ROZDZIAŁ 1
WSTĘP
ROBERT MACSWAIN
LEWIS I WSPÓŁCZESNY ŚWIAT AKADEMICKI
Clive Staples Lewis jest jednocześnie zjawiskiem i anomalią.
Jest zjawiskiem, ponieważ nawet 50 lat po śmierci pozostaje jednym z najbardziej popularnych i najlepiej sprzedających się autorów. I to nie w jednym gatunku, lecz w wielu: w literaturze dla dzieci, science fiction, teologii, filozofii, apologetyce chrześcijańskiej, powieści, poezji. A trzeba zauważyć, że cała jego twórczość powstała niejako na marginesie jego kariery jako wybitnego badacza literatury średniowiecza i renesansu, profesora uniwersytetów w Oksfordzie i Cambridge. Pomimo ogromnych zmian w sposobach badania literatury w ogóle i pomimo znaczących przekształceń krajobrazu badawczego w dziedzinach będących specjalnością Lewisa jego publikacje naukowe wciąż mają duże znaczenie dla studentów i ekspertów.
Dość nieoczekiwanie - jak na profesora i literaturoznawcę - nawet jego życie prywatne stanowi część tego zjawiska. Wiele jego biografii ukazało się drukiem. Cienista dolina, historia późnego małżeństwa i owdowienia pisarza, zdobyła uznanie widzów i krytyków w wersji telewizyjnej, scenicznej, radiowej i kinowej. Jego najsłynniejsza opowieść dla dzieci - Lew, czarownica i stara szafa (pierwsza z Opowieści z Narnii) - również odniosła sukces jako film pełnometrażowy, jeden z najbardziej kasowych w 2005 roku. Przyjaźń z Johnem Ronaldem Reuelem Tolkienem (mają z Lewisem wiele wspólnego, jego twórczość literacka również została zaadaptowana na potrzeby kina i teatru) nasila powszechną fascynację jego osobą. Charyzma członków grupy Inklingów, grona ich przyjaciół pisarzy, przeszła do legendy - być może cokolwiek zaskakująco[1].
Jednak jeśli Lewis jest zjawiskiem, to jest też anomalią; choć ma liczną rzeszę wiernych czytelników, badacze są mocno podzieleni w kwestii wartości i znaczenia jego dorobku. Dotyczy to szczególnie jego badań teologicznych i religijnych. O ile w kręgach ewangelickich Lewis cieszy się niebywałą reputacją, to większość teologów akademickich głównego nurtu nie traktuje go poważnie. Na przykład w 2000 roku wpływowy amerykański periodyk ewangelicki "Christianity Today" przyznał książce Chrześcijaństwo po prostu. O wierze i moralności chrześcijańskiej Lewisa czołową pozycję na liście najlepszych publikacji religijnych XX wieku - gdzie monumentalna Church Dogmatics Karla Bartha pokornie plasuje się na trzecim miejscu, a inne wpływowe teksty, takie jak dokumenty drugiego Soboru Watykańskiego, Teologia wyzwolenia Gustava Gutierreza, The Crucified God Jürgena Moltmanna, The Varieties of Religious Experience Williama Jamesa czy Waiting for God Simone Weil znalazły się jeszcze niżej[2]. Niemniej każdy obeznany ze współczesnymi trendami teologii akademickiej uzna takie rankingi za postawione na głowie.
Weźmy na przykład mające wielu autorów obszerne dzieło encyklopedyczne The Modern Theologians: An Introduction to Christian Theology since 1918 - doskonale opracowany przegląd postaci i prądów teologicznych w tym okresie[3]. Nie znajdziemy w nim choćby wzmianki o książce Chrześcijaństwo po prostu. O wierze i moralności chrześcijańskiej Lewisa (nawet w rozdziałach poświęconych teologii anglikańskiej i ewangelickiej), a sam Lewis nie został nawet wymieniony w indeksie (chociaż raz wspomniano go jako kogoś, kto wierzył w cuda)[4]. Kryteria wyboru były niewątpliwie dobrze uzasadnione przez wydawców, ale warto się zastanowić, czy o randze postaci najlepiej sądzić na postawie jej pozycji w świecie akademickim, czy jej wpływu na świat pozaakademicki. Postaram się tu pokazać, że teologia akademicka poważnie ryzykuje, ignorując Lewisa[5].
Lewis jest anomalią także dlatego, że wszelka ocena i interpretacja jego życia i dorobku nie zawierają się tak po prostu w określeniach "ewangelista pasjonat" i "beznamiętny akademik", ale wykraczają poza nie na różne strony. Lewis często wywołuje skrajne reakcje, pozytywne i negatywne, u czytelników zarówno oddających się mu z bezkrytyczną i głęboko emocjonalną akceptacją, graniczącą z fanatyzmem, jak i reagujących z nie mniej intensywną nienawiścią i pogardą. To pozytywne ekstremum w dużej mierze przypisuje się amerykańskim ewangelikom, a negatywne - brytyjskim ateistom. Jednak prawdziwy obraz jest bardziej złożony niż uładzona dychotomia "narodowy - ideologiczny". Lewisa deprecjonują nie tylko Brytyjczycy, a tych, którzy uważają jego myśl za wartościową i interesującą, można znaleźć między innymi wśród brytyjskich i północnoamerykańskich anglikanów, rzymskich katolików i prawosławnych.
W artykule zamieszczonym w amerykańskim czasopiśmie "Chronicle of Higher Education" zacytowano literaturoznawcę Jamesa Como: "C.S. Lewis należy do tych pisarzy, którzy potrafią zawładnąć umysłem i wyobraźnią czytelnika i dokonać w nim gruntownego przemeblowania. [...] Krajobraz wewnętrzny ulega zmianie. U niektórych czytelników to doświadczenie prowadzi do wyrobienia w sobie czegoś w rodzaju "nastawienia własnościowego" - poczucia, że "on jest mój""[6]. W efekcie po obu stronach Atlantyku powstały rozmaite szkoły interpretacji Lewisa, a każda promuje własną wersję pisarza: ta bardziej katolicką, tamta bardziej ewangelicką, ta bardziej konserwatywną, tamta bardziej liberalną. Teorii spiskowych jest co niemiara, podnoszono też kwestię kanonu literackiego. Postawy zawłaszczające są liczne i zróżnicowane jakościowo, takie też są zarzuty krytyków - czy należy potępić Lewisa za seksizm, czy za rasizm, czy też za obskurantyzm, czy za filistynizm albo za chrześcijaństwo, czy też za wszystko to naraz.
Może się to wydawać dość publicystycznym początkiem jak na książkę z serii "Cambridge Companions", ale trafnie oddaje trudność, z jaką mierzy się każdy, kto chce inteligentnie napisać o Lewisie we współczesnym kontekście. O ile większość pisarzy może marzyć o skutku opisanym przez Jamesa Como, o tyle taka reakcja w przypadku Lewisa bardzo utrudnia naukową ocenę jego twórczości. Ogromna popularność znacznie komplikuje sprawę, a to, co całkiem zasadnie można nazwać "wyJackorzystaniem"[7], powoduje, że wszystko, co się z nim wiąże, wymyka się spod kontroli. Lewis nie zalicza się do "martwych" postaci, których miejsce w kanonie literatury brytyjskiej i myśli chrześcijańskiej zostało ściśle określone, postaci wzbudzających zainteresowanie jedynie badaczy i studentów. Wręcz przeciwnie - wciąż pozostaje przedmiotem uwagi i żywych kontrowersji wykraczających daleko poza krąg akademickich dyskusji[8].
Jest on jednak prawdopodobnie najbardziej wpływowym pisarzem religijnym XX wieku - nie tylko anglojęzycznym. Dobrze czy źle, jego pisarstwo ostatecznie ukształtowało milionom (dosłownie) ludzi ich rozumienie chrześcijaństwa. Czy ich reakcja jest pozytywna czy negatywna, uważają oni (nieważne, z jakiego powodu) Lewisowską wizję wiary chrześcijańskiej za normatywną i albo ją przyjmują jako Zbawienną Prawdę, albo odrzucają jako Szkodliwy Błąd. Dlaczego? Z jakiego powodu Lewisowi - ateiście, który przeszedł na anglikanizm, literaturoznawcy bez formalnego wykształcenia teologicznego i rangi kościelnej - tak wielu przypisuje ważną rolę wykładowcy chrześcijaństwa? Istnieje mnóstwo teorii, ale nie ma jednej prostej odpowiedzi. Lewis jest, jak napisałem na początku tego wstępu, zarówno zjawiskiem, jak i anomalią, a takie jednostki z definicji wprowadzają zamęt do standardowych kategorii. Czy to dobrze, czy źle - jest on zbyt ważny, by go zignorować.
Co zaskakujące, ignorowali go teolodzy akademiccy. Nie przesadzę, twierdząc, że wielu takich teologów, nawet pośród bratnich mu anglikanów, od pół wieku ma nadzieję, że Lewis w końcu "przeminie"[9]. Oczywiście tak się nie dzieje, ale do tej pory, poza nielicznymi wyjątkami, najważniejsze studia mu poświęcone wyszły spod pióra literaturoznawców[10]. Poza kręgami ewangelickimi teolodzy i badacze religijni najczęściej dystansują się od niego[11]. O ile niektórzy wybitni filozofowie religii okazjonalnie wspominają o wpływie Lewisa, a w poważniejszych czasopismach sporadycznie pojawia się artykuł traktujący o jakimś aspekcie myśli Lewisowskiej, to w środowisku uczelnianym w ogóle się do niej nie nawiązuje, a nawet jej nie krytykuje. Z wyjątkiem niedawno zmarłego Paula Holmera z Yale Divinity School, Wesleya Korta z Duke University oraz Gilberta Meileandera z Valparaiso University ciężko znaleźć jakiegokolwiek uczelnianego teologa czy religioznawcę głównego nurtu, który miałby na swym koncie monografię poświęconą Lewisowi[12].
Jednak, jak już wspomniałem, teologia akademicka nie może pozwalać sobie na dyskredytowanie C.S. Lewisa. Choćby tylko z tego powodu, że jest on tak opiniotwórczy, akademicy i studenci muszą się zaznajomić z konkretnymi treściami jego dzieł, aby poznać (i jeśli to konieczne, skontrować lub skorygować) jego przemożny wpływ na masy. Ale też, z tej bardziej pozytywnej strony, istnieje taka ewentualność, że Lewis - sam nie będąc teologiem uniwersyteckim - może teologów uniwersyteckich czegoś nauczyć z ich własnej dziedziny. Może to się wiązać między innymi ze sposobem, w jaki zaprzęgał wyobraźnię, rozum, wiedzę historyczną, dowcip oraz wybitne zdolności retoryczne do nieustannego wysiłku, aby przekazać kwintesencję swoich przekonań jak najszerszej publiczności. W chwalebnym dążeniu do spójności intelektualnej i czystości dyscypliny teologia akademicka naraża się na niebezpieczeństwo zamknięcia w bardzo małym gronie ekspertów pozbawionych kontaktu ze światem zewnętrznym. Tymczasem Lewis sprzedaje kolejne miliony egzemplarzy swoich dzieł i kształtuje wiarę religijną rzesz czytelników.
CLIVE STAPLES "JACK" LEWIS (1898-1963)
Nie miejsce tu na obszerną biografię - bibliografia na końcu tego tomu odsyła czytelników do kilku "pełnometrażowych" woluminów biograficznych - jednak ważne jest, by ustalić pewne fakty z jego życia i tym samym przedstawić przynajmniej jedną "wersję" Lewisa jako mniej lub bardziej normatywną dla niniejszego portretu.
Clive Staples Lewis urodził się 29 listopada 1898 w Belfaście - parę dekad przed podziałem państwa - i następnego roku został ochrzczony w (anglikańskim) Kościele Irlandii. Jego rodzice - Albert James Lewis i Florence Augusta Hamilton - byli dobrze wykształconymi przedstawicielami klasy średniej. Ich drugie dziecko, starszy brat Lewisa - Warren (1895-1973) - był jego najbliższym przyjacielem przez całe życie. W młodości Lewis nie przepadał za swoim imieniem, więc przybrał inne - Jack. I tak właśnie nazywali go członkowie rodziny i znajomi. Zmarł 22 listopada 1963 roku - w dniu zamachu na prezydenta Kennedy'ego.
Wczesne dzieciństwo Lewisa przebiegało szczęśliwie, ale śmierć matki na raka parę miesięcy przed jego 10 urodzinami wpłynęła nań druzgocąco. Ta strata doprowadziła także do utraty więzi emocjonalnej z ojcem. Być może trochę nierozsądnie posłano chłopca do szkoły z internatem w Anglii ledwie miesiąc po śmierci matki. To było dla Lewisa straszne przeżycie, nie cierpiał okresu nauki w Malvern College (1913-1914). W roku 1911 został ateistą, choć jeszcze 6 grudnia 1914 przyjął sakrament bierzmowania w tym samym kościele, w którym go ochrzczono. Po opuszczeniu Malvern Lewisa uczył w domu były dyrektor szkoły jego ojca - William Kirkpatrick, a 29 kwietnia 1917 "Jack" rozpoczął studia na University College w Oksfordzie.
Pierwsza wojna światowa trwała w najlepsze i zbierała tragiczne żniwo. Prawie natychmiast po przybyciu do Oksfordu Lewis wstąpił do armii brytyjskiej. W randze podporucznika w 3 Batalionie 13 Pułku Piechoty Brytyjskiej (Third Battalion of the Somerset Light Infantry) został wysłany do Francji i w dniu swoich 19 urodzin znalazł się na linii frontu. Piętnastego kwietnia 1918 roku w bitwie pod Arras został poważnie ranny szrapnelem i resztę wojny spędził w szpitalu. W styczniu 1919 wrócił do Oksfordu, by kontynuować edukację.
Był wybitnym studentem. Otrzymał trzy kolejne wyróżnienia pierwszej klasy. Dwa za wyniki w kursie Classical Honour Moderations (w 1920) i Literae Humaniores (w 1922), a trzecie - za wyniki w studiach anglistycznych (w 1923). Classical Honour Moderations i Literae Humaniores "obejmowały studia nad językiem i literaturą grecką i łacińską, filozofię i historię starożytną, zapewniając potrójne kształcenie: precyzji językowej, umiejętności wyjaśniania idei oraz wykorzystywania źródeł historycznych"[13]. Z punktu widzenia filozofii dwudziestowiecznej Lewis kształcił się w heglowskiej tradycji idealizmu brytyjskiego - wówczas dominującej w Oksfordzie, ale niedługo potem odsuniętej przez dokonania lingwistycznie i logicznie zorientowanych filozofów z Cambridge, takich jak: George Edward Moore, Bertrand Russell, Ludwig Wittgenstein[14]. Lewis natomiast nigdy formalnie nie studiował teologii.
Pierwszą posadą Lewisa było stanowisko wykładowcy filozofii w jego własnym kolegium (University College), ale tylko w ramach jednorocznego zastępstwa za innego wykładowcę przebywającego na urlopie naukowym. W 1925 roku został stypendystą w katedrze anglistyki w Magdalen College w Oksfordzie. Choć niewątpliwie okazał się kompetentnym wykładowcą filozofii o wybitnych zdolnościach analitycznych i dialektycznych, jego prawdziwą pierwszą miłością była literatura angielska i to ona stała się obszarem jego zawodowej świetności. Prowadził zajęcia w Magdalen i wykłady na Uniwersytecie Oksfordzkim przez prawie 30 lat - to głównie przez pryzmat tej pracy postrzega go wielu. W styczniu 1955 został pierwszym kierownikiem Katedry Literatury Średniowiecznej i Renesansowej na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie pozostał już do końca swej kariery naukowej. W lipcu tego samego roku wybrano go do Akademii Brytyjskiej.
Jak już wspomniałem, Lewis został ateistą w 1911 roku. Nie był to jednak przejaw buntu wpółosieroconego nastolatka, lecz szczere, przemyślane i naprawdę głębokie odrzucenie wiary religijnej ze względów moralnych i intelektualnych. Pamiętniki, listy i najwcześniejsze pisma Lewisa zaświadczają o jego ateistycznym zapale i konsekwencji. Jednak, jak sam wyjaśnia w autobiografii Zaskoczony radością, jego ateistyczny światopogląd zawsze trwał w spięciu z powracającym przeżyciem, które określał jako "Radość" i utożsamiał z romantyczną niemiecką koncepcją Sehnsucht: "niezaspokojone pragnienie, które samo w sobie było godniejsze pożądania niż cokolwiek, co mogłoby je zaspokoić"[15]. To uporczywie powracające doświadczenie w połączeniu z rozmaitymi trudnościami natury filozoficznej w odniesieniu do naturalizmu oraz rozwijająca się przyjaźń z Tolkienem (żarliwym katolikiem) stopniowo uczyniły Lewisa otwartym - aczkolwiek dość opornie - na ewentualne skłonienie się ku teizmowi. I w roku 1929 rzeczywiście stał się teistą, choć tylko w abstrakcyjnym, bezosobowym i idealistycznym sensie. Dopiero we wrześniu 1931 roku, po długiej rozmowie z Tolkienem i Hugo Dysonem o metaforze i micie, Lewis ostatecznie przyjął chrześcijaństwo jako coś, co nazwał "mitem prawdziwym: mitem działającym na nas w ten sam sposób jak każdy inny, ale z tą ogromną różnicą, że ten się naprawdę wydarzył"[16]. Lewis w końcu powrócił do anglikańskiej tradycji swojego dzieciństwa, a ponieważ był ochrzczony i bierzmowany, po prostu zaczął uczęszczać na msze w miejscowym kościele anglikańskim pod wezwaniem Najświętszej Trójcy w Headington Quarry pod Oksfordem.
Ponieważ Lewisa obecnie tak bardzo utożsamia się z amerykańskim ewangelizmem, ważne jest, by podkreślić jego zasadniczo anglo-irlandzką i anglikańską naturę. Pod względem kulturowym i społecznym Lewisa w dużej mierze ukształtowały: dzieciństwo w rodzinie mieszczańskiej w Ulsterze, edwardiańska Brytania, okopy pierwszej wojny światowej oraz klasyczne studia w Oksfordzie. A w przedmowie do Chrześcijaństwa po prostu Lewis pisze: "Moje własne wyznanie nie stanowi tajemnicy. Jestem zupełnie zwyczajnym, świeckim członkiem Kościoła anglikańskiego - i nie jestem jakimś specjalnym zwolennikiem żadnego z obecnych w nim nurtów"[17]. Choć z czasem wdrożył się w niektóre z praktyk "Wysokiego Kościoła" - ukierunkowanie duchowe, spowiedź i częste przyjmowanie komunii świętej - to jednak nigdy nie był członkiem anglikańsko-katolickiej frakcji Kościoła anglikańskiego ani też ewangelickiej czy jakiejkolwiek innej. Pozostał wierny "po prostu wierze i moralności chrześcijańskiej", którą odnajdował w szerokiej anglikańskiej via media, drodze środka, próbującej stopić w jedno katolickie i protestanckie prądy zachodniego chrześcijaństwa, jego wiekową tradycję naukową i literacką oraz niechęć do definiowania kwestii spornych pomiędzy chrześcijanami. Choć teologicznie tradycyjny, doktrynalnie ortodoksyjny, a ogólnie konserwatywny w swojej interpretacji Biblii, Lewis zaakceptował pewne formy kosmicznej i biologicznej ewolucji, nie trzymał się kurczowo nieomylności świętych pism i nie opowiadał się za żadną z teorii pokuty i pojednania. Ani też, z drugiej strony, nie uznawał papieskiej nieomylności, dogmatów maryjnych czy też roszczeń Kościoła rzymskokatolickiego do prymatu wśród wyznań. Te kwestie według niego nie były zasadnicze dla "po prostu chrześcijaństwa".
Gdyby Lewis nie przebył tej drogi do wiary chrześcijańskiej, to najprawdopodobniej nadal podążałby drogą akademickiej świetności i obecnie byłby pamiętany zapewne przez nielicznych badaczy jedynie ze względu na swoje wybitnie erudycyjne, ale nieznane szerzej publikacje. Jego nawrócenie otworzyło mu drugą ścieżkę kariery umożliwiającą wyzwolenie potęgi własnego umysłu, wyobraźni i daru przekonywania. Poza pełną osiągnięć pracą naukową na uniwersytetach w Oksfordzie i Cambridge przez następne trzy dekady Lewis pisał książkę za książką w coraz to innych gatunkach literackich, zaczynając od The Pilgrim's Regress: An Allegorical Apology for Christianity, Reason and Romanticism (1933), a kończąc na wydanym po jego śmierci zbiorku O modlitwie. Listy do Malkolma (1964).
Szczegóły jego życia i pracy, wraz z rozmaitymi, kontrowersyjnymi ich interpretacjami, przedstawione są w kilku biografiach, a tematy jego książek - w kolejnych rozdziałach tej monografii. Ale konkluzja mojego wstępu byłaby niepełna bez wzmianki o tym, że w roku 1957 Lewis wielce zaskoczył swoich kolegów - jak i siebie samego - żeniąc się z Joy Davidman, nieuleczalnie chorą, rozwiedzioną Amerykanką (z dwójką małych dzieci), również pisarką, byłą marksistką i ateistką, Żydówką, która przeszła na chrześcijaństwo. To tę historię opowiada film Cienista dolina. Tak więc Lewis znów stał się zarówno zjawiskiem, jak i anomalią - a tym samym wracamy do początku tego wstępu.
PRZEWODNIK PO TWÓRCZOŚCI C.S. LEWISA
Nie jest wcale oczywiste, że ten tom ukazuje się w serii "Cambridge Companions to Religion", a nie w "Cambridge Companions to Literature". Jak zaznaczyłem wcześniej, praca zawodowa Lewisa miała charakter bardziej literacki niż religijny. Większość jego opublikowanych dzieł można zaklasyfikować do różnych gatunków literackich, a większość najlepszych publikacji na temat Lewisa wyszła spod pióra literaturoznawców. Można by zatem śmiało twierdzić, że Lewisa należy postrzegać przede wszystkim jako pisarza, autora powieści i utworów z gatunku fantasy, satyr i polemik, poezji i autobiografii - jednym słowem, jako "człowieka pióra", a nie teologa czy filozofa. To w dużej mierze wyjaśniałoby, dlaczego bardzo rzadko wspominano Lewisa w publikacjach w rodzaju The Modern Theologians i dlaczego milczeniem pominęły go teologia akademicka i studia religijne. Mogłoby to też sugerować, że Przewodnik po twórczości C.S. Lewisa powinien skoncentrować się przede wszystkim na jego osiągnięciach literackich.
Jednak naznaczona anomalią natura Lewisa skłania nas, aby podać w wątpliwość i taki tok myślenia - z dwóch powodów. Po pierwsze, niektóre z jego publikacji jednak wkraczają na teren teologii akademickiej i filozofii, a z kolei jego beletrystyka i poezje równie często poruszają taką tematykę. To faktycznie jeden z powodów, dla których Lewisa tak często krytykują i potępiają badacze literatury - słusznie czy nie, postrzega się go jak kogoś niewystarczająco literackiego, za to przede wszystkim zaangażowanego w realizację celów dydaktycznych lub ewangelizacyjnych w zawoalowanej formie baśni czy science fiction. Badacze uważają, że nie jest prawdziwym pisarzem, lecz jedynie kanapowym teologiem - to przeciwieństwo tego, co zarzucają mu teolodzy! Stąd też Lewisa literata nieuchronnie postrzega się właśnie w taki sposób i dlatego każde poważne opracowanie na temat jego twórczości musi ten aspekt brać pod uwagę. Niniejszy Przewodnik będzie służył - mam nadzieję - tym, których zainteresowanie Lewisem ma charakter bardziej literacki niż religijny.
Ale po drugie, może być też tak, że Lewis ze wszech miar zasługuje na tę monografię, ponieważ rozciągnął gatunek teologiczny na dzieła fikcji literackiej, z których słynie. Tak więc zamiast jako amator, teolog dyletant, który nie może w żaden sposób należeć do tej samej ligi, co na przykład Karl Barth, Gustavo Gutiérrez czy Jürgen Moltmann, Lewis mógłby być postrzegany (á la Kierkegaard) jako teolog "niebezpośredni" - taki, który działa poprzez "gęste opisy" lub sugestywne obrazy, przemawiający różnymi głosami w rozmaitych gatunkach literackich, a z tego wszystkiego wyłania się subtelna i złożona wizja. Oczywiście niepoważne jest porównywanie książki Chrześcijaństwo po prostu. O wierze i moralności chrześcijańskiej z Dogmatyką kościelną Bartha, ale być może równie niepoważne jest pozwolenie Barthowi na definiowanie charakteru całej teologii. Jednak jeśli porównać całość dorobku Lewisa, to porównanie wcale nie wydaje się takie niepoważne. Lewis zapewne nie może liczyć się jako teolog na kształt Bartha, ale może stanowić model ekspresji teologicznej, która zasługuje na uznanie na swój własny sposób.
Niniejsza publikacja to zamierzony, choć ryzykowny eksperyment. Po pierwsze, niemożliwością jest w jednym tomie zająć się odpowiednio wszystkimi aspektami dzieła Lewisa - ale przynajmniej staraliśmy się dążyć do wszechstronności. Choć książka należy do cyklu Portrety religijne serii "Cambridge Companions" i jako taka będzie prawdopodobnie czytana w kontekście religijnym, to jednak włączyliśmy doń na początku rozdziały poświęcone literaturoznawczym oraz innym naukowym zainteresowaniom Lewisa. Stanowią one zasadniczy aspekt jego kariery, więc ci, którzy chcą go zrozumieć, muszą się z nimi choć trochę zaznajomić. Dalsze rozdziały są również autorstwa zespołu bardziej interdyscyplinarnego niż zazwyczaj przy opracowywaniu tomów tego cyklu - jednak wszystkie zostały stworzone na potrzeby cyklu Portrety religijne.
Po drugie, w świadomym zamiarze wykroczenia z dyskusją o dorobku Lewisa poza grono "osób, których należało się spodziewać", zaprosiliśmy do współpracy autorów, którzy dotychczas nie brali w niej udziału, a przynajmniej nie na tak publicznym forum. Niektórzy z nich rzeczywiście znani są ze swych publikacji na temat Lewisa, a wszyscy są ekspertami w dziedzinach, którymi Lewis się zajmował (historia myśli, krytyka literacka, teologia, filozofia), i należą do ich najwybitniejszych, współczesnych badaczy. Mając odczucie, że obecnie rozwój badań nad Lewisem znacznie zwolnił, chcieliśmy włączyć do dyskusji nowe głosy - jedne ewangeliczne, inne nie. Niektóre przede wszystkim wnoszą wkład do teologii lub filozofii, inne są akademickimi esejami interpretującymi dzieło Lewisa. Z premedytacją wyszukaliśmy autorów prowokujących, aby weszli w polemikę z dobrze znanymi aspektami myśli Lewisa.
Jednak we wszystkich przypadkach autorzy artykułów w tym tomie plasują się gdzieś pomiędzy wcześniej wspomnianymi, spolaryzowanymi obozami interpretacyjnymi. Pomimo wielu niezgodności i różnic opinii wszyscy uważamy, że Lewis rzeczywiście miał poważny wkład w rozwój wielu dziedzin badawczych i gatunków - literackich, historycznych, filozoficznych, etycznych, teologicznych, duchowych, narracyjnych i poetyckich. Jest on ponad wszelką wątpliwość jednym z najważniejszych głosów XX wieku - zwłaszcza gdy jego dzieła traktuje się jako całość - który nie zasługuje na ignorowanie, zbywanie czy wręcz wyszydzanie przez dzisiejszą inteligencję. Nie powinno się jednak przypisywać mu tej wyjątkowej, uprzywilejowanej i niepodważalnej roli, jak to czynią niektórzy z jego fanów. Jego dorobkowi należą się wyważone komentarze i krytyczna analiza. Nie zamierzaliśmy stworzyć "opracowania" C.S. Lewisa ani dojść do ostatecznych konkluzji w odpowiedzi zarówno jego krytykom, jak i miłośnikom; chcieliśmy natomiast ożywić dyskusję na temat Lewisa w ramach studiów teologicznych i religijnych oraz ułatwić zrozumienie jego dzieła. Ufamy, że ta monografia do tego się przyczyni.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki