Przygody Mruczusia i jego kumpli - Grzegorz Radym

Kup ebooka

10.00 zł
7.60 zł (7,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przygoda pierwsza

Pierwszy dzień w szkole to ważne przeżycie, więc poszedłem wcześniej spać. Rano jak zwykle mamusia przyniosła mi do łóżeczka szklankę ciepłego mleka. Wstałem, przeciągnąłem się i duszkiem je wypiłem. Potem ubrałem się, umyłem i szybko zszedłem po schodach do kuchni. Zjadłem z apetytem pyszne śniadanko. Wtem rozległ się dźwięk dzwonka i usłyszałem znajome:

- Miau, miau, miau... W drzwiach stała kotka Lola. - Dzień dobry! - powiedziała i dygnęła z gracją. - Czy jest Mruczuś? - zapytała.

- Oczywiście, że jestem - odparłem uradowany.

- Wiesz, że dzisiaj pierwszy dzień w szkole i trzeba wyjść wcześniej, żeby się nie spóźnić? - przypomniała.

- Tak, wiem - powiedziałem i chwyciwszy tornister wyszedłem z nią śpiesznie do szkoły. Po drodze spotkaliśmy naszego kumpla Fafika. We trójkę podążaliśmy dalej.

- Ciekawe, co będzie w szkole - zagadnął Fafik.

- Będziemy się uczyć ciekawych i mądrych rzeczy - powiedziała wyniośle Lola.

- E... tam, ważne, żeby w piłkę można było pograć - westchnąłem.

- Właśnie, właśnie! - podchwycił nieśmiało Fafik. Słyszałem, że w szkole jest fajne boisko !

Przeszliśmy uważnie przez zebrę i wkrótce już byliśmy w szkole. Była ona ładna i nowoczesna. Odnowiona i przystosowana dla niepełnosprawnych zwierzątek. Na dachu widniała szerokopasmowa antena satelitarna.

Pani Gąska posadziła nas według kolejności alfabetycznej. Ja siedzę z Lolą w pierwszej ławce od okna, Fafik i Ziarenko w środkowej, a Sreberko i Grzebyk w ławce przy drzwiach. Tasiek i Bodek w drugiej pod oknem, a Sprytek i Chrumka w ostatniej koło drzwi.

Po skończonych lekcjach zostaliśmy jeszcze chwilę w klasie. Wtem przeciąg zatrzasnął drzwi tak mocno, że wypadła klamka. Nie mogliśmy wyjść.

- Co teraz będzie z nami? - zaczęła płakać Chrumka. Ja nie mogę wyskoczyć przez okno, bo jestem za ciężka i złamię nogę!

- A my jesteśmy za małe, nawet nie potrafimy frunąć na parapet - skarżyły się żałośnie kurczaki.

- Pewnie będziemy tu nocować - zaczął mazać się Tasiek.

- Trzeba coś zrobić - powiedziałem. Siądźmy i zastanówmy się chwilę.

Mogę zaszczekać, żeby ktoś usłyszał i przyszedł - zaproponował Fafik.

- Nie, to nic nie da. Narobisz tylko hałasu. W budynku nie ma już nikogo - rzekłem.

- A może wszyscy razem będziemy napierać na drzwi i wyważymy je? - radził Bodek.

- Warto spróbować - przytaknąłem.

Uformowaliśmy się w gromadę i z całych sił uderzyliśmy w drzwi.

Niestety, ani drgnęły. Naparliśmy jeszcze raz i znowu nic.

Usiedliśmy smutni i zrezygnowani.

- Nie zdążymy na obiad i jak będziemy tu spać? - martwił się Sreberko. Wtem zadzwoniła komórka Bodka. Tylko on miał komórkę.

"Jego tata jest mechanikiem, na pewno nam pomoże" - przemknęło nam przez myśl.

- Jesteśmy uratowani! - Z radości - zaczęliśmy krzyczeć.

- Szybko dzwoń po tatę - ponaglał Bodka Sprytek.

Poprzednie zdenerwowanie zniknęło i wszystkim zrobiło się wesoło.

- Lepiej pooglądajmy nowe książki, szybciej minie czas - zaproponował Grzebyk.

Po niedługim czasie w drzwiach ukazał się tata Bodka.

- No smyki! Możecie już iść do domu - oznajmił. - Ja jeszcze chwilę zostanę i naprawię klamkę!

- Dziękujemy - zawołaliśmy chórem i szybko ruszyliśmy w stronę domu.