Wspomnienie
W wysoko położonych górach przechadzał się
w ciemności On - jedyny, ostatni,
ze wzburzonymi myślami.
Nagle zerwał się straszliwy wiatr,
który zaczął kruszyć górę, nieprzerwanie
tworząc przy tym lite marmurowe stopnie
błyszczące blaskiem księżyca.
Każdy Jego krok przybliżał Go
do wejścia w monument, katedrę.
Zostawiając za sobą cień, wiatr uniósł Go nad
stopniami, zrozumiał zbyt wiele lub tylko
garstkę. Wiedza, która pociągała Go do śmierci,
rozjaśniła Mu umysł.
Ciekawość i pragnienie ciągnęły Go wzwyż.
Stawał się coraz lżejszy, będąc jednością
z wiatrem unoszonym przez Niego.
Nagle uderzył perfekcyjnie swoją nieskończoną
furią w ową górę. I oto zamarł w progu
katedry, poczuł śmiertelny czas,
który przeraził Go na krótką chwilę i wypełnił