Rozdział czwarty
LESLIE
14:30
Pojawiają się dwaj funkcjonariusze. Ich stroje bardzo się odznaczają na tle wnętrza domu, a Leslie nigdy nie spodziewała się ich tu zobaczyć. Jeden z nich to starszy mężczyzna z siwiejącymi włosami i brzuszkiem, niebieskimi oczami oraz bulwiastym nosem pozaznaczanym czerwonymi żyłkami. Towarzyszy mu młodszy mężczyzna z burzą blond loków oraz zielonymi oczami. Niemal przypomina anioła.
- Posterunkowy Dickerson - mówi starszy mężczyzna. - A to posterunkowy Willow. - Wskazuje na młodszego, który kiwa głową i się uśmiecha.
- Ja jestem Leslie - odpowiada, po czym wskazuje na Randalla i Shelby. - To mój mąż, Randall, i moja... pasierbica, Shelby.
Randall jest lekko spocony od biegania po ulicy i wołania córki. Kręcone brązowe włosy kleją się do czaszki, a okulary ma pomazane od ciągłego ich poprawiania. Przebrał się w dżinsy i granatową bluzę, której kolor pasuje do jego oczu. Rano Leslie śmiała się, gdy założył strój przygotowany na pole golfowe.
- Wyglądasz komicznie. Na pewno nie musisz się tak ubierać, żeby brali cię na poważnie - stwierdziła.
- Nie, ale każdy zawsze się z tego stroju śmieje, a dzięki temu ludzie się odprężają. A gdy ludzie się odprężają, umowy są niemal zawarte - odpowiedział, siadając na łóżku obok niej. - Dużo masz na dzisiaj zaplanowane? - zapytał, głaszcząc ją po ramieniu.
- Och, no wiesz - powiedziała, machając ręką w powietrzu. - Zakupy. - Nie musiał nic więcej wiedzieć.
- Widzimy się wieczorem, zjemy pizzę i napijemy się wina. - Pożegnał się i wyszedł, zostawiając ją z córką i pasierbicą.
Funkcjonariusze proszą, żeby cała trójka została w salonie, a sami robią obchód po domu i sprawdzają wszystko to, co już zostało sprawdzone. Nie ma pojęcia dlaczego, ale oni muszą wiedzieć, co robią.
- Proszę nie korzystać z telefonów - mówi Dickerson, a Leslie posłusznie chowa komórkę do kieszeni czarnych dżinsów. Nie zdawała sobie sprawy, że trzyma ją w ręce.
Leslie przez cały czas krąży po pokoju, odliczając minuty. Chce być poza domem i szukać Millie.
- Zjadła lunch? - pyta pasierbicę, bo nie podoba jej się myśl, że jej dziecko nie tylko zaginęło, ale do tego jest jeszcze głodne. Na pewno tylko zaginęła? Tak, tylko zaginęła, a to oznacza, że wkrótce zostanie odnaleziona.
- Nie chciała jeść - odpowiada Shelby, obejmując się mocno ramionami, jakby w domu było zimno, co jest w sumie możliwe, bo drzwi są otwarte. Ale ona nie odczuwa chłodu, bo krew pędzi przez jej ciało, oddech ma przyspieszony. Nigdy nie miała ataku paniki, ale tak chyba musi wyglądać jego początek. Leslie patrzy na Shelby, czekając, aż wyjaśni jej, dlaczego Millie, która kocha jedzenie, nie chciała lunchu, ale pasierbica wpatruje się w swoje stopy. Krokom na piętrze towarzyszy dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Nie ma jej tam. Wiem, że jej tam nie ma.
Posterunkowy Willow wraca do salonu.
- Czy da się jakoś wejść na strych? - pyta Randalla.
- Ja nie... Les, wiesz, czy da się tam jakoś wejść? - Mąż zwraca się do niej. Miał niewiele wspólnego z kupnem i remontem domu, z budowlańcami oraz mnóstwem decyzji, które podejmowała, by stworzyć im przyjemną przestrzeń do życia.
- Wykonałaś świetną robotę - pochwalił, gdy się wprowadzili, ale wiedziała, że dla niego liczyło się tylko to, że była szczęśliwa.
- Obok naszej sypialni jest pokój, a w nim drzwi schowane za zasłoną. Stamtąd można wejść na strych - mówi Leslie. - Ale jej tam nie będzie. - Millie przeraźliwie boi się drzwi, które prowadzą na śmierdzące stęchlizną poddasze, pełne kabli i rur od klimatyzacji. Ona nawet nie wchodzi do tego pokoju.
- Tam mieszka potwór - powiedziała kiedyś z powagą do Leslie.
- Nie ma tam żadnego potwora, przysięgam, że nie ma - odpowiadała zawsze córce, ale dziecięce lęki nie odpuszczają tak łatwo, a Millie lubi, gdy drzwi do pokoju pozostają zamknięte.
- Warto sprawdzić wszędzie - odpowiada funkcjonariusz i znowu znika, zostawiając ich trójkę w ciszy.
Randall wpatruje się w swój telefon, a Shelby zerka na niego i wyciąga własną komórkę, po czym spuszcza na nią wzrok.
- Shelby, proszę, odłóż komórkę - mówi Leslie i jest wdzięczna, że Randall chowa swoją.
Shelby krzywi się w jej stronę, a Leslie wygląda przez okno w salonie i patrzy na przednią część podwórka, gdzie słońce pada na idealnie zieloną trawę. Czuje, że pasierbica jest na nią zła. Nie powinna była chwytać jej za ramiona, gdy wróciła, i potrząsać, żeby zdobyć odpowiedzi. Nie powinna była przedstawiać jej jako swojej pasierbicy, mimo że właśnie nią jest. Nie powinna była zostawiać z nią swojego dziecka. Bo teraz jej córka, trzyletnia dziewczynka, zniknęła, zaginęła. Shelby miała opiekować się swoją młodszą siostrą. Miała jej pilnować. Córka Leslie zaginęła, ale pasierbica wciąż tu jest. Jest to tak niewłaściwe, że zaczyna ciągnąć się za włosy, aż się naprężają, i delikatnie wyrywa sobie kilka, po czym zaczyna owijać je wokół palca.
- Skończysz bez włosów, jak będziesz tak dalej robić. - Słyszy głos mamy, i choć w chwili, gdy wypowiadała te słowa, Leslie jej nienawidziła, teraz chciałaby, aby tu była. Świadomość, że jest to niemożliwe sprawia, że ponownie zanurza palce we włosach i rwie kolejne cieniutkie kosmyki.
- W porządku - oznajmia posterunkowy Dickerson, gdy wraca razem z posterunkowym Willowem do salonu. - Omówmy wszystko od początku.
Chwyta obite skórą krzesło, które stoi u szczytu stołu jadalnego, niesie je oraz stawia koło kanapy, naprzeciwko Shelby, po czym siada na nim z cichym chrząknięciem. Posterunkowy Willow staje za nim z małym niebieskim notesem i czarnym długopisem w ręce. Jeśli Leslie miałaby opisać, jak wygląda, powiedziałaby, że jest entuzjastyczny - zachowuje się, jakby ta sytuacja była ekscytująca. Ciągnie za kolejny kosmyk włosów, a jej spojrzenie pada na Randalla, który kręci nieznacznie głową. Siedzi na kanapie obok Shelby, ale przygląda się żonie. Gdyby stał obok niej, delikatnie wziąłby ją za rękę i powstrzymał. Oznacza to, że jest zaniepokojona i czuje, że straciła kontrolę. Do tego odczuwa przerażenie, złość, wstyd i... Czuje, że jej ręka wędruje w stronę głowy, ale szybko splata dłonie ze sobą, żeby się powstrzymać.
- Ile masz lat, Shelby? - pyta Dickerson. Jego głos pozbawiony jest tego łagodnego zaśpiewu, z którym mówią ludzie, gdy zwracają się do dzieci.
- Dwanaście - odpowiada Shelby. Policzki ma zaróżowione, bo cała uwaga dorosłych jest skupiona na niej. Jej oczy są tak samo bladoniebieskie jak u Millie, obie odziedziczyły je po Randallu, ale po mamie ma grube falowane blond włosy. Opadają jej ciężko na plecy. Leslie jako nastolatka, której prostych włosów za nic w świecie nie dało się modelować, zazdrościła dziewczynkom takim jak Shelby, które były naturalnie piękne. Pasierbica jest wysoka i szczupła jak ojciec. Odbywali nawet rozmowy na temat jej kariery w modelingu. Jej matka Bianca bardzo chce zapisać ją do agencji, ale Randall na to nie pozwala.
- Jest za młoda. Wiesz, co się dzieje z młodymi dziewczynami, które trafiają do modelingu.
Nie ustępował w tej kwestii, co było do niego niepodobne. Zawsze pozwala Biance na wszystko, bo zżera go poczucie winy przez to, w jakich warunkach żyje.
- To była jej decyzja - powtarzała Leslie, ale gdy tylko Bianca rozmawia z Randallem, zawsze upewnia się, czy ma świadomość, że jej życie nie jest tak łatwe, jak powinno być. Nigdy nie zapomina wspomnieć o jakimś niezapłaconym rachunku. Leslie dopiero niedawno się dowiedziała, że gdy to robi, Randall oferuje zapłatę.
- Wyszła ponownie za mąż - powiedziała Randallowi kilka miesięcy temu. - Jestem pewna, że Trevorowi nie spodobałoby się, że płacisz jego rachunki.
- Więcej już tego nie zrobię, teraz, gdy z nim jest. Po prostu... nienawidzę myśleć, że Shelby musi wysłuchiwać jej gadania o tym, że ma niewystarczającą ilość pieniędzy, kiedy ja mogę pomóc bez najmniejszego problemu.
Leslie odpuściła temat. To jego pieniądze i choć małżeństwo sprawia, że są także jej, to sama również pracuje, więc mają więcej, niż potrzebują. Zresztą co innego jej przeszkadza. Gdy Bianca i Randall się rozwiedli, była żona wysłała mu mail, w którym oznajmiła, że ma nie wracać do niej na klęczkach, gdy nie będzie w stanie zapłacić własnych rachunków. Wszechświat ma naprawdę niesamowite poczucie humoru.
Myślała, że Shelby będzie naciskać na ojca w kwestii agencji modelingu, tak jak robi w sprawie godziny policyjnej, odrabiania lekcji oraz zajmowania się siostrą, ale tak się nie stało. Zdaje się tym mniej zainteresowana niż Bianca. Woli wrzucać swoje selfie na portal społecznościowy, gdy sama może wybrać, kto widzi jej zdjęcia, a kto nie. Może sama myśl o zaproszeniach na castingi i rywalizowaniu z innymi pięknymi dziewczynkami nie jest dla niej kusząca, a może chodzi o niechcianą uwagę i to, że jej twarz stałaby się czyjąś własnością.
- Trzeba wstawać wcześnie i w ogóle nie można jeść śmieciowego jedzenia. Zwariowałabym przez to - oznajmiła im któregoś wieczora. - Ale kiedyś mogę się na to zdecydować. Nie wiem. - Przed Shelby rozciąga się całe życie pełne wyborów, bo jest śliczna i mądra, a jej ojciec ma wystarczająco pieniędzy, żeby dać jej wszystko, czego chce. To duże przeciwieństwo względem tego, jak dorastała Leslie, z wychowującą ją samotnie mamą, która uczyła ją, jak cenne są pieniądze, że nie można ich marnować. Ojciec miał raczej beztroskie podejście do płacenia alimentów, więc o wiele częściej w ogóle ich nie dostawała. Poza tym, Leslie dorastała z myślą, że jest mniej niż przeciętna we wszystkim: od wyglądu, przez inteligencję, po sport. Mama ciężko pracowała, żeby pokazać jej, że jest inaczej, ale Leslie wolała być realistką. Nadal nią jest. Shelby żyje zupełnie innym życiem. Jest uprzywilejowaną córką i niewiele się od niej wymaga, a dzisiaj miała jedynie przez kilka godzin zająć się trzyletnim dzieckiem. Ręka Leslie znowu wędruje w stronę włosów, a pieczenie towarzyszące ciągnięciu za włosy pozwala się jej skupić na policjancie.
- Dobrze - mówi do Shelby posterunkowy Dickerson. - Czy możesz powiedzieć mi, co dokładnie się wydarzyło tego popołudnia?
- Ja, eee, zajmowałam się Millie, a Leslie w tym czasie robiła zakupy. Miało jej nie być przez godzinę, ale nie wracała dłużej... znacznie dłużej - opowiada dziewczynka.
Leslie się wtrąca, bo czuje palącą potrzebę wytłumaczenia.
- Kolejki były długie, nie zdawałam sobie sprawy, jak dużo czasu minęło. Zajęło to więcej czasu, niż myślałam.
Dickerson odwraca się w jej stronę całym ciałem.
- Dobrze, dziękuję za informację, ale teraz chcemy wysłuchać Shelby. - Wpatruje się przez chwilę w Leslie, a ona kiwa głową i zganiona przygryza wargę.
Shelby przesuwa rękami po ramionach, ciągnąc za materiał czarnej bluzy.
- Nie było jej naprawdę długo. O wiele dłużej, niż obiecywała. A ja miałam spotkać się z przyjaciółką.
Leslie kiwa głową na słowa pasierbicy, mimo że policjant na nią nie patrzy. Stoi blisko łuku, który łączy salon i korytarz. Widzi stamtąd drzwi wejściowe - podwójne, białe, drewniane drzwi z wielką klamką. Stoją otworem, nietknięte od chwili, gdy wróciła do domu i wbiegła przez nie do środka, wołając swoje dziecko. Mimo wpadającego do wewnątrz zimnego powietrza, nikomu nie pozwoliła ich zamknąć.
Jej spojrzenie wędruje między drzwiami a Shelby. Millie na pewno niedługo wróci. Jest niesamowicie mądrą dziewczynką. Podczas niedzielnych spacerów to ona oprowadza rodziców po okolicy.
- A teraz idziemy tutaj, tam będzie piesek z plamą na pupie, i potem idziemy tu. Chodź mamo, musimy szybko iść do domu z kotkiem, bo zaraz go nie będzie. - Gdyby z jakiegoś dziwnego powodu wybrała się na spacer, znałaby drogę do domu. Czy poszła na spacer? Uciekła? Czy stało się z nią coś strasznego? Leslie kręci głową i znowu spogląda na drzwi. Mieszkają w bezpiecznej okolicy.
Każdy, kto zobaczyłby samotnie chodzące dziecko, zadawałby pytania, a nawet zadzwonił na policję. Ulice są raczej ciche, większość mieszkańców ma samochody zaparkowane w garażach za wysokimi bramami, ale zdarzali się spacerowicze z psami, mówiący "dzień dobry" swoim sąsiadom oraz Leslie i jej rodzinie, jeśli byli akurat na zewnątrz. Ktoś na pewno coś widział. Ale w takim razie gdzie ona jest? Gdzie jest jej dziecko? Nagle w jej głowie pojawia się wizja starego vana zatrzymującego się tuż obok idącej Millie i człowieka, który oferuje jej coś, żeby tylko zwabić ją do wozu. Czuje, że jej ręka znowu wędruje w stronę głowy. Ból towarzyszący wyrwaniu kilku włosów pozwala jej odpędzić od siebie tę myśl. Szemrany człowiek w vanie, porywający dzieci z ulicy to myśl rodem z umysłu pisarzy albo reżyserów, a nie coś, co się dzieje naprawdę. Ale w takim razie co się wydarzyło?
Kolejki były długie, naprawdę długie, dodatkowo nie pojechała prosto do sklepu.
- Muszę kupić coś do jedzenia, Shelby - prosiła kilka godzin wcześniej, gdy jeszcze myślała, że to zwyczajna sobota. Zwyczajna sobota jak wszystkie inne, które spędza w domu z córką i pasierbicą, a Randall w tym czasie gra w golfa z potencjalnymi klientami, krząta się po ogrodzie albo robi jedną z setek rzeczy, które przychodzą mu do głowy zawsze w sobotę, z których żadna nie polegała na spędzaniu czasu z rodziną.
- Jestem zmęczony po pracy, Les - powtarzał zawsze, gdy nie musiał wychodzić z klientami.
- Rozumiem, ale ja też pracuję i byłoby miło, zwłaszcza gdy jest u nas Shelby, gdybyśmy robili coś razem jak rodzina. - Od dawna miała w głowie myśl, żeby stworzyli zgraną czteroosobową rodzinkę, o której zawsze marzyła jako jedynaczka. Teraz miała trzydzieści dziewięć lat i nie sądziła, że urodzi jeszcze dziecko, ale miała nadzieję, że z czasem zacznie patrzeć na Shelby jak na swoją córkę. Od pierwszego dnia, gdy się zobaczyły, starała się poznać bliżej swoją pasierbicę, zrozumieć ją, a nawet pokochać. Ale Shelby zawsze była złośliwa, a Leslie często odnosiła wrażenie, że dziewczyna słyszy w głowie głos matki, który ostrzega ją, żeby nie zbliżała się do swojej macochy.
Shelby kocha mamę i czasami wścieka się na Leslie, co nieraz odbija się także na Millie. A przynajmniej tak jej się wydaje. Podczas ostatniego weekendu, który spędzały razem, Millie pokazywała swój nowy komputer, a Shelby powiedziała:
- Niewiele trzylatków ma coś takiego. Ja nie miałam.
Leslie wiedziała, że to słowa Bianki, która na pewno uważała, że Millie jest rozpieszczona, ale Randall dbał o to, żeby Shelby też nic nie brakowało.
- Świat się zmienił - powiedziała Leslie. Czuła się oceniana przez pasierbicę.
- Ona cię lubi, Les, naprawdę - powtarza Randall za każdym razem, gdy mówi mu, że martwi się ich relacją. - Po prostu trudno jest jej się do ciebie zbliżyć, bo Bianca jest... no, wiesz.
Tak, Leslie wiedziała. Millie uwielbia Shelby. Gdy tylko starsza siostra wchodzi do pokoju, w jej oczach pojawia się błysk. Najbardziej na świecie nie może doczekać się spotkania z nią, a Shelby naprawdę dobrze sobie radzi i jest dla niej dobra, gdy tylko tego chce. Emanuje cierpliwością i łagodnością, w dodatku potrafi tolerować słuchanie tej samej rzeczy po kilka razy. Leslie ciągle sobie o tym przypomina. Shelby czyta Millie książki, maluje jej paznokcie, ogląda z nią programy dla dzieci i obie zajadają się w tym czasie popcornem. Kocha swoją młodszą siostrę. Ale czasami nie ma ochoty na spędzanie z nią czasu. To normalne. To normalne i nie musi nic oznaczać, tylko że... gdzie jest Millie?
Dzisiaj Shelby nie chciała spędzać czasu z młodszą siostrą.
- Dlaczego nie możesz jej ze sobą zabrać? - protestowała. - Dlaczego? To moja sobota i chcę spotkać się z Kierą. Jej mama powiedziała, że zabierze nas do sklepu, żebyśmy mogły pooglądać kolczyki.
- Wiem, ale z Millie wszystko trwa o wiele dłużej.
- Wcale nie - oburzyła się jej córka. - Lubię sklep. Mogę kupić coś słodkiego i rozmawiać z paniami i panami, którzy biorą zakupy.
- Którzy "robią" zakupy - poprawiła Leslie. - Muszę to zrobić szybko, kochanie. Proszę, Shelby, pospieszę się. - Już wypowiadając te słowa, wiedziała, że kłamie i zastanawiała się, czy Shelby to widzi, zwłaszcza że Leslie miała lekko zarumienione policzki. W dodatku przesadnie się wystroiła jak na zakupy spożywcze, biorąc pod uwagę makijaż i buty na obcasie.
- Dobra, niech będzie, ale lepiej się pospiesz. - Shelby się skrzywiła, a Leslie przygryzła wargę, bo nie chciała zwracać jej uwagi za bycie nieuprzejmą, kiedy tak bardzo potrzebowała od niej przysługi.
Gdyby pojechała prosto do sklepu, zajęłoby jej to godzinę i wtedy może... Znowu zerka w stronę drzwi, a Shelby w tym czasie rozmawia z posterunkowym.
- ... I naprawdę musiałam iść... do łazienki, więc poszłam na górę, a ona bawiła się przy stoliku. Rysowała i w ogóle. Gdy wróciłam, zniknęła, a drzwi były otwarte. Biegałam dookoła domu i wołałam, sprawdziłam nawet całą ulicę, ale ona po prostu... zniknęła - kończy i właśnie wtedy jej matka Bianca wpada do środka z hardą miną i spiętym ciałem. Leslie wie, że jest gotowa do walki.
Randall nadal siedzi koło córki wystarczająco blisko, żeby jej dotknąć, ale za każdym razem, gdy próbuje, Shelby strąca jego rękę. Gdy dostrzega swoją byłą żonę, wstaje z kanapy, a Leslie odpycha od siebie irytację, która towarzyszy jej za każdym razem przez to, że Randall zawsze wygląda przy niej strasznie pokornie.
- Dlaczego policja rozmawia z naszą córką, kiedy mnie przy tym nie ma? - pyta Bianca.
- Opowiada im tylko, co się stało - wyjaśnia Leslie. Bianca nie przywitała się z nią, nawet nie spojrzała w jej kierunku.
Jest olśniewającą kobietą, wysoką, a Leslie wydaje się, że kontroluje każdy aspekt swojego życia poza Randallem. Nad nim kontrolę straciła siedem lat temu. Teraz, gdy rozgląda się dookoła, Leslie czuje się jeszcze mniejsza. Gdyby pojechała prosto na zakupy, to wszystko by się nie stało, jest tego pewna. W dodatku nie ma wątpliwości, że niedługo zostanie zdemaskowana i obwiniona za zniknięcie jej córki, jej dziecinki. Wszystko spadnie na jej ramiona, a ona załamie się pod ciężarem oskarżeń.
Nigdy nie pragnęła małżeństwa i choć zawsze chciała dziecka, bała się tego, bo wiedziała, że dziecko kocha się całym sobą. Wiedziała też, że gdy darzyła kogoś tak silnym uczuciem, traciła tę osobę. Jej ojciec umarł, gdy miała dwanaście lat, z daleka od niej, ale ciągle była w wieku, gdzie trzymała się myśli, że ją kochał i że któregoś dnia będą blisko. Kilka lat później odeszli jej dziadkowie. Gdy poślubiła Randalla i urodziła się Millie, myślała, że to się skończyło, ale była w błędzie. Mama zmarła niedługo po narodzinach jej córeczki, a ona sama nie jest w stanie zrozumieć, co myśli o tej stracie.
- Idę do sklepu po ser - powiedziała jej mama przez telefon w czwartkowe popołudnie. - Potrzebujesz czegoś? Wpadnę później, żeby wyściskać moją dziecinkę. - Mama zawsze mówiła, że Millie to jej dziecinka, a Leslie zawsze się wtedy uśmiechała. Była niesamowicie wdzięczna za to, że miała z kim dzielić zachwyt nad małą. Nawet Randall nie był tak zafascynowany jak jej mama.
- Masz świetne wyczucie - odpowiedziała. - Robię potrawkę i zapomniałam o ziemniakach. Mogłabyś przynieść mi torbę młodych ziemniaków?
- Pewnie, widzimy się niedługo - powiedziała, a Leslie usłyszała trzask zamykanego etui, co oznaczało, że zdjęła okulary z fioletowymi oprawkami i schowała je, aby założyć te do jazdy. Wiedziała, że będzie miała na sobie welurowy dres, bo już dawno postanowiła, że dla niej liczą się tylko wygodne ubrania.
Półtorej godziny później Leslie była zirytowana. Potrawka musiała się trochę pogotować, żeby wszystko było miękkie. Zadzwoniła do mamy, ale nie odbierała. Trzydzieści minut później zaczęła się martwić, dlatego zostawiła półroczną Millie Randallowi i pojechała do domu mamy, ale tam nie paliło się ani jedno światło. Wróciła do siebie zmartwiona do granic możliwości. Jej mama nigdy nie ignorowała telefonów, a już na pewno nie przebywała po zmroku poza domem.
Minęła kolejna godzina, zanim do Leslie zadzwonił nieznany numer. Okazało się, że to szpital. Jej mama miała potężny zawał na parkingu sklepu. Została znaleziona za kierownicą samochodu przez pracownika, który zbierał porzucone wózki zakupowe.
Gdy wiele tygodni po pogrzebie Leslie w końcu postanowiła posprzątać samochód mamy, żeby go sprzedać, wśród wszystkich leżących w nim rzeczy znalazła torbę młodych ziemniaków, spleśniałych i zakwitniętych. Płakała tak długo, że zaczęła mieć problemy z oddychaniem.
Gdy jej mama umarła, Leslie zrozumiała, że poza Randallem i Millie nie ma nikogo oraz że przez kilka miesięcy była niesamowicie przewrażliwiona. Błagała Randalla, by regularnie się badał i zabierała Millie do lekarza przy każdym najmniejszym skoku temperatury. Nie sądziła, że przetrwa stratę kolejnej kochanej osoby.
A teraz znajdowała się w takiej sytuacji. Nie jest w stanie zatrzymać przy sobie ludzi, których kocha. Jej dziecinka zaginęła i to jest jej wina. Nikt inny nie jest winien, tylko ona.
- Cóż, teraz już tu jestem - mówi władczym tonem Bianca, siada koło córki i obejmuje ją ramieniem. - Możecie kontynuować.
Leslie patrzy na ich trójkę: Randall, Bianca i Shelby. Wyglądają jak rodzina, a Shelby ma w sobie cechy obojga rodziców. Jeszcze kilka godzin temu to Leslie, Randall i Millie byli rodziną. Nie ma pojęcia, kim jest teraz.
W jej gardle narasta szloch, gdy wyobraża sobie, jak córka ją woła. Zasłania usta ręką, tłumiąc ból.
- Muszę iść jej szukać - mówi łamiącym się głosem, a po jej policzkach płyną łzy.
Posterunkowy znowu obraca się na krześle.
- Nie teraz - odpowiada łagodnie. - Jeszcze nie teraz.