzieje we wszystkich gałęziach medycyny), dla celów badawczych może i powinna ona zostać poszerzona o stawianie hipotez, przewidywanie dedukcyjne oraz testowanie. Prezentacja materiału niniejszej książki to niejako etap wstępny w stosowaniu tej metody. Zasadniczym celem tej pracy jest skoncentrowanie się na wydarzeniach i ich oddziaływaniu na dzieci oraz zbudowanie teorii w postaci umożliwiającej formułowanie weryfikowalnych przewidywań. Szczegółowe opracowanie takich przewidywań oraz przetestowanie choćby kilku z nich to zadania na przyszłość.
Jak przekonują Rickman (1951) i Ezriel (1951), przewidywanie i test mogą, jeśli sobie tego życzymy, być stosowane w trakcie leczenia pacjentów. Procedury takie nie mogą jednak w żadnym wypadku testować hipotez dotyczących wcześniejszego przebiegu rozwoju. Dlatego do weryfikacji psychoanalitycznej teorii rozwoju formułowanie przewidywań na podstawie bezpośredniej obserwacji niemowląt i młodszych dzieci, a często i testowanie ich tą samą metodą, jest nieodzowne.
Stosowanie tej metody koniecznie należy rozpocząć od wyboru proponowanego czynnika etiologicznego w celu przekonania się, czy rzeczywiście prowadzi on do wszystkich, czy też do niektórych przypisywanych mu skutków. Wiąże się to z drugą cechą naszego podejścia - badaniem konkretnego czynnika patogennego oraz następstw jego działania.
Rozważając poglądy Freuda na tę sprawę, koniecznie należy odróżnić jego sąd o czynnikach etiologicznych w ogóle od jego opinii na temat roli konkretnego czynnika, który został wybrany do zbadania w tym opracowaniu. Zaczynamy od ogólnego stanowiska Freuda.
Analizując poglądy Freuda na czynniki wywołujące nerwice i zaburzenia pokrewne nerwicom zauważamy, że koncentrują się one zawsze na pojęciu traumy. Dotyczy to zarówno jego ustaleń końcowych, jak i tych najwcześniejszych - jest to fakt, o którym często się zapomina. I tak, w każdej ze swych bardzo późnych prac, Człowiek imieniem Mojżesz a religia monoteistyczna (1939)[5] oraz Zarys psychoanalizy (1940) [6], Freud przeznacza wiele stronnic na omówienie natury traumy, przedziału wieku, w którym jednostka wydaje się szczególnie na nią podatna, typów zdarzeń, mogących być traumatycznymi, oraz skutków, jakie wydają się one przynosić dla rozwijającej się psychiki.
Spośród nich centralna dla tezy Freuda jest sama natura traumy. Konkluduje on, podobnie jak czynią to inni, że sprzęgają się w niej dwa rodzaje czynników - samo zdarzenie oraz konstytucja jednostki przeżywającej to zdarzenie. Innymi słowy, trauma jest funkcją interakcji. Gdy jakieś doświadczenie wywołuje nietypową reakcję patologiczną, argumentuje Freud, spowodowane jest to tym, że stawia ono osobowości nadmierne wymagania. Dzieje się tak, postuluje Freud, w rezultacie wystawienia osobowości na pobudzenie przewyższające swym nasileniem możliwości radzenia sobie jednostki.
Co do czynników konstytucjonalnych, Freud przypuszcza, że jednostki muszą się różnić pod względem możliwości sprostania takim wymaganiom, a więc "coś, co działa jak trauma w wypadku jednego typu konstytucji, w innym wypadku nie miałoby takiego działania"[7]. Jednocześnie utrzymuje on, iż istnieje określona faza życia, obejmująca pierwsze pięć lub sześć lat, w której każda istota ludzka jest szczególnie podatna na traumę. Dzieje się tak dlatego, że, jak uważa, w tym wieku "ego [...] jest chwiejne, niedojrzałe i niezdolne do stawiania oporu"[8]. W konsekwencji, uciekając się do wyparcia i rozszczepienia, ego "ponosi klęskę w realizacji zadań, które później mogłoby rozwiązać z łatwością" [9]. Oto, wierzy Freud, powód, dla którego "wydaje się, że nerwic nabawiamy się tylko w pierwszym okresie dzieciństwa"[10].
Ważne jest, by pamiętać, iż Freud, mówiąc o "wczesnym dzieciństwie", ma na myśli okres kilkuletni. W Człowieku imieniem Mojżesz... pisze o pierwszych pięciu latach życia, z kolei w Zarysie... o pierwszych sześciu latach. W tym przedziale czasowym, uważa Freud, "okres od drugiego do czwartego roku życia jawi się jako najważniejszy"[11]. Pierwsze miesiące życia nieszczególnie go zajmują i nawet daje on wyraz swej niepewności co do ich wagi: "W jakim momencie po urodzeniu rozpoczyna się ten etap wrażliwości - pisze - nie sposób ustalić z całą pewnością"[12].
Tak oto przedstawia się ogólna teoria etiologii Freuda. Koncepcja wysuwana tutaj pozostaje z nią w całkowitej zgodzie, argumentuje bowiem, że separacja od matki może być traumatyczna, wedle definicji proponowanej przez Freuda, szczególnie wtedy, gdy dziecko zostanie przeniesione w obce miejsce zaludnione obcymi osobami. Co więcej, okres życia, w którym, jak wskazują dane, zdarzenie to jest traumatyczne, ściśle zbiega się z tym, który, jak postuluje Freud, wiąże się ze szczególną wrażliwością. Poniższy krótki szkic przedstawiający w jaki sposób poglądy na temat separacji od matki pasują do koncepcji traumy Freuda, stanie się też okazją do nakreślenia centralnej tezy niniejszej książki.
Freud definiuje swe pojęcie traumy w kategoriach warunków przyczynowych i konsekwencji psychologicznych. Separacja od matki w pierwszych latach życia pasuje do obu tych kategorii. Co się tyczy warunków przyczynowych, wiadomo, że separacja w nieznanym otoczeniu, kiedy się przedłuża, wzbudza silne napięcie. Zgadza się to z hipotezą Freuda, mówiącą o tym, że trauma rodzi się, gdy aparat psychiczny poddany zostaje pobudzeniu o nadmiernym nasileniu. Jeżeli chodzi o konsekwencje, możliwe jest zademonstrowanie, iż zmiany psychologiczne, które następują regularnie po przedłużonym dystresie spowodowanym separacją, to nic innego jak wyparcie, rozszczepienie i zaprzeczenie. Te zaś, rzecz jasna, są dokładnie tymi samymi procesami obronnymi, które - w myśl postulatu Freuda - stanowią rezultat traumy. Są to, w gruncie rzeczy, procesy, dla wyjaśnienia których Freud wystąpił ze swą teorią traumy. W ten sposób można wykazać, że czynnik etiologiczny wybrany jako przedmiot niniejszej analizy to po prostu szczególny przykład zdarzeń uważanych przez Freuda za traumatyczne. W efekcie wysuwana tutaj teoria nerwicy stanowi pod wieloma względami jedynie wariant teorii traumy wyłożonej przez Freuda.
Mimo to trzeba jednak zaznaczyć, że choć separacja od matki dobrze pasuje do ogólnej teorii nerwicy Freuda i, co więcej, lęk separacyjny, strata i żałoba zajmują rosnąco ważne miejsce w jego teorii, tylko z rzadka wskazuje on na separację lub utratę w pierwszych latach życia jako źródło traumy. Kiedy Freud w swych późniejszych tekstach odnosi się do wydarzeń, które mogą być traumatyczne, czyni to raczej ostrożnie. Tak naprawdę terminy, jakich używa do opisu tych wydarzeń, są na tyle ogólne i abstrakcyjne, że nie zawsze jest jasne, co ma on na myśli. Na przykład, w książce Człowiek imieniem Mojżesz a religia monoteistyczna stwierdza tylko, iż "odnoszą się one do wrażeń o charakterze seksualnym i agresywnym, z pewnością także do wczesnych uszkodzeń "ja" (schorzenia narcystyczne)" [13]. To prawda, że panuje powszechne przekonanie, iż separację w pierwszym okresie życia należy traktować jako wczesne uszkodzenie ego. Jednak, choć wczesna separacja bez wątpienia może uszkodzić ego, nie jest pewne, czy był o tym przekonany sam Freud. Dlatego, mimo iż separacja od matki w pierwszych latach życia pasuje idealnie do definicji wydarzenia traumatycznego Freuda, nie można powiedzieć, aby kiedykolwiek przywiązywał on do niej wagę, traktując ją jako szczególną klasę wydarzeń traumatycznych.
Trzecią cechą przyjętego tutaj podejścia jest korzystanie z danych zaczerpniętych z bezpośredniej obserwacji zachowania. I, podobnie jak poprzednie dwie, ta również pozostaje w ścisłej zgodzie z poglądami Freuda.
Po pierwsze, należy zaznaczyć, że chociaż Freud rzadko odwołuje się do danych z bezpośredniej obserwacji, jeden czy dwa wypadki, kiedy to czyni, są kluczowe. Chodzi tu o zdarzenie ze szpulką owiniętą sznurkiem, na którym Freud opiera znaczną część swego wywodu w Poza zasadą przyjemności [14], oraz o przejmujące nowe ujęcie teorii lęku, jakie przedstawia w pracy Zahamowanie, symptom, lęk (1926). Tam, konfrontując się ze złożonymi i sprzecznymi wnioskami dotyczącymi lęku, Freud poszukuje i znajduje terra firma w obserwacji zachowania się dzieci w sytuacji, kiedy pozostają same lub gdy przebywają z obcymi[15]. Na tym fundamencie spoczywa cała nowa propozycja Freuda.
Po drugie, interesujące jest to, że dwadzieścia lat wcześniej, w tekście zatytułowanym Trzy rozprawy z teorii seksualnej (1905)[16], Freud wprost zalecał bezpośrednią obserwację dzieci jako uzupełnienie badania na drodze psychoanalizy:
Badanie psychoanalityczne sięgające do okresu dzieciństwa z perspektywy późniejszego stadium i jednoczesna obserwacja dziecka współpracują [...]. Obserwacja dziecka ma tę wadę, że zajmuje się obiektami, które łatwo opacznie zrozumieć, psychoanalizę utrudnia zaś fakt, że może ona dotrzeć do swych obiektów, a także do wniosków jedynie po przebyciu długiej okrężnej drogi; atoli obie te metody, współdziałając ze sobą, osiągają dostateczną miarę niezawodności rezultatów[17].
Czwartą cechą przyjętego tutaj podejścia jest korzystanie z badań nad zwierzętami. Ktokolwiek nadal ze sceptycyzmem odnosi się do tego, czy zachowanie zwierząt może pomagać nam w zrozumieniu człowieka, nie znajdzie dla siebie wsparcia u Freuda. Wiadomo bowiem, że Freud nie tylko dokładnie przestudiował książkę Romanesa Mental Evolution in Man (1888)[18], której spora część poświęcona jest omówieniu znaczenia danych dotyczących zwierząt, lecz w swej ostatniej pracy, Zarys psychoanalizy, wyraża pogląd, iż "ogólny schemat aparatu psychicznego obowiązuje również w odniesieniu do wyższych zwierząt obdarzonych psychiką podobną do psychiki ludzkiej"[19]. I można wyczuć nutę żalu, gdy konkluduje: "Zoopsychologia nie zajęła się jeszcze interesującym zadaniem, jakie stąd wynika"[20].
To prawda, że badania nad zachowaniem zwierząt muszą jeszcze pokonać długą drogę, zanim będą mogły rzucić światło na ten rodzaj procesów i strukturę, o których myślał Freud. Niemniej, wszystkie te kapitalne badania nad zachowaniem zwierząt, jakie przeprowadzono odkąd Freud napisał swój Zarys psychoanalizy, a także nowe koncepcje, które pojawiły się od tamtej pory, nie mogłyby ujść jego uwagi i nie przyciągnąć jego zainteresowania.
Teorie motywacji
Zatem, jeżeli chodzi o cztery omówione dotąd cechy, podejście przyjęte w tej książce, choć nieznane wielu psychoanalitykom i jak dotąd nieeksploatowane, należy do takich, z jakimi Freud nie miałby trudności. Niemniej podejście to charakteryzuje się również pewnymi cechami, które jednak różnią je od stanowiska Freuda. Spośród nich główna dotyczy zdecydowanie teorii motywacji. Ponieważ proponowane przez Freuda teorie dotyczące popędu i instynktu znajdują się w samym sercu metapsychologii psychoanalitycznej, za każdym razem gdy analityk je porzuca, budzi to zdumienie, a nawet konsternację. Dlatego, nim przejdę dalej, pozwolę sobie zorientować czytelnika w przyjętym tutaj stanowisku. Praca Rapaporta i Gilla (1959) stanie się użytecznym punktem odniesienia.
W swej "próbie opisania w sposób kategoryczny i usystematyzowany całego korpusu założeń, konstytuującego metapsychologię psychoanalityczną", Rapaport i Gill klasyfikują założenia według pewnych punktów widzenia. Identyfikują oni pięć takich punktów widzenia, z których każdy wymaga, aby wszelkie proponowane w jego ramach psychoanalityczne wyjaśnienia zjawisk psychologicznych zawierały twierdzenia określonego typu.
Dynamiczny: Wymaga sformułowania twierdzeń dotyczących sił psychicznych uczestniczących w danym zjawisku.
Ekonomiczny: Wymaga przedstawienia twierdzeń dotyczących energii psychicznej uczestniczącej w zjawisku.
Strukturalny: Wymaga sformułowania twierdzeń dotyczących stałych konfiguracji psychicznych (struktur) uczestniczących w zjawisku.
Genetyczny: Wymaga zaprezentowania twierdzeń dotyczących psychicznych źródeł i rozwoju zjawiska.
Adaptacyjny: Wymaga przedstawienia twierdzeń dotyczących związku między zjawiskiem a środowiskiem.
Jeżeli chodzi o punkty widzenia strukturalny, genetyczny i adaptacyjny, nie ma z nimi żadnego problemu. Stwierdzenia przynależące do genetycznego lub adaptacyjnego punktu widzenia licznie występują w całej tej książce. Zresztą w każdej teorii obrony znaleźć się musi także wiele zdań odnoszących się do sfery strukturalnej. Nieprzyjmowane tutaj punkty widzenia to dynamiczny i ekonomiczny. Nie ma więc w niniejszym tekście żadnych twierdzeń dotyczących energii psychicznej lub sił psychicznych. Brak tu pojęć, takich jak zachowanie energii, entropia, kierunek i natężenie siły. W dalszych rozdziałach podjęta zostanie próba wypełnienia powstałej w ten sposób luki. Tymczasem rozważmy pokrótce źródła i status porzuconych punktów widzenia.
Model aparatu psychicznego, który ujmuje zachowanie jako wynik działania hipotetycznej energii psychicznej, poszukującej ujścia, został obrany przez Freuda niemal na początku jego pracy psychoanalitycznej. "Przyjmujemy", napisał on wiele lat później w Zarysie..., "podobnie jak to jest w zwyczaju w innych naukach przyrodniczych, że w życiu psychicznym działa pewnego rodzaju energia..."[21]. Lecz energia, o której mowa, to energia innego typu niż energia w fizyce, w konsekwencji więc Freud nazywa ją "energią nerwową czy psychiczną"[22]. Ponieważ niezbędne jest wyraźne odróżnienie tego typu modelu od tych, które, zakładając istnienie energii psychicznej, wykluczają wszelkie inne rodzaje energii, model stworzony przez Freuda nazywany będzie od tego momentu "modelem energii psychicznej". Choć od czasu do czasu szczegóły modelu energii psychicznej ulegały przemianom, Freud nigdy nie rozważał porzucenia go na rzecz jakiegokolwiek innego modelu. Nie uczynili tego również inni analitycy, za wyjątkiem nielicznych.
Co zatem skłoniło mnie do postąpienia inaczej?
Po pierwsze, ważne jest aby pamiętać, że źródło modelu Freuda znajduje się nie w jego klinicznej pracy z pacjentami, lecz w ideach, z którymi zapoznał się wcześniej za sprawą swych nauczycieli - fizjologa Brückego, psychiatry Meynerta oraz lekarza Breuera. Idee te wywodziły się od Fechnera (1801-1887) i Helmholtza (1821-1894), a przed nimi od Herbarta (1776-1841). I, jak zaznacza Jones, zanim Freud się nimi zainteresował, były one "zarówno znane, jak i akceptowane przez cały wykształcony, a szczególnie naukowy świat" (Jones, 1953, s. 414). Model energii psychicznej jest zatem modelem teoretycznym wprowadzonym przez Freuda do psychoanalizy; nie jest to w żadnym razie model zaczerpnięty z praktyki psychoanalitycznej[23].
Po drugie, model ten stanowi próbę konceptualizacji danych z psychologii w kategoriach analogicznych do tych, jakie były aktualne w fizyce i chemii w drugiej połowie XIX wieku. Będąc pod wrażeniem szczególnie tego, jaki użytek robią fizycy z pojęcia energii i zasady jej zachowania, Helmholtz utrzymywał, że w całej nauce o realnych przyczynach należy myśleć jako o pewnego rodzaju "sile" i zajmował się zastosowaniem tych idei w swej pracy w dziedzinie fizjologii. Następnie Freud, chcąc ująć swe koncepcje w kategorie prawdziwej nauki, zapożyczył i rozwinął model, jaki zbudował na bazie tych pojęć Fechner. Zasadnicze cechy modelu Freuda dotyczą tego, że: (a) "w funkcjach psychicznych ma być wyodrębnione to - porcja afektu lub suma pobudzeń - co nosi wszelkie cechy ilościowe [...] co może się zwiększać, zmniejszać, przemieszczać i uwalniać" i co przedstawiane jest jako analogiczne do ładunku elektrycznego [24]; oraz (b) aparatem psychicznym rządzą dwie ściśle powiązane ze sobą zasady - zasada inercji oraz zasada stałości - z których pierwsza mówi o tym, iż aparat psychiczny próbuje utrzymać istniejące w nim natężenie pobudzenia na jak najniższym poziomie, druga zaś, że aparat psychiczny stara się utrzymywać pobudzenie na poziomie stałym [25].
Po trzecie, i najważniejsze, model energii psychicznej nie jest logicznie powiązany z pojęciami, które Freud i wszyscy inni od jego czasów uważają za autentycznie centralne dla psychoanalizy - z rolą nieświadomych procesów psychicznych, wyparciem jako procesem aktywnie utrzymującym je w nieświadomości, przeniesieniem jako główną determinantą zachowania, z upatrywaniem źródła nerwicy w dziecięcej traumie. Żadna z tych koncepcji nie jest w swej istocie powiązana z modelem energii psychicznej, a jeśli model ten porzucić, wszystkie pozostałe cztery pozostają nienaruszone i niezmienione. Model energii psychicznej to jeden z modeli mogących wyjaśniać dane, na które zwracał uwagę Freud: z pewnością jednak nie jest modelem niezbędnym.
Należy tutaj podkreślić kilka kwestii. Po pierwsze, model energii psychicznej Freuda narodził się poza psychoanalizą, po drugie zaś, głównym motywem wprowadzenia go przez Freuda była chęć zagwarantowania zgodności jego psychologii z tym, co uznawał on za najlepsze idee naukowe tamtego czasu. W jego obserwacjach klinicznych nie było nic, co domagałoby się takiego modelu, czy choćby go sugerowało - ujawnia to lektura wczesnych opisów przypadków. Bez wątpienia większość analityków nadal posługuje się tym modelem, po części dlatego, że Freud trwał przy nim przez całe swe życie, po części zaś z braku dostępu do bardziej przekonującej koncepcji.
Bynajmniej nie ma nic nienaukowego w posługiwaniu się w interpretacji danych wszelkimi modelami, które wydają się obiecujące. Dlatego nie ma nic nienaukowego ani we wprowadzeniu tego modelu przez Freuda, ani też w stosowaniu go przez niego samego czy innych ludzi. Niemniej jednak rodzi się tutaj pytanie, czy aby nie pojawiła się już alternatywa lepiej odpowiadająca aktualnemu celowi.
W ramach samego ruchu psychoanalitycznego już kilkakrotnie podejmowano próby bądź poszerzenia, bądź zastąpienia modelu Freuda. Wiele z tych prób koncentrowało się na silnej tendencji jednostki do poszukiwania związków z innymi ludźmi, lub z aspektami innych ludzi, uznając tę tendencję za przejaw pewnej podstawowej zasady, uważając ją zatem za równie ważną w życiu psychicznym jak zasada redukcji napięcia (zasada Nirvany) i zasada przyjemności, bądź za alternatywę dla nich obu. W przeciwieństwie do modelu energii psychicznej, co należy zaznaczyć, modele relacji z obiektem wyrastają z doświadczeń klinicznych oraz danych zgromadzonych w trakcie analizy pacjentów. W gruncie rzeczy, z chwilą rozpoznania znaczenia materiału przeniesieniowego, model tego typu sam się nam narzuca, a od czasów Freuda taka lub inna odmiana tego modelu obecna jest w myśleniu wszystkich praktykujących analityków. Dlatego problem nie polega na tym, czy tego typu model jest użyteczny, lecz na tym, czy stosuje się go jako uzupełnienie modelu energii psychicznej, czy też zamiast niego.
Spośród wielu analityków od czasów Freuda, którzy wnieśli swój wkład w teorię relacji z obiektem, prawdopodobnie czworo najbardziej wpływowych to: Melanie Klein, Balint, Winnicott i Fairbairn. Choć warianty teorii przedstawiane przez każdą z tych postaci mają wiele cech wspólnych, to jednak także różnią się one między sobą pod wieloma względami. W kontekście bieżących celów niniejszej książki najważniejsza różnica między nimi dotyczy zakresu, w jakim dana koncepcja jest czystą teorią relacji z obiektem, a w jakim teorią mieszaną, w której pojęcia ze sfery relacji z obiektem łączą się z pojęciami związanymi z energią psychiczną. Spośród tych czterech teorii, ta stworzona przez Melanie Klein jest najbardziej złożona z powodu nacisku, jaki jej autorka kładzie na rolę instynktu śmierci. Z kolei teoria Fairbairna jest najczystsza ze względu na otwarte odrzucenie wszelkich pojęć nie dotyczących relacji z obiektem[26].
Ponieważ koncepcja proponowana tutaj wywodzi się z teorii relacji z obiektem, wiele zawdzięcza ona czterem wymienionym analitykom. Niemniej nie zajmuje ona stanowiska ściśle zbliżonego do żadnego z nich, a w wielu punktach znacznie się od ich teorii różni. Co więcej, różni się od wszystkich czterech teorii w jeden zasadniczy sposób: odwołuje się do teorii instynktu nowego typu[27]. Jestem przekonany, że brak jakiejkolwiek alternatywy wobec teorii instynktu[28] Freuda stanowi największą wadę każdej z dzisiejszych teorii relacji z obiektem.
Model zachowania instynktownego przyjęty tutaj, podobnie jak model Freuda, został zaimportowany z sąsiednich dyscyplin i, także podobnie jak u Freuda, odzwierciedla on klimat naukowy swych czasów. Wywodzi się on po części z etologii, po części zaś z takich modeli jak te, które proponują Miller, Galanter i Pribram w swej pracy Plany i struktura zachowania[29] (1960) oraz Young w książce Model mózgu [30] (1964). W miejsce energii psychicznej i jej uwalniania, kluczowe pojęcia odnoszą się do systemów behawioralnych oraz ich kontroli, do informacji, negatywnego sprzężenia zwrotnego oraz behawioralnej postaci homeostazy. Bardziej złożone formy zachowania instynktownego traktowane są jako wynikające z realizacji planów, które, w zależności od gatunku, są mniej lub bardziej elastyczne. Realizacja planu, jak się przypuszcza, inicjowana jest z chwilą odebrania pewnej informacji (pobranej przez narządy zmysłów ze źródeł zewnętrznych, wewnętrznych lub z kombinacji obu z nich), po czym kierowana i ostatecznie doprowadzona do końca za sprawą nieprzerwanego odbierania dalszych porcji informacji wynikających ze skutków podjętego działania (i uzyskiwanych w podobny sposób przez narządy zmysłów ze źródeł zewnętrznych, wewnętrznych i mieszanych). Przyjmuje się, że w tworzeniu samych planów oraz ustalaniu sygnałów kontrolujących ich realizację mają swój udział zarówno wyuczone, jak i niewyuczone komponenty. Co się tyczy energii niezbędnej do wykonania całej pracy, nie zakłada się tutaj istnienia żadnej specjalnej energii, za wyjątkiem rzecz jasna tej znanej z fizyki. Tym właśnie model ten różni się od tradycyjnej wersji teorii[31].
Tak oto, w skrócie, przedstawia się kilka zasadniczych cech zastosowanego tutaj modelu. W części II tego tomu (po przedstawieniu w następnym rozdziale pewnych danych empirycznych) model ten zostanie zaprezentowany szerszej. Tymczasem, pokrótce zaznaczę trzy wady modelu energii psychicznej, których uniknięto, bądź które przynajmniej ograniczono w modelu nowym. Dotyczą one tego, w jaki sposób teoria traktuje zakończenie działania, a także możliwości weryfikacji teorii oraz związków używanych przez nią pojęć z tymi, którymi posługują się dzisiaj nauki biologiczne.
Porównanie starego i nowego modelu
Działanie nie tylko rozpoczyna się, ale i kończy. W modelu odwołującym się do energii psychicznej utrzymuje się, że uruchomienie działania wynika z akumulacji energii psychicznej, zaś jego zakończenie spowodowane jest wyczerpaniem tejże energii. Dlatego, zanim stanie się możliwe powtórzenie działania, musi zostać zakumulowana świeża porcja energii psychicznej. Znaczna część zachowań jednakże nie poddaje się łatwo takiemu wyjaśnieniu. Na przykład, dziecko może przestać płakać na widok matki i ponownie zacząć płakać wkrótce potem, gdy zniknie mu ona z pola widzenia. Proces ten może się powtarzać kilkakrotnie. W takim wypadku trudno jest przypuszczać, że zaprzestanie płaczu i jego wznowienie spowodowane są najpierw spadkiem, a następnie wzrostem poziomu dostępnej energii psychicznej. Podobny problem dotyczy wicia gniazd u ptaków. Gdy gniazdo jest ukończone, ptak przestaje budować, lecz jeśli wtedy usunie się gniazdo, ptak wkrótce powtarza swe działanie. I tutaj trudno jest przypuszczać, że powtarzanie wynika z nagłego dopływu specjalnej energii - w dodatku takiego, który nie zaistniałby, gdyby gniazdo pozostało in situ. Z drugiej strony, zmianę w zachowaniu w obu tych wypadkach łatwo wytłumaczyć jako skutek odbioru sygnałów wywołanych zmianą w środowisku. Kwestia ta zostanie szerzej omówiona w rozdziale 6.
Druga wada psychoanalitycznego modelu energii psychicznej, podobnie jak i innych modeli tego rodzaju, polega na ograniczonej możliwości testowania go. Jak twierdzi Popper (1934), teorię naukową od innych teorii odróżnia nie sposób jej powstania, ale fakt, że może ona być i jest weryfikowana, i to nie tylko raz, lecz wiele, wiele razy. Im częściej i bardziej rygorystycznym testom poddawana jest teoria, a mimo to nadal się utrzymuje, tym wyższy jej status naukowy; z czego wynika, że pod innymi względami będąc równa innym, im bardziej teoria poddaje się weryfikacji, tym lepiej nadaje się ona dla potrzeb naukowych. W fizyce energię definiuje się w kategoriach zdolności do wykonania pracy, zaś praca może być mierzona w dżulach lub ich odpowiednikach. Dlatego teoria energii fizycznej może być, i często bywa, poddawana weryfikacji przez ustalanie, czy wywiedzione z niej przewidywania dotyczące pracy są słuszne, czy też fałszywe. Jak dotąd, liczne przewidywania poddawane weryfikacji okazywały się słuszne. Natomiast w odniesieniu do teorii energii psychicznej Freuda, podobnie jak wobec innych podobnych teorii, nie zaproponowano dotychczas testów tego typu. Tym samym teoria energii psychicznej pozostaje niezweryfikowana i dopóty, dopóki nie zdefiniuje się jej w kategoriach tego co obserwowalne i, jeszcze lepiej, mierzalne, musi nadal być uważana za nieweryfikowalną. W wypadku teorii naukowej jest to poważna wada. Trzecia ułomność omawianego modelu wynika, jak na ironię, z tego, co Freudowi musiało się wydawać jego główną zaletą. Dla Freuda model energii psychicznej był próbą konceptualizacji danych z psychologii w kategoriach analogicznych do tych, które funkcjonowały w fizyce i chemii w czasie, kiedy rozpoczynał on swą pracę. Tym samym przypisywano jej zaletę polegającą na włączaniu psychologii do prawdziwej nauki. W dzisiejszych czasach przynosi to dokładnie przeciwny efekt. Modele motywacji, które zakładają istnienie specjalnej formy energii odrębnej od energii fizycznej, nie zyskują uznania biologów (Hinde, 1966). Nie przypuszcza się też, aby zasada entropii odnosiła się do systemów żywych tak samo jak do systemów nieożywionych. Natomiast w teorii biologicznej działanie energii fizycznej traktowane jest obecnie jako oczywistość, a główny nacisk kładzie się na pojęcia organizacji i informacji, które są pojęciami niezależnymi od materii i energii, oraz na traktowanie organizmu żywego jako systemu otwartego, a nie zamkniętego. W rezultacie, model energii psychicznej, jakże odległy od integrowania psychoanalizy ze współczesną nauką, wywołuje przeciwny efekt - staje się barierą. Uważa się, że model zastosowany w tej książce nie cierpi na te braki. Za sprawą wykorzystania koncepcji sprzężenia zwrotnego, tyle samo uwagi poświęca on uwarunkowaniom kończącym działanie, jak i tym, które je inicjują. Dzięki ścisłemu powiązaniu z obserwowalnymi danymi jest on weryfikowalny. Ujęty w kategorie teorii kontroli oraz teorii ewolucji, model ten łączy psychoanalizę z głównym korpusem dzisiejszej biologii. Wreszcie, może on dostarczyć prostszego i bardziej spójnego, aniżeli model energii psychicznej, wyjaśnienia danych, którymi zajmuje się psychoanaliza.
Stwierdzenia te, zdaję sobie z tego sprawę, mierzą wysoko i mogą być niełatwe do zaakceptowania. Celem ich sformułowania jest wyjaśnienie powodów zastosowania tutaj nowego modelu i, co za tym idzie, niezastosowania pewnych głównych psychoanalitycznych koncepcji metapsychologicznych. I tak, teoria instynktu, zasada przyjemności oraz tradycyjna teoria obrony to jedynie trzy przykłady ustaleń Freuda spośród wielu, które, ponieważ powstały w ramach modelu energii psychicznej, uznano za niezadowalające w ich obecnej postaci. Jednocześnie jest oczywiste, że żaden analityk nie porzuci tych teorii, jeśli nie zostaną spełnione przynajmniej dwa warunki: po pierwsze, będą respektowane dane, które teoria ma wyjaśniać, po drugie zaś pojawią się alternatywne nowe teorie przynajmniej równie dobre jak te stare. Są to twarde warunki.
Wyraźnie widać, że trudności stające przed każdym, kto podejmuje próbę tego rodzaju przeformułowania, są liczne i niemałe. Na jedną z nich należy szczególnie zwrócić uwagę czytelnika. Przez siedemdziesiąt lat od narodzin psychoanalizy tradycyjny model przykładano do niemal wszystkich aspektów życia psychicznego. W efekcie obecnie wyjaśnia się za jego pomocą, mniej lub bardziej zadowalająco, większość napotykanych problemów. Pod tym względem, rzecz jasna, żadna nowa teoria nie może z nim konkurować. Na początku, co nieuniknione, każda nowa teoria jest w stanie zademonstrować swe możliwości jedynie w wybranych obszarach - podobnie jak nowa partia polityczna, która może konkurować z innymi tylko w niewielu okręgach wyborczych. Zanim teoria nie zda egzaminu na ograniczonym polu, jej zastosowanie nie może być rozszerzane, ani testowana jej bardziej ogólna przydatność. Jak szeroko stosowana i użyteczna okaże się teoria wysuwana tutaj, pozostaje zatem kwestią do zbadania. Tymczasem czytelnika prosi się o osądzenie jej nie na podstawie tego, z czym jeszcze musi się ona zmierzyć, lecz według miary sukcesu osiągniętego w ramach ograniczonego pola, na którym jak dotąd ją stosowano. "Nadzwyczajna złożoność wszystkich wchodzących tu w grę momentów pozostawia nam tylko jedną drogę dociekań...".
Na zakończenie tego rozdziału wprowadzającego interesujące może być zastanowienie się, jakiego przyjęcia tych innowacji można byłoby się spodziewać ze strony Freuda. Czy tylko uznałby je za obce swemu pojmowaniu psychoanalizy, czy raczej za obce, ale uprawnione jako alternatywne sposoby porządkowania danych? Lektura jego prac nie pozostawia wielkich wątpliwości co do tego, jak brzmiałaby odpowiedź. Raz za razem Freud podkreśla w nich, że swym koncepcjom przyznaje status teorii bardzo wstępnych, uważając, iż teorie naukowe, jak wszystko co żywe, rodzą się, żyją i umierają. Pisze on:
...nauka oparta na interpretacji empirii [...] chętnie zadowala się mglistymi, trudnymi do wyobrażenia pojęciami podstawowymi, które ma nadzieję w toku swego rozwoju objaśnić czy ewentualnie zamienić na inne. Idee te bowiem nie są fundamentem nauki, na którym wszystko się opiera; fundamentem tym jest raczej wyłącznie obserwacja [...], [są one] zwieńczeniem całej budowli i mogą być bez szkody wymieniane i usuwane [32].
W książce Moje życie i psychoanaliza (1925) Freud wypowiada się w tym samym duchu, nawiązując bezceremonialnie do "spekulatywnej superstruktury psychoanalizy, z której każdą część można by wyrzucić lub - bez straty czy żalu - w każdej chwili zmienić, gdy jej nieodpowiedniość zostanie udowodniona"[33].
Dwie kwestie, do których nieustannie musimy się ustosunkowywać, dotyczą tego, na ile adekwatna w stosunku do danych jest ta lub inna teoria i jak możemy ją w najbardziej efektywny sposób przetestować. Mam nadzieję, że teorie prezentowane tutaj będą poddawane analizom i krytyce z tymi pytaniami w pamięci.
Nota na temat pojęcia sprzężenia zwrotnego w teorii Freuda
Jak zaznaczono w przypisie na stronie 43, możliwe jest, iż pod pewnymi względami teoria motywacji proponowana w tej książce nie różni się tak bardzo od niektórych poglądów Freuda, jak mógłbym przypuszczać ja sam, i jak przypuszczać mogliby inni.
W ostatnich latach odradza się zainteresowanie modelem neurologicznym przedstawionym przez Freuda w jego Project for a Scientific Psychology, napisanym w 1895 roku, lecz niepublikowanym za jego życia. Neurofizjolog, Pribram (1962), zwraca uwagę na wiele elementów tego modelu, włącznie z negatywnym sprzężeniem zwrotnym, które, nawet wedle dzisiejszych standardów, cechuje znaczne wyrafinowanie. Strachey (1966), w swym "Wprowadzeniu" do nowego tłumaczenia[34], również zwraca uwagę na podobieństwa między wczesnymi ideami Freuda i koncepcjami współczesnymi, np. "zostaje tam, w opisie mechanizmu percepcji Freuda, wprowadzone fundamentalne pojęcie sprzężenia zwrotnego jako sposobu korygowania błędów w radzeniu sobie maszyny z otoczeniem"[35].
Obecność tych idei w Project for a Scientific Psychology prowadzi Stracheya do przekonania, że model zachowania instynktownego proponowany tutaj, zwłaszcza koncepcja wygaszania działania wskutek spostrzeżenia zmiany w otoczeniu, mniej się różni od ujęcia Freuda, niż przypuszczałem:
W każdym razie w Project for a Scientific Psychology Freud mówił, że "działanie" zostaje uruchomione w wyniku spostrzeżenia z zewnątrz i zatrzymane za sprawą świeżego spostrzeżenia z zewnątrz, po czym ponownie uruchomione w wyniku kolejnego spostrzeżenia z zewnątrz (Strachey, komunikacja osobista).
Ideę sprzężenia zwrotnego można również rozpoznać we Freuda pojęciach celu i obiektu instynktu[36]. W swym tekście Popędy i ich losy (1915a) [37], opisuje on te pojęcia następująco:
Celem popędu jest zawsze zaspokojenie, które może zostać osiągnięte tylko przez eliminację stanu pobudzenia u źródeł bodźca. [...] Przedmiotem (obiektem) popędu jest to, w czym lub przez co popęd może osiągnąć swój cel[38].
Usunięcie stanu pobudzenia u jego źródła za sprawą związku z obiektem łatwo można zrozumieć w kategoriach sprzężenia zwrotnego. Wobec pojęcia rozładowania pozostaje ono czymś obcym.
Bardzo interesujące jest odnajdywanie koncepcji sprzężenia zwrotnego w poszczególnych punktach teorii Freuda, niemniej pojęcie to pozostaje zawsze w cieniu koncepcji innego typu, przez które jest często wykluczane. Wskutek tego koncepcja sprzężenia zwrotnego nigdy nie była eksploatowana w psychoanalitycznych rozważaniach teoretycznych. Zazwyczaj, np. w prezentacji metapsychologii zaprezentowanej przez Rapaporta i Gilla (1959), jej nieobecność wręcz rzuca się w oczy.
W doszukiwaniu się aktualnych idei w myśleniu poprzedniego pokolenia zawsze czai się niebezpieczeństwo wyczytania z nich więcej, niż się tam znajduje. Na przykład, należy wątpić, aby uprawnione było traktowanie zasady inercji Freuda jako szczególnego przypadku zasady homeostazy, co sugeruje Pribram: "Inercja to homeostaza w swej najdobitniejszej formie". Wydaje się, że między tymi dwiema zasadami istnieje zdecydowana różnica. Podczas gdy zasada inercji Freuda rozumiana jest jako tendencja do redukowania pobudzenia do poziomu zerowego, w zasadzie homeostazy widzi się nie tylko tendencję do utrzymywania poziomu pobudzenia w określonym przedziale wartości dodatnich, ale także to, iż działa ona w granicach wyznaczonych głównie przez czynniki genetyczne i w punktach, które maksymalizują prawdopodobieństwo przetrwania. Jedna zasada ujmowana jest w kategoriach fizyki i entropii, druga w kategoriach biologii i przetrwania. W roli koncepcji mającej przypominać ideę homeostazy bardziej obiecująca od zasady inercji wydaje się zasada stałości.