Miś Włochatek idzie do przedszkola
Miś Włochatek, czterolatek,
choć odważny był gagatek,
gdy skończyła się swawola
bał się chodzić do przedszkola.
I gdy ruszał z mamą w drogę,
wlókł się, dziwną czując trwogę.
Gdy przedszkole było blisko,
mocno mamy łapkę ściskał.
Drobił kroczki i wymyślał,
że zostawił w domu wszystko.
Oczywiście wrócić trzeba
po zabawki, gwiazdkę z nieba.
"Odkręciłem kurek kranu,
czyszcząc ząbki po śniadaniu.
Zakręciłem? Nie pamiętam.
Taki jestem wiercipięta".
Mama głaszcze główkę syna.
"Mój Włochatku" - upomina.
"Zakręciłeś kran, kochanie.
Nic tam w domu się nie stanie".
"O zabawki, dobra rada,
martwić też się nie wypada.
Tam w przedszkolu, słuchaj mamy!
Wybór ich jest niesłychany.
Na regałach, na stoliku
zabaweczek jest bez liku".
"Auta żółte i czerwone,
klocki, puzzle i balony,
kredek, pędzli na stoliku
w tym przedszkolu jest bez liku".
"Samoloty i śmigłowiec,
statki, łódź i poduszkowiec.
Nawet małpka podwieszana,
a w jej łapce żółty banan".
Misiu choć zaciekawiony
znów próbuje z innej strony.
Mamie smutno patrzy w oczy.
Woła, że go boli brzuszek.
Boli brzuszek? Trudna rada.
Lekceważyć nie wypada.
"Szkoda, bo dzisiaj w przedszkolu
śniadaniowa czekolada".
"Czekolada?" - pyta Misio.
Czy na pewno będzie dzisiaj?
Wiesz co, mamo, ten mój brzusio
już nie boli zdaje mi się.
"Och, jak dobrze" - rzecze mama.
"Wszak to już przedszkola brama.
Cóż za śmiech? Jestem ciekawa?
Toż tam huczna jest zabawa".
Przedszkolanki, panie miłe,
wszystkich dzisiaj wyprzedziły.
Zanim dzieci się zebrały,
wór prezentów zgotowały.
Gdy Włochatek w progu stanął,
miał koronę nakładaną.
Okrzyknięto wśród wszech dziatek:
"Dzisiaj królem jest Włochatek!".
"Jestem królem, widzisz, mamo?"
Dziecko raźno biegnie samo
do zabawy!. Żegna mamę -
"chętnie tutaj dziś zostanę".
W piątek wieczór, przed kolacją
misiu rzekł do mamy z pasją:
"Zrób coś mamo jutro, proszę,
bym też do przedszkola poszedł".