Przygody dobrego wojaka Szwejka czasu wojny światowej - Jaroslav Hašek


Reflow text when sidebars are open.
1. Dobry wojak Szwejk przystępuje do wojny światowej
- No to zabili nam Ferdynanda - rzekła gosposia panu Szwejkowi, który, gdy przed laty został definitywnie uznany za idiotę przez wojskową komisję lekarską, opuścił służbę wojskową i utrzymywał się ze sprzedaży psów, okropnych nierasowych paskudztw, fałszując ich rodowody.
Prócz tego zajęcia był dotknięty reumatyzmem i smarował sobie właśnie kolana opodeldokiem[1].
- Którego Ferdynanda, pani Müllerová? - spytał, nie przestając masować kolana. - Ja znam dwóch Ferdynandów. Jednego, co jest służącym u drogisty Průšy i wypił mu tam kiedyś przez pomyłkę flaszkę jakiegoś smarowidła do włosów, a poza tym jeszcze znam Ferdynanda Kokoškę, co zbiera psie gówienka. Obydwu żadna szkoda.
- Ależ panie szanowny, pana arcyksięcia Ferdynanda, tego z zamku Konopiště[2], tego tłustego, pobożnego!
- Jezus Maria! - zawołał Szwejk. - A to dobre. Gdzie to się przydarzyło panu arcyksięciu?
- Rąbnęli go w Sarajewie, panie szanowny, z rewolweru, wiesz pan. Jechał tam z tą swoją arcyksiężną automobilem.
- Patrzaj pani, pani Müllerová, automobilem. No, taki pan może sobie na to pozwolić i nawet nie pomyśli, jak taka jazda automobilem może się nieszczęśliwie skończyć. Do tego w Sarajewie, czyli w Bośni, pani Müllerová. To pewnie Turcy. Jasna sprawa, nie powinniśmy byli zabierać im tej Bośni i Hercegowiny[3]. No, pani Müllerová, nasz arcyksiążę pan już na sądzie boskim. Długo się męczył?
- Pan arcyksiążę był zaraz gotów, panie szanowny. Wiesz pan, z rewolwerem nie ma żartów. Niedawno u nas w Nuslach jeden taki bawił się rewolwerem, powystrzelał całą rodzinę i stróża, co poszedł sprawdzić, kto tam strzela na trzecim piętrze.
- Czasem rewolwer, pani Müllerová, nie wystrzeli, choćbyś pani kota dostała. Takich patentów jest cała kupa. Ale na pana arcyksięcia pewno sprawili sobie coś lepszego i mogę się założyć, że ten człowiek, co mu to zrobił, pięknie się wyelegantował. Wiadomo, bardzo ciężka robota, odstrzelić pana arcyksięcia. To co inne, niż kiedy kłusownik strzela do gajowego. Chodzi o to, jak się do niego dopchać, na takiego pana nie możesz pani iść w byle jakich łachach. Trzeba w cylindrze, żeby panią przedtem policjant nie zwinął.
- Podobno ich tam było więcej, panie szanowny.
- Wiadoma sprawa, pani Müllerová - powiedział Szwejk, kończąc masowanie kolan - gdybyś pani chciała zabić arcyksięcia pana albo cesarza pana, na pewno byś się pani kogoś poradziła. Więcej ludzi ma więcej rozumu. Ten poradzi jedno, tamten co innego i dzieło się wydarzy, jak to jest w tym naszym hymnie[4]. Najważniejsze, żeby wyniuchać moment, kiedy taki pan przejeżdża. Jak na ten przykład, pamiętasz pani tego pana Lucheniego[5], co przebił naszą nieboszczkę Elżbietę pilnikiem. Spacerowali sobie. No i wierzaj pani komu: od tego czasu żadna cesarzowa nie chodzi na spacery. A to jeszcze czeka wiele osób. I zobaczysz pani, pani Müllerová, że dobiorą się też do cara i carycy, a może być, nie daj Boże, do cesarza pana, jak już tak zaczęli z jego stryjaszkiem[6]. On ma, znaczy się starszy pan, całą masę wrogów. Jeszcze więcej niż ten Ferdynand. Niedawno mówił jeden pan w gospodzie, że przyjdzie czas, że cesarze będą kitować jeden po drugim i że nawet prokuratura im nie pomoże. Potem nie miał czym zapłacić i bufetowy musiał kazać go zwinąć. A on mu dał raz w dziób, policjantowi dwa razy. Więc go odwieźli w koszyczku, żeby się opamiętał. No, pani Müllerová, dzisiaj wiele się dzieje. Ależ to strata dla Austrii. Kiedy byłem w wojsku, to jeden szeregowiec zastrzelił kapitana. Naładował gwer i poszedł do kancelarii. Tam mu powiedzieli, że nie ma czego szukać, ale on wciąż swoje, że musi rozmawiać z panem kapitanem. No to kapitan wyszedł i natychmiast wlepił mu koszarniaka. Ten chwycił gwer i buch go prosto w serce. Kula wyleciała panu kapitanowi z pleców i jeszcze narobiła szkody w kancelarii. Rozbiła kałamarz, a ten zalał urzędowe akta.
- A co z tym żołnierzem? - spytała pani Müllerová, gdy Szwejk się ubierał.
- Powiesił się na szelkach - odpowiedział, czyszcząc melonik. - A te szelki nawet nie były jego. Pożyczył od profosa[7], że mu niby spodnie opadają. Miał czekać, aż go zastrzelą? Wiesz pani, pani Müllerová, w takiej sytuacji każdemu w głowie się miesza. Profosa za to zdegradowali i dali mu sześć miesięcy. Ale nie odsiedział. Uciekł do Szwajcarii i robi tam za kaznodzieję w jakimś kościele. Dziś jest mało porządnych ludzi, pani Müllerová. Ja myślę, że pan arcyksiążę w tym Sarajewie też się pomylił co do tego człowieka, który go zastrzelił. Zobaczył jakiegoś pana i pomyślał: "Porządny człowiek, bo wiwatuje na moją cześć". A tymczasem ten trach w niego. Posłał mu jedną kulkę czy kilka?
- Gazety piszą, panie szanowny, że pan arcyksiążę był jak sito. Wygarnął do niego wszystkie naboje[8].
- To strasznie szybko idzie, pani Müllerová, raz-dwa i po krzyku. Ja bym na takie coś kupił browning. Wygląda jak zabawka, ale możesz pani w dwie minuty powystrzelać tym ze dwudziestu arcyksiążąt, chudych albo tłustych. Co prawda, mówiąc między nami, pani Müllerová, w grubego arcyksięcia trafisz pani pewniej niż w chudego. Pamiętasz pani, jak wtedy w Portugalii zastrzelili tego swojego króla[9]. Też był przy kości. Wiadomo, król nie będzie przecież chudy. Ja teraz idę do gospody U Kalicha, a gdyby ktoś przyszedł po tego ratlerka, za którego wziąłem zaliczkę, to mu pani powiedz, że mam go w swojej psiarni na wsi, że mu niedawno obciąłem uszy i teraz nie wolno go przewozić, póki mu się nie zagoją, żeby się nie przeziębiły. Zostaw pani klucz u stróżki.
PRZYPISY
WSTĘP
[1] J. Patočka, Kim są Czesi?, tłum., wstęp J. Baluch, Kraków 1997, s. 13.
TOM I
[1] opodeldok (łac. Linimentum saponato-camphoratum) - balsam sporządzony przez legendarnego lekarza epoki renesansu, Paracelsusa (1493/94-1541), stosowany w schorzeniach reumatycznych.
[2] Konopiště - zamek w pobliżu Pragi, dziś muzeum, wówczas zamek myśliwski następcy tronu, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda d'Este (1863-1914), którego zabójstwo 28 czerwca 1914 było bezpośrednią przyczyną wybuchu pierwszej wojny światowej.
[3] Austro-Węgry w 1908 r. anektowały Bośnię i Hercegowinę, pozostające pod panowaniem tureckim od XV w.
[4] Aluzja do czwartej strofy cesarskiego hymnu austriackiego (w czeskiej wersji: Spojené kde vládnou síly, / Vše se snadno překoná. / Když se ruka k ruce vine, / Tak se dílo podaří, po polsku: "Spólność, jedność powołania, / Niech przenika wszystek lud, / Bo złączonych sił działania / Zdolne przemóc wszelki trud").
[5] Luigi Lucheni (1873-1910) - włoski anarchista, w 1898 r. w Genewie zamordował cesarzową Elżbietę, żonę Franciszka Józefa I.
[6] W rzeczywistości cesarz Franciszek Józef I był stryjem arcyksięcia Ferdynanda; Szwejk kilka razy mówi odwrotnie.
[7] profos (z niem. Profos) - strażnik więzienny.
[8] W zamachu sarajewskim padły dwa strzały - jeden zabił arcyksięcia, drugi jego małżonkę.
[9] Portugalski król Karol I zginął w zamachu 1 lutego 1908; dwa lata później Portugalia została proklamowana republiką.
WSTĘP
Jeżeli na pytanie "Szwejka znasz?" odpowiada ktoś przeciągłym "No...", oznacza to z reguły, że owszem, wie, że był sobie taki dobry wojak Szwejk, ale powieści Haška wcale nie czytał, a nawet jej ekranizacji czy telewizyjnego serialu też nie musiał oglądać. Bo chociaż pytanie "Szwejka znasz?" jest skróconą formą zdania, które w pełnym rozwinięciu powinno brzmieć: "Czy czytałeś powieść czeskiego pisarza Jaroslava Haška pod tytułem Przygody dobrego wojaka Szwejka czasu wojny światowej?", zapytani traktują je raczej jako ekwiwalent pytania "Czy wiesz, kto to taki Szwejk?". I to oczywiście wiedzą nawet ci, którzy, jak stwierdzono, powieści Haška nie czytali nigdy. Ale za to wszyscy oni wiedzą z całą pewnością jedno: że Szwejk był Czechem. Nie bez powodu czeski filozof Jan Patočka w eseju Kim są Czesi? pisał: "świat literackiej fantazji zna tylko jedno czeskie imię - dobrego wojaka Szwejka"[1].
Przygody dobrego wojaka Szwejka to najczęściej wydawana w Polsce czeska powieść, jedyna, która doczekała się aż trzech pełnych tłumaczeń: Pawła Hulki-Laskowskiego, Józefa Waczkowa i Antoniego Kroha. Zadomowiony w polskiej tradycji przekład Hulki-Laskowskiego miał od roku 1929 do dziś ponad trzydzieści wydań. Przekład Waczkowa z roku 1991 wzbudził swego czasu burzliwą dyskusję wokół samego tłumaczenia i interpretacji postaci głównego bohatera. Wybór przekładu Antoniego Kroha (2009; dodruk: 2010; wyd. 2: 2015) do zaprezentowania powieści Haška w drugiej serii "Biblioteki Narodowej" ma charakter wartościujący; to zdecydowanie najlepszy przekład, a tłumacz jest równocześnie autorem znakomitej książki eseistycznej O Szwejku i o nas (wyd. 2, pełne: 2002).
I. POSTAĆ LITERACKA
Dobry wojak Szwejk stanął w szeregu klasycznych postaci literatury światowej. Powieść Jaroslava Haška, której bohaterem jest Józef Szwejk, została przetłumaczona na kilkadziesiąt języków, była wydawana niezliczoną ilość razy w ogromnych nakładach, nakręcono na jej podstawie liczne filmy, wielokrotnie też adaptowano ją na potrzeby teatru i telewizji. Dużo powiedzeń Szwejka i innych postaci powieści stało się po czesku cytatami lub podstawą nowych związków frazeologicznych, a także skrzydlatymi słowami, powtarzanymi w różnych językach. W nawiązaniu do powieści Haška powstawały rozmaite szwejkiady, a więc opowiadania i powieści, w których dobry wojak Szwejk, przeniesiony w inne czasy, mógł rozmawiać z Hitlerem, Eisenhowerem, Chruszczowem lub Nixonem... Za szwejkiady można także uznać utwory ośmieszające życie wojskowe, mniej lub bardziej jawnie odwołujące się do ducha powieści Haška.
Stworzony przez Haška bohater zaczął więc żyć własnym życiem. Swój żywot miała też sama powieść: rozchwytywana przez czytelników, a odsądzana od czci i wiary, w wojsku raz zakazywana, a innym razem czytana na rozkaz, przeżywała przygody będące jakby dalszym ciągiem przygód dobrego wojaka i dowodem jego nieśmiertelności.
Wśród czytelników Haška, czeskich i obcych, powstawały kluby miłośników Szwejka - powieści i postaci. Zainteresowanie budził również autor - jego barwne losy zdawały się utożsamiać z przygodami dobrego wojaka, którego wykreował. W potocznym odbiorze Hašek był Szwejkiem, a Szwejk - Haškiem. Z powieścią zrosły się też ilustracje Josefa Lady, którego plastyczny wizerunek Szwejka utrwalił się w szerokim odbiorze w kraju i za granicą i z równą siłą narzucił się także wyobraźni reżyserów teatralnych i filmowych oraz aktorów wcielających się w rolę Szwejka.
Przygody dobrego wojaka Szwejka czasu wojny światowej są powieścią, której kompozycyjną dominantę stanowi postać głównego bohatera, a dominantę stylistyczną tworzy jego sposób opowiadania. Powieść ta, właściwie jedyny większy utwór Haška, powstała po jego powrocie z wojny. Pozostała dziełem niedokończonym, gdyż w trakcie tworzenia autor zmarł. Wcześniej napisał setki opowiadań o charakterze satyrycznym czy humorystycznym, powieść, która była de facto cyklem opowiadań - Historia Partii Umiarkowanego Postępu (w Granicach Prawa) - a wydana została dopiero po jego śmierci. Hašek jest znany również jako autor ulotnych tekstów kabaretowych; prowadził życie Cygana wśród praskiej bohemy początku XX wieku oraz włócząc się po Europie Środkowej i po Bałkanach. W czasie wojny był dezerterem z armii austriackiej, rosyjskim jeńcem wojennym, żołnierzem czechosłowackich legionów na terenie Rosji i komisarzem armii bolszewickiej - przeszedł z nią kawał Rosji aż w głąb Azji, żeby na koniec powrócić do Pragi, do starych miejsc i wspomnień, będących zalążkiem powieści, która zapewniła sławę jemu i Szwejkowi.
Dla bohatera stworzonego przez Haška starano się znaleźć miejsce w literaturze, podkreślając z jednej strony jego niepowtarzalność i "czeskość" (wcielenie "czeskiego Honzy", czyli Jasia, ni to głuptaska, ni sprytnego łobuza), ale próbując też wynajdywać literackich krewniaków autora i postaci przez niego wykreowanej. Żeby wpisać powieść Haška w historię literatury powszechnej, włączano ją w nurt rabelaisowsko-cervantesowski, a jej bohater bywał kojarzony z Don Kichotem albo stawał się Sanchem Pansą bez Don Kichota - jak to metaforycznie ujął jeden z pierwszych recenzentów, niemiecki krytyk Willy Haas. Nasuwały się niemal natychmiast analogie oczywiste: Żołnierz Samochwał, tyle że na opak, Dyl Sowizdrzał bądź czeski Franta i jego kompani grobiáni oraz žáci darebáci, żaki łobuziaki z literatury staroczeskiej, zadomowiony w Czechach baron Münchhausen, zwany po czesku Prášilem...
Ale nie brakło też powiązań zmierzających w zupełnie innym kierunku. Włoski slawista Angelo Maria Ripellino rozpoczyna swoją Magiczną Pragę od zetknięcia się Josefa Švejka z powieści Haška z Józefem K. z Procesu Franza Kafki, którzy mijają się na moście Karola, idąc każdy w swoją stronę. Polski ilustrator powieści Haška, Andrzej Czeczot, przedstawił Szwejka z czaszką w ręku, czyniąc go jakby ironicznym porte-parole Hamleta. A czeski poeta Vladimír Vokolek w latach obowiązującego socrealizmu pisał do szuflady powieść Tako rzecze Szwejk, której bohater stawał się Zara-Szwejkiem, wcieleniem - Zaratustry Nietzschego!
Spierano się także, czy Hašek jest pisarzem w gruncie rzeczy dziewiętnastowiecznym, który z problemami sztuki XX wieku nie miał nic wspólnego (tak twierdził czeski filozof Josef Zumr, przeciwstawiając Haškowi Hrabala, wbrew obiegowej opinii o pokrewieństwie obu twórców), może jakimś czeskim Dickensem (jego Szwejk byłby więc odpowiednikiem albo samego Pickwicka, albo - jak uważał wybitny prozaik czeski Vladislav Vančura - wcieleniem Sama Wellera) lub wreszcie "praskim dadaistą", jak to sobie wyobraził w czasach nam bliższych naczelny czeski szwejkolog, Radko Pytlík, i co trafiło nawet do czeskich podręczników szkolnych jako "ludowy" czy też "plebejski dadaizm" - paradoksalna kontaminacja obowiązującej w socrealizmie ludowości i potępianego równocześnie awangardyzmu.
Jaroslav Hašek bywał dla jednych anarchistą i dekadentem, alkoholikiem i bigamistą, awanturnikiem doprowadzanym na posterunki policji, wiecznie zadłużonym naciągaczem, dezerterem z czechosłowackich legionów i czerwonym komisarzem bolszewickiej armii, dla innych bezlitosnym krytykiem mieszczaństwa, postępowym dziennikarzem, poprzednikiem realizmu socjalistycznego, ucieleśnieniem ludowej mądrości i generałem (komisarzem) Armii Czerwonej. W odniesieniu do Haška te same słowa - anarchista, bolszewik - dla jednych mogły być pochwałą, dla innych obelgą. Podobnie było z powieścią, którą jedni byli zachwyceni, inni obrażeni. Mogłoby się wręcz wydawać, że w Czechach nie da się o niczym mówić bez przywołania Haška i jego Szwejka.
Narzuca się to szczególnie z obcej perspektywy. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że cytowane zdanie Patočki: "świat literackiej fantazji zna tylko jedno czeskie imię - dobrego wojaka Szwejka", pojawia się na samym początku jego eseju, to w tym momencie Polak wychowany na Gombrowiczu, czyli od Haška oddalony o lata świetlne, miałby ochotę nazwać powieść Haška przeklętym arcydziełem! Dla czytelników obcych bowiem, dla których Szwejk to często rzeczywiście jedyna znana powieść czeska, jej bohater kształtował przez całe lata stereotyp czeskości: był Szwejkiem, bo był Czechem! Zwłaszcza dla tych, którzy choć Szwejka nie czytali, wiedzą, że jest taka właśnie postać - "dobry wojak Szwejk", jak ironicznie przywołujemy tę zbitkę słów po polsku.
Szwejka niezależnie od tego czytały coraz to nowe pokolenia i ulegały jego gadaninie, a coraz nowi krytycy i poważni badacze starali się odpowiedzieć na pytanie, kim "naprawdę" jest Szwejk i jaki sens ma dzieło Jaroslava Haška. Biorąc do ręki po raz kolejny książkę, śmiejąc się po raz któryś z tych samych dowcipów, przypominając sobie raz jeszcze znane, komiczne postacie i sytuacje, chciałoby się powiedzieć po czesku: Nechme Švejka být Švejkem - pozwólmy Szwejkowi pozostać Szwejkiem (po czesku brzmi to lepiej, bo prościej i krócej, a w dodatku prawdziwy Czech użyłby potocznej formy języka: Nechme Švejka bejt Švejkem). A jeśli chcemy zrozumieć postać wykreowaną przez Haška, to może warto zainteresować się genezą postaci głównego bohatera.
Dobry wojak Szwejk, znany nam z powieści, narodził się w chwili, kiedy na wieść "No to zabili nam Ferdynanda" zapytał: "którego Ferdynanda?", czyli w momencie, gdy autor pozwolił mu otworzyć usta! W ten właśnie sposób powstał "prawdziwy Szwejk", któremu przełożeni będą kazali bezskutecznie "stulić pysk" (Maul halten! - po niemiecku, Držte hubu! - po czesku) i którego gadanina nadaje bieg powieściowej fabule. Zanim jednak Szwejk zaczął tak właśnie gadać, miał on wcześniej - tzn. w nowelistyce Haška - swoje poprzednie wcielenia, niezupełnie jeszcze ukształtowane.
W roku 1917 w Kijowie wydał Hašek cykl opowiadań Szwejk w niewoli, których przynajmniej część była zresztą napisana w areszcie. W tych opowiadaniach zawarte są pewne motywy fabularne późniejszych przygód, pojawiają się niektóre postaci, takie jak kadet Biegler, kapitan Ságner czy prototyp porucznika Lukáša. Ale sam Szwejk jest jeszcze nieco inny. Owszem już tu chce służyć cesarzowi do roztrhání těla, czyli gotów jest w służbie najjaśniejszego pana "dać się rozszarpać na strzępy", ale jest jeszcze drobnym rzemieślnikiem, no i rzecz najważniejsza - przechodząc do niewoli na stronę rosyjską, strzela do swojego oficera i zabija go, czego "nasz Szwejk", ten znany z powieści dobroduszny "dobry wojak", na pewno by nie zrobił.
Na kształt postaci Szwejka z kijowskiego cyklu wpłynął prawdopodobnie agitacyjny charakter utworu, pisanego w czasie wojny i formowania się czechosłowackich legionów, które miały walczyć przeciw Austrii i mocarstwom centralnym u boku Rosji.
Jeszcze wcześniej, bo już w roku 1911, w czasopiśmie "Karikatury", wydawanym przez wspomnianego Josefa Ladę, pojawiły się opowiadania Haška, których bohaterem był Szwejk; książkowo wyszły w roku 1912 pod tytułem Dobrý voják Švejk a jiné podivné historky (Dobry wojak Szwejk i inne dziwne historyjki). Ten Szwejk wyrastał z nurtu antymilitaryzmu i anarchizmu Haška, z którymi to ruchami był on związany w sposób czynny jako dziennikarz i literat. Anarchizm miał w Czechach oblicze polityczne oraz literackie; w historii literatury poeci-anarchiści stanowią wyrazistą grupę i właśnie z tym środowiskiem Hašek identyfikował się w latach swojej młodości, o czym świadczy jego praca w anarchistycznej prasie, a przede wszystkim twórczość literacka: opowiadania demaskujące brutalność oraz bezsens wojny.
Było to w czasie wojen bałkańskich, które z interesami czeskimi nie miały nic wspólnego. Przeciwnie - Czesi w większości sympatyzowali z aspiracjami wolnościowymi południowych Słowian, w których widzieli naturalnych sprzymierzeńców w walce z Habsburgami, byli po stronie zrewoltowanych pobratymców, przeciw Wiedniowi i interesom monarchii.
Ten Szwejk z roku 1911 stanowi karykaturę austriackiego lojalizmu, przy czym głównym źródłem komizmu jest fabuła połączona z grą językową. Nieprzeparta chęć walki i wojenny zapał Szwejka są odbierane przez przełożonych jako kpina. Wobec tej, w ich mniemaniu, prowokacji chcą go postawić przed komisją lekarską i zwolnić do rezerwy. Żeby tego uniknąć, Szwejk ucieka i jako dezerter sam zgłasza się do aresztu, aby w ten paradoksalny sposób wstąpić do armii. Z więzienia zostaje wysłany omyłkowo innym transportem i tak oto dostaje się wreszcie na upragniony front.
Już w tym cyklu opowiadań Szwejk deklaruje, że chce służyć najjaśniejszemu panu "do ostatniego tchu" - do posledního vzdechu. I tak też - na zasadzie gry językowej - się staje: Szwejk przeniesiony do służby w arsenale oczywiście kurzy tam fajkę i w efekcie wylatuje w powietrze (do vzduchu), ale ocalony dziwnym trafem trafia z kolei do lotnictwa i znowu unosi się w powietrzu (ve vzduchu), żeby "przez pomyłkę" przelecieć nad Alpami i Morzem Śródziemnym, po czym wylądować w Afryce. Można więc zauważyć, że gra słów staje się elementem rozwijającym akcję - i to jest dalszy element, który w ostatecznej wersji powieściowej uzyska swój pełny kształt artystyczny. Już w tym cyklu pojawia się też motyw dziwnego przypadku, owych "pomyłek", które będą później prześladować powieściowego Szwejka. I co szczególnie ważne, już w tej wersji Szwejk ma niebieskie (czytaj: łagodne) oczy i rozbrajający uśmiech na twarzy.
Historyjka z 1911 roku to jednak tylko kilka epizodów, krótkie humoreski powiązane pewną konstrukcją fabularną tłumaczącą dziwną marszrutę bohatera. Postać Szwejka dojrzewała więc pod piórem Haška dłuższy czas pod wpływem coraz nowych doświadczeń życiowych.
Badacze literatury, a za nimi krytycy i popularyzatorzy, genezę postaci Szwejka łączą z historią opisaną we wspomnieniach pierwszej żony pisarza, Jarmili. Pewnego dnia (w maju 1911 roku) Hašek, wróciwszy do domu z gospody, przed pójściem do łóżka zanotował koncept utworu literackiego na jakimś świstku, który żona, sprzątając, wyrzuciła do kosza. Obudziwszy się, Hašek przypomniał sobie, że zapisał "genialny pomysł", i grzebiąc w śmieciach, karteczkę odnalazł, ale przeczytawszy, z powrotem ją zmiął i wyrzucił. Tym razem jednak wydobyła ją troskliwa małżonka i zachowała - dla potomności. Na karteczce był tytuł Idiota w kompanii oraz jedno czytelne zdanie i jakieś gryzmoły. Z tego zdania wynikało, że bohater miał się z własnej inicjatywy poddać badaniom, aby wykazać swą zdolność do służby wojskowej.