Rozdział I
Nad brzegami Pomarańczowej Rzeki1
W dniu dwudziestego siódmego stycznia2 1854 roku dwaj ludzie wygodnie rozciągnięci pod olbrzymią wierzbą babilońską3 prowadzili rozmowę, jednocześnie z maksymalną uwagą wpatrując się w wody Pomarańczowej Rzeki. Ciek ten, przez Holendrów zwany rzeką Groote, a przez Hotentotów Gariep, może śmiało współzawodniczyć z trzema wielkimi arteriami afrykańskiego lądu: Nilem, Nigrem i Zambezi. Podobnie jak one, okresowo wzbiera, posiada bystrzyny4 i katarakty5. Kilku podróżników, takich jak Thompson6, Alexander7 i Burchell8, których nazwiska dobrze są znane nad brzegami tej rzeki, wychwalało czystość jej wód i piękno brzegów.
W tym miejscu Pomarańczowa Rzeka, przybliżając się do Gór Księcia Jorku, oferowała spojrzeniom wspaniały spektakl. Nieprzebyte skaliste ściany, okazałe masy głazów i pni drzew, pod wpływem czasu zamienionych w kamień, głębokie jaskinie, olbrzymie dziewicze lasy nietknięte dotąd niszczącą siekierą settlera9 - wszystko to razem, oprawione widniejącymi na dalszym planie górami Gariepins, tworzyło widok o niezrównanej wspaniałości. W górze wody rzeki, ściśnięte w zbyt wąskim dla nich łożysku i którym nagle brakowało podłoża, rzucały się gwałtownie w dół z wysokości czterystu stóp10. W górę od wodospadu było to wrzenie płynnych warstw, rozszczepionych tu i tam przez kilka wystających skał przystrojonych zielonymi konarami. Poniżej wodospadu można było dostrzec tylko ciemny wir hałaśliwych wód, nad którymi unosiła się gęsta chmura wilgotnych oparów, przeciętych siedmioma kolorami tęczy. Z tej przepaści dochodził ogłuszający ryk, na różne sposoby powiększany przez echa doliny11.
Z tych dwóch mężczyzn, których bez żadnej wątpliwości sprowadziły w ten region południowej Afryki pewne przypadki wyprawy badawczej, jeden prawie nie zwracał uwagi na naturalne piękno, jakie roztaczało się przed jego oczami. Tym obojętnym podróżnikiem był myśliwy, Buszmen12, piękny przedstawiciel walecznego plemienia o bystrych oczach i szybkich ruchach, którego koczownicze życie toczy się pośród lasów. Nazwa "Buszmen", angielskie "Bushman", pochodzi z holenderskiego "Boschjesman"13, co dosłownie znaczy "człowiek zarośli". Stosuje się ją do wędrownych plemion, które przemierzają północno-zachodnie tereny Kolonii Przylądkowej14. Żadna rodzina Buszmenów nie prowadzi osiadłego trybu życia, lecz spędza je na wędrówkach w regionie leżącym pomiędzy Pomarańczową Rzeką a górami na wschodzie, plądrując farmy, niszcząc zbiory wyniosłych kolonistów, którzy odepchnęli ich ku suchym rejonom wnętrza kraju, gdzie więcej jest kamieni niż roślin.
Buszmen ten, w wieku około czterdziestu lat, był człowiekiem wysokiego wzrostu i oczywiście miał silną, muskularną budową. Nawet podczas spoczynku jego ciało znamionowała energię. Swoboda i spokój ruchów wskazywały na energicznego osobnika, ulepionego z tej samej gliny co słynny Skórzana Pończocha15, bohater kanadyjskich prerii, ale być może mniej spokojnego niż ulubiony myśliwy Coopera16. Można było to zauważyć po przejściowych zabarwieniach jego twarzy, czasami ożywianej przyspieszonym biciem jego serca.
Buszmen nie był już dzikusem, jak jego współplemieńcy, dawniejsi Sagasowie, gdyż urodził się z ojca Anglika i matki Hotentotki17. Mieszaniec ów przez kontakt z obcymi więcej zyskał, niż stracił, i teraz płynnie mówił językiem swego rodziciela. Ubiór jego, na pół europejski, na pół hotentocki, składał się z czerwonej flanelowej koszuli, kurtki i spodni ze skóry antylopy oraz butów ze sztylpami18, zrobionych ze skóry żbika. Na szyi myśliwego wisiał woreczek, w którym znajdowały się nóż, fajka i tytoń. Głowę okrywało coś w rodzaju piuski19 wykonanej z baraniej skóry. W talii ściśnięty był szerokim pasem wykonanym ze skóry jakiegoś dzikiego zwierza. Na gołych przegubach rąk nosił pierścienie z kości słoniowej, sporządzone z godną uwagi zręcznością. Z ramion spływał mu kross, rodzaj udrapowanego płaszcza wykrojonego ze skóry lamparta, dochodzący do kolan. Przy nim spał pies miejscowej rasy. Buszmen, co chwila pociągając dym z kościanej fajki i wypuszczając go kłębami, dawał widoczne oznaki zniecierpliwienia.
- Uspokój się, uspokój, Mokumie20 - rzekł do niego towarzysz. - Naprawdę jesteś najniecierpliwszym z ludzi, oczywiście kiedy nie polujesz! Racz jednak zrozumieć, mój zacny towarzyszu, że nie jesteśmy w stanie niczego zmienić. Ci, na których czekamy, przybędą prędzej czy później, czyli jutro, a może nawet dzisiaj.
Towarzysz Buszmena był młodzieńcem mającym jakieś dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć lat, zupełnie odmiennym od myśliwego. Jego spokojny temperament objawiał się w każdym działaniu. Jeśli chodziło o jego pochodzenie, to każdy mógł rozpoznać, że był Anglikiem. Jego zanadto "mieszczański" ubiór wskazywał, że nie nawykł do podróżowania. Miał minę mieszczucha zabłąkanego w dzikiej krainie i patrząc na niego, mimowolnie szukało się, czy nie nosi pióra za uchem, jak kasjerzy, urzędnicy, księgowi lub też inni ludzie z wielkiej rodziny biurokratów.
Rzeczywiście, młodzian nie był wcale podróżnikiem, ale znakomitym uczonym, Williamem Emerym, astronomem pracującym w obserwatorium w Kapsztadzie21, użytecznej instytucji, która już od dawna oddaje wielkie usługi nauce.
Uczony ten, jakby trochę nagle przesiedlony w niezamieszkane rejony Afryki Południowej, oddalony o kilkaset mil angielskich od Cape Town, z niemałym trudem powstrzymywał naturalną niecierpliwość swego towarzysza.
- Panie Emery - odpowiadał mu myśliwy poprawną angielszczyzną - od tygodnia przebywamy na umówionym miejscu przy wodospadach Morgheda, na Pomarańczowej Rzece. Już od dawna żadnemu członkowi mej rodziny nie przytrafiło się, żeby przez tydzień pozostawał w tym samym miejscu! Niech pan nie zapomina, że jesteśmy koczownikami i kiedy tak siedzimy, ziemia pali się nam pod stopami!
- Mój przyjacielu Mokumie - odparł na to astronom - ci, na których czekamy, przybywają z Anglii, a zatem można im darować ten tydzień zwłoki. Trzeba wziąć pod uwagę długi czas morskiej przeprawy, przeszkody, jakie może napotkać łódź parowa płynąca w górę Pomarańczowej Rzeki, krótko mówiąc, tysiące trudności, jakie wiążą się z podobnym przedsięwzięciem. Polecono nam, ażebyśmy przygotowali wszystko do wyprawy badawczej w Afryce Południowej, a gdy to zrobimy, mieliśmy oczekiwać przy wodospadach Morgheda na mego kolegę, pułkownika Everesta z obserwatorium w Cambridge. Oto wodospady Morgheda, znajdujemy się w oznaczonym miejscu, czekamy. Czego chcesz więcej, mój zacny Buszmenie?
Bez wątpienia myśliwy pragnął czegoś więcej, gdyż ręką gorączkowo dotykał kurka swojej strzelby, doskonałego mantona22, precyzyjnej broni używającej stożkowym pocisków, pozwalającej zastrzelić dzikiego kota lub antylopę z odległości ośmiuset do dziewięciuset jardów23. Widać, że Buszmen porzucił aloesowy kołczan24 i zatrute strzały swoich rodaków, a zaczął używać europejskiej broni.
- Czy nie mylisz się, panie Emery? - mówił dalej Mokum. - Czy na pewno naznaczono ci spotkanie w końcu stycznia przy wodospadach Morgheda?
- Zgadza się, mój przyjacielu - odpowiedział spokojnie William Emery - oto list pana Airy'ego25, dyrektora obserwatorium w Greenwich, który ci dowiedzie, że się wcale nie mylę.
Buszmen wziął list, który podał mu jego towarzysz. Obracał go na wszystkie strony, jak człowiek mało oswojony z tajemnicami piśmiennictwa, po czym oddał go Williamowi, Emery'emu, mówiąc:
- Powiedz mi, o czym mówi ten świstek zaczernionego papieru?
Młody uczony, obdarzony wypróbowaną cierpliwością, na nowo, co najmniej po raz dwudziesty, opowiedział treść listu swemu przyjacielowi myśliwemu. W ostatnich dniach zeszłego roku William Emery otrzymał pismo zapowiadające bliskie przybycie pułkownika Everesta i międzynarodowej komisji naukowej do Afryki Południowej. Jakie były plany komisji i dlaczego przenosiła się na sam kraniec afrykańskiego kontynentu? Tego Emery nie potrafił powiedzieć, gdyż list pana Airy'ego milczał w tym względzie. Stosownie do otrzymanych instrukcji, Emery udał się do Lattakoo26, jednej z najdalej na północ wysuniętych stacji w krainie Hotentotów, by tam przygotować wozy i zapasy żywności, jednym słowem wszystko, co było niezbędne do wyposażenia karawany Bosjesmanów. Później, wiedząc o sławie Mokuma, tubylczego myśliwego, który towarzyszył Anderssonowi27 podczas polowań w Afryce Zachodniej i nieustraszonemu Dawidowi Livingstone'owi28 podczas jego pierwszej podróży mającej za cel zbadanie jeziora Ngami i wodospadów Zambezi, zaproponował mu dowództwo karawany.
Gdy się to stało, ustalono, że Buszmen, który doskonale znał krainę, poprowadzi Williama Emery'ego nad brzeg Orange River przy wodospadach Morgheda, na wyznaczone miejsce spotkania. To tam planowała dołączyć do nich komisja naukowa, która miała przepłynąć ocean fregatą29 "Augusta", należącą do brytyjskiej marynarki wojennej i dotrzeć do ujścia Pomarańczowej Rzeki na zachodnim wybrzeżu Afryki, przy przylądku Voltas30, by następnie popłynąć pod prąd, ku wodospadom. William i Mokum przybyli tutaj wozem, który pozostawili w głębi doliny. Wóz ten miał przywieźć oczekiwanych gości oraz ich bagaże do Lattakoo, w razie gdyby nie chcieli przedostawać się przez Pomarańczową Rzekę i jej dopływy, po wcześniejszym nadłożeniu kilku mil31 drogi dla ominięcia wodospadów Morgheda.
Po zakończeniu relacji, która tym razem mocno wyryła się w umyśle krajowca, Buszmen posunął się aż na krawędź przepaści, w głębi której pędziła z ogromnym hukiem spieniona rzeka. Astronom podczołgał się za nim. W tym miejscu wysunięty cypel pozwalał śledzić bieg wód po ich upadku z wodospadu na przestrzeni kilku mil.
Mokum i jego towarzysz przez kilka minut śledzili uważnie powierzchnię wód, które ćwierć mili poniżej powracały znowu do pierwotnego spokoju. Żaden przedmiot, żadna łódź czy piroga nie mąciły biegu nurtu. W tej chwili była godzina trzecia po południu. Tutaj miesiąc styczeń odpowiada lipcowi na półkuli północnej i słońce, stojące prawie pionowo na dwudziestym dziewiątym równoleżniku, rozgrzewało powietrze aż do stu pięciu stopni Fahrenheita w cieniu (40,55° C). Bez zachodniego wiatru taka temperatura dla każdego innego niż Buszmen była wprost nie do zniesienia. Jednak i młody uczony, ze swoim chłodnym temperamentem, zbudowany z samych nerwów i kości, także zbytnio nie cierpiał. Zresztą gęste listowie drzew wychylających się ponad otchłanią chroniło go przed bezpośrednimi uderzeniami promieni słonecznych. Ani jeden ptak nie ożywiał pustkowia podczas gorących godzin dnia. Ani jeden czworonóg nie opuszczał chłodnego schronienia w krzakach i nie odważył się wyjść na polany. Na tym opustoszałym terenie nie byłoby słychać żadnego hałasu, gdyby wodospad nie napełniał powietrza swoim rykiem.
Po dziesięciu minutach obserwacji Mokum, niecierpliwie uderzając dużymi stopami w ziemię, odwrócił się do Williama Emery'ego. Choć miał bardzo dobry wzrok, jego oczy niczego nie odkryły.
- A jeżeli twoi ludzie nie przybędą? - zapytał astronoma.
- Ależ przybędą, mój dzielny myśliwy! - odpowiedział William Emery. - To słowni ludzie i będą tak dokładni jak astronomowie. Poza tym co im zarzucasz? W liście napisano, że przybędą pod koniec stycznia. Dziś mamy dwudziesty siódmy, a zatem ci panowie mają jeszcze cztery dni, by w tym czasie dotrzeć do wodospadów Morgheda.
- A jeżeli te cztery dni upłyną, a oni się nie pokażą? - zapytał Buszmen.
- No cóż, panie myśliwy! W takim razie będziemy mieli okazję poćwiczyć naszą cierpliwość, ponieważ musimy czekać na nich do czasu, aż zdobędę niezawodny dowód, że już nie przybędą.
- Na naszego Boga Ko! - wykrzyknął Buszmen dźwięcznym głosem. - Pan jest gotowy czekać aż Gariep przestanie zrzucać swoje grzmiące wody w otchłań!
- Nie, panie myśliwy, nie - odparł William Emery ciągle z tym samym spokojem. - Wszystkie nasze poczynania musi cechować rozsądek. A co nam podpowiada rozsądek? Otóż rozsądek mówi nam: gdyby pułkownik Everest i jego towarzysze, znużeni uciążliwą podróżą, może pozbawieni najpotrzebniejszych rzeczy, zagubieni w tej pustej krainie, nie zastali nas w oznaczonym miejscu, pod każdym względem zasłużylibyśmy na naganę. Gdyby spotkało ich jakieś nieszczęście, właśnie na nas spadłaby odpowiedzialność. Musimy więc zostać na posterunku, dopóki obowiązek nas do tego obliguje. Zresztą niczego nam tu nie brak. W głębi doliny czeka na nas wóz i oferuje nam pewne schronienie na noc. Mamy obfite zapasy żywności. Przyroda jest wspaniała i godna naszego podziwu! Dla mnie jest to zupełnie nowe szczęście móc spędzić kilka dni w tych rozległych lasach, nad brzegiem niezrównanej rzeki! Jeśli chodzi o ciebie, lasy obfitują w zwierzynę z piórami i sierścią, a twoja strzelba niezmiennie dostarcza nam codziennie porcję dziczyzny. Poluj, mój dzielny panie myśliwy, zabijaj czas, kładąc jelenie lub bawoły. Ruszaj, dzielny Buszmenie. Ja tymczasem będę czekał na spóźnialskich, a twoje nogi przynajmniej nie będą się starały zakorzenić!
Myśliwy zrozumiał, że rada astronoma była dobra, więc postanowił, że przez kilka godzin poprzegląda okoliczne zarośla i zagajniki. Lwy, hieny czy lamparty nie były w stanie zaniepokoić takiego nemroda32 jak on, przyzwyczajonego do afrykańskich lasów. Gwizdnął na swego psa Topa, podobnego do likaona33 z pustyni Kalahari34, potomka rasy, z której kiedyś Balabasowie uczynili psy gończe. Inteligentne zwierzę, które wydawało się tak samo niecierpliwe jak jego pan, podniosło się i poczęło skakać, wesołym szczekaniem okazując swoją aprobatę dla planów Buszmena. Wkrótce myśliwy i pies zniknęli pod koronami drzew, których zwarta masa pokrywała okolice wodospadu.
William Emery, pozostawszy sam, rozciągnął się pod wierzbą, a oczekując na sen, który miała sprowadzić na niego wysoka temperatura, rozmyślał o swojej obecnej sytuacji. Znajdował się teraz daleko od zamieszkanych terenów, nad brzegiem jeszcze mało poznanej Pomarańczowej Rzeki. Oczekiwał na Europejczyków, swoich rodaków, którzy opuścili ojczyznę, by podjąć ryzyko dalekiej wyprawy. Ale jaki był cel tej ekspedycji? Jaki naukowy problem chciała rozstrzygnąć na pustkowiach Afryki Południowej? Jakie obserwacje miano zbierać na trzydziestym stopniu szerokości południowej? Tego wszystkiego nie wyjaśniał list szanownego pana Airy'ego, dyrektora obserwatorium w Greenwich. A że od niego, Emery'ego, zażądano pomocy, jako od uczonego oswojonego z klimatem południowej strefy geograficznej, zatem chodziło oczywiście o jakieś prace naukowe i on całą swoją nabytą wiedzę zostawiał do dyspozycji kolegów ze Zjednoczonego Królestwa35.
Podczas gdy młody astronom rozmyślał nad tymi wszystkimi kwestiami i zadawał sobie tysiące pytań, na które nie potrafił znaleźć odpowiedzi, sen obciążył mu powieki i wkrótce młody człowiek głęboko zasnął. Gdy się obudził, słońce schowało się już za położonymi na zachodzie wzgórzami, których malowniczy profil rysował się na rozświetlonym horyzoncie. Kilka skurczów żołądka oznajmiło Williamowi Emery'emu, że zbliża się godzina wieczerzy. Faktycznie była już szósta po południu, czyli prawie moment, w którym powracali do wozu pozostawionego w głębi doliny.
Dokładnie w tej samej chwili w zagajniku wysokich na dwanaście do piętnastu stóp wrzośców36 rosnących na prawej pochyłości wzgórz rozległ się huk wystrzału. Prawie natychmiast na skraju zarośli pojawił się Top, a za nim Mokum, taszcząc zwierzę, które ubił ze swojej strzelby.
- Prędzej, prędzej, panie dostawco! - zawołał William Emery. - Cóż przynosisz na naszą wieczerzę?
- Springboka37, panie Williamie - odpowiedział myśliwy, rzucając na ziemię zwierzę, którego rogi zakrzywiały się w kształt liry.
Był to rodzaj antylopy, znanej pod nazwą "skaczącego kozła", często spotykanej we wszystkich regionach Afryki Południowej. Kozioł był pięknym zwierzęciem: sierść na plecach miał barwy cynamonowej, zad pokryty kępkami jedwabistego, olśniewająco białego owłosienia, brzuch zaś upstrzony plamami o kasztanowym odcieniu. Jego mięso, doskonałe do jedzenia, zostało przeznaczone na wieczorny posiłek.
Myśliwy i astronom podnieśli zwierzę za pomocą drąga, który umieścili na swoich ramionach i opuścili wyniosłości wodospadu, a pół godziny później doszli do obozowiska położonego w wąskiej gardzieli doliny, gdzie czekał na nich wóz chroniony przez dwóch woźniców, także Bosjesmanów.
1 Pomarańczowa Rzeka (właśc. Oranje; Orange, ang. Orange River) - rzeka w Afryce, płynąca przez terytorium Lesotho, Republiki Południowej Afryki i Namibii, o długości 1860 km; źródła w Górach Smoczych; uchodzi do Oceanu Atlantyckiego.
2 ...stycznia - u J. Verne'a pomyłkowo: lutego.
3 Wierzba babilońska (Salix babylonica) - małe drzewo o wąskiej koronie i oryginalnie powyginanych pędach; dorasta do 20-25 m wysokości i 4 m szerokości; gałęzie spiralnie poskręcane, żółtawe, liście lancetowate, również poskręcane; szczególnie dekoracyjna w stanie bezlistnym; gałęzie używane do suchych bukietów.
4 Bystrzyna (bystrze) - miejsce w rzece, w którym następuje lokalne przyspieszenie prądu wody; może być ono spowodowane zwężeniem koryta rzeki, podwodnymi przeszkodami, zmianą nurtu, przejściem przez wypłycenie lub zakręt itp.
5 Katarakta - duży, szeroki wodospad pocięty rynnami, o stromym progu.
6 Thomas Richard Heywood Thompson (1813-1876) - angielski przyrodnik i odkrywca; w latach 1841-1842 razem z Williamem Allenem i Henrym Trotterem brał udział w wyprawie trzech statków po rzece Niger.
7 Sir James Edward Alexander (1803-1885) - szkocki generał-major, podróżnik i przyrodnik; w imieniu Królewskiego Towarzystwa Geograficznego (którego był współzałożycielem) poprowadził wyprawę badawczą do Namaqualandu i Damaralandu, trwającą od 8 września 1836 roku do 21 września 1837 roku, w trakcie której zebrał okazy skał, skór rzadkich zwierząt, skór ptaków, broni i narzędzi plemion Herero i Nama.
8 William Burchell (1781-1863) - angielski podróżnik, przyrodnik, artysta i pisarz; w latach 1803-1806 wraz z Lichtensteinem zwiedził region rzeki Zambezi; był pierwszym przyrodnikiem, który w latach 1811-1815 badał rejony położone na północ od Kolonii Przylądkowej; między rokiem 1825 a 1830 odbył podróż do Brazylii; zebrał i opisał prawie 60 tys. okazów roślin i zwierząt, w tym odkrył nosorożca białego; popełnił samobójstwo w wieku 82 lat.
9 Settler (ang.) - osadnik.
10 Stopa - tu prawdopodobnie anglosaska jednostka długości równa 30,48 cm; dawna stopa francuska (pied) miała 32,48 cm.
11 Opisano tutaj wodospady Augrabies: w tym bardzo suchym środowisku rzeka Oranje spada 56-metrowym wodospadem do głębokiego wąwozu wyżłobionego w granitowym podłożu, a następnie serią kaskad i katarakt jeszcze 35 m niżej, tworząc w powietrzu kolumnę drobinek wody, która spowija okolice gęstą mgłą; przez następne 18 km przełom obniża się o dodatkowe 200 m; koczownicze plemiona Khoikhoi nazywały wodospad Ankoerebis, czyli Miejsce Wielkiego Hałasu.
12 Buszmeni (afrykaner. basjesman - ludzie z buszu, zwani też San) - rdzenny lud z południowej Afryki zamieszkujący głównie Botswanę, Namibię oraz północno-zachodnie rejony RPA; Buszmeni zostali stopniowo wyparci na obrzeża Kalahari, a proces ich wypierania od XVI wieku pogłębiła europejska kolonizacja Afryki Południowej.
13 Boschjesman - właściwie: Bosjesmannen.
14 Kolonia Przylądkowa - brytyjska kolonia (wcześniej holenderska o nazwie Cape, czyli Przylądek) w południowej Afryce; istniała z przerwą w latach 1806-1910, po czym zmieniono jej nazwę na Kraj Przylądkowy, gdy utworzono brytyjskie dominium Związek Południowej Afryki.
15 Skórzana Pończocha - biały traper i poszukiwacz przygód Natty Bumppo, zwany przez Indian Skórzaną Pończochą, bohater Pięcioksięgu przygód Sokolego Oka.
16 James Fenimore Cooper (1789-1851) - amerykański pisarz, jeden z twórców literatury narodowej; w tzw. Pięcioksięgu przygód Sokolego Oka, którego jednym z głównych bohaterów jest Natty Bumppo, stworzył romantyczną epopeję amerykańskiego osadnictwa.
17 Hotentoci (nazwa własna Khoi Khoin) - afrykański lud zamieszkujący południowe i środkowe tereny RPA, posługujący się językiem hotentockim z rodziny języków khoisan; nazwę "Hotentotów" nadali im Holendrzy, którym ich język, pełen charakterystycznych mlasków, kojarzył się z "jąkałami" - Hotentotami.
18 Sztylpy - wysokie buty ze skóry, używane głównie do jazdy konnej lub wysokie cholewki, sznurowane lub zapinane, nakładane na krótkie buty.
19 Piuska - mała okrągła czapeczka będąca elementem stroju dostojnika Kościoła rzymskokatolickiego: papieża, kardynała, biskupa.
20 Mokum - w oryginale francuskim: Mokoum.
21 Kapsztad (ang. Cape Town) - stolica Prowincji Przylądkowej w Republice Południowej Afryki, leżąca na północ od Przylądka Dobrej Nadziei.
22 Manton - broń palna konstrukcji Josepha Mantona (1766-1835), brytyjskiego rusznikarza, który unowocześniając broń sportową, poprawił jakość broni palnej i utorował drogę nowoczesnym pociskom artyleryjskim; broń Mantona była uważana za najlepszą, w czasie gdy używano broni skałkowej.
23 Jard - jednostka długości używana w krajach anglosaskich, równa 0,9144 m.
24 Aloesowy kołczan - tubylcy, przez wydrążenie gałęzi, robią kołczany z kokerboomu, drzewa kołczanowego (Aloe dichotoma Masson), jednego z najwyższych gatunków z rodziny aloesowatych, rosnącego głównie na południowym zachodzie RPA.
25 Sir George Biddell Airy (lub Airey, 1801-1892) - angielski astronom, dwukrotnie uhonorowany Złotym Medalem Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego (1833 i 1846); odkrywca astygmatyzmu oka ludzkiego, twórca soczek do okularów korygujących tę wadę wzroku, odkrywca funkcji cylindrycznych (tzw. Airy'ego, 1838); w roku 1854 udowodnił doświadczalnie zależność siły przyciągania ziemskiego od wysokości nad poziomem morza; pierwszy zaobserwował krążki dyfrakcyjne, tzw. plamkę Airy'ego; opracował metodę wyznaczania paralaksy i apeksu Słońca; publikował prace dotyczące astronomii teoretycznej i optyki astronomicznej; w latach 1835-1881 pełnił funkcję siódmego Astronoma Królewskiego i dyrektora Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego w Greenwich.
26 Lattakoo (Litakoo, Litakun) - kolonialna nazwa miejscowości Dithakong, położonej na wschód od Kurumanu w Prowincji Przylądkowej Północnej (RPA), w XIX wieku miejsce postoju licznych wypraw z Kapsztadu w głąb kontynentu; obecnie około 1700 mieszkańców.
27 Karl Johan Andersson (1827-1867) - u J. Verne'a: Anderson; szwedzki badacz, zapalony myśliwy; jeden z pierwszych przewędrował południową Afrykę od Kapsztadu we wszystkich kierunkach podczas kilku ekspedycji; przebywał dłuższy czas między plemionami Damarai i Owambo, zajmując się handlem kością słoniową; tam też umarł na febrę; pozostawił zajmujące dzieła o swych odkryciach i przeżyciach.
28 David Livingstone (1813-1873) - szkocki podróżnik, lekarz i misjonarz; w latach 1849-1856 przebył Afrykę z zachodu na wschód, odkrył jezioro Ngami, bagna Makarikari (obecnie Makgadikgadi), Wodospad Wiktorii (1855), po roku 1858 jezioro Niasa; w latach 1866-1873 dotarł do jeziora Tanganika, odkrył rzeki Luapula i Lualaba oraz jeziora Mueru i Bangueulu; zmarł w zagubionej w głębi kontynentu osadzie Chitambo; jego szczątki zostały przewiezione do Wielkiej Brytanii, gdzie z wielkimi honorami pochowano je w opactwie Westminster.
29 Fregata - dobrze uzbrojony, szybki i zwrotny okręt wojenny, pierwotnie żaglowy, od połowy XIX wieku wyposażony w silniki parowe i opancerzony.
30 Voltas - u J. Verne'a: Volpas.
31 Mila - tu: angielska mila lądowa, równa 1609 m.
32 Nemrod - zagorzały myśliwy, łowca; nazwa od imienia Nemroda, postaci ze Starego Testamentu, syna Kusza, wnuka Chama, prawnuka Noego, założyciela państwa babilońskiego, będącego słynnym łowcą.
33 Likaon (simir, Lycaon pictus) - ssak z podrodziny cyjonów (Simocyoninae), z rodziny psów (Canidae), rzędu drapieżnych (Carnivora), zamieszkujący niegdyś stepy i sawanny niemal całej Afryki, obecnie w północnej i południowej Afryce, poza obszarami rezerwatów prawie całkowicie wytępiony; długość ciała do 1 m, ogona do 40 cm, wysokość w kłębie do 75 cm, ciężar ciała do 30 kg; umaszczenie nadzwyczaj zmienne, czarne, żółte i białe plamy tworzą nieregularne wzory, różne u poszczególnych osobników; uszy bardzo duże, zaokrąglone; żyje w stadach liczących nieraz po kilkadziesiąt osobników; poluje zespołowo na stosunkowo duże zwierzęta, jak antylopy, gazele, zebry.
34 Kalahari - pustynia w południowo-zachodniej części kotliny Kalahari, rozciągająca się wzdłuż wschodnich stoków wyżyny Nama, na pograniczu Botswany, Namibii i RPA; zajmuje pagórkowate tereny, silnie rozcięte uedami; w części południowej płaska równina z wydmami dochodzącymi do 100 m wysokości.
35 Zjednoczone Królestwo - właściwie Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii, istniejące w latach 1801-1922.
36 Wrzosiec (Erica) - rodzaj krzewów, krzewinek lub drzew o drobnych igiełkowatych liściach i niewielkich dzwonkowatych kwiatach; należy do rodziny wrzosowatych; około 600 gatunków występujących głównie na wyżynnych i górskich obszarach Afryki, zwłaszcza w jej części południowej; kilka gatunków w Europie (rejon Morza Śródziemnego).
37 Springbok (szpringbok, antylopa skoczek, Antidorcas marsupialis) - gatunek małego brązowo-białego ssaka z rodziny krętorogich, wysokość w kłębie do 75 cm; samce mogą ważyć do 50 kg, a samice do 37 kg; zamieszkuje suche tereny południowej i południowo-zachodniej Afryki, głównie w Namibii, Botswanie, Angoli i Republice Południowej Afryki.