Przyjaźń na zawsze. Magiczny piesek - Sue Bentley

Reflow text when sidebars are open.
Burza dreptał brzegiem zamarzniętego jeziora. Nad srebrnoszarym wilczkiem zbierały się ciemne chmury, które zapowiadały śnieg.
Nagle mroźne powietrze wypełnił złowieszczy skowyt.
- Cień! - jęknął Burza i się skulił.
Samotny zły wilk, który zaatakował stado Księżycowego Pazura i zranił jego matkę, był już blisko. Burza musiał się ukryć i to szybko!
Błysnęło złote światło i na lód spadł deszcz skrzących się iskier. Tam, gdzie przed chwilą stał wilczek, teraz znajdował się szczeniak rzadkiej rasy akita, z puszystą, płowo-kremową sierścią, spiczastymi uszami i wielkimi ciemnoniebieskimi ślepiami.
Burza zawrócił i pobiegł w stronę oblodzonych skał. Serce biło mu jak szalone, a nogi się plątały, przez co kilka razy się potknął.
- Burzo! Tutaj! - ktoś zawołał.
- Mama? - zapytał szczeniak, po czym się podniósł i wskoczył do lodowej jaskini.
Wilczyca leżała zwinięta tuż przy wejściu. W słabym świetle Burza zobaczył, jak jego matka podnosi łeb. Jej ślepia przepełniała miłość. Piesek odetchnął z ulgą, zamerdał ogonem i przywitał liźnięciem w pysk.
Kalista z troską potargała szczenięce futro.
- Dobrze cię znowu widzieć, mój synu. Wybrałeś niebezpieczny czas na powrót. Cień cię szuka. Chce przewodzić stadem Księżycowego Pazura.
W ciemnoniebieskich oczach Burzy widać było smutek pomieszany ze złością.
- Zabił mojego ojca i braci. Zmierzę się z Cieniem i przegonię go z naszej krainy!
- Odważne słowa. Jednak jest dla ciebie zbyt silny, a ja jestem jeszcze za słaba z powodu jego zatrutego ugryzienia, żeby ci pomóc. Udaj się do innego świata. Pozostań w tym przebraniu. Ukryj się. Wrócisz, kiedy twoja magia stanie się potężniejsza. Wtedy razem pokonamy Cienia - powiedziała Kalista i opuściła łeb ze zmęczenia.
Burza przytaknął. Nie chciał zostawiać matki, ale wiedział, że ma ona rację. Pochylił się i wydmuchnął obłok skrzący się tysiącem malutkich iskier. Kojąca mgiełka otoczyła zranioną łapę i wsiąkła w futro, ale zanim Burza dokończył zaklęcie, przerażające wycie rozległo się na zewnątrz jaskini.
Ogromne pazury drapały lód.
- Idź, Burzo! Ratuj się! - ponagliła go Kalista.
Szczeniak ostatni raz spojrzał na matkę. Puszyste, płowo-kremowe futro rozpaliło się od iskier. Jęknął cicho, czując zbierającą się w jego ciele moc. Złote światło rozbłysło wokół niego,a potem świeciło coraz jaśniej i jaśniej...
Zosia dygotała z zimna, kiedy strażacy pomogli jej oraz mamie wydostać się z łódki. Tata wypakowywał walizki i układał je na drodze, z dala od powodziowej fali.
- Mamy szczęście, że Pola i Marek zaoferowali nam nocleg do czasu, aż nasz dom zostanie osuszony i wyremontowany.
Zosia objęła się rękami, szczęśliwa, że udało im się dotrzeć na suchy ląd. Denerwowała się spotkaniem z Polą i Markiem, których nie widziała od wielu lat. Byli przyjaciółmi jej rodziców z czasów studiów i mieszkali po drugiej stronie miasta. Dziewczynka przypomniała sobie, że mieli córkę Renatę.
Zosia zobaczyła samochód wjeżdżający na szczyt wzniesienia. Zatrzymał się i wysiadło z niego dwoje ludzi.
- To Pola i Marek! - zawołała mama Zosi.
- W porządku. Dalej sami sobie poradzicie - stwierdził strażak i wsiadł do łódki. Na pożegnanie mrugnął do Zosi i powiedział: - A ty, młoda damo, uważaj na siebie.
Dziewczynka zdobyła się na uśmiech.
- Postaram się. Dziękuję! - krzyknęła do mężczyzny, który odpłynął ratować kolejną rodzinę.
Deszcz przestał padać, ale główna droga znajdowała się głęboko pod wodą, po tym jak wylała rzeka. Zosia starała się nie myśleć o ich domu z zalanymi pokojami na parterze i zniszczonymi meblami.
Obok nich przepłynął człowiek w kajaku. Na kolanach trzymał przenośną klatkę z kotem. Dziewczynkę rozweselił ten widok.
Mama zauważyła, na co patrzy Zosia, i też się uśmiechnęła.
- Szczęściarz z tego kocura - powiedziała.
Wzięła córkę pod ramię i razem wspięły się na wzgórze, gdzie stał zaparkowany samochód.
Pola przywitała całą rodzinę uściskami.
- Biedacy! Na pewno jesteście przemarznięci. Szybko ruszajmy do domu!
Jej mąż, Marek, pomógł zapakować walizki do bagażnika i wyruszyli. Po krótkiej chwili Pola wysiadła, przeszła przez trawnik i otworzyła drzwi.
- Mam nadzieję, że poczujecie się jak u siebie! - Zaprosiła ich do środka.
- Przyłączam się do tego - dodał Marek. - Jeśli tylko czegoś będziecie potrzebowali, to dajcie znać.
- Dziękujemy. Naprawdę jesteśmy wdzięczni - powiedział tata Zosi.
- Od tego przecież są przyjaciele - stwierdziła Pola. - To musiało być okropne, kiedy obudziliście się rano i zobaczyliście, że woda zalewa wam dom. Całe szczęście, że szybko zjawiła się pomoc.