II
Śmierć, żałoba i pocieszenie
Zaprzeczenie i akceptacja
Przeżywanie utraty ukochanej osoby jest dla człowieka jedną z najtrudniejszych prób. Doskonale wiadomo, że żałoba polega na przechodzeniu przez określone etapy, takie jak początkowy szok, zaprzeczenie, złość, depresja i wreszcie pewnego rodzaju akceptacja. Każdy z tych etapów emocjonalnego rozstrojenia ma różną intensywność i różny czas trwania - od kilku miesięcy do kilku lat. Utrata kogoś, z kim łączy nas silna więź, może być źródłem wielkiej rozpaczy, która jest jak studnia bez dna i od której nie ma ucieczki, ponieważ śmierć wydaje się tak okrutnie ostateczna.
W społeczeństwie zachodnim przekonanie o definitywności śmierci stanowi przeszkodę na drodze do odzyskania równowagi. Żyjemy w dynamicznej kulturze, w której możliwość utraty własnej osobowości wydaje się nie do pomyślenia. Dynamikę śmierci w kochającej się rodzinie można porównać do cieszącej się dużą popularnością sztuki teatralnej, w której, po odejściu jednej z gwiazd, następuje całkowita dezorganizacja. Aktorzy drugoplanowi miotają się, próbując poradzić sobie z koniecznością wprowadzenia zmian w scenariuszu. Przepastna luka w opowieści, jaką pozostawia po sobie odchodzący, wpływa na przyszłe role pozostałych aktorów. Widać tu pewną dychotomię, ponieważ kiedy dusze znajdują się w świecie duchowym, przygotowując się do nowego wcielenia, żartują sobie z prób, jakie odgrywają przed kolejnym wielkim spektaklem na Ziemi. Wiedzą, że wszystkie role są tylko tymczasowe.
W naszej kulturze nie przygotowujemy się w odpowiedni sposób do śmierci, która ma kończyć nasze wcielenie, ponieważ jest czymś, czego nie możemy zmienić ani naprawić. Kiedy się starzejemy, lęk przed śmiercią zaczyna nas zżerać. Czai się w ciemności, niezależnie od naszych przekonań na temat tego, co dzieje się z nami po śmierci. Opowiadając o życiu po śmierci podczas wykładów, byłem zaskoczony, że najsilniejszy strach przed śmiercią zdawały się przejawiać osoby o bardzo tradycyjnych poglądach religijnych.
Dla większości z nas ten lęk wiąże się z nieznanym. Jeżeli nie przeżyliśmy doświadczenia poza ciałem lub nie przeszliśmy regresji do poprzedniego wcielenia, podczas której przywołalibyśmy wspomnienie śmierci kończącej poprzednie życie, śmierć pozostaje dla nas tajemnicą. Stanięcie z nią twarzą w twarz jako jej uczestnik lub obserwator może być bolesnym, smutnym i przerażającym doświadczeniem. Ludzie zdrowi nie chcą o niej rozmawiać, ale i poważnie chorzy często uciekają przed tym tematem. W związku z tym w kulturze, w której żyjemy, śmierć traktowana jest ze wstrętem.
W XX wieku wiele się zmieniło w podejściu do tematyki życia po śmierci. W początkowych dekadach poprzedniego stulecia większość ludzi wychodziła z tradycyjnego założenia, zgodnie z którym dysponują tylko jednym życiem. Szacuje się, że w ostatnim trzydziestoleciu XX wieku 40 procent Amerykanów wierzyło w reinkarnację. Taka zmiana podejścia nieco ułatwiła zaakceptowanie śmierci osobom, które stały się bardziej uduchowione i przestały uważać, że śmierć to odejście w niepamięć.
Jednymi z najbardziej znaczących aspektów mojej pracy poświęconej światu duchowemu jest dowiadywanie się, jakie uczucia towarzyszą umieraniu z punktu widzenia opuszczającej życie doczesne duszy oraz w jaki sposób dusze starają się dotrzeć do tych, których zostawiają na Ziemi, i jak próbują ich pocieszyć. W tym rozdziale chciałbym przedstawić przykłady potwierdzające, że to, co czujemy gdzieś głęboko w sobie po stracie bliskiej osoby, nie jest beznadziejnym pragnieniem. Osoba, którą kochamy, tak naprawdę nie odeszła. Należy również pamiętać o tym, co napisałem w ostatnim rozdziale na temat dwoistości duszy. Kiedy inkarnujemy, część naszej energii pozostaje w świecie duchowym. Gdy dusza bliskiej nam osoby powróci do duchowego domu, będzie tam na nią czekać ta część naszej energii, którą tam zostawiliśmy. Ta część naszej energii czeka tam również na nas i nasze ponowne zjednoczenie z nią. Pokrewne dusze nigdy tak naprawdę się nie rozdzielają - to jedno z moich najważniejszych odkryć.
Kolejne części książki przedstawiają określone metody wykorzystywane przez dusze do komunikowania się z ich ukochanymi osobami. Dusza może zacząć korzystać z tych technik od razu po fizycznej śmierci i stosować je w bardzo intensywny sposób. Tak czy inaczej, odchodząca dusza z niecierpliwością czeka na powrót do domu, ponieważ gęstość Ziemi bardzo szybko pozbawia duszę energii. W chwili śmierci dusza odzyskuje wolność, jednak kiedy tego potrzebujemy, dusze tych, którzy odeszli, mogą nawiązywać z nami regularny kontakt z poziomu świata duchowego.
Spokojna kontemplacja i medytacja otwierają nas na kontakt ze strony tych, którzy odeszli, i zwiększają receptywność naszej świadomości. Komunikaty werbalne są w tym przypadku zbędne. Podczas przeżywania żałoby może pomóc już samo usunięcie blokady, jaką jest brak przekonania, czy kontakt ten jest w ogóle możliwy, i otwarcie umysłu na to, że ukochana osoba jest w stanie być przy nas.
Terapeutyczne techniki dusz
Pierwszym przypadkiem, który chciałbym przedstawić, jest zaawansowana dusza o imieniu Tammano, przygotowująca się do roli początkującego przewodnika. Pacjent ten powiedział mi: "Inkarnuję i umieram na Ziemi od tysięcy lat i dopiero od kilku stuleci zaczynam naprawdę rozumieć, jak zmieniać negatywne wzorce myślowe człowieka i uspokajać go". Opis tego przypadku zaczyna się w momencie naszej sesji, kiedy Tammano opisuje chwile następujące po jego nagłej śmierci kończącej jedno z poprzednich wcieleń.
Przypadek nr 1
P (pacjent): Moja żona nie czuje mojej obecności. W ogóle nie mogę teraz do niej dotrzeć.
Dr N (dr Newton): Co się stało?
P: Jest w niej zbyt dużo żalu. Zupełnie obezwładniającego. Szok po mojej śmierci wprowadził ją w takie odrętwienie, że nie jest w stanie wyczuć mojej energii.
Dr N: Tammano, czy ten problem powtarza się w różnych wcieleniach, czy też zdarzyło się to tylko w przypadku Alice?
P: Zaraz po śmierci ukochanego człowieka jesteśmy albo bardzo poruszeni, albo całkowicie sparaliżowani. W każdej z tych sytuacji umysł może się wyłączyć. Moim zadaniem jest podjęcie próby wprowadzenia równowagi między ciałem a umysłem.
Dr N: Gdzie w tej chwili znajduje się twoja dusza?
P: Pod sufitem naszej sypialni.
Dr N: Co chciałbyś, żeby Alice zrobiła?
P: Przestała płakać i skupiła się na swoich myślach. Nie wierzy, że mógłbym nadal żyć, dlatego jej częstotliwość energetyczna jest teraz w całkowitym chaosie. To takie frustrujące. Jestem tuż obok niej, a ona o tym nie wie!
Dr N: Czy odpuścisz sobie teraz te próby, ponieważ jej umysł jest zamknięty, i udasz się do świata duchowego?
P: Tak byłoby najprościej dla mnie, ale nie dla niej. Jest dla mnie zbyt ważna - nie mogę się teraz poddać. Nie odejdę, dopóki przynajmniej nie wyczuje, że ktoś przebywa z nią w tym pokoju. To pierwsze, co muszę zrobić. Później będę mógł zrobić więcej.
Dr N: Ile czasu minęło od twojej śmierci?
P: Kilka dni. Jest już po pogrzebie, to moment, w którym mogę podjąć próbę pocieszenia Alice.
Dr N: Podejrzewam, że twój przewodnik czeka na ciebie, żeby zaprowadzić cię do domu.
P: (śmiech) Poinformowałem moją przewodniczkę Eaan, że będzie musiała na mnie trochę poczekać... choć nawet nie było to konieczne. Eaan doskonale to rozumie - w końcu to ona mnie uczyła!
Ten przypadek pokazuje typową sytuację, na jaką uskarżają się dusze, które właśnie uwolniły się od swojego ciała. Wiele z nich nie jest tak doświadczonych lub zdeterminowanych jak Tammano. Mimo to większość dusz, które obawiają się odejścia do świata duchowego, opuszcza ziemski plan astralny dopiero po podjęciu pewnych działań, mających na celu pocieszenie osób, które cierpią po ich stracie. Skróciłem część relacji pacjenta dotyczącą opisu, w jaki sposób pomógł Alice poradzić sobie z żalem, by móc się skupić na kojącym wpływie częstotliwości energetycznej duszy na zaburzoną energię człowieka.
Dr N: Tammano, chciałbym, żebyś opowiedział mi o technikach, jakie stosujesz, żeby pomóc Alice w poradzeniu sobie z żalem, jaki odczuwa po twojej stracie.
P: Zacznijmy od tego, że Alice mnie nie straciła (bierze głęboki oddech). Zacząłem od otoczenia Alice, od pasa po głowę, deszczem mojej energii.
Dr N: Gdybym stał obok ciebie jako duch, jak bym to postrzegał?
P: (uśmiecha się) Jako chmurę waty cukrowej.
Dr N: Jak ona działa?
P: Jak pled dający kojące, mentalne ciepło. Muszę przyznać, że nie mam w tym jeszcze zbyt dużego doświadczenia, ale przez ostatnie trzy dni, jakie upłynęły od mojej śmierci, otulałem Alice chmurą ochronnej energii.
Dr N: A więc zacząłeś już pracować nad Alice. W porządku, Tammano, co w takim razie robisz teraz?
P: Zaczynam od przefiltrowywania pewnych aspektów siebie przez otaczający ją obłok energii aż do momentu, gdy znajdę miejsce, w którym opór jest najmniejszy (milczy chwilę). Dostrzegam je po lewej stronie jej głowy, za uchem.
Dr N: Czy to istotne, że to właśnie to miejsce?
P: Alice uwielbiała, gdy całowałem jej uszy (duże znaczenie mają wspomnienia o miejscach często obdarzanych pieszczotami). Gdy widzę otwór po lewej stronie jej głowy, przekształcam swoją energię w jednolitą wiązkę i nakierowuję ją na to miejsce.
Dr N: Czy twoja żona od razu to wyczuwa?
P: Z początku Alice jest świadoma delikatnego dotyku, ale żal sprawił, że jej świadomość wciąż jest rozbita na kawałki. Następnie zwiększam intensywność oddziaływania wiązki - wysyłam do niej myśli pełne miłości.
Dr N: Widzisz, że to działa?
P: (z radością) Tak, wyczuwam, że od Alice zaczynają promieniować fale energetyczne o innej częstotliwości, nieco jaśniejsze niż te wcześniejsze, pełne mroku. Jej emocje się zmieniają... przestaje płakać... rozgląda się... wyczuwa mnie. Uśmiecha się. Mam ją.
Dr N: Skończyłeś?
P: Da sobie radę. Na mnie już czas. Będę nad nią czuwał, ale wiem, że sobie z tym poradzi - to dobrze, ponieważ przede mną sporo pracy.
Dr N: Czy to oznacza, że nie będziesz już nawiązywał z nią kontaktu?
P: (urażony) Oczywiście, że nie! Będę się z nią kontaktował zawsze, gdy będzie mnie potrzebować. Jest moją miłością.
Przeciętna dusza ma dużo mniejsze umiejętności niż nawet początkujący przewodnik. Kwestie te omówię bardziej szczegółowo w rozdziale 4, we fragmentach poświęconych regeneracji energii. Większość dusz, z którymi pracuję, potrafi dość skutecznie oddziaływać na ciało fizyczne z poziomu świata duchowego. Zazwyczaj pracują nad wybranym obszarem, wykorzystując wiązki energii, o której opowiadał Tammano. Taki zastrzyk pełnej miłości energii może mieć potężną moc (nawet jeśli wykonuje go niedoświadczona dusza) również w przypadku osób, które doznały emocjonalnego lub fizycznego urazu.
We wschodnich praktykach jogi i medytacji wykorzystuje się zlokalizowane w różnych miejscach ciała punkty energetyczne, tak zwane czakry, w podobny sposób, w jaki dusze oddziałują na poszczególne części ludzkiego ciała leczniczą energią. Zdaniem osób praktykujących sztukę leczenia poprzez przywracanie równowagi czakr, ponieważ posiadamy ciało eteryczne współistniejące z fizycznym, w procesie uzdrawiania należy brać pod uwagę obydwa. Praca nad czakrami polega na odblokowywaniu naszej energii emocjonalnej i duchowej za pośrednictwem różnych punktów w ciele, takich jak kręgosłup, serce, gardło, czoło itd., w celu otwarcia i zharmonizowania ciała.
Sposoby nawiązywania kontaktu z żyjącymi
Dotyk somatyczny
Wykorzystałem takie terminy medyczne jak tworzenie pomostów somatycznych czy dotyk terapeutyczny i połączyłem je, tworząc opis metody, za pomocą której nieposiadające fizycznego ciała dusze wykorzystują skoncentrowane wiązki energii, aby dotykać różnych części fizycznego ciała. Uzdrawianie nie ogranicza się do czakr, o których wspomniałem wcześniej. Dusze, którym zależy na pocieszeniu żyjących na Ziemi, szukają miejsc na ich ciele najbardziej otwartych na odbieranie ich energii. Tak właśnie było w przypadku nr 1 (miejsce za lewym uchem). Fale energii o określonej częstotliwości zaczynają działać terapeutycznie od momentu utworzenia pomostu, który łączy umysły uczestników przekazu telepatycznego - wysyłającego i odbiorcy.
Tworzenie pomostów poprzez przesyłanie myśli do cierpiącego ciała ma charakter somatyczny (podczas gdy zastosowane metody - fizjologiczny). Polega na delikatnym dotykaniu części ciała, co wywołuje określone reakcje emocjonalne, również dzięki wykorzystaniu zmysłów. Umiejętnie użyta wiązka energii może spowodować rozpoznanie obrazu, dźwięku, smaku lub zapachu. Głównym celem doprowadzenia do takiego rozpoznania jest przekonanie pogrążonego w żalu człowieka, że osoba, którą kochał, nadal żyje. Dotyk somatyczny ma mu umożliwić pogodzenie się ze stratą dzięki nabraniu pewności, iż nieobecność nie jest czymś ostatecznym, a jedynie zmianą rzeczywistości. Ma to pomóc cierpiącej po stracie osobie pójść naprzód i przeżyć życie do końca w konstruktywny sposób.
Dusze posiadają zdolność nabywania pewnych przyzwyczajeń w stosowaniu dotyku somatycznego. Kolejny przypadek to przykład czterdziestodziewięcioletniego mężczyzny, zmarłego w wyniku choroby nowotworowej. Choć dusza tego mężczyzny nie przejawia szczególnych umiejętności, kieruje się dobrymi intencjami.
Przypadek nr 2
Dr N: Jaką technikę stosujesz, żeby dotrzeć do swojej żony?
P: Ach, od dawna tę samą - koncentruję się na środkowej części klatki piersiowej.
Dr N: Na którym dokładnie miejscu?
P: Kieruję wiązkę energii w serce. Nic nie szkodzi, jeśli nie trafię w serce, ale tuż obok.
Dr N: Dlaczego właśnie ta metoda jest w twoim przypadku skuteczna?
P: Znajduję się pod sufitem, a ona jest zgięta wpół, płacze. Pierwsza wiązka sprawia, że się prostuje. Wzdycha głęboko, wyczuwa coś i spogląda w górę. Wtedy stosuję technikę rozproszonej energii.
Dr N: Co to oznacza?
P: (uśmiecha się) No wiesz, wypuszczam energię we wszystkich kierunkach z centralnego punktu pod sufitem. Zazwyczaj jeden z grotów trafia we właściwe miejsce - w głowę, gdziekolwiek.
Dr N: Które miejsce jest tym właściwym?
P: To oczywiście miejsce niezablokowane negatywną energią.
Porównaj przypadek nr 2 i kolejną pacjentkę, która ostrożnie rozprowadza swoją energię w wybranym obszarze, trochę jakby rozsmarowywała masę na torcie.
Przypadek nr 3
Dr N: Opisz, w jaki sposób pomożesz mężowi za pomocą swojej energii.
P: Skupię się na podstawie głowy, tuż nad kręgosłupem. Boże... Kevin tak bardzo cierpi. Nie odejdę, dopóki nie poczuje się lepiej.
Dr N: Dlaczego wybrałaś akurat to miejsce?
P: Ponieważ wiem, jak bardzo lubił, gdy masowałam mu kark. Właśnie dlatego to miejsce jest wrażliwe na oddziaływanie moich wibracji. Następnie nacieram ten obszar w zasadzie tak samo, jakbym robiła mu masaż.
Dr N: Nacierasz?
P: (pacjentka chichocze i wyciąga rękę przed siebie, rozchylając wszystkie palce) Tak, rozprowadzam po nim swoją energię i pod wpływem tego dotyku sama rezonuję. Następnie, żeby zmaksymalizować efekt, kładę złożone w miseczkę dłonie po obu stronach jego głowy.
Dr N: Czy on wie, że to ty?
P: (z szelmowskim śmiechem) Ach, z pewnością zdaje sobie sprawę, że to muszę być ja. Nikt inny nie potrafi czegoś takiego, zajmuje to zaledwie minutę.
Dr N: Czy nie będzie mu tego brakowało, kiedy wrócisz do świata duchowego?
P: Myślałam, że wiesz takie rzeczy. Mogę wrócić zawsze, kiedy tylko wpadnie w dołek z tęsknoty za mną.
Dr N: Tak tylko pytam. Nie chciałbym być nieczuły, ale co będzie, jeśli Kevin zwiąże się z jakąś inną kobietą?
P: Będę zachwycona, że znów jest szczęśliwy. To tylko potwierdza, jak bardzo do siebie pasowaliśmy. Nasze wspólne życie nigdy nie zniknie - każdą jego scenę możemy w dowolnej chwili ponownie odegrać w świecie duchowym.
Kiedy już mi się wydaje, że zaczynam w pełni pojmować możliwości i ograniczenia duszy, pojawia się pacjent, który usuwa te błędne wyobrażenia. Długo twierdziłem, że wszystkie dusze mają problem z przebiciem się ze swoją uzdrawiającą energią przez barierę niekontrolowanego szlochu cierpiących po ich stracie. Przedstawię teraz krótki cytat - słowa duszy na poziomie III rozwoju, której taktyczne podejście w kulminacyjnym momencie żałoby dowiodło, że się myliłem:
Intensywny płacz nie jest dla mnie przeszkodą. Technika, którą stosuję, polega na dostrajaniu własnego rezonansu wibracyjnego do zmian tonalnych strun głosowych płaczącego, a następnie przeskoczeniu do mózgu. Dzięki takiemu dostrojeniu mojej energii do jego wibracji mogę szybciej stopić się z jego ciałem. A on dość szybko przestaje płakać, nie wiedząc dlaczego.
Nawiązywanie kontaktu za pomocą przedmiotów
Słyszałem kilka fascynujących historii na temat wykorzystania przedmiotów do nawiązania kontaktu duszy z człowiekiem, tak jak w przypadku mężczyzny z kolejnego przykładu. Mężowie zazwyczaj umierają wcześniej niż ich żony, dlatego częściej słyszę o wykorzystaniu technik energetycznych z ich perspektywy. Nie oznacza to, że dusze najczęściej wchodzące w role męskie są w uzdrawianiu skuteczniejsze z powodu większego doświadczenia w pocieszaniu. Dusza z przypadku nr 4 była w swoich poprzednich wcieleniach tak samo efektywna jako kobieta, która umarła przed mężem, jak i jako mąż w omawianym wcieleniu.
Przypadek nr 4
Dr N: Co robisz, kiedy twoje starania tuż po śmierci nie dają pożądanych rezultatów niezależnie od tego, na której części ciała się skupiasz?
P: Kiedy zdałem sobie sprawę, że moja żona, Helen, nie odbiera wysyłanych bezpośrednio sygnałów, postanowiłem wykorzystać coś dobrze jej znanego, znajdującego się w naszym domu.
Dr N: Masz na myśli zwierzę - kota lub psa?
P: Zdarzało mi się wykorzystywać zwierzęta, ale nie... nie tym razem. Zdecydowałem się wybrać jakiś przedmiot, który coś dla mnie znaczył i o którym moja żona wiedziała, że jest bardzo osobisty. Wybrałem mój pierścień.
W tym momencie pacjent wytłumaczył mi, że w minionym wcieleniu nieustannie nosił indiański pierścień z wypukłym turkusem pośrodku. Wspólnie z Helen często siadywali przed kominkiem i rozmawiali o minionym dniu. W trakcie rozmowy z żoną miał w zwyczaju polerować osadzony w pierścieniu kamień. Helen często żartowała sobie z tego nawyku, mówiąc, że turkus wkrótce zetrze się aż do metalowej otoczki. Pewnego razu przypomniała mężowi, iż zauważyła tę nerwową manierę pamiętnego wieczora, gdy się poznali.
Dr N: Chyba rozumiem, o co chodzi z pierścieniem. Co więc zrobiłeś z nim jako dusza?
P: Kiedy pracuję z przedmiotami i ludźmi, muszę zaczekać do momentu, gdy zrobi się bardzo spokojnie. Trzy tygodnie po mojej śmierci Helen zapaliła kominek i patrzyła w niego ze łzami w oczach. Zacząłem od owinięcia swojej energii płomieniami, użyłem ognia jako przewodnika ciepła i elastyczności.
Dr N: Przepraszam, że ci przerwę, ale jak rozumiesz "elastyczność"?
P: Wieki mi zajęło, żeby się tego nauczyć. Elastyczna energia jest płynna. Upłynnienie energii wymaga silnej koncentracji i praktyki, ponieważ musi się ona stać rozrzedzona i puszysta. W przypadku tej sztuczki ogień jest katalizatorem.
Dr N: A to całkowite przeciwieństwo skoncentrowanego, wąskiego strumienia energii?
P: Właśnie tak. Bardzo dobrze wychodzi mi szybkie przekształcanie energii z płynnej w skoncentrowaną i na odwrót. Zmiana jest subtelna, ale pozwala obudzić umysł człowieka.
Ważne: Inni pacjenci mówili, że ta technika polegająca na zmianie kształtu energii "łaskocze ludzki mózg".
Dr N: To ciekawe, mów dalej.
P: Helen łączyła się z ogniem, a tym samym ze mną. Przez moment jej smutek był mniej przytłaczający, wtedy przeniosłem się prosto na czubek jej głowy. Wyczuła moją obecność... tylko odrobinę. Niewystarczająco. Następnie zacząłem przekształcać swoją energię, tak jak ci to opisałem, ze skoncentrowanej w rozproszoną, rozgałęziając ją.
Dr N: Co właściwie robisz, gdy rozgałęziasz energię?
P: Rozszczepiam ją. Głowę Helen otaczam miękką, płynną energią, aby utrzymać kontakt, a w tym samym czasie nakierowuję skoncentrowaną wiązkę energii na pudełko w szufladzie stołu, gdzie znajduje się mój pierścień. Chcę utworzyć wyraźne połączenie pomiędzy jej umysłem a pierścieniem. Właśnie w tym celu używam skoncentrowanej wiązki - żeby skierować jej uwagę na pierścień.
Dr N: Co robi Helen?
P: Dzięki mojemu prowadzeniu powoli wstaje, nie wiedząc dlaczego. Podchodzi do stołu, jakby lunatykowała, i waha się. Następnie wysuwa szufladę. Mój pierścień jest w pudełku, dlatego nieustannie przemieszczam swoją energię pomiędzy jej umysłem a wieczkiem pudełka, tam i z powrotem. Helena je podnosi i wyjmuje mój pierścień, trzymając go w lewej dłoni (z głębokim westchnieniem). I teraz już wiem, że mi się udało!
Dr N: Ponieważ...?
P: Ponieważ w pierścieniu wciąż jest jakaś część mojej energii. Nie rozumiesz? Czuje moją energię z obu stron rozgałęzienia. To dwukierunkowy sygnał. Bardzo skuteczny.
Dr N: Ach, rozumiem. Co dalej?
P: Teraz zaczynam pracować na najwyższych obrotach, wykorzystując silny pomost pomiędzy mną stojącym po jej prawej stronie a pierścieniem po lewej. Helena odwraca się w moją stronę i uśmiecha się. Następnie całuje mój pierścień i mówi: "Dziękuję, kochany, wiem, że jesteś teraz ze mną. Postaram się, będę dzielniejsza".
Chciałbym zachęcić każdego, kto przeżywa głęboki smutek po stracie ukochanej osoby, żeby zrobił to samo, co robią utalentowani jasnowidze, próbując odnaleźć zaginioną osobę. Weź element biżuterii albo odzieży - cokolwiek, co należało do osoby, która odeszła - trzymaj go przez chwilę w dłoni w miejscu dobrze znanym wam obojgu i spokojnie otwórz umysł, odcinając wszystkie pozostałe, nieistotne myśli.
Przed zakończeniem tej części chciałbym przywołać moją ulubioną historię o nawiązywaniu kontaktu energetycznego przez duszę za pomocą przedmiotu. Moja żona, Peggy, jest pielęgniarką onkologiczną z dyplomem terapeutki, w związku z czym bardzo angażuje się w sytuację obezwładnionych smutkiem pacjentów onkologicznych i ich rodzin. W szpitalu zajmuje się podawaniem chemioterapii, dlatego też ma stały kontakt z pielęgniarkami z hospicjum. Z kilkoma z nich się zaprzyjaźniła - regularnie się ze sobą spotykają, tworząc coś w rodzaju grupy wsparcia. Jedna z należących do tej grupy kobiet została niedawno wdową, jej mąż, Clay, zmarł na raka. Clay uwielbiał wieczorki taneczne przy akompaniamencie big- bandów, często wspólnie z żoną jeździł nawet w odległe miejsca tylko po to, by pobawić się przy muzyce najlepszych zespołów.
Pewnego wieczora po śmierci Claya wdowa po nim, moja żona i reszta grupy wsparcia usiadły w kręgu na podłodze na środku salonu tejże kobiety i zaczęły rozmawiać na temat moich teorii dotyczących sposobu, w jaki dusze kontaktują się z najbliższymi im ludźmi. Wdowa wykrzyknęła sfrustrowanym głosem: "Dlaczego Clay nie zrobił niczego, co by mnie pocieszyło?". Zapadła cisza i nagle pozytywka leżąca na górnej półce regału zaczęła grać melodię Glenna Millera In the Mood. Jak się dowiedziałem, po pełnej zdumienia ciszy kobiety zaczęły się nerwowo śmiać. Wdowa zdołała wydusić jedynie: "Nikt nie dotykał tej pozytywki od dwóch lat!". To nie miało żadnego znaczenia. Podejrzewam, że zrozumiała wiadomość od męża.
Energia świetlna ma pewne właściwości siły elektromagnetycznej i z tego powodu może w tajemniczy sposób oddziaływać na przedmioty. JoAnn i Jim to dwoje moich byłych pacjentów, tworzących bardzo mocno ze sobą związane małżeństwo. Po przeprowadzeniu sesji z tymi pacjentami zaczęliśmy rozmawiać na temat wykorzystania wiązek energii przez osoby żyjące. Z pewnym zażenowaniem opowiedzieli mi, że gdy jadąc kalifornijską autostradą, bardzo się im spieszy, wykorzystują siłę połączonej energii, żeby wymusić na jadących przed nimi samochodach zjechanie z lewego pasa. Gdy zapytałem, czy siedzą tym samochodom na ogonie, odpowiedzieli: "Nie, po prostu koncentrujemy wiązkę naszych połączonych energii na tyle głowy kierowcy, a następnie rozgałęziamy tę wiązkę, kierując ją na prawo (środkowy pas) i z powrotem". Małżonkowie twierdzą, że udaje im się to w ponad pięćdziesięciu procentach przypadków. Pół żartem, pół serio powiedziałem JoAnn i Jimowi, że spychanie samochodów z drogi jest wyraźnym nadużyciem i że powinni poprawić swoje zachowanie. Zapewne oboje wiedzą, że bardziej konstruktywne wykorzystywanie tego daru byłoby tam, na górze, dużo lepiej odebrane, choć na Ziemi będzie im trudno zerwać z tym nawykiem.
Rozpoznawanie snów
Jednym z podstawowych sposobów nawiązywania kontaktu z najbliższymi przez dusze osób zmarłych jest sen. Uczucie żalu, które obezwładnia świadomy umysł, podczas snu zostaje tymczasowo zepchnięte na drugi plan. Nawet gdy sen jest niespokojny, nieświadomy umysł pozostaje bardziej otwarty na sygnały z zewnątrz. Niestety cierpiąca po stracie osoba zbyt często wybudza się ze snu, który mógłby zawierać jakąś wiadomość, i pozwala mu się ulotnić, niczego nie zapisawszy. Obrazy i symbole, które zobaczyła we śnie, nic dla niej nie znaczą w danym momencie albo sekwencja snu została zbagatelizowana jako przejaw myślenia życzeniowego, jeśli śniący widział we śnie siebie i zmarłego.
Zanim przejdę dalej, chciałbym przedstawić parę ogólnych danych na temat snów. Moje doświadczenie zawodowe w tym zakresie opiera się na informacjach zasłyszanych od znajdujących się w hipnozie pacjentów, wyjaśniających, z punktu widzenia wolnej od ciała duszy, że wykorzystują stan snu do nawiązywania kontaktu z żyjącymi. Dusze w selektywny sposób posługują się sekwencjami snu osoby żyjącej. Doszedłem do wniosku, że w większości przypadków sny nie mają w sobie szczególnej głębi. Przeglądając literaturę poświęconą temu zagadnieniu, zauważyłem, że nawet specjaliści w dziedzinie wierzą, iż wiele z naszych snów to jedynie absurdalna seria obrazów będąca wynikiem przeciążenia układu nerwowego w ciągu dnia. W trakcie określonych faz snu umysł oczyszcza się z tego, co się w nim nagromadziło, impulsy nerwowe przesyłane są pomiędzy szczelinami synaptycznymi w taki sposób, by wyładować napięcia i zrelaksować umysł.
Wyróżniam trzy stany śnienia, a jednym z nich jest stan oczyszczania. Niekiedy luźne myśli, jakie pojawiły się w umyśle w ciągu dnia, w nocy zostają ze sobą wymieszane i wyplute w formie, którą można porównać do urzędniczego bełkotu. Nie da się w tym doszukać logicznego sensu, bo go tam zwyczajnie nie ma. Z drugiej strony wszyscy wiemy, że sny mają znaczenie kognitywne. Stan śnienia dzielę na dwie części - duchową i tę służącą rozwiązywaniu problemów - pomiędzy którymi jest bardzo cienka granica. U niektórych osób sny są źródłem przeczuć dotyczących przyszłych zdarzeń. Sny potrafią zmienić nasz stan ducha.
Jednym z najbardziej stresujących momentów w życiu jest okres żałoby po śmierci ukochanego człowieka - jesteśmy wówczas przeświadczeni, że uczucia tej osoby względem nas zostały nam na zawsze odebrane. Ulgę przynosi jedynie sen. Kładziemy się spać przepełnieni cierpieniem i budzimy się wciąż pełni bólu, jednak to, co ma miejsce pomiędzy, pozostaje zagadką. Bywają poranki, gdy nieco wyraźniej widzimy, jakie kroki powinniśmy podjąć, żeby poradzić sobie ze stratą. Rozwiązywanie problemów dzięki marzeniom sennym jest procesem mentalnej inkubacji i ma charakter proceduralny, ponieważ pojawiające się przed oczami śniącego umysłu sekwencje obrazów pokazują nam, jak sobie poradzić w danej sytuacji. Czy zrozumienie przychodzi spoza nas? W duchowej fazie śnienia najprawdopodobniej złożyli nam wizytę Tkacze Snów, podpowiadający, jak zniwelować emocjonalną udrękę.
W duchowej fazie marzeń sennych pojawiają się nasi przewodnicy, bratnie dusze lub dusze pragnące przekazać nam jakieś wskazówki, czyli posłańcy, którzy po prostu chcą nam pomóc. Aby otrzymać taką duchową pomoc, wcale nie musimy być pogrążeni w żałobie. W tej duchowej części snu pojawiają się także wspomnienia z innych światów fizycznych i mentalnych, w tym ze świata duchowego. Kto nie śnił o lataniu lub swobodnym pływaniu pod wodą? Dzięki niektórym pacjentom udało mi się ustalić, że za tymi baśniowymi wspomnieniami kryją się informacje o wcieleniach, w których byliśmy żyjącymi na innych planetach, wodnymi lub latającymi inteligentnymi stworzeniami. Bardzo często w tego rodzaju sekwencjach snów zawarte są metaforyczne klucze do drzwi, za którymi znajdziemy możliwość porównania naszych poprzednich wcieleń z obecnym. Charakter naszej nieśmiertelnej duszy nie zmienia się szczególnie, gdy zamieszkuje ona różne ciała, w związku z czym porównania te nie są wcale tak dziwne. Niektórych z największych objawień doznajemy wskutek pojawiających się w marzeniach sennych przelotnych obrazów, przedstawiających zdarzenia, miejsca lub schematy działania będące wspomnieniami z poprzednich wcieleń.
W rozdziale 1 wspomniałem o zajęciach przygotowawczych, na jakie uczęszczamy w świecie duchowym przed nowym wcieleniem. O przygotowaniach tych napisałem obszerniej w mojej pierwszej książce, wspominam o nich jednak i tutaj, gdyż doświadczenie to jest w istotny sposób związane z naszymi snami. Cel zajęć przygotowawczych to nauczenie się rozpoznawania osób, które mamy spotkać, oraz przyszłych zdarzeń. Gdy szykujemy się do reinkarnacji, nauczyciel przypomina nam i podkreśla kluczowe aspekty umowy, jaką zawarliśmy w sprawie nowego wcielenia. Integralną częścią tych zajęć są spotkania i interakcje z tymi duszami z naszej grupy i innych grup, które będą odgrywać jakąś rolę w naszym najbliższym wcieleniu.
Wspomnienia z zajęć przygotowawczych mogą się pojawić w snach, zapalając latarnię w ciemności rozpaczy, zwłaszcza po stracie najbliższej nam bratniej duszy. Jung powiedział, że "Sny odzwierciedlają tłumione pragnienia i lęki, ale mogą też dawać wyraz niezaprzeczalnym prawdom, niebędącym iluzjami ani dzikimi fantazjami". Czasami prawdy te przybierają formę metaforycznej łamigłówki i pojawiają się w snach w formie archetypowych obrazów. Symbolika marzeń sennych podlega generalizacji kulturowej, a senniki tworzone są pod wpływem takiej właśnie generalizacji. Aby odkryć znaczenie snu, każdy powinien się kierować własną intuicją.
Australijscy Aborygeni, których kultura istnieje nieprzerwanie od ponad 10 000 lat, wierzą, że czas śnienia jest tak naprawdę czasem rzeczywistym z punktu widzenia obiektywnej rzeczywistości. Sny odbierane są często tak samo realnie jak doświadczenia w stanie czuwania. Dla dusz przebywających w świecie duchowym istnieje tylko teraźniejszość, w związku z czym niezależnie od tego, jak długo ktoś, kogo kochasz, jest w twoim życiu fizycznie nieobecny, zawsze pragnie, byś miał świadomość, że cały czas istnieje - w rzeczywistości Teraz.
W jaki sposób bliska ci dusza pomaga ci zrozumieć i zaakceptować jej fizyczny brak za pośrednictwem snów?
Przypadek nr 5
Opisywana jako przypadek nr 5 pacjentka zmarła na zapalenie płuc w 1935 roku, w Nowym Jorku. Była młodą, trzydziestokilkuletnią kobietą, która po spędzeniu dzieciństwa w małym miasteczku w środkowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych przybyła do Nowego Jorku. Sylvia odeszła nagle i pragnęła pocieszyć owdowiałą matkę.
Dr N: Czy odchodzisz do świata duchowego od razu po śmierci?
P: Nie. Muszę się pożegnać z matką, dlatego chcę zostać na Ziemi jeszcze przez jakiś czas, do momentu gdy dotrze do niej ta informacja.
Dr N: Czy jest jeszcze ktoś, kogo chciałabyś zobaczyć, zanim udasz się do swojej matki?
P: (waha się, następnie mówi zachrypniętym głosem) Tak... chciałabym odwiedzić mojego dawnego przyjaciela... ma na imię Phil... do jego domu udaję się w pierwszej kolejności...
Dr N: (łagodnie) Rozumiem. Byłaś w nim zakochana?
P: (chwila milczenia) Tak, ale nie pobraliśmy się... ja... chcę go tylko dotknąć raz jeszcze. Tak naprawdę nie nawiązuję z nim kontaktu - zapadł w głęboki sen i nic mu się nie śni. Nie mogę zostać tu długo, ponieważ chcę dotrzeć do matki, zanim otrzyma informację o mojej śmierci.
Dr N: Czyli nie bardzo ci się spieszy do świata duchowego? Dlaczego nie zaczekasz, aż przejdzie w odpowiednią fazę snu, żeby zostawić mu wiadomość?
P: (zdecydowanym głosem) Phila od lat nie było w moim życiu. Oddałam mu się, gdy oboje byliśmy jeszcze młodzi. Teraz już o mnie nie myśli... i... no cóż... teoretycznie mogłabym mu o sobie przypomnieć za pośrednictwem snu... tak czy inaczej, mógłby mojej wiadomości w ogóle nie dostrzec. Na tę chwilę wystarczy, że pozostawię tu ślady swojej energii, ponieważ i tak spotkamy się ponownie w świecie duchowym.
Dr N: Czy po wizycie u Phila udajesz się do swojej matki?
P: Tak. Zaczynam od bardziej konwencjonalnej komunikacji za pośrednictwem myśli, kiedy nie śpi, ale nic z tego. Jest taka smutna. Obezwładnia ją żal, że nie mogło być jej przy mnie, kiedy umierałam.
Dr N: Jakich metod próbowałaś do tej pory?
P: Wysyłałam swoje myśli w postaci żółto-pomarańczowego światła, przypominającego płomień świecy, i otaczałam tym światłem jej głowę, wysyłając jej myśli pełne miłości. To jednak nie działa. Ona nie zdaje sobie sprawy, że z nią jestem. Muszę spróbować ze snem.
Dr N: W porządku, Sylvio, opowiedz mi o tym krok po kroku. Zacznij od tego, czy wybierasz któryś ze snów swojej matki, czy możesz sama ten sen stworzyć?
P: Nie jestem jeszcze zbyt dobra w tworzeniu snów. Dużo łatwiej mi jest wykorzystać jeden z jej snów, mogę do niego wejść i nawiązać z nią bardziej naturalny kontakt, a następnie odegrać w tym śnie jakąś rolę. Chcę, żeby wyraźnie mnie widziała w tym śnie.
Dr N: Dobrze, opowiedz mi teraz po kolei, jak to wygląda.
P: Pierwszych kilka snów nie nadaje się do wykorzystania. Jeden z nich to zlepek absurdalnych obrazów. Inny to jakieś sceny z przeszłości, ale mnie w nich nie ma. W końcu pojawia się sen, w którym chodzi samotnie po polach wokół mojego domu. Powinieneś wiedzieć, że w tym śnie nie ma w niej smutku. Wtedy jeszcze żyłam.
Dr N: Jak ten sen może się przydać, Sylvio, skoro nie ma w nim ciebie?
P: (śmieje się ze mnie) Nie rozumiesz? Mam zamiar płynnie wejść w ten sen.
Dr N: Możesz zmienić sekwencję snu, żeby się w nim pojawić?
P: Oczywiście, wchodzę do snu z drugiej strony pola, dopasowując swoją energię do częstotliwości myśli mojej matki. Projektuję w jej umyśle taki obraz siebie, jaki zapamiętała z naszego ostatniego spotkania. Idę przez pole powoli, żeby mogła się przyzwyczaić do mojej obecności. Macham do niej i uśmiecham się, a następnie podchodzę. Obejmujemy się i teraz wysyłam do jej śpiącego ciała fale regenerującej energii.
Dr N: Co to da twojej matce?
P: Ten obraz dociera do wyższego poziomu świadomości mojej matki. Chcę mieć pewność, że zapamięta sen po przebudzeniu.
Dr N: Skąd masz pewność, że nie uzna tego za projekcję własnego pragnienia, by cię spotkać, i nie zbagatelizuje tego snu jako nierealnego?
P: Wpływ wyraźnego snu takiego jak ten jest ogromny. Gdy moja matka się obudzi, w jej umyśle utkwi wyraźny obraz krajobrazu i mnie, będzie podejrzewać, że przy niej jestem. Mimo upływu czasu wspomnienie to pozostanie tak bardzo realne, że będzie mieć co do tego pewność.
Dr N: Sylvio, czy obraz snu przechodzi z rzeczywistości podświadomej do rzeczywistości świadomej dzięki przesyłowi energii, którego dokonujesz?
P: Tak, to proces przesączania energii - przez kolejnych kilka dni nieustannie wysyłam do niej fale energii aż do momentu, kiedy zaczyna akceptować moje odejście. Chcę, by uwierzyła, że nadal jestem i zawsze będę jej częścią.
Wracając do fazy snu Phila - oczywiste było, że Sylvia nie zamierzała przy nim dłużej pozostać, żeby wyrazić w jego podświadomości swoje uczucia. W fazie głębokiego snu, podczas której mózg generuje fale delta i nie występują szybkie ruchy gałek ocznych, marzenia senne się nie pojawiają. Faza REM, zwana również snem paradoksalnym, jest dużo lżejszym, a zatem aktywniejszym stanem pojawiającym się głównie na początkowym i w końcowych etapach snu. W kolejnym przypadku kontakt ze śniącym zostanie nawiązany pomiędzy poszczególnymi marzeniami sennymi prawdopodobnie dlatego, że ta osoba wciąż znajduje się w fazie snu REM.
Wszystkie dusze będące Tkaczami Snów, z którymi miałem okazję nawiązać kontakt, zajmują się wszczepianiem snów, wykorzystując dwa, znacząco różne od siebie sposoby.
1. Zmiana snu. W tym przypadku posiadająca odpowiednie umiejętności dusza dostaje się do umysłu osoby śpiącej i częściowo zmienia już trwające marzenie senne. Technikę tę nazwałbym modyfikacją między wierszami, ponieważ dusze wchodzą jako aktorzy pomiędzy wiersze rozgrywającej się sztuki w taki sposób, że śniący nie zdaje sobie sprawy z ingerencji w scenariusz. Właśnie taką metodę wykorzystała Sylvia w śnie swojej matki. Czekała na pojawienie się odpowiedniego snu, do którego mogłaby płynnie wejść. Choć to podejście wydaje się trudne, jasne jest dla mnie, że druga technika jest bardziej skomplikowana.
2. Inicjowanie snów. W tym przypadku dusza musi od początku wykreować i w pełni wszczepić w umysł śniącego nowy sen, a następnie tkać obrazy w taki sposób, by utworzyły zrozumiały dla śniącego gobelin, odpowiadający zamierzeniom duszy. Celem tworzenia i modyfikacji scen pojawiających się w umyśle śniącego jest przekazanie mu jakiejś wiadomości. Działanie to postrzegam jako akt pomocy i miłości. W przypadku gdy sen zostaje wszczepiony nieumiejętnie, śpiący budzi się rano, pamiętając jedynie urwane, niezrozumiałe fragmenty marzenia sennego lub nie pamiętając go wcale.
Aby zilustrować terapeutyczne wykorzystanie techniki inicjowania snów, przytoczę przykład pacjenta, który w ostatnim wcieleniu miał na imię Bud i którego dusza znajduje się na poziomie V rozwoju. Bud został zabity w 1942 roku, podczas jednej z bitew drugiej wojny światowej. W scenie tej pojawia się Walt, brat Buda. Bud doskonale opanował sztukę tkania snów, dlatego też po śmierci na polu bitwy wrócił do świata duchowego i zaczął pracować nad skuteczną metodą, którą mógłby pocieszyć Walta. To jeden z tych przypadków, które pozwoliły mi uzyskać szersze spojrzenie na subtelne metody, jakie Tkacze Snów potrafią wykorzystywać do nawiązania kontaktu z pogrążonym we śnie człowiekiem. Podczas naszej rozmowy, którą celowo skróciłem, mój pacjent opisze techniki, których nauczył go jego przewodnik - Axinar.
Przypadek nr 6
Dr N: W jaki sposób zamierzasz uśmierzyć emocjonalny ból brata po swoim powrocie do świata duchowego?
P: Axinar uczy mnie od jakiegoś czasu skutecznej strategii. Pracujemy w bardzo subtelny sposób, ponieważ wykorzystujemy zduplikowaną wersję Walta.
Dr N: Masz na myśli tę część energii brata, która pozostała w świecie duchowym po jego inkarnacji na Ziemi?
P: Tak, Walt i ja należymy do tej samej grupy dusz. Zaczynam od połączenia się z jego podzieloną naturą, żeby w bardziej intymny sposób móc nawiązać z nim kontakt na Ziemi.
Dr N: Wyjaśnij, jak to robisz.
P: Zbliżam się do miejsca, w którym jest zakotwiczona pozostała tu część jego energii, i łączę się z nią na krótką chwilę. Pozwala mi to doskonale zapamiętać jego matrycę energetyczną. Już teraz istnieje między nami telepatyczne porozumienie, ale chcę mieć z nim silniejsze, wibracyjne połączenie, kiedy znajdę się przy jego łóżku.
Dr N: Do czego będzie ci potrzebna dokładna matryca energetyczna Walta, kiedy wrócisz na Ziemię?
P: Żeby skuteczniej łączyć się ze snami, które zamierzam kreować.
Dr N: Dlaczego druga część energii Walta nie może się z nim skontaktować na Ziemi zamiast ciebie?
P: (szorstko) To nie jest skuteczne. To jak mówienie do siebie. Nie daje żadnego efektu, zwłaszcza podczas snu. Niewypał.
Dr N: W porządku. Masz przy sobie odcisk energetyczny Walta, co się dzieje, kiedy jesteś już przy jego pogrążonym we śnie ciele?
P: On przewraca się z boku na bok, jest w nim naprawdę dużo cierpienia po mojej śmierci. Axinar wyszkolił mnie w kontaktowaniu się z żyjącymi za pomocą energii wysyłanej do nich pomiędzy odrębnymi marzeniami sennymi, ponieważ sam jest w tym mistrzem.
Dr N: Pojawiasz się pomiędzy snami?
P: Tak, dzięki temu mogę pozostawić wiadomość po każdej stronie dwóch różnych snów, a następnie połączyć je ze sobą, dzięki czemu rośnie szansa na ich prawidłową interpretację. Mam dokładny odcisk energetyczny Walta, więc z dość dużą łatwością dostaję się do jego umysłu, gdzie zaczynam działać, wykorzystując swoją energię. Po mojej wizycie pojawia się trzeci sen o dwóch poprzednich snach jako opóźniona reakcja i Walt widzi nas obu znów razem w sytuacji, w której nie mamy ciał - nie rozpoznaje w tych obrazach świata duchowego, ale ożywienie tych miłych wspomnień doda mu sił.
Dalsza część książki dostępna w wersjipełnej