Rozdział 2
Riley
Poranne słońce wdzierało się przez szare zasłony do mojego niewielkiego pokoju. To ten dzień. To dzisiaj zmieni się całe moje życie, a jutro stawię czoło największemu przeciwnikowi, Cameronowi. Cudem dostałam się do jego firmy na staż. Podejrzewam, że gdyby jego ojciec żył, nie przyszłoby mi to tak łatwo, jednak walczyłabym o to z całych sił. Myślałam o tym, jaki Cameron kiedyś był i jaki może być dzisiaj, i napisałam długi list, w którym zawarłam swoje marzenia, pragnienia, plany na przyszłość. W większości przypadków nie kłamałam, jedynie podkoloryzowałam pewne informacje.
Obróciłam się na łóżku, po czym z niego zeszłam. Zaścieliłam je porządnie, wygładzając ręką pikowaną narzutę. Poduszki starannie ułożyłam od największej do najmniejszej. Później poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, przy okazji pakując do kosmetyczki potrzebne przybory. Gdy skończyłam myć zęby, zabrałam się za makijaż. Najpierw nałożyłam niewielką ilość jasnego podkładu, który rozprowadziłam pędzelkiem. Potem wklepałam wacikiem puder matujący, roztarłam na policzkach róż, a na końcu wytuszowałam rzęsy. Nie chciałam przesadzać, bo czekała mnie jeszcze dwugodzinna podróż samolotem.
Rozczesałam szybko kasztanowe włosy i zaplotłam je w warkocz. Wychodząc z łazienki, rozejrzałam się dookoła, aby sprawdzić, czy o czymś nie zapomniałam. Zgasiłam światło i wróciłam do sypialni. Tam przebrałam się w jasne jeansy, białą koszulkę i czarną katanę. Do walizki, która leżała koło szafy, wrzuciłam kosmetyczkę, piżamę i klapki. Zapinając zamek, usiadłam na podłodze i posmutniałam. Starałam się powstrzymać łzy, jednak kilku pozwoliłam spłynąć. Szybko przejechałam palcami pod powiekami, aby nie rozmazać tuszu.
"Weź się w garść, Riley!", pomyślałam.
Wstałam z podłogi, uniosłam walizkę i wysunęłam rączkę. Przeszłam kilka kroków i zatrzymałam się przy drzwiach. Oparłam głowę o framugę, wzdychając ciężko. Ten mały pokój był moją fortecą przez osiemnaście lat. Teraz przyszła pora, abym to ja zadbała o siebie. O swoje bezpieczeństwo i szczęście. Jestem pewna, że gdy pokonam demony przeszłości, z łatwością podejmę decyzję w sprawie przyszłości.
Wypuściłam głośno powietrze, gdy zeszłam po schodach. Walizka była naprawdę ciężka.
- Co ty tam spakowałaś? Jesteś cała zaczerwieniona. - Ciotka wychyliła się z kuchni, bacznie mnie obserwując.
- Tylko najpotrzebniejsze rzeczy - wymamrotałam, przepychając się koło niej.
W pomieszczeniu unosił się apetyczny zapach naleśników z czekoladą. Podeszłam do stolika, na którym stał talerz z pokaźnym stosikiem smakołyków. Zajęłam szybko swoje miejsce i nalałam do kubka odrobinę kawy, którą zabieliłam mlekiem. Upiłam łyczek, chwytając w drugą dłoń srebrny widelec.
- Pomału, Riley! Brzuch cię rozboli, gdy będziesz wszystko tak szybko robić - ponownie skarciła mnie ciocia, jednak już do tego przywykłam.
Matkowała mi całe życie i z czasem zrozumiałam, że wynika to z troski.
- Dobrze, ale usiądź ze mną i też zjedz. - Wskazałam ręką krzesło naprzeciwko mnie. - To nasz ostatni wspólny posiłek, Willow.
- Nie przypominaj mi, bo znowu będę płakać - westchnęła, siadając. Odłożyła ściereczkę obok talerza i nałożyła sobie naleśnika. - Jeszcze nigdzie nie pojechałaś, a ja już tęsknię.
- Będę dzwonić, codziennie - obiecałam, przełykając mały kawałek. - I pisać.
- To nie to samo...
- Ciociu, rozmawiałyśmy już o tym. - Starałam się ją uspokoić i podnieść na duchu.
- Dorosłaś tak szybko. Żałuję dni, kiedy się kłóciłyśmy... To był zmarnowany czas.
Obrzuciłam ją uważnym spojrzeniem. Pragnęłam zapamiętać ją taką, jaką jest teraz. Burza czerwonych loków sięgających do ramion. Zielone oczy, piegi rozsypane po całej twarzy. Kwadratowe okulary w czarnej grubej oprawie, dodające jej charakteru. Widać było po niej zmęczenie, ale zawsze dawała z siebie wszystko i nigdy nie narzekała. Uśmiechnęłam się szeroko, tłumiąc w ten sposób smutek rozsadzający mnie od środka. Czasami musimy poświęcić się dla innych, aby życie stało się piękniejsze. Ilekroć mama czytała mi bajki na dobranoc, zawsze powtarzała, abym szanowała innych i dbała o tych, których kocham. Ciocię kochałam najbardziej na świecie, bo tylko ona mi została. Dla niej zrobiłabym wszystko.
- Mam coś na twarzy, że mi się tak przyglądasz? - Z zamyślenia wyrwała mnie dłoń tuż przed moimi oczami.
- Nic nie masz, ciociu, po prostu przyglądam się, aby jak najlepiej utrwalić twój obraz w głowie - odpowiedziałam szczerze, odkładając widelec. - Zróbmy sobie zdjęcie, dobrze?
Wstałam, obeszłam stolik i wyjęłam telefon z kieszeni spodni. Odblokowałam ekran i uruchomiłam aparat.
- Przestań! Wyglądam jak siedem nieszczęść! - protestowała.
- Wyglądasz przepięknie, ciociu. A teraz się uśmiechnij. Na raz, dwa... - Wyciągnęłam rękę do przodu i zaczęłam odliczać. Uśmiechnęłam się szeroko i wcisnęłam przycisk, głośno mówiąc: - Trzy!
***
- Dziękuję i życzę przyjemnego lotu! - Kontrolerka oderwała kawałek mojego biletu, oddając mi go wraz z paszportem.
- Dziękuję - odpowiedziałam, uśmiechając się szeroko, po czym odwróciłam się na pięcie, aby jeszcze raz spojrzeć na ciocię. Mimo że to strefa odlotów, ubłagałam jednego z ochroniarzy, aby pozwolił Willow odprowadzić mnie do rękawa. To nasze ostatnie spotkanie w tym roku, także chciałam jak najdłużej być w jej pobliżu. Wyciągnęłam rękę i pomachałam.
- Kocham cię! - krzyknęłam na całe gardło, ignorując ludzi czekających w kolejce obok mnie.
- Ja ciebie mocniej! - nie pozostała mi dłużna.
Uwielbiałam ją za bycie sobą. Nigdy nie udawała perfekcyjnej. Miała wady, ale także mnóstwo zalet, chyba jak każdy z nas.
- Żegnaj, Denver... - szepnęłam, rozglądając się dookoła. - Będę tęsknić.
Ścisnęłam mocniej torebkę, czując paznokcie wbijające się we wnętrze prawej dłoni. Odwróciłam się na pięcie i pochyliłam głowę. Powolnym krokiem weszłam do długiego białego tunelu, którym udałam się wprost na pokład samolotu. Tam bez problemu znalazłam swoje miejsce. Udało mi się dostać fotel tuż przy oknie. Podziwianie widoków z lotu ptaka było dla mnie namiastką wolności, którą otrzymałam od cioci.
Prawdziwe życie zaczyna się właśnie teraz.
San Diego, nadchodzę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki