Przygody Leona 2 - Polowanie na myśliwych - Adam Szymanik
26.25 zł

Reflow text when sidebars are open.
.
.
Deszcz niebawem przestał padać,
więc zaczęli się szykować.
By wyruszyć w dalszą drogę,
chcieli wszystko popakować.
.
A gdy tylko swą kryjówkę
już gotowi opuścili,
widząc teraz, co się stało,
zrozpaczeni obaj byli.
.
Deszcz im zatarł wszelkie ślady,
wszystko wokół się zmieniło.
Nie zostało nic na ziemi,
co by ich poprowadziło.
.
Leopold, kucając nagle,
głowę oparł na kolanie
i rzekł cicho do Leona:
- No to ładnie, mój kompanie.
.
- Deszcz ogólnie jest potrzebny,
sam uwielbiam, kiedy pada.
Jednak czemu w takiej chwili!?
Czemu nic się nie układa!?
.
- Nie narzekaj, Leopoldzie!
Leon krzyknął na rycerza.
- Przecież wiemy, dokąd idą
i gdzie wóz z sokołem zmierza.
.
- Cały czas w stronę południa
obydwaj się kierowali.
Pewnie też ten letni deszczyk
gdzieś po drodze przeczekali.
.
- To jest tylko mała przerwa,
w naszym tropie drobna luka.
Spójrz na Znajdę, przyjacielu,
już ich mały nicpoń szuka.
.
Wnet obydwu śmiech ogarnął,
gdy na pieska się spojrzeli,
i ruszyli w ich kierunku,
gdzie ostatni trop widzieli.
.
Oczywiście mały Znajda,
wszędzie węsząc, nadzorował.
Chyba trochę zbyt za bardzo
nową rolą się przejmował.
.
Obwąchując wszystkie drzewa,
bawił się w psa myśliwskiego,
z czego mieli dużo frajdy,
podpatrując czasem jego.
.
Wiatr przegonił szare chmury,
błękit nieba odsłaniając,
a ci dalej szli przed siebie,
cały czas się rozglądając.
.
Z jednej strony duża wdzięczność,
z drugiej zaś ogromna siła
i rycerska przynależność
ich do przodu prowadziła.
.
Leopold co chwilę sprawdzał,
jak się czuje jaskółeczka,
podsuwając jej pod dzióbek
zamiast wody trochę mleczka.
.
Przy nim była już bezpieczna
i do zdrowia powracała,
a że dobrze ją podkarmiał,
to też sił wnet nabierała.
.
Patrząc na nią, myślał ciągle,
jak naprawdę ptak się czuje
oraz czy jej jest wygodnie,
bo pod pachą podróżuje.
.
W tamtej chwili jedno było
na ten problem rozwiązanie:
użyć wróżki eliksiru
i zobaczyć, co się stanie.
.
By nie tracić więcej czasu,
pyta swego towarzysza:
- Nie przeszkadza ci, Leonie,
panująca wokół cisza?
.
- Wypróbujmy od Iskierki
ten eliksir rozumienia.
Zobaczymy, co jaskółka
teraz ma do powiedzenia.
.
- Dobrze, drogi Leopoldzie.
Wnet mu Leon odpowiada.
- Lecz pamiętaj, jak on działa
oraz jaka jest zasada.
.
Bez zwlekania, po kropelce
tej mikstury obaj wzięli
i dopiero jej działanie
tak naprawdę zrozumieli.
.
Nagle wszystko dookoła
między sobą rozmawiało,
wymieniając swe poglądy,
nawet czasem żartowało.
.
Drzewa, kwiaty i zwierzaki,
jednym słowem - to, co żyło,
jakby na ich zawołanie
ludzkim głosem przemówiło.
.
Początkowo zaskoczeni,
to się nawet przestraszyli,
lecz gdy trochę ochłonęli,
obaj już spokojni byli.
.
Tylko biedny mały Znajda
coś mamrotał nieporadnie.
Piesek jeszcze był za młody
i nie umiał mówić ładnie.
.
A tymczasem jaskółeczka,
która zawsze cicha była,
spoglądając na rycerzy,
tak do obu przemówiła:
.
- Nie wiem, jak wam podziękować
za to, że mi pomogliście.
Zabierając mnie ze sobą,
życie mi ocaliliście.
.
- Goniąc muchę nad tym lasem,
o choinkę zawadziłam,
właśnie wtedy równowagę
przez przypadek utraciłam.
.
- Gdy przytomność odzyskałam,
to Leopold mnie ratował,
potem zabrał razem z wami
i się mną zaopiekował.
.
- Dobrze, że mnie znaleźliście.
Mówiąc to, prawie płakała.
- Bo z tak uszkodzonym skrzydłem
już bym nigdy nie latała.
.
- Wybacz, proszę, że się wtrącam.
Leopold jej wnet przerywa.
- Teraz trzeba ruszać w drogę,
bo nam cenny czas upływa.
.
.
- Jeśli nie masz nic przeciwko,
to będziemy szli przed siebie,
gdyż my również, tak się składa,
chcemy o coś spytać ciebie.
.
Jednak gdy się poruszyli,
nagle krzyki usłyszeli:
- Weź te buty z mojej twarzy!
Skąd się żeście tutaj wzięli!?
.
- Nie bądź taki delikatny!
Trawa z kwiatkiem się kłóciła.
- Mnie od zawsze wszyscy depczą,
ale jestem dla nich miła.
.
- Nawet nie wiesz, co to znaczy,
jak to jest, gdy ktoś poluje.
Niszczy twoje małe pędy
oraz całą dewastuje!
.
- A ty drzesz się wniebogłosy,
gdy cię tylko ktoś nadepnie!
Mam nadzieję, że niedługo
ktoś na bukiet ciebie zetnie!
.
- Jesteś taka pospolita!
Nagle kwiatek się odzywa.
- Twoja zieleń jest żałosna!
Choć w przyrodzie tak to bywa.
.
- Ja to całkiem inna sprawa,
ludzie mnie wręcz potrzebują.
Dzięki memu urokowi
zakochani się miłują.
.
- Zgodę zawsze im przynoszę,
dzięki mnie się wiele dzieje.
Trawa nagle mu przerywa,
mówiąc, wciąż się z niego śmieje:
.
- Nie zapomnij jeszcze wspomnieć
o tym, jak cię wyrzucają,
i do tego, bym urosła,
jako nawóz używają.
.
- Ależ jesteś samolubna!
Kwiatek nagle odpowiada.
Niech od teraz co godzinę
kwaśny deszcz na ciebie pada.
.
Wojownicy osłupieli,
słysząc takie ostre słowa.
Bo to była zwykła kłótnia,
a nie jakaś tam rozmowa.
.
Jednak Leon z Leopoldem
teraz bardzo się spieszyli
i natychmiast spór dwóch roślin
w taki sposób zakończyli:
.
- Nie wiem, jak jest w waszym świecie,
u nas chodzi się po trawie.
Gdyby każdy umiał latać,
wtedy byłoby zabawnie.
.
- Tak więc my, jak wszyscy ludzie,
po ziemi się poruszamy,
więc pójdziemy tędy dalej,
bowiem mało czasu mamy.
.
Nagle trawa odpowiada:
- Mi tam but jest obojętny!
To ten kwiatek ma problemy,
niby ładny, lecz przeciętny.
.
- Jeśli dołów nie kopiecie
i nie chcecie robić pola,
to możecie po mnie chodzić,
w końcu taka moja rola.
.
Jednak oni w swym kierunku
obaj dalej podążali.
Na jej dalsze wyjaśnienia
już po prostu nie czekali.
.
Chcieli szybko trop odnaleźć,
by się spotkać z myśliwymi.
Więc nie mogli tracić czasu
z roślinami niesfornymi.
.
No i zanim ta mikstura
straci swoje właściwości,
chcieli zebrać jak najwięcej
od przyrody wiadomości.