?
Dawno, Dawno Temu...
Chociaż może wcale nie tak dawno, bo jakieś dwadzieścia lat temu żyła sobie pewna dziewczynka. Miała długie blond włosy najczęściej związane w dwa warkocze i na imię Karolina. Gdy przeczytała pierwszą książkę, odkładając ją na półkę pomyślała, że kiedyś chciałaby trzymać w ręce powieść ze swoim nazwiskiem. Ta myśl szybko stała się jej największym marzeniem, które zaczęła realizować dopiero w gimnazjum. Mimo że jako pięciolatka raczej nie spodziewała się, że stanie się to właśnie w takich okolicznościach...
W gimnazjum słyszałam o sobie już chyba wszystko, ale najczęściej, że mam wracać do siebie. I o ile zmieniłam się na zewnątrz, o tyle wrócić do siebie było mi najtrudniej. Bo ciągle starałam się stać taka, jaką chcieli mnie widzieć inni. Karolina Binek wtedy nie istniała. Zamiast niej był ktoś upodabniający się do czyichś wyobrażeń.
I ten ktoś, choć wcale tego nie chciał, namówiony przez rodziców pojawił się pewnego dnia na terapii, a na pytanie psycholog o to, co robi w tym miejscu, odpowiedział słowami: "Jestem tutaj, bo nie lubię siebie".
Spotkania z psychologiem w gimnazjum pomogły mi bardzo. Ale dopiero na studiach odkryłam, że były dobre na tamten moment. I choć długo twierdziłam, że nie jest mi to potrzebne, to w 2021 roku rozpoczęłam drugą terapię. Tym razem jednak poszłam na nią z innego powodu i będąc w zupełnie innym miejscu, ale wciąż nie w tym, w którym czułabym się dobrze.
Nie stałoby się to jednak, gdybym nie napisała "Pachniesz imbirem". Bo uparłam się, że chcę mieć do tej książki komentarz psychologa. Psychologa, czyli Asi, która opowiadała o moich bohaterach, a ja płakałam. Bo te wszystkie sytuacje i relacje nie dotyczyły tylko Zośki. Dotyczyły też mnie. Dlatego kiedy podczas jednego wywiadu usłyszałam pytanie, czy to ja wybieram historie do książek czy też one wybierają mnie, to odpowiedź była oczywista. Bo w każdej z moich powieści zapisane są fragmenty mojego życia. Fragmenty, które opisując, przepracowuję sobie jeszcze raz. Choć czasem to boli tak bardzo, że zamykam laptopa, bo trudno mi pisać dalej. Zawsze jednak wracam do tych historii. Tak samo jak wciąż wracam do siebie. Bo wiem, że warto. I wiem, że mam dla kogo. Chociaż jeszcze tak niedawno wcale nie było to takie oczywiste...
W szkole podstawowej marzyłam, by mieć przyjaciółkę. Marzyłam o tym tak bardzo, że pisałam nawet listy sama do siebie, a czytając je później - udawałam zaskoczoną i czułam się wręcz wyróżniona, że ktoś o mnie pamięta. Ale nie dało się przecież ściemniać w nieskończoność. Dlatego marzenie o prawdziwej przyjaźni szybko pojawiło się ponownie.
Z czasem pojawiły się w moim życiu też osoby, które uważałam za przyjaciółki i dopiero po latach zrozumiałam, że wcale tak nie było. Dziś zupełnie nie mamy kontaktu. Mimo to jestem wdzięczna za te znajomości, bo choć skończyły się nagle, to dzięki nim doświadczyłam też wiele dobrego.
Tak samo było z Pawłem. Z Pawłem, dzięki któremu napisałam "Pachniesz imbirem". Bo, Pawełku, naprawdę byłeś dla mnie największą motywacją do skończenia tej książki. Tylko pisząc ją, nie zdawałam sobie sprawy, że ja też nim dla Ciebie pachnę. I choć jeszcze tak niedawno nawet nie pomyślałam, że nasza znajomość może być tą z terminem ważności, to dziś z wdzięcznością za nią po prostu idę dalej. Byliśmy dla siebie doskonałymi nauczycielami. Tylko widocznie przyszedł czas, by zmienić szkołę.
W trakcie naszej przyjaźni zmieniałam się też ja. I wiesz, z tą Karoliną, którą jestem teraz, jakoś mi lepiej. Już nie szukam w oczach innych potwierdzenia, że jestem wystarczająca i wiem, że nie muszę już na nic zasługiwać. W tych przekonaniach często utwierdza mnie Sandra - moja najwspanialsza Grażynka.
W dniu Twoich trzydziestych urodzin życzyłam Ci, żebyś żyła jak najdłużej, bo tego życia bez Ciebie sobie nie wyobrażam. W dniu imienin - że bez Ciebie chyba bym się zanudziła. I to prawda. Często mówisz, że podziwiasz mój spokój i opanowanie, nawet kiedy w środku się gotuję. Ale chyba nie wiesz, że nauczyłam się tego od Ciebie. Tak samo jak tego, by nie oceniać i by na każdą sytuację spojrzeć wieloaspektowo. Nie wiesz też, że pisząc te słowa, uśmiecham się do laptopa. Bo niczym film - wyświetlają mi się właśnie w głowie nasze rozmowy, spotkania, wyjazdy i sytuacje, w których płaczemy ze smutku i ze śmiechu. I ten grudniowy dzień, kiedy dosłownie zalałam się łzami ze wzruszenia, gdy powiedziałaś mi, że lecimy razem do Rzymu. Spełniłaś moje największe marzenie. Marzenie, o którym nawet nie miałam odwagi mówić głośno. Bo nie sądziłam, że może się zrealizować.
Nie sądziłam też, że kiedykolwiek po trzech miesiącach znajomości zadedykuję komuś książkę. Ale zupełnie inaczej pisało się ją ze świadomością, że jest dla Ciebie, Mateuszu.
Pojawiłeś się w moim życiu, kiedy myślałam, że wszystko mam już poukładane. Ale - tak jak w dedykacji - pokazałeś mi, że coś jeszcze powinnam uznać, uwolnić i uzdrowić. Pokazałeś mi - jak w cytacie na pierwszej stronie - że można być z drobnych supełków i się z nich wydostać. Uczę się od Ciebie metody małych kroczków, że jutro też jest dzień i nieprzejmowania się, co sobie ktoś pomyśli, kiedy w centrum Poznaniu pozuję do zdjęć lub gdy śpiewam o myszojeleniu idąc zatłoczoną ulicą. Potrafisz rozładować nawet najbardziej napiętą atmosferę i masz najbardziej cięty dowcip, jaki znam. To do Ciebie najczęściej się uśmiecham i za Ciebie dziękuję każdego dnia. Dziękuję za Twój spokój, zrozumienie, za każdą piosenkę i że potrafisz zaczekać, aż będę gotowa Ci o czymś opowiedzieć. Ta książka to też podziękowanie. To najwięcej, co mogę Ci dać poza swoją obecnością w Twoim życiu. Dostajesz więc dziś moje marzenie, dostajesz moją czwartą powieść. Kolejną, do której to historie wybrały mnie. I niesamowicie się cieszę, że jedną z nich jest ta o naszej przyjaźni.
?
Indhold
Tytuł Metryka Dawno, Dawno Temu... Prolog Rozdział 1 Rozdział 2 Guide
Okładka Tytuł Początek tekstu12344567891011121314151617181920212223242526272829303132333435363738
?
Prolog
"Maks, Nadzieja to była twoja córka". "Myślałam, że tak będzie łatwiej. I lepiej. Dla nas". "Maks, przepraszam". "Maks, Nadzieja to była twoja córka". "Maks, Nadzieja to była twoja córka". "Twoja córka".
- Moja córka - powiedział cicho, jak gdyby bał się tych słów. Jak gdyby bał się, że po ich wypowiedzeniu nagle staną się prawdą. Chociaż w sumie sam nie wiedział, co w tym przypadku byłoby lepsze.
- Moja córka - powtórzył już nieco głośniej, rozglądając się po ciemnym cmentarnym parkingu. Na szczęście poza nim nikogo więcej na nim nie było. W lusterku zauważył tylko oddalającą się postać ze spuszczoną głową. Postać, która miała niespotykaną jak dotąd tendencję do zmieniania jego życia - odkąd tylko się w nim pojawiła. I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że jak do tej pory na zmianę dawała mu i odbierała nadzieję. I Nadzieję też.
Tak wiele razy nie tylko innym, ale też samemu sobie wmawiał, że nie ma uczuć. Tymczasem w tym momencie kumulowały się w nim chyba wszystkie uczucia i emocje, których nie zaznał od dawna. Spośród nich najbardziej przebijała się jednak niepewność. Niepewność co do tego, jak powinien się teraz zachować. Niepewność co do jego znajomości z Zośką. I niepewność związana z tym, co będzie dalej. Bo wiedział tylko jedno. Że nie będzie już Nadziei. Ale czy będzie jeszcze Maks?
Jakaś jego cząstka odeszła wraz ze śmiercią Adama. Kolejna z ciążą Zośki. I chociaż wydawało mu się, że już wszystko sobie poukładał, że powoli wraca do życia sprzed tych wydarzeń, to znów okazało się, że ktoś postanowił zadrwić z jego planów. I najgorsze w tym wszystkim było to, że jeszcze chwilę temu był pewien, że jest w stanie z tym kimś nie tylko normalnie rozmawiać, lecz także się przyjaźnić.
Ale przyjaciele tak nie robią, prawda? Przyjaciele nie idą ze sobą do łóżka. Przyjaciele po takiej sytuacji nie tchórzą, nie kłamią, nie zrywają ze sobą kontaktu i nie odbudowują go tylko po to, by znów o sobie zapomnieć. Przyjaciele nie mają też wspólnych dzieci, jeśli nigdy nawet nie byli razem w związku. Może rzeczywiście Zośka miała rację, że zamiast przyjaźni była między nimi tylko jej iluzja? A czy jakakolwiek relacja w jego życiu nie była iluzją? Chyba tylko przyjaźń z Adamem. Bo jak do tej pory iluzją mógł nazwać swój każdy związek i każde spotkanie tylko w jednym celu - by zaspokoić swoje ego. Właściwie jeszcze nigdy nie odważył się budować znajomości i relacji na zawsze. Bo każdy z jego życia odchodził. I chociaż wydawało mu się, że jest przyzwyczajony, bo przecież tak wiele już przeszedł, to dziś przyszło mu się zmierzyć z kolejnym odejściem. Tyle że śmierć córki była dla niego czymś innym. I dotąd nieznanym. Bolała. I obudziła w nim coś, czego chyba jeszcze nigdy nie czuł. Miłość. Miłość do tej małej istoty, która, choć jest już w niebie, była jego córką.
- Moją córką - powiedział już nieco pewniej, a po jego policzku spłynęła łza.
Nie wiem, co teraz robisz, gdzie jesteś. Domyślam się, że jesteś starszy ode mnie. Że czasami wstajesz wcześniej ode mnie. I zamiast się obrażać, że nie robię Ci herbatki, to sam ją robisz dla mnie i dla Ciebie. A gdy zmywasz naczynia, to na mnie nie krzyczysz. Czytasz moje artykuły. Jesteś ze mnie dumny. A wieczory spędzamy razem, czasami w coś gramy, gdzieś wychodzimy lub oglądamy razem film. I nie mówisz mi, że to jest bez sensu. I mnie nie wyśmiewasz. Chodzisz ze mną spać. I nie zmuszasz do tego, żebym się dla Ciebie starała. Masz swoje zdanie, ale szanujesz też moje. Podczas jazdy samochodem nie narzekasz na innych kierowców i właściwie nie kończą nam się tematy do rozmów. Czasami też zapraszasz mnie do siebie do domu. I tylko nie wiesz jednego. Że chciałabym z Tobą spędzić resztę życia. Nieważne, gdzie byłby ślub. Ważne, że z Tobą. Nie musimy mieć dzieci. I nie musisz oświadczać mi się w górach. Tylko mnie kochaj. Tak po prostu. I nie krzywdź. Bo nie chcę przez Ciebie płakać. Płaczę tylko teraz, gdy to piszę. Bo jeszcze Cię nie znam.
Twoja Zośka
Po raz kolejny przeczytała napisane przez siebie przed chwilą słowa i otarła łzę spływającą po policzku. Tęskniła dziś do kogoś, kogo nawet nie znała. Ale była niemal pewna, że gdzieś jest. Tylko może jeszcze nie pora, by się poznali?