Wieczorem udała się na umówione spotkanie do Adeli, aby wspólnie z przyjaciółkami, omówić szczegóły wyjazdu. Dyskusja trwała do późnych godzin wieczornych. I w końcu, jak się okazało, nic konkretnego nie uzgodniły. Postanowiły jechać w ciemno. Nawet nie wskazały miejscowości, gdzie będzie ich pierwszy przystanek. Z wyjazdu poza granice kraju zrezygnowały. Co do miejsca w kraju, nie było jednomyślności. Każda chciała jechać do innego miasta. Jedna do Jarosławca, a druga do Darłowa. Zdecydowały, że w pociągu pomyślą, gdzie wysiąść. Eliza trochę była przerażona perspektywą wielu dni przebywania z przyjaciółkami.
Coś mi się zdaje, że będą kłopoty - pomyślała i przez chwilę żałowała, że dała się namówić na taki wyjazd. Muszę się rozluźnić i nie szukać dziury w całym, ale dać ponieść się przygodzie, jaka z nimi mnie czeka - uśmiechnęła się w myślach do siebie.
Czas mijał szybko. Następnego dnia z samego rana udała się do biura. Gdy weszła do pokoju, koleżanki siedziały przy biurkach i rozmawiały z szefową. Kierowniczka, oparta o framugę drzwi, śmiała się, rozbawiona dyskusją.
- Chyba się nie spóźniłam? - zapytała Eliza, szybko zamykając drzwi.
- Nie, skądże - odpowiedziała szefowa. - Właśnie czekamy na ciebie. Dobrze, że już jesteś. I co wymyśliłyście? Wiesz, dokąd jedziecie?
- Doszłyśmy do wniosku, że w pociągu pomyślimy, gdzie wysiąść.
- Ty chyba żartujesz? - zdziwiła się Ela, marszcząc czoło. - Przecież bilety musicie kupić do jakiegoś miejsca pobytu. Coś mi się wydaje, że kręcicie - dodała wzburzona.
- Szalone! - wtórowała Zosia ze złością.
Szefowa zaniemówiła. Patrzyła na reakcję koleżanek i nie mogła uwierzyć, że ta wspaniała, mądra Eliza, bierze udział w czymś takim. Nie wytrzymała dłużej...
- Co ja słyszę! To nie może być prawda! Mam nadzieję, że to żart! - Jej głos był zdecydowany i poważany.
- Dlaczego szefową to dziwi? Teraz tak się jeździ. Tylko rodziny i starsi planują, gdzie, kiedy, za ile. Młodzi nie przywiązują zbytnio wagi do szczegółów, a jeszcze gdy portfel nie jest zbyt gruby... Raczej powiedziałabym, jeśli jest cieniutki, cieniusieńki. To może być nasz ostatni wyjazd na luzie. W przyszłym roku będziemy starsze i może nie będziemy chciały włóczęgi. Ale póki co myślę, że nie będzie tak źle. Przed nami przygoda. Jedziemy w ślepo na chybił trafił.
- Oj, Eliza, mam nadzieję, że ta przygoda dobrze się zakończy - westchnęła Ela, dolewając do filiżanki wodę z czajnika.
- I ty to mówisz. O ile wiem, lubisz spontaniczność i pełen luz.
- Oczywiście, ale na pewnym gruncie. Mogę szaleć, jednak muszę wiedzieć, gdzie mam przystań. Na chybił trafił to mogę zagrać w lotto.
- Spoko. Ja wiem, że będzie dobrze. Obiecuję wam, że za trzy tygodnie ujrzycie mnie opaloną, wyluzowaną, a kto wie, może poznam jakiegoś fajnego marynarza. Liczę na to.
- Raczej bądź ostrożna z nawiązywaniem znajomości - wtrąciła Zosia, przyglądając się koleżance. - Czarować to oni potrafią. A gdy się dowiedzą, w jaki sposób spędzacie urlop, to mogę się założyć, że się od nich nie uwolnicie. Będą wam dreptać po piętach i wściekłe wyjedziecie.
- Nie wiem, dlaczego zgodziłaś się na taki niepewny wyjazd - z niepokojem mówiła szefowa. - Koleżanki mają rację, że cię ostrzegają. Przecież jesteś mądrą i rozsądną dziewczyną. Stać cię na wykupienie zorganizowanego wypoczynku. Wiesz, dokąd jedziesz, masz pokój, zagwarantowany posiłek. Eliza, powiedz szczerze, czy na pewno takiego wyjazdu chcesz? - Patrzyła na nią z niedowierzaniem i obawą.
- Moje koleżanki to studentki z pustym portfelem. Studiują zaocznie, więc muszą na czesne zapracować. Pracują czasami, jak uda im się coś znaleźć. Mają nadzieję, że nad morzem zatrudnią się do pracy sezonowej. Chociażby nawet gdzieś w barze. Chcą przez całe lato tam zostać i zarobić trochę forsy. To moje przyjaciółki, wobec tego nieważne, czy mi się to podoba czy nie. Po prostu jadę z nimi.
- A co z ich egzaminami? - dociekała szefowa.
- W porządku. Radzą sobie. Nie mają zaległych egzaminów. Ale gdyby coś było nie tak, to przekładają na inny termin. Nie ma problemu. Już postanowione, jedziemy, gdzie nas pociąg zawiezie.
- Skoro podjęłaś taką decyzję... - wzruszyła ramionami.
- Podjęłyśmy wspólnie, proszę pani.
- Ale bądź ostrożna. Licho nie śpi. Rodzice wiedzą, jak spędzisz urlop?
- Tak. Nie mają nic przeciwko temu. Tato powiedział: "Jesteś dorosła, sama o sobie decydujesz". Mamie nie bardzo się to podobało, ale w końcu machnęła ręką.
- To kiedy wyjeżdżacie? - zapytała Ela.
- Jutro rano. Mamy pociąg, którym bezpośrednio dojedziemy tam, gdzie będziemy chciały być. Pasuje nam, bo będziemy miały możliwość zdecydować, gdzie kończymy podróż.
- To trzymaj się i wracaj do nas - powiedziała szefowa, stojąc przy drzwiach. - Daj znać od czasu do czasu. Chcemy wiedzieć, jak wypoczywasz. Chyba nie masz nam tego za złe? - dodała, wychodząc z pokoju.
Przecież mam komórkę i mogę dawać znać co chwilę. A jak wypoczywam, to nie bardzo chciałabym o tym opowiadać. To moja prywatna sprawa - mówiła w myślach do siebie.
- Przyrzeknij nam, że będziesz uważać na siebie - mówiła z troską Ela. - Nie miej nam za złe, że się martwimy o ciebie. W razie czego skracaj pobyt i wracaj. - Podeszła do Elizy i przytuliła ją mocno.
- Przyrzekam wam. Tak zrobię. To co, nie będę siedzieć dłużej z wami. Nic tu po mnie. Po drodze zrobię jakieś zakupy. I pomyślę, co mam zabrać ze sobą na tę włóczęgę.
- Może napijesz się z nami kawy? - zaproponowała Zosia.
- Nie, dziękuje, już piłam.
- Wiem, co czujesz przed wyjazdem - rzekła Ela. - Ja też tak mam. Nie będziemy cię zatrzymywać. Załatwiaj swoje sprawy i powodzenia nad morzem. Poznaj przystojnego marynarza, skoro po to jedziesz. - Spojrzała na koleżankę i puściła do niej oko.
- To przy okazji, ale mam nadzieję, że tak się stanie. Trzymajcie się. Będę dzwonić do was.
Wyszła z budynku biurowca i udała się w kierunku domu. W pobliżu był supermarket. Sprawdziła, ile ma pieniędzy w portfelu, i stwierdziła, że niewiele. Podeszła do bankomatu. Wybrała większą sumę i schowała w tajną przegródkę portfela. Sprawdziła wyciąg bankowy, aby wiedzieć, ile ma jeszcze do dyspozycji, po czym wrzuciła kartkę do kosza.
Rozmyślając o wyjeździe, udała się do domu. Dlaczego mnie straszą - pomyślała? Fajne koleżanki, ale jakieś zacofane. Wszystko muszą mieć ułożone, akuratne. Napędziły mi trochę pietra, nie ma co ukrywać. Teraz sama nie wiem, czy to dobry pomysł jechać w ciemno. Przyjedziemy wieczorem - i gdzie szukać noclegu? Będziemy śpiące po podróży, głodne i pragnące ciepłej kąpieli. Jeszcze jest trochę czasu. Może poszukać przez Internet jakiegoś pokoju. O rany, zaczynam panikować - westchnęła, rozglądając się wokoło.
Z daleka zauważyła zbliżające się koleżanki ze szkolnych lat. Machały rękami, głośno śmiejąc się i przywołując jej imię. Odwzajemniała się tym samym.
- A was co tak bawi? - spytała, witając się z każdą uściskiem.
- Cieszymy się wyjazdem nad morze - mówiła rozbawiona Diana. - Zaliczyłyśmy egzaminy, bo jak ci oczywiście nie wiadomo, no, bo i skąd, byłyśmy na kursie biegłych księgowych i teraz jedziemy poszaleć. Nie mogę się już doczekać. Wreszcie upragniona wolność. Długo trzeba było na nią czekać. Niestety. Ale w końcu jest.
- Taaak? Ja też jutro jadę nad morze.
- Jakoś nie widać tego po tobie - wtrąciła Kasia, zdejmując słoneczne okulary.
- A co niby ma być widać? Nie rozumiem.
- Radości ci brakuje.
- Powiedz lepiej, sama jedziesz czy z facetem? - zapytała, Diana. Była bardzo ciekawa, czy koleżanka ma chłopaka.
- Jeszcze nie z facetem. Jadę z Beatą i Adelą.
- Ale numer - roześmiała się Diana, puszczając oko do Kasi.
- Dlaczego tak mówisz? - wystraszyła się Eliza. Patrzyła na nią pełna lęku.
- Bo z nimi będziesz miała przerąbane i pełno problemów. - Ukrywała uśmiech, zasłaniając usta dłonią.
- Przestań! Głupoty wygadujesz! Jakich problemów? Jeździmy czasami razem i nie było żadnego kłopotu. Nie przypominam sobie. Wręcz przeciwnie. Zdziwiona jestem twoją opinią. Dlaczego tak mówisz? - Była wzburzona tym, co usłyszała.
- Nie spodziewałam się, że jeździcie razem - wzruszyła ramionami Diana. - Może faktycznie przesadziłam trochę. - Fuknęła pod nosem. Nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć.
- Tak mi się zdaje - szepnęła Eliza. Patrzyła w oczy koleżance, jakby chciała w nich wyczytać, czy jest z nią szczera.
- Mam nadzieję, że wiesz, gdzie będziecie mieszkały? - zapytała Kasia. - Macie rezerwację pokoi? - Czekała na odpowiedź, domyślając się, co może usłyszeć.
- Znajdziemy coś na miejscu, jak przyjedziemy. Mówiły, że nad morzem z pokojami do wynajęcia nie ma problemu. Więc nie ma takiej potrzeby, aby się martwić na zapas.
- Ale nie w sezonie! - krzyknęła Kasia. - Ja na twoim miejscu nie jechałabym w ciemno. Chyba że samochodem. Łatwiej się poruszać i szybciej można coś znaleźć. No, nie wiem, czy to dobry pomysł. Dla mnie to ryzyko, po nocy szukać pokoju. Chyba że noc spędzicie na plaży. A rano niewyspane, głodne będziecie szukać jakiegoś dachu nad głową. Czułam, że coś takiego usłyszę.