Przygody Leona. Runo Szczęścia - Adam Szymanik

Kup ebooka

26.25 zł

-
Proszę czekać

Myszka

Czas im mijał bardzo wolno

na bezczynnej obserwacji,

i choć nic się nie zdarzyło,

to dotrwali do kolacji.

.

Zjedli sobie naleśniki,

bo obydwaj je lubili,

a że były nieco suche,

to kakaem je popili.

.

- Ciekaw jestem, co u Znajdy,

- Leon smętnie pomrukuje.

- Pewnie leży na posłaniu,

trochę jego mi brakuje.

.

- Ale tutaj by przeszkadzał,

gdyż za dużo jest pułapek.

Jeszcze sam by w którąś wpadł nam,

zakręcony, mały ciapek.

.

Widząc to w swej wyobraźni,

obaj cicho się zaśmiali,

a że mieli dobry nastrój,

dalej sobie rozmawiali:

.

- Zobacz, drogi Leopoldzie,

ile razem już przeszliśmy.

Idąc tropem tego runa,

tyle przygód przeżyliśmy.

.

Takie małe świecidełko,

a jak życie me zmieniło!

Lecz szczęśliwy jestem bardzo,

bo naprawdę warto było.

.

- Odłóż na bok sentymenty!

- Nagle kompan głos podnosi.

- Jeszcze runo jest u niego,

bo na szyi wciąż je nosi.

.

Póki chochlik je posiada,

nic się jeszcze nie skończyło.

Choć ja muszę przyznać tobie:

dotrzeć tu, dość trudno było.

.

Wnet rozmowę im przerywa

hałas w kuchni za szafkami,

jakby coś tam się skrywało,

poruszając ich wnykami.

.

Szybko obaj tam pobiegli,

by zobaczyć, o co chodzi.

Kto się złapał w ich pułapkę

oraz głośno tak zawodzi?

.

Gdy dotarli już na miejsce,

małą myszkę zobaczyli.

Ale gdy ją usłyszeli,

to dopiero się zdziwili:

.

- Kto zastawia tu te wnyki

i urządza polowanie?!

Niech no ja go tylko dorwę,

to mu spuszczę tęgie lanie!

.

Krzyczy, woła wniebogłosy,

miota się i lamentuje.

Nagle patrząc w ich kierunku,

wrzeszcząc, na nich naskakuje:

.

- A wy co się tak patrzycie?!

Jak szczerbaty na suchary!

To nie dzieje się naprawdę?!

Jakiś koszmar?! Nie do wiary!

.

- Ja uczciwie tu pracuję,

bo okruchy zbędne zbieram!

Po co tu są te pułapki?!

Tego to ja nie popieram!

.

I choć drobna, bo wielkością

paczce gum dorównywała,

była niczym czynny wulkan,

złością swoją wręcz kipiała:

.

- No i dalej tak stoicie?!

Jeden z drugim jak słup soli!

Proszę teraz mnie uwolnić!

Bo mnie noga bardzo boli!

.

Co to za dzikie zwyczaje?!

Gdzie ten świat powoli zmierza?

- Patrząc na zasadzki wkoło,

sama sobie nie dowierza.

.

- Na co wy tu polujecie?!

Słonia tu się spodziewacie?!

I dlaczego te pułapki

w mojej kuchni zastawiacie?!

.

Gdy jej chcieli odpowiedzieć,

to z powrotem coś wrzeszczała.

Taka była tym wzburzona,

że do słowa dojść nie dała.

.

W ciszy ją więc uwolnili,

mowy jej nie przerywając,

potem wnet się odsunęli,

krzyków myszy wciąż słuchając:

- Kuchnia ta jest moim domem,

więc nikomu nie pozwolę,

by bezkarnie w niej polował,

taką ja tu pełnię rolę!

.

Nie wiem, skąd obaj jesteście,

ale dziwnie wyglądacie!

Mam nadzieję, że z tym wszystkim

nic wspólnego wy nie macie?!

.

Bo gdy wrócę i się dowiem,

że to wszystko wasza wina,

wtedy dam wam do wiwatu

i wam zrzednie szybko mina!

.

Przyszłam tylko po okruchy,

a tu takie zamieszanie!

Co za dzikus i idiota

zrobił w kuchni polowanie?!

.

Tak mamrocząc coś pod nosem,

resztki wszystkie pozbierała.

I coś mówiąc wciąż do siebie,

w swoją stronę się udała.

.

A Leopold wraz z Leonem,

nie wierząc w to, co się stało,

stali niczym posąg w miejscu,

bo ich tak zamurowało.

.

Trochę czasu upłynęło,

zanim wszystko zrozumieli.

Po czym ze zdumioną miną

to o myszy powiedzieli:

.

- Ależ ona jest pyskata!

- Leopold się wnet odzywa.

- Trudno sobie wyobrazić,

że czasami miła bywa.

.

- Głośnym krzykiem i pewnością

bardzo mnie tym zaskoczyła.

Nawet trochę ją rozumiem,

dlaczego tak postąpiła.

.

Po okruszki tu przychodzi,

nie przeszkadza to nikomu.

Trudno zatem ją obwiniać,

że się czuje jak w swym domu.

.

A my, niczym dwaj intruzi,

z pułapkami wtargnęliśmy.

Burząc jej codzienny spokój,

trochę źle postąpiliśmy.

.

- Jednak to jedyny sposób,

by nicponia tego schwytać.

I nie było dużo czasu,

żeby się o zgodę pytać.

.

- Nie myśl o tym teraz, proszę!

- Leon nagle się odzywa.

- Trudno wszystko jest przewidzieć,

cóż, czasami tak to bywa.

.

Gdyby tylko można było

wszystko z góry zaplanować,

nie musielibyśmy teraz

tego miejsca tu pilnować.

.

Ale jednak jest inaczej

i już tego nie zmienimy,

więc jedyne, co się liczy,

to jak teraz postąpimy.

.

Chodźmy więc na swoje miejsca,

żeby dalej obserwować.

By nie wymknął nam się Hugo,

trzeba tego przypilnować.

.

Poprawiwszy wnet pułapki,

na chochlika wciąż czekają.

Bo obydwaj są cierpliwi

i się nigdy nie poddają.