Ogród I
Przechadzałem się po ogrodzie tej nocy.
Byłaś zbyt blisko, twe spojrzenie
przeszyło mnie i odebrało mi wszystkie
zmysły i siłę.
Zostałem uderzony, zostawiony
na pewną śmierć, kamienie nie krzyczały,
więc rzekłem przeciwnikowi
owładnięty iluzją: "Wszystko stracisz".
Ten splunął na mnie i zaczął zadawać
ciosy w krainie mroku. Śmiali się prosto
w moją twarz, potem nałożyli na mnie
brzemię i odeszli pewni mojego
wiecznego potępienia w ciemnościach.
Mijały lata bez umysłu i ciała.
Po dekadzie straciłem nadzieję w kajdanach
nekromanty.
W kolejnych latach ujął się przyjaciel, który
walczył o moje imię i uwolnił z jarzma
przeklętych.
Bez wyrazu człowieka startego w pył
uczył mnie w cichości siły natury,
która stała się sercem i tarczą.
Kolejna dekada nauk sprawiła,
że wróciła do mnie wola życia.
Tak po dwudziestu latach znów zasiadłem
na swoim tronie.
Byty cienia przegrały, zostały schwytane,
a liczba ciosów wymierzonych we mnie
w liczbie czterdziestu tysięcy została
im spotęgowana i oddana, zaś moje
królestwo zostało podwojone dzięki
najwierniejszemu przyjacielowi,
którego mianowałem prawą ręką.