Przypowieść o budowie
Pewien król zapragnął zbudować wielką budowlę, miała być domem dla wszystkich jego poddanych. Wezwał wszystkie swoje sługi, które przysięgły mu posłuszeństwo, aby pomogły mu w budowie. Jednakże jedni z nich szybko odwrócili się od pracy, rzekli do władcy:
- Nie mamy czasu pracować.
Drudzy powiedzieli:
- Mamy przecież, gdzie mieszkać. Po co nam się trudzić?Trzeci zażądali zapłaty za pomoc, tylko nieliczni przyszli i w ciszy zaczęli pracować. Budowa trwała długo, także jedni z tych, co pracowali, odchodzili, gdyż nie chcieli się już trudzić. Wzięli zapłatę za swoją pracę i żaden z nich nie powrócił. Odchodzili następni, przeklinając władcę. Mówili między sobą:
- Przeto inni siedzą w cieniu i popijają wino, nie pracują, a są szczęśliwi. Porzucili narzędzia i dołączyli do nich. Na placu budowy została tylko garstka sług, posłusznych królowi. Ludzie patrzyli na nich i ich wyśmiewali, a gdy spali, burzyli ich pracę. Mieli ich za głupców i nie chcieli ujrzeć końca budowy. Słudzy jednak sumiennie pracowali w pocie czoła, jedli chleb z ziemią i pili wodę z własną krwią. Ich usta były popękane, ręce i nogi. Ból ogarniał całe ciało, mimo to trwali przy obietnicy i w pokorze służyli królowi. Przez swoją wiarę i ciężką pracę ukończyli dzieło. Władca, widząc ukończoną budowlę, zaprosił ich do środka. Zdjął im sandały z nóg, obmył, opatrzył rany i dał czyste szaty. Zasiedli oni wraz z królem do uczty, stoły były nakryte mięsem i winem, także niczego nie brakowało. Gdy spostrzegli, to ludzie, którzy nie pracowali i ich oczy ujrzały, jakie skarby są w środku i przepych bogactwa, przyszli pod drzwi i zaczęli kołatać:
- Panie, wpuść nas.
Odezwał się głos władcy:
- Idźcie precz, niegodni chwały, zaprawdę nie znam was. Nie daliście mi pić, kiedy byłem spragniony, nie opatrzyliście moich ran, gdy byłem zraniony.
- Kiedy panie, byłeś spragniony? Kiedy byłeś ranny?
- Wiedzcie, że to, czego nie uczyniliście moim sługom, mnieście nie uczyniliście.
Rozkazał władca swoim żołnierzom związać buntowników i wyrzucić w ciemność. Tam będzie głód i zgrzytanie zębów.
Przypowieść o cudzołożnicy
Późnym wieczorem, kiedy wszyscy mieszkańcy Jerozolimy udawali się do swoich domów, grupa mężczyzn przyprowadziła do Jakuba kobietę. Rzekli do niego:
- Nauczycielu, ta kobieta cudzołożyła. Co nam rozkażesz, abyśmy z nią zrobili?
Jakub im odpowiedział:
- Ludzie, kto mnie ustanowił sędzią nad tą duszą i jakie ja mam prawo nad jej życiem?
Jedni z nich krzyczeli i domagali się sprawiedliwości:
- Prawo jest jedno, za cudzołóstwo należy się jej śmierć. Ukamienujmy ją!
- Ludzie małej wiary. Wy, którzy podążacie na zachód, gdy wieje wiatr od wschodu. Gdy burza idzie od południa, udajecie się na północ. O przewrotne plemię, mówicie jedno, a robicie wręcz przeciwnie. Jaką ja mam wam dać odpowiedź na wasze pytanie? Ten, kto uważa się za mądrego, niech wam odpowie.
- Chcieliśmy wyprowadzić ją za miasto i ukamienować, lecz powołała się na ciebie i błagała, żebyśmy ją tutaj przyprowadzili. Widocznie myśli, że masz władzę ją uratować.
- Mam to, co mam. Wysłucham ją, bo kto się powołuje na prawo, przez prawo umiera, kto się powołuje na nadzieję, nadzieją żyje. Kobieto, cóż takiego uczyniłaś, że śmierć się o ciebie upomina?
- Nauczycielu, miałam męża, wyruszył do Egiptu dwie wiosny temu i nie powrócił. Jego brat przybył niedawno z tamtej krainy. Kazał mi ze sobą obcować, bo twierdził, że mój mąż nie żyje i przejmuje cały majątek po nim i mnie uznał za swoją własność. Złożył mi przysięgę małżeńską, nie mogłam mu odmówić, wygnałby mnie i umarłabym z głodu.
- Czasami lepiej jeść kamienie, niż nimi być obrzuconym. Skoro obcowałaś ze swoim mężem, więc gdzie popełniłaś grzech?
- Mąż wyparł się mnie przed tymi mężczyznami. Chce wszystko zagarnąć dla siebie, jestem dla niego tylko przeszkodą.
- Jakubie, powiedz, czy ta kobieta jest winna? Jeśli tak, ukamienujemy ją. Jeden grzech, jeden wyrok, jedna kara.
Jakub usiadł na ziemi, chwycił kamień do ręki i rzekł:
- Droga kamienista jest kamieniem wyłożona, morze jest wodą wypełnione, a ludzie przewrotni, przewrotnie myślą. Zanim wam dam odpowiedź, wy wpierw mi ją dajcie na moje pytanie. Żył człowiek, który zaplanował zamordowanie swojego brata. W jego głowie narodziła się myśl, myśl wypowiedziały usta, na koniec jego ręka chwyciła nóż i dokonała zbrodni. Ile ten człowiek popełnił grzechów? Jeden, czy trzy?
Odezwał się głos jednego z mężczyzn:
- Ani jeden, ani trzy, tylko trzydzieści trzy.
Odpowiedział mu Jakub:
- Niedaleko jesteś od królestwa Bożego. A wy, żniwiarze śmierci, chcecie tę kobietę ukamienować, ukamienujecie ją. Nie jest ważne dla was, czy ja powiem tak, czy ja powiem nie. Ta kobieta chce żyć, czy uszanujecie jej wolę? Czy słowo kobiety będzie dla was ważniejsze od słowa waszego brata? Któż z was pójdzie za prawem, a któż schroni się za prawdą? Wiedzcie, że jakim sądem wy sądzicie, tak i wy będziecie w przyszłości osądzeni.
Oni to usłyszawszy, odeszli i pozostawili kobietę samą. Spojrzała na Jakuba i rzekła do niego:
- Nauczycielu, cóż ma teraz czynić?
- Wracaj do męża. Kamienie są zawsze pod ręką, lecz ludzie szybko opuszczają ten świat.
- Ten człowiek pragnął mojej śmierci, zaprawdę nienawidzi mnie.
- Zaprawdę nienawidzi samego siebie, wróć do żywych i służ mu jak najlepiej. Skoro twoje życie zostało ocalone, niechaj teraz ty ocalisz jego duszę.
Przypowieść o Egipcjaninie
Gdy Jakub siedział na kamieniach, zauważył jak jeden z Żydów, wpadł do sadzawki. Podszedł do niego obcokrajowiec i wyciągnął do niego dłoń, lecz mężczyzna odrzucił jego pomoc. Podszedł do niego Jakub, aby zadać mu pytanie:
- Bracie, dlaczego odrzucasz pomoc tego człowieka?
- Gdyż jest poganinem i nie podam nigdy swej ręki psu.
Jakub, słysząc jego odpowiedź, zasmucił się i rzekł:
- Bracie, serce twe pała gniewem, pozwól, że opowiem ci historię. Kiedyś pewien Egipcjanin został napadnięty przez zbójów, leżał nagi i zakrwawiony na drodze. Umierając, wołał głośno o pomoc. Przechodził obok niego Żyd. Biedak wołał do niego, aby się nad nim ulitował. Mężczyzna podszedł do Egipcjanina i powiedział: Pomogę ci, człowieku, wsadzę cię na mojego osła i zawiozę do Jerozolimy. Dam ci ubranie i opatrzę twe rany, lecz gdy już nabierzesz sił i staniesz na nogi, udasz się do naszej świątyni, aby tam oddać pokłon naszemu Bogu. Egipcjanin mu odrzekł: Czyż ty nie jesteś Żydem, a ja Egipcjaninem? Czyż możesz wymagać, aby kot pił razem z psem? Po tych słowach podróżnik odstąpił od niego. Przechodził tamtędy drugi Żyd, słysząc jego wołanie o pomoc, powiedział do Egipcjanina: Pomogę ci biedaku, zabiorę cię do domu, dam ci moje ubranie i moje posłanie, lecz później, jak nabierzesz sił, pójdziesz do pracy i oddasz mi za to wszystko czterokrotnie. Egipcjanin podziękował mu za taką pomoc. Przechodził trzeci Żyd, stanął i powiedział: Pomogę ci psie, ale jak już będziesz w moim domu i będziesz na tyle silny, aby pracować, będziesz moim niewolnikiem. Do końca życia będziesz pracował na mojej roli, a twój dług nigdy nie będzie spłacony. Dopiero gdy przechodził czwarty Żyd, nic nie mówiąc, wziął na swoje barki tego Egipcjanina i pieszo zaniósł do swego domu. Opatrzył mu rany i dał swoje ubranie. Gdy mężczyzna wyzdrowiał, rzekł do wybawiciela: Zaprawdę straciłem wiarę w was Żydzi i nienawiść do was ma rosła do czasu, gdy się nade mną ulitowałeś. Przygarnąłeś mnie i nie baczyłeś na słowa swoich braci. Spałem z tobą pod jednym dachem i przy jednym stole jadłem. Nie ma na Ziemi takiego bogactwa, jakiego mógłbym ci wynagrodzić, lecz gdy wrócę do swego kraju, dojdzie do uszu faraona, że na wschód od Nilu znalazł się jeden sprawiedliwy. Wy, Żydzi uciekaliście niegdyś przed gniewem władcy Egiptu, lecz ty, bracie jesteś mile widziany w naszym kraju. Gdy będziesz chciał mnie odwiedzić, wstąp na dwór faraona, mój wuj z pewnością cię ugości, tak samo, jak ty ugościłeś mnie.
Po opowiedzeniu historii zwrócił się Jakub do Żyda:
- Bacz, bracie, więc nie na narodowość i wierzenia bliźnich, gdyż i poganie umieją się dzielić dobrem. A gdzie jest dobro tam i jest Bóg. Kiedy ktoś wyciąga do ciebie dłoń, jakoby sam Bóg do ciebie wyciągał swoją rękę. Nie zakrywaj rękami oczu i nie wkładaj błota do uszu, opuść głowę na znak pokory, gdyż Bóg do ciebie przyszedł z pomocą, a ty go odrzuciłeś.