DOBRODUCH
Dobroduch zamieszkuje paryskie hotele. Raz jest tu, raz jest tam. Nie lubi zagrzewać miejsca. Jest ciekawski i szybko się nudzi. Najbardziej lubią go dzieci, chociaż i dorośli spoglądają na niego przychylnym okiem. Sztuka, którą się zajmuje, wymaga wyobraźni, ale to chyba łączy wszystkie jej dziedziny. Kreatywność to nie tylko zabawa, ale i szukanie rozwiązań, popełnianie błędów i łamanie zasad. Nie można się tego nauczyć, ale można wyćwiczyć.
Zapewne przynajmniej raz słyszałeś o hotelu, w którym z najzwyklejszymi ręcznikami dzieje się magia. A może w takim byłeś? To sprawka Dobroducha. Idealnie złożone ręczniki to jego dzieło. Nie chodzi o estetyczne ułożenie ich w kwadrat, lecz o fantazyjne rzeźby z materiału. Te figury nie tylko sprawiają, że pomieszczenie staje się bardziej eleganckie. Jest to też sposób na to, by goście hotelowi poczuli się szczególnie docenieni.
Dbałość o detale, zarówno w życiu, jak i w sztuce, jest istotna. Nie chodzi o perfekcjonizm, który jest przereklamowany i więcej przynosi szkód niż pożytku, ale o dokładność i dbałość. Obraz może być ciekawy, ale zaprezentowany w niechlujny sposób nie zatrzyma przy sobie odbiorcy. Muzyka może być piękna, ale wydobyta z nie do końca dostrojonego instrumentu nie sprawi uszom satysfakcji. Życie ceni sobie równowagę. Po burzy zawsze wychodzi słońce, a zły dzień kiedyś się kończy. Nic nie jest wieczne. Naturalne jest więc to, że rzeźby Dobroducha wykonane z ręczników zostaną rozwinięte. Niestety, artysta wciąż nie akceptuje takiego stanu rzeczy. Traktuje to bardzo osobiście i zanadto analizuje sytuacje, co powoduje mętlik w jego głowie.
Nie każdy artysta lubi, gdy ogląda się go podczas pracy. Część z twórców uważa to za zły omen. Dobroduch nie dopuszcza do siebie publiczności podczas tworzenia. Przy składaniu figur musi być sam na sam ze sztuką. Wierzy, że jeśli ktoś zobaczy pracę przed jej ukończeniem, to dzieło spotka nieszczęście. Artysta wkrada się więc do pokoju gości i pod ich nieobecność kreuje nowy wizerunek ręczników. Żadna wielkość ani żaden gatunek ręcznika nie jest dla niego wyzwaniem. Już nie. Początkowo nawet złożenie materiału w kształt serca stanowiło dla niego niemały problem. Mistrzostwo osiąga się z czasem. Wraz z nabywaniem doświadczenia i rozwojem umiejętności dochodzi się do poziomu, o którym marzyło się jako dziecko. Z każdym kolejnym rokiem przyjemność z tworzenia staje się coraz większa.
Dobroducha fascynuje fakt, że zwykły, nieprzykuwający uwagi, codzienny przedmiot może zamienić w dzieło. Lubi przeobrażać nudny pokój w dżunglę wypełnioną zwierzętami. Małpa wspinająca się na lampę, krokodyl trzymający w paszczy pilota do telewizora? Żaden problem, zostaw uchylone drzwi. Po zakończonej pracy artysta szuka cichego kąta, w którym chowa się, by obserwować reakcje gości, kiedy ci powrócą do pokoju. Czeka podekscytowany do tego stopnia, że musi kontrolować stan swojego ciała, które całe aż trzęsie się z ekscytacji.
Ludzie reagują różnie. Wpadają w zachwyt, są zaskoczeni, czasem pojawia się banan na ich twarzach albo niekontrolowany napad śmiechu. Zdarzają się też delikwenci, którzy nie reagują tak entuzjastycznie, jak Dobroduch by oczekiwał. Przejdą i nie zauważą, mrukną pod nosem, że ktoś im grzebał w prywatnych rzeczach albo zatrzymają się i przekrzywią głowę w niezrozumieniu. Nigdy wszystkim nie dogodzisz, jednak dla Dobroducha jest to rzecz, z którą nie potrafi się pogodzić. Jego wiara we własne umiejętności automatycznie maleje wtedy do minimum. Kuli się jak dziecko skarcone przez rodziców i w panice próbuje odgadnąć, co zrobił źle. A nic takiego nie nastąpiło. Tak po prostu już jest, że ludzie nie przywiązują zbytniej uwagi do emocji i uczuć innych.
Robią to, co czują, w sposób niekontrolowany, zwłaszcza gdy wydaje im się, że są sami w pokoju, bezpieczni i nieoceniani. Często jest tak, że reakcja gości na sztukę Dobroducha nie jest spowodowana ich rzeczywistą opinią na temat rzeźby, a po prostu jest efektem ciężkiego dnia lub sytuacji, która miała miejsce chwilę wcześniej, gdzieś za drzwiami.
Być może mężczyzna, który zajmuje pokój numer czterysta trzynaście, przed chwilą poszukiwał nerwowo kluczy ukrytych na samym dnie kieszeni. Był pewien, że je zgubił, wpadł w panikę i poczuł złość. Zakłopotany poprosił o dodatkowe klucze w recepcji. To naturalne, że w takiej sytuacji prędzej rzuci się na łóżko ze zmęczenia, niż z zachwytem będzie wpatrywał się w baśniowe ułożenie ręcznika. Nie zawsze jest dobry czas na sztukę, ona też musi czekać na swoją kolej. Ludzie nie powinni odreagowywać swoich emocji na innych, ale tak się często dzieje. Dobroduch nie wybudował jeszcze swojego własnego muru, chroniącego go przed krytyką lub reakcjami, których wolałby nie oglądać. Jednak z każdą reakcją ludzi staje się silniejszy, chociaż sam nie zdaje sobie z tego sprawy.
W końcu nauczy się, że nie chodzi o to, by za każdym razem dawać satysfakcję innym, ale o to, by być zadowolonym z samego siebie. Gdy zrozumie, że opinie innych nie są mu potrzebne, wszystko stanie się prostsze, a on sam nigdy nie będzie już skulony. Będzie kroczył dumnie, z wysoko uniesioną głową.