Przymierze które dzieli - Paweł Lisicki, Ks. Janusz Królikowski, Ks. prof. Waldemar Chrostowski, Ks. Mariusz Rosik, Ks. prof. Robert Skrzypczak, Dariusz Oko, Jakub Waszkowiak OFM, Ks. Stanisław Koczwara

Kup ebooka

29.99 zł
26.09 zł (29,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ks. prof. Waldemar CHROSTOWSKI

Jeszcze raz na temat wielkopostnego listu episkopatu polski

Chociaż opadły pierwsze emocje związane z Listem Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej, trzeba do niego wracać przede wszystkim dlatego, żeby po dłuższej ciszy nie przytaczano go ani nie wykorzystywano do dalszego ustawiania kierunków relacji Kościoła katolickiego z Żydami i judaizmem.

Wiele zostało powiedziane na temat treści i okoliczności, w jakich ten List się ukazał, czyli okresu Wielkiego Postu i brutalnej polityki prowadzonej przez państwo Izrael. Wiele do myślenia daje też trzeci czynnik, mianowicie sposób przygotowania i ogłoszenia Listu. Na początku lutego 2026 roku jego projekt został rozesłany do biskupów jako przeznaczony do konsultacji. Mimo że konsultacje się odbyły oraz zgłoszono bardzo poważne zastrzeżenia i sugestie, zostały one zupełnie pominięte i zlekceważone. Wprowadzono trochę kosmetycznych poprawek, natomiast jeżeli chodzi o treść, to wszystko pozostało bez zmian. List nosi datę 12 marca 2026 roku, aczkolwiek w komunikacie z 404 Konferencji Episkopatu, która miała wtedy miejsce w Warszawie, nie ma o nim żadnej wzmianki. Nie wiadomo, czy i jak starannie był na niej omawiany ani też jaką liczbą głosów został przyjęty. Wygląda to tak, jakby w pewien sposób był wymuszony, bo komuś bardzo zależało, aby został wydany w wielkopostnym, a nie innym czasie, mając tę, a nie inną treść, oraz taką, a nie inną formę.

Następnie zapanowała cisza, po czym trzy dni przed terminem wyznaczonym na odczytanie go ukazał się na stronach internetowych kilku diecezji, ale został z nich tak samo nagle wycofany. Zupełnie kuriozalną sprawą było nałożenie klauzuli, że nie może być opublikowany przed sobotą o godzinie 18.00, gdy zaczyna się liturgia kolejnej niedzieli wielkopostnej. Dopiero wtedy go otrzymaliśmy. Nie było wiadomo, i do tej pory nie jest jasne, czy był to List do odczytania wiernym obowiązkowo podczas niedzielnej Liturgii Słowa, czy tylko "do wykorzystania duszpasterskiego". Ale co znaczy "wykorzystanie duszpasterskie"? Wprawdzie może się ono odbywać w katechezie, ale można poprzestać na rozmowach i debatach przy stole albo w podróży.

Jeżeli chodzi o treść, teologia relacji Kościoła z Żydami i judaizmem została w tym Liście podporządkowana i stała się narzędziem do zwalczania antysemityzmu. Taka bowiem jest jego zasadnicza teza i myśl przewodnia. Po wstępie, w którym pomieszano wskrzeszenie (Łazarza) ze zmartwychwstaniem (Jezusa) i nadzieją na zmartwychwstanie wiernych (osobliwe zdania: "Łazarz wychodzi z grobu, a Jezus zajmuje jego miejsce"; oraz: "Śmierć Jezusa jest ceną życia, które wrócone jest Łazarzowi"), następuje nawiązanie do wieloznaczeniowego słowa "śmierć", po czym czytamy: "Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) ANTYSEMITYZM". "Antysemityzm" to jedyne słowo zapisane w tym Liście kapitalikami (!), co podczas czytania wymaga wręcz wykrzyczenia go. Dalej: "Ale i z tej "śmierci" wyprowadził (i wyprowadza) nas Pan - szczególnie w ciągu ostatnich 60 lat - dzięki wydarzeniom, które czujemy się zobowiązani wszystkim nam przypomnieć". Cała reszta jest podporządkowana owej myśli przewodniej. Skutek jest taki, że mamy do czynienia z bezkrytycznym, a może świadomym i celowym, przyjęciem przez autora lub autorów tego Listu żydowskiego programu relacji z Kościołem katolickim. Z perspektywy żydowskiej są one nawiązywane i podtrzymywane głównie po to, żeby mieć w Kościele sojuszników do zwalczania antysemityzmu. Ten List idzie właśnie w tym kierunku.

Druga sprawa, z teologicznego punktu widzenia bardzo istotna, to przypominanie cytatów z nauczania Jana Pawła II i wybranych wypowiedzi watykańskiej Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem, a nie obfitego nauczania Nowego Testamentu i ojców Kościoła oraz podstawowych dokumentów doktrynalnych. Wypowiedzi papieskie i dokumenty komisji kościelnych mają zróżnicowaną wartość. Mogą być pomocne w duszpasterstwie, lecz nie stanowią punktu dojścia, zamykając wszelką refleksję teologiczną, lecz jej punkt wyjścia. Kardynał Kurt Koch zwraca uwagę, że trzeba rozróżniać między dokumentami doktrynalnymi Kościoła a refleksją teologiczną. Tymczasem przez 60 lat, które upłynęły od wizyty Jana Pawła II w synagodze rzymskiej, w Polsce - o czym świadczy wieloletnia batalia o prawidłowe rozumienie i objaśnianie nazywania Żydów "starszymi braćmi" - rzetelna refleksja teologiczna jest monopolizowana i tłumiona. Od wielu lat podkreślam, że nie ma w Kościele w Polsce "dialogu o dialogu", co powoduje liczne nieporozumienia i fałszywe uproszczenia. Wielu zwolennikom dialogu z judaizmem jest dużo bliżej do Żydów niż do chrześcijańskich współbraci. Tymczasem sprzeciw i liczne wątpliwości, które narosły wokół tego Listu, przedstawiane jako "prawicowe" i "niezgodne z duchem Vaticanum II", pochodzą z woli zrozumienia wiary chrześcijańskiej i pragnienia głębszej przynależności do Kościoła. Jeżeli judaizm jest tak atrakcyjny i jeżeli droga bez Jezusa Chrystusa jest tak samo skuteczna, jak droga z Jezusem Chrystusem, to dlaczego właściwie jesteśmy chrześcijanami? Ta kwestia stanowi kluczowy punkt wyjścia wszystkich krytycznych komentarzy do tego Listu. Trzeba podejmować próby dialogu z wyznawcami judaizmu, ale nie kosztem zatracania własnej tożsamości ani relatywizowania tego, że jesteśmy wyznawcami Jezusa Chrystusa, którego judaizm stanowczo i otwarcie odrzuca. Koncepcja "dwóch dróg zbawienia" - o czym zresztą dobitnie przypomniał dokument watykańskiej Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem wydany - w 2016 roku - jest absolutnie nie do przyjęcia. W Liście tego istotnego wątku brakuje.

Przedmiotem szczególnie wyważonej refleksji powinien być fragment: "Żydzi są nadal umiłowani przez Boga, który wezwał ich nieodwołalnym powołaniem. Bóg bowiem wierny swym obietnicom nie odwołał Pierwszego Przymierza. Izrael pozostaje nadal narodem wybranym". Każde słowo wymaga tutaj starannej uwagi i precyzyjnej egzegezy. Dotyczy to przede wszystkim słowa "Żydzi" i słowa "Izrael". Trzeba niestrudzenie przypominać słowa Benedykta XVI: "Izrael nie jest celem w sobie, jego wybranie jest drogą, którą Bóg chce przyjść do wszystkich". Bez doprecyzowania teologicznego, zakorzenionego w prawidłowym cytowaniu Pisma świętego, te dwa zdania stają się łupem politycznej poprawności, która ma uzasadniać bezkarność w nasilaniu się aktów przemocy ze strony żydowskich osadników chronionych przez izraelską politykę i wojsko. W tym świetle należy również rozumieć tekst Listu św. Pawła do Rzymian 11, 29, przytaczany za kolejnymi wydaniami Biblii Tysiąclecia, podczas gdy jego dosłowny przekład powinien brzmieć: "Nie żałuje bowiem Bóg darów i wezwania" (Wulgata: Sine paenitentia enim sunt dona et vocatio Dei; Jakub Wujek: "Albowiem bez żałowania są dary i wezwania Boże").

Zdanie: "Izrael pozostaje nadal narodem wybranym", nasuwa skojarzenia z obywatelami państwa Izrael, które jest państwem żydowskim. Jego obywatelstwo mogą uzyskać Żydzi, którzy są wyznawcami judaizmu albo ateistami. Ktoś urodzony z matki żydówki, będący chrześcijaninem, nie otrzyma obywatelstwa Izraela. W tym kontekście trzeba usytuować refleksję nad pytaniem: Kto jest narodem wybranym? Co więcej, czy pojęcie "naród wybrany" w ogóle jest zasadne? Czy nie należy raczej mówić o "ludzie Bożego wybrania", kładąc nacisk na Boga, który wybiera? Pojęcie "narodu" jest stosunkowo nowe i jako takie właściwie nie ma odpowiednika w słownictwie biblijnym. Wyznawcy judaizmu, jak wszyscy ludzie, są umiłowani przez Boga, co pochodzi z godności stworzenia, ponieważ wszyscy zostaliśmy stworzeni jako dzieci Boże. Szczególna godność "ludu Bożego wybrania" nie oznacza jedynie przywileju, lecz odpowiedzialność. Nasuwają się więc pytania: Czy odmowa uznania Jezusa Chrystusa pozostaje w zgodzie z wolą Bożą wyrażoną w starotestamentowej historii zbawienia? Czy sprzeciw wobec Boga, który objawił siebie w Jezusie Chrystusie, ma dla wyznawców judaizmu jakieś skutki, czy nie? A jeżeli nie, to dlaczego miałby mieć jakieś skutki dla wszystkich innych ludzi? Te pytania można pogłębić: Czy żydowska odmowa i sprzeciw wobec Jezusa Chrystusa nie jest sprzeciwem i odmową wobec Jego całkowicie fałszywego wizerunku przekazywanego przez prawie dwa tysiące lat w judaizmie rabinicznym? Przecież wizerunek Jezusa Chrystusa jest tam taki, że uwierzenie w Niego staje się niemożliwe. Obowiązuje też zakaz mówienia o Jezusie i poznawania Go takim, jakim On siebie przedstawia w czterech Ewangeliach i jest wyznawany w wierze Kościoła.

Wchodząc w "dialog", Żydzi mnożą wobec nas rozmaite postulaty, domagając się zmiany naszego nauczania, co często prowadzi do rozmywania centralnych prawd wiary katolickiej i rzutuje na osłabianie naszej tożsamości. Tymczasem w obliczu silnej kontestacji tego nieszczęsnego Listu Episkopatu pojawiły się nieliczne, lecz nagłaśniane opinie, że był bardzo potrzebny, aby odsłonić wciąż istniejące pokłady i przejawy antysemityzmu. Brnięcie dalej tym szlakiem uniemożliwi sensowny dialog oraz pogłębi brak zaufania wiernych do swoich biskupów.

 

Ks. prof. Waldemar Chrostowski