ŻOŁĘDZIOWA CZAPECZKA
- Popatrz, gumo-myszko - powiadam - jakie one, te sikory, mają prześliczne szafirowe bereciki!
Guma-myszka zerknęła na sikorki i aż usiadła z przejęcia.
- Ach, Plastusiu, Plastusiu, Tosia musi ci zrobić taką czapeczkę! Zobaczysz, jak ci będzie w niej pięknie!
"Rzeczywiście - myślę sobie - mama zrobiła Tosi czerwoną czapkę z włóczki, żeby miała na saneczki, a Jackowi zieloną na narty; sikory do wyprawiania sztuk za oknem mają szafirowe, a ja, Plastuś, nie mam mieć żadnej?! Zawsze tylko tą łysą głową mam świecić? Przecież teraz zima! Ja też jeżdżę z dziećmi na nartach i na sankach - i czapkę muszę mieć koniecznie!"
Usiadłem sobie przy piórniku - czekam na Tosię i myślę sobie, jak by ją ładnie poprosić o czapkę; a tu jej jak nie ma, tak nie ma!
- Dokąd ona poszła, ta Tośka, beze mnie?
Guma-myszka piszczy mi nad uchem:
- A może ona już wyjechała, ta nasza Tosia?
- Nie przeszkadzaj, piszczko, bo ja sobie właśnie układam, jak Tosię poprosić o czapkę!
- No i już ułożyłeś?
- Ułożyłem! Posłuchaj.
Tosiu, zima to nie żarty!
Plastuś czapki chce na narty!
Ulituj się odrobinę,
daj mi czapkę na łysinę!
- Och, jak ty to pięknie ułożyłeś! - zapiszczała guma-myszka. - Na pewno czapkę dostaniesz!
W tej samej chwili drzwi się otworzyły i wbiegły do pokoju Tosia i Hania, obie zaróżowione i uśmiechnięte. Już się wyprostowałem i nawet usta otworzyłem, żeby powiedzieć swój wierszyk, a tu nagle Tosia podbiega do mnie i woła:
- Plastusiu kochany, mam dla ciebie niespodziankę! O, widzisz?! - i wyjmuje z kieszeni kożuszka pełną garść jakichś małych, szarych miseczek.
- Czy wiesz, co to jest takiego? To żołędziowe miseczki! Wiesz, w każdej takiej miseczce siedziała sobie żołądź, ale ją posadzili do ziemi i wyrośnie z niej dąb - takie wielkie, zielone drzewo! I to drzewo znowu będzie rodziło żołędzie!
- Ja znam żołędzie! - przypomniałem sobie. - W szkole robiliśmy z nich świnki!
- A te miseczki po żołędziach dała nam jedna dziewczynka i wiesz, co z nich zrobimy? Dla ciebie czapeczkę! Nie możesz chodzić z gołą głową w taki mróz!
Aż mnie zamroczyło z radości - usiadłem, a guma-myszka pisnęła:
- Ojejej! Plastusiu, co będzie z wierszykiem?
A Tosia i Hania już mi przymierzały po kolei żołędziowe miseczki.
- Patrz, wygląda zupełnie jak narciarz z tym chwościkiem na czubku!
- Ta czapeczka najlepsza! Mocno siedzi na głowie!
- No, przejrzyj się, Plastusiu, w stalówce!
Przejrzałem się i aż podskoczyłem z radości. Wyglądałem wspaniale i tak zadzierżyście, że aż wszyscy z piórnika nosy powysadzali, żeby mnie zobaczyć.
- No, teraz, Plastusiu, będziesz mógł z nami biegać po dworze! - zawołała Hania.
- A podobno, jeśli ktoś nosi czapkę z żołędziowej miseczki, ten rozumie, co mówią drzewa i zwierzęta - ale nie wiem, czy to prawda - powiedziała Tosia.
- No i co teraz będzie z tym wierszykiem? - lamentowała guma-myszka.
- Nic, wpiszemy go do pamiętnika. Już ona taka zawsze, ta moja Tosia! Wszystko zawsze zrobi, co trzeba, zanim ją zdążę poprosić.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki