Przypadki nie istnieją - Aniela Czerwińska

Kup ebooka

35.46 zł
29.43 zł (30,14 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

IV

Ola

Budząc się, wzięłam do ręki telefon, aby sprawdzić, która godzina. Spoglądając na ekran komórki, zobaczyłam, że mam aż jedenaście wiadomości i wszystkie były od Marcela, który pisał:

"Tęsknię za Tobą"

"Nie mogę się doczekać, kiedy Cię zobaczę"

"Ciągle myślę o Tobie"

Wszystkie pozostałe były podobnego typu. Postanowiłam mu odpisać, aby się nie martwił:

"Ja też za Tobą tęsknię, myślę o Tobie i również nie mogę się doczekać, kiedy się spotkamy"

Nie minęła minuta, jak dostałam odpowiedź.

"Napisz mi swój adres, a będę u Ciebie za półtorej godziny lub godzinę, najszybciej"

Nie zastanawiając się dłużej, wysłałam Marcelowi dokładny adres, po czym zaczęłam się zastanawiać, w co się ubrać. Stanęłam przed szafą i postanowiłam się zbytnio nie stroić, więc wyjęłam z niej białą bokserkę i długą, zieloną spódnicę w kwiatki. Ubierając się, malując i czesząc, cały czas myślałam o nim. Kończąc, zeszłam, aby coś zjeść. W kuchni zastałam tylko leżącą na blacie kuchennym kartkę, na której napisane było, że reszta domowników wybyła na co piątkowe zakupy, czego nie znosiłam, więc też nikt mnie nie budził z tego powodu. Trzymając w ręku kartkę i podeszłam do lodówki, by sprawdzić, co mogę zjeść, ale otwierając ją, stwierdziłam, że nie jestem w stanie nic przełknąć z rana, więc ją zamknęłam.

Kuchnia miała dwa spore pomieszczenia: miejsce, gdzie gotowaliśmy i jadalnię. Oddzielone były ladą, która była tylko do połowy szerokości i kawałkiem ściany, za którą było przejście do salonu. Całość była pomalowana na niebiesko z domieszką turkusu. W pierwszej części była umeblowana w kształcie koła, tyle że niepełnego. Po prawej stronie od futryny, przez którą się przechodziło, znajdował się piekarnik z zegarem wmontowany w jeden z rzędów mebli, z czego na samym końcu stała wysoka lodówka. Po lewej znajdował się łuk stworzony z mebli, a między nimi było okno. Zaraz na końcu tego rzędu była właśnie lada, a za nią stał stół, przy którym spożywaliśmy posiłki, w miarę wspólne, ilekroć mieliśmy taką możliwość.

Od jadalni było wejście do naszego salonu. Było to pomieszczenie takiej samej wielkości, co kuchnia z jadalnią. Ta część pomalowana była na fioletowo, a w suficie był ośmiokąt o nieforemnym kształcie, w którym znajdowało się kilka lampek ledowych, a na samym środku wisiał żyrandol, przypominający bukiet róż. Tuż przy wejściu stał zestaw skórzanych sof o ciemnym odcieniu brązu razem z dwoma fotelami, a pomiędzy nimi ława w takim samym kolorze. W drugiej części był kominek, który w chłodne dni dawał nam przyjemne uczucie ciepła, a nad nim wisiał telewizor. Tuż obok były półki, na których stały książki, odtwarzacze DVD, rzeźby i wieża, z której puszczaliśmy muzykę. Salon miał możliwość wyjścia na taras poprzez dwie pary drzwi balkonowych, rozłożonych po prostopadłych ścianach.

Spojrzałam na zegarek w telefonie, który wskazywał ósmą trzydzieści pięć, więc postanowiłam pooglądać telewizję dla zabicia czasu. Usiadłam w ulubionym fotelu, włączyłam telewizor, po czym zaczęłam szukać czegoś ciekawego. W pewnej chwili poczułam czyjeś dłonie na moich oczach.

"Pewnie Dawid się wygłupia" - pomyślałam, a następnie powiedziałam:

- Wiem, że to ty Dawid, bo kto inny może być tak głupi, by bawić się w takie dziecinne zabawy?

- Yyyy... Dzięki - usłyszałam głos zupełnie niepasującego do głosu mojego brata.

Kiedy czyjeś ręce odsłoniły mi widoki, odwróciłam się, aby zobaczyć, kogo uraziłam swoją "niezbyt miłą odpowiedzią". Okazało się, że głos należał do Marcela. Zawstydziłam się i opuściłam głowę, lecz tylko na chwilę, ponieważ Marcel podszedł przede mnie, przykucnął i ujął moją twarz w dłonie, po czym lekko musnął moje usta pocałunkiem.

- Przepraszam - odparłam, kiedy już się odsunął - Nie słyszałam, jak wjeżdżasz na podwórko, przez co pomyliłam cię z kimś innym.

- Nic nie szkodzi - zaśmiał się.

- Może usiądziesz? - zaproponowałam, ale nie zdążyłam niczego zrobić, ponieważ chłopak wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą na górę prosto do mojego pokoju. Zdziwiłam się bardzo, ponieważ nie przypominałam sobie, abym kiedykolwiek pokazywała mu go ani tym bardziej o nim opowiadała. Marcel, jakby czytając mi w myślach, powiedział:

- Domyśliłem się, który to twój. I nie bój się. Nie śledzę cię. A teraz usiądźmy na twoim łóżku, bo widzę, że jest na nim przytulnie.

- O kurcze, wybacz. Nie zdążyłam posłać go jeszcze.

- Nic się nie dzieje. Przynajmniej nie będzie można narzekać na chłód - zaśmiał się.

Kiedy szybko zaścieliłam łóżko, zajęliśmy swoje miejsca. Po chwili przyciągnął mnie delikatnie do siebie, także, wpadłam w jego ramiona. Zaczął delikatnie gładzić po włosach, policzku, ramieniu, a następnie delikatnie muskał ustami moją skórę. Na koniec pocałował mnie w usta i mocno przytulił. Uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego ciepłe ramiona, a on zapytał z troską:

- Opowiadaj. Jak ci minęła droga?

- Dobrze, tylko troszkę męcząca, ale ogólnie dobrze.

- Cieszę się - uśmiechnął się i mocno mnie przytulił.

Czułam się jak w siódmym niebie. Chciałam, aby ta chwila trwała w nieskończoność, aby się nigdy nie skończyła. Było mi przy nim tak dobrze i tak bezpiecznie, że zamknęłam oczy, aby napawać się tą chwilą. Jakiś czas później postanowiłam, że otworzę je, a kiedy to zrobiłam, zobaczyłam, że Marcel leżący obok mnie, patrzył mi w oczy i gładził delikatnie po policzku, a potem lekko się przysunął i pocałował w usta. Uśmiechnęłam się i przysunęłam bliżej, po czym go przytuliłam. Ten uścisk trwałby może i dłużej, gdyby nie Dawid, który wpadł do mojego pokoju jak burza, a my z Marcelem odskoczyliśmy od siebie jak porażeni prądem, po czym oboje oblaliśmy się rumieńcami.

- No ładnie - powiedział ze śmiechem - Wy tu się obściskujecie, a nam się nie pokażecie. A ty - zwrócił się do mnie - nawet nas sobie nie przedstawiłaś.

Wstałam i ponagliłam swojego ukochanego, aby to samo uczynił, po czym powiedziałam:

- Przepraszam. Marcel - popatrzyłam się na niego, a ręką pokazałam na Dawida - poznaj Dawida, Dawid poznaj Marcela.

Dawid chciał podać mu swoją dłoń, aby się przywitać, ale ten tylko zmierzył go swoim wzrokiem, zaśmiał się i usiadł z powrotem na moim łóżku i pociągnął mnie za sobą. Byłam zszokowana jego zachowaniem, bo nie przypuszczałam, że mój chłopak jest zdolny do takiego zachowania, ale może to jest tylko takie chwilowe i może, gdy się lepiej poznają, przestanie się tak zachowywać. Zrezygnowany cofnął rękę i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Słysząc, jak schodzi, wróciliśmy z Marcelem do przytulania się.

- Uwielbiam spędzać z tobą każdą chwilę - oznajmił i popatrzył mi w oczy.

- Cieszę się, że tak jest, przynajmniej wiem, że cię nie nudzę - powiedziałam i uśmiechnęłam się.

W pewnym momencie ktoś otworzył drzwi. Odwróciliśmy się z Marcelem do tyłu. Okazało się, że to znowu był Dawid.

- Przepraszam, że znowu wam przeszkadzam, ale zapomniałem się was zapytać, czy chcielibyście się przewieść moim nowym autem?

- Nie. Dzięki. Mam swój, a z wieśniakami nie jeżdżę - odparł ironicznie.

- Rzuciłbym tu jakąś ciętą ripostę, ale mam ważniejsze sprawy na głowie niż gadanie z lalusiami.

Marcel, słysząc te słowa, miał się rzucić na niego z pięściami, ale szybko złapałam go za ramię.

- Dawid, lepiej będzie, jak stąd pójdziesz, bo nie chcę mieć kłopotów.

Brat skinął potwierdzająco głową i wyszedł, a ja rzuciłam groźne spojrzenie w stronę mojej sympatii.

VII

Ola

Rano obudził mnie dzwoniący telefon. To był Marcel, więc szybko postanowiłam odebrać.

- Hej piękna - usłyszałam w słuchawce - obudziłem cię?

- Tak, ale nie szkodzi, bo jestem wyspana. Chyba nigdy mi się tak dobrze nie spało, a to wszystko dzięki tobie - powiedziałam i uśmiechnęłam się.

- Cieszę się, że zrobiłaś tak, jak prosiłem i mi zaufałaś.

- Tylko myślałam, że to był w pewnym sensie "test na zaufanie".

- Chciałem, żeby tak było, chociaż mogłaś mi nie ufać i otworzyć ten list wcześniej, ale później nie byłby na tyle ważny, bo równie dobrze mogło cię coś później zasmucić lub ktoś mógł ci sprawić przykrość, dlatego tak bardzo zależało mi na tym, abyś miała "miły akcent" na koniec dnia.

- To ci się udało - powiedziałam, nie przestając się uśmiechać, dodając - Kiedy cię znowu zobaczę?

- Ilekroć tylko będziesz chciała - powiedział, a chwilę później usłyszałam śmiech w słuchawce.

- Jak dla mnie, to dobrze, by było mieć cię codziennie, o każdej porze dnia i nocy - zaśmiałam się.

- To już jadę do ciebie. Do zobaczenia - powiedział, po czym się rozłączył.

Leżałam tak jeszcze przez chwilę, trzymając telefon przy uchu. Byłam jak w jakimś transie i dopiero dźwięk otwieranych drzwi przywrócił mnie z powrotem na ziemię. To był Dawid, który praktycznie budził mnie zawsze wtedy, gdy był w domu. Zauważyłam, że w obu rękach trzymał tacę z jedzeniem, ponieważ u nas w domu panowała zasada, kto nie przychodzi na śniadanie, to potem nie ma jedzenia. Uśmiechnął się, postawił tackę na biurku, a następnie wyszedł, zostawiając mnie samą ze swoimi myślami. Po paru minutach usłyszałam odgłos wjeżdżającego samochodu. Postanowiłam sprawdzić, kto do nas przyjechał, więc wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Okazało się, że to był Marcel.

"O kurcze - pomyślałam - przecież ja nawet nie jestem ubrana".

Nie tracąc ani chwili dłużej, czym prędzej, otworzyłam szafę, chwyciłam pierwsze lepsze ubrania i szybciutko pobiegłam do łazienki. Pięć sekund później byłam już ubrana. W pewnej chwili usłyszałam kroki dobiegające od strony schodów, które mogły oznaczać czyjeś zbliżanie. Domyślałam się nawet, do kogo należały. Chwilę później usłyszałam głos, który mógł należeć tylko do jednej osoby.

- Olu, gdzie jesteś?

- W łazience! - krzyknęłam - Ale nie wchodź, bo się ubieram. Poczekaj na mnie w pokoju.

- No dobra! Tylko szybko - powiedział, po czym usłyszałam oddalające się kroki, a następnie usłyszałam zgrzyt łóżka.