Bo każdy jest inny
Przenosimy się bliżej Bieguna Północnego, a konkretnie do Finlandii i do krainy zwanej Laponią. Dzień był spokojny, słoneczny, ale mroźny. Święty Mikołaj powoli dopinał wszystko na ostatni guzik, jednak ciągle napływały do niego nowe listy od dzieci z prośbami o prezenty. Pan z wielką, białą brodą z utęsknieniem zerkał w kalendarz. To niesamowita radość móc spełniać dziecięce marzenia, ale i ogromna odpowiedzialność, w końcu wszystko musi być dokładnie tak, jak być powinno.
- Miesiąc do Świąt - mruknął pod nosem Mikołaj i podniósł kubek z gorącą czekoladą, by się napić.
Nie wiem, czy wiecie, ale gorąca czekolada to ulubiony napój Świętego Mikołaja, zaraz po mleku do ciasteczek. Ogrzewa jego zmarznięte palce i pozwala na chwilę przenieść się myślami w przeszłość. A dzieje się tak głównie dlatego, że jako mały chłopiec - tak, Mikołaj też kiedyś był dzieckiem - siadał ze swoim tatą na werandzie i pijąc właśnie gorącą czekoladę, słuchał opowieści ojca o tym, jak kiedyś sam zostanie Mikołajem. I rzeczywiście tak się stało.
Gdy Mikołaj skończył już pić swoją gorącą czekoladę, udał się do fabryki zabawek, by sprawdzić, czy wszystkie prezenty są tworzone z radością. Jeśli tej radości zabraknie, z pewnością nie wywołają uśmiechu na usteczkach dzieci w wigilijną noc. Dzisiaj dodatkowo musiał zaprosić do siebie na rozmowę jednego z elfów - Remka.
Remek był pewnym siebie i troszeczkę zarozumiałym elfem. Zdawać by się mogło, że wszyscy pomocnicy Mikołaja są zawsze zadowoleni i mili, ale Remek nie raz, nie dwa udowodnił już, że z elfów mogą być prawdziwe rozrabiaki i uparciuchy.
- Remku, czy mógłbym zaprosić cię do siebie na kubek gorącej czekolady? - zapytał Mikołaj, gdy tylko zbliżył się do stołu, przy którym Remek składał właśnie niebieskie roboty.
- Święty Mikołaju, mam jeszcze tyle pracy, nie wiem, czy znajdę chwilę - odparł Remek i dalej dopasowywał plastikowe części w kolorach błękitu, turkusu, a nawet granatowe.
- Bardzo by mi zależało, Remku. Musimy porozmawiać i to pilnie! - Mikołaj zdecydował, że nie może tak łatwo się poddać, a że sprawa do Remka była naprawdę ważna, musiał wyciągnąć ostateczny sposób na przekonanie upartego elfa. - Pani Mikołajowa zrobiła ciasto czekoladowe.
- A może rzeczywiście zrobię sobie przerwę? - zmienił od razu zdanie Remek i podążył za Świętym Mikołajem.
Weszli wspólnie do salonu i rozsiedli na wielkich, mięciutkich fotelach zaraz obok kominka. Na stoliczku między nimi stał ogromny talerz z kawałkami czekoladowego ciasta, które aż zapraszało, by je skosztować.
- Remku - zaczął rozmowę Święty Mikołaj. - Wyglądasz na pełnego energii i dobrego humoru. Chciałem się upewnić, że produkcja zabawek idzie zgodnie z planem i zdążymy przed Świętami.
- O tak, Mikołaju, pracy jest bardzo dużo, nie wiem, czy się wyrobimy - odparł elf zaniepokojony. - Ale mam pewien genialny pomysł, który z pewnością pozwoli nam podarować wszystkim dzieciom prezenty.
Mikołaj wstał z fotela, by dołożyć do kominka trochę drewna, dzień był naprawdę chłodny, jak to w Laponii zwykle bywa.
- Tak? - spytał zaciekawiony. - A co to za pomysł?
- Mikołaju, sprawa wygląda tak, że najwięcej czasu zajmuje ci czytanie listów od dzieci, a elfom produkcja milionów różnych zabawek. Jednych różowych, drugich niebieskich, no i jeszcze te kolorowe. Drewnianych, z plastiku czy z papieru. A gdyby tak podarować wszystkim dzieciom takie same prezenty?
- Takie same? Przecież każde dziecko prosi mnie w liście o zupełnie inną zabawkę.
- Tak, to prawda. Ale czy dzieci nie będą się cieszyć już z samego faktu, że dostaną prezent? Takie rozwiązanie ułatwiłoby nam pracę. A nawet część elfów, szczególnie tych, które pracują w fabryce tyle lat, mogłaby odejść na zasłużony odpoczynek. Ty, Mikołaju, nie musiałbyś nawet czytać listów od dzieci. Ha, mógłbyś odpoczywać cały rok, poza Wigilią, rzecz jasna.
- Ale ja lubię czytać te listy, każde dziecko jest inne, jedyne w swoim rodzaju. Nie możemy wszystkim dać identycznych prezentów, przecież Święty Mikołaj jest od tego, żeby spełniać dziecięce marzenia, a Mikołaj to ja.
Remkowi nie do końca spodobało się podejście Mikołaja. Elf był przekonany, że jego pomysł jest wspaniały i nie ma żadnych wad. Jak się jednak okazało, Święty mocno wierzył w oryginalność każdego prezentu, dostosowanego do wieku dziecka, jego zainteresowań i tego, co lubi.
- Czy ciasto smakuje? - Do salonu weszła Pani Mikołajowa i jak zwykle ociepliła atmosferę swoim serdecznym uśmiechem.
- Przepyszne - odparł Remek, wpychając jednocześnie spory kawałek do ust.
- Remek ma pewien pomysł, ale to chyba nie najlepsze wyjście - wyjaśnił Święty Mikołaj. - Chciałby podarować dzieciom identyczne prezenty pod choinkę, żebym nie musiał nawet czytać listów do Świętego Mikołaja.
- Identyczne prezenty? Przecież to niemożliwe, każde dziecko jest inne i tylko dzięki listom jesteśmy w stanie dopasować odpowiedni prezent. Poza tym nikomu nie spodoba się to, że dostanie od Mikołaja taką samą zabawkę jak jego rodzeństwo albo koledzy i koleżanki. A co to za prezent miałby być, Remku? - zwróciła się Mikołajowa do elfa, który już zdążył dokładnie pogryźć kolejny kawałek czekoladowego ciasta.
- Myślałem o klockach, ale nie takich zwykłych klockach, tylko niezwykłych. Dziecko mogłoby z nich zbudować wszystko, czego tylko pragnie - domek dla lalek, garaż na samochody, krzesełko bujane, a nawet piłkę.
-