Przedmowa
Kiedy wydawca po raz pierwszy przekazał mi maszynopis tej niezwykłej książki z prośbą o recenzję, byłem przekonany, że mam do czynienia z kolejną sensacyjną publikacją z gatunku tych, które zaśmiecają półki księgarskie obietnicami tanich emocji. Myliłem się fundamentalnie. To, co trzymam w rękach - i co za chwilę Państwo sami będziecie trzymać - jest dziełem zupełnie innej kategorii. Jest świadectwem.
Przez czterdzieści lat mojej kariery akademickiej i klinicznej widziałem, jak medycyna transplantacyjna przeszła drogę od eksperymentalnych, niemal szamańskich prób do rutynowych procedur ratujących tysiące istnień rocznie. Pamiętam czas, gdy przeszczep serca był sensacją na pierwszych stronach gazet, gdy każda udana transplantacja nerki była triumfem ludzkiego geniuszu nad śmiercią. Wierzyłem - i wciąż chcę wierzyć - że ta dziedzina medycyny reprezentuje najszlachetniejsze aspiracje naszego zawodu. Że jest ucieleśnieniem hipokratejskiej przysięgi, że jest dowodem na to, iż nauka może służyć człowiekowi w najbardziej fundamentalny sposób.
A jednak ta książka zmusza mnie do konfrontacji z ciemniejszą stroną tego samego medalu. Autor, którego odwagę i determinację muszę podziwiać nawet tam, gdzie nie zgadzam się z jego wnioskami, zabiera nas w podróż po miejscach, gdzie granica między leczeniem a eksploatacją, między innowacją a aberracją, została przekroczona w sposób, który powinien niepokoić każdego myślącego człowieka.
Nie będę tutaj streszczał poszczególnych rozdziałów - to zadanie należy do czytelnika, który sam musi odbyć tę podróż, sam musi zmierzyć się z obrazami i świadectwami, które autor zebrał z niezwykłą starannością. Powiem tylko tyle: każdy rozdział tej książki jest jak kolejna warstwa cebuli, którą obieramy, zbliżając się do gorzkiego rdzenia prawdy o tym, dokąd zmierza współczesna biotechnologia, gdy wymknie się spod kontroli etycznej i prawnej.
Co czyni tę książkę wyjątkową na tle innych publikacji o podobnej tematyce? Przede wszystkim metodologia. Autor nie zadowala się sensacyjnymi nagłówkami ani anonimowymi plotkami krążącymi w internecie. Każde świadectwo jest udokumentowane. Każda rozmowa jest osadzona w kontekście. Każdy opisywany przypadek ma twarz, imię, historię. To nie jest abstrakcyjny traktat o etyce medycznej - to jest reportaż z pierwszej linii frontu, gdzie ludzkość toczy wojnę sama ze sobą o definicję tego, czym jest człowiek.
Szczególnie doceniam, jako akademik i klinicysta, naukową rzetelność autora. Opisy procedur medycznych, choć celowo pozbawione szczegółów technicznych, które mogłyby służyć jako instrukcje, są anatomicznie i fizjologicznie wiarygodne. Autor rozumie biologię, rozumie ograniczenia i możliwości współczesnej chirurgii transplantacyjnej, i to zrozumienie nadaje jego relacjom wagę, której brakuje typowym dziennikarskim sensacjom. Nie mamy tu do czynienia z fantastyką naukową, ale z ekstrapolacją tego, co już jest możliwe, w kierunkach, które większość z nas wolałaby nie kontemplować.
Jednym z najcenniejszych aspektów tej książki jest obecność głosu etycznego, który przewija się przez wszystkie rozdziały niczym sumienie narratora. Postać doktor Heleny Nowak - bioetyka, która komentuje każdy przypadek z perspektywy filozoficznej i moralnej - stanowi niezbędną przeciwwagę dla szokujących opisów. To dzięki niej książka nie staje się pornografią grozy, ale pozostaje poważnym studium moralnym. Jej pytania są naszymi pytaniami. Jej oburzenie jest naszym oburzeniem. A jej bezsilność wobec machiny postępu, która nie zna granic, jest niestety bezsilnością nas wszystkich.
Jako profesor bioetyki muszę podkreślić, że problemy podnoszone w tej książce nie są hipotetyczne. W mojej własnej praktyce akademickiej i konsultacyjnej spotykam się z dylematami, które - choć mniej dramatyczne niż te opisywane przez autora - wynikają z tej samej fundamentalnej niepewności: gdzie przebiega granica dopuszczalnej modyfikacji ludzkiego ciała? Kto ma prawo ją wyznaczać? I co robimy, gdy ta granica zostaje przekroczona nie przez szaleńców w podziemnych laboratoriach, ale przez szanowane instytucje, wspierane przez rządy i finansowane przez międzynarodowe korporacje?
Ta książka jest oskarżeniem. Ale jest też ostrzeżeniem. Autor nie poprzestaje na dokumentowaniu tego, co już się wydarzyło. Między wierszami, w komentarzach i refleksjach, rysuje wizję przyszłości, która może nadejść, jeśli nie podejmiemy świadomych, zbiorowych decyzji o tym, czego jako ludzkość nie akceptujemy. Ostatni rozdział, nietypowy w swojej formie, jest być może najbardziej wymowny - jest manifestem granic, których autor sam nie przekroczy, i zaproszeniem dla nas wszystkich, byśmy zastanowili się, gdzie przebiegają nasze własne granice.
Nie zgadzam się ze wszystkimi wnioskami autora. Jako człowiek nauki wierzę, że postęp biotechnologiczny może i powinien służyć ludzkości. Wierzę, że transplantologia ma przed sobą świetlaną przyszłość, w której będziemy mogli ratować życia obecnie nieuleczalnie chorych. Ale ta wiara nie może być ślepa. Musi być oparta na jasnych zasadach etycznych, na przejrzystych regulacjach prawnych, na świadomej zgodzie pacjentów i na społecznej kontroli nad tym, co naukowcy i lekarze robią za zamkniętymi drzwiami laboratoriów i sal operacyjnych.
Ta książka jest wezwaniem do takiej kontroli. Jest apelem o to, byśmy jako społeczeństwo nie abdykowali z odpowiedzialności za kierunek, w którym zmierza medycyna. Bo jeśli abdykujemy - jak pokazują przypadki opisane w tych rozdziałach - znajdą się tacy, którzy wykorzystają tę pustkę dla własnych celów, traktując ludzkie ciało jako surowiec, a ludzką desperację jako okazję do zysku.
Kończąc tę przedmowę, chcę powiedzieć coś osobistego. Przez całe życie wierzyłem w godność zawodu lekarza. Wierzyłem, że jesteśmy strażnikami życia, nie jego inżynierami. Że naszym zadaniem jest leczyć, nie modyfikować. Że pacjent jest celem, nie środkiem. Ta książka nie zachwiała moją wiarą - wręcz przeciwnie, wzmocniła ją. Bo pokazując, co się dzieje, gdy te zasady są łamane, przypomina nam, dlaczego są tak ważne.
Zalecam tę książkę każdemu, kto chce zrozumieć, dokąd zmierzamy jako gatunek. Każdemu, kto wierzy, że świadoma refleksja jest lepsza niż niewiedza. I każdemu, kto jest gotów zadać sobie najtrudniejsze pytanie ze wszystkich: co czyni nas ludźmi i co jesteśmy gotowi poświęcić w imię postępu?
Odpowiedzi, które znajdziecie między okładkami tej książki, mogą was przerazić. Ale przerażenie, jak uczy nas historia, bywa początkiem mądrości. A mądrości nam dzisiaj najbardziej potrzeba.
Oddaję Państwa w ręce autora. Podróż, która przed wami, nie będzie łatwa. Ale będzie tego warta.
Kraków, wiosna 2025