Wiosna w królestwie piesków zawsze była ciepła. W powietrzu unosiła się woń budzących się do życia kwiatów, a wśród drzew słychać było świergot ptaków, które przylatywały z najdalszych zakątków magicznego świata. Jednak ten dzień był wyjątkowy z innego powodu. Rodzice Pupusia zaprosili pieska wraz z Błyskawicą na wiosenny obiad w ogrodzie. Oprócz pysznego obiadu, który był coroczną rodzinną tradycją, rodzice organizowali pełne emocji gry. Tym razem w ogrodzie schowano czekoladowe przekąski, a ten, kto odnajdzie ich najwięcej, miał otrzymać specjalny deser, którego recepturę znała jedynie mama Pupusia.
Przyjaciele zjawili się na miejscu już wczesnym popołudniem, ale gdy zapukali do drzwi, nikt nie odpowiedział. A kiedy zajrzeli do ogrodu, zauważyli, że nic nie jest przygotowane.
Tylne drzwi do domu okazały się otwarte, weszli więc do środka i zaczęli nawoływać rodziców Pupusia.
- To bardzo dziwne. W kuchni wyłożone są wszystkie składniki do gotowania i nawet część owoców jest pokrojona... W salonie tata przygotował już meble ogrodowe do rozstawienia, ale nigdzie nie ma śladu po moich rodzicach - rzekł zaniepokojony piesek.
- Spójrz tutaj.
Na ziemi Błyskawica spostrzegła ślady mąki, które prowadziły do lustra i kończyły się dokładnie przed nim.
- Błyskawico, a czy w lustrze nie powinniśmy widzieć swoich odbić? - zapytał zdziwiony piesek.
- Masz rację! Nie ma nas! Co to za lustro? - Kotka z zaciekawieniem okrążała tajemniczy przedmiot. Gdy dotknęła tafli,okazało się, że łapka przechodzi w głąb lustra.
- Ojej! Tam coś jest! Musimy tam wejść! - wykrzyknęła.
- O nie, nie, nie, nie! I jeszcze raz nie! Ja się nie zgadzam! - odpowiedział piesek, szeroko otwierając oczy z przerażenia.
Błyskawica bez zastanowienia wepchnęła swojego przestraszonego przyjaciela do lustra i oboje znaleźli się w wielkim lustrzanym labiryncie. Dookoła nich były miliony luster, w których przyjaciele widzieli samych siebie, ale w różnych wydaniach.
- To są nasze odbicia, ale tak jakby z przeszłości... O, tu byłem jeszcze szczeniakiem i wypadł mi ząb! Pamiętam, jak sprawdzałem w lustrze, czy nadal jestem przystojny! - wykrzyknął Pupuś.
- Ooo, a to ja, gdy przypaliłam sobie wąsik w piekarniku, kiedy mama robiła pierniki. - Błyskawica patrzyła zdumiona.
Parę minut miłych wspomnień było dość ciekawym przeżyciem, ale po jakimś czasie przyjaciół zaniepokoił brak wyjścia. Błąkali się po labiryncie kilka godzin i już tracili nadzieję, gdy w pewnym momencie Pupuś poczuł w powietrzu zapach jabłecznika swojej mamy.
- Zaraz, zaraz, znam ten zapach... To chyba za tym lustrem, o tutaj. - Piesek wytworzył kulę mocy i z impetem uderzył w taflę lustra. Ich oczom ukazał się długi tunel, na którego końcu widać było jasne światło.
- To chyba wyjście! - Oboje rozradowani pobiegli w tamtym kierunku.
Jak się okazało, tunel prowadził do ogrodu rodziców Pupusia, ale wszystko w nim stało na odwrót.
- To chyba odbicie lustrzane domu twoich rodziców - stwierdziła kotka.
Nagle usłyszeli hałas i śmiech z wnętrza domu. Gdy weszli do środka, zobaczyli rodziców oraz grupę istot przypominających skrzaty.
- Nareszcie! Trochę wam zajęło znalezienie nas! - wykrzyknęła z rozbawieniem mama Pupusia.
- Ale że o co chodzi? Co tu się dzieje? Myślałem, że coś wam się stało! - odrzekł zdenerwowany nieco Pupuś.
- Oj, nie dramatyzuj, synu. W tym roku chcieliśmy zorganizować jakąś specjalną grę! Taką, która nie byłaby dla Was zbyt prosta - odrzekła mama Pupusia z szelmowskim uśmiechem.
A jego tata dodał:
- Poprosiliśmy więc o pomoc naszych przyjaciół. Poznajcie ich, to są skrzaty psotniki, które żyją w lustrzanej krainie. To one zbudowały labirynt! - Tata Pupusia był bardzo zadowolony, opowiadając o tym pomyśle.
- Jak udało się wam odnaleźć wyjście? - zapytał mały brodaty skrzat.
- Nooo, w zasadzie to poczułem zapach ciasta... - Piesek się zaczerwienił.
- No tak, Pupuś to znany jabłecznikowy łakomczuch. Nic nie stanie między nim a moim ciastem. - Mama szeroko się uśmiechnęła.
Skrzaty same w sobie były małe i okrągłe, a ich brody i niebieskie stroje błyszczały w świetle słońca jak kryształy.
Gdy pierwsze emocje opadły, a Pupuś i Błyskawica poznali już skrzaty, rozpoczęła się główna część corocznego obiadu. Wszyscy bawili się wyśmienicie przez wiele godzin. Skrzaty znały mnóstwo zabaw i dowcipnych gier - w końcu dlatego nazywano je psotnikami.
Okazało się, że to one odpowiadają za to, że nie możemy znaleźć różnych rzeczy, choćbyśmy byli pewni, że zostawiliśmy je w danym miejscu. To skrzaty przechodzą przez lustra na całym świecie i przestawiają drobiazgi dla zabawy.
Skrzat, który zrobi najlepszą psotę, pod koniec każdego roku otrzymuje nagrodę z ręki samego króla skrzatów - zapas skrzacich przysmaków na cały rok! Czyż to nie wspaniałe?
- W tym roku na pewno wygram ja! - ucieszył się Chichotek, pomysłodawca labiryntu, do którego wpadli przyjaciele.
- A jeśli tak się stanie, to wpadniemy poczęstować się skrzacimi przysmakami! - Piesek ożywił się na myśl o łakociach.
- Ależ oczywiście, zapraszam! Mamy najpyszniejsze szklane żołędzie na świecie! - odparł Chichotek.
- Szklaaaneee? Żołędzie?! Mamoooo, czy mogę jeszcze jabłecznika?! - krzyknął Pupuś, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Od teraz skrzaty były stałymi gośćmi na corocznych obiadach, a w wymyślonych przez nie grach zaczęło uczestniczyć całe królestwo piesków.