Rozdział 6
Leonardo
Uratowaliśmy Valentinę. Znaczy, żeby być bardziej precyzyjnym, ta pyskata jędza sama się uwolniła. Pokonała dwóch rosłych facetów, którzy na co dzień zasilali szeregi gruzińskiej mafii, więc treningi z Antonem i Andriejem ewidentnie się przydały. Strach się bać, co ta kobieta jeszcze potrafiła, ale byłem wdzięczny losowi, że nic jej już nie zagrażało.
Luigi, mój kierowca, ochroniarz i przyjaciel w jednym, zatrzymał się przed moją rezydencją. Pożegnałem się z nim uściskiem dłoni. Szybko wrócił do zdrowia po wycięciu wyrostka, więc cieszyłem się, że ponownie będzie mi towarzyszył. Był to jeden z naszych najbardziej zaufanych ludzi. Pracował dla nas tylko od czterech lat, ale wielokrotnie udowodnił swoją lojalność. Należał do tych cichych i małomównych mężczyzn, więc pewnie te cechy były pociągające dla kobiet, bo z tego, co zauważyłem, to miał spore powodzenie u płci przeciwnej.
Po wejściu do rezydencji ruszyłem prosto na taras, żeby przygotować sobie drinka dla rozluźnienia. Potrzebowałem snu i odpoczynku po tych kilku cholernie trudnych dniach przepełnionych obawą o życie Valentiny.
Podszedłem do barku i wypełniłem do połowy szklankę złocistym alkoholem. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie, sycąc oczy widokiem rozciągającym się ze wzgórza, na którym ojciec wybudował sporej wielkości posiadłość. Dwie kostki lodu przyjemnie pobrzękiwały, zakłócając ciszę, gdy upijałem spory łyk, żeby delikatnie stłumić myśli kłębiące się w mojej głowie.
Lorenzo kilka lat temu zdecydował, że czas się wyprowadzić z rodzinnego gniazda. Znalazł działkę z widokiem na morze, położoną na skalnej skarpie, gdzie postawił wymarzony, nowoczesny dom, a ja zostałem tutaj.
Z tym miejscem wiązały się moje wspomnienia z bratem, ojcem czy mamą. Kochałem te mury, które od zawsze były przepełnione miłością i śmiechem - no może do momentu, aż nie zostałem tutaj sam. Ojciec zmarł kilka lat temu, a mama wolała zamieszkać w apartamentowcu w Katanii, żeby mieć bliżej do swoich przyjaciółek oraz kilku restauracji, którymi zarządzała.
Nie przyznałem się bratu, dlaczego tak często u niego bywam. Przecież nie mogłem mu powiedzieć, że już totalnie mnie pojebało, zmiękłem i czułem się samotny. Czasami to było tak bardzo przerażające, że stąd uciekałem, ale nikt nie mógł się o tym dowiedzieć.
Przechyliłem szklaneczkę do końca, a alkohol przyjemnie podrażnił moje gardło. Dalej byłem pod wpływem adrenaliny. Czułem, jak trzęsą mi się dłonie; nie potrzebowałem teraz dołującego rozmyślania o kilku ostatnich dniach, tylko porządnego rżnięcia.
Tak, kurwa, tego mi potrzeba! Dość użalania się nad sobą!
Zmiękłem. Stałem się miękkim fiutem, który pierdoli o miłości, zamiast zapomnieć i żyć dalej.
Co się ze mną stało, że pozwoliłem, by jedna urocza ślicznotka namieszała mi w głowie?
Nigdy nie zdarzyło mi się coś podobnego. Zawsze twardo stąpałem po ziemi. Pieprzyłem mnóstwo chętnych kobiet, absolutnie nie dopuszczając do siebie uczuć czy innych pojebanych rzeczy. Korzystałem z życia, władzy, pieniędzy, nie przejmując się sentymentami.
Wystarczyła jedna zachwycająca kobieta, żebym zwariował, ale koniec z tym. Czas wymazać ją z umysłu, bo prędzej Salvatore się zastrzeli, niż pozwoli mi się do niej zbliżyć.
Pod wpływem chwili wyjąłem telefon z kieszeni i poinformowałem Luigiego, że wyjeżdżamy z domu za dziesięć minut. Czas wyruszyć na polowanie i wyruchać jakąś słodką suczkę. Zakończyć ten przydługi czas posuchy i jazdy na ręcznym. Potrzebowałem się zrelaksować, wyciszyć myśli i zatopić się w jakimś ciepłym, ponętnym ciele.
Znalezienie w klubie dziewczyny, która byłaby chętna na jednorazowe rżnięcie, nie stanowiło dla mnie żadnego problemu.
Nigdy nie narzekałem na powodzenie u dziewczyn i podobnie jak Lorenzo nigdy też ich nie całowałem. Pocałunki były dla mnie o wiele bardziej intymne i zmysłowe niż sam seks. Ten traktowałem jak sport, który pomagał zachować w życiu równowagę i niejednokrotnie sprawiał, że z organizmu uchodziła część ciśnienia, dzięki czemu byłem spokojniejszy.
W czasie jazdy moje myśli uciekały w kierunku Liliany, ale próbowałem je zagłuszyć.
Po wejściu do klubu Royal otulił mnie mrok, który ocieplało jedynie czerwone światło rzucane przez lampy kinkietowe. Parkiet był jak zwykle wypełniony gorącymi laskami, które wiły się w rytm muzyki, kusząc nieszczęśników. Czuły, że są obserwowane, więc starały się wyglądać seksownie, ale nie wszystkim to wychodziło.
Od razu skierowałem się na najwyższe piętro, gdzie znajdowała się nasza prywatna loża. Zająłem miejsce na kanapie i zacząłem przeczesywać wzrokiem parkiet.
Kelnerka po kilku minutach przyniosła whisky dla mnie i wodę z cytryną dla mojego towarzysza.
- Chcesz pogadać? - Luigi przyglądał mi się niepewnie, dziwnie marszcząc czoło.
- Nie bardzo, do chuja.
Upiłem kolejny łyk mocnego trunku i odwróciłem wzrok, żeby dokładniej przyjrzeć się kuso ubranym kobietom w poszukiwaniu idealnej partnerki na dzisiejszą zabawę. Kilka minut później byłem coraz bardziej podminowany, ponieważ żadna z nich nie przykuła mojej uwagi. Zdegustowany, a wręcz cholernie zirytowany przeniosłem spojrzenie na przyjaciela.
- Co? - burknąłem, przecierając twarz ze zmęczenia. - Kurwa! Nie gap się tak na mnie, bo pomyślę, że na mnie lecisz!
Wiedział, że tylko próbuję go wkurzyć, więc w ogóle nie reagował na moje docinki.
Nie spałem od dwóch nocy i zamiast przytulić głowę do poduszki, siedziałem w klubie, topiąc smutki w średnio schłodzonej whisky.
Co jest ze mną nie tak?
Zamiast czuć szczęście i niewyobrażalną ulgę, że cukiereczek był bezpieczny, miałem wrażenie, że tracę coś bardzo cennego. Coś ulotnego. Domyślałem się, czego, a raczej kogo pragnie moje serce, ale musiałem się jak najszybciej wyleczyć.
Ta niebezpieczna fascynacja powoli przeradza się w obsesję!
Nie bzykałem od kilku miesięcy. Wynikało to z faktu, że pożądałem tylko i wyłącznie Liliany - to jej ciało pragnąłem czcić. Zablokowała mnie na inne kobiety, więc byłem tu dzisiaj, żeby się przełamać i wrócić do swojego rozwiązłego życia.
- Jestem twoim przyjacielem, możesz na mnie liczyć. Zawsze cię wysłucham. - Westchnął, po czym upił spory łyk wody. - Znam cię nie od dzisiaj. Widzę, że coś cię męczy. Może jak się wygadasz, to będzie lepiej? - Skrzywił się po tych słowach, jakby zjadł kilo wyjątkowo kwaśnych cytryn. - Ja pierdolę! Gadam jak baba! - Pokręcił głową zniesmaczony. - Jak coś, to jestem. Tyle. - Rozłożył ręce w geście bezradności.
Sam w tej chwili czułem się tak bezradny jak jeszcze nigdy w swoim życiu.
- Wszystko się pojebało, rozumiesz? - Spojrzałem na niego ostro. - A zresztą nie mam zamiaru ci się zwierzać, bo to i tak nic nie da! - Dopiłem resztę alkoholu i z głośnym trzaskiem odstawiłem pustą szklankę na blat stolika. - Kontroluj sytuację, a ja idę coś wyrwać - rzuciłem wściekle, z determinacją podnosząc się z kanapy.
Przyglądał mi się zdziwiony, a następnie przytaknął niepewnie i również wstał, żeby obserwować otoczenie. Zawsze trzymał się niedaleko, żeby w razie czego zareagować.
Skierowałem swoje kroki na parter, gdzie od razu stanąłem przy barze. Machnąłem na barmana, który doskonale wiedział, co podać. Zawsze była to schłodzona whisky. Po chwili ze szklaneczką w dłoni zacząłem się ponownie rozglądać za kimś wartym uwagi.
Dopiero po trzeciej kolejce mój wzrok odpowiednio się wyostrzył i w końcu zauważyłem szczupłą brunetkę, której kształty mogły uchodzić za prawie idealne. A przynajmniej promile w mojej krwi dawały takie złudzenie. Poruszała się w rytm muzyki, kołysząc zmysłowo krągłymi pośladkami. Czerwona, krótka sukienka opinała jej biodra, a czarne szpilki wydłużały już i tak cudownie długie nogi. Szczupła talia podkreślona złotym paskiem idealnie kontrastowała z szerszymi biodrami.
Cierpliwie czekałem, aż obróci się bokiem lub przodem, żeby lepiej jej się przyjrzeć. Jedyne, czego nie znosiłem u kobiet, to wielkie, sztuczne piersi. Wszystko inne mogło być poprawione, ale uwielbiałem, gdy ta jedna część ciała była naturalna, miękka i cudownie wpasowująca się w moje dłonie.
Poznałem kobietę, której piersi idealnie pasowałyby do moich rąk, a przynajmniej tak przypuszczałem.
Nie myśl o Lilianie! Nie myśl o Lilianie!
Powtarzana w kółko mantra za cholerę nie pomagała.
Klin klinem! Muszę wymazać ją z głowy, serca, umysłu!
Pod wpływem buzujących we mnie emocji ruszyłem do przodu. Chuj ze sztucznymi cyckami, które teraz widziałem w całej okazałości. Jakoś przeżyję ten jednorazowy dyskomfort.
Po prostu nie będę ich dotykać.
Idąc w jej kierunku, spojrzałem wyżej i mój wzrok zatrzymał się na ogromnych ustach. Im bliżej podchodziłem, tym większe się stawały.
Przymknąłem oczy, żeby się uspokoić. Czułem całym sobą, że za chwilę zrobię coś wbrew sobie, ale teraz marzyłem jedynie o tym, żeby przez moment się rozluźnić i zapomnieć.
Zatrzymałem się przed nią, położyłem dłonie na jej talii i próbowałem dostrzec kolor jej oczu. Wachlarz sztucznych rzęs skutecznie uniemożliwiał mi skrzyżowanie z nią wzroku.
Czy ona coś widzi? Trzepocze nimi kilka razy na sekundę, jakby odganiała jakieś owady czy chuj wie co!
Starałem się skupić na innej części jej twarzy, ale gdy zerknąłem na ogromne, opuchnięte usta, już nie wiedziałem, co było lepszym wyborem. Poddałem się i zgrabnym ruchem obróciłem ją tyłem do siebie. Pochwaliłem się w duchu za ten genialny pomysł. Przynajmniej nie musiałem się katować.
Poruszaliśmy biodrami w rytm muzyki. Zaciągnąłem się jej zapachem i poczułem nieprzyjemny, dość mocny aromat papierosów, jakbym wąchał wypełnioną po brzegi popielniczkę.
Od razu przypomniał mi się słodki zapach czereśni, który nawiedzał mnie w snach. Pokręciłem głową, wyrzucając natrętne myśli z mózgu, który za wszelką cenę chciał mi dzisiaj uniemożliwić zaliczenie chętnej panienki.
Odchyliłem głowę, żeby nabrać kilka haustów powietrza i przeczyścić nozdrza. Kobieta wiła się przede mną, ocierając o mojego fiuta, który powoli budził się do życia. Nie zareagował co prawda tak intensywnie jak na Lilianę, ale dobre i to...
Dlaczego nie mogę się jej pozbyć z głowy?
Jęknąłem poirytowany, co chyba usłyszała moja partnerka, ponieważ obróciła się w moich ramionach, złapała mnie za dłoń i ruszyła w kierunku toalet, przepychając się przez tłum spoconych, poruszających się na parkiecie ludzi.
Nie byłem do końca pewny, czy podjąłem dobrą decyzję, ale przecież po to tu dzisiaj przyjechałem. Chciałem bzyknąć jakąś napaloną laskę, żeby sobie choć trochę ulżyć.
Nie rozumiałem tylko, dlaczego w momencie gdy skręciliśmy w korytarz, poczułem, że coś ciężkiego zaległo na moim sercu. Coś na kształt poczucia winy?
Co się ze mną dzieje?
Z rozmyślań wyrwał mnie nagły ruch kobiety. Zatrzymała się, położyła dłonie na mojej klatce piersiowej i popchnęła mnie mocno, w wyniku czego oparłem się plecami o ścianę. Alkohol znacznie przytępił mój refleks, ale na szczęście przytomność umysłu pozostała i zanim jej podejrzanie napuchnięte usta wylądowały na moich, odwróciłem głowę w bok, tak że cmoknęła mnie w policzek. Kiedy się odsunęła, wbiła długie szpony w moją szczękę, chcąc spojrzeć mi w oczy.
- Co jest grane? - zapytała piskliwym głosem.
- Wszystko okej. Ale bez całowania.
Zaczynała mnie powoli denerwować.
- Dobra. - Wzruszyła ramionami i pomaszerowała korytarzem, nie oglądając się za siebie.
Miałem teraz jedyną szansę, żeby uciec, wymknąć się i zapomnieć. Te kilka sekund, kiedy stałem bez ruchu, przesądziło o reszcie wieczoru. Nie potrafiłem się zdecydować. Próbowałem szybko przeanalizować sytuację.
Czy jestem aż tak spragniony, żeby zapomnieć o jej irytujących wadach?
- Idziesz, kotku, czy się rozmyśliłeś? - dobiegł do mnie jej piskliwy głos.
Podjąłem decyzję. Przyjechałem się zabawić, więc tak będzie. Byłem zdrowym mężczyzną, który potrzebował seksu jak powietrza.
Zamknęliśmy się w kabinie i nie minęło kilka sekund, a kobieta przyssała się do mojej szyi. Dłuższą chwilę zajęło, zanim dotarło do mnie, że będę miał cholerną malinkę od tego glonojada. Odciągnąłem ją, chwyciwszy za biodra, a ona puściła skórę na mojej szyi z głośnym mlaśnięciem.
Przyszpiliłem ją do ściany, obejmując dłonią jej szyję, by lekko ją przytrzymać. Drugą ręką sięgnąłem między jej nogi. Rozszerzyła je, co znacznie ułatwiło mi dostęp, więc zwinnie wsunąłem dłoń pod bieliznę. Była już mokra, więc potarłem kilka razy jej łechtaczkę, co sprawiło, że zaczęła głośno jęczeć.
Ja pierdolę! Trafiła mi się jakaś gwiazda porno czy o co chodzi?
- Wyliż mnie, przystojniaku - zamruczała, coraz bardziej ulegając pieszczotom.
- Pojebało cię?
- Co ty, kurwa? Nie całujesz się, nie liżesz! To co my tutaj robimy? - Ścisnęła dłonią moje jaja.
- Wylizuję jedynie znajome cipki, więc odpada. Jesteśmy tu, żeby się pieprzyć, a nie dyskutować.
Odwróciłem ją tyłem do mnie, przyciskając jej sztuczne cycki do ściany. Wypięła się w moją stronę i zaczęła ocierać się pośladkami o mojego fiuta, który ewidentnie nie był zachwycony potencjalną zdobyczą. Nie reagował z zainteresowaniem. To mnie jednak nie zniechęciło.
Odsunąłem się minimalnie i zrolowałem obcisły materiał jej sukienki aż do wysokości talii. Sprawiło mi to trochę problemów, bo mocno do niej przylegał. Zsunąłem z jej bioder czerwone stringi, które opadły na podłogę, po czym przycisnąłem ją całym ciałem do ściany. Jedną rękę oparłem obok jej głowy, a drugą zanurzyłem w jej ciepłym wnętrzu.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby tak nie jęczała. Działało mi to na nerwy, a do tego byliśmy zamknięci w małej przestrzeni, więc w końcu dotarł do mnie mdlący zapach jej perfum wymieszany z dymem papierosowym. Nie była to seksowna mieszanka, zatem starałem się ze wszystkich sił skupić na własnym fiucie, który ani myślał stanąć na wysokości zadania.
Jęczała coraz głośniej, aż w końcu wrzasnęła przeciągle, dochodząc z moimi palcami w cipce.
Teraz przyszła pora na mnie.
Zamierzałem zająć jej usta w jedyny możliwy w tym momencie sposób. Dobre obciąganie też było atrakcyjną opcją. Schyliłem się, nasunąłem jej majtki na pupę i w miarę możliwości naciągnąłem sukienkę, która ledwo zasłoniła jej pośladki.
Obróciłem ją gwałtownie, ale poddała się bez problemów, dalej zamroczona orgazmem. Położyłem dłonie na jej ramionach i delikatnie naparłem, dając jej do zrozumienia, że liczę na równie satysfakcjonujący rewanż.
Ona jednak wpatrywała się we mnie i ani drgnęła.
- Co jest, kurwa? - wykrztusiłem rozdrażniony.
- Obciągam tylko znajome kutasy. - Oblizała prowokacyjnie usta, uśmiechając się wrednie.
Wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia. Chyba robiła sobie jaja.
- Co ty pierdolisz? Musisz się jakoś odwdzięczyć - syknąłem, wnerwiony do granic możliwości.
- Nic nie muszę, przyjemniaczku. - Roześmiała się, podejrzanie mocno rozbawiona, po czym sięgnęła do klamki.
Zanim wyszła, wspięła się na palce i znowu zaczęła zbliżać się do mojej twarzy. Odruchowo odchyliłem głowę, żeby przypadkiem mnie nie dotknęła, przez co mocno uderzyłem potylicą w drzwi kabiny.
- Kurwa! - jęknąłem z bólu, od którego na kilka sekund mnie zamroczyło. - Pojebało cię?! Mówiłem! Bez całowania!
- Dobra, już dobra. - Po tych słowach przekręciła zamek w drzwiach i zostawiła mnie samego.
Stałem oniemiały i czułem się, jakby ktoś zawodowo mnie wyruchał. Z odrętwienia wyrwał mnie dopiero odgłos zamykanych drzwi.
Ze spierdolonym humorem opuściłem łazienkę. Liczyłem na przyjemne rozluźnienie, a tymczasem laska popisowo zrobiła mnie w chuja. Pragnąłem wrócić do życia sprzed momentu poznania Liliany, kiedy zaliczałem chętne laski, które marzyły o tym, żeby pokołysać się na moim fiucie, a tymczasem czułem się jeszcze gorzej.
Cholera! Co to, u licha, było?!
Przy końcu korytarza natknąłem się na Luigiego. Nawet nie chciało mi się gadać. W samochodzie sięgnąłem do kieszeni marynarki, w której miałem telefon, po czym odruchowo poklepałem drugą kieszeń, gdzie zazwyczaj nosiłem trochę gotówki.
- Nie wierzę! - sapnąłem pod nosem, zaskoczony.
- Co się stało? - Luigi przyglądał mi się w lusterku wstecznym.
- To chyba najgorszy wieczór w moim życiu - podsumowałem, lekko rozbawiony komizmem tej sytuacji. - Laska mnie okradła. Zwinęła jakieś dwa tysiące euro.
- Chcesz ją namierzyć? Dzwonić do chłopaków? - Wyraźnie powstrzymywał uśmiech.
- Nie. Mam nauczkę na przyszłość. Od początku była jakaś podejrzana.
- Chcesz jej darować kradzież?
- Tak, dokładnie.
Oparłem głowę o zagłówek i przymknąłem na chwilę oczy.
Ostatnio moim życiem rządził trudny do opanowania chaos. A wszystko przez piękną kobietę, która na stałe wpełzła pod moją skórę i zadomowiła się w moim sercu.