Przyczynowa zagadka chorób autoimmunologicznych - Ewa Białek

Kup ebooka

68.65 zł
56.98 zł (68,65 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Ponad 23 lata mojego życia dedy­ko­wa­łam medy­cy­nie - pra­cu­jąc naukowo w dia­gno­styce kli­nicz­nej i immu­no­lo­gii. Kolejne 28 lata, aż do chwili obec­nej, poświę­ci­łam psy­cho­syn­te­zie - zgłę­bia­niu sie­bie i funk­cjo­no­wa­nia czło­wieka na głębokich psychoduchowych poziomach rozwiązania fascynującej jego ist­nie­nia, dla roz­wią­za­nia fascy­nu­ją­cej zagadki czym jest życie i po co żyjemy.

Każda z moich ksią­żek jest kolej­nym frag­men­tem puz­zla, który ma obra­zo­wać roz­wi­kły­wa­nie gor­dyj­skiego węzła przy­czyn cho­rób. Jeśli tego nie zro­zu­miemy i nie zakończymy tej drogi auto­de­struk­cji, w efek­cie dopro­wa­dzimy do dra­ma­tycz­nych skut­ków, skra­ca­ją­cych życie i pro­wa­dzą­cych do przed­wcze­snej śmierci. Ważne jest, aby roz­po­czyna­jąc od poziomu fizycz­nego (obja­wów, bólów w ciele, zmian w narzą­dach), zacząć "kopa­nie głę­biej" dla obej­rze­nia, co tkwi pod spodem. Ten puz­zel ma wyja­śnić mean­dry oddzia­ły­wa­nia cho­roby w orga­nizmie i drogi skąd przy­była, co uczy­niła i jak ewen­tu­al­nie można cof­nąć się do początku jej zaist­nie­nia.

Kla­syczna medy­cyna sku­pia się na likwi­do­wa­niu objawu, zwy­kle zaist­nia­łego w jednym kon­kret­nym miej­scu czy narzą­dzie. Mnie od wielu lat to podej­ście nie satys­fak­cjo­no­wało, gdyż kolejno roz­po­zna­wa­łam, obser­wu­jąc sie­bie i swoje pro­blemy zdro­wotne, że każda cho­roba, a tym bar­dziej dłu­go­trwała, ma wiele obja­wów. Tym samym jest ona wie­lo­wąt­kowa, oddzia­łu­jąca na wiele stron, czę­sto także na te prze­strze­nie skąd wyruszyła, podob­nie jak i na te, które zaata­ko­wała po dro­dze. Te ostat­nie dają też feed­back temu, skąd powstały.

Dotychczasowe podej­ście medyczne, okre­śla­jące efekt w danej chwili, nie jest skupione na podejściu przyczynowym, a jedynie skutku. Tym samym "zasła­nia­", a więc cho­wa­ "za kur­tynę" to, co doku­cza najbar­dziej. Niestety tego rodzaju pro­ce­dura usuwa z pola widze­nia drogi roz­prze­strze­nia­nia się cho­roby i jej najbar­dziej widocz­nego efektu - objawu, ale i drogi powrot­nej. Scho­wa­nie symptomu nie likwi­duje pro­blemu, a jedy­nie stwa­rza złu­dze­nie, że go już nie ma. Cho­roba prze­nosi więc przejaw w inne miej­sce, co jed­nak nie jest wią­zane przez nikogo z fak­tem, że dotyczy to tej samej jed­nostki cho­ro­bowej. W ten spo­sób pro­ces lecze­nia nowego objawu roz­grywa się podob­nie, ale w innej już prze­strzeni, a cza­sem u innego spe­cja­li­sty, który "leczy" kolejny objaw.

Tymcza­sem cho­roba poka­zuje swoje postę­pu­jące obli­cze, uwi­dacz­nia­jąc oso­bom myślą­cym, że tak naprawdę ujaw­nia się wszę­dzie w orga­nizmie, ponie­waż od zawsze byliśmy cało­ścią, a nie czę­ścią. Kwe­stią jest to, czy włą­czymy w roz­szy­fro­wa­nie zagadki jej przy­czyn mak­sy­malną ilość dróg jej roz­prze­strze­nia­nia. Doty­czy to także wielu warstw ist­nie­nia czło­wieka, skła­da­ją­cego się z ciała, umy­słu i duszy.

Gdy połą­czymy sie­bie w całość, zro­zu­miemy także, że przy­wra­ca­nie zdro­wia powinno odby­wać się we wszyst­kich prze­strzeniach sie­bie, a nie jedy­nie w fizycz­nym ciele, w postaci usu­wa­nia objawu z pola widze­nia. Musimy bowiem się­gnąć głę­biej - do ciała "przy­czynowego" - i sku­pić się na odko­do­wa­niu tego, co dało sku­tek w fizycz­nej sfe­rze. Wszystko razem żyje bowiem w ciele i daje w nim ewi­dentne skutki. Nie można rozdzie­lać sie­bie na odrębne czę­ści. Trzeba je połą­czyć razem.

Czas wresz­cie pozbyć się złu­dzeń lecze­nia cho­rób czło­wieka poprzez tym­cza­sowe likwido­wa­nie objawu przez sub­stan­cje che­miczne, wpro­wa­dzane do orga­nizmu, trzy razy na dzień, powta­rzane każ­dego dnia - prze­wle­kle... aż do końca dni jego życia.

Warto poku­sić się do zaj­rze­nia do wewnątrz i wyru­sze­nie w podróż w głąb sie­bie, aby odkryć przy­czynę i jej sku­tek i zająć się nimi oby­dwoma naraz.

1. Przewód pokarmowy a mózg

Na początku listo­pada 2018 roku Towa­rzy­stwo Medy­cyny Funk­cjo­nal­nej ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych zor­ga­ni­zo­wało kon­fe­ren­cję p. t. MICROBIOME MASTERCLASS. Niektórzy z wykładowców przyglądali się szczególnie dzieciom i młodzieży, które żyły w dys­funk­cjo­nalnych rodzi­nach i pod­le­gały przez lata nadużyciom fizycznym i psy­chicz­nym, zanie­dba­niu, odrzu­ce­niu sie­bie i w rodzi­nie. W trak­cie tego wyda­rze­nia właśnie dr Keesha Ewers zauwa­żyła, że wiele lat pro­wa­dzone duże bada­nia naukowe, obej­mu­jące dzieci i mło­dzież wyka­zały, że traumy w wyniku tych sytu­acji wywo­łały nie tylko nie­wła­ściwe zacho­wa­nia, ale i psy­chiczne i fizyczne cho­roby.

Zarówno więc trau­ma­tyczne doświad­cze­nia, stres i w kon­se­kwen­cji oddzia­ły­wa­nie na układ immu­no­lo­giczny wiąże się obec­nie ze sta­nem mikro­biomu w orga­nizmie. Coraz czę­ściej uważa się, że stres, depre­sja, zabu­rze­nia funk­cji poznaw­czych, nie­po­kój czy pro­blemy z pamię­cią i kon­cen­tra­cją mają wpływ na funk­cjo­no­wa­nie prze­wodu pokar­mo­wego i jego pro­ble­mów i że mikro­biom oraz mózg są zależne od sie­bie. Jak tra­wimy pokarm, tak wch­ła­niamy też myśli i prze­ko­na­nia.

Tra­wie­nie, pery­stal­tyka jelit, defi­cyty pokar­mowe czy wresz­cie rów­no­waga lub jej brak w obrę­bie mikro­biomu oddzia­łują na układ immu­no­lo­giczny. Wpływ mózgu na jelita wiąże się zarówno z neu­ro­tran­smi­te­rami (sero­to­niną i dopa­miną), kon­trolą ner­wowo-mię­śniową pery­stal­tyki, reak­cją "walcz i ucie­kaj" i odpo­wie­dzią na stres (obec­no­ścią kor­tyzolu), podob­nie jak wydzie­la­niem śluzu, nie­zbęd­nego nie tyle do prze­su­wa­nia pokarmu, ale i ochrony przed stre­so­rami już obec­nymi w orga­nizmie (także w pokar­mie) jak i ata­ku­ją­cymi go od zewnątrz.

Z dru­giej strony, jelita wpły­wają na mózg poprzez obec­ność krót­kich łań­cu­chów kwa­sów tłusz­czo­wych, nie­zbęd­nych do jego pracy, sygna­li­za­cję inte­gral­no­ści bariery jeli­to­wej, odpo­wiedź immu­no­lo­giczną np. sIgA - jako miej­sco­wej ochrony błon ślu­zo­wych, ale też przez neu­ro­pep­tydy i neu­ro­tran­smi­tery, takie jak lep­tyna czy sero­to­nina, oraz akty­wo­wa­nie nerwu błęd­nego.

To, co dzieje się w mózgu, dzieje się też w jeli­tach i odwrot­nie. Każdy stre­sor czy stan zapalny ma swoje kon­se­kwen­cje po oby­dwu stro­nach tego łań­cu­cha wza­jem­nych oddzia­ły­wań. System efek­to­rowy w postaci neuroprzekaźników, takich jak sero­to­nina czy hista­mina ma istotny wpływ na mikro­biotę jeli­tową. Należy przy tym pamię­tać, że zmiany nie dzieją się z dnia na dzień, lecz trwają wiele lat. Mówi się nawet o co naj­mniej 25 latach. Efek­tem są cho­roby dege­ne­ra­cyjne mózgu, które mają swoje odbi­cie w odpo­wie­dzi zapal­nej i zmia­nach w jeli­tach.

Wia­domo obec­nie, że 90% sero­to­niny powstaje w jeli­tach, a jed­no­cze­śnie jej dys­funk­cja wywo­łuje depre­sję. Mamy więc do czy­nie­nia nie tylko z neu­ro­lo­gicz­nym stre­sem, ale także oksy­da­cyj­nym. Zmiana mikro­bioty wywo­łana stre­sem oddzia­łuje na jej róż­no­rod­ność, a to pro­wa­dzi do infek­cji, sta­nów zapal­nych i nie­to­le­ran­cji żyw­no­ści. Wywo­łuje to uszko­dze­nia błony ślu­zowej, jej inte­gral­no­ści. Dopro­wa­dza to także do zmiany immu­no­lo­gicz­nej odpo­wie­dzi błony ślu­zowej, a w kon­se­kwen­cji zapalne uszko­dze­nia i dys­funk­cje bariery jeli­to­wej. Poja­wiają się endo­tok­syny oraz tok­syny bak­te­ryjne, co pro­wa­dzi do refluksu żołąd­kowo-prze­ły­ko­wego, stanu zapal­nego błony ślu­zowej oraz takich obja­wów meta­bo­licz­nych jak pro­blemy wch­ła­nia­nia lipi­dów, cukrzyca typu 2 czy cho­rób dege­ne­ra­cyj­nych mózgu. Meta­bo­liczna endo­tok­se­mia obja­wia się dys­biozą, wzro­stem lipo­sa­cha­ry­dów, opor­no­ścią na lep­tyny, insu­linę, prze­pusz­czal­no­ści, a jelit, a także cho­robami dege­ne­ra­cyj­nymi i depre­sją.

Ana­to­micz­nie układ pokar­mowy to długi prze­wód, roz­po­czy­na­jący się od jamy ustnej, a następ­nie prze­cho­dzący do gar­dła, prze­łyku, żołądka, jelita cien­kiego i gru­bego. Do układu tego zali­cza się też dodat­kowe gru­czoły, a więc śli­nianki, trzustkę i wątrobę. Ściany prze­wodu pokar­mo­wego zbu­do­wane są z trzech warstw: wewnętrz­nej - błony śluzowej pokry­tej nabłon­kiem; środ­ko­wej - błony mię­śnio­wej, która umoż­li­wia pery­stal­tykę dla prze­su­wa­nia pokarmu; jak rów­nież okry­wa­ją­cej je błony zewnętrz­nej lub suro­wi­czej - zbu­do­wanej z tkanki łącz­nej.

Prze­wód pokar­mowy nie działa osobno, ale wraz z cen­tral­nym ukła­dem ner­wo­wym two­rzy sieć nazwaną osią mózgowo-jeli­tową (gut-brain axis, GBA). Oś mózgowo-jeli­towa jest szla­kiem sygna­li­za­cyj­nym pomię­dzy prze­wo­dem pokar­mowym a cen­tral­nym ukła­dem ner­wo­wym. Za tę komu­ni­ka­cję odpo­wiada bez­po­śred­nio nerw błędny, nale­żący do auto­no­micz­nego układu ner­wo­wego oraz zwoje korzeni: grzbie­to­wego i tyl­nego, łączące recep­tory obwo­dowe i rdzeń krę­gowy.

Szlak komu­ni­ka­cyjny mózgu z jeli­tami jest wzmac­niany przez komórki układu immu­no­lo­gicz­nego, hor­mo­nal­nego i krwio­twór­czego, które reagują na sygnały pocho­dzące zarówno od komó­rek jak i bak­te­rii. Pro­du­kują one m.in. hor­mony, cyto­kiny, che­mo­kiny i meta­bo­lity bak­te­rii.

Sama budowa ana­to­miczna prze­wodu pokar­mo­wego przy­go­to­wała go do peł­nie­nia waż­nych funk­cji. Zali­cza się do nich funk­cję absorp­cyjną - pozwa­la­jąca na wch­ła­nia­nie nie­zbęd­nych skład­ni­ków odżyw­czych; ochronną - zapo­biega ona prze­do­sta­wa­nia się poten­cjal­nie szko­dli­wych czą­ste­czek poza jelita; oraz immu­no­lo­giczną - sta­no­wiącą barierę dla bak­te­rii z zewnątrz. Za pierw­szą linię obrony immu­no­lo­gicz­nej uważa się wydziel­ni­czą immu­no­glo­bu­linę A (sIgA), a ponadto defen­syny oraz sub­stan­cje pro­du­ko­wane przez fizjo­lo­giczne bak­te­rie, zamiesz­ku­jące jelita. One wpły­wają na zacho­wa­nie cią­gło­ści nabłonka jeli­to­wego.

Pra­wi­dłowe wyko­ny­wa­nie ww. funk­cji jest nie­zbędne dla zacho­wa­nia inte­gral­no­ści bariery jeli­to­wej. Działa ona na zasa­dzie fil­tra kon­tro­lu­ją­cego sub­stan­cje trans­por­to­wane do krą­że­nia. Na poziome żołądka na przy­kład pierw­szą linią obrony jest niskie pH soku żołąd­ko­wego.

Bariera jeli­towa składa się z poży­tecz­nych bak­te­rii zasie­dla­ją­cych jelita - tzw. mikro­bioty jeli­to­wej, komó­rek nabłonka jeli­to­wego i ente­ro­cy­tów, komó­rek śród­błonka, naczyń układu lim­fa­tycz­nego oraz złą­czy prze­zbło­no­wych. Bariera jeli­towa w znacz­nym stop­niu przy­po­mina barierę krew-mózg, która ma zbli­żoną budowę, a stąd staje się jej kon­ty­nu­acją w postaci bariery jeli­to­wej i czę­ścią osi mózgowo-jeli­to­wej.

Nor­mal­nie, u zdro­wych ludzi, komórki jelit pokryte są poje­dyn­czą war­stwą ochron­nego śluzu i ści­słymi połą­cze­niami (ang. tight junc­tion), które odpo­wiadają za to, aby do krwio­biegu prze­do­sta­wały się jedy­nie odpo­wied­nio roz­ło­żone skład­niki pokar­mowe, a zatrzy­my­wane były zarówno więk­sze czą­steczki, jak i tok­syny czy pato­geny. Czyn­ni­kiem regu­lu­ją­cym prze­pusz­czal­ność tych połą­czeń jest spe­cjalne białko - zonu­lina.

Zonu­lina bie­rze udział w regu­la­cji prze­pusz­czal­no­ści szcze­lin mię­dzy­ko­mór­ko­wych nabłonka jelita. Nad­mierne przy­łą­cza­nie zonu­liny do ente­ro­cy­tów akty­wuje pro­cesy pro­wa­dza­jące do otwie­ra­nia ści­słych połą­czeń i skut­kuje wzmo­żoną prze­pusz­czal­no­ścią jelit. Podwyż­szony poziom zonu­liny czę­sto wystę­puje u osób cier­pią­cych na cho­roby takie jak celia­kia, cukrzyca typu I, reu­ma­to­idalne zapa­le­nie sta­wów czy stward­nie­nie roz­siane. U zdro­wego czło­wieka bariera prze­wodu pokar­mo­wego jest szczelna, dzięki czemu orga­nizm tole­ruje więk­szość pokar­mów, które spo­żywa.

W funk­cjo­no­wa­niu osi mózgowo - jeli­to­wej ważną rolę odgrywa układ podw­zgó­rze - przy­sadka - nad­ner­cza (PPN), hor­mon stresu - kor­ty­zol, ale także krót­ko­łań­cu­chowe kwasy tłusz­czowe i jeli­towy układ ner­wowy.

Gdy docho­dzi do uszko­dze­nia bariery jeli­to­wej, nastę­puje roz­luź­nie­nie połą­czeń mię­dzy komór­kami jelit. Stwa­rza to dostęp do poten­cjal­nie szko­dli­wych sub­stan­cji i zwięk­szo­nej prze­pusz­czal­no­ści jeli­to­wej, a stąd do prze­miesz­cza­nia się bak­te­rii poza swoje miej­sce zasie­dle­nia. Mogą one wtedy prze­ni­kać do krwio­biegu i powo­do­wać roz­wój prze­wle­kłego pro­cesu zapal­nego. Moż­liwy jest wtedy napływ pato­gen­nych bak­te­rii, wiru­sów, grzy­bów, tok­syn oraz nie w pełni stra­wio­nych resz­tek pokar­mowych.

Prze­ni­ka­nie dużych czą­stek pokarmu powo­duje zabu­rze­nia układu odpor­no­ścio­wego i to zarówno nadmierną jego aktyw­ność, jak i supre­sję, roz­re­gu­lo­wują go nadmier­nie. W takim przy­padku skład­niki pokar­mowe, które zasad­ni­czo powinny być nie­szko­dliwe, trak­to­wane są przez orga­nizm jak pato­geny czy tok­syny i wywo­łują reak­cję układu immu­no­lo­gicz­nego dla ich neu­tra­li­za­cji. Orga­nizm roz­po­znaje je jako wro­gie i stara się je uniesz­ko­dli­wić poprzez pro­duk­cję prze­ciw­ciał i powsta­wa­nie opóź­nio­nej aler­gii pokar­mowej IgG-zależ­nej, zwa­nej powszech­nie nie­to­le­ran­cją pokar­mową. Nad­mierna reak­cja układu odpor­no­ścio­wego może pro­wa­dzić do roz­woju takich cho­rób jak cukrzyca, cho­roba reu­ma­tyczna, zabu­rze­nia nastroju, depre­sji, oraz innych cho­rób autoimmu­no­lo­gicznych.

Zabu­rze­nia pracy jelit o typie nieimmu­no­lo­gicznym mogą mieć różne przy­czyny. Na pierw­szy plan wysu­wają się zabu­rze­nia w skła­dzie mikroorga­nizmów jeli­towych. W takich przy­pad­kach może poja­wić się nie­zdol­ność do przy­swa­ja­nia nie­któ­rych skład­ni­ków pokar­mowych, szcze­gól­nie lak­tozy i fruk­tozy, nie­wy­dol­ność orga­nów wewnętrz­nych - trzustki i wątroby - oraz anomalii w meta­bo­li­zmie hista­miny, pro­wa­dzące do reak­cji zapal­nych w jeli­tach. W zależ­no­ści od czasu trwa­nia eks­po­zy­cji czyn­niki wywo­łujące objawy mogą być bar­dzo różne. Długo trwa­jące pro­cesy zapalne pro­wa­dzą do utraty szczel­no­ści jelita i maso­wej reak­cji immu­no­lo­gicz­nej.

Bak­te­rie jeli­towe peł­nią ważną funk­cję ochronną i wspo­ma­ga­jącą pro­cesy tra­wie­nia i wch­ła­nia­nia. Opi­sano, że mikroorga­nizmów zasie­dla­ją­cych jelito jest dzie­się­cio­krot­nie wię­cej niż komó­rek budul­co­wych ciała, a jelito grube jest odcin­kiem naj­licz­niej przez nie zasie­dlo­nym. Z tego powodu wpływ mikro­bioty jeli­to­wej nie ogra­ni­cza się do dzia­ła­nia lokal­nego w prze­wo­dzie pokar­mowym, ale obej­muje cały orga­nizm, a jelito nazy­wane jest "dru­gim mózgiem".

Skut­kiem tego rodzaju inte­rak­cji mię­dzy mózgiem a prze­wo­dem pokar­mowym jest wza­jemne oddzia­ły­wa­nie mikro­bioty jeli­to­wej, zmie­nia­ją­cej się w sytu­acji lęku, bólu, zabu­rzeń funk­cji poznaw­czych oraz zmiany nastroju, sty­mu­lu­jąc lub blo­ku­jąc odpo­wied­nie obszary sys­temu ner­wo­wego. Poja­wia­nie się zabu­rzeń lęko­wych wystę­puje np. w wyniku prze­dłu­ża­ją­cego się stresu.

Obecny tryb życia wielu ludzi sprzyja nisz­cze­niu bariery jeli­to­wej i zmniej­sze­niu inte­gral­no­ści błony ślu­zowej jelit. Prze­wle­kły stres, mało ruchu i nie­do­sta­tek snu nie­ko­rzyst­nie wpły­wają na mikro­biotę, a tym samym ślu­zówkę jelit. Ich jakość zmie­nia też żyw­ność prze­twa­rzana uboga w błon­nik, kon­ser­wanty i różne dodatki do żyw­no­ści, jak też nadmiar spo­żywanych sło­dy­czy i nasy­co­nych kwa­sów tłusz­czo­wych. Zmie­nia to śro­do­wi­sko jelit na nie­ko­rzystne dla fizjo­lo­gicz­nych bak­te­rii, zabu­rza­jąc ich pro­por­cje, zastę­pu­jąc je pato­ge­nami, w tym np. grzy­bami z rodzaju Can­dida.

Za zły stan ślu­zówki jelit odpo­wiada też nad­uży­wa­nie alko­holu, nadmierne sto­so­wa­nie nie­ste­ry­do­wych leków prze­ciwzapal­nych oraz anty­bio­ty­ków. Nisz­czona jest wtedy korzystna flora bak­te­ryjna, która jest inte­gral­nym ele­men­tem bariery jeli­to­wej. Osła­biona bariera ochronna pro­wa­dzi do wzro­stu prze­pusz­czal­no­ści jelit - tzw. zespołu prze­cie­ka­ją­cego jelita (leaky gut), czy zespołu jelita draż­li­wego. Poja­wia się cał­ko­wita lub czę­ściowa utrata kon­troli nad skład­ni­kami, które prze­ni­kają z jelit do wnę­trza orga­nizmu.

Na jakość tra­wie­nia i wypróż­nia­nia ma wyjąt­kowy, wręcz bez­pre­ce­den­sowy wpływ stres. Wszel­kie prze­ży­cia, szcze­gól­nie nega­tywne odbie­rane są nie tylko przez mózg, ale i prze­wód pokar­mowy. Nie da się zaprze­czyć, że zarówno mózg jak i jelita wza­jem­nie na sie­bie wpły­wają. Jeśli osoba odczuwa wstyd (zawsty­dze­nie) czy odrzu­ce­nie, jak też brak poczu­cia bez­pie­czeń­stwa i niskie poczu­cie wła­snej war­to­ści - wywo­łuje to stres, który ma zasad­ni­czy wpływ na funk­cjo­no­wa­nie jelit.

Traumy, które są rze­czy­wi­sto­ścią każ­dego czło­wieka w mniej­szym lub więk­szym stop­niu, wywo­łują jego adap­ta­cyjne zacho­wa­nia. Jed­nym z nich jest np. per­fek­cjo­nizm. Te adap­ta­cyjne zacho­wa­nia (mecha­ni­zmy przetrwa­nia) mają zna­czący wpływ na two­rze­nie prze­ko­nań o sobie i świe­cie. Jeśli osoba czuje się nie­ko­chana, jej zacho­wa­nia wzglę­dem innych są pew­nego rodzaju "żebra­niem o miłość", a ona ma stale poczu­cie nie­do­sytu (głodu miło­ści), który obja­wia się na pozio­mie zarówno prze­wodu pokar­mo­wego jak i nastro­jów. Jedną z rekom­pen­sat takich osób jest obja­da­nie się sło­dy­czami, czę­sto po kry­jomu, nawet nie przy­zna­jąc się przed sobą, że tak postę­puje. Pozo­staje to wtedy na pozio­mie nie­świa­do­mym, aż do momentu, w któ­rym postronna osoba zwróci jej na to uwagę. Reak­cją może być zwy­kle atak na tę osobę, a tak naprawdę jest to wstyd na samą sie­bie, że uda­wała, że tego sama nie widzi.

Prze­wle­kły stres ma wyjąt­kowo silne oddzia­ły­wa­nie na ciało mig­da­ło­wate, będące czę­ścią sys­temu lim­bicz­nego, odpo­wie­dzialnego za reak­cje emo­cjo­nalne. Im więk­szy stres, tym część ta jest sil­niej sty­mu­lo­wana do reak­cji emo­cjo­nalnej, a to zmie­nia funk­cje mózgu, a tym samym także jakość mikro­biomu.

Ist­nieją bada­nia naukowe, w któ­rych powią­zano złość, strach, nie­po­kój, smu­tek, fobie, urazy, jak też depre­sję z wrzo­dami żołądka i dwu­nast­nicy, zespo­łem jelita draż­li­wego i ciek­ną­cego jelita, ale także bólami głowy i migre­nami i innymi cho­robami autoimmu­no­lo­gicznymi, podob­nie jak ata­kami paniki czy bólami serca (cho­robą nie­do­krwienną). Coraz czę­ściej wiąże się więc cho­roby immu­no­lo­giczne np. z nie­stra­wioną zło­ścią. Tego rodzaju "nie­stra­wione" emo­cje obser­wuje się szcze­gól­nie u kobiet czy mło­dych matek, które czują nie­do­syt miło­ści, a w kon­se­kwen­cji złość do bli­skich, któ­rzy tego nie widzą i tego jej nie zaspo­ka­jają. Zaczyna się też uwa­żać, że uzdra­wia­nie traumy może pro­wa­dzić do uzdro­wie­nia prze­wodu pokar­mo­wego.

Rozwi­ja­jąc emo­cjo­nalną odpor­ność jeste­śmy więc w sta­nie roz­wią­zać wiele pro­ble­mów leżą­cych u podłoża cho­rób autoimmu­no­lo­gicznych, uzdra­wia­jąc także jelita. Dzięki powro­cie do home­ostazy na pozio­mie emo­cjo­nalno-men­tal­nym nastę­puje odbu­do­wa­nie eko­sys­temu w prze­wo­dzie pokar­mowym. W ten spo­sób, naby­wa­jąc więk­szą świa­do­mość sie­bie, możemy łączyć zarówno żyw­ność i suple­men­ta­cję z wła­ści­wymi tech­ni­kami psy­cho­lo­gicz­nymi. Dzięki temu zaczniemy uwal­niać traumy i ich pato­lo­giczne kon­se­kwen­cje - będące mecha­ni­zmami adap­ta­cyj­nymi przetrwa­nia, pro­wa­dzące w kon­se­kwen­cji do cho­rób z auto­agre­sji.

Nie rozwią­zane traumy mają wpływ na nie­wy­le­czone fizyczne cho­roby. Zaob­ser­wo­wano np. u kobiet z PTSD (post-trau­ma­tic-stress-disor­ders) niskie stę­że­nie dopa­miny i sero­to­niny w mózgu, podob­nie jak pro­blemy funk­cji układu roz­rod­czego i sek­su­al­no­ści. Gdy dostały one odpo­wied­nie wspar­cie, orga­nizm powró­cił do home­ostazy, a jej funk­cje do rów­no­wagi. Wszystko jest połą­czone i wpływa jedno na dru­gie.

4. Mikrobiom a mitochondria

Coraz licz­niej­sze bada­nia naukowe na świe­cie wska­zują, że nastrój, funk­cje poznaw­cze, spo­łeczne inte­rak­cje, a szcze­gól­nie stres mają znaczący wpływ na jakość mikro­biomu w jeli­tach. Wiąże się to z energią organizmu i pro­cesami ener­ge­tycz­nymi w ciele. W wielu cho­robach dostrze­żono bowiem prze­wle­kłe zmę­cze­nie jako defekt niepra­wi­dłowego obiegu ener­gii. Ostat­nio w związku z nim wła­śnie wiele uwagi poświę­cono mito­chon­driom.

Mito­chon­dria uważa się za nie­wiel­kie komór­kowe orga­nelle, będące gene­ra­to­rami ener­gii. Jej źró­dłem jest glu­koza, kwasy tłusz­czowe i ami­no­kwasy, które są prze­twa­rzane na ATP, będące źró­dłem tejże ener­gii.

Mito­chon­dria mają też jed­nak inną, ważną rolę w orga­nizmie. Biorą bowiem udział w obro­nie komó­rek przed stre­so­rami. Im bar­dziej są zaan­ga­żo­wane w ten pro­ces (im wię­cej czyn­ników stre­su­ją­cych dla orga­nizmu) tym mniej pro­du­kują ener­gii, co obja­wia się zmę­cze­niem.

Bada­nia tego rodzaju prze­pro­wa­dzono w 2013 roku na Uni­wer­sy­te­cie w San Diego. Bada­cze pod­kre­ślają, że jeśli orga­nizm jest w nie­ustan­nym stre­sie, funk­cja mito­chon­driów z wytwa­rza­nia ener­gii prze­kształca się w obronę komó­rek przed stre­so­rami, kosz­tem spadku ich ener­gii. Tak więc włą­cza­nie i wyłą­cza­nie funk­cji pro­duk­cji ener­gii dla orga­nizmu przez mito­chon­dria jest zależne od nara­że­nia orga­nizmu na czyn­niki stre­su­jące.

Kon­se­kwen­cją stresu stają się stany zapalne. Mito­chon­dria reagują więc, chro­niąc komórki, wyłą­cza­jąc pro­duk­cję ener­gii.

Prze­wle­kły stres jest więc zablo­ko­wa­niem two­rze­nia ener­gii przez mito­chon­dria. Doty­czy to tak waż­nych narzą­dów jak serce, mózg, wątroba, skóra, a przede wszyst­kim jelita.

Dysfunk­cje mito­chon­driów stają się więc dysfunk­cją jelit. W lite­ra­tu­rze opi­sano, że wzrost ente­ro­ko­ków powo­duje wszel­kiego rodzaju -mial­gie i pro­blemy ze snem; pod­czas gdy strep­to­koki wywo­łują drże­nie mię­śni i pro­wa­dzą do ich zmę­cze­nia, a Esche­ri­chia coli - wywo­łuje tzw. mgłę mózgową.

W zdro­wym jeli­cie two­rzony jest kwas foliowy, wita­mina K2, koen­zym Q10, jak rów­nież np. takie ami­no­kwasy jak: tyro­zyna, feny­lo­ala­nina i pre­kur­sory dopa­miny. Gdy powstaje dys­bioza - nie­do­bory bak­te­rii sapro­fi­tycz­nych - obja­wia się ona prze­wle­kłym zmę­cze­niem, co może też być jed­nym z obja­wów w fibro­mial­gii. Pow­stają endo­tok­syny i w efek­cie także prze­cie­ka­jące jelito. Im wię­cej tok­syn, tym więk­sza dys­funk­cja mito­chon­driów.

Nie­stra­wione resztki pokar­mów mają zna­czący wpływ na powsta­wa­nie prze­cie­ka­ją­cego jelita czy cho­roby trzew­nej. Tok­syczne pro­dukty powsta­jące w wyniku fer­men­ta­cji w jeli­tach pro­wo­kują uszko­dze­nia kosm­ków, roz­sz­czel­niają barierę jeli­tową i pro­wa­dzą do dys­biozy. Dys­bioza staje się więc czyn­ni­kiem nie­ko­rzyst­nym dla funk­cji mito­chon­driów. Z obser­wo­wa­nych w jej trak­cie zabu­rzeń można wymie­nić: dys­pep­sję (nie­straw­ność), zespół jelita draż­li­wego (zwane obec­nie zabu­rze­niami osi mózgowo-jeli­to­wej (disor­ders of gut-brain inte­rac­tion), ale także różne pro­blemy zdro­wotne, stwier­dzone u pacjen­tów z cho­robami autoimmu­no­lo­gicznymi (np. cho­robę trzewną). W więk­szo­ści z tych zabu­rzeń pacjenci cier­pią na depre­sję.

Jak wspo­mnia­łam wyżej, upo­śle­dze­nie funk­cji mózg-jelita może być zwią­zane z odle­głą anty­bio­tykotera­pią, a to zwięk­sza ryzyko cho­rób neurodege­ne­ra­cyj­nych, a także nowo­two­rów.

W róż­nych bada­niach zwró­cono uwagę na to, że w zależ­no­ści od składu mikro­flory jeli­to­wej, orga­nizm w odmienny spo­sób wyko­rzy­stuje tę samą sub­stan­cję, któ­rej meta­bo­lity wywie­rają zróż­ni­co­wany wpływ. Przy­kładem takiego związku może być tryp­to­fan.

Tryp­to­fan - to nie­zbędny egzo­genny ami­no­kwas, któ­rego orga­nizm nie jest w sta­nie samo­dziel­nie wytwo­rzyć, więc musi być dostar­czany wraz z poży­wie­niem. Zdol­ność syn­tezy tego skład­nika mają jedy­nie nie­które bak­te­rie zamiesz­ku­jące jelita. Tryp­to­fan uczest­ni­czący w sze­regu reak­cji bio­che­micz­nych w orga­nizmie, a jego rola ści­śle wiąże się ze zdro­wiem psy­chicz­nym i dobrym samopoczu­ciem. Prze­miany tryp­to­fanu są źró­dłem istot­nych dla orga­nizmu związ­ków: tryp­ta­miny, sero­to­niny, mela­to­niny czy nia­cyny. Bio­syn­teza skład­ni­ków aktyw­nych z tryp­to­fanu daje aktywne bio­lo­gicz­nie sub­stan­cje, takie jak indole oraz inne związki. Wpływ na ich syn­tezę mają wła­śnie bak­te­rie jeli­towe. Jeśli docho­dzi do ich nie­do­boru, odbija się to na całym meta­bo­li­zmie orga­nizmu.

6. Konkretny przypadek i lata obserwacji

W tym roz­dziale przy­to­czę kon­kretny przy­pa­dek, zwią­zany z jako­ścią życia od naj­młod­szych lat dziecka, które w miarę upływu lat życia mani­fe­sto­wało różne zdro­wotne pro­blemy, nie pod­da­jące się kon­wen­cjo­nal­nemu lecze­niu.

Dzie­ciń­stwo małej dziew­czynki nale­żało do "mode­lo­wych" dla wycią­ga­nia ewi­dent­nych wnio­sków co do przy­czyn cho­rób powsta­ją­cych w wyniku stresu i trau­ma­tycz­nych doświad­czeń oraz jako­ści doro­słego życia.

Już przed uro­dze­niem dziew­czynka była napięt­no­wana traumą matki, która kilka mie­sięcy wcze­śniej poże­gnała wła­sną matkę. Według naj­now­szych badań tego rodzaju trau­ma­tyczne doświad­cze­nia mają wpływ na jakość zdro­wia przy­szłego dziecka i w kon­se­kwen­cji doro­słego czło­wieka.

Dru­gim waż­nym aspek­tem, war­tym oglądu był dyle­mat matki: z jed­nej strony uro­dze­nie dru­giego dziecka (miała już jedno dziecko-syna), a z dru­giej prze­sła­nie jej matki, aby miała dwoje dzieci, aby nie była sama, gdyby stra­ciła dru­gie dziecko w wyniku wojny czy innego kata­kli­zmu (matka matki miała przeczu­cie, że stra­ciła swo­jego syna, roz­strze­la­nego w cza­sie Pow­sta­nia War­szaw­skiego. Nigdy nie dowie­działa się, że tak się stało naprawdę).

Ten wewnętrzny kon­flikt matki córki zaowo­co­wał też trud­nym poro­dem i nie­chę­cią do córki (odrzu­ce­nie) przez lata jej życia, z powodu zada­nego jej bólu w trak­cie jej naro­dzin. Aspekt porodu i odrzu­ce­nia dziecka to kolejny ele­ment ukła­danki i jako­ści życia i zdro­wia kolej­nego poko­le­nia, opi­sy­wany coraz czę­ściej w lite­ra­tu­rze nauko­wej.

Córka po uro­dze­niu ma już dwa piętna na życie, które wzra­stają w niej wraz z jej roz­wo­jem. Oby­dwa doty­czą matki i oby­dwa łącza się z poten­cjal­nymi cho­robami układu odde­chowego, które po latach ujaw­niają się u córki. Jest nim dia­gnoza; roz­strze­nie oskrzeli - enig­ma­tyczna cho­roba, obja­wiająca się prze­wle­kłym kasz­lem i jego zaostrze­niami w sytu­acjach sta­nów zapal­nych, a w obra­zie radio­lo­gicz­nym - dłu­gimi pasmo­wa­tymi war­stwami śluzu, które są wła­śnie przy­czynami wspo­mnia­nego wyżej kaszlu, pro­wo­kującego do jego odkrztu­sza­nia.

Cho­roba w medy­cy­nie nazy­wana jest "o nie­zna­nej etio­lo­gii". Bada­nia naukowe inter­dy­scy­pli­nar­nych bada­czy i leka­rzy medy­cyny holi­stycz­nej oraz psy­cho­lo­gów trans­per­so­nal­nych wiążą ją z rela­cją z matką z wcze­snego dzie­ciń­stwa, jej odrzu­ce­niem dziecka i pod­świa­do­mym two­rze­niem wię­zów z nią dziecka, poprzez wspo­mniany wyżej śluz w drze­wie oskrze­lo­wym.

Ta dole­gli­wość może być wią­zana z cho­robami autoimmu­no­lo­gicznymi, gdyż z jed­nej strony doty­czy "obcego" (braku związku matka-córka i rela­cji obron­nej dziecka na tego rodzaju "obcą" sytu­ację. Orga­nizm broni się two­rze­niem śluzu - jako namiastki łącze­nia matki-dziecka. Jest to bowiem najbar­dziej pod­sta­wowa więź w natu­rze i mózg pozba­wiony tego uczu­cia wytwa­rza mecha­ni­zmy przetrwa­nia - w postaci śluzu w najbar­dziej waż­nym ukła­dzie orga­nizmu, będą­cym źró­dłem życia dla dziecka - miłość jest bowiem odde­chem życia, potrzeb­nym niczym tlen do zdro­wia i har­mo­nij­nego roz­woju małej istoty. Dla­tego mózg się broni, two­rząc śluz w płu­cach (war­stwę ochronną przed zra­nie­niem serca - poło­żo­nego w klatce pier­sio­wej), a jed­no­cze­śnie ten sam śluz musi być usu­nięty (poprzez kaszel) ze względu na odbie­ra­nie tlenu do oddy­cha­nia.

Ten pro­blem pacjenta - zale­ga­nia śluzu i potrzeba jego odkrztu­sza­nia - a jed­no­cze­śnie nie­świa­doma potrzeba jego pro­duk­cji - jako czyn­nika ochron­nego przed zra­nie­niem przez naj­bliż­szą sobie osobę - matkę - nie znaj­duje nale­ży­tej tro­ski ani zro­zu­mie­nia w medy­cy­nie obja­wo­wej, nie powią­zanej z psy­cho­so­ma­tyką.

Medy­cyna obja­wowa igno­ruje pacjen­tów z roz­strze­niem oskrzeli - w tym doty­czy to kli­nik cho­rób płuc - które odsy­łają pacjenta do domu, każąc mu sobie radzić samemu. Poleca jedy­nie w sytu­acjach kry­zy­so­wych syropy typu Muco­so­lvan czy w końcu anty­bio­tyk, gdy śluz zmieni barwę z prze­zro­czy­stego czy mlecz­nego na zie­lon­kawy. Brak jest wie­dzy wśród prak­ty­ku­ją­cych leka­rzy pul­mo­no­lo­gów, ale i woli do wią­za­nia przy­czyn ze skut­kami, a więc psy­cho­lo­gicz­nego podłoża tak pro­za­icz­nego objawu jak kaszel (odkrztu­sze­nie, wyrzu­ce­nie tego, co nie­wła­ściwe, zbędne, obce dziecku), pozwa­la­jąc temu zasie­dlić się w orga­nizmie "na życie".

Wra­cając do kon­kret­nego przy­padku, dziecko to dostało już w najwcze­śniejszym okre­sie swego życia pro­blem dla sie­bie do roz­wią­za­nia samemu - nara­sta­jący latami - w postaci ślu­zowatych pasm w płu­cach - nie do lecze­nia. Było to pierw­sze ważne piętno dla jego życia - pocho­dzące od matki.

5. Mikrobiom a oś mózg-jelita

Od kilku lat pro­blem mikro­biomu i jego wpływu na mózg nabrał istot­nego zna­cze­nia w związku z licz­nymi pra­cami bada­czy, doty­czącymi poja­wia­nia się podob­nych obja­wów przy róż­nych, często odległych jednostkach chorobowych. Rzuca to pewne świa­tło na istotne, wspólne czyn­niki pro­wo­kujące różne cho­roby, których korzenie wiążą się z jed­nym i tym samym pro­blemem zdro­wot­nym.

Na wspo­mnia­nej w jedy­nym z poprzed­nich roz­dzia­łów kon­fe­ren­cji na temat mikro­biomu dr Datis Khar­ra­zian zwró­cił uwagę na to, że stan ślu­zówki jeli­to­wej świad­czy o prze­pusz­czal­no­ści jelit, nie­mniej zarówno w trau­ma­tycz­nych ura­zach mózgu oraz u cho­rych na cho­robę Par­kin­sona stwier­dza się zawsze dys­funk­cje prze­wodu pokar­mo­wego. Zwró­ciło to uwagę uczo­nych, że zarówno psy­chiczne jak i fizyczne traumy mogą wywo­łać podobne efekty. Idąc tym tro­pem dr Kiran Kri­sh­ran, prze­glą­da­jąc lite­ra­turę, jak i obser­wu­jąc kli­niczne przy­padki doszedł do wnio­sku, że zarówno w cho­ro­bie Hashi­moto, aler­giach, depre­sji czy innych cho­robach autoimmu­no­lo­gicznych istotną rolę odgrywa mikro­biom.

We wszyst­kich tych bada­niach sta­rano się zna­leźć uni­wer­salną dysfunk­cję, która by je łączyła ze sobą. Oka­zała się nią błona ślu­zowa jelit - jej war­stwa nabłon­kowa, która została w każ­dym z bada­nych przy­pad­ków róż­nych cho­rób w mniej­szym lub więk­szym stop­niu uszko­dzona. Nazwano ten stan dysfunk­cją ślu­zówki lub ene­te­ro­pa­tią jeli­tową i doty­czyła ona więk­szo­ści cho­rób prze­wle­kłych. Zau­wa­żono, że ten stan wią­zał się z dys­biozą, a więc niskim pozio­mem pod­sta­wo­wych skła­do­wych mikro­biomu oraz blo­ko­wa­niem ochron­nej roli komó­rek sys­temu immu­no­lo­gicz­nego i mikro­biomu.

Zaob­ser­wo­wano ponadto, że mikro­biom w tych pato­lo­gicz­nych sytu­acjach skła­dał się z małej róż­no­rod­no­ści bak­te­rii, co pro­wa­dziło do infek­cji, sta­nów zapal­nych, jak i nie­to­le­ran­cji na skład­niki poży­wie­nia.

Oka­zało się także, że błona ślu­zowa jest w tych przy­pad­kach uszko­dzona, co świad­czyło o wyjąt­kowo waż­nej roli inte­gral­no­ści tej błony jako czyn­nika wch­ła­nia­nia i wyda­la­nia. Odpo­wie­dzią na ten stan stały się więc zmiany ilo­ści i róż­no­rod­no­ści skła­do­wych mikro­biomu. Powo­do­wało to bowiem immu­no­lo­giczną dysfunk­cję ślu­zówki i pro­wa­dziło do sta­nów zapal­nych, a więc dys­funk­cjo­nal­nej bariery jeli­to­wej i powsta­wa­nia endotok­syn, a w efek­cie licz­nych cho­rób z nowo­two­rami włącz­nie.

Uczeni odkryli w orga­nizmie czło­wieka ist­nie­nie w nadmia­rze lipo­po­li­sa­cha­ry­dów i innych tok­syn, które przy­pi­sano jako zasad­ni­czy czyn­nik tych obja­wów meta­bo­licz­nych. Zna­le­ziono je bowiem także w cho­robach serca, pro­blemach gospo­darki lipi­do­wej, cukrzycy typu 2, stłusz­czeniu wątroby nie zwią­za­nym z alko­ho­lem, cystach jaj­ni­ków, nad­ci­śnie­niu, także u pacjen­tów z nowo­two­rami.

Tok­syczna aktyw­ność lipo­sa­cha­ry­dów została po raz pierw­szy odkryta i nazwana "endotok­syną" przez nie­miec­kiego leka­rza i bak­te­rio­loga Richarda Frie­dri­cha Johan­nesa Pfe­if­fera, który odróż­nił egzotok­syny (tok­syny uwal­niane przez bak­te­rie do ota­cza­ją­cego śro­do­wi­ska) oraz endo­tok­syny, które uwa­żał za tok­syny utrzy­my­wane "w" komórce bak­te­ryjnej i uwal­niane dopiero po znisz­cze­niu ściany komór­kowej bak­te­rii. Kolejne prace wyka­zały, że uwal­nia­nie lipo­sa­cha­ry­dów z drob­no­ustro­jów Gram ujem­nych nie­ko­niecz­nie wymaga znisz­cze­nia ściany komór­kowej bak­te­rii. Obec­nie ter­min "endotok­syna" jest najczę­ściej uży­wany jako syno­nim lipo­sa­cha­ry­dów.

Lipo­sa­cha­ryd (w skró­cie LPS) jest głów­nym skład­nikiem zewnętrz­nej błony bak­te­rii Gram-ujem­nych, przy­czyniając się w znacz­nym stop­niu do inte­gral­no­ści struk­tu­ral­nej bak­te­rii i chro­niąc mem­branę przed niektó­rymi rodza­jami ata­ków che­micz­nych. LPS zwięk­sza rów­nież ładu­nek ujemny błony komór­kowej i pomaga usta­bi­li­zo­wać jej struk­turę. Działa on jako pro­to­ty­powa endotok­syna, ponie­waż wiąże kom­pleksy recep­to­rowe, w szcze­gól­no­ści w mono­cy­tach, komór­kach den­dry­tycz­nych, makro­fa­gach i lim­fo­cy­tach B, które sprzy­jają wydzie­la­nie pro-zapal­nych cyto­kin czy tlenku azotu. LPS wytwa­rza także wiele rodza­jów media­to­rów zaan­ga­żo­wa­nych we wstrząs sep­tyczny. Ludzie są znacz­nie bar­dziej wraż­liwi na LPS niż zwie­rzęta.

Obec­ność endotok­syn we krwi nosi nazwę endotok­se­mii. Może pro­wa­dzić do wstrząsu sep­tycz­nego. Usz­ko­dze­nie śród­błon­ko­wej war­stwy naczyń krwio­no­śnych, spo­wo­do­wane tymi media­to­rami zapal­nymi, może pro­wa­dzić do zespołu prze­cieku naczyń wło­so­wa­tych, posze­rze­nia naczyń krwio­no­śnych oraz zmniej­sze­nia czyn­no­ści serca i wywo­łać wstrząs sep­tyczny. Wysoki poziom namna­ża­nia bak­te­rii, wywo­łujący nisz­czące uszko­dze­nie śród­błonka, może rów­nież pro­wa­dzić do roz­sianego wykrze­pia­nia wewnątrznaczy­nio­wego. W trak­cie tego pro­cesu nastę­puje utrata funk­cji nie­któ­rych narzą­dów wewnętrz­nych, takich jak nerki, nad­ner­cza i płuca, która jest wyni­kiem upo­śle­dzo­nego dopływu krwi. Skóra może wyka­zy­wać rów­nież uszko­dze­nia naczyń krwio­no­śnych w postaci wybro­czyn czy pla­micy, czę­sto połą­czone z wyczer­pa­niem czyn­ników krzep­nię­cia. Wysoki wzrost liczby bak­te­rii może rów­nież wpły­wać na stan koń­czyn, wywo­łując rozwój gan­greny.

Tego rodzaju meta­bo­liczna endo­tok­se­mia ze wzro­stem lipo­po­li­sa­cha­ry­dów może doty­czyć także opor­no­ści na insu­linę, na sku­tek nadmier­nego wzro­stu pre­kur­so­rów adi­po­cy­tów, Adi­po­cyty, znane rów­nież jako lipo­cyty lub komórki tłusz­czowe, two­rzą tkankę tłusz­czową i są wyspe­cja­li­zo­wane w maga­zy­no­wa­niu ener­gii w postaci tłusz­czu.

Adi­po­cyty pocho­dzą z mezen­chy­mal­nych komó­rek macie­rzy­stych. Te komórki macie­rzy­ste sta­no­wią mul­ti­po­ten­cjalne komórki pre­kur­so­rowe, zdolne do róż­ni­co­wa­nia się co naj­mniej w kie­runku tkanki kost­nej, chrzęst­nej i tłusz­czowej. Komór­kom tym przy­pi­sy­wana jest rola wytwarzania tkanki łącz­nej, stanowiącej składową poszczególnych narządów. Two­rzą one także pod­ście­li­sko szpiku dla komó­rek krwio­twór­czych a ostat­nio wykryto rów­nież, że są one zdolne do modu­la­cji funk­cji układu odpor­no­ścio­wego. Wzmo­żona liczba adi­po­cy­tów wiąże się z podwyż­sze­niem lipo­sa­cha­ry­dów i prze­pusz­czal­no­ści jeli­to­wej (Tight Junction Permeability). Zna­le­ziono je w cho­robach autoimmu­no­lo­gicznych, podob­nie jak w zapaleniu mózgu na tle zmian mikro­biomu w cho­roby Alzhe­imera.