***
Dochodziło południe, gdy Zuzanna Nowicka otworzyła oczy. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak dobrze spała. Oczywiście przez cały pobyt w Portugalii również spała wyśmienicie, ale zrzucała to na karb wypitego alkoholu i wakacyjnej beztroski. W Polsce zazwyczaj kręciła się i wierciła w łóżku, nie mogąc spać. Szczególnie po tym, jak jej były kochanek Piotr Majer próbował ją okaleczyć. Dzisiejszego ranka tuż po przebudzeniu zastanawiała się, gdzie właściwie jest. Leżała na wielkim łożu, otulona satynową pościelą w kolorze głębokiego granatu. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że przed wyjazdem do Portugalii przeniosła się do willi Roberta Sikorskiego. Nie bez żalu opuściła swoje małe mieszkanko na ósmym piętrze. Mimo ciągłego nachodzenia paparazzich czuła się w nim w miarę bezpiecznie. Było skromne, niewielkie, ale je lubiła. Wchodząc do mieszkania, za każdym razem mówiła: "Witaj, kochany domeczku".
W wielkiej willi narzeczonego nie miała tej swobody i przede wszystkim czuła się tu tylko gościem. Wnętrza urządzone w nowoczesnym stylu, pozbawione duszy nie były w jej guście. Zuzanna lubiła intensywne kolory, szczególnie fuksję i czerwień. Uważała się za barwnego ptaka i taki też miała temperament. Tutaj ogromne przestrzenie wiały chłodem. Białą, lśniącą terakotę imitującą marmur, w której można było się przeglądać jak w lustrze, położono w całym domu. Białe meble przełamane w niektórych pomieszczeniach czernią i dębem nie miały w sobie krzty intymności. Jedyną kolorową ozdobą wnętrz były paprocie. Ich soczysta zieleń na tle surowych, jasnych ścian wydawała się jeszcze bardziej intensywna.
Od rana padał deszcz, ale teraz nieco się przejaśniło i do sypialni wpadły nieśmiałe promienie słońca. Oświetliły ścianę nad piękną białą toaletką z szufladami i owalnym lustrem. Powyżej na ścianie wyraźnie zaznaczyły się prostokąty po ramach. Ktoś musiał niedawno zdjąć wszystkie obrazy bądź zdjęcia. Zuzanna dopiero teraz uświadomiła sobie, że Robert ze swoją żoną zapewne spali w tej właśnie sypialni. Wprawdzie Klara zmarła dużo wcześniej, zanim Zuzanna poznała Roberta, ale i tak kobieta poczuła się niezręcznie. Z Robertem połączyły ją najpierw sprawy zawodowe, ale w iście ekspresowym tempie ich znajomość przerodziła się w ogniste uczucie. Jeśli ktoś skalę ich miłości miałby określić kolorami, to byłaby to z pewnością purpura. Przywierali do siebie bez słów i bez tchu, zrzucając ubrania gdzie bądź. W jej mieszkaniu kochali się już od progu, tutaj, w tym domu, z uwagi na gosposię z trudem, ale jednak okiełznywali swoją namiętność aż do chwili, gdy znaleźli się w sypialni. Na wspomnienie ostatniej nocy nawet teraz poczuła przyjemne podniecenie.
Odrzuciła kołdrę i podniosła się z łóżka. Nago podeszła do toaletki i spojrzała w lustro. Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Oczy pełne blasku, ciemna opalenizna, pięknie wykrojone usta, lśniące białe licówki i jędrne ciało czyniły z niej piękność. Tylko krótko obcięte włosy, które po eksperymentach byłego menadżera Jerzego Polena nie zdążyły jeszcze odrosnąć, przyprawiały ją o zgryzotę. Ciemna, krótka fryzura była przyczyną wielu wylanych przez nią łez. Nie chciała jednak wracać myślami do okresu swojej pracy w agencji modelek Penelopa ani do afer, w które się świadomie lub mniej świadomie wplątała. Starała się wymazać z pamięci tamten najkoszmarniejszy okres w swoim życiu.
O niczym innym nie marzyła, jak tylko o tym, by skończyć z obrazem celebrytki skandalistki. Jej wizerunek modelki, mocno nadszarpnięty przez seksaferę, w jaką się wplątała, a po części została wplątana za sprawą romansu z Piotrem Majerem, zaczynał powolutku się odbudowywać. Głównie za sprawą Roberta i jego kancelarii adwokackiej, którą prowadził razem z ojcem, również niezależna producentka filmowa i reżyserka Katarzyna Zabielska próbowała przywrócić Nowickiej dobre imię. Kobieta nakręciła o niej film, który lada moment miał wejść do kin. Zuzanna liczyła na to, że hejt w stosunku do niej nieco osłabnie.
Przejechała dłonią po blacie toaletki. Na palcach nie znalazła najmniejszych bodaj drobinek kurzu. W pomieszczeniu pachniało świeżością. Tym bardziej intrygowały ją puste miejsca po niedawno ściągniętych obrazach. Lekko wyblakłe, niektóre większe, niektóre mniejsze przykuwały jej uwagę. Ze zmarszczonym czołem przyglądała się ścianie. Przechyliła nieco głowę w bok, by spojrzeć na nią pod innym kątem.
- Nie, no z pewnością wisiały tu zdjęcia - oceniła na głos. - A skoro je ściągnięto, to na bank były to zdjęcia jego zmarłej żony. I bez wątpienia gdzieś tu są. - Usiadła na szerokiej ławeczce wyściełanej białym sztucznym futerkiem. Odchyliła się i otworzyła pierwszą z brzegu szufladę. Była pusta. W drugiej również nie było zawartości. Przeszukiwała szuflady jedną po drugiej, ale były opróżnione i nieskazitelnie czyste.
Gdy dosuwała ostatnią z nich, usłyszała pukanie do drzwi. Najpierw pomyślała, że się przesłyszała, ale pukanie się powtórzyło. Tym razem było bardziej zdecydowane. Zuzanna zamarła. Dalej siedząc w niezmienionej pozycji, odwróciła głowę i w panice lustrowała pokój, zastanawiając się, gdzie podziała czarną atłasową podomkę oraz czy gosposia bez zaproszenia naciśnie klamkę i wejdzie do środka, czy odpuści.
Ponieważ pukanie nie ustawało, a Zuzanna nie mogła namierzyć wzrokiem szlafroka, zerwała się z miejsca, dwoma susami znalazła się w łóżku i naciągnęła kołdrę pod szyję. Dopiero wtedy chrząknęła, by uspokoić oddech, i zawołała:
- Proszę.
Drzwi się uchyliły i stanęła w nich dość wysoka, koścista kobieta około czterdziestki. Miała na sobie czarną, prostą, lecz nie pozbawioną elegancji sukienkę z białym kołnierzykiem i białymi mankietami oraz cieliste rajstopy i skórzane, czarne pantofle na niewysokim obcasie. Prezentowała się nienagannie i na swój sposób wytwornie. Ciemne włosy spięte w ciasny kok dodawały jej lat. Na stosunkowo ładnej twarzy bez zmarszczek, ale i bez grama makijażu zagościł ledwo dostrzegalny grymas niechęci. Do tej pory gosposię Roberta Zuzanna widziała tylko raz i właściwie w przelocie. Kobiety oprócz powitalnej grzecznościowej wymiany zdań nie miały okazji przebywać sam na sam ani tym bardziej rozmawiać.
- Dzień dobry, pozwoliłam sobie zajrzeć i sprawdzić, czy wszystko w porządku. Wprawdzie pan Sikorski uprzedził mnie, że przyjechała pani o północy i zapewne pośpi odrobinę dłużej, ale pragnę zauważyć, że już dochodzi południe. Po prostu martwię się, czy aby nie potrzebuje pani pomocy. - Kobieta wciąż stała w uchylonych drzwiach.
- Dziękuję za troskę. Wszystko u mnie w porządku. Faktycznie lubię dłużej pospać, ale nie aż tak długo. - Zaśmiała się. - Przyznaję, spałam jak dziecko. - Wysunęła ręce spod kołdry i położyła je na wierzchu wzdłuż ciała.
- Cieszy mnie to. Zejdzie pani na śniadanie?
- Tak, zaraz zejdę. Przy okazji, nie zauważyłam mojej torby podróżnej, a zdaje się, że Robert przyniósł ją wczoraj do sypialni... - zawiesiła głos.
- Wszystkie pani ubrania są wyprane i wysuszone. Torba również jest wyczyszczona i odkażona. Zawsze tak robię, gdy pan Sikorski wraca po podróży. Nocując w hotelach, można przynieść do domu insekty. Staram się do tego nie dopuścić.
- Ach tak - bąknęła Zuzanna. Miała za sobą kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt noclegów poza domem, ale nie posunęłaby się do aż takiej nadgorliwości.
- Przynieść pani rzeczy tutaj?
- No raczej - prychnęła. - To znaczy, poproszę - poprawiła się natychmiast.
Chciała jeszcze o coś spytać, ale drzwi zamknęły się bezszelestnie i została sama.
- To znaczy poproszę - przedrzeźniła się i pacnęła dłonią w czoło. - Odbiło mi? Przed gosposią będę teraz udawać kogoś innego, niż jestem? Chyba mi rozum odjęło.
Naraz oblała się rumieńcem. Przecież w torbie była brudna bielizna i inne intymne części garderoby - odkryła ze zgrozą. No nie, tego jeszcze nie grali, żeby ktoś prał moje zużyte stringi - zżymała się. Robertowi to nie przeszkadza? Przecież to nienormalne. A przynajmniej nie dla mnie.
Aż podskoczyła na dźwięk telefonu. Przekręciła się, by sięgnąć po niego z szafki nocnej pod oknem. Uśmiechnęła się do ekranu komórki i wszystkie złe myśli odleciały. Dzwonił Robert.
- Jak się masz, kochanie? Słyszałem, że dopiero się obudziłaś. Ach, jak ci dobrze.
- No nie, już ci doniesiono, że dopiero otworzyłam oczy? W głowie się nie mieści. Znowu jestem inwigilowana, a może nawet podsłuchiwana i nagrywana, kto to wie! Dlaczego mnie to spotyka? - Zdenerwowała się.
- Uspokój się, skarbie. Pani Wanda Fiołek to najuczciwsza osoba, jaką znam.
- Nie wiesz, że tyle znamy siebie, ile życie nas sprawdziło? Do tej pory nie nagrywała i nie podsłuchiwała, bo nikt jej za to nie płacił. Skąd wiesz, jak się zachowa wobec paparazzich, którzy za byle plotkę o mnie płacą grubą kasę? Jeśli dzwoni i zdaje ci relację, co robię, kiedy wstaję, co jem, to dla mnie jest niewiarygodna.
- Skarbie, uspokój się. Pracuje w naszej rodzinie od dziesięciu lat. Możemy jej ufać. Naprawdę. - Próbował ją uspokoić.
- W naszej? To znaczy w czyjej? Pracuje również u twojego ojca?
- Nie. Skąd ci to przyszło do głowy? - Zdziwił się.
- Powiedziałeś "w naszej". Nie chcę być niegrzeczna, ale wyjaśnij mi, co masz na myśli, mówiąc "w naszej". - Nie dawała za wygraną.
- Miałem na myśli ten dom, nasz dom, kochanie. Jesteś przewrażliwiona albo wstałaś lewą nogą, a może za mało cię dopieściłem - zażartował. - Mogę to zaraz naprawić, od klienta pędzę prosto do ciebie.
- Robert, powiedz, proszę, co miałeś na myśli, mówiąc "w naszej".
Milczał. Usłyszała w słuchawce lekkie westchnienie.
- To ja ci powiem, miałeś na myśli siebie i twoją żonę, prawda? Nie mylę się? No powiedz.
- Nie wyspałaś się, dlatego masz zły humor. Ja też, jak się nie wyśpię, bywam nie do zniesienia. Odpocznij, wrócę do ciebie jak najszybciej - powiedział łagodnie jak do dziecka.
- Wyspałam się, po prostu nie przywykłam do tego, by ktoś prał moje brudne majtki, i najzwyczajniej w świecie mnie to krępuje. - Specjalnie chciała być niemiła. Denerwowała ją myśl, że pewnie do dnia jej powrotu z Portugalii wisiały na ścianie zdjęcia Klary. Zresztą nie tylko to. Pamiętała, że Sikorski zdjął obrączkę zaledwie kilka miesięcy temu, w dniu, kiedy się poznali. Do dziś odznaczał mu się na palcu jasny, mniej opalony pasek po złotym krążku. - Niech twoja gosposia odczepi się od moich gaci! - krzyknęła rozsierdzona.
- Zadzwonię później, teraz muszę kończyć. A właściwie zobaczymy się w domu - powiedział i nie czekając na odpowiedź, rozłączył się.
Siedziała z telefonem w dłoni. Żałowała, że nie jest w swoim mieszkaniu. Co za żenująca sytuacja. Bębniła palcami po kołdrze.
- Nie mam się w co ubrać. Nie wiem, gdzie są moje rzeczy, ani nawet nie mam pojęcia, gdzie jest szlafrok. - Kręciła głową z dezaprobatą. - Pozostało mi albo wyjść nago z sypialni, albo okręcić się prześcieradłem i czekać. No nie! Jestem zdana na łaskę i niełaskę jakiegoś babsztyla - mruknęła do siebie, jednak na tyle głośno, by jej niezadowolenie dotarło do uszu gosposi, gdyby ta podsłuchiwała pod drzwiami.
Odchyliła kołdrę i zwiesiła nogi z łóżka akurat w momencie, gdy rozległo się dość energiczne pukanie. Ku jej zdumieniu drzwi się otworzyły i bez zaproszenia weszła pani Wanda, pchając przed sobą wieszak z jej upraną, wysuszoną i wyprasowaną garderobą.
Spojrzenia kobiet na ułamek sekundy się skrzyżowały. Zuzanna dałaby sobie głowę uciąć, że w oczach gosposi dojrzała pogardę pomieszaną ze wstrętem. Zatrzęsła się w duchu ze złości. Siedząc, narzuciła na siebie kołdrę, która przykryła jej nogi i część tułowia. Jędrne, opalone piersi sterczały buńczucznie nieosłonięte. I dobrze! - pomyślała. Niech się krępuje, skoro włazi tu jak do stodoły.
Gosposia w milczeniu i z niebywałym jak na te okoliczności spokojem wolno rozwiesiła ubrania na wieszakach, a w dolnych szufladach szafy ułożyła bieliznę, którą miała spakowaną w lnianym woreczku. Zuzanna odliczała sekundy, kiedy wreszcie zostanie sama. Miała potrzebę skorzystania z toalety, ale nie uśmiechało jej się świecić golizną.
W końcu pani Wanda Fiołek zamknęła drzwi szafy i popchnęła pałąk na kółkach w stronę wyjścia. Gdy była przy drzwiach, zatrzymała wózek, odwróciła się do Zuzanny i rzekła dość chłodno:
- Jeśli pani sobie nie życzy, mogę nie prać pani bielizny. Wystarczy powiedzieć. Pani Klara Sikorska, żona pana mecenasa, nie miała z tym problemu.
Zuzanna spurpurowiała i siłą woli próbowała opanować irytację. Jednak nie powstrzymała się przed wybuchem.
- Może i żonie Roberta to nie przeszkadzało, ale ja nie przywykłam do tego, żeby ktoś prał moje majtki. Po prostu sobie tego nie wyobrażam.
- Rozumiem. Chcę tylko zaznaczyć, że o niektórych rzeczach się nie mówi. Tak już jest. Tego wymaga etykieta i to nakazuje dobre wychowanie - perorowała z godnością. - Pani Klara nie rozmawiała ze mną o... intymnej bieliźnie, no ale pani Klara była damą - dodała z nieukrywaną dumą i satysfakcją, po czym wyszła z pomieszczenia, bezszelestnie zamykając za sobą drzwi.
- I nie cierpię być podsłuchiwana! - ryknęła Zuzanna w stronę wyjścia. Była pewna, że gosposia przystanęła, aby podsłuchiwać.